czwartek, 28 lutego 2019

Wycinankowi doktorzy i profesorowie pompujący "dorobek"


Otrzymuję co jakiś czas listy z wskazaniem na "nożyczkowych" autorów rozpraw rzekomo naukowych, czyli takich, które powstają w wyniku bezrefleksyjnych i pseudonaukowych wycinanek z własnych i cudzych tekstów. Jedni określają tę praktykę mianem autoplagiatów, inni "sztucznego pompowania" własnego "dorobku" naukowego, a jeszcze inni przypisują tej praktyce miano akademickiej puzzlomanii.

W ciągu najbliższych dwóch miesięcy, a więc do końca kwietnia 2019 r. możemy spodziewać się wykwitu tej aktywności, której sprawcami są albo doktorzy habilitowani, którzy zabiegają o uzyskanie tytułu naukowego profesora, albo doktorzy z kilkunastoletnim stażem pracy dydaktycznej w uczelniach państwowych i wyższych szkołach prywatnych (także tych od "popychania kijem Wisły").

Są tu dwie kwestie do rozpatrzenia:

1. Autoplagiat - sztuczne "pompowanie" dorobku naukowego

Nie chciałbym być tu źle zrozumiany, bo dość łatwo jest przy takich zjawiskach o uproszczone sądy i oceny. Otóż w naukach humanistycznych i społecznych nie ma niczego złego, jeśli ich twórcy publikują swoje artykuły, książki czy na ich podstawie rozdziały w pracach zbiorowych na ten sam temat czy nawet z wykorzystaniem tych samych treści, by dotrzeć z nimi do jak największego kręgu odbiorców. Taka też jest misja kształcenia i upowszechniania zdobyczy nauki.

Natomiast, kiedy autor chce na podstawie swoich rozpraw naukowych wnioskować o gratyfikację w postaci wyższego stopnia naukowego czy tytułu naukowego profesora, to musi przedłożyć w wykazie osiągnięć tylko te teksty, które są oryginalne. Każdą ich replikę, ich powielenie w innych źródłach nie powinno być umieszczane w wykazie publikacji jako odrębne osiągnięcie naukowe. Można je zawrzeć - jak komuś już tak bardzo zależy - w dziale upowszechniania wiedzy, a więc w kategorii pozanaukowych osiągnięć, by wykazać te rozprawy z wskazaniem na ich pierwotne źródło.

2. Kłamstwo naukowe - nieuczciwość akademicka

Tej sferze co miesiąc poświęca swoje analizy na łamach "Forum Akademickiego" redaktor, a zarazem przedstawiciel nauk medycznych pan
dr hab. Marek Wroński. Od kilkunastu lat dokumentuje manipulacje wycinankowych doktorów, docentów czy uczelnianych profesorów, którzy metodą "kopiuj-wklej" przejmują cudze treści i publikują je jako własne. To jest już kradzież wytworów czyjejś pracy naukowej.

W świetle ustawy można taką osobę pozbawić stopnia naukowego, choć procedura jest długa, a oszuści wykorzystują wszelkie triki prawnicze do uniknięcia odpowiedzialności i poniesienia kary.

Co zrobić w sytuacji, gdy jeden nauczyciel akademicki popełnia oba wykroczenia, a więc to natury autoplagiatorskiej i plagiaryzm?

W ostatniej korespondencji otrzymuję doniesienie, które będzie weryfikowane, stąd nie podaję nazwiska rzekomego oszusta, w dodatku w sutannie księdza katolickiego, co jest już szczególnie oburzające, gdyż taka osoba uderza w autorytet Alma Mater, a zarazem Kościoła, który odpowiada za formację moralną wiernych, a co dopiero mówić o kapłanach.

Autor listu pisze: "Kilka tygodni temu otrzymałem przesyłkę zawierającą anonimowe pismo oraz płytę CD charakteryzujące wydaną w ... roku monografię pt. „(...)" i treści nieopublikowane wcześniej opracowania, za które otrzymał stopień doktora habilitowanego (...). Autorem tej pracy jest ks. docent (dr hab.), który za bliźniacze pod względem zawartości publikacje otrzymał tytuł docenta na Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku (Słowacja).

Przeprowadzona analiza tekstu monografii, co niezależnie sprawdziłem, jednoznacznie wskazuje, że mamy do czynienia z plagiatem. Taki sam zatem charakter posiada również tzw. „rozprawa habilitacyjna” ks. X, który bez właściwych informacji przepisał słowo w słowo bardzo obszerne teksty z publikacji kilkunastu innych autorów.

Co gorsza, ów docent sprawuje znaczącą funkcję w uczelni, co sprawia, że świadome tych manipulacji środowisko jest tym faktem głęboko poruszone, ale... milczy.

Ktoś poddał antyplagiatowej analizie dwie kolejne prace tego ks. docenta z wykazu przedstawionego przez niego do habilitacyjnego dorobku naukowego. Wynik tej analizy jest porażający. Publikacja (1) oraz (2) są w całości plagiatami! Teksty tych prac ks. docent zaczerpnął stosując technikę „wytnij i wklej” z dwóch prac licencjackich o tytułach: (...) autorstwa studentów jednej z Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych.

Ogólny wniosek jaki się nasuwa po dokonanych analizach sprowadza się do stwierdzenia, że mamy do czynienia z przypadkiem fałszywego doktora habilitowanego, którego postępowanie było i jest sprzeczne z etyką nauczyciela akademickiego i badacza. Nie ulega wątpliwości, że powinno to znaleźć swój wyraz w stosownym postępowaniu wszczętym wobec osoby, która dopuściła się przedstawionych czynów i to tym bardziej, że obecnie pełni odpowiedzialną funkcję w akademickich strukturach władzy."


Czy reforma J. Gowina wyeliminuje takie postaci z akademickiej przestrzeni? Czy władze Kościoła katolickiego zaczną bliżej przyglądać się nie tylko pedofilom, ale także oszustom w sutannach? Młode pokolenie na to patrzy i uczy się. Oby tylko nie doszło do wniosku, że najlepszą metoda na sukces jest Ctrl+C i Cntr+V.

Wycinankowi docenci niszczą etos nauki, ale i środowisk, które reprezentują.

środa, 27 lutego 2019

Polish Journal of Educational Studies (2018)

Po roku intensywnej pracy nowego zespołu redakcyjnego, któremu przewodniczy dr hab. Wioleta Danilewicz prof. Uniwersytetu w Białymstoku, ukazał się pierwszy - anglojęzyczny numer "Studiów Pedagogicznych" - już jako "Polish Journal of Educational Studies" (ISSN 2657-3528). Periodyk znajduje się w systemie otwartego dostępu na stronie Sciendo (jest to nowa nazwa dotychczasowego "De Gruyter") - DOI: 10.2478/poljes-2018-0001.

Jest to jedyne anglojęzyczne czasopismo naukowe, które wydaje Komitet Nauk Pedagogicznych PAN we współpracy z władzami Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku. Jednostka ta wyraziła zgodę na finansowanie wydań tego periodyku, który przez wiele lat był na liście ERIH. Niestety, Polska Akademia Nauk od lat nie finansowała jego wydań, toteż ów rocznik mógł ukazywać się dzięki życzliwości i sponsoringowi Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, a w przypadku wydania rocznika 2017 - Wydziału Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.

Prezydium KNP PAN podjęło decyzję o konieczności nie tylko ratowania najstarszego czasopisma naukowego polskiej pedagogiki w PAN, ale także nadania mu międzynarodowego charakteru, by poza granicami kraju dostępne były osiągnięcia i wyniki także badań polskich uczonych. Bardzo liczymy na zaangażowanie się młodego pokolenia badaczy w naukach o wychowaniu, by to pismo stało się dla nich nowym i znaczącym środowiskiem przekazu najnowszej wiedzy pedagogicznej.

Niektórzy wycofywali się z obietnicy napisania tekstu nie znając przyszłych - ewaluacyjnych - losów pisma. Wymagania językowe też miały tu duże znaczenie, ponieważ zagraniczni recenzenci odrzucili niektóre teksty. Redakcja uczyniła jednak wszystko, by doszło do korekt tłumaczeń najbardziej wartościowych rozpraw oraz pozyskała nowych autorów. Opublikowane w nim rozprawy uzyskują - w świetle dotychczasowego wykazu MNiSW lista C ERIH - 10 pkt.

Podwójne recenzje oraz językowe korekty także zajmują dużo czasu, ale ten wysiłek jest bardzo opłacalny. W kolejnej kadencji Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN zamierzamy ponownie ubiegać się o dofinansowanie pisma przez Akademię i dalsze jego promowanie poza granicami kraju.

Numer 1 (71) 2018 znajduje się już na stronie lub pod adresem: Polish Journal of Educational Studies Sciendo

Gratuluję Zespołowi Redakcyjnemu i życzę, by kolejne wydania sprawiły wiele satysfakcji wydawcy i autorom,a przyczyniły się do jeszcze lepszego upowszechniania wyników badań pedagogów. Dziękuję Pani Profesor W. Danilewicz za nadanie "Studiom Pedagogicznym" nowego ducha.

Redaktor naczelna tak m.in. pisze we "Wstępie":

This volume is the beginning of a new phase for “Studia Pedagogiczne”: a journal published since 1954. The journal has always been a scientific witness to educational reality, with its transformations, developments, and social consequences. By choosing some sentences from the Introduction to the first issue of the journal, we can prove its timeless and universal character. The first editor, Bogdan Suchodolski, claimed: “The aim of «Studia Pedagogiczne» …is to publish the findings of research efforts, and thus to arouse scientific discussion, motivate towards further research, and contribute to the improvement of the methodological level of studies and thereby reach more relevant results” (Introduction, 1954, Vol. I, p. 7). He added: “hopefully, in the course of further research work, young teachers will develop and mature as scholars” (Ibid).

The volume for the year 2018 changes the previous image of the journal. First of all, the “Polish Journal of Educational Studies” is designed to cater to a broader group of readers than before, because it will be published in English. In addition, the online version will make the content of each issue more accessible. In this way, we hope to reach out to all of those who engage in research in education. The latest, modified issue is mostly created by young researchers. The directions of their research are a litmus test for the condition of the contemporary world. However, just as importantly, they are an attempt to continue the discussion of issues and narratives which began in the past. (...)


Zachęcam naukowców do zapoznania się z warunkami publikowania rozpraw na łamach tego czasopisma.


Editorial Board:

Emeritus Honored Editor – Professor Henryka Kwiatkowska

Editor:
Wioleta Danilewicz University of Bialystok, Poland (w.danilewicz@uwb.edu.pl)

Associate Editors - Marta Kowalczuk-Walędziak University of Bialystok, Poland (m.kowalczuk@uwb.edu.pl)

Krzysztof Sawicki University of Bialystok, Poland (k.sawicki@uwb.edu.pl)

James Underwood University of Northampton, United Kingdom (English Language Editor) (James.Underwood@northampton.ac.uk)

Editorial Board Members:

Hana Červinková – University of Lower Silesia, Poland

Ewa Jarosz – University of Silesia in Katowice, Poland

Amélia Lopes – University of Porto, Portugal

Francesco Magni – University of Bergamo, Italy

Davide Parmigiani – Universtity of Genoa, Italy

Janusz Surzykiewicz – Katholische Universität Eichstätt-Ingolstadt, Germany / Cardinal Stefan Wyszyñski University in Warsaw, Poland

Joachim Thomas – Katholische Universität Eichstätt-Ingolstadt, Germany

Cora Xu – Keele University, United Kingdom

Yanyue Yuan – New York University Shanghai, China

Roza Valeeva – Kazan Federal University, Russia


Committee on Education Studies of Polish Academy of Sciences Executive Board

Dorota Klus-Stańska – University of Gdańsk, Poland

Marek Konopczyński – University of Bialystok, Poland

Barbara Kromolicka – University of Szczecin, Poland

Stefan Kwiatkowski – Maria Grzegorzewska University in Warsaw, Poland

Zbyszko Melosik – Adam Mickiewicz University in Poznan, Poland

Jerzy Nikitorowicz – University of Bialystok, Poland

Bogusław Śliwerski – University of Lodz, Poland/Maria Grzegorzewska University in Warsaw, Poland

Statistical Editor - Katarzyna Łogwiniuk

Technical Editor - Mieczysław Rabiczko

Publisher
DE GRUYTER Poland
Bogumiła Zuga 32A Str.
01-811 Warsaw, Poland
T: +48 22 701 50 15

wtorek, 26 lutego 2019

Już od 1 lipca 2019 będą podwyżki dla nauczycielek - matek


Partia władzy spełnia pragnienia, a nawet roszczenia wielu Polaków, w tym szczególnie grup zawodowych sfery budżetowej. Przyjęto jak najbardziej słuszny program wsparcia polskich nauczycieli. Po co mają brać zwolnienia lekarskie w związku z infekcjami w sytuacji, gdy zbliża się WIOSNA a wraz z nią wzrasta odporność organizmów na wirusy?

Nareszcie padły w Warszawie podczas konwencji programowej "Prawa i Sprawiedliwości" rozwiązania problemów biedy polskich nauczycieli. Mają one charakter systemowy, długotrwały, a co najważniejsze - prorodzinny. Wystarczy, że każda nauczycielka urodzi dziecko, a tysiąc złotych wpłynie co miesiąc na jej konto bankowe. Po co zatem tak się denerwować? Po co te strajki, protesty, frustracje?

Nie lepiej zatroszczyć się o własną rodzinę, o własne zdrowie?

Popatrzcie, drogie nauczycielki, jaki to byłby skarb narodowy - sto tysięcy dzieci rocznie na setną rocznicę tego Tysiąclecia. Co bardziej odważne nauczycielki mogą podejść do tego, jakże pięknego rozwiązania - metodą Fredericka Leboyera i rodzić dzieci bez przemocy. Dzięki temu będziemy mieli w kraju mniej hejtu, mniej agresji, nienawiści, podziałów, bo i noworodki doświadczą piękna własnych narodzin.


Rozumiem, że nie wszystkie nauczycielki mogą zajść w ciążę. Spójrzmy jednak na Serbię. Tam pani premier Any Brnabić też nie urodziła własnego syna, tylko pozyskała do tego prokreacyjnego zadania swoją partnerkę życiową.

Są zapewne w naszym zawodzie nauczycielki, które urodziły i wychowały, a może jeszcze wychowują czwórkę dzieci. To już nie pracujcie drogie panie. Zwolnijcie miejsce innym, młodszym. Nie martwcie się o własny los, bo czeka na Was państwowa emerytura.


Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego. Dla oświaty i nauczycielskiego środowiska nie mają one znaczenia, gdyż żadna władza unijna nie ma prawa ingerowania w narodowe systemy szkolne. Tym samym nie musimy tak bardzo martwić się o los naszych kandydatów na europosłów.

Nie oczekuje się od posłów PE jakichkolwiek kompetencji w zakresie zarządzania szkolnictwem czy modelowania edukacji. Nic dziwnego, że kandyduje Anna Zalewska. Jej się to najzwyczajniej w świecie należy.

poniedziałek, 25 lutego 2019

U Tomka na urodzinach



Jeszcze w uszach mam brzmienie znakomitych utworów rockowych w wykonaniu Michała Tanasia (gitara prowadząca) - współtwórcy z Kacprem Kacperskim (perkusistą) zespołu "NATION OF WILD", który powstał niespełna dwa lata temu. Młodzi artyści mają 18-19 lat, są uczniami łódzkich szkół ponadgimnazjalnych przygotowując się właśnie do matury.




Wczoraj zagrali specjalnie w rozgłośni Polskiego Radia Łódź - w sali nagrań im. Henryka Debicha - dla jednego z redaktorów, a absolwenta uniwersyteckiej pedagogiki, znakomitego wychowawcy i przewodnika młodzieży, menadżera utalentowanej młodzieży, a także twórcy Fundacji INNOPOLIS - mgr. Tomasza BILICKIEGO. Przybyło na tę okoliczność kilkudziesięciu przyjaciół młodego pedagoga, by złożyć mu urodzinowe życzenia, a po koncercie - porozmawiać o sprawach kultury, sztuki, oświaty czy codziennych troskach.



Zespół "Nation of wild" gra klasycznego hard/glam rocka z nutą blues’a. Na pytanie, dlaczego pokochali muzykę, odpowiadają:

"Po prostu to kochamy. Dreszcz emocji, który opanowuje całe Twoje ciało przed wejściem na scenę i uczucie ekstazy gdy już tam jesteśmy. Chcemy grać dla ludzi bo o to w tym wszystkim chodzi, żeby przekazywać im emocje i wnikać w ich serca jak najgłębiej, by mogli czuć się wolni i odkryć swoją wewnętrzną dzikość. Ich prawdziwe „ja”. To właśnie my Nation of Wild."

Dali już ponad 20 koncertów mimo młodego wieku i obowiązku szkolnego. Być może jest to dla nich także antidotum na szkolną nudę i stres.

(na fot. Jubilat - http://innopolis.pl/w-205.html)



Takie urodziny były świetnym pomysłem Jubilata na wspólne spędzenie czasu z przyjaciółmi i utalentowaną młodzieżą. W tej samej sali nagrywana była jedna ze scen do filmu w reżyserii Pawła Pawlikowskiego "Zimna wojna" . Rano dowiemy się, czy jego twórcy powrócą chociaż z jednym Oskarem.




(Na fot.- Michał Tanaś)


Za kilka lat Radio Łódź będzie mogło pochwalić się, że własnie w tej rozgłośni zaczynali koncertować młodzi muzycy zespołu "Nation of Wild". Na gitarze basowej gra w nim Bas – Jakub Tuszyński a wokalnym frontmanem jest – Stanisław Hurnik.



Zainteresowanych odsyłam na Fb.
Perkusista po prostu "wymiata".


Posłuchaj


niedziela, 24 lutego 2019

Akademicki lanser


Kiedyś o nauczycielu akademickim, który lenił się, nic nie robił, tylko odcinał kupony od uzyskanego stopnia naukowego doktora mówiło się, że jest leserem. Dzisiaj trzeba dołożyć do tego jeszcze termin - lanser, gdyż ci, którzy wcale nie mają ani ochoty, ani potencjału czy kompetencji do prowadzenia działalności naukowo-badawczej, żeby zachować miejsce pracy, wykorzystują różne techniki lanserskie. Łażą tacy do swoich przełożonych i ich komplementują, opowiadają im, jak to sami są bardzo zapracowani, ile czasu muszą poświęcać na różne zadania i donoszą na tych, którzy pracują.

Jak ich zapytać o wyniki własnej aktywności, to się okazuje, że są zerowe albo marne. Oni bowiem nie zamierzają pracować naukowo, prowadzić badania, studiować najnowszą literaturę, gdyż to jest dla frajerów, dzięki którym dana jednostka w ogóle może funkcjonować. Każda jednak struktura ma swoje pasożyty, które posłużą się dowolnym argumentem do usprawiedliwienia własnej marności, by niezależnie od tego i tak korzystać z wypracowanych przez innych przywilejów.

Chcąc osiągnąć poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa oraz zrobić dobre wrażenie na swoim przełożonym, budują swoją „markę” na pozorach. Im częściej będą zawracać głowę swojemu przełożonemu, tym bardziej będzie on przekonany, że czynią tak z troski o instytucję i jej rozwój. Tymczasem lanserzy troszczą się tylko i wyłącznie o siebie, mając pełną świadomość tego, że gdyby wyłożyć na stół ich rzeczywiste dokonania, to okazałoby się, że ich nie ma.

Marność nad marnościami. Ich podstawową dewizą jest przechwalanie się tym, czego to nie potrafią, jak wiele pracują i ile wynika z tego korzyści dla innych, a przede wszystkim dla szefa i jego jednostki, tylko kiedy przychodzi do złożenia sprawozdań i wykazania wymiernych wyników ich zaangażowania, prawie każda z rubryk świeci pustakami. Lanser jednak wie, jak sobie poradzić z tym problemem. Jego rolą jest bowiem osłabienie wartości tych, którzy rzeczywiście coś robią.

Namolni lanserzy wzbudzają irytację u tych, którzy rzeczywiście pracują naukowo i nie mają czasu na to, by obudowywać własne osiągnięcia działaniami autopromocyjnymi. Uważają, że dobra robota powinna mówić sama za siebie. Kiedy jednak dostrzegają, że z jakichś powodów nie są w stanie jej podjąć, muszą ją pozorować. Wystarczy prowadzić systematycznie w jednostce ocenę okresową pracy każdego nauczyciela akademickiego, by przekonać się, że więcej jest w niej lanserów, niż koneserów pracy.

Największymi lanserami okazują się często ci, którzy oceniają innych, wymyślają różne procedury, zasypując ich kolejnymi kwestionariuszami. A oni? Jakie mają wyniki? Oni liczą wyniki innych i tak wiozą się na nich do następnej oceny.

sobota, 23 lutego 2019

Kolejny List otwarty do Ministry Edukacji Narodowej


Nic tak silnie nie łączy środowiska, jak wspólny wróg, a tym staje się z każdym tygodniem ministra edukacji wraz ze swoim politycznym orężem. W przypadku kolejnej inicjatywy oddolnej, poprzecznej, gdyż obejmującej ruch oświatowego protestu, ma miejsce upomnienie się nauczycieli o PRAWDĘ, O ZAPRZESTANIE WPROWADZANIA POLAKÓW W BŁĄD!

Wyrazem niezgody na resortowe postprawdy i manipulacje jest zamieszczona w sieci PETYCJA, która podpisują tysiące polskich nauczycieli i... także nie-nauczycieli, bo rodziców, intelektualistów, obserwatorów sceny politycznej. Licznik zatrzymał się 24 godziny temu na liczbie ponad 3,5 tys.osób, co może mieć różne przyczyny.

Niemalże zawsze, w przypadku listów otwartych, pojawia się szeroki zakres oczekiwań, niezadowolenia czy wyrażających je argumentów. Nie z wszystkimi (en bloc) każdy musi się zgadzać. Petycja ma to do siebie, że można do niej podejść indywidualnie akceptując bez dodatkowego uzasadnienia złożenie pod nią podpisu. Każdy może jednak wyeksponować własny, a związany z istotą petycji pogląd, albo rozwinąć jej treść czy podać szczególny powód zaadresowania listu także we własnym imieniu.

Oto treść tej petycji:

Szanowna Pani Minister!

Odnosząc się do Pani wystąpień medialnych oraz publikowanych w mediach listów skierowanych do Rodziców oraz Nauczycieli, chcielibyśmy w tym samym trybie zwrócić się do Pani i poruszyć kilka zasadniczych kwestii.

Po pierwsze: przyjmując do wiadomości Pani deklarowaną troskę o prestiż naszego zawodu, komunikowanie się z nami w wybrany przez MEN sposób uznajemy za niedopuszczalny. Informowanie opinii publicznej, w tym przede wszystkim Rodziców naszych uczniów, o rzekomych historycznych podwyżkach uznajemy za kolejną próbę manipulacji mającą na celu nastawienie społeczeństwa przeciwko nam w czasie zbliżającego się nieuniknionego strajku nauczycieli, pracowników administracyjnych oraz obsługi szkół. Wydatkowanie publicznych środków na zakup powierzchni reklamowych w wybranych publikatorach w celu dotarcia z Pani listem do opinii publicznej pozostawiamy bez komentarza.

Po drugie: niemal każdego roku dokonuje Pani systemowych zmian, z których żadna w odczuciu środowiska nie poprawia kondycji szkół oraz warunków naszej pracy. Nauczyciele zamiast skupiać się na pracy z dziećmi, śledzą i starają się reagować na kolejne wprowadzane zmiany, które w ostatecznym rezultacie tworzą niespotykany chaos.

Po trzecie: nauczyciele to bodaj jedyna grupa zawodowa, która poddawana jest ciągłej, uciążliwej, systemowej ocenie. Brak zaufania do Nas nie zwiększa prestiżu zawodu. Przypominamy, że jesteśmy specjalistami w swojej dziedzinie. Pragniemy zaznaczyć, że nauczyciele stale się dokształcają. Głównie za własne pieniądze. Zwroty środków oferowane nam przez dyrektorów nie pokrywają naszych wydatków. Zwracamy również uwagę, na fakt, że kwalifikacje nabyte przez nauczycieli są różnie interpretowane przez: jednostki samorządu terytorialnego, kuratoria i dyrektorów placówek. Obecne przepisy i ich interpretacje są niejasne.

Po czwarte: podstawy programowe na wszystkich etapach edukacyjnych są obecnie tak skonstruowane, że nauczyciele nie mają fizycznej możliwości ich realizacji. Inną rzeczą jest ich dramatyczny anachronizm. Nikt nie konsultował z nami wprowadzanych zmian. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i to na nas skupia się niezadowolenie Rodziców zmuszonych często do odrabiania prac domowych wraz z dziećmi, które w sytuacji przeciążenia programów stały się niezbędne. Nie tędy droga!

Po piąte: dlaczego nasza grupa zawodowa jest zobligowana systemowo do przeznaczania swoich mizernych wypłat na kolejne studia podyplomowe? Kolejne ustawy i rozporządzenia nakładają na nas obowiązek bycia jednocześnie: przedmiotowcami, psychologami, terapeutami uzależnień, mediatorami, negocjatorami, socjoterapeutami, pracownikami socjalnymi, trenerami interpersonalnymi dla rodziców, terapeutami rodziny, opiekunami, sekretarzami, menedżerami, itd. Dlaczego nie idą za tym pieniądze?

Po szóste: regulacje, które Pani zaproponowała rozbudowały dokumentację naszej pracy do absurdalnych rozmiarów. W jakim celu?

Po siódme: dlaczego nauczyciele nadal finansują system oświatowy z własnych środków, organizując przestrzeń dydaktyczną? Wciąż przynosimy do szkół własne komputery, drukujemy na prywatnych drukarkach, z własnej kieszeni kupujemy tusze, tony papieru, kupujemy dzieciom nagrody za osiągnięcia. To część naszej i tak skromnej wypłaty. Nauczyciel w systemie, który Pani tworzy, nadal musi dzwonić z prywatnego telefonu do rodziców!

Po ósme: subwencja przekazywana Samorządom musi pokrywać w 100% wydatki Samorządów na Oświatę. Proponujemy lekturę art. 70 Konstytucji RP w tym zakresie.

Po dziewiąte: dlaczego miast w nieskończoność epatować opinię publiczną mitycznymi dodatkami nie zajmie się Pani ujednoliceniem w skali kraju kluczowych składników naszych płac: dodatek motywacyjny, wychowawstwo, itd.? Obecnie dochodzi do uwłaczających naszej godności sytuacji, gdy do pracy ma nas motywować dodatek rzędu 50 zł brutto.

I tak moglibyśmy wyliczać, a naszym Koleżankom i Kolegom matematykom mogłoby zabraknąć liczb w systemie arabskim na opisanie kolejnych nieprawidłowości i absurdów, za które bezpośrednio Pani odpowiada.

Żądamy, aby zaprzestała Pani kierowania do społeczeństwa oświadczeń dotyczących rzekomo przyznanych naszej grupie zawodowej podwyżek, które nie równoważą realnych strat wynikających z wydłużenia stażu na poszczególne stopnie awansu, likwidacji dodatku mieszkaniowego i zasiłku na zagospodarowanie, itd. Prosimy nie zasłaniać się licznymi dodatkami, które dotyczą tylko nielicznych nauczycieli.
Żądamy profesjonalnej i rzetelnej debaty ekspertów nad stanem systemu oświaty w Polsce oraz akcji informacyjnej, dzięki której zawód nauczyciela odzyska swój prestiż.

Żądamy zrealizowania postulatu całego zjednoczonego środowiska: 1000 zł netto dla wszystkich pracowników oświaty!

Żądamy podjęcia natychmiastowych prac legislacyjnych nad powiązaniem pensji nauczycieli w relacji do średniej krajowej w szerokiej i uczciwej konsultacji z naszym środowiskiem oraz reprezentującymi nas związkami zawodowymi!

Żądamy podjęcia natychmiastowych prac legislacyjnych nad powołaniem Izby Nauczycielskiej - samorządu zawodowego, który będzie miał realny wpływ na kształt polskiej szkoły i będzie pracował na rzecz podniesienia prestiżu naszego zawodu!

Z należnym szacunkiem i respektem.
Grupa JaNauczyciel i #protestzwykrzyknikiem


Jeszcze trwają w niektórych województwach ferie zimowe, więc nie cały nauczycielski stan miał okazję zapoznania się z treścią niniejszej petycji. W 90 proc. nauczyciele ją podpisują bez jakichkolwiek uzasadnień. Trochę "idą na łatwiznę" potwierdzając, że niech ktoś za nich coś napisze, a oni ewentualnie pod tym się podpiszą lub nie. Czy mają jednak jakieś zdanie na ten temat? Czy rzeczywiście wszystkie kwestie poruszone w tym Liście są dla nich równie istotne?

Przeczytajmy niektóre z rzadko pojawiających się komentarze:

I. KATEGORIA - UPOMNIENIE SIĘ NAUCZYCIELI O GODNOŚĆ OSOBISTĄ

* Podpisuję, ponieważ chcę pracować w zawodzie, który kocham, chcę być traktowana z szacunkiem i godnie zarabiać.

* Jestem nauczycielem doskonalącym się za własne pieniądze. Kupującym pomoce dydaktyczne za własne pieniądze. Dzięki czemu moje "państwowe" dzieci osiągają sukcesy i jestem z nich dumna jak matka.

* Podpisuję, ponieważ nie godzę się na takie traktowanie mojej grupy zawodowej, oczekuje szacunku i zmiana na lepsze. Chcę godnie zarabiać.

* Mam dość tej upokarzającej sytuacji.

* Chciałabym godnie i uczciwie żyć w swoim kraju, wychowując tu swoje dzieci.

* Zgadzam się w pełni z treścią tego listu i zależy mi na podniesieniu jakości pracy szkoły oraz odzyskaniu godności polskiego nauczyciela.

* KONIECZNE jest podanie do wiadomości, że nauczyciela obowiązuje PEŁNA DYSPOZYCYJNOŚĆ od 1 września do końca czerwca. Jedyne, z czego możemy korzystać to urlop bezpłatny - odliczany od ogólnego stażu pracy i bardzo kosztowny. List pani minister nie zawiera żadnych konkretów.

* Zgadzam się ze wszystkimi postulatami. Nie zgadzam się na traktowanie mojego zawodu w taki poniżający sposób!

* Podpisuję. Podpisuję z całego serca. Mam serdecznie dość traktowanie mnie- jako belfra - jak śmiecia, któremu można urągać, lekceważyć, wciskać ciemnotę!


II. SPRZECIW WOBEC MANIPULACJI INFORMACJAMI PRZEZ WŁADZE RESORTU EDUKACJI ORAZ AROGANCJI WŁADZY

*Nie zgadzam się z zakłamaniem, które jest szerzone przez Panią minister Annę Zalewską, a także aktualnym systemem edukacji, który szkodzi rozwojowi dzieci.

* Nie zgadzam się z decyzjami p. Ministet i MEN. Okłamywanie opinii publicznej jest szczuciem rodziców na nauczycieli!!!!!!!

* Pracuję od 25 lat. W tym czasie nikt tak mnie nie obraził jak obecny rząd. Nie życzę sobie, by mówiono do mnie jak do ubezwłasnowolnionej osoby.

* Nie zgadzam się na żonglowanie nieprawdziwymi informacjami. Zadam rzetelności w danych.

* Nie zgadzam się z kłamstwami, które przedstawia w mediach p. Zalewska.

* Jak długo można opowiadać bajki na temat pracy i płacy nauczyciela.

* Jestem nauczycielem z 33 letnim stażem pracy i tak źle jeszcze nie było. Mam już tego dość, jej ciągłych kłamstw i bezczelnego uśmiechu.

* Nie zgadzam się dalszym manipulowaniem opinii publicznej i graniem na emocjach, wykorzystywaniem nienawiści społeczeństwa wobec naszej grupy zawodowej.

* Mamy dość nieprawdziwych informacji na temat naszych wynagrodzeń, które podaje Pani opinii publicznej. Osoba, która publicznie reprezentuje nauczycieli nie może szczuć społeczeństwa przeciwko nim. Szanowna Pani, jestem nauczycielem stażystą i zarabiam 1750 zł netto (nie więcej i nie mniej) a ludzie ciągle pytają mnie czy już dostałam 1000 zł podwyżki. Z poważaniem.

III. CAŁOŚCIOWA AKCEPTACJA PETYCJI

* Podpisuję, ponieważ zgadzam się z każdym słowem.

* Praca nauczycieli nie jest doceniana. Jesteśmy od wielu lat spuszczani po brzytwie! Za marne 2tys. trzeba się użerać z coraz gorszymi pod względem zachowania, rozpuszczonymi uczniami oraz co gorsze! z paskudnymi, wrednymi rodzicami, którzy wchodzą w kompetencje nauczycieli i próbują dyktować swoje warunki. Pani minister jest kłamcą, a podwyżki dla nauczycieli to mity. Nie długo w polskich szkołach nie będzie miał kto uczyć. Brawo rodzice i pani minister! Powodzenia!

IV. KRYTERIUM EKONOMICZNE

* Podpisuję się ponieważ nie jestem zadowolona z wynagrodzenia, wydłużenia ścieżki awansu zawodowego oraz postawy minister Anny Zalewskiej jako reprezentanta polskiej edukacji.

* Podpisuję, ponieważ zgadzam się z treścią listu. Uważam za zasadne podkreślenie, że liczona we wrześniu 2019 podwyżka, to suma brutto od marca 2018 i nadal niesatysfakcjonująca. Nie zgodzę się z poniżaniem ekonomicznym polskiego nauczyciela.

* Żądam podwyżki a nie jałmużny... .

* Jestem młodym nauczycielem pełnym chęci do pracy. Niestety samymi chęciami i pasją do wykonywania zawodu, nie opłacę kredytu za mieszkanie.

* Nauczyciel ma realny wpływ na moje dziecko, a dobrze wynagrodzony pracownik, to zadowolony pracownik, który da z siebie więcej.

* Podpisuję, ponieważ nie jestem w stanie utrzymać się z nauczycielskiej pensji, a do pracy przynoszę mnóstwo własnych materiałów, żeby móc urozmaicać lekcje.

* Chcę realnej zmiany, a nie słów puszczanych na wiatr. Proszę choć jeden miesiąc przeżyć za tą "wysoką" pensję nauczycielską.

* Podpisuję, Ponieważ pracuję w tym zawodzie już 7 rok i nadal ciężko za te pieniądze się utrzymać. Pracując na cały etat i nadgodziny nie stać mnie nawet na utrzymanie mieszkania -to po prostu nieludzkie. Poszerzyłam swoje kwalifikacje tak by uczyć języka angielskiego i okazuje się ze przez dwa lata uczyłam się by robić to całkowicie za darmo w ranach swojej pracy w przedszkolu-jest to wyzysk! Jestem nauczycielem mianowanym - jest to prawie najwyższy stopień awansu w innej firmie stawki po tylu latach urosłyby dwukrotnie a tu tylko przybywa pracy, tak kocham to co robię i ciężko wybrać między pasją a utrzymaniem na godnym poziomie. „Nauczyciele maja troszkę więcej czasu wolnego „-bzdura , prowadzenie promocji, strony, dokumentacje, organizacja wycieczek i wyjść, przygotowanie zajęć, konsultacje z rodzicami, zebrania, szkolenia tak wygląda nasz czas po pracy kosztem rodziny.

V. SPRZECIW WOBEC CHAOSU, BAŁAGANU, NIEPRZEJRZYSTOŚCI I BIUROKRACJI W WYNIKU ZMIAN OŚWIATOWYCH

* Podpisuję, ponieważ nie zgadzam się na coroczne zmiany rozporządzeń powodujące bałagan w szkolnictwie. Nie zgadzam się też na próbę podwyższania poziomu nauczania poprzez zwiększenie podstawy programowej - to działa wręcz przeciwnie.

* Podpisuje ponieważ po 40 latach pracy w zawodzie, jako nauczyciel, wicedyrektor, wizytator w pełni zgadzam się z przedstawioną w liście oceną wprowadzanych bądź nie zmian w oświacie. Przykro, że nie mamy szczęścia do ministrów edukacji przez duże M. Szkoda, bo cierpi polska szkoła, nasza szkoła, nasze dzieci, nasi uczniowie.


VI. POZAOŚWIATOWE POPARCIE NAUCZYCIELSKIEJ PETYCJI

* Jako rodzic uczniów, solidaryzuję się z nauczycielami i popieram ich postulaty. Chcę dla swoich dzieci zdrowej szkoły!


VII. KRYTERIUM MISYJNO-UTOPIJNE

* W pełni się zgadzam z treścią i chętnie dodałabym więcej punktów. Martwię o przyszłość edukacji w Polsce. Już teraz brakuje młodych nauczycieli, którzy mogliby przyjąć pałeczkę od swoich starszych kolegów i koleżanek. A co będzie dalej?

* Boję się że zawód nauczyciela będzie zanika.

* Uważam za swój patriotyczny obowiązek, aby protestować przeciwko niszczeniu polskiej szkoły.


VIII. POWÓD WYCZERPANIA POZYTYWNEJ ENERGII DO PRACY

* Dla idei już przestałam pracować. Czas pomyśleć o sobie i własnej rodzinie. Moje dzieci też mają różne potrzeby. Póki studiują chciałabym im to sfinansować. Mam też dość ogromnej papierologii, pretensji rodziców i ich braku odpowiedzialności za swoje dzieci. Itd itp itd.....

* Dla idei już przestałam pracować. Czas pomyśleć o sobie i własnej rodzinie. Moje dzieci też mają różne potrzeby. Póki studiują chciałabym im to sfinansować. Mam też dość ogromnej papierologii, pretensji rodziców i ich braku odpowiedzialności za swoje dzieci. Itd itp itd... .

piątek, 22 lutego 2019

Czy inżynier może być nauczycielem wczesnej edukacji?


Osoba, która ukończyła inżynierskie studia i ma za sobą podyplomowe kwalifikacyjne studia pedagogiczne (3 semestry w tym 270 godzin zajęć i 150 godz. praktyk w szkole lub w przedszkolu) może być zatrudniona w szkole branżowej jako nauczyciel zawodu.

Natomiast, jeżeli taki inżynier czy magister inżynier chce podjąć studia podyplomowe na kierunku "Nauczanie przedszkolne i wczesnoszkolne", by pracować w szkole podstawowej, to w świetle nowych wymagań i standardów kształcenia nauczycieli nie będzie to dla niego możliwe.

Pracować w szkole podstawowej jako nauczyciel lub asystent nauczyciela przedszkolnego może osobna po pięcioletnich studiach kierunkowych. Nareszcie skończy się degradacja jakości wychowania przedszkolnego i kształcenia zintegrowanego w szkołach podstawowych w wyniku obniżenia kwalifikacji i kompetencji od nauczycieli, do którego doprowadziła formacja polityczna PO i PSL pod przewodnictwem Katarzyny Hall i jej następczyń.

Na pytanie zatem, czy po studiach podyplomowych z "wychowania przedszkolnego i kształcenia wczesnoszkolnego" inżynierowie nabędą prawa do nauczania w szkole? - muszę odpowiedzieć, że nie. Proszę nie ulegać zapewnieniom rektorów czy kanclerzy wyższych szkół prywatnych, że tak uzyskane potwierdzenie kwalifikacji będzie wystarczające do pracy w szkole podstawowej. Nie będzie.

Słusznie zatem stwierdza jeden z czytelników bloga, że "z wielu stron płyną do niego opinie, iż idzie złą drogą i nic mu te studia nie dadzą". Warto jednak przy tej okazji odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były edukowane w przedszkolu i szkole podstawowej przez osobę bez pełnych kwalifikacji pedagogicznych, w tym metodycznych i odpowiedniego doświadczenia metodycznego?

czwartek, 21 lutego 2019

Szykuje się polityczne starcie oświatowe







Nie ma postępu w negocjacjach płacowych, a raczej ustąpienia minister edukacji narodowej słusznym oczekiwaniom nauczycielskich/oświatowych central i komisji związkowych podwyższenia płac o tysiąc zł., toteż szykuje się w Polsce powtórka z 1993 r., kiedy to m.in. strajki nauczycielskie doprowadziły do rozwiązania Parlamentu.

W tym roku do tego nie dojdzie, bo i tak mamy jesienne wybory, a wcześniej kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Nie ma w tym przypadku żadnych niespodzianek. Partie polityczne kierują na listy wyborcze rozpoznawalnych w kraju kandydatów, ministrów i znaczących posłów.

Z lewej strony mamy Koalicję Europejską, w której zakorzenili się byli premierzy III RP, nomenklatura PZPR, twardogłowi ideolodzy (niem. - Betonfraktion), osoby od lat lekceważące nauczycielską profesję i odpowiadające za destrukcyjne zarządzanie polityką oświatową. Z prawej "strony są "gwiazdy" partii władzy, wśród których znalazły się postaci mające odwrócić uwagę Polaków od toczących ją różnego rodzaju afer.

Związkowcy przygotowują się do strajku, a minister A. Zalewska do wyborów ... . Może to i dobrze, skoro część nauczycieli, a może i rodziców tegorocznych ósmoklasistów i gimnazjalistów nie może patrzeć na uśmiechniętą panią minister. Może zatem będą w stanie zagłosować na jej kandydaturę, byle tylko nie zarządzała polskim szkolnictwem. Tym razem "kapitan" nie schodzi z tonącego statku ostatni.

Moim zdaniem "oświatowy statek" nie tonie, gdyż na szczęście nie opuścili go nauczyciele. Dryfuje jednak w nieznaną stronę oddalając młode pokolenie od "brzegu" nowoczesności, kreatywności i innowacyjności. Pogłębiają się z udziałem polityki oświatowej zjawiska proletaryzacji zawodu nauczycielskiego i wykluczania społecznego tej części uczniów, której rodziców nie stać na wsparcie ich rozwoju.

W kraju trwa konflikt między MEN a środowiskiem nauczycielskim od 1993 r. W sieci nabiera on jednak zupełnie nowego oblicza. Powstają kolejne strony internetowe, petycje, listy otwarte, grupy zwolenników i przeciwników strajku szkolnego. Szykują się do niego także władze samorządowe i państwowe.

Zmiana na stanowisku ministra edukacji niczego nie poprawi. Wystarczy posłuchać, co mówią wiceministrowie edukacji, by przekonać się o ich nieadekwatnej samoocenie.


środa, 20 lutego 2019

Matematyka królową nauk, tylko nie dla polskich uczniów i ostatnich ministrzyc edukacji


Nie poświęcałbym uwagi najnowszemu raportowi Najwyższej Izby Kontroli na temat nauczania matematyki w polskich szkołach, gdyby nie prowokacyjnie kompromitujący redakcję dziedzina tytuł artykułu "Matura bez obowiązkowej matematyki? " Populizm ma swoje granice.

Jeżeli z raportu NIK dziennikarze wyciągają takie wnioski, to znaczy, że albo sami są nieukami, albo wpisują się w tandetną politykę populizmu, by zwiększać swoje zyski kosztem jakości polskiej edukacji. Tekst dziennikarzy skrywających się za inicjałami (pewnie sami byli kiepskimi uczniami w szkole) zaczyna się następująco:

Połowa przedszkolaków fascynuje się matematyką. Potem - w szkole - uczą się jej nienawidzić. Tyle wynika z najnowszego raportu NIK, w którym znalazł się też postulat, by matematyka nie była konieczna do zdania matury. Bo - przynajmniej na razie - nie umiemy jej uczyć. Powtarza to bezmyślnie "Gazeta Wyborcza".

Dalej już czytać nie warto. Wystarczy. Skoro ich zdaniem nie umiemy uczyć matematyki, to należy ją wycofać z egzaminu maturalnego, przynajmniej do czasu, aż będziemy lepiej uczyć. MY, czyli kto? Może jednak ów publicysta, który nie potrafi czytać raportu ze zrozumieniem, zastanowi się nad tym, dlaczego nie opłaca się świetnie wykształconym matematykom pracować w polskich szkołach? Ci, którzy w nich pozostali, czynią tak albo z pasji, albo w wyniku kontynuacji rodzinnych tradycji, albo z konieczności, toksycznego dla nich i ich uczniów przymusu.

Ci pierwsi kształcą znakomicie. Ci drudzy, nawet najzdolniejszym uczniom obrzydzą matematykę do reszty. Jak ów dziennikarz sądzi, dlaczego? Tego bowiem w raporcie NIK nie ma. Są natomiast ciekawe dane empiryczne, które trafnie analizują i interpretują znakomite uczone - prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej i dr hab. Małgorzata Makiewicz z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska lokuje przyczyny niepowodzeń w maturalnym teście w wielu czynnikach, w tym mających miejsce na różnych etapach kształcenia dzieci i młodzieży oraz w strukturach państwowej władzy:

po pierwsze, jest to zła jakość edukacji matematycznej już na poziomie edukacji wczesnoszkolnej, (...) niewłaściwy sposób traktowania dzieci obdarzonych zadatkami uzdolnień matematycznych w nauczaniu początkowym (...) Po kilku miesiącach nauki w szkole większość tych dzieci przestaje manifestować swoje znakomite możliwości umysłowe. Powodem jest spychanie tych dzieci do poziomu przeciętnych uczniów. W następnych latach szkolnej edukacji tendencja ta nasila się do tego stopnia, że tylko dwoje, troje starszych uczniów w klasie wykazuje się uzdolnieniami matematycznymi..

po drugie, o niskim wyniku egzaminu z matematyki najczęściej decyduje brak sprawności rachunkowej, poważne problemy z poprawnym wykonywaniem obliczeń rachunkowych… Brak odpowiedniej sprawności rachunkowej, nieznajomość praw i własności działań, nieuwaga prowadząca do błędów przy obliczeniach, także nieskomplikowanych(...) Jest to szczególne widoczne w przypadku zadań wieloetapowych, wymagających dobrania strategii rozwiązania składającej się z kilku kroków.,

po trzecie, (...) w klasach czwartych - gdy edukacją matematyczną uczniów zajmują się już nauczyciele matematyki - mamy do czynienia z kolejną falą niepowodzeń w nauce matematyki. Powodem są niedostatki w kształceniu nauczycieli matematyki w zakresie pedagogicznych i psychologicznych podstaw kształtowania wiadomości i umiejętności matematycznych. Konsekwencją jest rozbieżność pomiędzy sposobem nauczania matematyki a realnymi możliwościami umysłowymi uczniów.
po czwarte, od ponad trzydziestu lat publikowane są przyczyny i konsekwencje tego edukacyjnego nieszczęścia. Ustalenia są ignorowane, a wprowadzane zmiany przez kolejne władze oświatowe w systemie kształcenia uczniów i nauczycieli nauczania początkowego pogłębiają rozmiary tych niepowodzeń.

Oczywiście urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej skupią się na trzech pierwszych czynnikach, a ja uważam, że zacząć trzeba od skali makro, czyli polityki oświatowej kolejnych formacji politycznych, które manipulując reformami szkolnymi na rzecz zyskiwania jedynie poparcia własnego elektoratu, nie dokonują ich integralnie. No i nie przyjmują uwag krytycznych do siebie. Tymczasem ryba psuje się od głowy!

Prof. E. Gruszczyk-Kolczyńska wskazuje na makrotoksyczne czynniki, będące wynikiem decyzji najwyższych władz oświatowych, a mianowicie:

- powierzanie wybranym osobom opracowywanie nieodpłatnych podręczników dla dzieci, bez obowiązku sprawdzenia ich wartości edukacyjnej poprzez przetestowanie ich w szkole; (...) wydawnictwa szkolne decydują o tym, jak i czego z matematyki uczy się większość dzieci w Polsce.

- odstąpienia od zasady recenzowania autorskich programów edukacyjnych, książek metodycznych dla nauczycieli i pakietów edukacyjnych dla dzieci.

Efekt tego jest taki, że ministrowie-ignoranci, którzy załatwili swoim znajomym wydanie bezpłatnego badziewia pseudodydaktycznego w postaci podręcznika "Nasz elementarz", wzmocnili ten stan rzeczy nakazem, (...) aby nauczyciele korzystali z niego przez 3 lata. Pominięto tam konieczność wspomagania dzieci w rozwoju operacyjnego rozumowania w sensie J. Piageta, chociaż od bodaj ćwierć wieku wiadomo że na rozumowaniach tych bazuje edukacja matematyczna. Zaś różnice w tempie rozwoju umysłowego sprawiają, że co trzeci uczeń nie rozumuje jeszcze na poziomie operacji konkretnych.

MEN forsuje zatem "zalecenia wprowadzające zamęt logiczny i merytoryczny w kształtowaniu zarysów pojęć liczbowych. Zaburza to dziecięce poczucie sensu, bodaj najważniejszego nośnika inteligencji.

Kogo to obchodzi? Kto ponosi za to odpowiedzialność? Panie ministrzyce: K. Hall, K. Szumilas, J. Kluzik-Rostkowska i wreszcie A. Zalewska. Profesor E. Gruszczyk-Kolczyńska przytacza wyniki własnych badań świadczące o rozmiarach i konsekwencjach marnowania zadatków uzdolnień matematycznych dzieci w Polsce. Mówiła o tym i pisała od lat, ale w MEN liczą się premie osobiste, wizja ucieczki do Parlamentu Europejskiego, inne ukryte konfitury wzrostu dochodów kolejnych ministrów bez odpowiedzialności za losy młodych pokoleń.

Profesor APS nie poprzestaje na kolejnej prezentacji twardych danych empirycznych, ale tez formułuje wnioski naprawcze. Tyle tylko, że brakuje wśród nich dwóch najważniejszych, które są poza zasięgiem nauki, a mianowicie:

1. Należy egzekwować od kandydatów na studia nauczycielskie co najmniej 60% punktów z przedmiotu kierunkowego (w tym przypadku także z matematyki) na maturze rozszerzonej.

2. Podwyższyć pierwszą płacę w zawodzie nauczycielskim do średniej krajowej netto (ok. 4,5 tys. zł), żeby opłacało się osobom wykształconym i z pasją podjąć pracę w tej profesji. Oczywiście, byłoby zdecydowanie lepiej z polską edukacją, gdyby nauczyciele zarabiali tyle, co kierowca prezesa partii władzy.

Koniec. Pozostałe rekomendacje mają charakter wewnętrzny, w skali mezo-i mikro, a są do osiągnięcia bez jakiejkolwiek dalszej ingerencji MEN, o ile zostaną powierzone do realizacji specjalistom, także wysoko honorowanym w naszym państwie, może być na poziomie "asystentek prezesa NBP".

Prof. Uniwersytetu Szczecińskiego Małgorzata Makiewicz trafnie wskazuje na powszechne przyzwolenie na matematyczne nieuctwo. Jak pisze w swojej ekspertyzie: Powszechnie zgadzamy się ze słowami I. Kanta, że żaden kraj z ambicjami nie może być krajem analfabetów matematycznych. Z drugiej jednak strony bez sprzeciwu przyjmujemy stwierdzenia polityków, publicystów, dziennikarzy że matematyki nigdy nie rozumieli, a na maturze po prostu ściągali. Czy mam przytaczać wypowiedzi premierów, prezesów partii władzy, posłów chwalących się w imię ocieplania wizerunku tym, jak sami ściągali na maturze, wagarowali, unikali wysiłku edukacyjnego?

Także w tym dokumencie znajdziemy naukowe argumenty świadczące o przyzwoleniu ministrów-drożdżówek, ministrów-tornistrów, ministrów-darmowych elementarzy itp., jak np. :

* W obrębie nauczania matematyki przyjęty kanon edukacji szkolnej, zorientowany na strukturę teorii, nie zaś na rozwijanie postaw intuicyjnych i poglądowych, implikuje, potwierdzony badaniami empirycznymi, niski poziom ukształtowania wyobraźni przestrzennej uczniów;

- Stwierdzenie, że: Zjawisko intensyfikacji płatnych korepetycji z matematyki jest wyrazem nasilającej się bezradności szkoły oraz przyjęciem współodpowiedzialności rodziców za proces kształcenia dzieci. - powinno być poszerzone o jeszcze jeden czynnik z tym związany, a mianowicie: niskie płace nauczycieli i zmuszanie ich do nieadekwatnego kształcenia w związku z przyjętymi przez MEN podstawami programowymi - zmuszają wielu nauczycieli do udzielania korepetycji.

- Niezwykle ważne są uwagi uczonej: "Do opanowania języka matematyki potrzebny jest czas (na przetworzenie informacji) i miejsce (np. w zeszycie na wykonanie rysunku, grafu, wykresu, na sformułowanie odpowiedzi. Stosowane powszechnie na wszystkich poziomach nauczania ćwiczenia do matematyki skutecznie oduczają uczniów czytania ze zrozumieniem, właściwego interpretowania treści zadań.

- jednym z wielu wskazanych przez tę uczoną mankamentów w kształceniu szkolnym jest niewłaściwe akcentowanie utylitarnego charakteru kompetencji kształconych przez matematykę oraz niedostrzeganie tzw. wartości społecznych.

M. Makiewicz chwali corocznie publikowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną sprawozdania z egzaminów maturalnych za to, że przedstawiają rzetelne analizy dokonane na próbie badawczej uczniów przystępujących do matury. Nie uwzględniają jednak uczniów, którzy zrezygnowali z przystąpienia do egzaminu.

Obie uczone wyraźnie podkreślają, że MATEMATYKA powinna być stałą częścią egzaminu państwowego-maturalnego. Niech nie kombinują niedouczeni dziennikarze i politycy przed wyborami, że jak obywatele (rodzice) zagłosują na partię XYZ - to uwolni się ich dzieci od obowiązkowego egzaminu z matematyki.

wtorek, 19 lutego 2019

Czy profesor jest profesorem?


Od szeregu lat zwracam uwagę w środowisku akademickim i w szerszym gremium osób z nim związanych, by stosować nazwy stopni i tytułu naukowego zgodnie z uzyskaną nominacją. Reforma 2.0 miała nieco skorygować nieczytelność, a więc i nierozpoznawalność w społeczeństwie tytułów, którymi chętnie lub z konieczności posługują się pracownicy szkół wyższych w różnych sytuacjach.

Piszę o tym ponownie dlatego, że rektor jednej z wyższych szkół prywatnych bezprawnie użył tytułu naukowego profesora przy swoim nazwisku. Zdarza się to wielu osobom, mimo iż tytułu naukowego profesora nie posiadają. Wystarczy przejrzeć komunikaty o konferencjach naukowych, składy redakcji czasopism naukowych, relacje prasowe, strony promujące kierunki kształcenia czy uczelnie itp., żeby przekonać się, że panuje tam nierzetelny przekaz.

Osoby, które nie otrzymały z rąk Prezydenta RP nominacji na tytuł naukowy profesora, a są samodzielnymi pracownikami naukowymi na uczelnianym stanowisku profesora - podają przed swoim imieniem i nazwiskiem tytuł, do którego posługiwania się nie mają prawa. Wielu osobom wydaje się, że skoro są na stanowisku profesora uniwersytetu, wyższej szkoły zawodowej, akademii, politechniki itp., to mogą zapisywać przed nazwiskiem tytuł profesora.

W tym jednak przypadku kogoś musiało to zdenerwować, skoro złożył doniesienie na policję, a ta wszczęła śledztwo i sprawa trafiła do sądu. Jak czytam:

Przeprowadzone przez (policję- dop. BŚ) czynności wykazały, że doszło w tym wypadku do przywłaszczenia wyższego stopnia naukowego. Dlatego skierowaliśmy w tej sprawie wniosek do sądu. Ten potwierdził, że doszło do wykroczenia. Był to wyrok nakazowy wydany w uproszczonej procedurze, bez udziału stron. Rektor złożył sprzeciw na wyrok i 20 marca sąd rozpatrzy sprawę raz jeszcze. Tym razem już z udziałem stron – wyjaśnia (...) podinspektor z (...) policji.

Nie podaję danych, bo nie o konkretną osobę tu chodzi, tylko o zjawisko lekceważenia tak przez samych zainteresowanych, jak i pracowników mediów poprawności nazw stopni i tytułów naukowych. Należy odróżniać tytuł naukowy profesora, który jest wynikiem odrębnego postępowania awansowego przez jednostki akademickie, weryfikowanego przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów, a następnie Kancelarię Prezydenta RP.

Tytuł profesora jest tylko jeden i przysługuje uczonemu, którego osiągnięcia naukowe zostały zbadane, pozytywnie ocenione stając się podstawą do nominacji przez Prezydenta RP.

Nie są zatem jeszcze mianowanymi profesorami tytularnymi ani - jakże często wymieniani w mediach posłowie PiS (Krystyna Pawłowicz, Andrzej J. Zybertowicz, i in.), ale jest nim np. prof. dr hab. Ryszard Terlecki.

Tak więc, nie każdy profesor jest profesorem. Nie tylko na moim Wydziale profesorami nadzwyczajnymi są osoby, które nie posiadają tytułu naukowego, ale zajmują stanowisko profesora. Są to nauczyciele akademiccy, którzy uzyskali przed laty stopień naukowy doktora habilitowanego, a zatrudniająca ich uczelnia, w dowód wykazanych przez nich osiągnięć naukowych, zatrudniła ich na stanowisku profesora uniwersytetu.

Są tak szanujące się w kraju uniwersytety, na których o to stanowisko wcale nie jest tak łatwo. Nie wystarczy być doktorem habilitowanym, by dostać etat profesora uniwersytetu. Trzeba bowiem wykazać się osiągnięciami naukowymi po habilitacji. W oddalonych od centrum uniwersytetach wystarczy, że ktoś uzyska stopień doktora habilitowanego, a już po tygodniu otrzymuje stanowisko profesora.

Tak patologiczna praktyka sprawia, że w większości uniwersytetów polskich na stanowiskach profesorów, a więc profesorów nadzwyczajnych, zatrudniani są doktorzy habilitowani, których ostatnim osiągnięciem autorskim była ich rozprawa habilitacyjna, często wydana kilka lub nawet kilkanaście lat temu. W wielu przypadkach uzyskali oni habilitację w Rosji, na Białorusi, Ukrainie, Słowacji czy w Bułgarii lub w Niemczech nie podejmując w kraju żadnych, poważnych badań naukowych. Potem publikowali jakieś artykuły, często nieznaczące dla nauki, ale za to odnotowywane w ramach wewnętrznych regulaminów oceny pracowniczej jako potwierdzające ich rzekomą aktywność naukowo-badawczą.

Poprzedni kierownicy katedry, którą ponownie objąłem po wielu latach, należą do takich przypadków. Ot, są profesorami uczelni, ale bez istotnego wkładu w rozwój nauki, a nawet w ocenę parametryczną własnej jednostki. Właśnie dlatego reforma J. Gowina jest ważna, bo odsłania prawdę o konsumentach własnych dyplomów, którzy nie są twórczy w nauce.

Zapewne są to dobrzy wykładowcy, ale nic więcej. Być może wystarcza im to, że wiele osób zwraca się do nich per "pani/pan profesor", chociaż de facto profesorami nie są. Nie mają ani ambicji, ani potencjału, ani kompetencji, by zatroszczyć się o naukę, która stała się dla nich matką-żywicielką, ale bez wzajemności.

W świetle "Konstytucji Dla Nauki" każda uczelnia będzie mogła zatrudnić na stanowisku profesora osoby ze stopniem naukowym doktora. Nie muszą zatem mieć habilitacji. To znacznie poszerzy krąg osób, które mogą błędnie afiliować swoją akademicką pozycję. Kto teraz odróżni: profesora doktora habilitowanego od profesora nadzwyczajnego doktora habilitowanego i od profesora nadzwyczajnego doktora?

Oby nasze sądy nie miały z tym kolejnego zmartwienia i obciążenia. Są ważniejsze kwestie na tym świecie.






poniedziałek, 18 lutego 2019

Wznosząca się fala wniosków awansowych w nauce


Każda zmiana ustawowa, także w szkolnictwie wyższym, niesie z sobą niepokój, poczucie niepewności, wątpliwości, jak będą przebiegać procesy, które zostały ujęte w prawie. Jestem zwolennikiem tej reformy w sferze nauki, bo rzeczywiście uniwersytety, akademie i politechniki stały się w naszym kraju głownie szkołami zawodowymi mającymi kształcić setki tysięcy młodzieży opuszczającej każdego roku mury szkół ponadgimnazjalnych, a w tym roku także ponadpodstawowych. Dzięki temu zatrudniano na stanowiskach naukowo-dydaktycznych osoby, które nie posiadając kwalifikacji badawczych jedynie pasożytowały na uczelni pozorując pracę badawczą.

Zbliża się kolejna faza oceny parametrycznej, tym razem w ramach dyscyplin, a nie jednostek naukowych. Jak już sygnalizowałem, władze niektórych uniwersytetów przenosiły nawet kilkuset naukowców na stanowiska dydaktyczne, wykładowców, by uniknąć osądu o fatalnym stanie osiągnięć naukowych. Chcąc ratować obecną kategorię lub uzyskać wyższą postanowiły przeprowadzać nawet transfery twórczych pracowników naukowych z innych uczelni, byle tylko wzmocnić własną dyscyplinę. Za kolejne dwa lata nastąpi bowiem ostateczne rozstrzygnięcie, czy król jest nagi, czy jednak odziany.

Dotychczasowa kontrola jakości kształcenia, jaką prowadzi Polska Komisja Akredytacyjna, została częściowo opanowana przez podmioty mało zainteresowane rzeczywistą wartością edukacji akademickiej. Bardziej skupiano się na procedurach, normach, standardach, aniżeli autonomii uczelni, która powinna zapewniać oryginalność rozwiązań dydaktycznych. Brnięcie w tym kierunku okazało się błędem, który jest pochodną w tej sytuacji braku wielostronnych i niepodatnych na czyjeś interesy kwalifikacji kadr akredytujących. Nie o tym jednak dzisiaj piszę.

Podejmuję kwestię jakości wniosków habilitacyjnych i o tytuł naukowy profesora, gdyż to one niepotrzebnie - moim zdaniem - budzą napięcie i przyspieszanie głównie prac wydawniczych, by można było zdążyć do końca kwietnia tego roku. Habilitanci są w korzystniejszej sytuacji, gdyż oni mogą złożyć wniosek do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów do 30 kwietnia, żeby mieć gwarancje wszczęcia postępowania w obecnie jeszcze obowiązującej procedurze prawnej.

W nieco trudniejszej sytuacji są samodzielni pracownicy naukowi, którzy chcieliby złożyć wniosek o wszczęcie postępowania na tytuł naukowy profesora. O tym bowiem nie decyduje CK, ale rada jednostki naukowej, która dysponuje odpowiednim uprawnieniem. Ta zaś musi powołać zespół do oceny zasadności wniosku i rekomendować radzie jednostki 10 potencjalnych recenzentów. Tym samym powinno to nastąpić najpóźniej w marcu, by jeszcze kwietniowe posiedzenie rady jednostki mogło podjąć uchwałę o wszczęciu postępowania lub jego odmowie.

Jeśli będzie odmowa, to kandydatowi do tytułu naukowego przysługuje prawo odwołania do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, a ta może je przyjąć lub odrzucić. W przypadku przyjęcia odwołania może tez przenieść postępowanie do innej jednostki. Tak więc nie wszystko jest stracone. Wiemy, że nie zawsze o losach wniosku decyduje jego merytoryczna wartość. Bywa, że w grę wchodzą ukryte konflikty wartości, osób czy przedmiotowe. Wówczas organ odwoławczy staje po stronie ewidentnie krzywdzonej osoby.

Apeluję zatem o to, by nie gonić przysłowiową piętkę i jednak doprowadzić własne projekty badawcze do końca, rzetelnie je opisać i opublikować wyniki badań, aniżeli poddawać się na chybcika ocenie, której dokonują eksperci w ramach danej problematyki badawczej. Chyba nie warto zapisywać w świadomości społecznej niekompletnych tez, uzasadnień, błędnych konceptualizacji czy interpretacji wyników tylko po to, by zdążyć.

Od 1 października będą wznowione możliwości ubiegania się o stopień naukowy doktora habilitowanego czy o tytuł naukowy profesora. Doprawdy, nie ma się czego obawiać, jeśli dysponujemy odpowiednimi osiągnięciami naukowymi. Zmiany nie są istotne. Wprost odwrotnie, w przypadku habilitacji, która nie jest przecież już obowiązkowa , habilitant będzie miał szansę na odniesienie się do ewentualnych uwag, niejasności czy nieporozumień, jeśli takowe powstaną w toku oceniania jego/jej dorobku naukowego.

Zachowana jest transparentność postępowań awansowych. Ba, doktoranci uzyskują po raz pierwszy ustawowe prawo do zmiany promotora na ich wniosek. Zbyt wiele jest w ostatnich latach sytuacji, kiedy to doktoranci byli skazywani na promotorów, którzy albo byli niekompetentni, albo nie mieli dla nich w ogóle czasu, albo ... oczekiwali szczególnych darów wdzięczności. Oby to się wreszcie skończyło.



niedziela, 17 lutego 2019

EDUKACJA: POLITYKA I EMPATIA — spotkania w Biennale Warszawa


Zainteresowanych relacjami między edukacją a polityką zachęcam do uczestniczenia w dn. 20 lutego 2019 r. o godz. 18.00 w spotkaniu dyskusyjnym w Warszawie w ramach programu "RePrezentacje. Nowa Edukacja." Miejscem obrad będzie: Biennale Warszawa, ul. Marszałkowska 34/50 (MA3450). Wstęp wolny.


Wykład w długłosie pt. Edukacja i polityka. Dlaczego ten związek jest pilnym w Polsce zadaniem? poprowadzą Maria Mendel i Tomasz Szkudlarek z Instytutu Pedagogiki Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Jak zapowiadają prowadzący dyskusję na temat polityki i edukacji:

Sprzeciw wobec „upolityczniania edukacji” jest dość charakterystyczny dla klimatu debat nad stanem oświaty, zdominowanych przez pojmowanie jej jako inwestycji mającej zapewniać dzieciom dobrą przyszłość, czyli zawodową satysfakcję, prestiż i pieniądze. Zapominamy w ten sposób, że od swych początków edukacja – a zwłaszcza edukacja publiczna w jej modernistycznym wydaniu – jest projektem na wskroś politycznym; że obok celów związanych z kształtowaniem indywidualności jest ona ściśle związana z zadaniami kształtowania społeczeństw.

W naszym wystąpieniu wskażemy na genezę politycznego projektu edukacji publicznej (w tym na jego mityczne i religijne źródła) i na jego współczesne wersje. Zwrócimy także uwagę na wieloletnią bliskość projektów pedagogicznych i artystycznych interwencji w świat społeczny. „Ponadindywidualna organizacja społeczeństwa”, znana misja modernistów, w Polsce przed blisko stu laty realizowana przez artystów i zarazem działaczy społecznych oraz pedagogów (Kobro, Jarema, Strzemiński, Wiciński, in.), to jeden z przykładów rozumienia społeczeństwa jako zadania. Zadania głęboko edukacyjnego i politycznego, bo edukacja zorientowana na to, co społeczne, realizuje się w sferze publicznej, czyli w przestrzeni polityczności.

Dzisiaj, kiedy nie społeczeństwo, a naród i państwo stają się w naszym życiu publicznym dominującymi lejtmotywami, warto poświęcić chwilę na myśl o pedagogice publicznej, z założenia politycznej, bo aktywizującej obywatelską partycypację i zaangażowanej w kształtowanie przestrzeni bogatej w możliwości zawiązywania się tego, co społeczne i tego, co wspólne.




Natomiast w dn. 21 lutego br. o tej samej porze i w tym samym miejscu na temat empatii w projektowaniu dyskutować będą Michał Bachowski (ekonomista i design manager), Agata Kiedrowicz(projektantka, kuratorka, edukatorka) i Maciej Siuda (architekt), panel poprowadzi Bogna Świątkowska z Fundacji Bęc Zmiana.

"Dlaczego ćwiczenia z uważności są obowiązkowym elementem codzienności projektanta? Projektując świat powołujemy do życia nie tylko materię (budynki, obiekty, interakcje), ale także kreujemy sytuacje, rytuały, doświadczenia. Dotykamy sfery emocji, wspomnień i pragnień. By tworzyć świadomie i odpowiedzialnie, poziom empatii musi sięgać wysokich rejestrów. Empatia to współodczuwanie – z innymi ludźmi, ze światem i ze sobą samą / samym. Dzięki niej jesteśmy istotami społecznymi – tworzymy kody i rytuały, które poprzez cykliczne odtwarzanie zapewniają tożsamość i bezpieczeństwo. By zrozumieć świat i drugiego człowieka, najpierw trzeba poczuć.

Podczas panelu przyjrzymy się empatycznym praktykom projektantów i artystów. Podsumujemy także dotychczasowe efekty pracy badawczej i warsztatowej z udziałem dzieci i młodzieży, z którymi od kilku miesięcy pracują Agata Kiedrowicz i Maciej Siuda oraz edukatorki z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski – Aleksandra Rajska i Iga Fijałkowska
."

sobota, 16 lutego 2019

LIST POPARCIA ŚRODOWISK AKADEMICKICH DLA POSTULATÓW NAUCZYCIELI I NAUCZYCIELEK


W związku z informacją medialną, że ministra edukacji Anna Zalewska zamierza uciec od odpowiedzialności za deformę edukacji do Parlamentu Europejskiego (ma tu zresztą wśród posłów PO takich samych destruktorów z lat 2007-2015), publikuję kolejną inicjatywę oddolną a zapoczątkoaną przez dr. M. Ratajczaka z IFiS PAN PETYCJĘ -, którą może podpisać zainteresowany tym i identyfikujący się z treścią petycji - przedstawiciel środowisk akademickich:

Uniwersytet solidarny ze szkołą!

My, niżej podpisani – studentki i studenci, doktorantki i doktoranci, pracownicy i pracownice uczelni wyższych, instytutów PAN oraz ośrodków badawczych – chcemy wyrazić swoje poparcie dla nauczycielskich związków zawodowych, które postulują podwyżkę płac nauczycieli i nauczycielek.

Sektor edukacji w Polsce jest poważnie niedofinansowany. Szczególnie dotkliwie odczuwają to pracownicy i pracownice szkolnictwa, nauczyciele i nauczycielki. Ich obecne zarobki radykalnie nie odpowiadają ilości wysiłku, jaki wkładają w wykonywanie swoich obowiązków. Obok nakładów fizycznych i emocjonalnych, których wymaga praca z dziećmi i młodzieżą, nauczyciele poświęcają wiele dodatkowych godzin na podnoszenie własnych kwalifikacji i rosnące obciążenia administracyjne, czemu nie towarzyszy wzrost płac.

Nasze poparcie dla walki o sprawiedliwe płace dla kadry pedagogicznej opieramy także na przekonaniu, że warunki pracy nauczycieli i nauczycielek są jednym z głównych elementów wpływających na jakość edukacji. To od nich zależy w kluczowym stopniu tak świadomość obywatelska, jak i zdolność przyswajania informacji i krytycznego myślenia uczniów i uczennic. Jest to szczególnie istotne w szybko zmieniającym się świecie, który wymaga ciągłego odnajdywania się w nowych sytuacjach. Przeciążona i nisko opłacana kadra pedagogiczna nie będzie w stanie zapewnić młodzieży najlepszych możliwości rozwoju.

Wiemy to bardzo dobrze: nasza praca - studiowanie, dydaktyka i prowadzenie badań - jest kontynuacją codziennego wysiłku setek tysięcy nauczycieli i nauczycielek. To w szkole przygotowuje się kolejne roczniki do podjęcia studiów i to przede wszystkim w szkole rozpowszechnia się efekty pracy naukowej. Wierzymy, że w naszym wspólnym interesie jest docenienie pracy osób biorących na swoje barki odpowiedzialność za wychowanie przyszłych pokoleń.

Dlatego też deklarujemy:

- Poparcie dla podnoszonego przez ZNP postulatu zwiększenia o 1000 zł kwoty bazowej określanej dla nauczycieli corocznie w ustawie budżetowej, stanowiącej podstawę do obliczenia stawek średniego wynagrodzenia nauczycieli.

- Poparcie dla decyzji o przygotowaniach do protestu i przeprowadzenia strajku w sytuacji, gdyby postulaty zwiększenia wynagrodzenia nie zostały spełnione.

- Gotowość do gestów solidarności w przypadku ogłoszenia strajku, takich jak: przedstawianie uchwał o poparciu protestów w instytucjach, w których pracujemy, przeprowadzanie dyskusji o warunkach pracy i systemie edukacji w Polsce w trakcie zajęć i seminariów, zawieszenie naszej pracy i organizacja wieców na kampusach

– jesteśmy gotowi i gotowe wspierać protest tak długo, aż żądania pracowników i pracownic polskich szkół zostaną spełnione.

Sygnatariusze:

dr Monika Arasimowicz-Andres, Centrum Nowych Technologii UW
Michalina Augusiak, Instytut Historyczny / Instytut Kultury Polskiej UW
dr hab. Ewa Bińczyk, Instytut Filozofii UMK
Filip Brzeźniak, MISH UJ
Wiktoria Chojnacka, Instytut Filologii Polskiej UWr
dr hab. Marcin Czerwiński, Instytut Filologii Polskiej UWr
dr hab. Łukasz Dębowski, Instytut Podstaw Informatyki PAN
prof. Janusz Dobieszewski, Instytut Filozofii UW
Anna Dobrowolska, Faculty of History, University of Oxford / UW
prof. Ewa Domańska, Instytut Historii UAM
Michał Godziszewski, Instytut Filozofii / Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW
prof. Ewa Graczyk, Instytut Filologii Polskiej UG
Karolina Grzegorczyk, Instytut Kultury Polskiej UW
Delfina Haszczyńska, Instytut Filozofii UW
dr hab. Filip Ilkowski, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW
prof. Małgorzata Fuszara, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW
prof. Jerzy Kochanowski, Instytut Historyczny UW
prof. Leszek Koczanowicz, SWPS, Filia we Wrocławiu
dr hab. Beata Kowalska, Instytut Socjologii UJ
prof. Małgorzata Kowalska, Katedra Filozofii i Etyki UwB
dr hab. Andrzej Leder, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
dr hab. Marcin Miłkowski, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
prof. Karol Modzelewski, członek rzeczywisty PAN
dr Miłosz Panfil, Instytut Fizyki UW
dr hab. Monika Płatek, Instytut Prawa Karnego UW
dr hab. Kacper Pobłocki, EUROREG UW
dr hab. Tomasz Rakowski, UW
dr Mikołaj Ratajczak, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
Mikołaj Skawiński, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie
dr Magdalena Szcześniak, Instytut Kultury Polskiej UW
dr hab. Mariusz E. Sokołowicz, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny UŁ
Tomasz Steifer, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN
dr hab. Jakub Szymanik, Institute for Logic, Language and Computation UvA
Aleksandra Towarek, Politechnika Warszawska
prof. Łukasz Turski
dr hab. Barbara Wagner, Wydział Chemii UW
Jan Wójtowicz, Wydział Fizyki UW
prof. Jan Woleński, Instytut Filozofii UJ
Monika Woźniak, Instytut Filozofii UW

Jeden z Sygnatariusz zadecydował nie ujawniać swojego nazwiska w internecie. Uzasadnił natomiast swoje poparcie następująco:

Podpisuję, ponieważ nie zgadzam się na działania obecnego rządu odnośnie oświaty. Nawet najlepsza reforma przeprowadzona w sposób nieprzemyślany i chaotyczny (a tak odbywa się likwidacja gimnazjów), bez brania pod uwagę różnych czynników - przede wszystkim dobra uczniów, odbyć się może tylko ze szkodą dla uczniów. Niestety, utrwala się szkodliwe i nieprawdziwe mity dotyczące zawodu nauczyciela.

Ponadto popieram wprowadzenie podwyżki, a także zwiększenie finansowania dla sektora edukacji. Poprzednie grupy protestujące niedawno (m.in. policjanci) otrzymały podwyżki. Podobno rząd odnosi same sukcesy - jeśli tak jest, to dlaczego nie ma pieniędzy na podnoszenie prestiżu zawodu nauczyciela i tym samym przyciąganie profesjonalistów zapewniając lepsze wykształcenie następnych pokoleń Polaków? Dlaczego inne grupy zawodowe mogą dostać podwyżki, a nauczyciele nie?

Należy także wprowadzić zmiany w programach nauczania. W obecnej, przestarzałej formule polska szkoła zabija kreatywne myślenie i nie przygotowuje uczniów na ich przyszłe, dorosłe życie. Dla dobra naszego kraju należy zacząć działać jak najszybciej, a jeden z kroków, które należy podjąć to nie tylko zwiększenie płac, ale i zacząć wprowadzać zmiany, których priorytetem jest odbudowa zaufania do zawodu nauczyciela.


piątek, 15 lutego 2019

Polscy pedagodzy-arteterapeuci na spotkaniu z Drugą Damą USA Karen Pence

(źródło fot. Karen Pence - Wikipedia)



W dniu 14 lutego 2019 r. Druga Dama USA - Pani Karen Pence - małżonka wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a - zaprosiła do Ambasady USA na spotkanie poświęcone polskim modelom terapii przez sztukę. Wspólna rozmowa z polskimi arteterapeutami trwała godzinę. Wśród uczestników debaty były m.in. pedagog - dr hab. Klaudia Węc prof. Akademii Ignatianum w Krakowie, dr Anita Stefańska z UAM w Kaliszu, która jest prezeską Stowarzyszenia Kairos, dr Aleksandra Chmielnicka-Plaskota z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie oraz malarka pani dr Iwona Bugajska-Bigos.

Spotkanie z Drugą Damą Ameryki, która jest z wykształcenia pedagogiem, edukatorką odbywało się w ramach wydarzeń współtowarzyszących Szczytowi Bliskowschodniemu w naszej stolicy. Karen Pence spotkała się tego dnia także z dziećmi leczonymi na oddziale neurochirurgii i traumatologii w szpitalu im. Józefa Polikarpa Brudzińskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Niewątpliwie udział naszych koleżanek był dla nich ogromnym wyróżnieniem potwierdzając zarazem, że polscy pedagodzy specjalizujący się w terapii przez sztukę zostali wybrani jako reprezentanci prężnie rozwijającej się na świecie metody wspierania w rozwoju dzieci, młodzieży i dorosłych dotkniętych przez los, chorych, niepełnosprawnych.

Możemy żywić nadzieję, że będzie to początek upowszechniania na świecie dokonań polskiej arteterapii rozwijanej także przez pedagogów. W 1991 r. zostało powołane do życia Europejskie Konsorcjum Edukacji Arteterapeutów (The European Consortium for Arts Therapies Education – ECArTE) zrzeszające (...) uniwersytety prowadzące studia wyższe w różnych dziedzinach terapii przez sztukę. Pierwszą polską uczelnią wyższą, która uzyskała taki certyfikat, był Uniwersytet Wrocławski

Niedawno prezentowałem rozprawę z arteterapii pani dr Marzeny Bogus z Uniwersytetu im. Jana Długosza w Częstochowie. W świetle Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 17 listopada 2010 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (Dz. U. 2010 nr 228 poz. 1487) pomoc psychologiczno-pedagogiczna zawiera określony katalog form.

W szkole pomoc ta może być udzielana w formie:

* klas terapeutycznych, zajęć rozwijających uzdolnienia (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć dydaktyczno-wyrównawczych (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć specjalistycznych (godzina trwa 60 minut): korekcyjno-kompensacyjnych (dla uczniów z zaburzeniami i odchyleniami rozwojowymi lub specyficznymi trudnościami w uczeniu się; liczba uczestników zajęć wynosi do 5), logopedycznych (liczba uczestników zajęć wynosi do 4), socjoterapeutycznych oraz innych zajęć o charakterze terapeutycznym (dla uczniów z dysfunkcjami i zaburzeniami utrudniającymi funkcjonowanie społeczne; liczba uczestników zajęć wynosi do 10),

* zajęć związanych z wyborem kierunku kształcenia i zawodu w przypadku uczniów szkół podstawowych i szkół ponadgimnazjalnych,

* porad i konsultacji.

czwartek, 14 lutego 2019

Z deszczu pod rynnę, czyli ministra edukacji gabinetu cieni PO



Skompromitowana oświatowo PO wystawia na ministrzycę edukacji w gabinecie cieni poseł Urszulę Augustyn. Na stronie GABINETU CIENI dowiemy się, jakież to "osiągnięcia" ma nominowana przez lidera PO - Grzegorza Schetynę - kandydatka do tego stanowiska:


Filolog, nauczycielka, dziennikarka radiowa i publicystka. W 1990 roku ukończyła studia w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Przez 15 lat pracowała jako nauczycielka w szkołach podstawowych. Jako dziennikarka współpracowała z „Gościem Niedzielnym”, Radiem Plus Tarnów oraz z katolickim portalem Opoka. Była prezenterką w radiu RDN Małopolska, współpracowała też z Biurem Prasowym Konferencji Episkopatu Polski. Na koncie ma też publikacje w polonijnym miesięczniku „Nasze Słowo” w Hanowerze.

Do polityki weszła w 2005 roku, z powodzeniem startując w wyborach do Sejmu RP. Mandat posłanki utrzymała w kolejnych kadencjach (VI, VII i VIII). Do 2015 roku była wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji. Obecnie jest członkiem Komisji do Spraw Petycji oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. W 2015 roku została powołana na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa w szkole. Przygotowała programu „Bezpieczna PLUS” (rozwinięcie programu „Bezpieczna szkoła”).


Będąc w opozycji przyszła (oby niedoszła) minister nie raczyła nawet uczestniczyć w pracach Sejmowej Komisji Edukacji. Nawet nie wie, jak brzmiała pełna nazwa tej Komisji, kiedy rzekomo uczestniczyła w jej obradach do 2015 r. To kolejna ustawka platformerskiej nicości jako przejaw arogancji szefa PO wobec środowiska oświatowego, w którym owa pani nie posiada żadnego autorytetu.

Nędza generuje nędzę. Czyżby poseł U. Augustyn miała być "spychaczem" na deformę edukacji?

Polecam własne wpisy na temat "zasług" tej pani, bo jakoś kiepskie ma referencje:

Jak posłanka Urszula Augustyn "wspiera" politykę MEN

Poseł PO w trosce o słowackich docentów

Stabilizowane akcje na polskie habilitacje


Odsłona puszki Pandory PO w obszarze edukacji

Niech zwolennicy PiS nie cieszą się z tej krytyki. Ich ministra - Anna Zalewska - wystarczająco kompromituje tę formację niszcząc polską edukację.

środa, 13 lutego 2019

Pluralis majestatis manipulującej społeczeństwem ministry edukacji


Minister Anna Zalewska zerwała komunikację ze społeczeństwem w momencie objęci resortu edukacji w 2015 roku. Od samego początku zaakceptowała rolę pośrednika między władzami partii a ignorantami polityki oświatowej, by zrealizować własny cel politycznego awansu kosztem środowisk oświatowych.

Nie była pierwszą i nie jest chyba ostatnią postacią w polskiej polityce, która traktuje szkolnictwo jako trampolinę do zupełnie innych zadań i zysków. Wcale nie zabiegała o tę rolę, jak podkreślała to w wywiadach, bo objęcie MEN nie daje natychmiastowego dostępu do finansowych konfitur. Tu trzeba się mocno nagłówkować, by zarobić więcej, niż wynika to z regulacji płac dla ministra, w dodatku jeszcze rzekomo obniżonych na wniosek prezesa partii.

Ministerstwo edukacji jest przystankiem do lepszych konfitur, jakie są na horyzoncie w najbliższych wyborach. Nie bez powodu b. premier koalicyjnego rządu PO i PSL określał tę rolę mianem "zderzaka". Kiedy jest się osobą spoza szkolnictwa, to popełnia się mnóstwo błędów, gdyż w resorcie edukacji pracują od niemalże trzech dekad urzędnicy, którzy tylko czyhają na szansę wysadzenie swojego ministra z siodła. Zarabiają tam bowiem nędznie, a z każdą zmianą polityczną muszą wysłuchiwać nowych zasad, są pouczani i zastraszani możliwością utraty miejsca pracy. Wykonają zatem każdą głupotę, przygotują każdy projekt takiej czy innej ustawy lub rozporządzenia, bo są świadomi tej sytuacji.


Chce pani minister konsultacji w sprawie reformy? Nie ma sprawy. Zmusi się do udziału w nich tych, którzy też są w strukturze nadzoru pedagogicznego i tych, którzy podlegają władzy samorządowej tej samej partii władzy. Ciekawych projektowanych zmian, a już tym bardziej jej oponentów czy wątpiących w ich sens nie wpuszcza się na salę obrad. Po co? "Kto nie z MEN, ten wrogiem władzy i państwa", bo państwo staje się własnością władzy na czas jej panowania w wyniku demokratycznego wyboru.

Od tego są zatrudnieni w resorcie specjaliści od public relations, żeby dostarczać społeczeństwu informację, która nie musi i nie może odpowiadać prawdzie, skoro ma być środkiem do realizacji "ukrytego programu" władzy. Nic się nie zmieniło w tym resorcie od czasu, kiedy za rządów PO i PSL rzecznik prasowy został nagrany przez studentów, kiedy odsłaniał im tajniki manipulacji.

POSTPRAWDA jest karmą dla większości jej odbiorców (społeczeństwa) głównie dlatego, że w świecie dominacji mediów o rzekomej wiarygodności komunikatu świadczy pierwszeństwo jego opublikowania w sieci internetowej i środkach masowego przekazu (tv, radio, prasa).Kto zrozumie informację minister Anny Zalewskiej o tym, że:

"PENSJE NAUCZYCIELSKIE ZOSTANĄ PODNIESIONE O 16,1 PROC. ZAGWARANTOWALIŚMY TE PIENIĄDZE W SUBWENCJI OŚWIATOWEJ"

Nauczyciele wiedzą, że jest to sprytnie opakowane w słowa kłamstwo. Oni nie otrzymają w tym roku podwyżki płac o 16,1 proc. Proszę zauważyć, że w tej informacji w ogóle nie pojawia się powiązanie roku podwyżki z ich wysokością. Słusznie, nawet związkowcy oświatowej "Solidarności" mają dość takiej manipulacji. Żaden nauczyciel nie otrzyma w 2019 r. podwyżki płacy o 16.1 proc.!!!

Roszczenie o podwyżkę o 1000 zł. nie jest już kwestią realnego i koniecznego wzrostu płacy. To walka O GODNOŚĆ ZAWODU, którym poniewiera minister edukacji wciskając kit.

Zwróćmy wreszcie uwagę na drugie zdanie z tego komunikatu o zagwarantowaniu pieniędzy w subwencji oświatowej. To także jest prawdą, ale tylko częściową, bowiem ponad 5 proc. już zagwarantowano nauczycielom w ub. roku, a resztę w rozporządzeniu podpisanym kilka dni temu. Tyle tylko, że nadal nie jest to wzrost płac w 2019 r. o 16,1 proc.

Kolejną postprawdą jest operowanie przez ministrę edukacji rzekomym wzrostem płac: "PRZEŁOŻY SIĘ TO NA ZWIĘKSZENIE WYNAGRODZENIA ŚREDNIEGO OD 444 DO 818 ZŁ."

Obywatele, których emerytury, renty, a nawet pensje nie wzrosną w tym roku między 444 a 818 zł. będą wściekli, że nauczyciele ośmielają się jeszcze upominać o wyższe płace. Minister posługuje się w komunikacji ze społeczeństwem tak zwaną średnią płacą w oświacie. Tyle tylko, że nie raczy poinformować o tym, jaki proc. nauczycieli osiąga tę średnią, jaki odsetek jest poniżej tej średniej i ilu zarabia powyżej średniej, a więc najwięcej?

Większość nauczycieli ma dość tej manipulacji. Nikt nie płaci rachunków średnią płac w zawodzie. Milczą ci, których dochody są wysokie nie z tytułu wykonywanej przez nich pracy, ale ze względu na wysokie zarobki ich partnerów życiowych/rodzinnych (męża-żony, matki-ojca, babci-dziadka itp.). Oni nie będą walczyć, bo ich byt zapewnia im rodzina.

Nie będą też strajkować ci, którzy pogodzili się ze swoim losem ponowoczesnej "siłaczki" czy "pasjonaty". Im nie zależy na tym, co zapewni im władza, gdyż bez względu na wysokość płacy przyjdą do szkoły ("łamistrajki").

Swój najnowszy List do rodziców i opiekunów uczniów minister A. Zalewska otwiera kompletnie demagogicznym zdaniem:

"Szanowni Rodzice i opiekunowie zdajemy sobie sprawę z kluczowej roli i znaczenia nauczycieli w procesie edukacji Państwa dzieci, dlatego staramy się podnosić rangę i prestiż tego zawodu".

Pluralis majestatis - "zdajemy sobie... " to komunikat MY zamiast JA. Pod listem jest podpis ministry, a nie jakiegoś MY. Kim jest Anna Zalewska - MY minister edukacji? Już tak się zwielokrotniła?

Niech mi ktoś odpowie na pytanie, na czym polega staranie się podnoszenie rangi i prestiżu zawodu??? Mając takich ministrów edukacji nie życzyłbym sobie, by podnosili rangę i prestiż mojego zawodu, skoro sami nimi się nie cieszą. Czy minister traktuje rangę i prestiż jako odrębne przymioty nauczycielskiej profesji?

Manipulacje Anny Zalewskiej zostały zdemistyfikowane także w analizie , jakiej dokonało ZNP.

Takie listy ministrzyc edukacji są doskonałym tekstem do ćwiczenia studentów pedagogiki w rozpoznawaniu demagogii, postprawdy, błędów logicznych i manipulacji. Prawdziwy jest tu jedynie podpis.


Ten protest jest skumulowaną reakcją nauczycieli na lata poniżania ich profesjonalizmu i zaangażowania w edukację młodych pokoleń.












wtorek, 12 lutego 2019

Poruszył mnie los współsprawcy tragedii sprzed lat



W sieci organizowana jest zbiórka pieniędzy. W tym szczególnym przypadku - nie na Europejskie Centrum Solidarności, nie na ciężko chore dziecko czy osobę dorosłą, nie na kampanię wyborczą polityka, ale na NAUCZYCIELA-WSPÓŁSPRAWCĘ tragicznej śmierci jego uczniów tyskiego LO, których zabrała ze sobą lawina. Przeczytajcie wpis pedagoga z innego liceum, który tu przedrukowuję:



LUTY 10, 2019 PRZEZ JASSSIU_ADMIN

Ludzie, potrzebna pomoc!

Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku
________________________________________

16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz.

Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna.

Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.

Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika.

Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.

Dziś, kiedy po kilkunastu latach od tej tragedii słyszę, że zapadł kolejny wyrok skazujący tego nauczyciela. Kiedy żąda się zapłacenia jakiejś bajońskiej sumy pieniędzy na rzecz rodzica pytam: co to jest? Mściwa wendeta? Życie za życie i dopiero wtedy ukojenie? Żal i pamięć pozostanie i pieniądze tego nie zmienią. No chyba, że ktoś chce coś na tej tragedii jednak zyskać… Dziś pierwszy rodzic pociesza się 140 tysiącami złotych (chciał 700 tyś. więc już mówi, że to jeszcze nie koniec). Który rodzic następny? Z jakiej emerytury ma zapłacić nauczyciel za to, że w swojej naiwności chciał być wyjątkowym pedagogiem? Co mu pozostaje…?

Ludzie potrzebna pomoc! Jest wyrok i jest potrzeba, aby wychowankowie pana S. i ludzie, których stać na taki gest, przyłączyli się do składki na rzecz zaspokojenia żądania rodzica. Dajmy w ten sposób wyraz tego, że mimo iż rzeczywiście popełnił błąd, nie jest potępiony przez wszystkich. Może uratujemy w ten sposób odrobinę godności, a może znacznie więcej…

Ostatni wyrok ma jeszcze jeden aspekt – wpływ na przyszłość. Ilu nauczycieli powie: „Nie warto! Jeżeli z powodu ewentualnego wypadku mam stracić wszystko i zostać bezdomnym, to może lepiej zamknąć się w klasie z podręcznikiem i jakoś przetrwać. Tu raczej jestem bezpieczny”. Tylko czy takich pedagogów chcemy aby wspominały nasze dzieci?

Na koniec. Módlmy się za wszystkie ofiary tej tragedii – tego oni potrzebują najbardziej. Nie zemsty. "


https://zrzutka.pl/myftrk

W Zakopanem o edukacji jutra