piątek, 2 listopada 2012

Co przewartościowywać w (debacie o) polskiej edukacji?


W wyniku wymiany korespondencji z autorem Raportu pod takim właśnie tytułem, podjąłem ponowną próbę zapoznania się z jego treścią, by mimo wszystko zwrócić uwagę na kwestie, z którymi - chociaż tylko częściowo się zgadzam - przywołać je dla dobra debaty publicznej. Tak się bowiem składa, że mamy ostatnio w kraju "wysyp" inicjatyw społecznego oporu, protestu przeciwko polityce oświatowej MEN i MNiSW. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN otrzymał kilka projektów listów, uchwał, petycji, które traktuje poważnie i włącza się do ich analiz, ale nie we wszystkich kwestiach można uzyskać konsensus.

Zderzają się bowiem ze sobą dwie opcje kulturowe: 1) amerykanizacja polskiej edukacji, czyli poddanie jej neopragmatycznym i neoliberalnym rozwiązaniom strukturalnym w systemie centralizmu i odgórnie sterowanej demokracji oraz 2) kontynentalna tradycja kształcenia wychowującego, znacznie głębiej i poważniej traktująca człowieka jako osobę posiadającą naturalne prawa do godnego życia i osobistego rozwoju z poszanowaniem kanonu wartości.

Dopóki na poziomie makro te kwestie nie zostaną jednoznacznie rozstrzygnięte, a wydawałoby się, że w 1991 r. Ustawa o systemie oświaty bardzo klarownie wskazywała na ten drugi kierunek polityki oświatowej, która zdradzana jest przez kolejne ekipy rządzących od 1993 r., to polska edukacja targana będzie od "ściany do ściany" przez zwolenników raz jednej, a raz drugiej opcji. Nikt już nawet nie usiłuje dążyć do "złotego środka", bo przecież każda ze stron skrywa swoje interesy (ideologiczne, ekonomiczne, społeczne).

Kiedy więc Raport OFF zaczyna się od zdania: Szkoła i szkolna edukacja wymagają radykalnego przewartościowania, burzy się we mnie opór przed dalszym jego czytaniem, bowiem trzeba postawić pytanie: Co autorzy tego Raportu mają na myśli? Jakie wartości z zapisanych w Ustawie o systemie oświaty uległy degradacji, dewaluacji, że trzeba je teraz przewartościowywać? Powróćmy do źródeł. Przypominam jakże krótką a dosadną treść preambuły:

Oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowi wspólne dobro całego społeczeństwa; kieruje się zasadami zawartymi w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także wskazaniami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji o Prawach Dziecka. Nauczanie i wychowanie - respektując chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata. Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.

Co chcemy przewartościowywać z tego zapisu? Może to, że żadna z ekip rządzących w resorcie edukacji od 1993 r. nie realizowała tego, by:

1. Oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowiła wspólne dobro całego społeczeństwa, tylko czyniła je instrumentalnie podporządkowanym interesom partii rządzącej i jej ideologii;


2) nie zagwarantowano przestrzegania zasad zawartych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także nie liczono się z wskazaniami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji o Prawach Dziecka. To, jak dalece naruszane są w Polsce prawa rodziców i prawa dziecka zostało już udokumentowane nie tylko w sprawozdaniach Rzeczników Praw Obywatelskich i Praw Dziecka, ale także w publikacjach wielu badaczy tej sfery publicznej;


3) MEN wraz z nadzorem pedagogicznym nie jest zainteresowany tym, by nauczanie i wychowanie respektowało chrześcijański system wartości - by za podstawę przyjmowano uniwersalne zasady etyki. Nieustannie traktuje się ten obszar jako okazję do prowadzenia walk politycznych między ugrupowaniami, których ofiarami stają się uczniowie i ich rodzice, ale także częściowo i nauczyciele. Kto jest ZA a kto jest PRZECIW uzależnione jest od tego, która z opcji ideologicznych przeważa w strukturach władzy oświatowej;

4) Kształcenie i wychowanie nie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata, skoro uczniowie zostali wykluczeni strukturalnie w wyniku nowelizacji prawa oświatowego z procesu uspołecznienia szkół publicznych. Podtrzymuje się w szkołach pseudo samorządność nauczycielską, rodzicielską i uczniowską, by sterować procesem kształcenia zgodnie z wytycznymi MEN, a nie kulturą pedagogiczną nauczycieli i prawami rodziców do partycypowania w tym procesie. Patriotyzm został w wyniku walk politycznych ośmieszony i zdegradowany do jakiegoś ciemnogrodu, a upominanie się o dziedzictwo narodowe kwestionowane jest przez MEN i MNiSW koniecznością włączania się w rywalizację globalną i podporządkowywanie edukacji zasadom wolnego rynku.


5) Szkoła nie zapewnia każdemu uczniowi warunków niezbędnych do jego rozwoju, nie przygotowuje go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności, czego najlepszym dowodem są kolejne doniesienia z badań na temat m.in. skandalicznych zaniedbań przez MEN i władze samorządowe w procesie obniżania wieku obowiązku szkolnego, korupcji i nepotyzmu w rozstrzyganiu konkursów na modernizację informatyczną w szkolnictwie publicznym, e-podręczników, stanowisk kierowniczych w placówkach doskonalenia nauczycieli itd., itd. Nie ma w publicznym szkolnictwie ani demokracji, ani tolerancji, ani sprawiedliwości, ani tym bardziej wolności.

Co zatem chcą inicjatorzy tak tego Raportu, jak i kolejnych kongresów przewartościowywać? Kto jeszcze musi dorobić się na polskiej edukacji pod pozorem troski o nią?


Otóż autor Raportu dostrzega, że to nie szkoły i nie szkolna edukacja wymagają radykalnego przewartościowania, ale ich otoczenie, polityka oświatowa wymagają powrotu do konstytucyjnych i ustawowych zapisów, do odrodzenia norm przyzwoitości w pełnieniu służby publicznej, a nie jej prywatyzowaniu pod zapotrzebowania określonych sił politycznych czy osobistych aspiracji (głównie rynkowych) urzędników. Wady szkół są pochodną odgórnego sterowania nimi przez nieustannie zmienianie prawa i manipulacje finansowe niekompetentnych albo podporządkowanych interesom partii, ze strony władz MEN. Obciążanie szkół, a tym samym nauczycieli i dyrektorów placówek jest nierzetelne, bo włącza przemoc strukturalną i symboliczną, która warunkuje dostosowywanie się instytucji i ich pracowników do kryteriów nadzoru.

Jak stwierdza się w tym Raporcie: (...) wady szkoły wynikają wprost z jej najbardziej podstawowych założeń i są tak poważne, że pozwalają stwierdzić, że współczesna szkoła bardziej szkodzi niż pomaga, że zatem być może byłoby po prostu lepiej nie posyłać do niej dzieci – a żadne reformy dokonywane w ramach istniejących dziś paradygmatów nie będą w stanie w żaden istotny sposób zmienić sytuacji, wpływając na przykład na jakość polskiej nauki, innowacyjność gospodarki, czy którykolwiek z celów formułowanych dotąd w edukacyjnej debacie.


W Raporcie stwierdza się: Obowiązek szkolny trwa w Polsce 12 lat. Na 12 lat oddajemy nasze dzieci we władanie sterowanego przez państwo, wielkiego mechanizmu, który w coraz powszechniejszej opinii nie tylko działa źle, ale przede wszystkim dewastuje umysły i nierzadko również wypacza kręgosłupy moralne, ucząc oportunizmu i szeregu innych reakcji przystosowawczych, kształtowanych przez system niechcianych, obowiązkowych norm. Wiemy, że taki proces, którego efekty nigdy nie zostały empirycznie udowodnione, nie jest powszechnie możliwy, gdyż na szczęście większość dzieci uczęszczających do szkół posiada przyzwoite środowisko rodzinne, które staje się naturalnym korektorem i terapeutą błędów i wypaczeń szkoły publicznej.

Dalej czytamy w Raporcie, że: (...) dzisiejsza edukacja nie tylko nudzi jak robiła to w dziewiętnastym wieku, ale też bez walki przegrywa konkurencję o uwagę ucznia z przemysłem mediów i masowej rozrywki, których wcześniej nie było. Dzieci żyją tym, co im oferuje telewizja, kina, Internet, gry komputerowe i inne zjawiska z kategorii kultury masowej. Szkoła bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości traci związek z tym wszystkim, co dzieci postrzegają jako ich własny świat. Ten fakt i jego skutki są niemal całkowicie ignorowane w analizach przedmiotu, to warto jednak wziąć pod uwagę sutrój szkolny, który ma dwudziestowieczny charakter. Nadal bowiem dzieci i młodzież muszą uczęszczać do szkół w systemie klasowo-lekcyjnym, a więc off-line, najbardziej statycznym i nieprzystającym do nowych mediów i źródeł wiedzy (w tym tej w systemie on line). Nie zmienią tego nauczyciele, bo najpierw musi zmienić się prawo, nadejść do nich z góry, a tam o niej ani widu ani słychu.

Trafnie zatem przestrzega się w tym Raporcie: Edukacja jest częścią kultury i tak przede wszystkim, w humanistycznych kategoriach, powinna być traktowana. I jest to drugie z brakujących spojrzeń w edukacyjnej debacie, w której dominuje myślenie praktyczne. Jeśli bowiem przyzwyczaimy się myśleć o edukacji wyłącznie jako o infrastrukturze dla biznesu i skoncentrujemy się na jej utylitarnych funkcjach, to – gdyby tylko takie myślenie mogło przynieść rezultaty – w końcu doczekamy czasów, w których ostatnia generacja świetnie wykształconych i bardzo twórczych absolwentów szkół przyszłości, przy pomocy czegoś jeszcze bardziej rewolucyjnego niż wspomniany Facebook, wreszcie zniszczy naszą kulturę do szczętu, a edukację wraz z nią.


W Raporcie mowa jest o matematyce, co wynika z osobistych kompetencji i zainteresowan jego autora, ale można je potraktowac jako dobrą egzemplifikację patologii, z jakimi mamy do cvzynienia w polskiej oświacie. Można zgodzić się z jedną z wielu konkluzji: Reforma szkolnictwa napotka na (...) opór – będzie (on- BŚ) zdecydowanie silniejszy, bo naruszy jeszcze żywotniejsze interesy o wiele większych grup i będzie miał nieporównanie większą bazę społeczną, bo branżowy opór kadry resortu znajdzie poparcie opinii publicznej, w której powszechnie podziela się stereotypy, stanowiące ideowy fundament tradycyjnego ustroju szkoły.

Co proponuje się w tym Raporcie w zamian, by doszło do koniecznej reformy polskiej edukacji? Rozwiązania są wycinkowe, chociaż niewątpliwie naruszające dominujace praktyki, a mianowicie:

Na użytek strategicznej debaty o edukacji warto mimo to podkreślić znaczenie kierunków, które wynikają z dotychczasowych rozważań:

- szkoła musi umieć działać bez szkolnego przymusu – to raczej swoboda wyboru powinna się tu stać zasadą;

- absolutnie podstawowe znaczenie ma jakość szkolnej oferty programowej, jej szeroki (a nie elementarny) zakres, formacyjny charakter rozumiany w kategoriach intelektualnego i duchowego rozwoju człowieka: kształcenie ogólne nie może polegać na próbach powierzchownego uczenia wszystkiego „po łebkach” – celem powinno być wychowanie człowieka zakorzenionego w intelektualnej i duchowej tradycji ludzkości;

- warsztatowa jakość oferty programowej powinna być skrojona na miarę tego, co szkolnej młodzieży oferują współczesne media;

- intensywna promocja poznania jako wartości powinna dotyczyć całej kultury i odbywać się również poza szkołą;

- należy odchodzić od wszelkich form państwowej, scentralizowanej certyfikacji standardów wykształcenia i przymusu ocen na wszystkich poziomach edukacji.


Mowa jest tu o pięciu możliwych wariantach zmian edukacyjnych lub ich braku:

Wariant 1. – utrzymanie status quo

Szkoły w tym wariancie utrzymają swój dotychczasowy charakter. Będą stanowiły główną i praktycznie bezalternatywną siłę w edukacji. Nadal będą tworzyły system silnie scentralizowany (aczkolwiek z rosnącymi tendencjami odśrodkowymi). Dominującą formą pozostaną tradycyjne klasy i tradycyjne lekcje prowadzone przez nauczyciela – rzemieślnika. Rolą takich szkół jest i pozostanie masowe certyfikowanie uczniów i absolwentów: szkolny dyplom ma pozostać paszportem do dalszych szczebli wykształcenia lub do konkretnych karier zawodowych. Jakość szkół jest i nadal będzie utożsamiana z jakością tych dyplomów i szkolnego programu nauczania.


Wariant 2. – urynkowienie

Siłą napędową w tym scenariuszu będzie z jednej strony krytyka dotychczasowych standardów edukacyjnych jako nieadekwatnych, a z drugiej niedostatki finansowe i kadrowe tradycyjnego szkolnictwa. Odpowiedzią ze strony władz mogą być rozwiązania deregulacyjne – w szkolnictwie pojawi się gama nowych podmiotów niepublicznych, w tym komercyjnych, pojawi się wiele modeli finansowania z systemem voucherów włącznie lub poważnym udziałem dodatkowych zajęć finansowanych samodzielnie przez rodziców (...). Odkryta dla biznesu zostanie rynkowa wartość edukacji.

Wariant 3. – nowa szkoła: centrum lokalnej społeczności

To jeden z dwóch wariantów zakładających wzrost znaczenia szkół, zwiększenie ich finansowania i troskę o jakość ze strony w zasadzie wszystkich zainteresowanych podmiotów, do których – poza władzami państwowymi i przede wszystkim lokalnymi – należą także przedsiębiorstwa, wspólnoty religijne, organizacje pozarządowe, instytucje wyższego szkolnictwa itd.

Wariant 4. – nowa szkoła: wyspecjalizowane centrum wiedzy

Szkoła w tym scenariuszu zostaje odbudowana dla realizacji celu kompetencyjnego – jasno wyartykułowanego i powszechnie uznanego za cenny. Podobnie jak w wariancie poprzednim, rola, prestiż i poziom finansowania szkół dramatycznie wzrastają. Szkoła ma akademickie ambicje intelektualne i artystyczne, ale stawia również na „miękkie kompetencje” cenione w nowoczesnej gospodarce.


Wariant 5. – demontaż: sieć i społeczeństwo sieci

Oryginalnie do tej grupy możliwych scenariuszy zaliczono również rozkład biurokratycznej szkoły wymuszony exodusem nauczycieli (...). W ramach możliwego demontażu państwowego sektora instytucjonalnej oświaty publicznej raporty OECD wymieniają scenariusze „wizjonersko” kreujące przyszły obraz „społeczeństwa sieci” – z tym jednak, że wizja spełnia się tu sama z siebie jako rezultat powodowanych technologią zmian cywilizacyjnych i ma zdecydowanie więcej wad, niż są ich skłonni widzieć „wizjonerzy”.

Wskazuje się dwie główne siły wymuszające zmiany w tym kierunku. Pierwszą z nich jest kryzys szkoły tradycyjnej, który skłania do coraz powszechniejszego spontanicznego porzucania jej struktur przez uczniów, rodziców, nauczycieli, ale również pracodawców i uniwersytety, które przestaną cenić dyplomy formalnego wykształcenia. Zainteresowanie tradycyjnym szkolnictwem stracą również instytucje samorządowe, wspólnoty religijne i organizacje – one także będą wspierać demontaż systemu. Alternatywą stanie się „home schooling”, systemy edukacji nieformalnej, e-learning.

Drugą siłą napędową ma się stać oczywiście rozwój technologii internetowej, gwałtowny rozwój software’u wspomagającego sieciową edukację i edutainment oraz nowe media. Również ten wariant rozwoju sytuacji zakłada odkrycie rynkowej wartości edukacji. Scenariusz jest w gruncie rzeczy podobny do modelu rynkowego – kładzie większy nacisk na rolę nowoczesnych technologii, jest również mniej konkurencyjny, a bardziej „sieciowo-kooperatywistyczny” z ducha, co zresztą stanowi o jego atrakcyjności dla tych z reformatorów, którzy poszukują rozwiązań „prawdziwie alternatywnych”.



Reasumując, istotą powyższego Raportu jest wywołanie potrzeby stworzenia Paktu
dla szkoły
, na którego zaistnienie musi być zgoda powszechna sił odpowiedzialnych za edukację i przyszłość naszego społeczenstwa. Powinien zostać zawarty poza szkołą, bo to po prostu wydaje się tworzyć najefektywniejsze i najbardziej realne instrumenty rzeczywistych, a nie tylko dekretowanych zmian. Pakt powinien opierać się na ustalonym w społecznej debacie zespole podstawowych paradygmatów powszechnego (choć niekoniecznie obowiązkowego) kształcenia ogólnego. Za taką strategiczną wizją opowiadają się w zasadzie wszyscy uczestnicy debaty (z wyjątkiem MEN).

Autor proponuje 12 fundamentalnych - jak stwierdza - przesłanek, a skoro tak, to właściwie niedyskutowalnych. Obawiam się, że będzie trudno uzyskać dla nich poparcie w sytuacji takiego ich statusu. Jak coś jest fundamentalne, to właściwie niepodważalne, nieelastyczne, zamknięte na zmianę, a prtzecież nie o to chyba chodziło jego twórcy. Jakie są te zasady?

1. Edukacja szkolna ma służyć rozwojowi uczących się.

2. Edukacja szkolna powinna respektować podmiotowość uczącego się.

3. Edukacja szkolna powinna przebiegać w warunkach podmiotowo zorientowanych relacji nauczyciel – uczący się – rodzice / opiekunowie oraz partnerskich relacji w obrębie wspólnoty uczniowskiej.

4. Edukacja szkolna ma służyć rozbudzaniu, podtrzymywaniu i rozwijaniu naturalnych potrzeb poznawczych uczącego się.

5. Edukacja szkolna ma na celu wspieranie uczącego się w coraz lepszym rozumieniu siebie, świata i miejsca człowieka w świecie.

6. Edukacja szkolna powinna mieć wymiar antropocentryczny, to znaczy ujmować zagadnienia przedmiotowe z perspektywy spraw ludzkich.

7. Edukacja szkolna powinna służyć rozwojowi kompetencji językowej uczącego się.

8. Edukacja szkolna powinna respektować zasady: stopniowania trudności, procesualności i ciągłości uczenia się.

9. Edukacja szkolna powinna służyć rozwijaniu samodzielności i kreatywności uczącego się, a także inspirować go do samokształcenia, otwartości na świat i krytycznego myślenia.

10. Edukacja szkolna powinna mieć na względzie funkcjonalność, czyli zachowywać dostrzegalny i zrozumiały dla uczącego się związek z otaczającą rzeczywistością i praktyką życia codziennego oraz służyć ich rozumieniu.

11. Edukacja szkolna powinna służyć rozwojowi etycznej wrażliwości uczącego się.

12. Edukacja szkolna powinna sprzyjać kształtowaniu postaw i zachowań wspólnotowych.


Widzimy, że wszystkie z nich są wpisana w istniejące regulacje prawne czy podstawy dydaktyki, a zatem ktoś może zapytać, po co ponownie je formułować? W czym ma wyrażać się ich rewolucyjny status? W czym tkwi potencjalne przewartościowanie paradygmatu polskiej edukacji?


Sięgnijcie do Listu do Kongresu Obywatelskiego.