środa, 11 kwietnia 2012

W czasie jazdy dzieci się nudzą, czyli jak powiesić tatę




W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie zna-ana rzecz ... śpiewała w piosence Jeremiego Przybory w Kabarecie Starszych Panów Barbara Kraftówna. Przypomniała mi się ta piosenka, kiedy jechałem do Warszawy z moim gościem z Niemiec, który został zaproszony z wykładem do Mazowieckiego Samorządowego Centrum Doskonalenia Nauczycieli, a ja towarzyszyłem mu jako tłumacz. W związku z tym, że przyjechał do mnie na Święta Wielkanocne z dwójką dzieci (chłopcy w wieku 12 i 10 lat), zastanawiałem się nad tym, co zamierza uczynić: zostawi obu chłopców w domu pod opieką mojej rodziny na czas wyjazdu do stolicy, czy może zabierze ich ze sobą?

Pytanie było jednak retoryczne, gdyż dla niego, podobnie zresztą jak i dla dzieci, nie było problemu w tym, że pojadą razem z tatą. On będzie wygłaszał swój wykład do nauczycieli, a oni będą także obecni, niejako uwiarygodniając jego treść. Gdyby bowiem usłyszeli i zaobserwowali, że tata "truje", gada głupstwa, albo mówi coś, co nie zgadza się z ich życiem i własnymi obserwacjami, to mogliby zareagować niewerbalnie - uśmiechem na twarzy, wyrazem politowania, zdumienia, grymasem sprzeciwu itp. Każdy, kto siedział blisko nich, mógł się przekonać, że ojciec mówi do rzeczy i prawdę.

Chłopcy nie protestowali. Początkowo słuchali, a po kilku minutach zajęli się grą w Nintendo. Od lat uczestniczą w wykładach taty i sami znają je niemalże na pamięć. Co najwyżej mogą wychwycić jakąś nową metaforę, ciekawy przykład, ale i to już nie budzi w nich zainteresowania. Kto przejmowałby się tym, o czym mówi ich bliski, skoro dotyczy to oczywistych dla nich, bo osobistych relacji z codziennego życia, określanych hasłem: "wychowanie - NIE, wspieranie - TAK".

Już pewnie niektórzy czytelnicy zorientowali się, że jechałem na wykład z autorem wydanych także w Polsce książek z postpedagogiki - Hubertusem von Schoenebeckiem, który zaczął referowany temat od wyjaśnienia, że będzie mówił o tym, dlaczego dzieci nie muszą być przez nas postrzegane jako homo educandus (tzn., że nie muszą być wychowywane), tylko wspierane w rozwoju oraz o tym, dlaczego warto postrzegać je i traktować jak suwerenne i równe nam (w sensie ludzkim, ontologicznym) istoty. Skoro on ma już czworo dzieci (w tym dwoje jest już dorosłych, mających własne rodziny i dzieci), które żyją i mają się bardzo dobrze, znakomicie funkcjonując w społeczeństwie, to chyba postpedagogiczna koncepcja życia z nimi nie jest taka zła, nonsensowna, jak malują ją jej przeciwnicy.

Nie będę jednak odtwarzał w tym miejscu jego wykładu. Obserwowałem chłopców w pociągu, którym ponoć nie bardzo lubią jeździć. Początkowo przyglądali się temu, co dzieje się za oknami pędzącego TLK IC (tu chwalę przewoźnika za punktualność), ale po kilku minutach okazywali już zniecierpliwienie. Wyjąłem zatem notatnik, dałem każdemu czyste kartki i długopis (na takie okoliczności podróżowania z dziećmi jestem zawsze przygotowany) i zaproponowałem, by wymyślili jakieś zabawy, w których i my dorośli też możemy uczestniczyć, żeby podróż upłynęła nam szybko i przyjemnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zaproponowali zabawę w odgadywanie słów, czyli także znaną z mojego dzieciństwa "grę w wisielca".

Dzisiaj portale edukacyjne popularyzują tę zabawę, nie wiem z jakiego to powodu, jako WISIELCZY BOBIBOBI. Zastanawiające jest to zdrobnienie - BOBIBOBI? Synowie Hubertusa nie posługiwali się taką nazwą. Jest to przecież najzwyklejsza zgadywanka słowna, która polega na odgadywaniu słów poprzez wpisywanie w wolne miejsca właściwych literek. Za każda podaną złą literę rysowany jest kolejny element szubienicy. Im trudniejsze zatem zaproponujemy graczowi słowo do odgadnięcia, tym szybciej uda nam się go "powiesić". Horror? A jednak. Chłopcy postanowili wygrać z tatą, zadając mu coraz trudniejsze wyrazy do odgadnięcia, a w języku niemieckim są możliwości skonstruowania słów, które liczą nawet kilkadziesiąt liter.

Dobrze, że w języku polskim nie ma takich możliwości. My nie damy się naszym dzieciom tak łatwo stracić na "szubienicy". Na załączonym rysunku widać, że tata jednak "zadyndał".

Nowe dyscypliny naukowe

Mało kto wie, że na stronie Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów znajduje się interesujący dokument, który dotyczy nowych dyscyplin naukowych. Zgodnie z nowelizacją ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadziła je w obieg akademickiego życia aktem wykonawczym, czyli rozporządzeniem z dn. 8 sierpnia 2011 r. minister Barbara Kudrycka wpisując na listę nowe dyscypliny naukowe oraz przesuwając niektóre do innej dziedziny nauk. Tak więc pojawiły się nowe lub inaczej zostały usytuowane następujące dyscypliny naukowe:

I) w dziedzinie nauk humanistycznych:

1. Nauki o rodzinie

II) W dziedzinie nauk społecznych:

1. Nauki o polityce publicznej

2. Nauki o mediach

3. Pedagogika

Dyscypliny naukowe są najbardziej stabilnym obszarem rozwoju nauki w odróżnieniu od dziedzin nauk czy wprowadzonych ostatnio także przez minister resortu obszarów nauk. Spory trwały i trwać będą co do tego, czy dana dyscyplina naukowa jest bardziej humanistyczna czy społeczna, gdyż ustanowione granice między dziedzinami nauk przez przedstawicieli władzy państwowej nijak się mają do przedmiotu badań dyscyplin, które znalazły się w ich granicach lub poza nimi. Zmiana dotychczasowego usytuowania pedagogiki w naukach społecznych jest sprzeczna z istotą tej dyscypliny wiedzy naukowej, jej genezą i ewolucją oraz spełnianymi przez nią funkcjami. Pedagogika nie jest ani tylko humanistyczna, ani tylko społeczna, ale mieści się w obu dziedzinach nauk. Podobnie jest z "socjologią", "Naukami o polityce", "Naukami o poznaniu i komunikacji społecznej" czy powołanymi do życia "Naukami o rodzinie".

Dzisiaj nie zajmuję się pedagogiką, bo o uchwale Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, a skierowanej do MNiSW w sprawie przywrócenia jej miejsca w dziedzinie nauk humanistycznych, pisałem już nieco wcześniej. Natomiast zachęcam do lektury dokumentu, który został opublikowany na stronie Centralnej Komisji: (http://www.ck.gov.pl/images/PDF/praca_zespolu.pdf). Zawiera on opracowanie zespołu CK do spraw nowych dyscyplin naukowych. Znajdą tu Państwo wyjaśnienia, czym jest dana dyscyplina naukowa, co jest przedmiotem i zakresem jej badań, jakie stawiają sobie jej przedstawiciele cele badawcze, jakimi posługują się metodami badawczymi, jakie już istnieją w danej dyscyplinie teorie, specjalności naukowe oraz jakie są związki danej dyscypliny z innymi naukami. Jest też tu mowa o międzynarodowym charakterze rozwoju danej dyscypliny na tle uwarunkowań krajowych. Autorzy tych dokumentów wskazują też uczelnie w Polsce, które prowadzą kierunek studiów, kształcąc w obszarze danej dyscypliny naukowej.

Pedagogów powinna zainteresować dyscyplina „Nauki o rodzinie”, która jest najbliższa naszym badaniom w zakresie pedagogiki społecznej, andragogiki, pedagogiki specjalnej i teorii wychowania. W trakcie konsultacji, które prowadziliśmy w środowisku przedstawicieli nauk społecznych, jak socjologia i psychologia, nie było zainteresowania usytuowaniem tej dyscypliny w dziedzinie nauk społecznych. Tak więc "Nauki o rodzinie" są w dziedzinie nauk humanistycznych. Czy pedagogika powróci do tej dziedziny i obszaru nauk, czy może "Nauki o rodzinie" zostaną przesunięte do nauk społecznych? Centralna Komisja nie ma na to wpływu. O tym decyduje już aparat władzy.