sobota, 11 maja 2013

Rankingi prawdy i pozorów o szkołach wyższych



Na rankingi szkolnictwa wyższego trzeba spojrzeć krytycznie, ze świadomością, iż tyle w nich prawdy, ile zostało m.in. rzetelnie wypełnionych ankiet przez władze tych szkół. Rankingi nigdy nie były i nie będą obiektywnym miernikiem akademickiej rzeczywistości, gdyż są tylko fragmentarycznym jej oglądem, w dodatku zredukowanym do kilku zaledwie kryteriów. Te zaś są kumulowane bez uwzględnienia tak istotnych kwestii jak to, że komunikują nam one wiedzę o uczelni jako całości, co najwyżej o jej wydziałach, ale już nie o naukowych dyscyplinach i jakości kształcenia w ich ramach.

Spójrzmy na to, biorąc za przykład dyscyplinę naukową, jaką jest PEDAGOGIKA.

Konstruowanie rankingu, który zawiera łącznie ocenę uczelni i ich wydziałów pod hasłem „pedagogika i edukacja” jest totalnym zafałszowaniem rzeczywistości. Na większości wydziałów pedagogicznych, tam, gdzie kształci się na kierunku „pedagogiki” i prowadzi w tej dyscyplinie badania naukowe, nie ma ani jednostek naukowych, ani też nie kształci się nauczycieli. Tymczasem, członkowie kapituły (chyba są już zmęczeni i nie radzą sobie z rzetelnością diagnoz, tylko prą propagandowo ku eksponowaniu własnych dyscyplin) łączą to, co nigdzie nie występuje i nie może funkcjonować razem. To jest kompromitacja kryterium, którym operuje „Rzeczpospolita” i „Perspektywy” od lat, nie kierując się żadną logiką porównań.

Nie można porównywać jako wspólną kategorię tego, co jest strukturalnie i merytorycznie rozłączne, tymczasem jak spojrzymy na ów pseudoranking, to znajdziemy w nim kategorię "PEDAGOGIKA I EDUKACJA”, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości akademickiej. Profesorowie tej klasy nie są w stanie zrozumieć, że istnieje różnica między kształceniem pedagogicznym i pedagogiką jako nauką, a kształceniem nauczycielskim w ramach nienaukowych subdyscyplin metodycznych z poszczególnych nauk np. edukacja techniczna, historyczna, biologiczna, filologiczna itd.? Przez tyle lat nie są w stanie zrozumieć tak banalnej różnicy, że pedagogika to nie kształcenie nauczycielskie, aczkolwiek częściowo także, ale przecież i psychologiczne? Dlaczego zatem nie łączy się "Edukacji" z Psychologią? To oczywiste, bo natychmiast obniżyłoby to rangę samej psychologii.

Tak więc czytamy w tym pseudorankingu, że w grupie PEDAGOGIKA i EDUKACJA najlepszy jest Uniwersytet Jagielloński, potem Uniwersytet Warszawski, dalej Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Gdański i Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Nie jest to jednak właściwie utworzona grupa, bowiem jedynie Wydział Studiów Edukacyjnych UAM, Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego i Wydział Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie mogą być w niej porównywalne, gdyż prowadzą badania naukowe i kształcenie (także kadr akademickich), tylko i wyłącznie w obrębie PEDAGOGIKI.

Pozostałe dwie uczelnie i ich wydziały są wielokierunkowe, a zatem punktację podwyższają im lub obniżają ją wyniki (osiągnięcia lub ich brak) naukowców reprezentujących psychologię, socjologię, filozofię, nauki o polityce itp.

Tym samym, gdyby przestrzegać logiki tożsamości grupy rankingowej i izomorficzności porównywanych wydziałów w uczelniach akademickich, można by było na podstawie danych o tych jednostkach opracować bardzo łatwo zupełnie inny, ale za to bardziej rzetelny ranking. Wówczas byłby:

na I miejscu - Wydział Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu,

na II miejscu - Wydział Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie,

a dopiero na III miejscu - Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego.

Pedagogika na wydziałach wielokierunkowych i wielodyscyplinarnych nie miałaby szans z powyższą trójką. A przecież należałoby włączyć jeszcze do tej analizy jako jednorodne a więc i porównywalne między sobą jeszcze: Wydział Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu, Wydział Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu.

Z tymi jednostkami "przegrywa" zarówno Uniwersytet Jagielloński, Śląski, Gdański, Lubelski, Zielonogórski, Warmińsko-Mazurski, Szczeciński, Łódzki, UKW w Bydgoszczy, Rzeszowski itp. tylko dlatego, że wspierane są osiągnięciami naukowców innych dyscyplin. Tego - rzecz jasna - nie podważam, a nawet uważam, że jest to korzystniejsze dla rozwoju nauk w świecie globalizacji i integracji wiedzy, ale jeśli tworzyć ranking, to tylko w grupach jednorodnych, by porównywać ze sobą to, co jest porównywalne, a nie to, co nie jest.

Tak więc lipa i budowanie fałszywej świadomości w naszym społeczeństwie kwitnie na wiosnę z udziałem profesorów – członków kapituły tego pseudorankingu. Za co zatem wręcza się "najlepszym" nagrody?