środa, 22 lutego 2012

Miejsce dr Marii Łopatkowej jest w Encyklopedii Dobroci, a nie na ławie oskarżonych!


Otrzymałem dzisiaj list od dr Marii Łopatkowej o bardzo niepokojącej treści. Pani Maria, jak mówią o Niej wszyscy Ci, którzy Ją osobiście poznali, autorka i afirmatorka pedagogiki serca, załączyła do korespondencji kserokopię artykułu, jaki napisała o Jej pobycie w Zakładzie Karnym w Rzeszowie absolwentka pedagogiki resocjalizacyjnej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - pani Małgorzata Jakubczak. Z zamieszczonej w artykule fotografii oraz relacji wynika, że i ona tam była, przybliżając w tekście dla "Dziennika. Polska" (12.07.2011, s.6),jak odbywające się od kilku lat spotkania M.Łopatkowej z osadzonymi więźniami-recydywistami rzutują na ich resocjalizację:

"Spotkanie z profesor Łopatkową odbyło się bez udziału personelu więziennego, grupa piętnastu więźniów, którzy sami zgłosili chęć uczestnictwa, mogła poczuć się swobodnie, każdy z nich miał możliwość bez skrępowania wypowiadać swoje myśli. Wsród przybyłych na spotkanie znaleźli się zarówno ci, którzy przychodzą regularnie i regularnie piszą listy, jak i ci, którzy przyszli z ciekawości po raz pierwszy. Przyszły osoby z najwyższymi wyrokami – dwadzieścia pięć lat i dożywocie. Jak mówią sami skazani, jest to: “kolejne pokolenie recydywistów, którzy dobrowolnie przychodzą na spotkanie z profesor Łopatkową, mają szansę na zastanowienie się nad sobą i kolegami”. Spotkania organizowane są od 2007 roku. Z inicjatywą wystąpili sami więźniowie, po kilku latach korespondencji z Marią."

W liście do mnie M.Łopatkowa pisze, że nie wie, czy wkrótce nie podzieli losu więźniów, z którymi od lat spotyka się w Zakładzie Karnym, gdyż toczy się przeciwko Niej rozprawa w jednym z sądów rejonowych, jaką wytoczyli Jej dziadkowie, opiekujący się wnukiem w zastępstwie jego rodziców. Nie znam tej historii, ani też nie została ona opisana przez Panią Marię, toteż nie zajmuję wobec niej jakiegokolwiek stanowiska. Wspomina jedynie w swoim liście o tym, że wystąpiła przeciwko dziadkom owego wnuczka (Kubusia) w obronie jego prawa (zasądzonego zresztą przez Sąd Rodzinny) do spotykania się z ojcem biologicznym. Jest ono mu jednak odmawiane, bo - zdaniem wspomnianych dziadków - jest on dla tego dziecka za biedny.

Pani Maria stwierdza, że być może sama w związku z tym trafi do więzienia, toteż zastanawia się, co mogłaby tam robić. Oczywiście, trafiłaby do zakładu karnego dla kobiet. Sama przez wiele lat walczyła o to, by miały one tam godne warunki, a nawet by mogły przebywać w ZK z własnymi dziećmi.

Pisze, zatem tak: (...)"jako skazana miałabym okazję radzić matkom więźniarkom, jak w sytuacjach trudnych wychowywać dzieci na uczciwych ludzi. Jeszcze jestem na wolności, lecz nawet, jeśli wygram sprawę o prawa Kubusia do pozytywnego, lecz niezamożnego ojca, to może mnie oskarżyć o zniesławienie wiceburmistrz dzielnicy (...), którego nazwałam urzędasem, bo zamiast starać się pomagać mieszkańcom z tego terenu mając ku temu uprawnienia, szkodził im."

Puentą jednak do tego listu jest załączona kopia pisma, jakie skierowali do Wydziału Odwoławczego Sądu Okręgowego ... więźniowie, którzy od lat uczestniczą w spotkaniach z dr Marią Łopatkową. Jest ono zarazem apelem skazanych recydywistów (a zarazem uczestników programu resocjalizacyjnego "Klub literacki") - w sprawie Marii Łopatkowej - "Autorytetu Moralnego, Obrończyni Praw: Dobra, Rodziny, Dziecka i Ludzi oskarżonej o ... obronę małoletniego Jakuba (...). Apelujemy do Wysokiego Sądu (...) o umorzenie postępowania odwoławczego. (...) Piszemy to MY - więźniowie, którzy dla znacznej części społeczeństwa są: odrażający, brudni, źli - ale, nawet my wiemy, że dobro dziecka jest zawsze najważniejsze! (...) Pani Maria Łopatkowa to dla wielu ludzi, którzy znają Ją od lat, taki spadający ANIOŁ, który cicho, bez szelestu spada na ziemię. Przybywają takie anioły incognito i pomagają innym ludziom. Wysoki Sądzie! Nie wyobrażamy sobie, aby mogło być inaczej! Nie jesteśmy uprawnieni, aby wdawać się w polemiki prawne, ale w ludzkie - i owszem, możemy, bowiem nikt nas takiego prawa nie pozbawił.

Nie mieści się nam to w głowie, że można autorytety sadzać na ławie oskarżonych!!! I to za co? Za obronę prawa do prawdy?!? (...) wiemy, że stoimy na pozycji straconej, ale nie możemy być obojętni, tego uczy nas ŁOPATKOWA, nie możemy być nieczuli na rażącą (pisząc skromnie) głupotę, nie możemy też tolerować pieniactwa, jakim jest odwołanie od umorzenia w sprawie (...). MY mamy na pieńku z Sądami, w przypadku MARII ŁOPATKOWEJ - karnie schylamy głowy w uprzejmej prośbie: (...) miejsce Marii Łopatkowej - jest w encyklopedii dobroci, a nie na ławie oskarżonych! Uprzejmie prosimy o włączenie naszego apelu - poglądu do sprawy rozpoznawanej przez Sąd." (5 podpisów więźniów).

Nie wiem, czy Jubilatka, która obchodziła w dniu 28 stycznia br. jakże piękne - 85 urodziny, może nie lękać się o swój los, choć sama od kilkudziesięciu lat nieustannie zabiega m.in. o prawa dziecka do miłości Najbliższych. Oby była Pani z nami jak najdłużej i mogła dalej obdarzać innych pedagogiką serca, zamykającą się w haśle: "Amico ergo sum"

Warto obejrzeć na stronie: http://vod.onet.pl/jesli-sie-odnajdziemy,33106,film.html polski film obyczajowy pt. "Jeśli się odnajdziemy" (1982), który został nakręcony na podstawie reportażu Małgorzaty Szejnert i jest oparty na autentycznym eksperymencie pedagogicznym - Marii Łopatkowej. W jego ramach, małżeństwom i osobom samotnym, pragnącym adoptować dzieci, zaproponowano spędzenie urlopu razem z sierotami z domów dziecka. Jaki był tego efekt? Nie zdradzam. Do czytania Jej książek zachęcać chyba nie muszę, bo wiem, jak wielką cieszą się popularnością wśród osób różnych pokoleń i środowisk, nie tylko studiujących pedagogikę.