wtorek, 12 lutego 2019

Poruszył mnie los współsprawcy tragedii sprzed lat



W sieci organizowana jest zbiórka pieniędzy. W tym szczególnym przypadku - nie na Europejskie Centrum Solidarności, nie na ciężko chore dziecko czy osobę dorosłą, nie na kampanię wyborczą polityka, ale na NAUCZYCIELA-WSPÓŁSPRAWCĘ tragicznej śmierci jego uczniów tyskiego LO, których zabrała ze sobą lawina. Przeczytajcie wpis pedagoga z innego liceum, który tu przedrukowuję:



LUTY 10, 2019 PRZEZ JASSSIU_ADMIN

Ludzie, potrzebna pomoc!

Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku
________________________________________

16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz.

Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna.

Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.

Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika.

Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.

Dziś, kiedy po kilkunastu latach od tej tragedii słyszę, że zapadł kolejny wyrok skazujący tego nauczyciela. Kiedy żąda się zapłacenia jakiejś bajońskiej sumy pieniędzy na rzecz rodzica pytam: co to jest? Mściwa wendeta? Życie za życie i dopiero wtedy ukojenie? Żal i pamięć pozostanie i pieniądze tego nie zmienią. No chyba, że ktoś chce coś na tej tragedii jednak zyskać… Dziś pierwszy rodzic pociesza się 140 tysiącami złotych (chciał 700 tyś. więc już mówi, że to jeszcze nie koniec). Który rodzic następny? Z jakiej emerytury ma zapłacić nauczyciel za to, że w swojej naiwności chciał być wyjątkowym pedagogiem? Co mu pozostaje…?

Ludzie potrzebna pomoc! Jest wyrok i jest potrzeba, aby wychowankowie pana S. i ludzie, których stać na taki gest, przyłączyli się do składki na rzecz zaspokojenia żądania rodzica. Dajmy w ten sposób wyraz tego, że mimo iż rzeczywiście popełnił błąd, nie jest potępiony przez wszystkich. Może uratujemy w ten sposób odrobinę godności, a może znacznie więcej…

Ostatni wyrok ma jeszcze jeden aspekt – wpływ na przyszłość. Ilu nauczycieli powie: „Nie warto! Jeżeli z powodu ewentualnego wypadku mam stracić wszystko i zostać bezdomnym, to może lepiej zamknąć się w klasie z podręcznikiem i jakoś przetrwać. Tu raczej jestem bezpieczny”. Tylko czy takich pedagogów chcemy aby wspominały nasze dzieci?

Na koniec. Módlmy się za wszystkie ofiary tej tragedii – tego oni potrzebują najbardziej. Nie zemsty. "


https://zrzutka.pl/myftrk

24 komentarze:

  1. Też czytałem. Mam mieszane odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwie kochający rodzic nie potrafi spożytkować pieniędzy za życie dziecka..., chyba tylko dla ratowania życia drugiego swojego dziecka.
    Panie Profesorze, dziękuję za ten apel w obronie winnego... Wesprzyjmy go, już wycierpiał swoje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadne pieniądze nie wynagrodzą utraconego życia,jeśli wiadomo, że nauczyciel takich nie ma, to jaki jest sens się sądzić? Chyba tylko zemsta. Przebaczyć jest trudno, pamieć pozostaje na zawsze. Czy nie lepiej ustalić standardy bezpieczeństwa i zachowania się w wysokich górach z zastrzeżeniem, jak w szpitalach przed ryzykownym zabiegiem, że może zakończyć się śmiercią

    OdpowiedzUsuń
  4. Nauczyciel publicznie kwestionuje wyroki sądowe jako "mściwą wendettę" i organizuje zrzutkę, by zapłacić zadośćuczynienie w imieniu uznanego za odpowiedzialnego i winnego? Gratulacje takiego działania wychowawczego, szacunku dla państwa, prawa i sądów.

    Gratulacje też za uprawianie erystyki w rodzaju nazywania wyroku, nakazującego odpowiedzialnemu za śmierć innych wypłatę odszkodowania, "krwawą wendettą" i "życie za życie".

    Niech przy okazji urządzi zrzutkę na rzecz właściciela tego escape room, w którym niedawno zginęło w pożarze kilka dziewczynek. Czepianie się go za niedopełnienie wymogów bezpieczeństwea to też krwawa wendetta!
    Choć na niego nauczyciele się nie zrzucą. Nie jest pedagogiem, którzy, jak wiadomo, są ponad prawem i tylko im wolno lekceważyć zasady bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nauczyciel broni nauczyciela, ale trzeba pomyśleć o perspektywie rodziców. To oni cierpią po utracie dziecka! Skoro sąd zawyrokował, to czemu miałby nie mieć racji. To sąd zna okoliczności. Te śmierci, to nie tylko wypadek, ale brawura i nieodpowiedzialność. Pasje, pasjami, ale życie i zdrowie ma większą wartość. Nie róbmy teraz ze sprawcy oofiary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie Pasja wielu, jeszcze żylibyśmy w lepiankach. To Pasja, pozwala ludziom iść w rozwoju do przodu.
      Niektórzy z pasją oglądają sport w TV, a niektórzy z pasja go trenują/uprawiają. Kogo ryzyko utraty życia i zdrowia większe? Czy to można oceniać i wartościować?

      Usuń
  6. Chyba nikt nie teierdzi, że ten nauczyciel jest ofiarą. W świetle prawa i pedagogiki jest współsprawcą. Proszę nie odmawiać mu prawa do żałoby po stracie uczniów, choć najboleśniejsza jest u ich rodziców i rodzin. Komu zależało na tym, by tak przedłużać postepowanie sądowe, by przenieść odpowiedzialność z gminy jako organu prowadzącego szkołę tylko na niego??? A co z nadzorem pedagogicznym? Kto zatwierdzał ten obóz??? Warto postawić takie pytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nadzór pedagogiczny i gmina nie dopełniły swoich obowiązków, to powinny podlegać odpowiedzialności. To, czy ścigano i osądzono innych, jednak nie ma nic do odpowiedzialnośći konkretnego sprawcy, któremu odowodniono winę.
      Czy to, że za pedofilię skazany został jakiś wikary, a nie kuria czy proboszcz, jest powodem, by to tego księdza żałować i urządzać dla niego zrzutkę na odszkodowanie?
      W końcu "co z nadzorem biskupim"? Co z "proboszczem - organem prowadzącym"?

      Nie wiemy zresztą, czy ten nauczyciel jest jedynym, od którego zasądzono odszkodowanie - czy szkoła jako instytucja (gmina w sensie finansowym) nie płaci. To nie wynika z tego tekstu / apelu.

      "wpływ na przyszłość. Ilu nauczycieli powie: „Nie warto! Jeżeli z powodu ewentualnego wypadku mam stracić wszystko i zostać bezdomnym, to może lepiej zamknąć się w klasie z podręcznikiem i jakoś przetrwać."
      Właśnie o to chodzi! Żeby mając wspaniały pomysł na "opiekowanie się dziećmi" poprzez "ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu", nie spełniające wymogów bezpieczeństwa, raczej siedzieli w klasie z podręcznikiem.

      Ma Pan natomiast świętą rację z retorycznym pytaniem "komu zależało na tym, by tak przedłużać postepowanie sądowe?" Niestety żyjemy w kraju o jednym z najbardziej przewlekłych postępowań sądowych. Nie tylko w tej sprawie. W niemal każdej.

      Usuń
    2. Panie Profesorze, to mogła być zatwierdzona wycieczka i pewnie była. Ale nikt, nawet na wycieczce szkolnej do Łańcuta nie przewidzi zachowania nauczyciela. To jest przerzucanie winy na innych. I w Łańcucie można zaproponować dzieciom wyskakiwanie z okna pałacu - żeby nie było nudno i żeby dzieci były zadowolone. Odpowiedzialność, to odpowiedzialność za innego, w tym wypadku ucznia, który ufa, że nauczyciel wie, co robi!!! Nie było dobrych warunków - mieli siedzieć w schronisku i żyć!

      Usuń
  7. Niestety, wszyscy Anonimowi, którzy zabraliście tutaj głos, macie rację. I ci, którzy pochylają się nad losem tego nauczyciela, którem błąd (chyba nawet nie "drobny", jak napisał autor listu, tylko duży) przekreślił życie. I ci, którzy wskazują słuszną perspektywę rodziców, którym ów błąd zabrał to, co najcenniejsze w życiu. Te dwa punkty widzenia są nie do pogodzenia, ale zarazem nie ma możliwości, by któryś odrzucić.
    Ja również od lat organizuję uczniowską przygodę. Za wiedzą rodziców moich podopiecznych, ale przecież ta wiedza nie sięga każdej decyzji, którą podejmę w działaniu. W miarę jak przybywa mi lat, staję się coraz ostrożniejszy, coraz bardziej się asekuruję. Bo to zawsze jest ryzyko, a ja nie chciałbym przekreślić tego, co w życiu udało mi się osiągnąć. Nie czuję się (jako pedagog) ponad prawem, a ilekroć kieruję wycieczką lub obozem mam "oczy dookoła głowy", by wypatrzeć i przewidzieć wszystkie niebezpieczeństwa, nie zabijając przy okazji uroku całej przygody. W stosunku do oskarżonego nauczyciela czuję współczucie, bo wiem, że też wskutek własnego błędu i/lub zbiegu nieszczęśliwych okoliczności mógłbym znaleźć się w podobnej sytuacji. Dalsze życie z bagażem poczucia winy (tego nikt oskarżonemu nie odmawia) i przegranej życiowej byłoby dla mnie karą druzgocącą. Dlatego rozumiem i sam czuję odruch środowiskowego współczucia. Choć rozumiem też ojca zmarłych uczniów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że największymi tu sadystami są rodzice, którzy pchali swoje pociechy na take ekstremalnie niebezpieczne wycieczki;a i pewnie pchali na liczne zajęcia pozalekcyjne; byle tylko ich syn/córka był "jeszcze lepszy i jeszcze lepszy", bo w ich oczach nie był/nie była wystarczająća dobra. Tacy rodzice są zwykle bardzo krytyczni, surowi w ocenianiu swoich dzieci; w psychoanalizie mówi się, że narcystyczny rodzic posiada surowe, autorytarne, "sadystyczne superego". I nigdy nieodpowiedzialni (rodzice) za swój sadyzm i swoją agresję; zawsze przyczyn kłopotów i nieszczęść dziecka upatrują się na zewnątrz, nigdy w sobie.

    To, co wyłania się z tej historii, to obraz sadystycznego odwetu rodzica na nauczycielu za tak naprawdę swoje winy. Coś okropnego! Swoje sadystyczne skłonności narcystyczny rodzic przemieszcza z dziecka na nauczyciela/wychowawcę. O sadyzmie rodziców może świadczyć i o to, że w ogóle pchali swoje dzieci na tak ryzykowne wycieczki ale też, że chcą teraz zniszczyć, skazać na śmierć społeczną nauczyciela. A to już jest sadyzm! Dlatego nieprzypadkowo używam tu wielokrotnie tego określenia. To, co aktualnie robią opisani rodzice, określa się mianem "sadyzmu". Narcyz unika uczuć żałoby, ucieka w nienawiść i odwet. Uczuciom żałoby często towarzyszy poczucie winy; tu tego nie widać; tu widać obwinianie innych...

    PS.
    Przypomnialo mi się, co przeczytałam w jednych z podręczniów psychoanalitycznych;że wśród pasjonatów ekstremalnych sportów, ryzykownych wycieczek górskich, ukierunkowanych na zdobywanie "wysokich szczytów" przeważają jednostki narcystyczne. Przede wszystkim liczy się sukces i zdobywanie "kolejnych szczytów". Czy takie potrzeby wkładali w swoje dzieci opisani tu rodzice?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie godzi się w tym miejscu tak autorytarnie stawiać diagnozy rodzicom. Na podstawie czego Pani tak sądzi? Listu? To bardzo duże uproszczenie! Lepiej się czasami nie wypowiadać

      Usuń
    2. Anonimowy12 lutego 2019 17:59

      Niech anonimowy tak autorytarnie mnie nie poczuca i nie wchodzi w autorytarne, odwetowe komentarze. Z tekstu prof. Sliwerskigo tak wlasnie wynika; to co ten rodzic - bogacz - wyprawia po kilkunastu latach od tragedii, to nic innego, jak nie odwet; a odwet to bardzo często spotykana postawa u narcystycznych rodziców. Empatyczny rodzic po stracie dZiecka nie ma potrzeby "zemsty po latach"; z zawiśći, że nauczyciel żyje, chce choćby symbolicznie zniszczyć mu życie, skazując na śmierć społeczną i bezdomność. Coś potwornego! Tak, uważam, że rodzic, który pcha dziecko na takie wycieczki, na których naraża życie swoich dzieci jest sadystą. Sadyzmem jest również potrzeba zniszczenia życia nauczycielowi, który choć sam był bezrefleksyjny, organizując tego typu wycieczki, to z całą pewnością nie życzł świadomie śmierci podopiecznym. Każdemu wychowawcy może przydarzyć się podobna sytuacja. Może jednak przydałoby się Pani/Panu więćej empatii i wyobraźni, by wczuc się bardziej w położenie tego człowieka. Czy Pani faktycznie chce, aby ten człowiek do końca życia cierpiał? Jeśli tak, to mamy tu znów do czynienia z sadyzmem. Tak, przyznanie się do tego, że samemu można mieć skłonności do zachowań sadystycznych, może być trudnym doświdczeniem; trudnym do pomieszczenia..

      Usuń
  9. "Chyba nikt nie teierdzi, że ten nauczyciel jest ofiarą."

    Pani Profesorze, wygląda na to, że jednak jest ofiarą; ofiarą szukających odwetu rodziców.Można powiedzieć, że rozgrywa się w ich umysłach aktualnie coś takiego: "jesteś katem, więc musisz być teraz ofiarą"; naprzemiennie obsadzają się w roli "kat i ofiara" Ofiary mają skłonności wchdzenia w rolę katów, a kaci w rolę ofiary ; chyba, że przestaniemy identyfikować się z rolą ofiary; wówczas nie wejdziemy później w rolę odwetowego kata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Odwet? Posiadasz tyle empatii, żeby wczuć się w rolę ojca, który stracił dwóch synów, który czekał pół roku na potwierdzenie, że nie żyją, na odnalezienie zwłok? Siedzisz w wygodnym fotelu i snujesz pseudonaukowe rozkminy. Odwet byłby wtedy, gdyby wynajął dwóch zbirów albo podpalił mu dom. Przerażające.

      Usuń
    2. 12 lutego 2019 17:44 Ech, szkoda wchodzić w relację z tak autorytarnym krytycznym, odwetowym superego.. Narcyzm do potęgi n-tej

      Usuń
  10. A kto, jak nie nauczyciel urządził zrzutkę??? Przynajmniej do niej wzywa - jeśli oficjalnym organizatorem jest ktoś inny.
    "Przeczytajcie wpis pedagoga z innego liceum, który tu przedrukowuję"

    OdpowiedzUsuń
  11. „Co trzeci Polak poszedłby w Tatry w ‘adidasach’”, a ilu w klapkach z reklamówką z biedronki? Rodzic zapisując dziecko na zajęcia pozalekcyjne nie musi znać się na przedmiocie. To organizator powinien był zapoznać rodziców z ryzykiem i uzyskać odpowiednie zgody. Poza tym organizator powinien posiadać ubezpieczenie, zarówno zdrowotne jak i odpowiedzialności cywilnej. Załóżmy jednak, że organizator był odpowiednie przygotowany. Problemem jest jednak fakt, że wychowawca zignorował umyślnie ostrzeżenie o zagrożeniu lawinowym. Z tego powodu organizator nie może wykręcić się zgodami rodziców, a ewentualne ubezpieczenie nie pokryje kosztów zadośćuczynienia. To nie pasja, a głupota/rutyna opiekuna kosztowała życie dzieci. Zrzucanie teraz winy na „sadystycznych rodziców”, czy utożsamianie zadośćuczynienia z "mściwą wendettę" to chwyty poniżej pasa. KAŻDY bierze odpowiedzialność za swoje czyny, zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Patrząc na tę sprawę jako rodzić jak i nauczyciel, bardziej dopinguję rodzicom w uzyskaniu rekompensaty, niż współczuję nauczycielowi.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Patrząc na tę sprawę jako rodzić jak i nauczyciel, bardziej dopinguję rodzicom w uzyskaniu rekompensaty, niż współczuję nauczycielowi." No właśnie, i dlatego jeszcze bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu, że mam do czynienia tu z grupką nie tylko bardzo surowych i autorytarnych rodzicow, ale także surowych i autorytarnych nauczycieli. Nie jest żadną tajemnicą, że wśród nauczycieli dominują jednostki narcystyczne; nie jest także tajemnicą, że wśród rodziców (a już szczególnie celebrytow, nauczycieli, biznesmenów) coraz częściej można spotkać osobowosci narcystyczne. W ogóle cały system kształcenia, jak rówież związane z nim instytucje (szkolne, instytucje wychowawcze, opiekuńcze, kuratoria) noszą znamiona cech wysoce narcystycznych. Zresztą powsdtała nt. temat swego czasu bardzo wartościowa publikacja autorstwa prof. Jagieły, - "Narcystyczna szkoła". Zanim Pani zacznie wypowiadać się tu w takim karzącym, oceniającym tonie, zalecam się zapozać wcześniej z tą lekturą: https://docplayer.pl/14626696-Jaroslaw-jagiela-narcystyczna-szkola-o-psychologicznej-rzeczywistosci-szkoly.html

    Ja wiem, że jak Pani jest nauczycielką, to woli Pani zachować dobry obraz wlasnego "ja"; zatem lepiej zidentyfikować się z tzw. pozytywną, odnoszącą sukcecy postacią niż tzw. złą - kolegą po fachu, który poniósł klęskę i skompromitował się. Oj, niedobre to dla naszego narcyzmu, gdy okazuje się, żę nasze otoczenie, czy środowisko, które chcialoby sie idealizować, okazuje się tak wielce niedoskonałe i psujące nasz wizerunek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na jakiej podstawie Anonimowy domniema, że jestem kobietą? Czyżby kobietę łatwiej było oceniać i pouczać?

      Usuń
  13. No i dobrze wyczulam tego ojca; nie rodziców pozostałych dzieci, tylko tego ojca: "Za Mirosławem Sz. dzisiaj emerytowanym nauczycielem geografii murem stoją rodzice ofiar i byli już absolwenci szkoły. – Nauczyciel geografii był pasjonatem. Chciał pokazać nam góry, ich piękno, poświęcił nam swój czas. Nie zrobił tego celowo, nie miał na to wpływu. Żywioł okazał się nieprzewidywalny. Dajmy spokój. Ten człowiek żyje z piętnem śmierci swoich uczniów – dodaje Kasperczyk."
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/krakow/lawina-porwala-mu-synow-w-tatrach-zadoscuczynienie-dla-ojca-z-tychow/8l6bfz5#slajd-1

    Ojciec wygląda, przepraszam za określenie, jak narkoman (długie włosy) ...Przepraszam, ale wg mnie to nie jest normalne... https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/U3RktkqTURBXy8xZGQ4NDIzMzI3OTAxZTc1ZTQ3NGMzNjg1MjQ1MzMyYi5qcGVnkpUCzQPAAMLDlQIAzQPAwsM

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiele razy byłam w górach i tych polskich i zagranicą. Góry zawsze są niebezpieczne - dodam każde góry. No niestety takie sytuacje uczą pedagogów pokory, że nie ma gwarancji pomyślności na wszystkie pomysły - także innowacyjne. Takie wyprawy niosą zawsze ogromne ryzyko, nawet jeśli są dobrze przygotowane. W końcu w górach giną nie tylko osoby w trampkach, ale i doświadczeni profesjonaliści. Zatem górska wyprawa jest zadaniem dla klubu wspinaczki wysokogórskiej, a niekoniecznie dla nauczycieli. To po prostu trzeba ćwiczyć i jeszcze raz powtarzam trzeba mieć ogromnie dużo pokory wobec gór.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaskoczony jestem, że mój tekst pojawił się tutaj i rozgrzewa serca i umysły czytelników. Żyje własnym życiem. Wprawdzie przyjąłem na moim blogu zasadę, że nie wdaję się w polemikę, bo każdy ma prawo do własnego zdania, a ja nie musze nikogo przekonywać, ale tutaj muszę nieco sprostować i dodać.

    Nigdy nie pracowałem w liceum - pracuję w szkole podstawowej (od czasu „zacnej” reformy likwidującej gimnazja). Nie organizowałem zbiórki – ale ją poparłem i popieram. Zagrożenie lawinowe było drugiego stopnia (umiarkowany) w pięciostopniowej skali. Grupa była dobrze wyposażona i przygotowana, jak na ówczesne czasy, do wycieczki górskiej w warunkach zimowych. Do zapłaty zasądzono 140 000 + odsetki, czyli około 168 000 zł.

    Jak już gdzieś napisałem: bardzo współczuje wszystkim rodzicom, których dzieci zginęły. W jakiejkolwiek tragedii. Z powodu czyjejś winy czy choroby. Rodzice nie powinni grzebać swoich dzieci. Zawsze będzie to ból nie do wyobrażenia, gdy ginie dziecko. Krew z krwi, ciało z ciała. Sam nie wiem jakbym to zniósł, gdybym musiał coś takiego przeżywać. Ale wiem, że pieniądze by mi spokoju nie dały, żalu nie zmniejszyły. Nie wiem czy nie obudziłaby się we mnie chęć zemsty, aby winni odpokutowali. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć swych reakcji w sytuacjach ekstremalnych.

    Nie podważam faktu, że p. Mirosław, przy umiarkowanym zagrożeniu lawinowym, wbrew ostrzeżeniom ratowników górskich, uległ namowom swych uczniów i podjął decyzję o wymarszu. Błędną decyzję i jakże brzemienną w skutkach. Ale o tym wiem teraz my. Łatwo oceniać, gdy nie byliśmy na jego miejscu. Nie mniej uważam też za niesłuszne zrzucanie całej odpowiedzialności na niego. Twierdzi się tu, że tylko on był świadomy zagrożeń, bo dzieci to dzieci, a rodzice mogli nie wiedzieć. Nie trzeba być taternikiem aby zdawać sobie sprawę, że wycieczka wysokogórska, do tego zimowa, której celem jest zdobycie najwyższego szczytu jest niebezpieczna. Niesie ze sobą ryzyko śmierci. Zawsze. To nie spacer po Łańcucie. Rodzice są dorośli i skoro sami nie potrafią powiedzieć swemu dziecku „NIE”, nie mogą oczekiwać, że zawsze nauczyciel ich wyręczy. Współczuję rodzicom, muszę powiedzieć, że też ponoszą odpowiedzialność za podjęcie ryzyka. Podobnie jak i władze, które wyraziły zgodę na wyjazd.
    Jednakże bezsprzecznie najwyższą odpowiedzialność ponosi nauczyciel. Musimy być tego świadomi, że nasze działania często stawiają nas w podobnej sytuacji i czasem tylko szczęście dzieli nas od sądowych wyroków. Trzeba mieć „oczy dookoła głowy”, ale winszuję wszystkim, którzy są w stanie przewidzieć wszystko. Mogą tak twierdzić tylko Ci, którzy nigdy nie byli z uczniami na rowerowej, górskiej czy kajakowej wycieczce. Którym nie zdarzyło się w schronisku patrzeć w niebo i zastanawiać czy będzie burza czy przejdzie bokiem. Którzy nigdy nie bali się co będzie, gdy dziecko wjedzie w dziurę na drodze i straci równowagę, a dróżki rowerowej nie ma. Ci którzy siedzą właśnie za biurkiem i ferują wyroki. Minimalizujemy ryzyko. Niektórzy w 100% nie robiąc nic po za lekcjami (no chyba, że korepetycje).

    Był odpowiedzialny. Ma wyrok. Stracił to czym żył. Ma zniszczoną opinię. Każdy nauczyciel potrafi wyobrazić sobie jak ciężko musi być mu teraz żyć z własnym sumieniem i myślami. Fakt, nie można tego porównać do straty rodzicielskiej. Ale ile lat ma ten człowiek jeszcze być targany przed sądy? Co jeszcze ma zrobić, aby ktoś poczuł, że wystarczająco odpokutował? Różnie można rozumieć słowa rodzica, który po wyroku sądu mówi: „ta sprawa nigdy nie będzie miała końca”. Czego oczekuje? Nasuwa się myśl, że całkowitego zniszczenia. Jak to nazwać?

    Pieniądze niewiele naprawią. Ale mogą do końca zniszczyć tego emeryta. Na szczęście znaleźli się ludzie myślący podobnie i już owe 140 000 zebraliśmy. Może dzięki temu nie trzeba będzie dołożyć kolejnego życia do listy efektów tej lawiny. Mam nadzieję, że na tym zakończy się ta sprawa. No i chętnie przeproszę owego rodzica za moje myśli, gdy okaże się, że przekazał owe pieniądze na jakiś cel ratujące życie innych.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.

Chrystus Zmartwychwstan Jest