poniedziałek, 21 maja 2012

Po co setki, a nawet tysiące rocznie prac dyplomowych z pedagogiki?


Studia zawodowe - studia I stopnia, kończą się w 99% wyższych szkół publicznych i niepublicznych egzaminem dyplomowym na podstawie przedłożonej przez studentów pracy dyplomowej - licencjackiej. Każda jednostka akademicka ma swoje zasady ich przygotowywania, choć dla studentów najczęściej najważniejszym pytaniem jest to, które dotyczy objętości takiej pracy, a więc pytanie o minimalną liczbę stron. Spotykałem się ostatnio ze studentami różnych uczelni, które prowadzą kształcenie na kierunku pedagogika i ze zdumieniem skonstatowałem, że nie tylko nie czytają oni regularnie najnowszych czasopism pedagogicznych, nie prenumerują ich, a już w żadnej mierze ich nie abonują, ale nawet nie wiedzą, jakie ukazują się pisma w ramach interesującej ich specjalności pedagogicznej. Nie chodzą z własnej woli, bez zobowiązania ze strony prowadzącego zajęcia do czytelni w bibliotekach uczelnianych, by prześledzić, o czym pisze się, dyskutuje, co preferuje się, a co krytykuje? Rzadko którzy studenci kupują fachową literaturę, by mieć w swoim domu podręczną literaturę, kanon tego, co jest lub może być im najbardziej przydatne.

Czytają w przeważającej mierze to, co muszą, co jest konieczne do zaliczenia określonego przedmiotu, do zdania egzaminu itp. Być może zatem obowiązek napisania rozprawy dyplomowej staje się jednym z nielicznych bodźców do sięgnięcia po jakąś literaturę przedmiotu i zapoznanie się z nią, chociaż wcale nie jest to konieczne. Część bowiem studentów zamawia gotowce w internetowych firmach, płaci, zapoznaje się z ich treścią i na tej podstawie przystępuje do egzaminu końcowego, by uzyskać na tej podstawie dyplom pedagoga. W uczelniach mamy już pokolenie internetu, digitalne, sms-owe, pokolenie portfolio, popkulturowe, które nie lubi się przemęczać, przepracowywać. Pasjonatów można policzyć w ramach grup seminaryjnych na palcach jednej ręki.

Kiedy zapisują się do grupy seminaryjnej, kierują się głównie takimi kryteriami, jak: liczba możliwych nieobecności (najlepiej, gdyby można było przywieźć na koniec studiów gotową pracę bez wnikania w to, jak powstała), maksymalna objętość pracy czy wolność lub przymus pisania pracy dyplomowej na zadany temat. W grupach seminaryjnych tylko nieliczni trafiają się jako osoby, które wiedzą, czego chcą, co je interesuje, a zatem -co chciałyby badać, o czym pisać i jak to uzasadnić metodologicznie. Duża część studentów męczy się, kiedy musi cokolwiek przemyśleć, zaplanować, toteż najchętniej korzystają z oferty gotowych już tematów badawczych. Co jednak mają zrobić ci, którzy trafili do grupy seminaryjnej, jaką prowadzi doktor czy doktor habilitowany, ale nie po studiach czy awansie naukowym z pedagogiki, ale z socjologii, medycyny, psychologii, nauk o wojsku, nauk o zarządzaniu, prawa, filozofii, nauk o polityce, a nawet językoznawstwa? Jak nie mają własnej wizji, osobistego projektu, to zdają się na to, co im zaoferują inni.

Nic zatem dziwnego, że zdani (skazani)- szczególnie w wyższych szkołach prywatnych - na opiekunów (promotorów) spoza pedagogiki, usiłują dopasować swoje oczekiwania do reguł pedagogicznych amatorów czy nawet ignorantów. Przyjmują zatem "z dobrodziejstwem inwentarza" chociażby tematy "oczywiste", "sprawozdawcze", nic nie wnoszące ani do praktyki, ani do teorii, jak np.:

- Rola motywacji w procesie uczenia się…

- Rozwój mowy u dziecka – wybrane zagadnienia

- Wpływ nauczyciela … na efektywność nauczania w klasach I-III szkoły podstawowej

- Czynniki wpływające na motywację uczniów

- Wpływ środowiska rodzinnego na uczenie się …na wsi i w mieście

- Aspiracje życiowe i edukacyjno-zawodowe uczniów klas kończących szkół ponadgimnazjalnych

- Droga wyboru dalszego kierunku kształcenia uczniów szkół gimnazjalnych

- Uniwersytet Trzeciego Wieku w miejscowości X

- Religia w szkole itp.


czy prace typu "samograje", a więc pisane (streszczane) na popularne tematy, modne lub najczęściej dyskutowane w mediach zagadnienia, jak:

- Współpraca przedszkola z rodzicami;

- Prawa dziecka w ...

- Rola nauczyciela w klasie ...

- Wpływ dyscypliny na lekcjach na powodzenie w nauce w szkole podstawowej;

- Autorytet nauczyciela;

- Nauka pisania i czytania;

- Moja droga do zawodu nauczycielskiego;

- Dziecko w rodzinie wiejskiej;

- Agresja wśród uczniów;

- Problem dzieci z ADHD w szkole;
itp.

Pojawiają się też prace dyplomowe, które dla studentów są "wyrokiem skazującym", a więc będące wynikiem narzucenia im problemu bez możliwości wprowadzenia w nim jakiejkolwiek zmiany. Są to najczęściej zadane przez nauczycieli akademickich - reprezentujących inne dyscypliny naukowe - tematy do napisania bez względu na to, czy się to studiującym podoba, czy nie, czy widzą w tym sens lub nie, bowiem rzadko kiedy są to tematy z nauk pedagogicznych. Oto tego przykłady:

- Satysfakcja z pracy sprzedawców w sieci handlowej X;

- Wybrane aspekty stosowania kosmetyków do pielęgnacji nóg;

- Właściwe odchudzanie jako istotny element wpływający na zdrowie;

- Starzenie się skóry a uroda mężczyzny;

- Wirusowe zapalenie trzustki. Problem medyczny i społeczny;

- Pylica. Problem zdrowia publicznego;

- Leczenie zakażeń cewników tunelizowanych do żywienia pozajelitowego;

- Stan świadomości mężczyzn w zakresie zagrożenia nowotworem krtani;

- Analiza stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym w powiecie X;

- Kult pięknego ciała w społeczeństwie współczesnym;

- Profilaktyka prostaty - wczoraj i dziś itp.

To są tematy prac licencjackich lub magisterskich na kierunku pedagogika. Nikt tego nie ogląda, nie zatwierdza, nie przeciwstawia się temu, by nie tracić czasu na sprawy, problemy, które albo w żadnej mierze nie podnoszą kwalifikacji studentów, albo oddalają ich od ich przyszłej profesji i profesjonalizmu?