niedziela, 6 maja 2012

Homoseksualiści kontra prof. Aleksander Nalaskowski



Skończyłem czytać przesłaną mi do recenzji wydawniczej rozprawę z edukacji filozoficznej, której autor (jeszcze nie zdradzam jego nazwiska, ale jak tylko książka ukaże się drukiem, to poświęcę jej więcej uwagi) słusznie przypomina, jak to już w XV wieku miał miejsce pluralizm metodologiczny, powodujący przewartościowanie w myśleniu o autoritas. Już wówczas zanikał ten typ autorytetu, który polegał na bezkrytycznym przyjmowaniu tez i poglądów wygłaszanych przez klasyków filozofii. A jednak, pomimo upływu tylu wieków, nadal mamy problem z odbiorem osobistych poglądów naukowców, którzy są autorytetami w swojej dyscyplinie z dziedziny nauk humanistycznych i/czy społecznych. Nie oszukujmy się. Humanistyka nie jest matematyką. Tu nie ma niepodważalnych aksjomatów, a zatem każdy może formułować własne hipotezy i je weryfikować zgodnie z istniejącym stanem wiedzy, a często i wbrew niej, na co zwracał uwagę Thomas Kuhn w swoich pracach na temat rewolucji naukowych w wyniku zmiany obowiązujących paradygmatów.

W zakresie tych dyscyplin naukowych, które mają zarazem charakter praktyczny, jak np. pedagogika, sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo tu praktyka tylko częściowo potwierdza teorię, a teoria tylko częściowo warunkuje konstruowanie praktyki. Nikt nie jest w stanie odtworzyć warunków jakiegoś modelu wychowania czy kształcenia, by zachować te same warunki (tzw. zmienne niezależne i pośredniczące). A zatem to, co udało się Januszowi Korczakowi, którego dziedzictwo myśli i praktyki wychowawczej czcimy w tym roku, czy co powiodło się Celestynowi Freinetowi, wcale nie musi i nie może się udać innemu pedagogowi, który koniecznie chciałby ich naśladować. Nikt nie odwzoruje w takim samym stopniu i zakresie opisanego - jako sprawdzony i wartościowy społecznie - modelu, konceptu czy eksperymentu pedagogicznego. A jednak, nieustannie ktoś je podważa lub afirmuje, doskonali lub odrzuca z jakiegoś, nie zawsze uświadamianego sobie i/lub innym powodu. Najczęściej czyni się tak z przyczyn politycznych, kiedy usiłuje się wykorzystać sferę publiczną wychowania i kształcenia do realizacji celów-interesów jakiegoś stronnictwa politycznego, które chce dzięki temu zdobyć lub utrzymać władzę w społeczeństwie.

Nie tylko dzisiaj ci, którzy usiłują wykorzystać jakże osobliwą sferę wychowania czy kształcenia do celów dalece wykraczających poza konieczne warunki do jego zaistnienia - by wynikiem tego procesu był osobisty rozwój każdego z wychowanków z osobna, a zarazem sprzyjał on ich socjalizacji i inkulturacji, przyczyniając się zarazem do rozwoju społeczeństwa i grupy odniesienia - wprowadzają w błąd opinię publiczną swoimi autorytatywnie formułowanymi przekonaniami. Tak, jakby tylko oni i tylko oni mieli rację. Tak, jakby proces wychowania można było sprowadzić do formuły 1+1=2, podczas gdy prawidłowy wynik może mieć postać: 1+1=3, 1+1=4, 1+1=5 itd.

Dla Stowarzyszenia Na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych, Osób Transpłciowych oraz Osób Queer "Pracownia Różnorodności" z siedzibą w Toruniu nie ma żadnego znaczenia to, czym jest humanistyka, wiedza o wychowaniu i kształceniu oraz jaką rolę odgrywają w niej podejścia normatywne, określane też we współczesnej nauce jako teorie imperatywne. ich zdaniem istnieje tylko jedna prawda, jedna teoria, jedna koncepcja człowieka, jego socjalizacji i jej uwarunkowań, której podważanie przez kogokolwiek powinno spotkać się z ingerencją sądową, tym bardziej, gdy "ośmiela" się to czynić profesor pedagogiki, dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Potrzebowali 8 miesięcy na to, by zaprotestować przeciwko opublikowaniu przez profesora poglądu w związku z odrzuceniem przez Sejm poprawek Senatu do ustawy z dn. 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Wówczas A. Nalaskowski skrytykował decyzję posłów, którzy nie poparli poprawki Senatu zakazującej parom osób o orientacji homoseksualnej pełnienia funkcji rodziców zastępczych i prowadzenia rodzinnych domów dziecka.


- Jeżeli przed udzieleniem prawa do prowadzenia rodzinnego domu dziecka robi się rozmaite badania w celu rozpoznania takich rodziców, czy mają dobre warunki, czy nie są alkoholowi itp., to warunek pewnej normalności seksualnej jest pierwszorzędnym warunkiem i jeżeli go uchylimy, to możemy uchylać także wszystkie inne. Rodzice homoseksualni, tworzący dom dziecka, nie są w stanie przekazać dziecku w procesie wychowania właściwego wymiaru życia seksualnego człowieka. Ten wymiar będzie zawsze wymiarem spaczonym, wymiarem chorym. Tak jak homoseksualizm jest chory, choć Organizacja Zdrowia uznała, że nie jest.

Po tej wypowiedzi pedagoga powyższe Stowarzyszenie skierowało pismo do Rektora UMK w Toruniu, do Komitetu Etyki w Nauce Polskiej Akademii Nauk (chyba z tego względu, że w poprzedniej kadencji profesor był członkiem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN) oraz do władz Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Olsztynie, w której profesor jest zatrudniony na drugim etacie o wyciągnięcie sankcji natury dyscyplinarnej. Tę "aferę" gorliwie relacjonowała "Gazeta Wyborcza" (http://torun.gazeta.pl/torun/1,48723,9975019,Urlop_dziekanski_na_dyskusje_o_gejach.html#ixzz1VBQZFAju).

W końcu pojawił się news, który mógł się dobrze sprzedawać. Oto, po aferze z poznańskim seksuologiem, który stosował niedozwolone etycznie praktyki terapeutyczne, pojawiła się szansa na spalenie na stosie poprawności politycznej kolejnego profesora tytularnego, założyciela i dyrektora jednego z najlepszych w kraju - niepublicznego liceum ogólnokształcącego w Toruniu. Wynik ataku nie był dla oskarżycieli i dotkniętych tą wypowiedzią zadowalający, skoro, a może właśnie po wygranych wyborach posłów Ruchu Janusza Palikota, postanowiono powrócić do sprawy i nadać jej ponowny bieg, tyle że już z oskarżenia prywatnego. Oskarżyciel jest gejem, który poczuł się urażony wypowiedzią pedagoga w mediach mimo, iż nie był w niej wymieniony personalnie.

W sobotnio-niedzielnym wydaniu "Rzeczpospolitej", w bardzo poczytnym dodatku "PlusMinus" Robert Mazurek opublikował wywiad z prof. Aleksandrem Nalaskowskim pt. "Nie ma genu gejostwa" (2012 nr 18, s. P10-P11), który rozpoczyna od pytania, nawiązującego do powyższego oskarżenia: - Długo pan jeszcze na wolności? Profesor zdumiony medialną nagonką, wyjaśnia w tym wywiadzie, że nie obraził personalnie oskarżyciela, tylko jeśli już, to parlamentarzystów, którzy chcieli uchwalić "głupie i byle jakie prawo, dając homoseksualistom prawo do tak zwanej pieczy zastępczej". Sam nie jest homofobem, ma znajomych tej orientacji, którzy popierają jego stanowisko w tej sprawie, a gdyby - jak stwierdził - "robiono getto dla gejów, to pierwszy zrobiłby "podkop w piwnicy i ich przechowywał". A dalej w wywiadzie padają odpowiedzi na kolejne pytania:

R. Mazurek: Jako ludzi chorych, bo pańskim zdaniem homoseksualizm jest chory, nawet jeśli WHO twierdzi inaczej.

A. Nalaskowski: - Światowa Organizacja Zdrowia to część ONZ, organizacja polityczna, a nie naukowa, i nie ma obowiązku przestrzegania jej postanowień, tak jak nie ma obowiązku przestrzegania postanowień UNESCO czy UNICEF.

RM: Nie chodzi o stanowisko WHO, ale medycyny.

AN: - W podręcznikach akademickich wydanych już w latach 90., po decyzji WHO, są ciągle zdania, że homoseksualizm to dewiacja. Jeśli mogą tak uważać profesorowie, choćby urologii, to mogę i ja.

RM: Ale musi pan obrażać?

AN: - Ja nie powiedziałem, że homoseksualiści są chorzy, tylko że homo- seksualizm jest chory, czyli mówiłem o zjawisku, a nie wskazałem człowieka.

(źródło:http://www.rp.pl/artykul/869964.html)

Władysław Seredyński, doktor filozofii, kustosz zbiorów i członek Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, we wstępie do swojego podręcznika „Pedagogia Polska w zarysie”, jaki ukazał się w 1868 r. we Lwowie, pisał m.in.:

Przekonany, że wystawić system wychowania znaczy tyle co pokusić się o wystawienie budżetu moralnych skarbów narodu na przyszłość; przekonany o ciężkiej odpowiedzialności, jaką autor podobnego dzieła na swe barki podjąć może, czuję wewnętrzną potrzebę wyłuszczenia szczegółowiej mych myśli, pobudek i celu, w jakich niniejsza pracę pod sąd i na użytek publiczny podaję. Pisano już u nas niemało o wychowaniu; piśmiennictwo nasze szczyci się zarówno systemami ściśle naukowemi, jak i szeregiem urywkowych rozpraw, stanowiących nie mało cenną sumę różnorodnego doświadczenia. Żadna atoli z dotychczas drukiem ogłoszonych prac tego kierunku nie odpowiada, albo wymogom ścisłej umiejętności albo jako oderwana teorya, od prawdy życia i rzeczywistości daleka, nie czyni zadość potrzebom przez zdrowszą umysłowość społeczeństwa naszego wymaganym. (...) Nie mogę wreszcie pominąć wyznania, iż nie bez trwogi niejakiej pracę niniejszą na widok publiczny wydaję. Gdy bowiem z jednej strony pragnienie umiejętnej krytyki, a z drugiej, owa sumienna pewność, zdobyta zasadniczem przekonaniem, dobrą wolą i takiem rzeczy widzeniem, które, jeśli nie stawia wiele uderzająco nowego, to niczego przynajmniej uczciwego nie burzy, powinny mię uspokoić; to jednak okoliczność, że nie powszechnie jeszcze uznaną olbrzymia różnica, między prostą rutyną a umiejętnem doświadczeniem, budzić musi dość słuszne trwogi i niepokoje. Wówczas nikt nie pozwał W. Seredyńskiego do sądu o obrazę osobistą mimo, iż też pisał o tym, jak nie powinno wyglądać wychowanie i komu nie powinno się jego powierzać.

Dzisiaj wiemy, że nie ma wolnego od wartościowania sposobu uprawniania teorii społecznej (…) nie sposób uprawiać teorii społecznej wolnej od wartościowania, i w tej mierze moje wybory odzwierciedlają moje preferencje. (Elliot A., Współczesna teoria społeczna, Warszawa PWN 2011, s.10). Wszystko to, co jest kluczowe w nauce, to modele interpretacji badanych kategorii czy fenomenów, które poddawane są hierarchizacji. Nauka jest wytworem całej ludzkości, która mówi tekstami minionych i obecnych pokoleń. W toku ewolucji następowała specjalizacja badań i akumulacja uzyskiwanych w trakcie badań danych. Nauka nie jest jednolita, lecz stanowi konglomerat powiązanych z sobą praktyk o różnych logikach postępowania, które bywają sprzeczne. (J. C. Kaufmann, Ego. Socjologia jednostki. Inna wizja człowieka i konstrukcji podmiotu, tłum. Krzysztof Wakar, Warszawa 2004, s. 72).

Rozprawy teoretyczne w humanistyce czy naukach społecznych bazują na interpretacjach, które dotyczą ulotnych i niepewnych założeń. Wszystko polega na skali: to, że ma się rację, nie oznacza, że racja ta odnosi się do wszystkiego, a to, że nie ma się racji, nie oznacza, że nie ma się jej w odniesieniu do niczego.(tamże, s. 127)



52 komentarze:

  1. To ciekawe, że broniąc stanowiska A. Nalaskowskiego odwołuje się Pan Profesor do relatywności zjawisk z zakresu nauk humanistycznych. Stanowisko A.N. temu zaprzecza, A.N. ma pogląd jednoznacznie na "nie" i chciałby aby takowy został ogólnie przyjęty. To, że A.N. ma kolegów homoseksualistów nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Może akurat tamci nie są dobrymi kandydatami na rodziców. Ja mam ich wielu i byliby lepszymi rodzicami niż gros par heteroseksualnych, które znam.
    Po drugie, A.N. w przedziwny sposób bronił swojego stanowiska uparcie twierdząc, że wypowiadał je jako A.N. a nie jako pedagog, "profesor A.N". Niestety, nie ma co się oszukiwać, stanowiskiem samego A.N. media ani opinia publiczna nie są zainteresowane. Fronda czy inne tego typu źródła są zainteresowane poglądem A.N. ponieważ jest on autorytetem (rozpoznawalnym medialnie) w dziedzinie pedagogiki, wychowania itp. Gdyby nim nie był, to co sądzi na różne tematy nikogo by nie obchodziło, mógłby je najwyżej opowiadać przy stole własnym dzieciom.
    Po trzecie, stosowanie argumentu, że A.N. nie obraził nikogo wprost, bo nie mówił "personalnie" o osobie, która wniosła oskarżenie jest chybione. Z pewnością argumentu tego nie zastosowałby A.N. gdyby obraza dotyczyła tzw. uczuć religijnych, które w naszym kraju bardzo łatwo obrazić. Taka obraza nie musi dotyczyć konkretnej osoby i dobrze znamy przykłady procesów (choćby Nieznalskiej) osób, które nikogo osobiście nie obrażały, ale musiały bronić się w sądzie. Niech więc i A.N. będzie na to przygotowany. A to,że jest "profesorem tytularnym, dyrektorem liceum..." nie ma nic do rzeczy. Wystarczyło mi parę lat pracy naukowej, aby przekonać się, że Profesor tytularny może mieć poglądy gorsze niż chłop małorolny, a ten ostatni może być od niego mądrzejszy i być zwyczajnie lepszym człowiekiem (tej uwagi nie odnoszę oczywiście do A.N.).
    Życzyłabym sobie pedagogów otwartych na inność/odmienność (oczywiście taką, która nie krzywdzi).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta sama używa określenia "może są...". A może nie są? Nie ma na to dowodów, ale już wie, że nie są. Ciekawa logika. Żaden sąd jej nie zastosuje, bo by się ośmieszył. Powinna jednak poinformować, że Nieznalska nie została skazana, więc jednak... argument nie jest tu właściwy.
      Trudno, by media nie były zainteresowane wypowiedziami ocennymi profesorów, także pedagogiki. Codziennie wypowiadają się na temat oświaty, wychowania socjolodzy, psycholodzy, filozofowie i jakoś nikt ich do sądu nie podaje z tego tytułu, że ich obraził. Politycy sami prześcigają się w ujawnianiu faktów ze swojego życiorysu - o tym,jak to palili trawkę, ćpali, zalewali się litrami alkoholu, puszczali się na prawo i lewo, uciekali z lekcji religii, uczestniczyli w bójkach i wybrykach chuligańskich,
      ot... nasza polska hipokryzja. Nalaskowskiemu nie wolno powiedzieć o tym, jaki ma stosunek do propozycji regulacji prawnych, bo zdaniem Marty nie ma racji, tzn. nie stoi za nim żadna prawda. A za nią stoi? Jaka?
      Autor blogu pokazuje, że ingerencje prawa w sferę, ktora nie rządzi się logiką "prawda-fałsz" może tylko i wyłącznie prowadzić do "palenia czarownic na stosie". To może spalić wszystkie - i te z lewej i te z prawej strony? Tylko kto posprząta lub zgasi światło?

      Tadeusz

      Usuń
  2. W 100% zgadzam się z wypowiedzą Marty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

      Usuń
    2. Homoseksualizm jest zboczeniem popędu, a więc chorobą, tj. zaburzeniem. Oczywiście o chorych zawsze należy się wypowiadać z szacunkiem, ale zakłamywać rzeczywistość i łudzić homoseksualistów, że nie mają zaburzeń, to krzywdzenie ich, zwłaszcza w wymiarze moralnym, którego dotyka ich aktywność a nie sama skłonność.
      Poza tym jak człowiek, który ma potencjał płodności, a realizuje dar seksualności poza tym potencjałem, może chcieć sytuować takie zachowanie w sferze normy?

      Usuń
    3. jak człowiek, który ma potencjał płodności, a realizuje dar seksualności poza tym potencjałem, może chcieć sytuować takie zachowanie w sferze normy?

      Usuń
  3. Chciałbym zaznaczyć, że mimo poglądów Pana prof. Nalaskowskiego istnieją silne argumenty, że homoseksualizm nie jest chory czy jest chorobą. Przede wszystkim homoseksualizm jest jedną z orientacji, która występuje u człowieka i takie jest aktualne stanowisko podręcznikowe.

    Po pierwsze w świecie zwierząt homoseksualizm jet częstym zachowaniem (np. u psów), ponadto nikomu nie udało się zmienić orientacji, mimo że co jakiś czas pojawiają się doniesienia o "cudownych terapia", często w różnego rodzaju talk-show zapraszających podstawionych gości (np. słynny program Jerrego Springera był ustawiony od A do Z, ciekawe jak jest z "Rozmowami w toku"?). Tzw. terapia konwersyjna czy reparatywna, której reklamy znalazłem między innymi w poczytnych "Charakterach" została skrytykowana przez prawie wszystkie poważne amerykańskie organizacje naukowe (publikujące liczne żurnale) zajmujące się zdrowiem, w tym psychicznym np. American Psychological Association czy American Psychiatric Association oraz American Medical Association. Jak widać "Charaktery" promują pseudonaukę.

    Ponadto w 2009 APA psychologiczne opublikowało takie stanowisko:
    "In 2009 the American Psychological Association Task Force on Appropriate Therapeutic Responses to Sexual Orientation conducted a systematic review of the peer-reviewed journal literature on sexual orientation change efforts (SOCE) and concluded:
    Efforts to change sexual orientation are unlikely to be successful and involve some risk of harm, contrary to the claims of SOCE practitioners and advocates. Even though the research and clinical literature demonstrate that same-sex sexual and romantic attractions, feelings, and behaviors are normal and positive variations of human sexuality, regardless of sexual orientation identity, the task force concluded that the population that undergoes SOCE tends to have strongly conservative religious views that lead them to seek to change their sexual orientation. Thus, the appropriate application of affirmative therapeutic interventions for those who seek SOCE involves therapist acceptance, support, and understanding of clients and the facilitation of clients' active coping, social support, and identity exploration and development, without imposing a specific sexual orientation identity outcome.(źródło http://www.apa.org/pi/lgbt/resources/therapeutic-response.pdf)

    Informacje, że zmiana orientacji seksualnej jest niemożliwa można znaleźć nawet w popularnej w Polsce książce znanego prof. psychologii M. Seligmana (ten facet od wyuczonej bezradności, optymizmu i psychologii pozytywnej; również autor podręcznika psychopatologii) "Co możesz zmienić, a czego nie możesz" wydanej przez Media Rodzina. Istnieją więc silne przesłanki, że jest ona uwarunkowana biologicznie i uczenie przez modelowanie i naśladownictwo nie ma nic z orientacją seksualną wspólnego.

    W kwestii adopcji, rodzin zastępczych, domów dziecka się nie wypowiadam, ale chciałem podkreślić, że mówienie o chorobie, dewiacji, patologii w tym psychopatologii zamiast po prostu orientacji jest nadużyciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy silne argumenty? Silne, znaczy siłowe? Kto więcej krzyczy? Komu więcej zapłacą? Kto ma z tego interes? Stanoiwsko stowarzyszenia psychologicznego jest tyle samo warte, co wypowiedź posła X na temat wychowania seksualnego w szkołach. Profesor Nalaskowski nie wypowiadał się na temat tego, czy zmiana płci jest możliwa czy nie.
      A szkoda, że Anonimowy nie wypowiada się na temat adopcji , rodzin zastępczych, domów dziecka, bo gdyby nie daj Panie Boże coś jemu się stało i jego dziecko trafiło do takiej placówki, to niech już teraz zapisze w testamencie, czy chce, aby homoseksualiści dalej opiekowali się jego dzieckiem.

      Tadeusz

      Usuń
    2. Stanowiska organizacji naukowych oparte są na badaniach naukowych i oznacza to, że ludzie tworzący organizacje skrytykowali poglądy takie jak prof. Nalaskowskiego w swoich publikacjach, na konferencjach i sympozjach oraz w oficjalnych komunikatach i raportach. Te organizacje tworzą naukowcy i prowadzą badania. Panie Tadeuszu, proszę pisać lub czytać ze zrozumieniem, gdyż nie pisałem o zmianie płci a orientacji. Wystarczy wejść na chociażby stronę APA psychologicznego i sprawdzić, że jest to organizacja naukowa, produkująca dużo wiedzy liczącej się w świecie, a nie żadne stowarzyszenie czy koło gospodyń wiejskich. APA wydaje ponad 60 czasopism oraz prowadzi bazę naukową PsycINFO. Proszę nie krzyczeć (emocjonalny ton wypowiedzi) i właściwie adresować swoje kontrargumenty, gdyż wszystkie chybią.

      Mnie osobiście nie przeszkadza, aby moim dzieckiem opiekował się homoseksualista, motocyklista, Żyd, Bułgar, Japończyk, rowerzysta, pasjonat skoków na bungee, ateista, buddysta, grekokatolik, protestant czy ktoś kto lubi nosić różowe skarpetki. Nie mam takich uprzedzeń, a homoseksualiści nie sypiają z dziećmi.

      Usuń
    3. Badania naukowe w tej sferze są względne, uzależnione od przyjętych założeń i kryteriów oceny. Mamy ponad sto teorii osobowości. Żadna nie jest prawdziwa, bo żadna nie jest w stanie odzwierciedlić istoty człowieka. Na szczęście.
      A ja mam prawo nie zyczyć sobie, by mojej dzieci były pod opieką homoseksualistów, tak samo, jak anonimowemu to nie przeszkadza. Prosze więc nie czynić z tego prawa powszechnie obowiązującego. O tym też pisze profesor. trzeba tylko czytać ze zrozumieniem. To, że ktoś wydaje 60 czasopism naukowych nie jest dowodem na posiadanie prawdy.
      Może wydawać nawet tysiąc.

      Tadeusz

      Usuń
    4. Nie rozumiem co mają homoseksualiści do opieki nad dzieckiem i czemu to tak innych drażni. Przecież kontakt nauczyciela, wychowawcy, pracownika socjalnego, pielęgniarki itp. wyznaczają relacje profesjonalne, które są takie same bez względu na to czy jest on katolikiem, buddystą, ateistą czy osobą homoseksualną. Rozumiałbym, żeby chodziło o pedofila, recydywistę lub psychopatę, gdyż oni są niebezpieczni, ale reszta ludzi bez względu na etykietki np. ateista, pracownik 50 +, zwolennik prawicy bądź lewicy zachowuje się w granicach relacji profesjonalnych w każdym zawodzie i nie prezentuje swoich zachowań, postaw i poglądów. Czemu większość ludzi zajmuje się jedynie potencjalnymi relacjami homoseksualistów z dziećmi, a nie np. pomocą lekarską udzielaną przez homoseksualnych lekarzy czy otrzymaniem krwi lub organu do przeszczepu od homoseksualisty?

      Widzę, że żadna wiedza naukowa nie jest dla Pana dowodem, więc nie będę już pisał, bo szkoda mojego czasu i to są ostatnie zdania. Nie tylko psychologowie prowadzili badania nad homoseksualizmem, ale także lekarze i mieli te same efekty. Nikomu nie udało się dowieść, że jest on rodzajem (psycho)patologii, dlatego homoseksualizm nie jest uznawany za chorobę, ale jako normalny aspekt ludzkiej seksualności (oczywiście przez krytykowane przez Tadeusza grupy profesjonalistów). Mógłbym te zdania udowodnić na bazie rozprawy naukowej, ale to nie liczy się dla Tadeusza, więc po co mam się trudzić.

      Usuń
    5. To mają homoseksualiści do opieki nad dzieckiem, że nie stwarzają mu wzoru pełnej rodziny. Ot. Nie interesują mnie ich poglądy na świat, nie przeszkadza mi to, jak żyją, tak samo jak nie życzę sobie, by interesowali się tym, jak ja żyję. Nie musze paradować w stringach, by udowadniać, że mam potencję. Nikomu tez nic do tego. Wypowiedź prof. Nalaskowskiego dotyczyła niezgody na potencjalne relacje - jako wychowawcze - homoseksualistów z obcymi dziećmi, (przecież własnych nie posiadają ze swoich związków), a nie pomocy lekarskiej itd. Są pełnoprawnymi istotami ludzkimi i nikt nie odbiera im ich godności. To z wiedzą naukową nie ma nic wspólnego. Nie kwestionuję stanu ich seksualności, ani tego, czy jest to wrodzone, czy nabyte. Nie rozumiem jednak, w imię jak rozumianej tolerancji, każdy może sprawować opiekę zastępczą. Profesor Nalaskowski mówił o wymogach kulturowych, społecznych czy profesjonalnych, jakie winno stawiać się takim osobom. Nie wypowiadałł się na temat przeszczepów czy sprzedaży przez te osoby prasy lub prezerwatyw w kiosku "Ruchu". Nie dostrzgam w tym ani pogardy, ani obrazy, tylko potrzebę spojrzenia na sprawy publiczne w wymiarze szerszym, niż wąsko rozumiany interes jakiejś grupy. Być może kibole, narkomani też się nie nadają do pełnienia zastępczych ról wychowawczych, rodzicielskich. Wspomniani tu psycholodzy czy lekarze nie prowadzili badan naukowych na temat sprawowania pieczy zastępczej
      przez pary homoseksualne. Po co więc anonimowy wciska tu kit dotyczący badań?
      Chętnie przeczytam raport z badan na temat socjalizacji i wychowywania dzieci w takim środowisku oraz losów tych dzieci w ich życiu dorosłym. Wówczas podyskutuję z anonimowym, bo on dobrze wie, że nikt i nigdzie takich badań nie przeprowadził i nie przeprowadzi. Wychowanie jest zbyt subtelnym procesem, by mozna było w nim eksperymentować na żywych organizmach i duszach ludzkich.

      Tadeusz

      Usuń
    6. Moja pierwsza wypowiedź dotyczyła wyłącznie faktu, że homoseksualizm nie jest chorobą, dewiacją, patologią i to jest fakt, który można udowodnić naukowo.
      Nie zamierzałem wypowiadać się na temat wychowania, opieki przez pary seksualne, niestety parę emocjonalnych komentarzy sprawiło, że trzeba było zboczyć z podstawowej tezy i np. wyjaśniać, że ja nie mam takich uprzedzeń, czyli do osób homoseksualnych i innych kategorii ludzi (dlatego taki katalog wymieniłem) pod warunkiem, że nie krzywdzą innych, a m.in. homoseksualiści nie krzywdzą innych.

      bardzo wiele nauczycielek to stare panny lub rozwódki (i to nie mój wymysł, bo często pyta się o takie dane przy prowadzeniu badań na inne tematy) i też nie tworzą wzoru pełnej rodziny czy zdrowych relacji międzyludzkich, a przecież funkcjonują w zawodzie...

      Nigdy nie twierdziłem, że posiadam raport z danymi dotyczącymi socjalizacji i wychowania przez osoby homoseksualne i widzę, że Tadeusz prowadzi zmyślne gry retoryczne po to, żeby wywoływać i podsycać słowne potyczki. Ponadto ja piszę o czym innym (badania nad próbami zmiany orientacji i czy jest chorobą), a on o czym innym (czy istnieją badania dotyczące socjalizacji), nie czyta ze zrozumieniem lub może nie chce, być może celowo, aby móc trochę powojować w komentarzach...

      Usuń
  4. Karioka.
    Pedagodzy mają wreszcie okazję aby pokazać, że nie są tylko oczytanymi gwiazdami lecz mają kilka atrybutów ważnych ( obszarów badań) aby utrzymać, to do czego nawołują w swych pracach naukowych m.in. zapewnić bezpiecznie środowisko wychowania dzieci. Pedagogika ostatnio stanęła na piedestale społecznego zainteresowania, również przez osobę zdroworozsądkowego Profesora Aleksandra N. Kto jeszcze oprócz autora wypowiedzi w mediach, (za które grozi sąd) lub dyplomatycznej wypowiedzi autora tego blogu jest w stanie spojrzeć na wychowanie tak, aby nie groziło w Polsce za kilka lat przekonanie o tym, że wychowanie (i/lub pedagogika) to sprawa banalnie prosta i każda domowa koza, owca lub krowa powinna mieć przyznane prawa wychowania ludzkich dzieci, ponieważ stworzy bezpieczne środowisko. Życzę pedagogom odwagi - dyplomatami zawsze byli nadzwyczajnymi. Karioka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta sprawa pokazuje, że poprawność polityczna jest zabójcza dla rozwoju ludzkiej myśli. Szczególnie w naukach społecznych i "humanistycznych" bo blokuje dojście do prawdy o świecie.
    A świat nie jest poprawny politycznie - jest jaki jest...;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Profesorze, ostatnio miałem przyjemność zobaczyć wykład prof. Nalaskowskiego na żywo, kiedy gościł On w Łodzi - na wydziale Prawa i Administracji UŁ.

    To niezwykła przyjemność móc zapoznawać się z poglądami i słuchać co mają do powiedzenia tacy ludzie, jak prof. Nalaskowski, czy Pan, Panie Profesorze.

    Własne zdanie i odwaga jego głoszenia, często w opozycji do głównego nurtu wszech-obecnie panującego w dzisiejszym społeczeństwie, to rzeczy i cechy, które zawsze będą miały najwyższą cenę w oczach wielu mądrych ludzi.

    Sam Profesor Nalaskowski w Łodzi nt. homoseksualizmu mówił niewiele, ale przyznał, że im Jego poglądy nt. homoseksualizmu są bardziej wyraziste, a co za tym idzie - bardziej kontrowersyjne na dzisiejsze czasy, tym więcej wśród homoseksualistów ma znajomych (cytuję z pamięci).

    Pozdrawiam serdecznie Pana Profesora. Życzę Panu powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałem, że profesor Nalaskowski będzie w Łodzi, bo sam udałbym się na jego wykład. Wywiad z tym pedagogiem dotyczy w 75% jego zdania na temat szkoły i polityki oświatowej w naszym kraju. Tego nikt nie cytuje, nawet "Rzeczpospolita" ujawnia jedynie początek rozmowy, a dotyczący wspomnianego tu problemu. Za pozostałą częśc trzeba zapłacić, kupując dostęp do całego artykułu, albo gazetę.

      Usuń
    2. Cieszę się, że jako absolwent pedagogiki nadal interesuje się Pan tą dyscypliną. To znaczy, że studia miały dla Pana sens. Życzę powodzenia, bo jest Pan jednym z nielicznych pasjonatów tego, co stało się Pańską profesją.

      Usuń
  7. Marek Andrzejewski6 maja 2012 15:06

    Serdecznie pozdrawiam i gratuluję przytomnej reakcji w ważnej sprawie. Cóż, finiszuję z komentarzem do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej i tam wypowiem się na ten temat...
    Marek Andrzejewski

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję przytomnego komentarza do ważnej sprawy. Własnie finiszuję z komentarzem do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, w którym odniose sie do tego problemu jako prawnik...
    Serdecznie pozdrawiam
    Marek Andrzejewski

    OdpowiedzUsuń
  9. "Aonimowemu osobiście nie przeszkadza, aby jego dzieckiem opiekował się homoseksualista, motocyklista, Żyd, Bułgar, Japończyk, rowerzysta, pasjonat skoków na bungee, ateista, buddysta, grekokatolik, protestant czy ktoś kto lubi nosić różowe skarpetki. Nie ma takich uprzedzeń, a homoseksualiści nie sypiają z dziećmi."

    A mnie to przeszkadza i nie widzę powodu, by wmawiać, że bycie gejem to to samo, co bycie Żydem, Bułgarem, Japończykiem itp.Cóż za kuriozalna demagogia.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie widzę powodu by twierdzić, że bycie gejem jest czymś istotnie innym niż bycie Żydem, Bułgarem, Japończykiem. Nie faktu tego na szczęście nie zmieni pan Nalaskowki głosząc swe poglądy kolejne lata........ Zawracanie rzeki kijem nie jest skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, mozna być Żydem-gejem, Japończykiem-gejem, Bułgarem - gejem. No i co z tego? Nikt przecież nie dyskryminuje te osoby z powodu ich orientacji seksualnej. Profesor pisze o tym, że są role społeczno-zawodowe, które wymagają określonych warunków. Nie wolno mu?

      Piotr

      Usuń
    2. Jakmozna nie rozróżniać zbioru "orientacja seksualna" od bioru "narodowość", "wyznaniowość" itd.? Taka mieszanka służy tylko grom propagandowym. Nie ma nic wspólnego z naukowym podejściem do świata.

      Usuń
    3. Anonimowy ma faktycznie rację, trochę w tym zrównywaniu zbiorów typu narodowość, wyznanie czy orientacja seksualna się zagalopowałam. Ale już wyjaśniam :) Chodziło mi o to, że nie można nikogo krytykować/potępiać/dyskryminować z powodów które są od niego niezależne. Nie mam wpływu na posiadany przeze mnie kolor oczu czy włosów więc zabranianie mi czegoś z tego powodu z punktu widzenia elementarnej sprawiedliwości byłoby, delikatnie mówiąć, idiotyzmem.
      Płeć i orientacja seksualna też nie są moim wyborem, więc jakiekolwiek ograniczenia tym tylko motywowane urągają po prostu zdrowemu rozsądkowi.
      Narodowość czy też wyznanie zmienić mogę (oczywiście zdaję sobie sprawę, że z punktu widzenia psychiki to szalenie trudne)gdyż przynależność do tych grup jest związana z wychowaniem.

      Usuń
  11. Każdy może głosić swoje poglądy. Spierajmy się na racje czy tezy w tych poglądach, lecz nie atakujmy człowieka, Takie jest moje zdanie.
    Niedawno wypowiedziałem się na temat krzyży przydrożnych, atakowano nie problem, ale osobę, czego się czepia krzyży itd.
    Jeszcze dużo nam brakuje do dyskusji na argumenty, a nie na emocje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Tomaszu, tak, wprawdzie diametralnie z pana poglądami się nie zgadzam i wiem, że absolutnie nie ma pan racji, ale nawet mi do głowy nie przyjdzie zabraniać panu ich głoszenia. Problem leży w tym wypadku nie w poglądach tylko w naszym prawie, w którym nie ma jeszcze (na szczęście prędziej czy później się znajdą, jest to dla mnie i dla każdego rozsądnego człowieka oczywiste)związków partnerskich czy prawa dla takich związków do adopcji, a co za tym idzie, pewna część obywateli jest po prostu dyskryminowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją, choć jako dyskryminacja świetnie się sprzedaje. Ale ciemnocie.
      Tadeusz

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Zdaniem francuskiego kapłana i psychoanalityka ks. Tony Anatrella - dzieci adoptowane przez homoseksualistów same mogą przejąć wynaturzone zachowania. Ten właśnie psychoanalityk ostro skrytykował kilka lat temu żądania "prawa" adopcji dzieci przez związki homoseksualne, powołujc się na amerykańskie badania, z których wynika, iż wśród 40 proc. dzieci adoptowanych przez takie pary rozwijają się skłonności gejowskie lub psychiczne patologie. Uważa on, że jeśli taki model związków będzie propagowany to za kilka pokoleń będziemy mieli do czynienia z powszechnym i masowym wzrostem zachowań patologicznych i psychotycznych.
      Jego zdaniem żądania legalizacji związków oraz innych "praw" dla homoseksualistów jest próbą narzucenia społeczeństwu "antropologii gejowskiej".
      W tej sprawie wypowiadał się też przed laty amerykański prawnik David Crawford, który stwierdził wprost, że "pojęcie 'praw dla homoseksualistów' odnosi się do ideologii, która usiłuje zmienić społeczeństwo w oparciu o 'antropologię gejowską'".

      Docent psychologii z Instytutu im. Jana Pawła II Studiów nad Rodziną i Małżeństwem Uniwersytetu Laterańskiego, Mario Vinasco potwierdził, że sa prowadzone prace badawcze, które mają za zadanie zapobiec "ewolucji społeczeństwa w stronę modelu obozu koncentracyjnego, w którym złożoność i tajemnica każdej osoby ludzkiej zostałyby zredukowane do liczb mówiących o seksualizmie i erotyzmie".

      za: Mariusz Bober, KAI, PAP (25.02.2006)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Panie Tadeuszu, zdaje pan sobie sprawę, że używając inwektywy "ciemnota" wystawia pan sobie i tylko sobie świadectwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciemnota to przeciwieństwo oświecenia. Jestem zwolennikiem argumentów rzeczowych, a nie demagogii i propagandy ideologicznej.
      Anonimowy wciskając kit ideologiczny też wystawia sobie świadectwo.
      To oczywiste.

      Usuń
    2. Cóż, nie da się ukryć, że propagowanie równych praw dla wszystkich (np. prawa dla związków partnerskich dla osób homoseksualnych)jest ideologią........... Ideologią najprostszą z możliwych, ideologią równości.
      Na szczęście świat się zmienia i tak jak dziś nikt już nie twierdzi (nikt rozumny), że ludzie różnią się potencjałem intelektualnym ze względu na rasę (zresztą samo pojęcie rasy ma też inny sens), tak samo stygmatyzowanie ze względu na orientację seksualną będzie reliktem niechlubej przeszłości.

      Usuń
    3. Proszę wskazać, gdzie wciskam kit ideologiczny (argument ad personam i w tym momencie powinienem przerwać dyskusję), bo chyba chodzi Panu/Pani o fragment - "Mnie osobiście nie przeszkadza, aby moim dzieckiem opiekował się homoseksualista, motocyklista, Żyd (...) Nie mam takich uprzedzeń, a homoseksualiści nie sypiają z dziećmi". Jest to wyłącznie stwierdzenie mojej opinii, a sformułowałem ją, bo Tadeusz straszył, że zanim mi się coś stanie niech zapiszę w testamencie, że moimi dziećmi mają opiekować się homoseksualiści.

      Nie wiem gdzie wciskam kit. Istnieje proste wytłumaczenie, dlaczego medycyna i psychologia nie uważają homoseksualizmu za patologię czy dewiację. Nikomu nie udało się odnaleźć żadnych wskaźników psychopatologii u nich oprócz powiedzmy jednego - lubią osoby tej samej płci. Poza tym tworzą tak samo zdrowe, kochające się relacje jak inni (lub nie jak też inni ludzie), nie mają zaburzeń percepcji, emocji, zachowania, pamięci, a więc nie ma innych przesłanek wskazujących na psychopatologię jak w przypadku innych chorób psychicznych czy zaburzeń.

      Dodam więcej to wielu przeciwników homoseksualistów wykorzystuje nieuczciwie badania nad wychowywaniem dzieci przez rodziców rozwiedzionych czy wychowaniem przez jednego rodzica, aby uzasadniać swoje tezy. Wiadomo, że rozwody i wychowywanie przez jednego rodzica ma wpływ na dzieci. Nie można jednak tego tak uzasadniać, bo to zupełnie różne populacje, brakuje zarówno dowodów za i przeciw.

      Nie twierdzę czy na etapie socjalizacji pierwotnej wychowanie przez homoseksualistów byłoby korzystne czy nie, bo nie istnieje taka wiedza. Stwierdziłem natomiast, że na etapie socjalizacji wtórnej (szkoła) oraz w przypadku działalności instytucji np. pomocy społecznej, pracowników obowiązuje etyka zawodowa, różne regulacje wewnętrzne, ustawy, rozporządzenia, jest nadzór, specjaliści mają odpowiednie przygotowanie, a więc relacje muszą być w pełni profesjonalne, a profesjonaliści nie narzucają innym swojego światopoglądu, nie paradują w stringach w szkole czy w MOPSie i to bez względu jaką mają religię, narodowość, wiek, orientację seksualną, a nawet płeć. Analogie homoseksualizmu z innymi możliwościami dyskryminacji człowieka były używane celowo, gdyż tak na prawdę wiele łączy np. dyskryminację kobiet, osób homoseksualnych, innych narodowości, różnych wyznań czy osób starszych.

      Dodatkowo trzeba podkreślić, że dowody na uczenie się homoseksualizmu przez modelowanie są słabe i nie ma interwencji psychologicznej czy medycznej, która potrafi zmienić orientacje seksualną.

      Proszę nie używać argumentów ad personam, wyciszyć się, trochę pouczyć i możemy podyskutować.

      Pozdrawiam, Anonimowy

      Usuń
  16. Każdy inny, wszyscy równi,
    nikt już nie wie, o co chodzi,
    kiedy nagle małomówni
    zginą w świetle słów powodzi.

    Wielu mówi o równości,
    tolerancji i różnicy,
    jednak w naszej codzienności
    jest to gadka po próżnicy.

    Wszyscy równi? Każdy inny?
    To nie mieści się już głowie?
    Nikt nie czuje się dziś winny,
    kiedy stygma rządzi w mowie?

    OdpowiedzUsuń
  17. o ja cieee!!!....ilość wpisów świadczy, że Pan Profesor dosłownie kij w mrowisko włożył:)

    OdpowiedzUsuń
  18. To może szanowni Państwo podłączycie choć tych biednych chorych homoseksualistów pod tak modną obecnie w pedagogice ideę włączania? Współczuję serdecznie wszystkim Państwa homoseksualnym kolegom z pracy (pedagogom, nauczycielom - także akademickim) oraz homoseksualnym studentom (szczególnie pedagogiki). Najwyraźniej należałoby ich lepiej odsiewać przed dopuszczeniem na studia i do zawodu, może jakieś punkty ujemne za orientację seksualną dawać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W myśl poprawności politycznej lewaków, to należałoby dawać im punkty dodatnie, przyjmować na te studia z wsparciem finansowym ministerstwa.

      Tadeusz

      Usuń
    2. Widzę panie Tadeuszu, że bez inwektyw nie daje pan sobie rady. Smutne, bardzo smutne.

      Usuń
    3. To lewactwo jest inwektywą? A ja sądziłem, że dla zwolenników Ruchu Palikota to jest zaszczytna ideologia?
      Tadeusz

      Usuń
    4. Panie Tadeuszu, teraz to już zupełnie nie rozumiem :( czy ja w chociaż jednym komentarzu użyłam nazwiska Palikota czy też nazwy jego partii? Widzi pan rzeczy, których nie ma czy też raczej czyta pan rzeczy, które nie zostały napisane. To też smutne.

      A.

      Usuń
    5. należy rozpocząć od przybliżenia istoty oraz przyczyn homoseksualizmu. Jest on, jak podaje "Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna Fogra", "jedną z form zaburzonej identyfikacji i roli płciowej. Oznacza podejmowanie zachowań seksualnych z osobami tej samej płci, przy istniejącej możliwości swobodnego wyboru partnera erotycznego. (...) Homoseksualizm występuje u osobników obu płci. (...) Nauka nie zalicza obecnie homoseksualizmu do dewiacji seksualnych". Przyczyny homoseksualizmu nie są dokładnie zbadane. Ogólnie można stwierdzić, że istnieją dwie teorie skupiające swoich zwolenników. Pierwsza z nich mówi, że homoseksualistą zostaje się z własnego wyboru lub też na skutek wychowania w określonym otoczeniu preferencje seksualne dziecka zmieniają się na homoseksualne. Druga z kolei stara się udowodnić, iż jest on uwarunkowany genetycznie, a człowiek nie ma wpływu na swą orientację seksualną.

      I o ile pierwsza teoria znajduje większą grupę zwolenników wśród przeciwników zaakceptowania homoseksualizmu, druga jest bardziej preferowana przez jego zwolenników oraz gejów i lesbijki. Według psychologa Daryl'a Bem'a z Cornell University w USA, zajmującego się badaniem tego problemu, dzieje się tak dlatego, że społeczeństwo byłoby bardziej tolerancyjne, gdyby okazało się, że homoseksualizm ma podłoże biologiczne. Mimo jasnych dowodów na to, że homoseksualizm jest uwarunkowany genetycznie, w 1997 roku The American Psychological Association (Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne), a w grudniu 1998 roku The American Psychiatric Association (Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne), podjęły decyzje o wstrzymaniu wszelkich terapii, których jedynym celem jest zmiana orientacji seksualnej gejów i lesbijek, gdyż ich zdaniem, może to być przyczyną depresji i niepokojów. Homoseksualiści często mówią, że przez całe życie nie pociągały ich osoby płci przeciwnej. Być może jednak niekiedy niepowodzenia w związkach z parterami innej niż oni płci wywołały poczucie, iż nie są heteroseksualistami i dopiero partner tej samej płci da im satysfakcję.

      za: Daniel Jabłoński Reporter nr 2 - 1999.02.12

      Usuń
  19. Szanowni Państwo;
    Przypomina mi się jedna z moich wykładowczyń, która jak twierdzi uparcie jest przedstawicielką Nowego Wychowania i myśli J. Korczaka. Jednakże Owa Magister weryfikuje wiedzę za pomocą testu prawda/fałsz nie dopuszcza przy tym możliwości przenikania się wzajemnie pewnych idei, czy racji. Jak zauważa wielu to co dziś jest prawdą jutro może okazać się kłamstwem - po za tym wydaje sie, że w humanistyce nigdy nie będzie całkowitej zgody co do jej postulatów. Przykładem jednego z pytań (akurat bez wyboru prawda/fałsz) Pani Szanownej Magister jest;
    Wolność od do ... to wychowanie dyrektywne czy niedyrektywne?
    Zaznaczam, że według widzi mi się Pani Magister jest to wychowanie niedyrektywne co sugeruje, że w wychowaniu dyrektywnym nie ma wolności wcale...
    Ale to taka dygresja różni są bowiem ludzie i schematy w których tkwią. Pozdrawiam Andrzej Paradysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie są tacy "wybitni" asystenci? Szkoda czasu na studiowanie pod takim kierunkiem.

      Usuń
  20. Szanowny Panie Profesorze;
    Takie cuda jedynie chyba tylko na Podkarpaciu ze względów grzecznościowych nie chciałbym zdradzać nazwy Uczelni dodam jedynie, że ze swego czasu byłem inicjatorem cyklu wykładów który głównie dzięki między innymi takim wybitnym osobistością nie został zrealizowany, albowiem egoizm dał górę nad chęcią i możliwością poszerzenia horyzontów - dla ścisłości chciałem by Pan Profesor był jednym z Gości ... (może moje expose wydawać się trochę zlepkiem żali, ale cóż zrobić - ciężko przeskoczyć pewne systemowe bariery i ludzkie niedoskonałości). Zgadzam się poniekąd jest to strata czasu jednakże jestem na studiach dla siebie nie dla kogoś czy czegoś - wydaje mi się, iż Ci którzy odczuwają wewnętrzną potrzebę rozwojowej zmiany nawet z takiego środowiska wyniosą cenną naukę (ale chyba tylko i wyłącznie poprzez samorealizacje), z przyzwoitą jakością dyplomu będzie nie co gorzej. Paradoksów Uczelnianych jest sporo nie sposób ich zawrzeć w kilku zdaniach ... Pozdrawiam z wyrazami uznania Andrzej Paradysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałem nazwy uczelni, tylko byłem ciekaw, czy to szkoła publiczna czy niepubliczna? Istotnie, tu jest potrzebny opór transformatywny. Dobrze, że studenci są świadomi tych patologii, to jakoś to sobie sami mogą zrekompensować samokształceniem.

      Usuń
  21. Szanowny Panie Profesorze;
    Jest to szkoła publiczna. Następstwem mojego oporu jest agresja ze strony zwierzchników. Nie mogę np. zadawać pytań (myśleć?) itp. Jeśli idzie o świadomość cóż jest znikoma (i nie chciałbym tutaj się wywyższać). Jeden ze znanych Profesorów, który trafił na ową Uczelnie dzięki pewnym zbiegom okoliczności napisał mi raz; pasuje Pan do tej Uczelni jak angielski koń wyścigowy do przyczepy transportowej bez przymiarki - nie bym się chwalił, ale to zdanie troszkę łagodzi napięcie i pokazuje w komiczny sposób położenie w jakim się znajduje (długa historia czemu takie a nie inne wybory poniekąd jest to konsekwencja reprodukcji kapitału kulturowego). Pozdrawiam z poważaniem Andrzej Paradysz

    OdpowiedzUsuń
  22. Rzeczywiście, strasznie emocjonalna ta dyskusja! Jeśli jednak spróbować wyjść poza emocje i wyłącznie własne subiektywne odczucia, to dochodzę do wniosku, że ogromnym wyzwaniem dla pedagogów będzie wkrótce to, że niezależnie od tego, czy im się to podoba czy nie (czyli, nawiązując do powyższej dyskusji, jaki zapis zrobiliby prywatnie w swoim testamencie), będą musieli zrobić miejsce dla dzieci homoseksualnych rodziców w polskich szkołach i przedszkolach, nawet niezależnie od tego, jak się ustosunkuje do tego nasze prawo. Myślę np. o nieuchronnych migracjach (choć można przypuszczać, że póki co rodziny homoseksualne powinny poszukiwać raczej bardziej przyjaznych dla siebie krajów niż Polska). Jednak dodajmy: takie dzieci też już są w naszym kraju, i to bez potrzeby zgody na adopcję. Homoseksualizm nie oznacza braku płodności, nie patrzmy na problem tak wąsko! Oprócz adopcji i rodzin zastępczych, osoby homoseksualne mogą być bowiem rodzicami - i są nimi! - w inny sposób. Chodzi np. o dzieci z poprzednich związków, rodzicielstwo biologiczne z partnerem spoza aktualnego związku (najczęściej za zgodą i wiedzą partnera czy parterki), nieformalne dyskretne układy par gejowskich i lesbijskich, pseudo-małżeńskie kontrakty oparte na różnych podstawach (przyjaźń, pieniądze, wykorzystywanie różnych jednostronnych zależności), jak przykrywka dla homoseksualnych skłonności jednego czy dwojga partnerów, posiadających poza oficjalnym małżeństwem swoje własne życie. Niektórzy wchodzą rolę rodziców samotnych, ukrywając przed otoczeniem swoje prawdziwe związki. Najczęściej myślimy też o ostentacyjnych homoseksualistach, a wielu z nich to naprawdę ludzie bez tęczy wytatuowanej na czole! Mam nawet pewne powody, żeby podejrzewać takie sytuacje u pewnych znanych mi osób, które są naprawdę cudownymi rodzicami dla swoich dzieci i to dla nich budują bezpieczeństwo utkane z pozorów. Prowadzą zwykłe życie, są "normalnymi", cenionymi pracownikami, nie sprowadzają na siebie uwagi otoczenia. Ale myślę, że coraz więcej par pozorów zaprzestanie. To nieuchronny proces, czy to się komu podoba, czy nie. Problem zatem nie polega tylko na tym, czy można pozwolić parze homoseksualnej na adopcję dziecka. Pytanie brzmi: czy homoseksualizm jest wystarczającym powodem, żeby np. odebrać prawa rodzicielskie rodzicowi pozostającemu w takim związku (zakładam, że przytoczone wyżej badania nie są tendencyjne i jednostronne, bo mnie akurat wpadły w ręce inne wyniki publikowane przez Związek Australijskich Gay Dads). Nie wiem, czy rzeczywiście kierując się dobrem dziecka można z tego powodu zabrać dziecka kochającemu rodzicowi? Ja mam poważne wątpliwości, co robić w takiej sytuacji. A jeśli w pedagogicznym sumieniu nie łatwo rozstrzygnąć ten problem, to co zrobi nauczyciel w szkole czy przedszkolu, gdy pojawi się tam dziecku dwu mam czy dwu tatusiów? To jest problem włączania dla pedagoga: nie jak włączać w społeczeństwo GLBT (sami i same sukcesywnie się włączają), ale jak stworzyć przyjazne miejsce dla każdego dziecka, bez względu na to, jakich ma rodziców. Czy jako pedagodzy naprawdę jesteśmy na to gotowi?

    OdpowiedzUsuń
  23. Podczas 45. sesji Komisji ONZ ds. Ludności i Rozwoju, wspieranej przez aborcyjnego giganta „Planned Parenthood”, „Koalicję Młodzieży” oraz „Międzynarodową Koalicję na rzecz Zdrowia Kobiet”, nie udało się przyjąć dokumentu, który koncentrowałby się na promocji „praw” homoseksualistów i aborcji. Dokument miał dotyczyć dzieci w okresie dojrzewania.

    Zwolennicy „praw” gejów i lesbijek chcieli, aby we wszystkich krajach mogła być realizowana „wyczerpująca edukacja seksualna”. Proponowali, by do dokumentu końcowego wprowadzić zapis o „prawie młodzieży do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”. Tym samym ograniczono by wpływ rodziców na edukację ich dzieci. Większość państw nie zgodziła się na wprowadzenie zapisu, który zobowiązywałby szkoły do zapewnienia „odpowiedniego kierunku i doradztwa w sprawach seksualnych oraz reprodukcyjnych bez konieczności odwoływania się do praw i obowiązków oraz odpowiedzialności rodziców w tych kwestiach”.

    Większość delegatów nie zgodziła się również, aby w dokumencie końcowym znalazło się stwierdzenie, że „aborcja jest prawem reprodukcyjnym i metodą planowania rodziny.”
    Przeciwne odniesieniu w dokumencie do tzw. orientacji seksualnej i tożsamości płciowej były kraje arabskie, Watykan i Rosja. W dokumencie znalazło się jednak stwierdzenie, mówiące o tym, że młodzież i dzieci w wieku dojrzewania mają prawo do „swobodnego i odpowiedzialnego decydowania o sprawach związanych z seksualnością”.

    Wielu komentatorów obawia się, że jest to kolejna próba krajów wspierających homoseksualizm, by w zawoalowany sposób promować prawa których domaga się lobby homoseksualne.
    Ł.A/PCH24.pl /polityce.pl/

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem za konkubinatami dla homoseksualistów, znam wielu, ALE: JESTEM PRZECIWNA, BY WYCHOWYWALI DZIECI. Oczywiście, wszystko wygląda OK. w filmie tj. "Priscilla królowa pustyni". W rzeczywistości to ludzie z bardzo dużymi problemami emocjonalnymi.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.