wtorek, 6 maja 2014

Czy zagraniczny "tytuł naukowy" jest nieważny w Polsce?



Wiele uwagi poświęcałem habilitacyjnej turystyce Polaków na Słowację, ale tylko dlatego, że moi przyjaciele-profesorowie słowaccy są oburzeni na fakt przepychania naszych doktorów przez procedurę nadawania pedagogiczno-naukowego tytułu docenta w dyscyplinach kształcenia, które z nauką niewiele mają wspólnego. Może tylko tyle, że niektórzy naukowymi metodami diagnozują praktykę w gospodarce, oświacie, kulturze, Kościołach, służbie zdrowia itp. Im więcej jest w ich pracach mowy o tym, w jaki sposób coś się czyni oraz jak można byłoby lepiej coś realizować, tym łatwiej jest o tzw. habilitację. Opis praktyki, metody działania, procedury prawne i organizacyjne, które służą konkretnym społecznościom, stanowią najczęściej podstawę do uznania ich jako wiedza o "KNOW HOW". W przypadku ubiegania się o pierwszy stopień naukowy, jakim jest doktor nauk, nie rodzi to niczyich wątpliwości, natomiast na poziomie habilitacji już tak, bowiem pojawia się pytanie o to, co nowego wnosi taka wiedza do nauki?

Zagraniczny tytuł naukowy może być uznany w Polsce tylko wówczas, gdy jest równoważny z odpowiednim polskim stopniem lub tytułem. Sądy administracyjne coraz częściej spotykają się z pozwami Polaków, którzy uzyskali poza granicami tytuł naukowy, natomiast nie są one uznawane przez polskie uczelnie. Oto doktor matematyki uzyskała tytuł "habilitalt doktor" w dziedzinie matematyki na Węgrzech, co w tamtym kraju jest równoznaczne z prawem do samodzielnego prowadzenia wykładów akademickich oraz ubiegania się o stanowisko profesora. W Polsce jest to niemożliwe, gdyż gdyby ta pani uzyskała tytuł docenta na Słowacji, to zapewne nie miałaby takich trudności, gdyż z tym państwem minister Barbara Kudrycka - na dość zaskakującej zasadzie wyjątku - podtrzymała krytykowane a zawarte w 2005 r. porozumienie dwustronne. Na jego mocy są w Polsce uznawane słowackie dyplomy docentów mimo, iż wymagania związane z ich uzyskaniem nie są tożsame z polską habilitacją.

Ciekawe, czy jak była ministra nauki i szkolnictwa wyższego dostanie się do Parlamentu Europejskiego, to przyczyni się do rozwiązania bałaganu prawnego w nauce, czy nadal będzie go podtrzymywać? Odpowiedzialności za ten stan rzeczy nie poniesie, bo już ktoś inny zarządza tym resortem. W tej jednak sytuacji należałoby zapytać, dlaczego habilitacja na Słowacji z dyscypliny kształcenia, metodyki nauczania, dydaktyki szczegółowej ma być lepiej traktowana, niż uzyskana na Węgrzech czy w Bułgarii lub Rumunii? Jest wprawdzie Europejska karta naukowca, która nakazuje uznawanie wszelkich kwalifikacji na wyższych uczelniach, ale w tej kwestii nie ma ona zastosowania. Konwencja praska bowiem nie porównywała poziomów kwalifikacyjnych, tylko dokumenty - jak pisała o tym przed laty Danuta Frey (Rzeczpospolita, 10.06.2010, s. C2) Jedyną szansą zatem dla naszej matematyk byłaby nostryfikacja węgierskiego dyplomu, ale która rada tego dokona, skoro przeprowadzone przez nią badania nie są ani czystą matematyką, ani też pedagogiką, a tylko te dyscypliny są w tym przypadku uznawane jako naukowe.

Słusznie zatem dziekani wydziałów matematyczno-fizycznych czy uczelni technicznych dopytują: jaką dyscyplinę naukową ma wskazać kandydat, którego specjalnością jest dydaktyka matematyki, rozumiana jako interdyscyplinarna wiedza w zakresie matematyki, psychologii poznawczej, pedagogiki (dydaktyki ogólnej)? Nie wiedzą, że Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów została w 2011 r. w wyniku nowelizacji ustaw związanych z nauką i szkolnictwem wyższym pozbawiona możliwości podejmowania decyzji w tej sprawie. O tym, co jest dyscypliną naukową, dziedziną nauk czy ich obszarem rozstrzyga minister nauki i szkolnictwa wyższego aktem wykonawczym. Centralna Komisja może być opiniodawcą takiego rozporządzenia, ale jakakolwiek by to nie była opinia, w III RP minister wie lepiej, bo ma wokół siebie różnych lobbystów, a ci są dla podjętej decyzji zupełnie niewidoczni.

Od 5 lat Komitet Nauk Pedagogicznych PAN nie może wyegzekwować od MNiSW nie tyle odpowiedzi, co rozstrzygnięcia tych nienormalnych w naszym kraju rozwiązań, na mocy różnych, nieuzasadnionych naukowo umów bilateralnych tylko z dwoma państwami byłego obozu socjalistycznego (Słowacja i Czechy). Czesi wprawdzie jako jedyni pilnują standardów naukowych, więc Polacy nie mają tam zbyt wielkich szans na uzyskanie habilitacji, czego najlepszym wskaźnikiem jest to, że nawet sami Czesi wybierają słowackie uniwersytety jako korzystniejsze w zaakceptowaniu ich dorobku "naukowego".

A swoją drogą, na jakiej zasadzie zostanie (?) zatrudniony doktor nauk medycznych w uniwersytecie, który uzyskał tytuł pedagogiczno-naukowy docenta na Słowacji z dyscypliny kształcenia "praca socjalna"? Czy jako lekarz będzie mógł na wizytówce swojego gabinetu odnotować: dr hab. czy nadal będzie dr. n. med.? A jako doktor nauk medycznych a docent pracy socjalnej będzie mógł recenzować prace doktorskie z socjologii, psychologii, pedagogiki czy nawet medycyny ?

W moim przekonaniu można w Polsce habilitować się z dydaktyk szczegółowych w dyscyplinie pedagogika pod jednym wszakże warunkiem, że nie są to prace metodyczne tylko naukowe (eksperymentalne,action research). Wówczas nie powinno mieć znaczenia to, czy są realizowane w ramach matematyki szkolnej, biologii, geografii czy kształcenia zawodowego.