środa, 23 czerwca 2010

Praca magisterska nie jest taka ważna

Pisze do mnie magistrantka:

Chciałam się dowiedzieć jak to jest z obronami we wrześniu. Do kiedy bym musiała panu oddać całą pracę, żeby się bronić w tym terminie. I jakie są późniejsze terminy? Gdyż 21 sierpnia wychodzę za mąż i nie wiem czy zdążę do września.


Właściwie, chciałem jej napisać, że też nie wiem, czy zdążę do września, bo niby dlaczego i z czym miałbym zdążyć? Nie żenię się, więc zapewne mam o jeden problem mniej od mojej studentki.

Kolejna magistrantka, której nie widziałem przez kilka ostatnich miesięcy, po otrzymaniu ode mnie informacji zwrotnej na temat tego, że przesłana mi część badawcza pracy do niczego się nie nadaje, pisze do mnie:

Będę na pewno u Pana jutro o godz. 10.00 na konsultacji odnośnie mojej pracy. Jeżeli poprawiłabym wytyczone przez Pana błędy to mam jeszcze szanse bronić się w terminie lipcowym? Bardzo mi na tym zależy, gdyż na wrzesień 25 mam wyznaczony termin porodu. Starałam sie ze wszystkich sił, aby praca wypadła dobrze i byłoby mi niezmiernie przykro gdyby mi się nie udało. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że praca musi być zgodna z pewnymi wytycznymi- zrobię jednak wszystko, aby sprostać Pańskim wymaganiom i się obronić.

Kiedy więc przyniosła mi na dyżur wydrukowane już trzy egzemplarze pracy dyplomowej, oniemiałem z wrażenia. Po co to uczyniła? Czyżby sądziła, że może to być przedmiotem targów? Owszem, część teoretyczna rozprawy jest bardzo dobra, ale założenia metodologiczne badań oraz ich przeprowadzenie nie spełniają żadnych, nawet najniższych standardów. Trudno. Musi najpierw poprawić opis strategii badań oraz znacznie poszerzyć ich część opisową oraz interpretację wyników. A ponadto musi pogłębić diagnozę respondentów o analizę ich dokumentacji w instytucji, w której prowadziła badania. Przed nią jest zatem jeszcze wiele pracy. Co zrobi? Nie wiem. Na pewno musi zatroszczyć się o swoje dziecko i własne zdrowie. Czy praca magisterska jest najważniejsza?

17 komentarzy:

  1. No właśnie, to już staje się udziałem coraz większej liczby studentów. Kiedy przychodzi do oceny efektów pracy- wszystkie plagi egipskie na nich spadają. Nagle „pojawiają” się jak królik z kapelusza całe prace.
    Jest i inny aspekt.
    Widać, że studentowi/studentce ciężko. Najprostsze sprawy, tłumaczone cierpliwie i na poziomie dziecka- z trudem rozumie.
    Przynosi fragment pracy- a tam wszystko jak trzeba. Nagrywa każda uwagę i każdą wskazówkę, lub ja zapisuje. Poprawki zgodne z tym co się mówiło.
    Moje odczucie- ma kogoś kto jej/jemu pisze i poprawia tak jak sugerowałem.
    Za rękę nie złapani, ale coś tu jest nie tak.
    Co wówczas robić?

    OdpowiedzUsuń
  2. W przypadku prac empirycznych, kiedy mam wątpliwości co do wiarygodności prezentowanych danych, proszę o dostarczenie mi wszystkich zgoramdzonych danych (wypełnionych narzędzi badawczych). Muszą potwierdzić, że rzeczywiście sami przeprowadzili badania i że ich respondenci w istocie istnieją. Żmudna praca, zabierająca nam wiele czasu, ale warta zaangażowania. Eliminuje bowiem cwaniaczków.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ, Panie Profesorze, chyba nie sugeruje Pan, że status społeczny kobiet nie ma znaczenia w ich życiu małżeńskim i rodzinnym?

    Zwłaszcza, jeśli to praca magisterska z pedagogiki. Ten tytuł naukowy na pewno ma pierwszorzędne znaczenie na udane stosunki w podstawowej komórce społecznej. Nie bez znaczenia jest także dla kariery zawodowej przyszłej Matki i pragnienia oddania dziecka pod profesjonalną opiekę placówek opiekuńczych i oświatowych, w których stosowne ustawy jednoznacznie ustawiają i ustalają konieczność posiadania studiów wyższych. Bez studiów żony i matki skazane są na "kurostwo domowe", a nie przecież niczego bardziej poniżającego.

    Od poniżenia do dyskryminacji niedaleka droga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze,
    zastosowałam wobec moich wszystkich seminarzystów, którzy prowadzili prace empiryczne wymóg dostarczenia wypełnionych narzędzi badawczych. Niestety, w praktyce sprowadziło się to do tego, że niektórzy z nich prosili swoich kolegów, znajomych i inne osoby o wypełnienie kwestionariuszy. Zatem to znowu cwaniacy byli górą :-(

    OdpowiedzUsuń
  5. sam wielokrotnie pisałem o tym, że cieszę się z powodu podejmowania studiów przez młodzież, niezależnie od tego, jaką motywacją się kieruje. Jeśli jednak ktoś uważa , że studia na pedagogice są formą pomocy socjalnej dla tych, którym się studiować nie chce (z różnych zresztą powodów), to niech nie kombinuje, tylko zrezygnuje. Nie ma przymusu studiowania.

    OdpowiedzUsuń
  6. cwaniactwo jest górą, kiedy myśmy dołem. Powziąwszy podejrzenie, że ankiety zostały spreparowane, zażądałbym omówienia techniki opracowywania ich treści. Nie ma szans. Ujawnią się bzdury i cwaniak padnie jak komar po "rajdzie".

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny panie Profesorze,
    wszyscy moi seminarzyści mieli obowiązek opisania techniki opracowywania narzędzi badawczych w rozdziale pt Organizacja i przebieg badań. Niestety, w rozwiązaniu tego problemu niektórym studentom, jak podejrzewam pomogli "specjaliści", którzy piszą prace na zlecenie. Zgodzę się z Szanownym Panem Profesorem, że zażądanie omówienia techniki opracowywania ich treści mogłoby przynieść oczekiwany skutek. Jednak moi seminarzyści, to studenci zaoczni. Zjazdy odbywają się co dwa tygodnie w wynajetej szkole. Nie ma możliwości udzielania konsultacji w tygodniu. Przyznaję, że zabrakło mi czasu, aby każdego indywidualnie przepytać z tego tematu. Dodam, że jest to moja pierwsza grupa seminaryjna (licencjacka) po upływie roku od obrony doktoratu. Starm się trzymać poziom pisania prac. Być na górze, a nie dole tego procederu. Niestety, jest to trudne zadanie. Trudne tym bardziej, że nie tylko studenci występują w roli cwaniaków. Przykro o tym mówić, ale okazuje się, że niektórzy "promotorzy" prac także wystepują w tej roli. Otrzymałam kilka prac do recenzji. Juz pobieżna ich analiza wskazuje, że tych prac raczej nikt nie kontrolował. Na dziesięć prac, jedna jest napisana zgodnie z ogólnie przyjetymi standardami! Oczywiście jako recenzent tych prac mogę nie dopuścić do ich obrony. Jednak jest to małe środowisko, a promotor prac, które recenzuję pełni kierowniczą funkcję na uczelni. Ja z kolei mam umowę o pracę na czas określony. O tym, że trudno znaleźć pracę gdzie indziej nie muszę wspominać. Chociaż przyznam, że nie ustaję w jej poszukiwaniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. To wszytstko skutki posłania nie wiadomo po co ponad 50% rocznika na studia!!!Nie ma co wybrzydzać- to skutki lewackiego doktrynerstwa.Te zdemoralizowane studenki i studenci mają mozliwie długo być poza rynkiem pracy i zyć złudzeniem raju po zdobyciu bezartościowego papierka zwanego dyplomem. Potem się będzie cieszyć z posady sekretarki do parzenia kawy i innych usług dla szefa[to jak będzie miała długie nogi;-)]

    OdpowiedzUsuń
  9. A może dla szefowej? I nie koniecznie długie nogi tu będą odgrywały rolę?

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas jeden taki wykładał na uczelni ... kafelki, a teraz studiuje. Pewnie będzie wykładał o kafelkach.

    OdpowiedzUsuń
  11. HITY ORTOGRAFICZNE - cytuję za http://www.ing.uni.wroc.pl/~rnied/przeboje.htm
    na dowód tego, że nie tylko na pedagogice, ale także na uniwersyteckiej biologii studiują kapuściane głowy:

    maurze = małże
    trzwartożend = czwartorzęd !!!
    cieszko = ciężko
    umże = umrze
    przysfaja = przyswaja
    napszemielne = naprzemianległe
    mięszaki = mięczaki
    brag = brak
    szfy = szwy
    rzatko = rzadko
    ukonszenie = ukąszenie
    "mauż” = małż; małrze = małże
    forma rzycia = forma życia; rzył = żył;
    będos = bentos
    żułty = żółty
    ciepłe może = morze
    dwuch = dwóch
    fałna = fauna
    faud, faut = fałd
    ałtochtoniczny = autochtoniczny
    tłuwiowa lub tłuowiowa = tułowiowa (tarcza)
    tłuw lub tół = tułów
    w jóże = w jurze
    bójnie = bujnie
    "światczy” = świadczy
    „nuszka ” = nóżka
    kąd = kąt
    przegłób = przegub

    OdpowiedzUsuń
  12. Szanowny Panie Profesorze, Szanowni Państwo!

    Nadal uważam (chyba powtarzając to stwierdzenie), że cenne dla uporządkowania sytuacji byłoby nałożenie na pracowników naukowo - dydaktycznych i dydaktycznych uczelni (szkół wyższych) prawnego obowiązku informowania organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w związku z karygodnymi błędami ortograficznych przez osoby, które zdały maturalny egzamin państwowy z języka polskiego.
    Oczywiście, można założyć, że w przypadku części osób byłoby to podejrzenie bezzasadne, z powodów zdrowotnych, co do których opinie wydawaliby lekarze (zapewne psychiatrzy, ewentualnie neurolodzy).

    Gdyby powyższy sposób postępowania zaowocował obnażeniem skandalicznego stanu szkolnictwa w Polsce - włącznie z egzaminami maturalnymi - byłyby formalne podstawy wszczęcia postępowania karnego przeciwko (współ)sprawcom takiego stanu.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  13. Penalizowanie błędów ortograficznych wykończyłoby nasz system sprawiedliwości. Zablokowałoby prace prokuratury i policji, a sędziowie musieliby mieć zwiększone obciążenia. To byłby dopiero paraliż instytucji publicznych w naszym kraju.
    Za kilka lat głąby ortografizcne będą pracodawcami dla następnych, więc dla gospodarki nie będzie to miało żadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. W mojej uczelni niepublicznej ludzie bez wykształcenia mają stanowiska kierownicze, uczestniczą w procesach decyzyjnych tylko dlatego, że mają szczególne względy u właścicielki. W sektorze prywatnym nie liczy się wiedza, autorytet i kwalifikacje, tylko smarowanie, wazeliniarstwo i nepotyzm, a studenci płacą i utrzymują tych nygusów, którym słoma z butów wyłazi.

    OdpowiedzUsuń
  15. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8055555,Plagiat__promotorka_sciagala_od_pielegniarki.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie oszukujmy się. Cały proces edukacji sprzyja najpierw "ściąganiu", a potem penetracji wirtualnych obszarów wiedzy w poszukiwaniu opracowań tematów na zaliczenia, by w końcu zwieńczyć dzieło pracą, która nie jest au-torska, ale tylko plagia-torska.

    W szkole średniej sporadycznie korzystałem ze ściąg, na maturze już nie, ale była to stara matura okresu stanu wojennego. Potem studiowałem w uczelni, która była bardzo "średniowieczna" i wszystkie egzaminy były ustne. Kiedy zmieniłem uczelnię, to okazało się, że po dwóch latach dobrego treningu i ćwiczenia pamięci (pomogło mi w tym także zainteresowanie teatrem i recytacją) nie musiałem korzystać ze ściąg i nie korzystałem. Ale były to jeszcze czasy, kiedy większość egzaminów była zdawana ustnie, a nie pisemnie.

    Obecnie egzamin ustny to rzadkość. Student uczciwie pracujący na ocenę, z motywacją do zdobywania wiedzy, nie ma szans rywalizować z koleżankami i kolegami wyposażonymi w ściągi.

    Proponuję powrót do ustnego sprawdzania wiedzy (nie tylko na studiach). Nie trwa to wcale dłużej, choć wymaga od egzaminatora koncentracji uwagi. Kontakt "oko w oko" działa jak wariograf; wykryje każde kłamstwo.

    A inna sprawa, że nikt nie uczy metodologii pracy naukowej, na przykład w szkole średniej. Ale właściwie po co, skoro fiszki z cytatami są pomocne w wypracowaniach, ale zupełnie zbyteczne podczas testowania.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobry wieczór,

    Jestem zwolennikiem ustnego sprawdzania wiedzy. Wszakże widzę również pewne zalety sprawdzania pisemnego, w tym testowego.

    Jakiś czas temu sprawdzano moją wiedzę z zakresu pewnej nauki społecznej. Egzaminator dał mi druczek testu do wypełnienia. Po jakimś czasie okazało się, że dostałem "5". Wysoka liczba punktów "pojawiła się" błyskawicznie - po przyłożeniu arkusza testowego do "wzornika". Szybkość jest zaletą - w przypadku dobrych wyników dla "obydwu stron interakcji egzaminacyjnej". Zastanawiam się, czy z "tamtą wiedzą" (jej ilością i stopniem ułożenia) dostałbym taką samą ocenę na egzaminie ustnym. Trudno to zweryfikować teraz, gdyż egzamin był "wtedy", a nie "teraz".
    Dodaję, że od razu przyznałem się, że w jednym przypadku "strzelałem" - z uwagi na wymyślne sformułowanie jednego z wariantów odpowiedzi. I "ustrzeliłem" punkt.

    W czasie studiów prawniczych większość egzaminów zdawałem ustnie. I w większości przypadków wiedziałem, za co otrzymałem określoną ocenę. Można było poprosić o dopytanie (w nielicznych przypadkach). Niekiedy - już po zakończeniu egzaminowania i wpisaniu oceny - egzaminator zagajał wartościową rozmowę. W bardzo nielicznych przypadkach zastanawiałem się, "skąd się wzięła taka ocena". Przyznaję, że egzaminów pisemnych unikałem - wolałem "kuć" na ustne "zerówki" i "przedterminy", niż zdawać to samo pisemnie.

    Dla wystawiającego oceny odpytywanie jest bardziej męczące od testowania (zwłaszcza wspomaganego maszynowo).
    Kiedyś prowadziłem ćwiczenia z "Logiki dla prawników" dla 18 grup. Jednego dnia przyszli po zaliczenia studenci z około 7 grup. Połowę z nich trzeba było przepytać (ew. dopytać). To była harówka. Wszystkich chętnych przyjąłem. Zrobiłem parę krótkich przerw, gdy zauważałem spadek swej formy. W trakcie tamtych przerw można było ze mną rozmawiać - o wielu sprawach, za wyjątkiem logiki. To było "verboten"!

    Masowe testowanie na studiach powoduje, że studenci zatracają poczucie potrzeby posługiwania się pełnymi zdaniami. Dukają, jakby SMS-y odczytywali. W formie pisemnej także wyrażają się marnie.

    Niewątpliwie, doszło do negatywnych zmian w szkolnictwie, także wyższym. Nawet dziś - odnośnie do pewnej uczelni - usłyszałem: "Co się stało? To przecież był taki dobry uniwersytet." Te słowa wypowiedział autentyczny miłośnik uniwersyteckości.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.