Podstawy stawania się profesjonalistą i mistrzem


To tytuł inauguracyjnego wykładu w czasie XXXIII Letniej Szkoły Młodych Pedagogów Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, który wygłosił prof. Tadeusz Lewowicki dr h.c. multi - Honorowy Przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

Ideą przewodnią wystąpienia była refleksja poświęcona temu, co zaniedbują politycy oświatowi i akademicy w kształcenia nauczycieli, a co psują.

Dobrą tradycją kształcenia nauczycieli było to, że organizatorzy starali się stworzyć koncepcję i jej trzymać. Złą jest to, że czas ich obowiązywania czy pilotażowego ich wdrażania najczęściej był krótki. Co wprowadzała jedna ekipa rządząca, następna od tego odstępowała. Pojawiały się m.in. koncepcje kształcenia:

- ogólnego, której twórcy apelowali o to, by nauczyciel był dobrze wykształcony ogólnie, miał ogólną kulturę;

- specjalistycznego przygotowania kandydatów do tego zawodu w dziedzinie wiedzy specjalnościowej, przedmiotowej;

- metodycznego przygotowania do pracy w szkole, w zakresie dydaktyki szczegółowej (np. w liceach pedagogicznych)kładąc silny akcent na dydaktykę przedmiotową i umiejętności pedagogiczne;

- personalistycznego, a więc powiązanie edukacji kandydatów do zawodu z formowaniem ich osobowości, rozwijaniem szczególnych cech osobowości;

– wielostronnego kształcenia Wincentego Okonia, która nie stała się podstawą do kształcenia nauczycieli, gdyż studia musiałyby trwać długo;

- na podbudowie wiedzy naukowej z innych dyscyplin nauk humanistycznych i społecznych (socjologia, psychologia, filozofia itp.).

Po 1989 r. uznano powyższe koncepcje za nieaktualne, natomiast pojawiły się idee nauczyciela badacza, refleksyjnego praktyka, transformatywnego intelektualisty, lidera itp. Zdaniem profesora T. Lewowickiego nie są one właściwe dla kształcenia nauczycieli, gdyż wymagają uprzedniego przygotowania zawodowego. Nadają się natomiast do doskonalenia zawodowego nauczycieli.

Nie ma uzgodnionego w środowisku nauczycielskim kanonu wykształcenia nauczycieli, gdyż w grę wchodzą preferencje różnych koncepcji czy wyobrażeń tej roli zawodowej. Przerzuca się kształcenie i doskonalenie zawodowe na barki samych nauczycieli, by podejmowali studia podyplomowe, uczestniczyli w kursach, szkoleniach i warsztatach na własny koszt.

Jaki dzisiaj mamy model kształcenia nauczycieli? Teoretycznie nigdzie go nie sformułowano, a realizacja jest pozostawiona uczelniom w ramach ich autonomii. Powstało mnóstwo uczelni kształcących nauczycieli, które wydają takie same dyplomy jak uniwersytety, ale nie nie oferują tego samego wykształcenia.

Prof. Lewowicki zwrócił też uwagę na kwestię czasu kształcenia. W ostatnim półwieczu zmniejszano czas przygotowania pedagogicznego nauczycieli z 450 do 270 godz. Skutkuje to przelotną znajomością psychologii i pedagogiki. Rzadko wykłada się psychologię szkolną, psychologię uczenia się, zaś programy kształcenia nie uwzględniają postępu nauk (np. tego, jakie odkrycia naukowe zostały wyróżnione Nagrodą Nobla).

Krytycznie ocenia też T. Lewowicki praktyki zawodowe w toku studiów, które tylko w niektórych ośrodkach akademickich odbywają się w szkołach ćwiczeń, szkołach eksperymentalnych. Tylko w takich placówkach kontakt wykładowcy (nauczyciela szkoły ćwiczeń) jest rzeczywisty, a studenci uczą się od najlepszych nauczycieli.

Od nowego roku akademickiego czeka nas wprowadzenie, a w istocie przywrócenie modelu jednolitych studiów magisterskich, które nie będą dzielone na cykl przygotowania zawodowego (licencjackiego) i ogólnego (studia 2-letnie magisterskie). Na jakich koncepcjach nauczycielskiej roli będą budowane programy kształcenia, praktyki zawodowe i ewaluacja rozwijanych kompetencji oraz postaw? O ile powstały standardy takiego kształcenia dla wczesnej edukacji, a i w tym zakresie jest spór o ich zasadność i naukową trafność, o tyle nie ma ich dla kierunkowych studiów nauczycielskich, w toku których przygotowuje się nauczycieli do edukacji w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych.

Po wykładzie można było nabrać przekonania, że świat się zmienia, ale kształcenie nauczycieli zupełnie tego nie dostrzega i nie uwzględnia.