01 lipca 2022

Orwell na steroidach

 





Trafiła do mnie książka będąca zbiorem wywiadów z ekonomistami, naukowcami, biznesmenami i intelektualistami, których poproszono o podzielenie się swoją wizją świata w roku 2050. Za wiodące motto przyjęto myśl Charlie Chaplina: Troszczę się o swoją przyszłość, gdyż zamierzam w niej spędzić resztę swojego życia (s.7).

Pierwszym rozmówcą analityka mikroekonomii Martina Kupki jest pisarz, autor książek science fiction Ondřej Neff. Jak stwierdza Kupka - horyzont 2050 roku jest zbyt odległy, żeby można było formułować racjonalne predykcje. Dynamika zmian jest tak duża, że nawet makroekonomiści nie są w stanie przewidywać w horyzoncie dłuższym niż 5 lat. Inna kwestia, to jaka generacja będzie decydować o świecie w 2050 roku, skoro urodziła się w czasach pokoju, dobrobytu, wolności, swobody podróżowania, możliwości realizowania własnych zainteresowań itp.? 

 

Jednak nie mogli przewidzieć, że dwa lata później właśnie ci milenialsi doświadczą także bezrobocia, kryzysu ekonomicznego, energetycznego w wyniku wojny na Ukrainie. Tyle są warte przewidywania przyszłych zdarzeń. Nie unikniemy - zdaniem ekonomisty - procesów migracyjnych ludności, gdyż jest to naturalny proces, tak jak padający deszcz. Wprawdzie Somalijczycy nie zadomowią się na wsiach czy w małych miasteczkach, ale opanują metropolie, które przekształcą się w megapolis z etnicznymi gettami (np. w Paryż, Mediolan, Harlem w Nowym Jorku). 

 

Będziemy musieli wyżywić tych ludzi, utrzymać ich w pokoju, żeby nie mordowali więcej, niż można będzie im zabronić i by nie doszło do wojny domowej. Zapewne pomocne okażą się technologie cyfrowe, które wygenerują sztucznych ludzi stojący na straży naszego bezpieczeństwa. Będziemy chodzić z wirtualnymi okularami, coś zjemy i będziemy happy (...) Zachód jest zasadniczo pod wpływem zielonej lewicy i szykuje się do kontynuowania autodestrukcji. Sądzę, że nastąpi przyspieszenie cyfryzacji społeczeństw. Covid wykazał, że osobiste kontakty nie są konieczne, a nawet są niebezpieczne. Wirtualna rzeczywistość ma stuprocentową ochronę, więc czemu do niej nie wejść?   (s.23-24).

 

Padło w rozmowie pytanie o edukację, o to, co może się w niej zmienić. Zdaniem Neffa nie powróci już model klasycznego kształcenia, gdyż człowiek może dzisiaj znacznie szybciej pozyskać konieczne informacje. Jednak nowe technologie, a nawet doświadczenia e-learningu nie wyprą z procesu kształcenia bezpośredniego kontaktu uczniów z nauczycielami. Tej "ludzkiej sztafety" żaden robot nie będzie w stanie zastąpić nawet w trzecim tysiącleciu, gdyż nie da się sztucznie kształtować u innych empatii, ludzkiej symbiozy.

 

Zapewne zmieni się typ relacji na rzecz zbliżenia między nauczycielami a uczniami, by mogli efektywniej sprzyjać uczeniu się. Zawodem przyszłości już jest biotechnologia i inżynieria genetyczna oraz energetyka jądrowa, którą Neff uważa za (…) czystą, bezpieczną, racjonalną i pożądaną (s.30).  

 

A co z demokracją? Neff z niepokojem obserwuje wzrost nieufności do demokracji parlamentarnej i możliwość pojawienia się jakiegoś władcy, który podporządkuje sobie ministra sprawiedliwości i poszerzy przestrzeń do manipulowania społeczeństwem. Gdybym miał to opisać metaforą, to byłaby to gra bez reguł, która zawsze kończy się sińcami i wypaczeniami (s.29).

     

Wywiad z geopolitykiem Janem Kofroňem nie tylko nie wnosi niczego nowego do naszej wiedzy o megatrendach w polityce światowej, ale potwierdza, że jako realista nie miał zielonego pojęcia o zagrożeniach ze strony Federacji Rosyjskiej. Przewidywał bowiem, że USA porzuci Europę przenosząc swoje interesy w kierunku azjatyckim, zaś wkrótce dojdzie do rozpadu czy dezaktywacji NATO ze względu na brak zainteresowania Europą. Jak widać, mocno się mylił. 

 

Podobnie słabo prognostyczny jest wywiad z ekonomistą Uniwersytetu Karola w Pradze - Janem Lamserem, który niewiele ma do powiedzenia na temat przyszłego systemu finansowego na świecie. Jak mówi: w zasadzie nic się na świecie nie zmieni, nie znikną dolary i euro, chociaż będzie dochodzić do doraźnych wahań na rynku finansowym i wielkich kryzysów. Trzeba liczyć się z tym, że może dochodzić do nieoczekiwanych rzeczy (s. 66). Tak może wyrokować każdy maturzysta.  

 

Kolejną rozmówczynią - tym razem docenta Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Pradze Pavla Hnáta - jest Bublu Sarbani Thakur-Weigoldova, wykładowczyni na Wydziale Logistyki i Zarządzania na Uniwersytecie w Zurichu. Przedmiotem zainteresowań stała się globalizacja, której czesko-szwajcarska asystentka nie postrzega jako kontrowersyjnego procesu, jakiegoś zła czy formy kolonializmu. Dzięki globalizacji wiele miliardów ludzi na świecie nie żyje już w ubóstwie, co jest jej fenomenalnym osiągnięciem. Jej zdaniem (...) ów trend jest z nami od początku historii, jak tylko dochodziło do skracania odległości i przenikania światów (s. 69). 

 

Rozmówczyni dodaje jednak, że w wyniku otwarcia granic wielu ludzi, a nawet całe regiony doświadczyło obniżenia standardu życia. Ludzie ci wybrali w USA, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i w Polsce oraz w innych krajach populistyczną władzę, która przeciwstawia się swobodnemu przepływowi towarów i ludzi (s.83)

  

Trzy cechy wyznaczają ekonomiczną swoistość globalizacji, a mianowicie: konwergencja cen towarów, zdolność do zniszczenia monopoli i realokacja źródeł (s. 70). Na pytanie, jak będzie wyglądać globalizacja w 2050 roku, Thakur-Weigoldová mówi: 

 

Niewątpliwie nastąpi proces deglobalizacji. Nie myślę, że doczekamy się kompletnego czy w większości wycofania globalnych produktów i rynków do regionów, gdyż jest to nierealne. Rozbitego jajka już nie zamkniemy z powrotem w skorupie. Nawet wówczas, gdyby pojawiły się w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy USA jakieś autorytarne rządy, to nie uda im się całkowicie zmienić ekonomicznej logiki, na której opiera się globalizacja. Nikt nie będzie chciał mieć jutro mniej niż ma dzisiaj. (s. 82-83).    

   

Trendsetterka Marian Salzmanova uważa, że chaos stanie się czymś normalnym, o czym świadczy m.in. zaskakująca świat pandemia Covid-19, chociaż ona pisała o tym niebezpieczeństwie piętnaście lat temu, podobnie jak o zagrożeniach związanych z wzrostem nierówności społecznych i systemowym rasizmem. Ludzkość już nie wróci do minionych kolein życia. Pojawia się wreszcie w rozmowie z nią kwestia edukacji. Zmieni się szkoła w przyszłości na sutek rewolucji cyfrowej. 

 

Szkoła i kształcenie na każdym poziomie już nigdy nie będą zamknięte w sali lekcyjnej. Chciałoby się powiedzieć, a jednak, mieliśmy rację z Michałem Paluchem, by wywołać dyskusję w tym zakresie także w naszym kraju.


Podstawą będą wirtualne wykłady, mentoring i współpraca. Trzeba będzie wynaleźć dla tego rozwiązania bezpieczną przestrzeń fizyczną i mentalną, w której uczniowie. studenci będą mieli możliwość poznania realnego świata (s. 146).      

 

Jednak, jak twierdzi trendsetterka: Jeszcze tak niedawno rodzice dążyli do tego, by ich dzieci miały jak najwyższe wykształcenie, by miały wysoką inteligencję poznawczą i emocjonalną. Dzisiaj najbardziej oczekiwanym przez rodziców i pedagogów celem kształcenia jest nauczenie dzieci odporności (s.143).  Powraca zatem problem zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, skoro żyjemy w świecie pełnym złości i agresji, które prowadzą do polaryzacji społeczeństw. 

 

Zanika zdolność do racjonalnej dyskusji. Trzeba zatem przygotować młode pokolenie do radzenia sobie w świecie, w którym do władzy dochodzą populiści nadużywający kontroli i megafonów. Populiści dostają się do władzy dlatego, że mówią to, co ludzie chcą usłyszeć (a są w tym naprawdę dobrzy). Nie będą jednak w stanie rozwiązać niektórych problemów społecznych, które bezspornie istnieją, a zatem w następstwie ich rządów społeczeństwa będą nieco bardziej poranione (s.144).          

 

Jednak o edukacji w XXI wieku rozmawiają Lenka Čabelová z Bobem Kartousem, który jest badaczem wirtualno-fizycznej społeczności naszego stulecia. Jego zdaniem szkoła sama z siebie się nie zmieniJest instytucją społeczną, która cierpi na wysoki poziom konserwatyzmu, gdyż tworzy ją ok. 150 tys. nauczycieli, milion uczniów i średnio 2 miliony rodziców (dane dotyczą Czech - dop. BŚ). Potwierdzają to ostatnie dwie dekady, w czasie których byliśmy świadkami pojawienia się internetu, nowych technologii, mobilnych technologii, rozwoju sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości - a szkoła z zasady niczego z nich nie wchłonęła. Postęp dzieje się poza nią.         

 

Čabelová ma rację, że nawet ci nauczyciele, którzy w wyniku pandemii Covid-19 musieli opanować prowadzenie lekcji online, nie zmienili podejścia dydaktycznego. Nadal instruowali swoich uczniów i zadawali im prace domowe. Zaletą tego okresu było uświadomienie sobie przez część rodziców, że do uczenia się nie jest potrzebne ich dzieciom uczęszczanie do szkoły. Tym samym wzrosło zainteresowanie edukacją domową (flexischoolingiem). 

 

Z każdym rokiem coraz większa część umiejętności, wiedzy i cech osobowości staje się domeną nieformalnego kształcenia, które omija szkołę. Tak będzie też w przyszłości. Grozi to rozpadem społeczeństwa na różne kasty. Trzeba zatem przyznać, że szkoła jest jednym z ostatnich miejsc, w których spotykają się ze sobą dzieci z różnych warstw społecznych. Natychmiast, jak tylko zaniknie szkoła, a poszczególne warstwy społeczne będą rozwiązywać problemy wykształcenia swoich dzieci we własnym środowisku, zaniknie podstawowa, naturalna komunikacja między różnymi warstwami, co doprowadzi do rozpadu społeczeństwa (s. 177).

 

Ciekawe, bo 12 czerwca przywoływałem w blogu wypowiedź profesor socjologii UW Anny Gizy-Poleszczuk, która uważa, że już nie istnieje społeczeństwo (w sensie ogólnym).  Jednak szkoła będzie potrzeba ze względów socjalnych i konieczności przygotowywania młodych pokoleń do radzenia sobie z zachodzącymi zmianami na świecie oraz do współpracy z innymi. Przyparta do muru, by spróbowała sformułować bardziej radykalną wizję szkoły.  

 

Jej wizja szkoły przyszłości opiera się na założeniu powstania sztucznej inteligencji zdolnej do komunikowania się z ludźmi na wysokim poziomie. Dzięki temu w szkołach pojawią się osobiści asystenci edukacyjni. Jeśli przykładowo uczeń będzie miał problemy w matematyce, to rozwiąże je taki asystent wraz z robotem, który na podstawie kilku przykładów będzie potrafił perfekcyjnie zdiagnozować, co jest przyczyną tych problemów a następnie zaproponuje rozwiązania odpowiadające danemu uczniowi. Będzie też potrafił go motywować za pomocą grywalizacji (gamifikacji) lub temu podobnie. Będzie mógł też dokładnie stwierdzić, kiedy uczeń traci koncentrację uwagi, a zatem jak należy dawkować jemu wiedzę (s.181).   


Szkołę można zacząć zmieniać już dziś, chociażby parcjalnie, czy - jak mówił 30 czerwca  w Akademickim Zaciszu u Romana Lepperta wybitny humanista prof. Tadeusz Sławek - po partyzancku, tylko trzeba więcej odwagi i wsparcia rodziców, by wiedzieli, na kogo głosować w przyszłych wyborach parlamentarnych.