poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta z głębokim i autentycznym przesłaniem


W związku ze zbliżającą się nocą szczęśliwego rozwiązania kieruję do Czytelników, Studentów, Nauczycieli, Pedagogów, Bliskich i Obcych, Przyjaciół i Antagonistów, Naukowców i Oświatowców - najserdeczniejsze życzenia: odczytywania dziecka jako znaku Boga, przychodzącego na świat w uniżeniu i ubóstwie, by stanąć po stronie godności każdego człowieka, o czym tak pięknie pisze Jerzy Libert:

A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka
By pośród witających zobaczyć Człowieka...


Życzę refleksji nad fundamentami chrześcijańskiego życia i wiary, odczytywania betlejemskiej opowieści z Ewangelii, radowania się wspólną obecnością Bliskich, przeżywania tradycji łamania się opłatkiem na znak wspólnoty i przyjaźni, by wypowiadane – być może nawet „milczeniem” - życzenia były wyrazem czułości naszych serc i wrażliwości myśli na drogę, którą każdy z nas podąża ku sobie znanym i stawianym celom. Jak pisał ks. Jan Twardowski:

Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.


Sięgnijmy w czasie tych pięknych Świąt do tajemnicy naszego istnienia, uwolnieni od bieganiny za wartościami, z których nie wszystkie stanowią o trwałości i wartości życia. Niech wspólne kolędowanie buduje nasze więzi, a świąteczne ciepło i skupienie odsłania misterium spotkania z Nowonarodzonym. Niechaj wszystkie spotkania niosą radość, spokój, szacunek, życzliwy uśmiech, a także pomocną dłoń, by nie zabrakło ludzkiej obecności i miłości, gdy ta Maleńka Miłość ma zagościć wśród nas. Dużo zdrowia, sił i nadziei na lepsze - a przy tym – jak śpiewa Grzegorz Turnau:

Bądźcie czujni i ostrożni,
Gdy się rodzi Dżizys,
Aby się Wam przy okazji
Nie zakradł gdzieś kryzys,
Jego wcale Wam nie życzę,
Nie życzę nikomu,
I niech Pan nastanie, Radość
I Miłość w Twym domu!


Na Święta Bożego Narodzenia życzę Wam i Najbliższym gwiazdki z nieba, która sprawi, że będziecie zawsze szczęśliwi, uśmiechnięci, spokojni. Niech się Wam darzy!


Dziękuję wszystkim pamiętającym i nadsyłającym swoje życzenia drogą elektroniczną i tradycyjną. Gorące podziękowania kieruję do Czytelniczki bloga, która podzieliła się ze mną wyjątkowym darem, jakim jest zapis w pamiętniku Jej Cioci o wigilijnych tradycjach na Kresach.

Przeczytajcie ten opis, gdyż owe wspomnienia stanowią żywy obraz wyjątkowego miejsca i Ludzi, o których pamięć jest dla nas zadumą nad NASZĄ historią...

"Zawsze był śnieg. Po prostu nie pamiętam Świąt bez śniegu., choinki, ryby, kutii... Zjeżdżała się cała rodzina, więc przygotowania trwały ze 3 tygodnie. Najpierw było świniobicie. Już wtedy wszędzie leżał śnieg i jak się gdzieś sanną jechało to widziało się co raz jakby małe ogniska, gdzie gospodarze słomą opalali świńską szczecinę. W dzieżach, nieckach marynowało się szynki, polędwice, boczek i mięso na kiełbasy. Kiszki piekło się na ciętej słomie żytniej w blachach. Aromaty rozchodziły się w około. Wspaniałe! Częstowało się znajomych, dawało do domu Maryni czy Kateryni, które malowały wapnem ściany czy robiły większe pranie. Gdy listonosz Semcio wracał z pustą torbą też dostawał co tam było.

Ważne żeby wybielić całe wnętrze domu, wyczyścić szyby w oknach, wysmarować naftą ramy okienne, drzwi- wszytko musiało lśnić. Bielizna pięknie uprana i wykrochmalona suszyła się na mrozie w sadzie między drzewami. Przed samymi świętami piekło się cały piec chleba, potem bułki w blachach. Potem makowce, kruche, placki z jabłkami, zawijańce w drożdżowym cieście, pierniki, czasem nugaty i całe stosy pysznych herbatników. Raczej nie było serników bo krowy w zimie już zacielone nie dawały dużo mleka.
Tato przed wigilią przynosił ze stodoły cztery snopy zboża i ustawiał je przy łóżkach. Przy moim zawsze stał snop pszenicy, tak do Sylwestra. Razem ze świerkową choinka roznosiły wspaniały, niezapomniany aromat...

Ryby przywożono ze Zbaraża. Przeważnie szczupaki, przyrządzane "po żydowsku". Kutia - z miodem i bakaliami - musiała być obowiązkowo na polską wigilię i potem na ruską. Tato brał podczas wigilii całą makutrę z kutią i zamachiwał się na sufit. Kutia musiała się do sufitu przykleić - znaczy to, że będzie "pożytek" w nowym roku. Przyklejony wzór zostawał tak aż do następnego bielenia ścian przed Wielkanocą.
Stół, na którym położono siano przykrywano białym obrusem. Na stole paliła się świeca i leżał na talerzu opłatek z grudkami miodu. Ojciec zaczynał od modlitwy, do której klękaliśmy wszyscy wokół stołu. Tato składał każdemu odpowiednie życzenia, wszyscy całowaliśmy go w rękę. Potem siadaliśmy do zupy grzybowej, barszczu z uszkami, ryby, pierogów, gołąbków - wszystkiego po trochu. Po kolacji śpiewaliśmy kolędy i pastorałki a ociec lub brat wynosił bydłu do żłobów opłatek.

Później szło się do wujostwa Soleckich złożyć życzenia i porozmawiać, czy też czego spróbować. Wujek w słomę przyniesioną na podłogę rozsypywał orzechy włoskie, dorzucając po parę grosików i dzieci miały czego szukać. Taka to była zabawa. Pojawiali się też kolędnicy. Przychodzili z szopką. Wbiegał diabeł i Żyd garbaty, często z tego garba wystawała słoma. Na krzesłach dostojnie siadał Herod ze świtą, anioł nad nimi na stołku. Rymowane śpiewanie, dzwoneczki, becząca koza, dużo dowcipnych odzywek, dużo radości i krzyku ale też chwile podniosłe. Dla dzieci egzamin z pacierza i grzeczności. Na koniec wspólna kolęda, poczęstunek i koniecznie nagroda pieniężna.

Przed dwunastą wszyscy szli na pasterkę. Jak było bardzo śnieżnie to zaprzęgało się konie w duże sanie. Rozbrzmiewały wspaniałe koncerty, bo było u nas sporo dobrych głosów. Śpiewał chór i cały Kościół. Co rok dochodziła nowa kolęda czy pastorałka a w czasie wojny miały dającą do myślenia treść, przejmującą do głębi znękane w tym czasie serca i dusze. Panowało wielkie zrozumienie, solidarność, patriotyzm najszczerszy..."