Przejdź do głównej zawartości

Czy niespójność recenzji habilitacyjnych jest tylko w socjologii?



Nareszcie ktoś zaczyna badać zjawisko, którym od szeregu lat zajmuje się także w akademickiej pedagogice Komitet Nauk Pedagogicznych PAN. Mam tu na uwadze problem niespójności recenzji osiągnięć habilitacyjnych a wynikiem postępowania habilitacyjnego. W czasie każdego posiedzenia KNP PAN członkowie Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów dzielili się z profesorami wynikami analiz postępowań habilitacyjnych w naszej dyscyplinie zwracając uwagę na problematyczne postawy niektórych profesorów uczelnianych i tytularnych recenzujących czyjeś publikacje jako osiągnięcia naukowe.


Podjąłem tę kwestię także badawczo, tak w odniesieniu do krajowych habilitacji, jak i do turystyki habilitacyjnej Polaków na Słowację w latach 2006-2016, co może sprzyjać analizie jakościowej postępowań awansowych z pedagogiki. Wprawdzie są doktorzy, którym odmówiono nadania stopnia doktora habilitowanego, ale zamiast popracować rzetelnie naukowo nad poprawą własnego warsztatu badawczego i naukowego, wolą sycić się nieadekwatną samooceną. Nauce to nie pomaga, bo ona nie rozwija się w toksycznym środowisku.

W najnowszym numerze kwartalnika Polskiej Akademii Nauk - NAUKA (4/2019) został opublikowany interesujący tekst socjologa - mgr. Łukasza Remisiewicza z Uniwersytetu Gdańskiego, który - choć nie rozumie w pełni procedur w postępowaniach habilitacyjnych, gdyż sam nie przeszedł jeszcze przez pierwszy próg - to jednak, pomimo słabych miejscami analiz i interpretacji przeprowadził niezwykle ważne badanie dokumentacji 196 postępowań habilitacyjnych z socjologii. Jak to dobrze, że recenzje są dostępne publicznie na stronie Centralnej Komisji, bo tego typu badania może przeprowadzić we własnej dyscyplinie każdy, zainteresowany (byle-)jakością, w tym, (nie-)rzetelnością koleżanek lub kolegów po fachu.

Autor tego artykułu stawia trafne pytanie:Czy pisanie recenzji niespójnych jest powszechnym zwyczajem w nauce światowej, czy też może jest domeną tylko nauki polskiej? Oczywiście, nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie, bo musiałby mieć możliwość przeprowadzenia podobnej analizy treści recenzji habilitacji w tych krajach, w których ona ma miejsce. Warto o tym pomyśleć i zaprojektować międzynarodowe badania w odpowiednim zespole uczonych z państw, w których byłoby to możliwe. Tymczasem nasz socjolog musiał odwołać się do nieadekwatnych do jego problemu badawczego recenzji artykułów naukowych w świecie, i to też czyni bardzo pobieżnie, nieczytelnie, bez właściwego zrozumienia odmienności kryteriów i wagi ocen.

To, co jest szczególnie cenne w badaniu Ł. Remisiewicza, to poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: JAKA JEST SKALA PISANIA NIESPÓJNYCH RECENZJI W POSTĘPOWANIACH HABILITACYJNYCH Z SOCJOLOGII? Ta kwestia powinna szczególnie zainteresować socjologów-członków CK i RDN. W tekście przywołany jest pogląd Grażyny Woronieckiej, że (...) recenzje awansowe są uważane za materiały "drażliwe". Negatywna ocena czyjegoś dorobku, stanowiącego przecież efekt wieloletniej pracy, może prowadzić do utraty czyjegoś dorobku przez tę osobę, "twarzy" w znaczeniu Goffmanowskim" (s. 113). Autor powinien tu dodać, że ową "twarz" mogą utracić także recenzenci, jeśli ich opinie są nierzetelne, a w ynikające ze stosowania strategii minimalizującej efekt dotkliwości ewentualnych uwag negatywnych.

Socjolog przywołuje tu za Kenem Hylandem rodzaje takich krytycznych strategii uniku, które można byłoby odnieść także do polskich recenzentów:

1. Pary pochwała-krytyka. Recenzent w jednym zdaniu lub zdaniach sąsiadujących zamieszcza uwagę krytyczną, ale minimalizuje ją pochwałą dotyczącą innego aspektu tej samej kwestii;

2. Kluczenie (hedging) - Recenzent niuansuje daną opinię, stosując wyrażenia takie jak "być może", "prawdopodobnie". Wpływa to w szczególności na ton wypowiedzi. Przeciwną rolę odgrywają wzmacniacze (boosters) (...). Rolą wzmacniaczy jest ukazanie danego stanowiska jako twardego, niebudzącego sprzeciwu, (...) jak: "bez wątpienia", "wykazać", "przedstawić".

3. Przedstawianie uwag krytycznych jako osobistej opinii. Odbiera to stanowisku oparcie na obiektywnych przesłankach, ale odsyła do stanów mentalnych oceniającego, co pośrednio sugeruje, że odmienna ocena oparta na subiektywnym oglądzie innej osoby może być równie uprawniona.

4. Przedstawienie uwag krytycznych jako możliwej opinii trzeciej strony. Ta strategia polega na odwołaniu się do abstrakcyjnego "czytelnika", albo audytorium, który może nie zaakceptować danego wniosku czy poglądu. Na przykład: ":nie każdy może się zgodzić z tym, że...", "czytelnik może mieć problem ze zrozumieniem...".

5. Metadyskurs lub "wzięcie w nawias". Recenzent wyraźnie wyodrębnia lub jednym ciągiem wyszczególnia negatywne uwagi, sprawiając wrażenie jak gdyby były one wtrącone do jednoznacznie pozytywnej oceny. Na przykład: "A teraz o kilku drobnych błędach..."; "niewielki krytycyzm budzi...", "słabości pracy to...".

6. Ograniczona pochwała. Ta strategia dotyczy recenzji, w których przeważają uwagi krytyczne. Wówczas recenzent osłabia negatywną wymowę przez wzmiankowanie pochwał, jednak z wyraźną intencją, by pochwała nie była zbyt silna. Na przykład: "książka jest dość dobrze napisana", "grafiki w książce są dobrane adekwatnie". Hyland podkreśla, że strategia ta rozpoznawalna jest w kontekście całej recenzji" (s. 113-114).


Nie będę cytował tu wyników badań młodego socjologa z Gdańska, gdyż zainteresowani mogą się z nimi zapoznać, dzięki czemu wzrośnie też jego ih. Warto nad tymi kategoriami popracować i dokonać ich głębszej rekonstrukcji, chociaż i tak można wykorzystywać dowolnej typologii do badań naukowych mających charakter samopotwierdzającej się hipotezy. Ba, już widzę, jak niektóre kancelarie adwokacie zaczną przywoływać je jako rzekome dowody w odwołaniach tych, którym odmówiono nadania stopnia doktora habilitowanego.

Szkoda pieniędzy na adwokatów. Nauki humanistyczne i społeczne nie są - na szczęście dla tych nauk - zoperacjonalizowane językoznawczo. Recenzenci mają wielostopniową skalę do analiz jakościowych czyichś publikacji i dokonań badawczych, a a więc są merytorycznie arbitralne oraz dwustopniową do sformułowania konkluzji. Ta ostatnia może być tylko ZA lub PRZECIW. Nie ma pośredniej kategorii. Nic nie zastąpi recenzentom ich jakościowej analizy i formułowania opinii o jakości czyjejś pracy.

Samo zestawienie treści recenzji z ich konkluzją jest wątpliwie w sensie ich metodologicznego uzasadnienia, ale policzyć to można. Autor nawet w prezentowaniu danych musiał posiłkować się częściowo arbitralnym doborem rang. Uchwycił zaledwie kilka takich postępowań z socjologii, "które zakończyły się nadaniem stopnia mimo tego, że posiadały rangę niższą niż inne postępowania, które zakończyły się odmową" (s. 121). Sądzę, że takimi przypadkami powinien na gruncie pedagogiki zająć się metodolog Tadeusz Pilch. Byłaby szansa na aktualizację podręcznika.

Popularne posty z tego bloga

Akademicki savoir-vivre

Mój ostatni wpis i reakcje nań komentatorów sprawił, że postanowiłem - w duchu pedagogicznym - przywołać kwestie, które wiążą się z dobrym wychowaniem. Abstrahuję w tej chwili od faktu, że anonimowa korespondencja z grzecznością wobec adresata ma niewiele wspólnego, ale jestem w tej kwestii tolerancyjny, zdając sobie sprawę z problemów, jakie mogą wynikać dla nadawcy, jego otoczenia czy adresata ze względu na treść listu. Zostawiam to zatem na boku.

Podejmę jednak kwestię, na którą zwracają uwagę także językoznawcy, słusznie uczulając nas na właściwy sposób komunikowania się ze sobą, a co jest niewątpliwie częścią wspomnianego przeze mnie dobrego wychowania. Mam też świadomość, że kategoria dobrych manier, konwenansów jest dzisiaj staroświecka, dla wielu de mode, ale jako przedstawiciel nauk o wychowaniu mogę się o nią upomnieć, niezależnie od tego, czy będzie się to komuś podobało, czy nie.

Zacznę od korespondencji, bo coraz częściej komunikujemy się ze sobą drogą elektroniczn…

O absurdalności nauczycielskiego strajku włoskiego

Nie jestem zwolennikiem strajku włoskiego w edukacji (przed-)szkolnej, gdyż uderza on bardzo silnie w etos i pedagogię tej pięknej profesji. Następuje pogłębienie podziału między nauczycielami pasjonatami a nauczycielami, którzy, jeśli nawet kierują się w swojej pracy zawodowej chęcią dzielenia się z uczniami wiedzą i umiejętnościami, będą to musieli stanąć przed koniecznością odpowiedzi na pytanie: KIM JESTEM JAKO NAUCZYCIEL?

Sponiewieranie tej profesji przez partię władzy z pomocą zdradzieckiej decyzji Komisji Oświaty NSZZ "Solidarność", zniszczyło nie tylko nauczycielski etos, ale i ruch jedynie możliwego i potencjalnie skutecznego protestu w formie strajku okupacyjnego przedszkoli i szkół. Także, nieudolne kierowanie akcją strajkową przez władze ZNP spowodowało, że każda inna forma protestu - po zawieszeniu akcji strajkowej - a sprowadzająca się do strajku włoskiego - NIE MA JUŻ ŻADNEJ WARTOŚCI I ZNACZENIA. Ten rodzaj protestu jest NIESKUTECZNY uderzając w resztki naucz…

Kiedy punkt widzenia Anny Zalewskiej na reformę szkolną zależy od miejsca siedzenia

Mija dziesięć lat od momentu, kiedy Anna Zalewska udzieliła portalowi doba.pl z Dzierżoniowa wywiadu, w którym zachwalała reformę AWS z 1999 r.

Każdy, kto wysłucha jej krótkiej, a jakże istotnej - w obliczu czekających nas strajków - wypowiedzi, przekona się o trafności porzekadła: "Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia".

W 1999 r. Anna Zalewska zachwycała się reformą szkolną w Polsce, krytykując ją jedynie w takim zakresie, w jakim nie powiodło się ówczesnemu ministrowi edukacji jej przygotowanie i "oprzyrządowanie". Za przykład właściwie wdrażanej reformy szkolnej podała Finlandię wskazując na to, że sukcesy edukacyjne Finów są wynikiem:

po pierwsze, wpompowania przez rząd do systemu szkolnego ogromnych nakładów finansowych;

po drugie, reforma była przygotowywana przez 7 lat;

po trzecie, należało zapewnić nauczycielom wysokie płace, by byli umotywowani i przygotowani do zmiany.

Pani mgr Anna Zalewska ma krótką pamięć. Już mnie martwi to, co będzie mówić…