sobota, 17 września 2011

Polityczna kapitulacja i kompromitacja minister edukacji oraz jej gabinetu

Pedagog, który rzeczywiście kieruje się troską o prawidłowy rozwój dziecka i o stworzenie mu jak najkorzystniejszych warunków, może nawet w imię tego dobra popełnić jakiś błąd, pomylić się, źle skalkulować własne działania czy nie przewidzieć wszystkich jego skutków. Kształcenie i wychowanie nie są procesami, które przebiegają w izolacji, pod kloszem, sam na sam. Jak pisał prof. Tadeusz Kotarbiński, nawet wówczas, kiedy marzy nam się podejmowanie działań, które miałyby być skuteczne, musimy brać pod uwagę to, że w świecie relacji międzyludzkich apodyktyczne decyzje, pomijające istotę humanum, a jest nią m. in. wolna wola każdego z nas, jest z góry skazane na niepowodzenie. Tym bardziej, kiedy kierujemy się wyłącznie interesami wąsko pojmowanej grupy politycznej, która uzyskawszy mandat w wyniku demokratycznych wyborów z biegiem rządzenia nabiera przeświadczenia, że jej wszystko wolno.

Jakże łatwo i niepostrzeżenie można przejść od praw demokracji do autokracji, chociaż szyldem troski powiewa się na swoich propagandowych sztandarach (dzisiaj są nimi nie tylko oficjalne wypowiedzi władz tego resortu, ale i treści stron internetowych oraz regulacje prawne, w tym także ich projekty).
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie ma szczęścia do kierownictwa, które uwzględniałoby prawidłowości życia społecznego, uwarunkowania psychofizyczne i duchowe ludzkiego rozwoju oraz naturalne prawa rodziców do stanowienia o kierunku i jakości życia ich własnych dzieci.

Władze MEN zapędziły się w swoim etatystycznym władztwie i zawłaszczaniu sfer życia naszych dzieci i młodzieży tak, jakby były własnością państwa, jakiego urzędu! To jest złamanie nie tylko zasad solidności społecznej i tej „Solidarności”, która w latach 1980-1989 upominała się o inną Polskę, o samorządność i poszanowanie praw każdego. Jedynie prof. Henryk Samsonowicz jako pierwszy postsocjalistyczny minister edukacji rozumiał i dawał dowód tym wartościom oraz prawidłowościom w trakcie kierowania resortem edukacji.

Najwyższy czas wrócić do podstaw, odzyskać suwerenność, która jest konieczna w społeczeństwie obywatelskim, a nie urzędniczo-instytucjonalnym. Gdzie jest ta obiecywana autonomia dyrektorów przedszkoli i szkół, gdzie jest poszanowanie praw nauczycieli , uczniów i ich rodziców? Komu służą te bzdurne narzędzia ewaluacji? Ilu jeszcze urzędników i biurokratów będzie pasożytować na nieefektywnych procedurach oświatowych? Kiedy skończy się odgórne rządzenie i manipulowanie środowiskiem nauczycielskim, które w niczym nie sprzyja doskonaleniu procesu kształcenia i wychowania, tylko temu przeszkadza? Prof.M. Handke, jak pomylił się w swoich wyliczeniach, to podał się do dymisji. Trzeba jednak było posiadać honor i poczucie współodpowiedzialności za losy uczących się i wychowywanych oraz ich nauczycieli i wychowawców, by przyznać się do błędu.

Ogłoszenie kilka dni temu przez minister Katarzynę Hall, że będzie w kolejnym rządzie (cóż za pewność wygranej!) kontynuować swoją „misję zawłaszczania przestrzeni edukacyjnej”, a wczorajsze zadeklarowanie nie tyle wycofania się z dalszego prowadzenia błędnej polityki, tylko jej odroczenia o rok, jest wskaźnikiem braku pokory i szacunku wobec tych, których przez 4 lata nie słuchano i słuchać nie zamierzano. Rozumiem, że presja na wejście do Sejmu wraz ze swoją doradczynią polityczną Ligią Krajewską jest silniejsza, niż przyznanie się do błędów i przeproszenie obywateli za prawne ukonstytuowanie nieodpowiedzialnych rozwiązań.

Jak już tak bardzo pragnie się rządzić innymi wbrew nim samym i ich potrzebom oraz logice praw społeczno-rozwojowych, to może w okresie przedwyborczym warto byłoby sobie poczytać nie tylko dzieła Tadeusza Kotarbińskiego, ale i Jana Pawła II, który po uzyskaniu godności Papieża odnotował w swoim pamiętniku: „Pamiętaj, że nie jesteś ważny”. No, ale łatwiej jest pokazywać się na oficjalnych mszach, niż myśleć i działać zgodnie z tym przesłaniem ...