czwartek, 1 kwietnia 2010

Przyspieszenie radykalnych reform oświatowych i akademickich

Jak wynika z wiarygodnych źródeł rządowych, niepokojące sygnały o możliwie szybkim i gwałtownym kryzysie politycznym w naszym kraju na skutek wyników prac Sejmowej Komisji Śledczej w sprawie tzw. afery hazardowej oraz konieczności latania dziury budżetowej” państwa, przyspieszyły prace legislacyjne, które będą przedmiotem obrad naszego Parlamentu już po Świętach, by zagrożona utratą władzy koalicja mogła jeszcze wprowadzić zmiany gwarantujące realizację jej programu politycznego. Zwrócę uwagę tylko na niektóre z projektowanych zmian. Jeśli chodzi o oświatę, to:
Po pierwsze, ulegnie rozwiązaniu Ministerstwo Edukacji Narodowej, które zostanie włączone, podobnie jak ma to miejsce w Niemczech, w strukturę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przewiduje się, że nową nazwą tego resortu będzie: Ministerstwo Kultury i Oświaty. W ślad za tym zostanie zrealizowana obietnica Platformy Obywatelskiej, że zostaną zlikwidowane kuratoria oświaty. Zostanie połączony nadzór pedagogiczny z organem prowadzącym szkoły i placówki oświatowe. Rząd zaoszczędzi na tym procesie ponad 20 mld. zł. rocznie. Nie będzie potrzeba utrzymywania tak licznej armii urzędników.

Po drugie, zostanie zmodyfikowany ustrój szkolny, w ramach którego zostaną połączone gimnazja ze szkołami ponadgimnazjalnym. Zarazem będzie obniżony wiek obowiązku szkolnego do 16 roku życia tak, by zachęcić młodzież do podejmowania kształcenia w szkolnictwie zawodowym i jak najszybszego wchodzenia na rynek pracy. Dla wzmocnienia procesu ustawicznego kształcenia przewiduje się odrębną ścieżkę przyjęć do wyższych szkół zawodowych dla absolwentów szkolnictwa zawodowego na podstawie egzaminu zawodowego. Zostaną też zmienione kryteria przystępowania do matury państwowej, która będzie wymagana jedynie w szkołach wyższych mających pełne uprawnienia akademickie. Do studiowania w wyższych szkołach zawodowych wystarczy tzw. matura zawodowa.

Po trzecie, naukowcy, którzy uzyskali poza granicami kraju stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych lub społecznych, szczególnie z takich dyscyplin naukowych, jak pedagogika, praca socjalna, socjologia , nauki teologiczne i nauki o rodzinie, psychologia i filozofia, nie będą mogli być liczeni do minimum kadrowego w szkolnictwie publicznym i niepublicznym, gdyż nie ma żadnych przeszkód by habilitowali się czy uzyskiwali tytuł naukowy w kraju. Co innego, gdy w grę wchodzą nauki medyczne, techniczne a nawet ekonomiczne. Ubieganie się przez awansowanych poza granicami kraju nauczycieli akademickich o stanowisko wykładowcy-docenta czy profesora danej uczelni (tak publicznej, jak i niepublicznej) będzie możliwe dopiero po merytorycznym uzasadnieniu, że nie jest to możliwe w kraju oraz po pozytywnej weryfikacji ich udokumentowanych osiągnięć naukowych przez Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułu tak, jak ma to miejsce w przypadku zatwierdzania przez ten organ tytułu naukowego profesora.

Po czwarte, wyższe szkoły zawodowe będą musiały zrezygnować z nazwy własnej, jeśli nie będzie jej odpowiadał rzeczywisty profil kształcenia. Tym samym w szkołach odwołujących się w swojej nazwie do dyscyplin technicznych, medycznych, społecznych, ekonomicznych, humanistycznych itp. nie będzie można kształcić na kierunkach, które nie mają z nazwą nic wspólnego albo są jej zaprzeczeniem. Przykładowo, w szkołach mających nazwie przedsiębiorczość, zarządzanie, zdrowie czy informatykę, nie będzie wolno kształcić na kierunkach humanistycznych, i odwrotnie - w uczelniach pedagogicznych nie będzie wolno kształcić w zakresie biotechnologii czy mechatroniki. Na potrzebę tego typu regulacji zwraca szczególną uwagę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów twierdząc, że nazwy szkół wprowadzają w błąd przyszłych klientów. Do szerokiego profilu kształcenia będą miały prawo jedynie uniwersytety i akademie, ale już nie politechniki.

Po piąte, kadrom kierowniczym szkół, w tym także szkół wyższych nie będzie wolno podejmować jakichkolwiek działań o charakterze represyjnym, stosować mobbingu wobec uczniów czy pracowników, którzy w Internecie prowadzą swoje blogi. Mające miejsce nadużycia władzy wobec uczniów (np. wobec uczennicy jednej ze szkół podstawowych w Brzezinach w blogu skrytykowała dyrektorkę i nauczycielkę języka angielskiego czy jednej z łódzkich szkół ponadgimnazjalnych, gdzie dyrekcja chciała wyrzucić ze szkoły uczennicę zamieszczającą fotografie w swoim blogu) nie będą dopuszczalne. Będzie zatem zakaz kierowania się w ocenie uczniów, studentów czy pracowników instytucji oświatowych i akademickich ich życiem osobistym tak w realu, jak i w internecie.

Po szóste, studia podyplomowe nie będą mogły spełniać roli studiów kwalifikacyjnych, na podstawie których będzie można uznać nabycie wystarczających kompetencji zawodowych przeze ich absolwentów, które odpowiadałyby wykształceniu osób z dyplomem studiów I i/lub II stopnia. Studia podyplomowe mają być uwzględniane jedynie w procesie oceniania pracowników jako inwestujących we własny rozwój i podnoszących swoje umiejętności czy aktualizujących swoją wiedzę.

O kolejnych reformach czytajcie tu koniecznie w dniu jutrzejszym.

1 komentarz:

  1. Radykalne zmniejszenie "czapki" administracyjno-nadzorczej nad szkołami uważam za rozwiązanie od dawna oczekiwane i celowe. Nie tylko z powodu oszczędności dla budżetu, lecz po prostu z konieczności uwolnienia dyrektorów szkół od ciągłych kontroli, pisania statystyk i sprawozdań, które nie wiadomo czemu służą. Czy nie wystarczy przedłożenie sprawozdania i planu rocznego organowi założycielskiemu szkoły, a sprawozdania statystycznego GUS-owi?
    Gorzej z łączeniem gimnazjów ze szkołami ponadgimnazjalnymi. To jest psucie i bez tego głupiego podziału szkół na trzy stopnie. Czy nie lepiej wrócić do ośmioklasowych podstawówek i cztero- i/lub pięcioletnich?
    Co do szkolnictwa wyższego, to wydaje mi się, że pani minister idzie w dobrym kierunku i tak dalece, jak tylko uda się pokonać opór profesorskiej konserwy. Nie rozumiem tylko jednego, może na skutek niezrozumienia wpisu Pana Profesora: czy to znaczy, że będzie można uzyskać habilitację na dobrym uniwersytecie niemieckim lub francuskim tylko wtedy, gdy się udowodni, że nie można w kraju? Bo co innego tzw. doktorat na jakimś egzotycznym uniwersytecie ukraińskim. A co, gdy uzyska się profesurę w Oxfordzie lub np. na Stanford University? W kraju trzeba będzie "dosztukować" to habilitacją?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.