poniedziałek, 16 września 2013

Demistyfikacja mitów edukacyjnych



W najnowszym numerze kwartalnika Polskiej Akademii Nauk - NAUKA (2013 nr 2 znalazł się bardzo ważny artykuł naukowców z Katedry Psychologii i Socjologii Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego: Grażyny Wieczorkowskiej, Jerzego Wierzbińskiego i Bartłomieja Michałowicza. Ostatnio PAN-owski periodyk dużo miejsca poświęca krytyce polskiej polityki oświatowej, właściwie odsłaniając bezmiar ignorancji MEN. Po raz kolejny naukowcy przekonują samych siebie co do tego, o czym już wiedzą od dawna, a czego nie jest świadoma władza oświatowa ani jej zwierzchnictwo polityczne.

Nieustające od ponad dwudziestu lat pseudo reformy oświatowe zostały z perspektywy metapoznawczej ocenione przez specjalistów od zarządzania i wzmocnione poglądami wybitnego brytyjskiego humanisty Rogera Scrutona. Zawsze lepiej wygląda tekst, kiedy powołujemy się na zagraniczne autorytety, niż gdybyśmy mieli poczytać rozprawy rodzimych specjalistów, a w ciągu minionego okresu transformacji powstało ich jednak wiele. Autorzy wyważają zatem znane pedagogom zjawiska, ale może jak ich tekst dotrze do odpowiednich władz w tym kraju, to ktoś się przejmie, zanim zostanie z nich odwołany lub sam poda się do dymisji.

Autorzy operują kategorią mitów, które mają dowodzić podstawowych błędów popełnianych przez decydentów w wyniku ignorowania psychologicznych ograniczeń procesu edukacji. Jak to jest możliwe, skoro akurat ten rząd , a MEN w szczególności, ma właśnie wśród psychologów największe wsparcie dla podejmowanych decyzji? Jak widać, psycholog psychologowi nie jest równy, podobnie jak ma to miejsce w postrzeganiu i badaniu rzeczywistości edukacyjnej przez pedagogów czy przedstawicieli innych nauk humanistycznych i społecznych. Co zatem niepokoi tak bardzo naukowców z Wydziału Zarządzania UW?

1. Mit przewagi nowych technologii informacyjnych

Nie jest prawdą, że łatwe i szybkie pozyskiwanie informacji w Internecie sprzyja temu, że nasi uczniowie i studenci wiedzą więcej. Wprost odwrotnie, wiedzą nie tylko mniej, ale i bardziej powierzchownie. "Dotarciu do wiedzy nie towarzyszy wewnętrzny wysiłek jej zrozumienia, przemyślenia, krytycznego zgłębienia". (s. 20)

Autorytetem stają się ci, którzy uzyskują najwyższe wskaźniki popularności w wyniku badania opinii publicznej, tym samym często błędny merytorycznie tekst może być częściej czytany i/lub cytowany, niż merytorycznie poprawny, a wymagający myślenia i krytycznej analizy. W MEN przekonano się, że im więcej będzie na stronie resortu infantylnych rysunków, przykładów tzw. "dobrych praktyk" i propagandowej sieczki, tym szybciej naród przekona się do zasadności wdrażanych rozwiązań.

2. Mit motywacji wewnętrznej

Fałszywe są założenia władz edukacyjnych, jakoby o jakości uczenia się i osiągnięć szkolnych uczniów miały stanowić procesy swobodnej eksploracji i samorozwoju uczniów, przy równoczesnym zredukowaniu roli nauczyciela do bycia doradcą, towarzysza zabawy i przyjaciela, uwolnienie uczniów od uczenia się na pamięć, od dyscypliny i karania za błędy i niepowodzenia.

Sztuczne podwyższanie poziomu samooceny uczniów, unikanie krytykowania ich i wymagania wysiłku prowadzi u nich nie tylko do dysonansu poznawczego, ale i zachęca do sięgania po farmakologiczne "ułatwiacze" czy substancje redukujące stres lub złe samopoczucie.


3. Mit swobody wyboru i standaryzacji

Nie jest prawdą, że dążąc do zapewnienia uczącym się komfortu związanego z poczuciem swobody wyboru sprawia on, że uczeń najlepiej wie, czego i kiedy powinien się uczyć. Edukację zdalną reklamuje się, mówiąc: "Możesz się uczyć w dowolnym miejscu i czasie". Ci, którzy traktują tę reklamę dosłownie, szybko przekonują się, że "zawsze i wszędzie" przekształca się w "nigdy i nigdzie". (s. 24) (...) Oczekiwanie standaryzacji wiążące się z brakiem zaufania do nauczycieli wynika także z ignorowania wyników badań (Spitzer) pokazujących, że dla optymalnego uczenia się istotna jest nie absolutna wartość nagrody, ale to, że jest ona nieoczekiwana. Zbyt duża przewidywalność obniża czujność umysłu konieczną do sprawnego przetwarzania informacji.

4. Mit wymogu praktyczności wiedzy

(...)wiedza, która wydaje się niepraktyczna, nie tylko może zostać zaadoptowana i zastosowana , ale prawdopodobnie okaże się właśnie tym, co jest potrzebne w okolicznościach, których nikt nie przewidział. (...) dzięki "niepraktycznym" paradoksom z Krytyki czystego rozumu w umyśle Alberta Einsteina zaświtała teoria względności. (s. 26)


5. Mit indywidualizacji procesu edukacyjnego

Uczenie się jest procesem społecznym, toteż zastępowanie w nim nauczyciela nowymi technologiami podtrzymuje iluzję, że uczący się będą wykształceni. "Programowi możemy z łatwością "powiedzieć", aby zresetował swoje oczekiwania, tymczasem zlekceważyć innego człowieka jest dużo trudniej. (s. 27)

6. Mit usługi edukacyjnej i kluczowej roli studentów w wytyczaniu kierunku zmian

Nie jest prawdą, że sprawność myślenia osiąga się dzięki temu, że uczestniczymy w zajęciach atrakcyjnych i łatwych, a nie trudnych i znojnych. Nie uda nam się jednak nigdy nauczyć kogoś, kto nie jest skłonny do wysiłku, toteż traktowanie edukacji jako usługi jest nieporozumieniem.


7. Mit możliwości odgórnej reformy systemu edukacji

Iluzją jest przeświadczenie, że można ludzi zmusić hierarchicznym systemem rozkazodawstwa do udziału w centralistycznej reformie bez przeprowadzenia uprzednio badań pilotażowych o jej sensie. System edukacji to nie budynek, który można zburzyć i postawić od nowa według lepszego planu. (s. 34)

Polecam cały artykuł do refleksji, sygnalizując tu jego główne tezy.

4 komentarze:

  1. Wprawdzie to jest skrót myśli zawartych w tym tomie, ale jeżeli tak, to poraża powierzchownością i naiwnością. Sięgam do czasopisma aby wyrobić sobie własną opinię. Dotychczasowe przyzwolenie świata nauki na degradację całej, również akademickiej edukacji było powodem mojego wstydu. Studenci pytali mnie na wykładach dlaczego? Dziś odnoszę wrażenie przyszedł czas rehabilitacji. Ale nasi wielcy uczeni nie zauważyli, że z nami się już nikt nie liczy. Nauka stała się lub ma stać przemysłem i nie ma od tego odwołania, a wewnętrzne wydzieranie sobie "kiełbasy" a nie wspólne działanie tylko przyspiesza ten stan! Jesteśmy zatem robotnikami nauki a nie autorytetami, których się słucha, czyta i na pewno nie ignoruje. Nie mamy przełożenia na polityków, a kto ma inne zdanie to żyje iluzją!!!
    Rozgoryczona Humanistka

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry tekst-tylko szkoda, że poza zasięgiem intelektu/interesów duetu Szumilas/Berdzik czy Hall/Krajewska rządzących ostatnio polską edukacją ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowni Państwo;
    Niestety to wszystko prawda, szkoda, że większość pseudo-pedagogów jakich dane mi było spotkać na swej drodze edukacyjnej nie ma o tym zielonego pojęcia.
    Obecnie nie wypada studentowi postawić na dyplomie oceny niższej niż 4.0, nawet jeśli ten nie jest w stanie wymienić 5 znanych polskich pedagogów.
    Większość z mojej grupy seminaryjnej obroniła się na 5.0 po za tym była tylko jedna ocena 4.0 - wszyscy się niezmiernie cieszyli nie bardzo pojmując to, że jest to ich jawna (za przyzwoleniem władz uczelni)porażka, a nie sukces w co im się każe wierzyć, stwarzając sztuczny klimat napięcia i powagi sytuacji.
    Do każdego z wymienionych tu mitów można by przytoczyć po kilka przykładów z życia wziętych ... ciekaw jestem ile potrzeba jeszcze czasu by wyedukować i przede wszystkim wychować tych pseudo-pedagogów i pseudo-studentów? Jaka jest szansa, że przedstawione tu treści kiedyś do nich dotrą, a jeśli już to się stanie w jakim stopniu zrozumienia zostaną przeczytane?
    Pozdrawiam - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  4. Publicystyczną egzemplifikacją mitu możliwości odgórnej reformy systemu edukacji może być interesujący artykuł Marcina Wrońskiego, Piotra Krajewskiego i Adama Pronia zamieszczony w ostatnim numerze tygodnika "Przegląd" pt. "Licealna pop-edukacja przyrodnicza". Zdaniem autorów nową podstawę programową, obowiązującą od 1 września 2012 r. w pierwszych klasach liceów i techników w całej Polsce, wprowadzono wbrew woli większości zainteresowanych stron. I chociaż "w 2008 r., przed wydaniem rozporządzenia w sprawie reformy, ministerstwo przeprowadziło, bo musiało, konsultacje społeczne, jednak w opinii prawie wszystkich zainteresowanych stron były to tylko pozory konsultacji. Na spotkaniach i konferencjach urzędnicy ministerialni przedstawiali założenia reformy, przyznając wprost, że nie ma żadnych szans na ich zmianę. Wielu wybitnych nauczycieli i znakomitych dydaktyków poddało reformę ostrej krytyce, podkreślając niewłaściwe jej założenia i ostrzegając przed złymi skutkami" (s. 46). Zob. "Przegląd" 2013, nr 38, s. 44-46.

    Z wyrazami szacunku
    Gienek

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.