sobota, 6 października 2012

Wymierne a oburzające efekty instrumentalnej edukacji w gimnazjach


Na stronie Gimnazjum Miejskiego im. Jana Pawła II w Głownie mamy informację o walorach jednej z dydaktycznych form i metod kształcenia. Oto na głównej stronie zamieszczane są krótkie filmy i prezentacje uczniów tego gimnazjum, jakie realizowali na zajęciach informatycznych: "Film i grafika dla młodego informatyka" w ramach projektu unijnego "Wspieranie w rozwoju uczniów gimnazjum". Filmowane, fotografowane i dokumentowane są różne zajęcia, zawody sportowe i spotkania z ciekawymi ludźmi. Po obejrzeniu pierwszego filmu należy wpisać do pola tekstowego wyszukiwarki gimglowno i kliknąć w lupkę. Po chwili zostanie wyszukany kolejny film do oglądania."

Ktoś kliknął i osłupiał, bowiem pierwszym filmikiem z animacją okazał się skandaliczny w formie rysunkowej i z podkładem słownym, obraźliwy, niesłychanie wulgarny film, który – jak się wówczas mogło wydawać - wykonali i zamieścili na stronie szkoły jej uczniowie. Obrazuje on biegnącego Jana Pawła II, któremu towarzyszą słowa świetnie się przy tym bawiących "reżyserów": "Hej Papieżu, hej Papieżu, Tyyyy, zapier... , zapier... jak szalony, poprzez góry , zapier.... itd., itd." Film obejrzało 4,5 tys. osób, zanim został usunięty przez administratora szkolnej strony. Zapewne teraz dopiero stanie się hitem "drugiego obiegu". W miesiąc później policja złapała sprawcę. Był nim 18-latek z Łodzi. Ciekawe, do którego uczęszczał gimnazjum?
********************************************************

Przedwczoraj w "Gazecie Łódzkiej" zachwycony edukacją seksualną w łódzkich gimnazjach redaktor wraz z fotografem odsłonili równie instrumentalny charakter tego, co ma dzisiaj miejsce w polskiej oświacie publicznej, a dotyczy tzw. edukacji seksualnej. Zapis fragmentów lekcji oraz opublikowane z niej w internecie fotografie nie pozostawiają wątpliwości, że władze Miasta Łodzi zapłaciły lewicowej fundacji nie za kształcenie młodych ludzi, ale za instrumentalizację tego procesu, czyli za szkolenie, kursidło. Na stronie internetowej oczywiście dominuje fantom penisa (znany z politycznych konferencji Janusza Palikota, a zapewne na rachunek UMŁ zakupiony w seks-shopie jako pomoc dydaktyczna), na który z wielką starannością - i słusznie - już na samym początku lekcji tzw. edukatorki zakładają prezerwatywę.


Jeżeli nie rozróżnia się w polskiej oświacie między kształceniem a szkoleniem, to znaczy, że mamy do czynienia z kolejną jej degradacją i to z przyzwoleniem na finansowanie jej ze środków podatników. Nie mówmy, że jest to edukacja, tylko szkolenie, kurs zachowań seksualnych, wyćwiczenia młodzieży w aktywności, która nie otwiera bogactwa kulturowego postaw i zachowań, ale ma za zadanie przygotować ich do inicjacji czy też już doskonalenia współżycia celem uniknięcia AIDS (taki stawia się tu cel naczelny).

Przekaz słowny i wizualny o tak instrumentalnym charakterze skupia uwagę na żywiołowości, technikach tak, jakby za nimi nie kryły się określone znaczenia, sensy, wartości. Nikt nie zastanawia się nad godnością osoby. Z jakim punktem widzenia świata i człowieka wkroczą gimnazjaliści, którym już na pierwszej lekcji pokazuje się bezkrytycznie, bezrefleksyjnie jego techniczną "atrakcyjność" - "obsługę penisa". Pisanie o tym, że w ten sposób szkoła przełamuje tabu, jest nieporozumieniem. Tego tabu już nie ma w Polsce od ponad 20 lat, a w dziejach ludzkości także tym nie było. Wystarczy poznać dzieła sztuki, freski, malowidła, obrazy.

Od czego zaczęła się lekcja? Proszę bardzo, nie od wprowadzenia w istotę seksualności człowieka i jej integralnego związku z osobowością, ale od formułowania przez uczniów pytań. A ponoć pierwsze zadała jedna z uczennic, dociekając: Czy powinno się zakładać prezerwatywę podczas seksu analnego i oralnego?

Potem uczniowie zostali podzieleni na grupy, w których mieli zapisać znane im metody antykoncepcji, zaś na tablicy jedna z prowadzących napisała słowo: „związek”, by uczniowie dopełnili je swoimi opiniami na temat tego, jak należy go tworzyć w relacjach międzyludzkich. Na pytanie jednego z uczniów, czy taki związek może być homoseksualny, padła salwa śmiechu. Świetna zabawa. Świetna lekcja. Cóż za klimat? Jakaś uczennica w białej bluzce dopowiada: „Zależy w jakiej kulturze” , a inna: „Ważne, żeby ludzie się kochali”. Jak relacjonuje redaktor GW: -Prowadząca jednak nie odpuszcza. Pyta: A związek bez miłości?

Tu ponoć nie ma jedności wśród uczniów. Kurs toczy się zatem coraz pewniej. Prowadząca pyta jeszcze „Od kiedy można współżyć?” A chłopak w czarnej podkoszulce próbuje rozbawić klasę odpowiedzią: - Po tygodniu, co wzbudza rechot „tylko dwóch kumpli”. Paniom ten rechot nie przeszkadza, podobnie jak to, w jak prymitywnym klimacie toczy się cała lekcja. Prowadzące pytają zatem, czy mówić rodzicom o swoim współżyciu seksualnym, by przejść już do instruktażu, bowiem - jak twierdzą: największą, choć też nie stuprocentową pewność daje prezerwatywa, która jako jedyna chroni również przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.

- Czy powinno się ją zakładać podczas seksu analnego i oralnego? - dopytuje jedna z dziewczyn.

- Tak, właśnie z tego powodu. Żeby nie doszło do zakażenia.
Jedna z edukatorek zakłada prezerwatywę na fantom penisa. Tłumaczy, dlaczego nie powinno się jej nosić w ciasnym portfelu, otwierać zębami czy nożyczkami. - Chce ktoś spróbować? - pyta. Zgłasza się jedna dziewczyna.
(M. Markowski, Szkoła przełamuje tabu”, Gazeta. Łódź z dn. 4.10.2012, s. 1)

Chłopcy nie chcieli ćwiczyć? Wstydzili się czy takie szkolenie jest im już niepotrzebne? A może obawiali się rechotu ich koleżanek lub edukatorek? Jak widać, to ważne, by dziewczęta nauczyły się zakładać prezerwatywy na nie swój przecież narząd płciowy. Czytelny jest też przekaz w ramach tej akcji.

Tak zostaje przesunięta granica prymitywizmu i pseudoedukacji w tym przypadku łódzkiej młodzieży. W szkołach publicznych proces edukacji jest dopełniany kursami seksu, jak na prawo jazdy. Powinno się nawet wydawać uczniom specjalne dyplomy: "Ukończył 10 godzinny kurs aktywności seksualnej". Dajmy za to jeszcze 20 punktów na świadectwie, żeby absolwenci gimnazjum mieli większą szansę na kontynuowanie tej edukacji w szkołach ponadgimnazjalnych.

Rozumiem, że tu czeka nas jeszcze rewolucja, bo pewnie pierwsze lekcje rozpoczną się od prezentacji filmów pornograficznych, żeby analizować i oceniać techniki współżycia. Musi być przecież jakiś postęp u owych edukatorów. Czy będą też ćwiczenia? Czy szkoły zakupią fantomy, czy może w ramach oszczędności uczniowie będą ćwiczyć wszystkie pozycje łącząc je z wiedzą o historii i kulturach zachowań seksualnych w dziejach ludzkości? A potem dziennikarze będą zarabiać na kolejnych sensacyjnych doniesieniach o narastającej prostytucji wśród młodzieży szkolnej.

Kształcenie jest wprowadzaniem uczniów w najważniejsze sprawy życia człowieka pod warunkiem, że obejmuje w sposób integralny wszystkie jego sfery, a nie czyni z jednej z nich wyłącznie biologicznego i fizycznego charakteru. Jak pisze w swojej najnowszej książce >Rafał Godoń: "Osoba wykształcona to ktoś, kto różnicę tę doskonale rozumie, ponieważ swobodnie uczestniczy w różnych obszarach ludzkiej aktywności, a zwłaszcza w kulturze, nauce, historii i filozofii.(...) człowiek wykształcony to osoba o szerokich horyzontach poznawczych, a nie ktoś, kto zaliczył specjalistyczne szkolenie."(R. Godoń, Między myśleniem a działaniem, Warszawa, 2012, s. 103) Niektórzy dyrektorzy gimnazjów tego nie rozumieją lub nie akceptują.

Ci, którzy tak pojmują edukację, w tym także rodzice gimnazjalistów, nie wiedzą, że jest to agitacja. Tu tzw. edukatorki działają jak agitatorzy, dla których - jak charakteryzował tę postawę dokładnie sto lat temu Jan Władysław Dawid w swoim eseju o "Duszy nauczycielstwa" - (...) człowiek nie jest celem sam przez się, ale środkiem do celów, które leżą poza nim; działa on w interesie partii, przedsięwzięcia, własnym, idzie mu o to, ażeby pozyskac ludzi zewnętrznie, chociażby chwilowo, nie dba o to, czy przekona ich istotnie, idzie mu o czyn, znak, do tego nie potrzebuje przekonywać, wystarcza mu wmówić, zasugestionować. J.W. Dawid. O duszy nauczycielstwa, w: Źródła do dziejów wychowania i myśli pedagogicznej, tom II, red. S. Wołoszyn, Kielce 1997, s. 618)


Jaki jest efekt tak rozumianej pseudoedukacji? Proszę bardzo - mówi o tym profesor Zbigniew Izdebski:

"- Współcześnie obserwujemy zjawisko związane z seksualizacją młodzieży. Chodzi o to, że coraz więcej dziewcząt, pod wpływem wzorów lansowanych przez media, mody, zbyt wcześnie manifestuje swoim zachowaniem, ubiorem, stylem bycia swoją kobiecość i jest aktywną stroną w intymnych relacjach z rówieśnikami i starszymi od siebie chłopcami i mężczyznami. Ponadto należy pamiętać, że dojrzewanie fizyczne dziewcząt zaczyna się wcześniej niż chłopców, co może powodować, że wyglądają na starsze niż w rzeczywistości są, szczególnie jeśli dołożymy do tego wyzywający sposób ubierania się i makijaż. Nastoletnie dziewczęta spotykają się ze starszymi od siebie chłopakami, którzy mogą mieć już za sobą doświadczenia seksualne i oczekiwać współżycia od swoich młodych partnerek - te natomiast nie chcąc stracić chłopaka zgadzają się na seks.