Pożegnanie prof. APS Jadwigi Bińczyckiej - wyjątkowej i wspaniałej pedagog korczakowskiej tradycji


W piątek nadeszła z Warszawy niezwykle bolesna wiadomość o odejściu WSPANIAŁEJ POSTACI POLSKIEJ PEDAGOGIKI HUMANISTYCZNEJ - em.profesor Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - dr hab. JADWIGI BIŃCZYCKIEJ.

W czasach tak wielu tragicznych doznań dzieci na całym świecie, traumatycznych i poniżających ich osobistą godność zdarzeń, aktów przemocy, dzieciobójstw - głos i rozprawy naukowe Jadwigi Bińczyckiej w ich obronie był niepowtarzalny. W środowisku akademickiej pedagogiki należała do nielicznych już badaczy spuścizny Starego Doktora - JANUSZA KORCZAKA. Przez wiele lat kierowała Polskim Stowarzyszeniem im. Janusza Korczaka, działała także w jego międzynarodowych strukturach jednocząc wokół Korczaka miłośników jego dokonań i twórczości.

Mimo długotrwałej choroby do ostatnich chwil była w ciągłym kontakcie ze swoimi wychowankami, wypromowanymi doktorami, doktorami habilitowanymi i profesorami - współczesnymi pajdocentrystami, rzecznikami praw dziecka, wychowawcami i nauczycielami placówek oświatowych, które noszą imię Janusza Korczaka oraz autorami rozpraw poświęconych dzieciom, dzieciństwu i ich trudnej codzienności. Żyła i, myślała i działała korczakowską pedagogiką, ale nie tylko tą jej odmianą. Afirmowała w swoich pracach, wykładach i konferencyjnych referatach dzieła i myśli tak wybitnych humanistów i pedagogów humanistycznych jak Martin Buber, Alice Miller, Hubertus von Schoenebeck, ks. Janusz Tarnowski, Stefan Wołoszyn czy Stanisław Ruciński. Potrafiła łączyć myśl naukową z eseistyką pedagogiczną i jakże rzadko wykorzystywana przez uczonych poezją.

Była kochana, uwielbiana i szanowana przez wszystkich tych, których obdarzała własną miłością, przyjaźnią i szacunkiem, gdyż potrafiła w wyjątkowy sposób łączyć pedagogów wokół świata humanum. Jej mieszkanie było zawsze otwarte dla każdego, kto chciał podzielić się swoimi troskami, naukowymi problemami czy uzyskać wsparcie w konstruowaniu własnych projektów badawczych.

Jak mało kto była PEDAGOGIEM AUTENTYCZNEGO DIALOGU, trudnej sztuki inkontrologii i kultury porozumienia w stosunkach międzyludzkich. Nie akceptowała faryzeizmu i hipokryzji w środowiskach edukacyjnych, będąc zawsze po stronie słabszych istot czy osób odczłowieczanych przez ich przełożonych. Bolała nad każdą, nawet najbardziej marginalną patologią w szkolnictwie wyższym, także wśród tych, którzy głoszą pedagogię społeczną zaprzeczając jej swoją postawą w relacjach z młodszymi naukowcami.

Kształciła tysiące nauczycieli i kandydatów do pedagogicznej profesji korczakowską myślą, swoistą wirtuozerią jej interpretacji i wiedzą na temat uobecniania sztuki kochania dzieci oraz egzekwowania ich prawa do szacunku, a nie tylko mówienia o potrzebie ich ochrony. Wypromowała myślących Korczakiem wbrew natarczywej, a wciąż reprodukowanej w naszym kraju, pedagogice autorytarnej, czarnej pedagogice, afirmowaniu w socjalizacji i wychowaniu przemocy wobec dzieci.


Wieść o śmierci p. Profesor Jadwigi Bińczyckiej powoli domyka pokoleniowy krąg tych uczonych, dla których pedagogika Nowego Wychowania w wydaniu Starego Doktora nie była i nie jest jedynie jedną z kart historii oświaty i biografistyki pedagogicznej, ale wpisuje się w ich codzienną aktywność we wszystkich sferach ich życia. Trzeba mieć w sobie głęboki potencjał dialogiczności oraz empatii oraz zdolność ich eksterioryzacji, by o korczakowskiej pedagogice nie tylko pisać czy mówić, ale także dawać własnym życiem świadectwo jej ponadczasowej aktualności i możliwości włączania w relacje z innymi.

Nie sposób w tak nagłym dla mnie pożegnaniu śp. Jadwigi Bińczyckiej pisać o wszystkim, co wpisało się także w moją biografię rodzinną, nauczycielską, akademicką i społeczną. Jestem w tej chwili zbyt daleko, by móc podzielić się bólem i rozpaczą z Jej ukochanym Synem (wspaniałym aktorem sztuk dla dzieci), rodziną i Bliskimi.

Być może są wśród czytelników tacy szczęśliwcy jak ja, których MISTRZOWIE- AUTORYTETY OSOBOWE, a do takich należała zmarła Jadwiga Bińczycka, traktowali ich jak członków własnej rodziny. To jest jeden z najpiękniejszych DARÓW SPOŁECZNEGO ŻYCIA, bo wzbogacający nasz integralny rozwój na kolejne lata.

Wiele moich rozpraw naukowych powstało niejako z NIEJ i dzięki NIEJ. To dzięki śp. prof. J. Bińczyckiej uczestniczyłem w poprzedzających Letnie Szkoły Młodych Pedagogów KNP PAN, a organizowanych przez Nią na Uniwersytecie Śląskim interdyscyplinarnych konferencjach, które były skoncentrowane na temacie (kluczowej kategorii pedagogicznej). Jako docent Uniwersytetu Śląskiego organizowała je każdego roku udostępniając młodym adeptom nauki kontakt z wybitnymi naukowcami z całego kraju, ale i z zapraszanymi przez Nią gośćmi z zagranicy. To na Jej letnich i zimowych "szkołach" debatowali przez 3 dni pedagodzy wraz z socjologami, filozofami i psychologami dzieląc się wynikami własnych badań i zawzięcie dyskutując o ich możliwych aplikacjach w teorii i praktyce.

Jeszcze w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im.Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (obecnie Akademii Pedagogiki Specjalnej), w trudnych czasach socjalistycznej ortodoksji, spotykaliśmy się w korczakowskich kręgach z naukowcami i wychowawcami, nauczycielami dzieląc się korczakowską pedagogią jako także swoistego rodzaju detoksykacją ówczesnej rzeczywistości edukacyjnej, rozprawiając o humanistycznej myśli pedagogicznej. Mogliśmy rozprawiać tam o źródłach i krytyce zachodniej anty-i postpedagogiki, o pedagogice dialogu, egzystencjalnej, fenomenologicznej, gdyż prof. WSPS (APS) Jadwiga Bińczycka zapraszała na spotkania z tą myślą i praktyką dociekając ich istoty.

Profesor była wszędzie tam, gdzie rzeczywiście interesowano się pedagogiką dziecka, pedagogią Janusza Korczaka i pedagogiką dialogu. Jako pierwsza włączyła do analiz pojęcia wychowanie filozofię spotkań (inkontrologię). W ostatnich latach, mimo ubywających sił, także głosu, zaznaczała swoją obecnością i wystąpieniami sens upominania się o godne życie, rozwój i edukację dzieci.


W nocy z piątku na sobotę pojawiły się pierwsze, jakże bolesne wiadomości o śmierci Jadwigi Bińczyckiej. To towarzyszący Jej do ostatnich dni życia Przyjaciele zamieszczali fotografie ze swoich ostatnich odwiedzin w Jej mieszkaniu. Odejście prof. Jadwigi Bińczyckiej niejako zamyka piękną i mądrą historię Jej życia oraz naukowej twórczości. Nie tylko przesłanie - Non omnis moriar staje się dla nas swoistego rodzaju zobowiązaniem do pisania i tworzenia nowych rozdziałów recepcji i kontynuacji korczakowskiej pedagogiki szacunku, praw, miłości i dialogu.

Jak pożegnać wspaniałą Jadwigę będąc daleko poza krajem, by połączyć się z Najbliższymi w tak bolesnym momencie? Przywołam wiersz o miłości uwielbianej przez Nią poetki śp. Ireny Conti Di Mauro, bo J. Bińczycka była miłością dla INNYCH:

"Miłość -
kiedy odchodzi nagle
i tak z dnia na dzień
przesuwa się na nieznaną
stronę horyzontu
starasz się przedrzeć sam
przez mgłę nieprzygotowanej wyobraźni
by odtworzyć jej obraz jakże niepełny
bez dotyku rąk
z oczami ogołoconymi z widzenia
i szramą ust oniemiałych odejściem
a mgła coraz gęstsza zaciera jej kształt
tak ciepły jeszcze niedawno
i zostawia cię bezradnym
w krainie nietopiejących lodów
z niemą prośbą o zmartwychwstanie
"

(i tylko miłość ... E solo amore, Warszawa: PIW 2002, s.10)