05 czerwca 2021

Nie tylko psychologia, ale i pedagogika muszą być wrażliwe na rezyliencję (resilience)

 



               

     

Niewielkiej objętości publikacja czeskiej psycholog Ivy Šolcovej na temat fenomenu rezyliencji (resilience) powstała w ramach grantu badawczego Czeskiej Agentury Badań (odpowiednika polskiego NCN).   

Okazuje się, że nie tylko w Polsce mamy problem z przekładem na własny język pojęcia resilience. Podobnie i Czesi posługują się jego opisem, charakterystyką. Słowniki tłumaczą resilience jako sprężystość, elastyczność, przystosowalność, prężność czy żywotność. W rzeczy samej chodzi o zrównoważony rozwój osoby, jej postaw wobec czynników zagrażających jej indywiduum i owej żywotności. 

Autorka tej publikacji przywołuje ponad 100 rozpraw w języku angielskim na temat resilience doszukując się w swoim syntetycznym ujęciu zarówno jego genezy, ewolucji, wyników badań i teorii sprzyjających uruchamianiu procesów i mechanizmów socjalizacyjnych, wychowawczych, resocjalizacyjnych czy terapeutycznych, które będą sprzyjać wspomnianej równowadze psychofizycznej osób.

Ewolucja tego pojęcia ma dwa źródła: psychologię rozwojową z jej działem interdyscyplinarnych badań nad rozwojem człowieka i jego psychicznymi problemami (Rutter, Garmezy, Cicchetti, Luthar i in.) oraz kierunek psychologii pozytywnej, która rozwija się od połowy XX wieku (N. Garmezy, K.H. Neuchterlein, M. Rutter, Kent, Rolf). W Czechach tą problematyką zajmują się psycholodzy: Matĕjček, Kubíčka, Koluchová, Břicháčka, Prokopec, Havlinová, Sobotková, Dittrichová, Kebza i Šolcová. 

Mastenová i Obradovičová wyróżniły trzy okresy badań nad resilience

1. FAZA DESKRYPCYJNA  - w trakcie której psycholodzy ustalili markery pozytywnej adaptacji jednostek, które musiały poradzić sobie z problemowymi sytuacjami,

2. FAZA DIAGNOZY PROCESÓW I SYSTEMÓW REGULACYJNYCH, które mogą być odpowiedzialne za pozytywny rozwój osoby niezależnie od jej trudności życiowych; 

 3. FAZA PODEJMOWANIA DZIAŁAŃ NA RZECZ WSPIERANIA REZYLIENCJI U OSÓB ZAGROŻONYCH KRYZYSEM [s. 10]. 

Czym zatem jest resilience? Tak u dzieci, jak i u osób dorosłych jest to zdolność radzenia sobie ze stresem i doświadczaniem czyjejś nieżyczliwości, nieprzychylności. 

Wskaźnikiem resilience jest sukces w osiąganiu celów. To splot następujących w czasie skutków dynamicznych procesów wzajemnego oddziaływania na siebie dzieci, ich rodziców a środowiskiem życia [s.11].         

  Dwa czynniki są tu kluczowe (Luthar, Cicchetti, Becker): 

- podleganie nieprzyjaznym bodźcom czy okolicznościom (sytuacjom ryzykownym); 

- efektywna adaptacja w powyższych uwarunkowaniach, okolicznościach [s.12]. 

Wśród badaczy istnieją zróżnicowane poglądy na temat tych czynników, gdyż zwraca się jeszcze uwagę na determinanty warunkujące zdolność osoby do resilience w czynnikach genetycznych, ale i wychowawczych np. przez celowe stawianie dziecka przez rodziców przed sytuacjami trudnymi, wymagającymi samodzielnego sprawdzenia siebie. 

Istnieją tu duże różnice kulturowe, bowiem odmienne są podejścia do wychowywania dzieci w rodzinach państw wysoko rozwiniętych gospodarczo, w krajach Zachodu, a inaczej wychowuje się dzieci w Azji czy Afryce.  O ile w tych pierwszych wzmacnianie tego czynnika odbywa się w środowiskach rodzinnych, o tyle w krajach azjatyckich, południowoamerykańskich czy afrykańskich wiąże się ono ze zdolnością osób do radzenia sobie w sytuacjach masowych zagrożeń, katastrof o dużym zasięgu. 

Z badań wynika, że do 10 roku życia chłopcy są bardziej wrażliwi i tym samym mniej rezyliencyjni, zaś dziewczęta  po 10 roku życia. Odmiennie też reagują psychopatologicznie na osłabienie tego procesu, tej zdolności życiowej. Dziewczęta mają tendencję do patologicznych reakcji intrapsychicznych jak depresja, lękliwość, próby samobójcze, zaś chłopcy są bardziej skłonni do eksterioryzacji tej niezdolności przez ucieczkę w alkohol, narkotyki, stosowanie przemocy wobec innych itp. [za: Fergusson i Horwood, w: tamże, s. 16].

Nic dziwnego, że w tej sytuacji fenomen rezyliencji powinien zainteresować nie tylko psychologów, ale i pedagogów korzystających z wyników ich badań, w tym szczególnie pedagogów resocjalizacyjnych, pedagogów społecznych i pedagogów szkolnych. Zdolność do rezyliencji może bowiem być kluczową zmienną tak w profilaktyce pedagogicznej, jak i pracy socjalnej, resocjalizacyjnej czy terapeutycznej. 

Konieczne jest prowadzenie badań wzdłużnych, by uchwycić konteksty psychicznego rozwoju osób, akceleracji, odporności na przeszkody oraz czynniki kulturowe, historyczne i społeczne. Inny poziom rezyliencji będzie miało dziecko wychowywane w rodzinie nadopiekuńczej (helikopterowi rodzice), a inny dzieci obojętne swoim rodzicom czy nawet przez nich odpychane. Pedagodzy powinni dociekać, w jakim stopniu szkoła sprzyja wzrostowi poziomu rezyliencji, a ze względu na co osłabia czy niszczy tę zdolność do zdrowej psychicznie adaptacji.

Werner zwraca uwagę na czynniki wysokiego ryzyka, jak ubóstwo, bieda, średni czy wysoki poziom komplikacji perinatalnych, nieprawidłowy i opóźniony rozwój osoby, genetyczne anomalia czy psychopatologiczne czynniki rodziców dziecka, długotrwała nieobecność rodziców w pierwszym roku życia, przyjście na świat do drugiego roku życia dziecka jego rodzeństwa, istotne i powtarzające się choroby dziecięcego wieku, chroniczna choroba rodzica, choroba psychiczna rodzica, rodzeństwo niepełnosprawne czy mające problemy w uczeniu się lub z zachowaniem, chroniczne konflikty rodzinne, absencja ojca, bezrobocie, czasowy brak zatrudnienia rodziców, zmiana miejsca zamieszkania, zmiana szkoły, nowy partner matki czy pojawienie się ojczyma w rodzinie dziecka, odejście lub śmierć starszego rodzeństwa lub bliskiego kolegi, umieszczenie w placówce opiekuńczej.         

Autorka tej publikacji przytacza szereg wyników badań w różnych krajach i kulturach, które wskazują na czynniki sprzyjające rezyliencji lub ją osłabiające. Z badań Fullera wśród adolescentów (2006) wynika, że do czynników sprzyjających rezyliencji należą: Na pierwszym miejscu poczucie przynależności do rodziny i społeczności. Na dalszych miejscach są to: więzi/powiązania z rówieśnikami, przyjazna szkoła, poczucie, że jednostka jest kochana w rodzinie i posiadanie osoby dorosłej spoza rodziny, która także zajmuje się dzieckiem  w pozytywnym tego słowa znaczeniu [s. 34-35].      

Dobrze jest,  kiedy w domu jest zwierzę (pies, kot, chomik itp.), ale także sprzyjają rezyliencji takie czynniki, jak wola dążenia do celu, przystosowalność, duchowość (religijność), poczucie godności, szacunek i miłość, włączenie do życia wspólnoty/społeczności pozarodzinnej itp. W środowisku szkolnym ważne są relacje koleżeńskie z rówieśnikami, pozytywny wpływ nauczyciela oraz sukcesy szkolne lub np. sportowe, techniczne itp. 

W Wielkiej Brytanii, USA prowadzone są kursy dla dzieci i młodzieży w zakresie wzmacniania rezyliencji oraz szkolenia dla nauczycieli, by uświadomili sobie zagrożenia w rozwoju ich uczniów, których to patologii sami mogą być współsprawcami. Proponuje się postępowanie zgodnie z zasadą 3 C - wspomagania w rozwoju osób: 

  • (control) kontrola (nad sytuacją)
  • (coherence) - spójność, 
  • (connectedness) - więź [s.65].   

W Polsce badania rezyliencji prowadził pedagog Uniwersytetu w Białymstoku dr Karol Konaszewski wydając bardzo interesującą monografię, znacznie lepszą i bogatszą teoretycznie od czeskiej psycholog, a zatytułowaną "Pedagogika wrażliwa na resilience" (Kraków: Impuls 2020).  Wzbogacił zatem o pedagogiczny wymiar dotychczasową wiedzę psychologiczną, co jest niesłychanie ważne ze względu na wzrost psychicznych zaburzeń u dzieci, młodzieży i osób dorosłych. 

Szczególnie okres lockdownu skutkował u wielu osób nasileniem chorób, zaburzeń w sferze duchowej, do czego nie jest przygotowana służba zdrowia. Mówi o tym w wywiadzie dla Gazety Wyborczej dr n. med. Cezary Żechowski, psychoterapeuta, psychiatra dziecięcy w Szpitalu Wolskim w Warszawie: Szpital psychiatryczny jest na końcu pewnej drogi, którą powinno przejść dziecko znajdujące się w kryzysie. Być może w ogóle nie powinno tam trafić. (...) Już sama sytuacja powrotu do szkoły jest ogromnym stresem dla wielu dzieci. Moim zdaniem działania powinny iść w dokładnie odwrotnym kierunku. Dzieci powinny być zwolnione z tych wszystkich dodatkowych zaliczeń. Trzeba byłoby stworzyć im takie warunki, żeby one mogły odbudować to wszystko, co straciły, a więc odbudować przyjaźnie, relacje między sobą i szkołą. To będzie bardzo długo trwało.

Konaszewski idealnie zatem trafił z wynikami swoich badań do środowiska pedagogicznego i psychologicznego, by bliżej zainteresować się naruszonym dobrostanem psychicznym naszych dzieci i młodzieży, by nie dopuścić do rozwoju i rozprzestrzeniania się zjawisk patologicznych w naszym kraju.  Zacytuję za recenzentem wydawniczym, wybitnym badaczem problematyki niedostosowania społecznego młodzieży - prof. Januszem Surzykiewiczem, opinię na temat dzieła Konaszewskiego:

Jest to dzieło kompletne w tym znaczeniu, że zawiera nowatorską, a zarazem dojrzałą koncepcję pedagogicznego rozumienia resilience […].

Szeroko zakrojona i wyczerpująca synteza głównych ujęć teoretyczno-badawczych z jej oryginalnym, wieloaspektowym koncepcyjnym ugruntowaniem we współczesnych naukach społecznych i pedagogice stanowi znakomite wzbogacenie polskiej literatury naukowej z zakresu nauk edukacyjno-wychowawczych. Równocześnie wzbudza wysokie uznanie dla wyjątkowo intensywnego i twórczego wkładu badacza do systematyki i rozwoju wiedzy pedagogicznej w tym zakresie.

Jest to kluczowa i bardzo znacząca pozycja naukowa, zawierająca oryginalną propozycję teoretyczną, wspartą wynikami badań empirycznych i otwierającą nowy kierunek eksploracji i myślenia o resilience w pedagogice. Pedagogika wrażliwa na resilience to niepowtarzalna i nowatorska koncepcja stanowiąca istotne osiągniecie naukowe. Książka jest wyjątkową monografią pedagogiczną, dojrzałą i dobrze przemyślaną. […]

Całokształt tego naukowego opracowania to przykład przedsięwzięcia pionierskiego w Polsce i jednego z nielicznych w literaturze fachowej na świecie. […] 

 

Ma rację dr K. Konaszewski, pisząc we wstępie do swojej rozprawy, że (...) byłoby nieporozumieniem zawężenie przesłanek pedagogiki i  edukacji do samego promowania idei resilience. Pedagogika ma charakter znacznie szerszy i wzniosły, opiera się na otwartości bytu ludzkiego i jego wielowymiarowej dynamice rozwojowej, stawia pytania o to, jak edukować, aby jednostka i społeczeństwo jak najskuteczniej byli w stanie uczyć się i nauczać wieloaspektowych zdolności i kompetencji. Pedagogika z jej ogromem wiedzy o człowieku i jego kulturze wnosi tu bezcenny wkład dający podstawy i zakreślający normatywne perspektywy do tego typu poszukiwań. Jednocześnie sama złożoność ludzkiego życia, jego zdolności adaptacyjnych wymaga oparcia się na wiedzy z innych dyscyplin naukowych. 

Żyjemy w społeczeństwie ryzyka, nieprzejrzystości, trudności przewidywania nawet w krótkim okresie czasu wydarzeń, które  mogą rzutować na nasze życie, dezorganizując je wraz z naszą odpornością na stresy, niezdolnością do radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Pedagogika wrażliwa na rezyliencję to pedagogika koncentrująca uwagę wszystkich wychowawców (naturalnych, profesjonalnych, wolontariuszy) na sprzyjaniu zrównoważonemu rozwojowi każdego wychowanka, a jeśli pojawiają się w nim zaburzenia, to konieczne jest przywracanie jemu równowagi duchowej. 

Zapewne jest to jeden z nurtów pedagogiki egzystencjalnej nastawiony na kruchość człowieka, jego słabość, podatność na kryzysy. Im więcej będzie osób uświadamiających sobie możliwe przyczyny niezrównoważenia, tym łatwiej będzie funkcjonować nam w życiu społecznym. Kluczowa jest tu partycypacja, dzięki której uczący się czy resocjalizujący będą mogli doznać własnej wartości i odczuć sens własnego działania. Wszyscy jesteśmy niejako skazani na różnego rodzaju sukcesy i porażki, w różnym stopniu i zakresie. 

Trzeba umieć radzić sobie psychicznie z wahaniami typowymi dla obu wymiarów naszego życia i doświadczeń. Znakomicie, że Konaszewski włącza kategorię rezyliencji do pedagogiki, by wzbogacić naszą wiedzę i świadomość o procesy i mechanizmy, które są kluczowe dla efektywności i sensu oddziaływań pedagogicznych.  On sam odtworzył genezę i ewolucję tej kategorii pojęciowej, na co nie stać było wywołanej powyżej czeskiej psycholog. 

Zacytuję tylko fragment z rozdziału 1.1. 

(...) etymologia słowa resilire, resilio jest nieznana, co wskazuje, że prawdopodobnie było ono częścią standardowej łaciny. Termin resilience pojawia się w pismach wybitnych literatów – Seneki Starszego, Pliniusza Starszego, Owidiusza, Cycerona i Kwintyliana. W swojej kolekcji wyimaginowanych spraw sądowych Seneka użył tego słowa w znaczeniu „przeskoczyć” (Alexander, 2013). W  poemacie epickim Metamorfozy Owidiusz używał tego terminu do opisania kurczenia się lub zmniejszania. 

 Kwintylian użył go w znaczeniu „unikanie”. Jednak najczęściej stosowano[1] go do opisu skakania, przeskakiwania lub odbijania. Pliniusz Starszy użył terminu resilience w odniesieniu do skaczących pcheł i żab, Cyceron zaś w Oracjach w znaczeniu „odbicie”. Należy zauważyć, że wiele z tych zastosowań miało negatywne konotacje, np. odbicie nie było szczęśliwym rezultatem lub podmiot cofnął się w  pragnieniu odcięcia się od tego, co się działo [s. 15]. 

Współcześnie, analizując terminologię nauk społecznych Konaszewski wyjaśnia, że resilience może charakteryzować (...) osobę, która łatwo i szybko dochodzi do siebie po przebytym nieszczęściu lub chorobie. Może ono także określać zdolności obiektu do odzyskania pierwotnego kształtu lub położenia po zgięciu lub rozciągnięciu (Windle, 2011) [s.17].  Przywołam świetnie skonstruowaną przez białostockiego pedagoga tabelę podejść naukowych do badania rezyliencji: 

 


Czyż nie jest to wyzwanie dla pedagogów, by potrafili pomóc dziecku w odzyskiwaniu równowagi duchowej po zderzeniu z krytyczną dla niego sytuacją, a dla pedagogów resocjalizacyjnych, by  umożliwili osobom skazanym na wzmocniony rezyliencją powrót do społeczeństwa?