sobota, 6 listopada 2010

Edukacyjna "wydajność"
















Badacze instytucji edukacyjnych powinni sięgnąć do jednej z głównych tez Ericha Fromma o konieczności integralnego analizowania systemu „człowiek” z systemem „przedsiębiorstwo” lub „społeczeństwo”. Interesując się bowiem sytuacją nauczyciela, ucznia czy jego rodzica w szkole nie można pomijać systemu społecznego i organizacyjnego, które w sposób istotny wpływają na ich wzajemne relacje. Tworzy on bowiem ramy strukturalne do realizacji przez każdy z tych podmiotów nie tylko osobistych celów. Na pytanie o to, na czym polega najpełniejsze funkcjonowanie systemu „człowiek” w szkole, E. Fromm odpowiedział następująco: Chodzi o pełny rozwój wszystkich jego zdolności, o minimalne tarcie oraz minimalne straty energii zarówno w samym człowieku, między człowiekiem a człowiekiem, jak i między człowiekiem a jego środowiskiem.

Każdy z systemów: człowiek, społeczeństwo i instytucja chce realizować swoje własne cele, nie zawsze bacząc na straty, jakie może z tego tytułu ponosić każdy z nich. Niewykluczone - pisał Fromm - że ktoś natrafi na coś korzystnego ekonomicznie, a szkodliwego w sensie ludzkim, wobec tego również społecznym; i wówczas musimy być przygotowani do wyboru między naszymi prawdziwymi celami: albo maksymalny rozwój człowieka, albo maksymalny wzrost produkcji i konsumpcji.

Szkoła powszechna czy wyższa jest typowym przykładem biurokratycznej organizacji społecznej, redukującej tak nauczycieli, jak i uczniów/studentów do elementu maszyny, rządzonego jej rytmem i wymaganiami. Uprzedmiotowieni spędzają w niej czas na wykonywanie czynności, którymi nie są zainteresowani, wśród ludzi, którzy ich nie interesują, produkując lub konsumując wiedzę, która niewiele ich obchodzi. Kluczem do dobrej edukacji powinno być rozpoznanie przez pedagogów potrzeb uczniów/studentów, które służyłyby ich rozwojowi i radości życia, rozwijaniu zdolności krytycznego myślenia oraz nabywaniu „doświadczeń humanistycznych”.

Trzeba, by sami nauczyciele przestali być biurokratycznymi aptekarzami wiedzy, którzy maskują swoją niechęć do życia i odkryli, że są - według słów Tołstoja -„uczniami swoich studentów”. Dopóki student nie uświadomi sobie, iż tajniki wiedzy, wobec której staje, są rzeczywiście ważne dla jego osobistego życia i życia całego społeczeństwa, dopóty nie będzie zainteresowany jej zdobywaniem. Z tego też powodu pozorne bogactwo naszych edukacyjnych wysiłków okazuje się jedynie pustą fasadą, za którą kryje się obojętność wobec najwybitniejszych osiągnięć ludzkiej kultury.

Nie tylko przedsiębiorstwa produkcyjne, ale i szkoły zostały - zdaniem E. Fromma - zdominowane przez zasadę maksymalnej wydajności. Prawu stałego i nieograniczonego przyśpieszenia podlega proces kształcenia. Wzrost ilościowy wiedzy, pożądanych stopni i wskaźników promocji wyznacza cele edukacyjnej rzeczywistości, stając się miarą jej „postępu”. Jedynie nieliczni stawiają pytanie o jakość czy też korzyści, jakie ów wzrost niesie. Taki stan rzeczy charakterystyczny jest dla społeczeństwa, które nie skupia się już na człowieku, i w którym ilościowy punkt widzenia stłumił wszystkie inne. Nietrudno zauważyć, że dominacja zasady „im więcej, tym lepiej” prowadzi do zachwiania całego systemu.

System oświatowy czy szkolnictwa wyższego może sprawiać wrażenie wydajnego, gdy interesują nas jedynie dane statystyczne dotyczące kosztów jego utrzymania i ilościowych efektów kształcenia. Oglądany w tak wąskiej perspektywie potwierdza jedynie, że mamy w nim do czynienia z dehumanizacją w imię wydajności. Nie bez powodu administracja oświatowa czy akademicka narzuca nauczycielom „właściwe” podejście do zawodowych zadań oraz standaryzację usług, ktore zmierzają w rzeczywistości do zwiększenia wydajności jedynie z zawężonej perspektywy bezpośrednich korzyści tych władz, ich politycznego zaplecza, kształtując tym samym uległych i posłusznych pracowników. Taki stan rzeczy musi rodzić wśród pracowników poczucie braku kompetencji, niepokoju i frustracji oraz prowadzić do obojętności czy wręcz wrogości.

Dla instytucji edukacyjnej, która buduje swoje funkcje i zadania na wymogach maksymalnej wydajności, osiągania maksymalnego rezultatu przy minimalnym zużyciu zasobów i redukowaniu efektywności pracy nauczycieli oraz ich uczniów/studentow do wskaźników czysto ilościowych charakterystyczne jest usuwanie elementów twórczych, gdyż wprowadzają one element ryzyka i niepewności oraz nie poddają się zrutynizowanemu i biurokratycznemu myśleniu. Zarządzający takim systemem starają się do maksimum ograniczać indywidualizm, twórczość, alternatywne rozwiązania i jakościowe mierniki kształcenia, gdyż pragną biurokratycznie kontrolować jakość wewnątrzszkolnego życia, lękając się jego spontaniczności i autonomii. Takie podejście wytwarza nudę i bierność, pozbawia zdobywanie wiedzy i umiejętności emocjonalnego z nimi związku, a całkowitym milczeniem pomija ludzki stres, niepokój, upokorzenie czy utratę nadziei.

Fromm ostrzega zatem, iż to, co oglądane w tak wąskiej perspektywie wydaje się nam wydajne, może okazać się zupełnie inne, jeśli czas i zasięg omawianego obszaru zostanie zanadto poszerzony. Warto zatem w ślad za tym zapytać, czy chcemy uszkadzać system „człowiek”, by mieć wydajny system zarządzania szkołą i ekonomii kształcenia a także czy chcemy fabrykować chorych ludzi, by cieszyć się zdrową ekonomią? Warto przyjrzeć się temu, do czego prowadzi proces rosnącej wciąż centralizacji, autorytaryzmu w zarządzaniu placówkami edukacyjnymi, arogancji i ignorancji sprawujących w nich władzę, i co to ma wspólnego z kulturą humanizmu?

(źródła: E. Fromm, Kryzys psychoanalizy, przekład W. Brydak, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1995; tenże, Rewolucja nadziei. Ku uczłowieczonej technologii,przełożyła Halina Adamska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1996)