17 maja 2021

Edukacja domowa Marka Budajczaka

 



Prof. UAM Marek Budajczak wydał po kilkunastu latach nieco zaktualizowaną monografię na temat edukacji domowej. Jest to już trzecie wydanie, które wynika z wzrastającego zainteresowania tym podejściem do kształcenia dzieci i młodzieży, które jest dozwolone w naszym kraju, a nawet wspomagane przez kolejną formację polityczną prawicy. PO raz pierwszy bowiem silne poparcie rządu uzyskali rodzice-edukatorzy domowi w latach 2005-2015 dzięki uwzględnieniu w budżecie oświaty publicznej wspomagających regulacji prawnych, organizacyjnych a nawet finansowych.

Rodzice, którzy nie chcą, by ich pociecha realizowała obowiązek szkolny w szkole publicznej lub niepublicznej mają prawo do nieposyłania jej do szkoły, tylko mogą sami organizować proces kształcenia po uzyskaniu zgody dyrekcji odpowiedniego typu szkoły (podstawowa, ponadpodstawowa).

Do 2015 roku zezwolenia mogli udzielać dyrektorzy szkoły publicznej lub o uprawnieniach szkoły publicznej w dowolnym miejscu kraju. W 2015 r. minister Anna Zalewska postanowiła ograniczyć tak liberalny przywilej, by ograniczyć terytorialnie powyższą rejestrację oraz zmniejszyła subwencję oświatową na uczniów edukacji domowej, którzy mieli realizować podstawę programową kształcenia ogólnego i co najmniej raz w roku składać eksternistycznie egzaminy końcowe rzutujące na ich promocję do następnej klasy.

Obecny minister edukacji uległ lobbingowi edukatorów domowych i popierających ich roszczenia, przywracając swobodę rejestracji realizacji obowiązku szkolnego w dowolnym miejscu kraju i podwyższając subwencję na każdego ucznia do poziomu 80 proc. dzieci i młodzieży pobierających naukę w szkołach.

Jak pisze M. Budajczak:

Edukacja domowa, bo tak nazywa się owo względnie nowe „zjawisko” edukacyjne, a ściślej bardzo dynamiczny w kilku krajach ruch społeczny, ufundowany na niezależnych przedsięwzięciach pojedynczych rodzin, w których rodzice, powodowani troską o edukacyjny los własnych dzieci, przyjmują na siebie odpowiedzialność za ich kształcenie, wychowywanie i uspołecznienie (choć to ostatnie jest wymiarem poprzedniej kategorii), przejmując tę odpowiedzialność od państwa, jako samozobligowanego wobec prawa krajowego i międzynarodowego gwaranta prawa do edukacji i strażnika obowiązku jej spełniania, od państwa ucieleśnionego w jego funkcjonariuszach [2020, s. 11].

  Edukacja nie jest jednak żadnym „zjawiskiem” tylko pełnoprawnym w sensie pedagogicznym, prawnym i społecznym alternatywnym zaangażowaniem się rodziców czy prawnych opiekunów dziecka w realizację przez nie obowiązku szkolnego w warunkach descholaryzacyjnych, odszkolnionych, a więc pozbawionych instytucjonalnego wpływu tak wykształconych i zatrudnionych w szkołach nauczycieli, administracji szkolnej, jak i założonego i ukrytego programu kształcenia oraz wychowania w tym środowisku.

Nie jest zatem prawdą, że rodzice przejmują od państwa realizację obowiązku szkolnego, ale nie wyrażają zgody  na to, by to instytucja państwowa czy niepubliczna wywierała jakikolwiek wpływ na ich dziecko. Jest to zatem spójne z Konstytucją RP i ustawą Prawo Oświatowe odzyskanie naturalnego prawa pierwszeństwa do decydowania o losach rozwoju własnego dziecka. Dzieci nie są bowiem własnością ani państwa, ani Kościoła, ani jakiejkolwiek innej organizacji czy podmiotu gospodarczego.

Jeśli rodzice chcą zrezygnować ze swojego prawa pierwszeństwa, to mogą je przekazać instytucjom edukacyjnym bez względu na to, kto jest podmiotem je prowadzącym. Nie ma to zatem znaczenia, czy chcą ponosić koszty realizacji obowiązku szkolnego w placówce niepublicznej, czy wolą, by je w całości ponosiła instytucja państwowa i częściowo samorządowa (np. dowóz do rejonowej szkoły publicznej, bezpłatne korzystanie z terytorium edukacyjnego i jego nauczycieli, pomocy dydaktycznych, opieki, posiłków itp.), czy może z pomocą finansową państwa będą sami realizować podstawę programową kształcenia ogólnego.

Częściowo do takiego też wniosku dochodzi Budajczak pisząc: W konsekwencji adekwatna definicja winna tu brzmieć następująco: Edukacja domowa to jedna z trzech społecznych form organizacji obowiązkowej edukacji dziecka (obok szkoły publicznej i niepublicznej), w której prawną odpowiedzialność za realizację legalnie konstatowanego prawa dziecka do edukacji, a więc za umożliwienie mu warunków do uczenia się, a także za nakłonienie tegoż dziecka do podporządkowania się – takoż prawnie dekretowanemu – obowiązkowi uczenia się, przyjmują na siebie jego rodzice lub opiekunowie prawni [tamże, s. 15].

Nie ulega zatem wątpliwości, że edukacja domowa jest kierowanym czy współzarządzanym przez rodziców procesem uczenia się i rozwoju dziecka, które jest zobowiązane do realizacji obowiązku szkolnego w warunkach współstanowionych przez jego codzienne, naturalne środowisko życia. To rodzice lub dojrzewający ich podopieczny mogą dokonywać wyboru miejsc, czasu, tempa, częstotliwości zdobywania, doświadczania  i utrwalania wiedzy oraz doskonalenia własnych umiejętności, które są ważne i konieczne nie tylko ze względu na przymus państwowego (partyjnie sterowanego) curriculum, ale także adekwatne do środowiska życia rodzinnego, jego szeroko pojmowanej kultury, a więc wartości, tradycji, obyczajów, sposobów postępowania,  światopoglądu, dziedzin aktywności itp.

Zniesiony jest w edukacji domowej nadzór pedagogicznych organów władzy państwowej i samorządowej. Edukacja wtopiona jest w codzienne procesy (auto-)socjalizacyjne, (samo-)wychowawcze, (auto-)dydaktyczne i w dużym stopniu samofinansowane przez rodziców lub prawnych opiekunów dziecka. Edukatorami domowymi nie muszą być oboje rodzice czy jeden z nich, bowiem to oni decydują o tym, kto będzie wiodącym, prowadzącym, wspomagającym rozwój dziecka paidagogosem, facylitatorem, animatorem procesu uczenia się.

O tym, jaki jest status formalno-prawny edukacji domowej w USA czy Wielkiej Brytanii dowiemy się z rozprawy M. Budajczaka. Jest tu przedstawiony obraz tej edukacji, jej egzemplifikacje w wypowiedziach rodziców, uczniów, ale i krytyków czy sceptyków. Szkoda, że autor nie  dokonał pełniejszej aktualizacji literatury przedmiotu, gdyż w ostatnich latach nastąpił ilościowy wzrost domowych edukatorów w Polsce z 6 tys. do 20 tys., przy czym są to wciąż dane szacunkowe. Pojawiło się wiele artykułów, a nawet publikacji zwartych, których autorzy wprowadzali zupełnie nowe konteksty czy wymiary dla edukacji domowej.

Nie bez powodu b.minister edukacji Anna Zalewska powstrzymała sześć lat temu swoistego rodzaju nieuzasadniony ”skok na kasę” osób, które fingowały edukację domową pobierając wysokie środki publiczne na każdego ucznia, ale żaden z nich nie miał do nich dostępu. 

Niestety, w naszym kraju  wciąż mamy do czynienia z dzikim, nieetycznym biznesem, także w sferze oświatowej, ale politycy partii władzy „zamiatają sprawy pod dywan”, by nie zaszkodzić idei i naturalnym prawom niewielkiego odsetka rodziców do samostanowienia o rozwoju kulturowym własnych dzieci.