poniedziałek, 18 lutego 2013

Dialog o poprawności politycznej w edukacji publicznej

Odnotowuję dialog, jaki toczyli między sobą mieszkańcy małego miasteczka. Jeden z nich jest nauczycielem (N), a drugi radnym (R). W związku z tym, że ów dialog dotyczył oświaty, zapytałem dialogujących między sobą, czy mogę włączyć go do debaty publicznej, co niniejszym czynię:

R: - Zastanawiam się, kto posłałby swoje dziecko do szkoły, której dyrektorem byłby radykalny wyznawca ideologii np. LGBTQ? Czy zapłaciłby za edukację z własnej kieszeni – 1 tysiąc PLN a może nawet i 2 tysiące PLN, byleby tylko wreszcie jego dziecko mogło mieć właściwą edukację?

N: - Właściwą? To znaczy - jaką? Co to znaczy to LGBTQ?

R: - Właściwa edukacja, to taka, która jest zgodna z jedynie słuszną ideologią polityczną partii, która uważa, że ma jedynie słuszną rację.

N: - To przecież już taki okres mieliśmy w dziejach polskiego szkolnictwa, kiedy to obowiązywała jedynie słuszna ideologia marksistowsko-leninowska. Ba, każda inna od niej pedagogika, filozofia, socjologia, ekonomia, historia a nawet filozofia nie mogły być uznane za naukowe, jeśli nie czyniły punktem apriorycznego uzasadnienia w/w ideologii. W szkolnictwie dominował prymat światopoglądu materialistycznego, socjalistycznego, a nawet – wraz z rozzuchwaleniem się części koryfeuszy „nauk” –
cała nauka zmierzała do jedynie prawdziwej, obiektywnej nauki rozwiniętego socjalizmu.

Przykładowo, pedagogika zachodnia była wyklęta, jeśli jej reprezentant nie uzasadniał podstaw naukowych własnych badań ideologią marksistowsko-leninowską, która była po właściwej stronie ludu, narodów, proletariuszy wszystkich krajów, przeciwstawiając się tej ohydnej, burżuazyjnej, humanistycznej, personalistycznej, egzystencjalnej, transcendentnej itd. miernocie.

R: - No popatrz, popatrz, to zdaje się, że te czasy wracają, z wielką tęsknotą!

N: - Co ty gadasz? Jak mogą wracać, skoro mamy pluralizm, globalizm, demokrację i wolność wypowiedzi?

R: - To przeczytaj opublikowany w Internecie raport "Szkoła milczenia" Stowarzyszenia "Pracownia Różnorodności" (SPR), którego przygotowanie zostało sfinansowane przez Fundację Batorego w Warszawie, na zamówienie polityczne.

N: - Oj tam, oj tam, pełno jest w Internecie najróżniejszych raportów. Profesor pisał niedawno o wielu raportach, ale co ten ma wspólnego z oświatą? A jaki to ma związek z socjalizmem?

R: - Oczywisty. Przeczytaj ten raport, a dowiesz się, że jego autorzy żądają zmian podstaw programowych w szkolnictwie publicznym, w ramach których doszłoby do wycofania części podręczników wychowania do życia w rodzinie, weryfikacji rzeczoznawców i nauczycieli. Powraca stare jako nowe, proponując w to miejsce wprowadzenie nowych podręczników opartych na zasadach LGBTQ

N: - A co to znaczy, to LGBTQ? Czyżby to był jakiś chwyt reklamowy typu - TAED w głąb?

R: - Nieee, no, nie obrażaj światłych ludzi ponowoczesnego świata. LGTBQ to skrót od angielskich terminów: - lesbian, gay, transgendered, bisexual, queer. Przekładając to na język polski - LGBTQ – to lesbijki, geje, bi- i transeksualiści, a także queer’owcy, czyli z ang. dziwacy, odmieńcy – a więc tacy, co to nie identyfikują się z żadną płcią, androgynii.

N: - Co oni mają wspólnego ze szkołą?

R: - Jeszcze nic, ale wkrótce powinni mieć, bowiem eksperci od tego „ideologicznego koktajlu” - socjolog Jacek Kochanowski, psycholog i seksuolog Robert Kowalczyk, seksuolog Zbigniew Lew Starowicz oraz pedagog Krzysztof Wąż po zapoznaniu się z 51 podręcznikami do przedmiotu „wychowanie do życia w rodzinie”, „wiedza o społeczeństwie” i „biologia” pod kątem przedstawienia w nich problematyki LGBTQ, doszli do wniosku, że jej tam nie ma. Jak podaje agencja prasowa KAI: We wnioskach autorzy postulują eliminację "nieprawomyślnych", ich zdaniem, podręczników z obiegu szkolnego, zmianę podstaw programowych i wprowadzenie do nich problematyki lesbijek, gejów, biseksualistów, osób transpłciowych oraz osób queer. Autorzy stawiają sobie za cel "uwolnienie" podręczników "od treści ideologicznych oraz światopoglądowych", wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu nauczania, poddanego ocenianiu, doskonalenie nauczycieli i weryfikację ich kwalifikacji do prowadzenia zajęć, itd.

N: - Czeka nas zatem "noc palenia książek na stosie", wyłonienie przywódcy narodu, który przywróci jemu właściwą rangę w świecie i zaprowadzi właściwe wychowanie młodych pokoleń. Teraz jednak, zamiast koszul w kolorze piaskowym, będą mieć barwy tęczy. No i wreszcie wyrzuci się ze szkół publicznych i uniwersytetów tych zaplutych karłów reakcji… nietolerancyjnych homo-bi-queero-transfobów. Czas skończyć ze szkołą milczenia w nienawiści.

R: - To posłałbyś swoje dziecko do szkoły z taką ideologią - w podręcznikach oraz z nauczycielami - jej oddanymi wyznawcami?

N: - Za żadne pieniądze.

R: - No widzisz, a oni chcą, żeby taka szkoła była za darmo. Publiczna. Zabieraj więc swoje manatki i pisz podanie o przejście na wcześniejszą emeryturę. Albo... pisz nowy podręcznik.