Szkoła ma służyć narodowi i państwu


W najnowszym numerze dwumiesięcznika "Arcana" (148) konstruktor pseudoreformy szkolnej prof. Andrzej Waśko z Uniwersytetu Jagiellońskiego opublikował artykuł p.t. "Reforma edukacji: kontynuacja i doskonalenie praktyki". Tekst pożałowania godny. Po raz kolejny ów promotor deformy odsłania jedynie polityczne i ideologiczne powody zmiany. Pisze o tym na poziomie propagandzisty, wyrażając swoje podejście do zmian w szkolnictwie językiem publicysty. Nie ma w tym nic dziwnego,skoro czasopismo ma publicystyczny charakter.

Były sekretarz stanu, który urzędował w MEN od sierpnia do listopada w 2007 r., niejako "dotknął" makropolityki w zarządzaniu oświatą kierując nią obecnie (2015-2019) z "tylnego" miejsca. Sądziłem, że przez ten czas pozyska i będzie odwoływał się do wiedzy naukowej na temat rzeczywistego stanu polskiej edukacji. Niestety, tak się nie stało, skoro nadal pisze o niej bez odwołań do realiów, do wyników badań, do stanu eksperckiej wiedzy na temat procesów kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży na różnych poziomach edukacji oraz pomiaru ich osiągnięć szkolnych.

To jest bardzo wygodna postawa, bowiem można operować mitami kształtując fałszywą świadomość:

1. "Po ośmiu latach przygotowań programowych rząd Prawa i Sprawiedliwości przeprowadził wielką reformę strukturalną i rozpoczął reformę programową szkolnictwa" (s. 143)

Rząd PiS nie przeprowadził żadnej wielkiej reformy, bowiem przywrócenie ustroju szkolnego do stanu sprzed 1999 r. nie jest reformą. Reforma musi wnosić rzeczywiście nową zmianę strukturalną, programową czy metodyczną. Nic takiego w Polsce nie nastąpiło. Jak widać, mimo ośmiu lat przygotowań do tej deformy i czterech lat jej wprowadzania nadal nie dostrojono do niej zmian curriculum.

2. "Zgodnie z wolą społeczeństwa przywrócono obowiązek szkolny dla 7-latków, dając jednak możliwość posłania do szkoły dziecka 6-letniego, jeśli taka jest wola rodziców" (s. 143).

Rzeczywiście, przywrócono obowiązek szkolny dla 7-latków nie biorąc pod uwagę żadnych uwag merytorycznych dotyczących krytyki nie tyle obniżenia przez poprzednią formację polityczną obowiązku szkolnego, ile błędnej realizacji tego procesu. Powrót nie stał się jakościowo nowym rozwiązaniem w naszym szkolnictwie.

3. "Można powiedzieć, że reforma strukturalna powiodła się i jest za nami, a reforma programowa się zaczęła i jesteśmy w jej trakcie"(s. 143).

Tym osądem autor kompromituje ekipę rządzącą. Przyznaje bowiem, że wprowadzenie zmian strukturalnych w szkolnictwie odbyło się bez równoczesnego, a koniecznego wprowadzenia wraz z nimi zmian programowych. Inna rzecz, to kompletna nieprawda, jakoby reforma strukturalna się powiodła. Nie potwierdza tego m.in. raport Najwyższej Izby Kontroli, no, ale może teraz jej nowy prezes wprowadzi erratę, bo ma w zakresie nieujawniania faktów ma duże sukcesy osobiste.

4. "Reforma edukacji została podjęta z powodu skumulowanych w ostatnich 20 latach problemów polskiego szkolnictwa, takich jak niska efektywność nauczania, kryzys wychowawczej funkcji szkoły, plaga korepetycji, kryzys statusu nauczyciela itp."

To kolejny przykład demagogicznej oceny i powodów wprowadzenia deformy szkolnej. Uwierzę w nią, jeśli A. Waśko jako profesor UJ przedłoży naukowe argumenty na rzecz powyższej tezy. Tymczasem ani prof. A. Waśko, ani tym bardziej Anna Zalewska jako b.minister edukacji nie przedstawili społeczeństwu polskiemu żadnych dowodów naukowych na temat rzekomych problemów polskiego szkolnictwa i ich przejawów. Nawet socjolodzy z UJ tego nie potwierdzą, więc byłoby dobrze, żeby nie ośmieszał stanu wiedzy na ten temat, a szczególnie na temat rzekomego braku efektywności kształcenia (a nie nauczania) i wychowania. O kryzysie statusu nauczycielskiego wiemy od 30 lat, a wiosną tego roku rząd PiS nie poradził sobie z jego zażegnaniem.


5. "Dzięki zmianom, jakie nastąpiły po roku 2015 oświata nie wymaga już systemowych rewolucji. Udało się przywrócić polskiej szkole ramy organizacyjne, w których może ona skutecznie uczyć i wychowywać dobrych obywateli" (s. 143).

Prof. A. Waśko brnie w propagandowej narracji. Dobrze, że przyznaje się do "rewolucyjnej" zmiany, chociaż jej poziom, zakres i jakość mają jedynie ideologiczny charakter.

6. "Z powodów politycznych jest ona (reforma - dop. BŚ) jednak - obok reformy sądownictwa - najostrzej atakowaną reformą rządu Prawa i Sprawiedliwości. Żadnej chyba dziedzinie Dobrej Zmiany nie towarzyszyła w mediach opozycyjnych taka fala mistyfikacji. Mistyfikacji polegającej na tym - co widać było w czasie strajku nauczycieli - że przyczyny podjęcia reformy przez rząd PiS przedstawiano jako skutek tej reformy" (s. 143).

Mistyfikacją jest akurat powyższa teza. Tę nieudaną reformę krytykowały wszystkie środowiska w naszym kraju, także katolickie, bowiem zniszczono najlepiej funkcjonujące gimnazja (także katolickie)! Deformę krytykowali merytorycznie, a nie demagogicznie (jak czyni to A. Waśko) - naukowcy, w tym także profesorowie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN oraz dydaktycy uniwersyteccy. Niech zatem prof. Waśko nie wciska ludziom kitu.

Czeka nas zatem kontynuacja i doskonalenie praktyki ideologicznego sterowania szkolnictwem. Autor przyznaje w swoim tekście, że władza nie może pozwolić sobie (...) na to, żeby nowe szanse, które stwarza, zostały zmarnowane" (s. 144) Tym samym programy kształcenia będą podporządkowane polityce Prawa i Sprawiedliwości, gdyż mają "służyć realizacji priorytetów polityki oświatowej".

Ma być zwiększona liczba godzin z matematyki, zwiększona oferta konkursów przedmiotowych z nauk ścisłych dla wyłonienia i wzmocnienia najzdolniejszych uczniów oraz władze położą nacisk na sport szkolny, by walczyć (...) z otyłością i uzależnieniem od internetu" (s. 144). Oczywiście, będzie też wychowanie patriotyczne, żeby edukacja szkolna zapewniła rozwój społeczeństwa polskiego, nowoczesnego, suwerennego, a nie dbała (zapewne jak miało to miejsce dotychczas, do 2015 r.) o społeczeństwo w Polsce.

Będzie też wzmocniony system oceny i dopuszczania do użytku szkolnego podręczników szkolnych a także zmieni się system awansu zawodowego nauczycieli. Powróci się do tego, co miało miejsce w PRL, a więc do trzystopniowego modelu awansu. W (...) ostatecznym rachunku szkoła ma służyć narodowi i państwu" (s. 146). Tymczasem w obowiązującej jeszcze Konstytucji III RP szkoła ma pełnić funkcję pomocniczą rodzinie.