piątek, 22 lutego 2019

Czy inżynier może być nauczycielem wczesnej edukacji?


Osoba, która ukończyła inżynierskie studia i ma za sobą podyplomowe kwalifikacyjne studia pedagogiczne (3 semestry w tym 270 godzin zajęć i 150 godz. praktyk w szkole lub w przedszkolu) może być zatrudniona w szkole branżowej jako nauczyciel zawodu.

Natomiast, jeżeli taki inżynier czy magister inżynier chce podjąć studia podyplomowe na kierunku "Nauczanie przedszkolne i wczesnoszkolne", by pracować w szkole podstawowej, to w świetle nowych wymagań i standardów kształcenia nauczycieli nie będzie to dla niego możliwe.

Pracować w szkole podstawowej jako nauczyciel lub asystent nauczyciela przedszkolnego może osobna po pięcioletnich studiach kierunkowych. Nareszcie skończy się degradacja jakości wychowania przedszkolnego i kształcenia zintegrowanego w szkołach podstawowych w wyniku obniżenia kwalifikacji i kompetencji od nauczycieli, do którego doprowadziła formacja polityczna PO i PSL pod przewodnictwem Katarzyny Hall i jej następczyń.

Na pytanie zatem, czy po studiach podyplomowych z "wychowania przedszkolnego i kształcenia wczesnoszkolnego" inżynierowie nabędą prawa do nauczania w szkole? - muszę odpowiedzieć, że nie. Proszę nie ulegać zapewnieniom rektorów czy kanclerzy wyższych szkół prywatnych, że tak uzyskane potwierdzenie kwalifikacji będzie wystarczające do pracy w szkole podstawowej. Nie będzie.

Słusznie zatem stwierdza jeden z czytelników bloga, że "z wielu stron płyną do niego opinie, iż idzie złą drogą i nic mu te studia nie dadzą". Warto jednak przy tej okazji odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były edukowane w przedszkolu i szkole podstawowej przez osobę bez pełnych kwalifikacji pedagogicznych, w tym metodycznych i odpowiedniego doświadczenia metodycznego?

czwartek, 21 lutego 2019

Szykuje się polityczne starcie oświatowe







Nie ma postępu w negocjacjach płacowych, a raczej ustąpienia minister edukacji narodowej słusznym oczekiwaniom nauczycielskich/oświatowych central i komisji związkowych podwyższenia płac o tysiąc zł., toteż szykuje się w Polsce powtórka z 1993 r., kiedy to m.in. strajki nauczycielskie doprowadziły do rozwiązania Parlamentu.

W tym roku do tego nie dojdzie, bo i tak mamy jesienne wybory, a wcześniej kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Nie ma w tym przypadku żadnych niespodzianek. Partie polityczne kierują na listy wyborcze rozpoznawalnych w kraju kandydatów, ministrów i znaczących posłów.

Z lewej strony mamy Koalicję Europejską, w której zakorzenili się byli premierzy III RP, nomenklatura PZPR, twardogłowi ideolodzy (niem. - Betonfraktion), osoby od lat lekceważące nauczycielską profesję i odpowiadające za destrukcyjne zarządzanie polityką oświatową. Z prawej "strony są "gwiazdy" partii władzy, wśród których znalazły się postaci mające odwrócić uwagę Polaków od toczących ją różnego rodzaju afer.

Związkowcy przygotowują się do strajku, a minister A. Zalewska do wyborów ... . Może to i dobrze, skoro część nauczycieli, a może i rodziców tegorocznych ósmoklasistów i gimnazjalistów nie może patrzeć na uśmiechniętą panią minister. Może zatem będą w stanie zagłosować na jej kandydaturę, byle tylko nie zarządzała polskim szkolnictwem. Tym razem "kapitan" nie schodzi z tonącego statku ostatni.

Moim zdaniem "oświatowy statek" nie tonie, gdyż na szczęście nie opuścili go nauczyciele. Dryfuje jednak w nieznaną stronę oddalając młode pokolenie od "brzegu" nowoczesności, kreatywności i innowacyjności. Pogłębiają się z udziałem polityki oświatowej zjawiska proletaryzacji zawodu nauczycielskiego i wykluczania społecznego tej części uczniów, której rodziców nie stać na wsparcie ich rozwoju.

W kraju trwa konflikt między MEN a środowiskiem nauczycielskim od 1993 r. W sieci nabiera on jednak zupełnie nowego oblicza. Powstają kolejne strony internetowe, petycje, listy otwarte, grupy zwolenników i przeciwników strajku szkolnego. Szykują się do niego także władze samorządowe i państwowe.

Zmiana na stanowisku ministra edukacji niczego nie poprawi. Wystarczy posłuchać, co mówią wiceministrowie edukacji, by przekonać się o ich nieadekwatnej samoocenie.


środa, 20 lutego 2019

Matematyka królową nauk, tylko nie dla polskich uczniów i ostatnich ministrzyc edukacji


Nie poświęcałbym uwagi najnowszemu raportowi Najwyższej Izby Kontroli na temat nauczania matematyki w polskich szkołach, gdyby nie prowokacyjnie kompromitujący redakcję dziedzina tytuł artykułu "Matura bez obowiązkowej matematyki? " Populizm ma swoje granice.

Jeżeli z raportu NIK dziennikarze wyciągają takie wnioski, to znaczy, że albo sami są nieukami, albo wpisują się w tandetną politykę populizmu, by zwiększać swoje zyski kosztem jakości polskiej edukacji. Tekst dziennikarzy skrywających się za inicjałami (pewnie sami byli kiepskimi uczniami w szkole) zaczyna się następująco:

Połowa przedszkolaków fascynuje się matematyką. Potem - w szkole - uczą się jej nienawidzić. Tyle wynika z najnowszego raportu NIK, w którym znalazł się też postulat, by matematyka nie była konieczna do zdania matury. Bo - przynajmniej na razie - nie umiemy jej uczyć. Powtarza to bezmyślnie "Gazeta Wyborcza".

Dalej już czytać nie warto. Wystarczy. Skoro ich zdaniem nie umiemy uczyć matematyki, to należy ją wycofać z egzaminu maturalnego, przynajmniej do czasu, aż będziemy lepiej uczyć. MY, czyli kto? Może jednak ów publicysta, który nie potrafi czytać raportu ze zrozumieniem, zastanowi się nad tym, dlaczego nie opłaca się świetnie wykształconym matematykom pracować w polskich szkołach? Ci, którzy w nich pozostali, czynią tak albo z pasji, albo w wyniku kontynuacji rodzinnych tradycji, albo z konieczności, toksycznego dla nich i ich uczniów przymusu.

Ci pierwsi kształcą znakomicie. Ci drudzy, nawet najzdolniejszym uczniom obrzydzą matematykę do reszty. Jak ów dziennikarz sądzi, dlaczego? Tego bowiem w raporcie NIK nie ma. Są natomiast ciekawe dane empiryczne, które trafnie analizują i interpretują znakomite uczone - prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej i dr hab. Małgorzata Makiewicz z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska lokuje przyczyny niepowodzeń w maturalnym teście w wielu czynnikach, w tym mających miejsce na różnych etapach kształcenia dzieci i młodzieży oraz w strukturach państwowej władzy:

po pierwsze, jest to zła jakość edukacji matematycznej już na poziomie edukacji wczesnoszkolnej, (...) niewłaściwy sposób traktowania dzieci obdarzonych zadatkami uzdolnień matematycznych w nauczaniu początkowym (...) Po kilku miesiącach nauki w szkole większość tych dzieci przestaje manifestować swoje znakomite możliwości umysłowe. Powodem jest spychanie tych dzieci do poziomu przeciętnych uczniów. W następnych latach szkolnej edukacji tendencja ta nasila się do tego stopnia, że tylko dwoje, troje starszych uczniów w klasie wykazuje się uzdolnieniami matematycznymi..

po drugie, o niskim wyniku egzaminu z matematyki najczęściej decyduje brak sprawności rachunkowej, poważne problemy z poprawnym wykonywaniem obliczeń rachunkowych… Brak odpowiedniej sprawności rachunkowej, nieznajomość praw i własności działań, nieuwaga prowadząca do błędów przy obliczeniach, także nieskomplikowanych(...) Jest to szczególne widoczne w przypadku zadań wieloetapowych, wymagających dobrania strategii rozwiązania składającej się z kilku kroków.,

po trzecie, (...) w klasach czwartych - gdy edukacją matematyczną uczniów zajmują się już nauczyciele matematyki - mamy do czynienia z kolejną falą niepowodzeń w nauce matematyki. Powodem są niedostatki w kształceniu nauczycieli matematyki w zakresie pedagogicznych i psychologicznych podstaw kształtowania wiadomości i umiejętności matematycznych. Konsekwencją jest rozbieżność pomiędzy sposobem nauczania matematyki a realnymi możliwościami umysłowymi uczniów.
po czwarte, od ponad trzydziestu lat publikowane są przyczyny i konsekwencje tego edukacyjnego nieszczęścia. Ustalenia są ignorowane, a wprowadzane zmiany przez kolejne władze oświatowe w systemie kształcenia uczniów i nauczycieli nauczania początkowego pogłębiają rozmiary tych niepowodzeń.

Oczywiście urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej skupią się na trzech pierwszych czynnikach, a ja uważam, że zacząć trzeba od skali makro, czyli polityki oświatowej kolejnych formacji politycznych, które manipulując reformami szkolnymi na rzecz zyskiwania jedynie poparcia własnego elektoratu, nie dokonują ich integralnie. No i nie przyjmują uwag krytycznych do siebie. Tymczasem ryba psuje się od głowy!

Prof. E. Gruszczyk-Kolczyńska wskazuje na makrotoksyczne czynniki, będące wynikiem decyzji najwyższych władz oświatowych, a mianowicie:

- powierzanie wybranym osobom opracowywanie nieodpłatnych podręczników dla dzieci, bez obowiązku sprawdzenia ich wartości edukacyjnej poprzez przetestowanie ich w szkole; (...) wydawnictwa szkolne decydują o tym, jak i czego z matematyki uczy się większość dzieci w Polsce.

- odstąpienia od zasady recenzowania autorskich programów edukacyjnych, książek metodycznych dla nauczycieli i pakietów edukacyjnych dla dzieci.

Efekt tego jest taki, że ministrowie-ignoranci, którzy załatwili swoim znajomym wydanie bezpłatnego badziewia pseudodydaktycznego w postaci podręcznika "Nasz elementarz", wzmocnili ten stan rzeczy nakazem, (...) aby nauczyciele korzystali z niego przez 3 lata. Pominięto tam konieczność wspomagania dzieci w rozwoju operacyjnego rozumowania w sensie J. Piageta, chociaż od bodaj ćwierć wieku wiadomo że na rozumowaniach tych bazuje edukacja matematyczna. Zaś różnice w tempie rozwoju umysłowego sprawiają, że co trzeci uczeń nie rozumuje jeszcze na poziomie operacji konkretnych.

MEN forsuje zatem "zalecenia wprowadzające zamęt logiczny i merytoryczny w kształtowaniu zarysów pojęć liczbowych. Zaburza to dziecięce poczucie sensu, bodaj najważniejszego nośnika inteligencji.

Kogo to obchodzi? Kto ponosi za to odpowiedzialność? Panie ministrzyce: K. Hall, K. Szumilas, J. Kluzik-Rostkowska i wreszcie A. Zalewska. Profesor E. Gruszczyk-Kolczyńska przytacza wyniki własnych badań świadczące o rozmiarach i konsekwencjach marnowania zadatków uzdolnień matematycznych dzieci w Polsce. Mówiła o tym i pisała od lat, ale w MEN liczą się premie osobiste, wizja ucieczki do Parlamentu Europejskiego, inne ukryte konfitury wzrostu dochodów kolejnych ministrów bez odpowiedzialności za losy młodych pokoleń.

Profesor APS nie poprzestaje na kolejnej prezentacji twardych danych empirycznych, ale tez formułuje wnioski naprawcze. Tyle tylko, że brakuje wśród nich dwóch najważniejszych, które są poza zasięgiem nauki, a mianowicie:

1. Należy egzekwować od kandydatów na studia nauczycielskie co najmniej 60% punktów z przedmiotu kierunkowego (w tym przypadku także z matematyki) na maturze rozszerzonej.

2. Podwyższyć pierwszą płacę w zawodzie nauczycielskim do średniej krajowej netto (ok. 4,5 tys. zł), żeby opłacało się osobom wykształconym i z pasją podjąć pracę w tej profesji. Oczywiście, byłoby zdecydowanie lepiej z polską edukacją, gdyby nauczyciele zarabiali tyle, co kierowca prezesa partii władzy.

Koniec. Pozostałe rekomendacje mają charakter wewnętrzny, w skali mezo-i mikro, a są do osiągnięcia bez jakiejkolwiek dalszej ingerencji MEN, o ile zostaną powierzone do realizacji specjalistom, także wysoko honorowanym w naszym państwie, może być na poziomie "asystentek prezesa NBP".

Prof. Uniwersytetu Szczecińskiego Małgorzata Makiewicz trafnie wskazuje na powszechne przyzwolenie na matematyczne nieuctwo. Jak pisze w swojej ekspertyzie: Powszechnie zgadzamy się ze słowami I. Kanta, że żaden kraj z ambicjami nie może być krajem analfabetów matematycznych. Z drugiej jednak strony bez sprzeciwu przyjmujemy stwierdzenia polityków, publicystów, dziennikarzy że matematyki nigdy nie rozumieli, a na maturze po prostu ściągali. Czy mam przytaczać wypowiedzi premierów, prezesów partii władzy, posłów chwalących się w imię ocieplania wizerunku tym, jak sami ściągali na maturze, wagarowali, unikali wysiłku edukacyjnego?

Także w tym dokumencie znajdziemy naukowe argumenty świadczące o przyzwoleniu ministrów-drożdżówek, ministrów-tornistrów, ministrów-darmowych elementarzy itp., jak np. :

* W obrębie nauczania matematyki przyjęty kanon edukacji szkolnej, zorientowany na strukturę teorii, nie zaś na rozwijanie postaw intuicyjnych i poglądowych, implikuje, potwierdzony badaniami empirycznymi, niski poziom ukształtowania wyobraźni przestrzennej uczniów;

- Stwierdzenie, że: Zjawisko intensyfikacji płatnych korepetycji z matematyki jest wyrazem nasilającej się bezradności szkoły oraz przyjęciem współodpowiedzialności rodziców za proces kształcenia dzieci. - powinno być poszerzone o jeszcze jeden czynnik z tym związany, a mianowicie: niskie płace nauczycieli i zmuszanie ich do nieadekwatnego kształcenia w związku z przyjętymi przez MEN podstawami programowymi - zmuszają wielu nauczycieli do udzielania korepetycji.

- Niezwykle ważne są uwagi uczonej: "Do opanowania języka matematyki potrzebny jest czas (na przetworzenie informacji) i miejsce (np. w zeszycie na wykonanie rysunku, grafu, wykresu, na sformułowanie odpowiedzi. Stosowane powszechnie na wszystkich poziomach nauczania ćwiczenia do matematyki skutecznie oduczają uczniów czytania ze zrozumieniem, właściwego interpretowania treści zadań.

- jednym z wielu wskazanych przez tę uczoną mankamentów w kształceniu szkolnym jest niewłaściwe akcentowanie utylitarnego charakteru kompetencji kształconych przez matematykę oraz niedostrzeganie tzw. wartości społecznych.

M. Makiewicz chwali corocznie publikowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną sprawozdania z egzaminów maturalnych za to, że przedstawiają rzetelne analizy dokonane na próbie badawczej uczniów przystępujących do matury. Nie uwzględniają jednak uczniów, którzy zrezygnowali z przystąpienia do egzaminu.

Obie uczone wyraźnie podkreślają, że MATEMATYKA powinna być stałą częścią egzaminu państwowego-maturalnego. Niech nie kombinują niedouczeni dziennikarze i politycy przed wyborami, że jak obywatele (rodzice) zagłosują na partię XYZ - to uwolni się ich dzieci od obowiązkowego egzaminu z matematyki.

wtorek, 19 lutego 2019

Czy profesor jest profesorem?


Od szeregu lat zwracam uwagę w środowisku akademickim i w szerszym gremium osób z nim związanych, by stosować nazwy stopni i tytułu naukowego zgodnie z uzyskaną nominacją. Reforma 2.0 miała nieco skorygować nieczytelność, a więc i nierozpoznawalność w społeczeństwie tytułów, którymi chętnie lub z konieczności posługują się pracownicy szkół wyższych w różnych sytuacjach.

Piszę o tym ponownie dlatego, że rektor jednej z wyższych szkół prywatnych bezprawnie użył tytułu naukowego profesora przy swoim nazwisku. Zdarza się to wielu osobom, mimo iż tytułu naukowego profesora nie posiadają. Wystarczy przejrzeć komunikaty o konferencjach naukowych, składy redakcji czasopism naukowych, relacje prasowe, strony promujące kierunki kształcenia czy uczelnie itp., żeby przekonać się, że panuje tam nierzetelny przekaz.

Osoby, które nie otrzymały z rąk Prezydenta RP nominacji na tytuł naukowy profesora, a są samodzielnymi pracownikami naukowymi na uczelnianym stanowisku profesora - podają przed swoim imieniem i nazwiskiem tytuł, do którego posługiwania się nie mają prawa. Wielu osobom wydaje się, że skoro są na stanowisku profesora uniwersytetu, wyższej szkoły zawodowej, akademii, politechniki itp., to mogą zapisywać przed nazwiskiem tytuł profesora.

W tym jednak przypadku kogoś musiało to zdenerwować, skoro złożył doniesienie na policję, a ta wszczęła śledztwo i sprawa trafiła do sądu. Jak czytam:

Przeprowadzone przez (policję- dop. BŚ) czynności wykazały, że doszło w tym wypadku do przywłaszczenia wyższego stopnia naukowego. Dlatego skierowaliśmy w tej sprawie wniosek do sądu. Ten potwierdził, że doszło do wykroczenia. Był to wyrok nakazowy wydany w uproszczonej procedurze, bez udziału stron. Rektor złożył sprzeciw na wyrok i 20 marca sąd rozpatrzy sprawę raz jeszcze. Tym razem już z udziałem stron – wyjaśnia (...) podinspektor z (...) policji.

Nie podaję danych, bo nie o konkretną osobę tu chodzi, tylko o zjawisko lekceważenia tak przez samych zainteresowanych, jak i pracowników mediów poprawności nazw stopni i tytułów naukowych. Należy odróżniać tytuł naukowy profesora, który jest wynikiem odrębnego postępowania awansowego przez jednostki akademickie, weryfikowanego przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów, a następnie Kancelarię Prezydenta RP.

Tytuł profesora jest tylko jeden i przysługuje uczonemu, którego osiągnięcia naukowe zostały zbadane, pozytywnie ocenione stając się podstawą do nominacji przez Prezydenta RP.

Nie są zatem jeszcze mianowanymi profesorami tytularnymi ani - jakże często wymieniani w mediach posłowie PiS (Krystyna Pawłowicz, Andrzej J. Zybertowicz, i in.), ale jest nim np. prof. dr hab. Ryszard Terlecki.

Tak więc, nie każdy profesor jest profesorem. Nie tylko na moim Wydziale profesorami nadzwyczajnymi są osoby, które nie posiadają tytułu naukowego, ale zajmują stanowisko profesora. Są to nauczyciele akademiccy, którzy uzyskali przed laty stopień naukowy doktora habilitowanego, a zatrudniająca ich uczelnia, w dowód wykazanych przez nich osiągnięć naukowych, zatrudniła ich na stanowisku profesora uniwersytetu.

Są tak szanujące się w kraju uniwersytety, na których o to stanowisko wcale nie jest tak łatwo. Nie wystarczy być doktorem habilitowanym, by dostać etat profesora uniwersytetu. Trzeba bowiem wykazać się osiągnięciami naukowymi po habilitacji. W oddalonych od centrum uniwersytetach wystarczy, że ktoś uzyska stopień doktora habilitowanego, a już po tygodniu otrzymuje stanowisko profesora.

Tak patologiczna praktyka sprawia, że w większości uniwersytetów polskich na stanowiskach profesorów, a więc profesorów nadzwyczajnych, zatrudniani są doktorzy habilitowani, których ostatnim osiągnięciem autorskim była ich rozprawa habilitacyjna, często wydana kilka lub nawet kilkanaście lat temu. W wielu przypadkach uzyskali oni habilitację w Rosji, na Białorusi, Ukrainie, Słowacji czy w Bułgarii lub w Niemczech nie podejmując w kraju żadnych, poważnych badań naukowych. Potem publikowali jakieś artykuły, często nieznaczące dla nauki, ale za to odnotowywane w ramach wewnętrznych regulaminów oceny pracowniczej jako potwierdzające ich rzekomą aktywność naukowo-badawczą.

Poprzedni kierownicy katedry, którą ponownie objąłem po wielu latach, należą do takich przypadków. Ot, są profesorami uczelni, ale bez istotnego wkładu w rozwój nauki, a nawet w ocenę parametryczną własnej jednostki. Właśnie dlatego reforma J. Gowina jest ważna, bo odsłania prawdę o konsumentach własnych dyplomów, którzy nie są twórczy w nauce.

Zapewne są to dobrzy wykładowcy, ale nic więcej. Być może wystarcza im to, że wiele osób zwraca się do nich per "pani/pan profesor", chociaż de facto profesorami nie są. Nie mają ani ambicji, ani potencjału, ani kompetencji, by zatroszczyć się o naukę, która stała się dla nich matką-żywicielką, ale bez wzajemności.

W świetle "Konstytucji Dla Nauki" każda uczelnia będzie mogła zatrudnić na stanowisku profesora osoby ze stopniem naukowym doktora. Nie muszą zatem mieć habilitacji. To znacznie poszerzy krąg osób, które mogą błędnie afiliować swoją akademicką pozycję. Kto teraz odróżni: profesora doktora habilitowanego od profesora nadzwyczajnego doktora habilitowanego i od profesora nadzwyczajnego doktora?

Oby nasze sądy nie miały z tym kolejnego zmartwienia i obciążenia. Są ważniejsze kwestie na tym świecie.






poniedziałek, 18 lutego 2019

Wznosząca się fala wniosków awansowych w nauce


Każda zmiana ustawowa, także w szkolnictwie wyższym, niesie z sobą niepokój, poczucie niepewności, wątpliwości, jak będą przebiegać procesy, które zostały ujęte w prawie. Jestem zwolennikiem tej reformy w sferze nauki, bo rzeczywiście uniwersytety, akademie i politechniki stały się w naszym kraju głownie szkołami zawodowymi mającymi kształcić setki tysięcy młodzieży opuszczającej każdego roku mury szkół ponadgimnazjalnych, a w tym roku także ponadpodstawowych. Dzięki temu zatrudniano na stanowiskach naukowo-dydaktycznych osoby, które nie posiadając kwalifikacji badawczych jedynie pasożytowały na uczelni pozorując pracę badawczą.

Zbliża się kolejna faza oceny parametrycznej, tym razem w ramach dyscyplin, a nie jednostek naukowych. Jak już sygnalizowałem, władze niektórych uniwersytetów przenosiły nawet kilkuset naukowców na stanowiska dydaktyczne, wykładowców, by uniknąć osądu o fatalnym stanie osiągnięć naukowych. Chcąc ratować obecną kategorię lub uzyskać wyższą postanowiły przeprowadzać nawet transfery twórczych pracowników naukowych z innych uczelni, byle tylko wzmocnić własną dyscyplinę. Za kolejne dwa lata nastąpi bowiem ostateczne rozstrzygnięcie, czy król jest nagi, czy jednak odziany.

Dotychczasowa kontrola jakości kształcenia, jaką prowadzi Polska Komisja Akredytacyjna, została częściowo opanowana przez podmioty mało zainteresowane rzeczywistą wartością edukacji akademickiej. Bardziej skupiano się na procedurach, normach, standardach, aniżeli autonomii uczelni, która powinna zapewniać oryginalność rozwiązań dydaktycznych. Brnięcie w tym kierunku okazało się błędem, który jest pochodną w tej sytuacji braku wielostronnych i niepodatnych na czyjeś interesy kwalifikacji kadr akredytujących. Nie o tym jednak dzisiaj piszę.

Podejmuję kwestię jakości wniosków habilitacyjnych i o tytuł naukowy profesora, gdyż to one niepotrzebnie - moim zdaniem - budzą napięcie i przyspieszanie głównie prac wydawniczych, by można było zdążyć do końca kwietnia tego roku. Habilitanci są w korzystniejszej sytuacji, gdyż oni mogą złożyć wniosek do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów do 30 kwietnia, żeby mieć gwarancje wszczęcia postępowania w obecnie jeszcze obowiązującej procedurze prawnej.

W nieco trudniejszej sytuacji są samodzielni pracownicy naukowi, którzy chcieliby złożyć wniosek o wszczęcie postępowania na tytuł naukowy profesora. O tym bowiem nie decyduje CK, ale rada jednostki naukowej, która dysponuje odpowiednim uprawnieniem. Ta zaś musi powołać zespół do oceny zasadności wniosku i rekomendować radzie jednostki 10 potencjalnych recenzentów. Tym samym powinno to nastąpić najpóźniej w marcu, by jeszcze kwietniowe posiedzenie rady jednostki mogło podjąć uchwałę o wszczęciu postępowania lub jego odmowie.

Jeśli będzie odmowa, to kandydatowi do tytułu naukowego przysługuje prawo odwołania do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, a ta może je przyjąć lub odrzucić. W przypadku przyjęcia odwołania może tez przenieść postępowanie do innej jednostki. Tak więc nie wszystko jest stracone. Wiemy, że nie zawsze o losach wniosku decyduje jego merytoryczna wartość. Bywa, że w grę wchodzą ukryte konflikty wartości, osób czy przedmiotowe. Wówczas organ odwoławczy staje po stronie ewidentnie krzywdzonej osoby.

Apeluję zatem o to, by nie gonić przysłowiową piętkę i jednak doprowadzić własne projekty badawcze do końca, rzetelnie je opisać i opublikować wyniki badań, aniżeli poddawać się na chybcika ocenie, której dokonują eksperci w ramach danej problematyki badawczej. Chyba nie warto zapisywać w świadomości społecznej niekompletnych tez, uzasadnień, błędnych konceptualizacji czy interpretacji wyników tylko po to, by zdążyć.

Od 1 października będą wznowione możliwości ubiegania się o stopień naukowy doktora habilitowanego czy o tytuł naukowy profesora. Doprawdy, nie ma się czego obawiać, jeśli dysponujemy odpowiednimi osiągnięciami naukowymi. Zmiany nie są istotne. Wprost odwrotnie, w przypadku habilitacji, która nie jest przecież już obowiązkowa , habilitant będzie miał szansę na odniesienie się do ewentualnych uwag, niejasności czy nieporozumień, jeśli takowe powstaną w toku oceniania jego/jej dorobku naukowego.

Zachowana jest transparentność postępowań awansowych. Ba, doktoranci uzyskują po raz pierwszy ustawowe prawo do zmiany promotora na ich wniosek. Zbyt wiele jest w ostatnich latach sytuacji, kiedy to doktoranci byli skazywani na promotorów, którzy albo byli niekompetentni, albo nie mieli dla nich w ogóle czasu, albo ... oczekiwali szczególnych darów wdzięczności. Oby to się wreszcie skończyło.



niedziela, 17 lutego 2019

EDUKACJA: POLITYKA I EMPATIA — spotkania w Biennale Warszawa


Zainteresowanych relacjami między edukacją a polityką zachęcam do uczestniczenia w dn. 20 lutego 2019 r. o godz. 18.00 w spotkaniu dyskusyjnym w Warszawie w ramach programu "RePrezentacje. Nowa Edukacja." Miejscem obrad będzie: Biennale Warszawa, ul. Marszałkowska 34/50 (MA3450). Wstęp wolny.


Wykład w długłosie pt. Edukacja i polityka. Dlaczego ten związek jest pilnym w Polsce zadaniem? poprowadzą Maria Mendel i Tomasz Szkudlarek z Instytutu Pedagogiki Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Jak zapowiadają prowadzący dyskusję na temat polityki i edukacji:

Sprzeciw wobec „upolityczniania edukacji” jest dość charakterystyczny dla klimatu debat nad stanem oświaty, zdominowanych przez pojmowanie jej jako inwestycji mającej zapewniać dzieciom dobrą przyszłość, czyli zawodową satysfakcję, prestiż i pieniądze. Zapominamy w ten sposób, że od swych początków edukacja – a zwłaszcza edukacja publiczna w jej modernistycznym wydaniu – jest projektem na wskroś politycznym; że obok celów związanych z kształtowaniem indywidualności jest ona ściśle związana z zadaniami kształtowania społeczeństw.

W naszym wystąpieniu wskażemy na genezę politycznego projektu edukacji publicznej (w tym na jego mityczne i religijne źródła) i na jego współczesne wersje. Zwrócimy także uwagę na wieloletnią bliskość projektów pedagogicznych i artystycznych interwencji w świat społeczny. „Ponadindywidualna organizacja społeczeństwa”, znana misja modernistów, w Polsce przed blisko stu laty realizowana przez artystów i zarazem działaczy społecznych oraz pedagogów (Kobro, Jarema, Strzemiński, Wiciński, in.), to jeden z przykładów rozumienia społeczeństwa jako zadania. Zadania głęboko edukacyjnego i politycznego, bo edukacja zorientowana na to, co społeczne, realizuje się w sferze publicznej, czyli w przestrzeni polityczności.

Dzisiaj, kiedy nie społeczeństwo, a naród i państwo stają się w naszym życiu publicznym dominującymi lejtmotywami, warto poświęcić chwilę na myśl o pedagogice publicznej, z założenia politycznej, bo aktywizującej obywatelską partycypację i zaangażowanej w kształtowanie przestrzeni bogatej w możliwości zawiązywania się tego, co społeczne i tego, co wspólne.




Natomiast w dn. 21 lutego br. o tej samej porze i w tym samym miejscu na temat empatii w projektowaniu dyskutować będą Michał Bachowski (ekonomista i design manager), Agata Kiedrowicz(projektantka, kuratorka, edukatorka) i Maciej Siuda (architekt), panel poprowadzi Bogna Świątkowska z Fundacji Bęc Zmiana.

"Dlaczego ćwiczenia z uważności są obowiązkowym elementem codzienności projektanta? Projektując świat powołujemy do życia nie tylko materię (budynki, obiekty, interakcje), ale także kreujemy sytuacje, rytuały, doświadczenia. Dotykamy sfery emocji, wspomnień i pragnień. By tworzyć świadomie i odpowiedzialnie, poziom empatii musi sięgać wysokich rejestrów. Empatia to współodczuwanie – z innymi ludźmi, ze światem i ze sobą samą / samym. Dzięki niej jesteśmy istotami społecznymi – tworzymy kody i rytuały, które poprzez cykliczne odtwarzanie zapewniają tożsamość i bezpieczeństwo. By zrozumieć świat i drugiego człowieka, najpierw trzeba poczuć.

Podczas panelu przyjrzymy się empatycznym praktykom projektantów i artystów. Podsumujemy także dotychczasowe efekty pracy badawczej i warsztatowej z udziałem dzieci i młodzieży, z którymi od kilku miesięcy pracują Agata Kiedrowicz i Maciej Siuda oraz edukatorki z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski – Aleksandra Rajska i Iga Fijałkowska
."

sobota, 16 lutego 2019

LIST POPARCIA ŚRODOWISK AKADEMICKICH DLA POSTULATÓW NAUCZYCIELI I NAUCZYCIELEK


W związku z informacją medialną, że ministra edukacji Anna Zalewska zamierza uciec od odpowiedzialności za deformę edukacji do Parlamentu Europejskiego (ma tu zresztą wśród posłów PO takich samych destruktorów z lat 2007-2015), publikuję kolejną inicjatywę oddolną a zapoczątkoaną przez dr. M. Ratajczaka z IFiS PAN PETYCJĘ -, którą może podpisać zainteresowany tym i identyfikujący się z treścią petycji - przedstawiciel środowisk akademickich:

Uniwersytet solidarny ze szkołą!

My, niżej podpisani – studentki i studenci, doktorantki i doktoranci, pracownicy i pracownice uczelni wyższych, instytutów PAN oraz ośrodków badawczych – chcemy wyrazić swoje poparcie dla nauczycielskich związków zawodowych, które postulują podwyżkę płac nauczycieli i nauczycielek.

Sektor edukacji w Polsce jest poważnie niedofinansowany. Szczególnie dotkliwie odczuwają to pracownicy i pracownice szkolnictwa, nauczyciele i nauczycielki. Ich obecne zarobki radykalnie nie odpowiadają ilości wysiłku, jaki wkładają w wykonywanie swoich obowiązków. Obok nakładów fizycznych i emocjonalnych, których wymaga praca z dziećmi i młodzieżą, nauczyciele poświęcają wiele dodatkowych godzin na podnoszenie własnych kwalifikacji i rosnące obciążenia administracyjne, czemu nie towarzyszy wzrost płac.

Nasze poparcie dla walki o sprawiedliwe płace dla kadry pedagogicznej opieramy także na przekonaniu, że warunki pracy nauczycieli i nauczycielek są jednym z głównych elementów wpływających na jakość edukacji. To od nich zależy w kluczowym stopniu tak świadomość obywatelska, jak i zdolność przyswajania informacji i krytycznego myślenia uczniów i uczennic. Jest to szczególnie istotne w szybko zmieniającym się świecie, który wymaga ciągłego odnajdywania się w nowych sytuacjach. Przeciążona i nisko opłacana kadra pedagogiczna nie będzie w stanie zapewnić młodzieży najlepszych możliwości rozwoju.

Wiemy to bardzo dobrze: nasza praca - studiowanie, dydaktyka i prowadzenie badań - jest kontynuacją codziennego wysiłku setek tysięcy nauczycieli i nauczycielek. To w szkole przygotowuje się kolejne roczniki do podjęcia studiów i to przede wszystkim w szkole rozpowszechnia się efekty pracy naukowej. Wierzymy, że w naszym wspólnym interesie jest docenienie pracy osób biorących na swoje barki odpowiedzialność za wychowanie przyszłych pokoleń.

Dlatego też deklarujemy:

- Poparcie dla podnoszonego przez ZNP postulatu zwiększenia o 1000 zł kwoty bazowej określanej dla nauczycieli corocznie w ustawie budżetowej, stanowiącej podstawę do obliczenia stawek średniego wynagrodzenia nauczycieli.

- Poparcie dla decyzji o przygotowaniach do protestu i przeprowadzenia strajku w sytuacji, gdyby postulaty zwiększenia wynagrodzenia nie zostały spełnione.

- Gotowość do gestów solidarności w przypadku ogłoszenia strajku, takich jak: przedstawianie uchwał o poparciu protestów w instytucjach, w których pracujemy, przeprowadzanie dyskusji o warunkach pracy i systemie edukacji w Polsce w trakcie zajęć i seminariów, zawieszenie naszej pracy i organizacja wieców na kampusach

– jesteśmy gotowi i gotowe wspierać protest tak długo, aż żądania pracowników i pracownic polskich szkół zostaną spełnione.

Sygnatariusze:

dr Monika Arasimowicz-Andres, Centrum Nowych Technologii UW
Michalina Augusiak, Instytut Historyczny / Instytut Kultury Polskiej UW
dr hab. Ewa Bińczyk, Instytut Filozofii UMK
Filip Brzeźniak, MISH UJ
Wiktoria Chojnacka, Instytut Filologii Polskiej UWr
dr hab. Marcin Czerwiński, Instytut Filologii Polskiej UWr
dr hab. Łukasz Dębowski, Instytut Podstaw Informatyki PAN
prof. Janusz Dobieszewski, Instytut Filozofii UW
Anna Dobrowolska, Faculty of History, University of Oxford / UW
prof. Ewa Domańska, Instytut Historii UAM
Michał Godziszewski, Instytut Filozofii / Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW
prof. Ewa Graczyk, Instytut Filologii Polskiej UG
Karolina Grzegorczyk, Instytut Kultury Polskiej UW
Delfina Haszczyńska, Instytut Filozofii UW
dr hab. Filip Ilkowski, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW
prof. Małgorzata Fuszara, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW
prof. Jerzy Kochanowski, Instytut Historyczny UW
prof. Leszek Koczanowicz, SWPS, Filia we Wrocławiu
dr hab. Beata Kowalska, Instytut Socjologii UJ
prof. Małgorzata Kowalska, Katedra Filozofii i Etyki UwB
dr hab. Andrzej Leder, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
dr hab. Marcin Miłkowski, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
prof. Karol Modzelewski, członek rzeczywisty PAN
dr Miłosz Panfil, Instytut Fizyki UW
dr hab. Monika Płatek, Instytut Prawa Karnego UW
dr hab. Kacper Pobłocki, EUROREG UW
dr hab. Tomasz Rakowski, UW
dr Mikołaj Ratajczak, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
Mikołaj Skawiński, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie
dr Magdalena Szcześniak, Instytut Kultury Polskiej UW
dr hab. Mariusz E. Sokołowicz, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny UŁ
Tomasz Steifer, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN
dr hab. Jakub Szymanik, Institute for Logic, Language and Computation UvA
Aleksandra Towarek, Politechnika Warszawska
prof. Łukasz Turski
dr hab. Barbara Wagner, Wydział Chemii UW
Jan Wójtowicz, Wydział Fizyki UW
prof. Jan Woleński, Instytut Filozofii UJ
Monika Woźniak, Instytut Filozofii UW

Jeden z Sygnatariusz zadecydował nie ujawniać swojego nazwiska w internecie. Uzasadnił natomiast swoje poparcie następująco:

Podpisuję, ponieważ nie zgadzam się na działania obecnego rządu odnośnie oświaty. Nawet najlepsza reforma przeprowadzona w sposób nieprzemyślany i chaotyczny (a tak odbywa się likwidacja gimnazjów), bez brania pod uwagę różnych czynników - przede wszystkim dobra uczniów, odbyć się może tylko ze szkodą dla uczniów. Niestety, utrwala się szkodliwe i nieprawdziwe mity dotyczące zawodu nauczyciela.

Ponadto popieram wprowadzenie podwyżki, a także zwiększenie finansowania dla sektora edukacji. Poprzednie grupy protestujące niedawno (m.in. policjanci) otrzymały podwyżki. Podobno rząd odnosi same sukcesy - jeśli tak jest, to dlaczego nie ma pieniędzy na podnoszenie prestiżu zawodu nauczyciela i tym samym przyciąganie profesjonalistów zapewniając lepsze wykształcenie następnych pokoleń Polaków? Dlaczego inne grupy zawodowe mogą dostać podwyżki, a nauczyciele nie?

Należy także wprowadzić zmiany w programach nauczania. W obecnej, przestarzałej formule polska szkoła zabija kreatywne myślenie i nie przygotowuje uczniów na ich przyszłe, dorosłe życie. Dla dobra naszego kraju należy zacząć działać jak najszybciej, a jeden z kroków, które należy podjąć to nie tylko zwiększenie płac, ale i zacząć wprowadzać zmiany, których priorytetem jest odbudowa zaufania do zawodu nauczyciela.


piątek, 15 lutego 2019

Polscy pedagodzy-arteterapeuci na spotkaniu z Drugą Damą USA Karen Pence

(źródło fot. Karen Pence - Wikipedia)



W dniu 14 lutego 2019 r. Druga Dama USA - Pani Karen Pence - małżonka wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a - zaprosiła do Ambasady USA na spotkanie poświęcone polskim modelom terapii przez sztukę. Wspólna rozmowa z polskimi arteterapeutami trwała godzinę. Wśród uczestników debaty były m.in. pedagog - dr hab. Klaudia Węc prof. Akademii Ignatianum w Krakowie, dr Anita Stefańska z UAM w Kaliszu, która jest prezeską Stowarzyszenia Kairos, dr Aleksandra Chmielnicka-Plaskota z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie oraz malarka pani dr Iwona Bugajska-Bigos.

Spotkanie z Drugą Damą Ameryki, która jest z wykształcenia pedagogiem, edukatorką odbywało się w ramach wydarzeń współtowarzyszących Szczytowi Bliskowschodniemu w naszej stolicy. Karen Pence spotkała się tego dnia także z dziećmi leczonymi na oddziale neurochirurgii i traumatologii w szpitalu im. Józefa Polikarpa Brudzińskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Niewątpliwie udział naszych koleżanek był dla nich ogromnym wyróżnieniem potwierdzając zarazem, że polscy pedagodzy specjalizujący się w terapii przez sztukę zostali wybrani jako reprezentanci prężnie rozwijającej się na świecie metody wspierania w rozwoju dzieci, młodzieży i dorosłych dotkniętych przez los, chorych, niepełnosprawnych.

Możemy żywić nadzieję, że będzie to początek upowszechniania na świecie dokonań polskiej arteterapii rozwijanej także przez pedagogów. W 1991 r. zostało powołane do życia Europejskie Konsorcjum Edukacji Arteterapeutów (The European Consortium for Arts Therapies Education – ECArTE) zrzeszające (...) uniwersytety prowadzące studia wyższe w różnych dziedzinach terapii przez sztukę. Pierwszą polską uczelnią wyższą, która uzyskała taki certyfikat, był Uniwersytet Wrocławski

Niedawno prezentowałem rozprawę z arteterapii pani dr Marzeny Bogus z Uniwersytetu im. Jana Długosza w Częstochowie. W świetle Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 17 listopada 2010 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (Dz. U. 2010 nr 228 poz. 1487) pomoc psychologiczno-pedagogiczna zawiera określony katalog form.

W szkole pomoc ta może być udzielana w formie:

* klas terapeutycznych, zajęć rozwijających uzdolnienia (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć dydaktyczno-wyrównawczych (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć specjalistycznych (godzina trwa 60 minut): korekcyjno-kompensacyjnych (dla uczniów z zaburzeniami i odchyleniami rozwojowymi lub specyficznymi trudnościami w uczeniu się; liczba uczestników zajęć wynosi do 5), logopedycznych (liczba uczestników zajęć wynosi do 4), socjoterapeutycznych oraz innych zajęć o charakterze terapeutycznym (dla uczniów z dysfunkcjami i zaburzeniami utrudniającymi funkcjonowanie społeczne; liczba uczestników zajęć wynosi do 10),

* zajęć związanych z wyborem kierunku kształcenia i zawodu w przypadku uczniów szkół podstawowych i szkół ponadgimnazjalnych,

* porad i konsultacji.

czwartek, 14 lutego 2019

Z deszczu pod rynnę, czyli ministra edukacji gabinetu cieni PO



Skompromitowana oświatowo PO wystawia na ministrzycę edukacji w gabinecie cieni poseł Urszulę Augustyn. Na stronie GABINETU CIENI dowiemy się, jakież to "osiągnięcia" ma nominowana przez lidera PO - Grzegorza Schetynę - kandydatka do tego stanowiska:


Filolog, nauczycielka, dziennikarka radiowa i publicystka. W 1990 roku ukończyła studia w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Przez 15 lat pracowała jako nauczycielka w szkołach podstawowych. Jako dziennikarka współpracowała z „Gościem Niedzielnym”, Radiem Plus Tarnów oraz z katolickim portalem Opoka. Była prezenterką w radiu RDN Małopolska, współpracowała też z Biurem Prasowym Konferencji Episkopatu Polski. Na koncie ma też publikacje w polonijnym miesięczniku „Nasze Słowo” w Hanowerze.

Do polityki weszła w 2005 roku, z powodzeniem startując w wyborach do Sejmu RP. Mandat posłanki utrzymała w kolejnych kadencjach (VI, VII i VIII). Do 2015 roku była wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji. Obecnie jest członkiem Komisji do Spraw Petycji oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. W 2015 roku została powołana na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa w szkole. Przygotowała programu „Bezpieczna PLUS” (rozwinięcie programu „Bezpieczna szkoła”).


Będąc w opozycji przyszła (oby niedoszła) minister nie raczyła nawet uczestniczyć w pracach Sejmowej Komisji Edukacji. Nawet nie wie, jak brzmiała pełna nazwa tej Komisji, kiedy rzekomo uczestniczyła w jej obradach do 2015 r. To kolejna ustawka platformerskiej nicości jako przejaw arogancji szefa PO wobec środowiska oświatowego, w którym owa pani nie posiada żadnego autorytetu.

Nędza generuje nędzę. Czyżby poseł U. Augustyn miała być "spychaczem" na deformę edukacji?

Polecam własne wpisy na temat "zasług" tej pani, bo jakoś kiepskie ma referencje:

Jak posłanka Urszula Augustyn "wspiera" politykę MEN

Poseł PO w trosce o słowackich docentów

Stabilizowane akcje na polskie habilitacje


Odsłona puszki Pandory PO w obszarze edukacji

Niech zwolennicy PiS nie cieszą się z tej krytyki. Ich ministra - Anna Zalewska - wystarczająco kompromituje tę formację niszcząc polską edukację.

środa, 13 lutego 2019

Pluralis majestatis manipulującej społeczeństwem ministry edukacji


Minister Anna Zalewska zerwała komunikację ze społeczeństwem w momencie objęci resortu edukacji w 2015 roku. Od samego początku zaakceptowała rolę pośrednika między władzami partii a ignorantami polityki oświatowej, by zrealizować własny cel politycznego awansu kosztem środowisk oświatowych.

Nie była pierwszą i nie jest chyba ostatnią postacią w polskiej polityce, która traktuje szkolnictwo jako trampolinę do zupełnie innych zadań i zysków. Wcale nie zabiegała o tę rolę, jak podkreślała to w wywiadach, bo objęcie MEN nie daje natychmiastowego dostępu do finansowych konfitur. Tu trzeba się mocno nagłówkować, by zarobić więcej, niż wynika to z regulacji płac dla ministra, w dodatku jeszcze rzekomo obniżonych na wniosek prezesa partii.

Ministerstwo edukacji jest przystankiem do lepszych konfitur, jakie są na horyzoncie w najbliższych wyborach. Nie bez powodu b. premier koalicyjnego rządu PO i PSL określał tę rolę mianem "zderzaka". Kiedy jest się osobą spoza szkolnictwa, to popełnia się mnóstwo błędów, gdyż w resorcie edukacji pracują od niemalże trzech dekad urzędnicy, którzy tylko czyhają na szansę wysadzenie swojego ministra z siodła. Zarabiają tam bowiem nędznie, a z każdą zmianą polityczną muszą wysłuchiwać nowych zasad, są pouczani i zastraszani możliwością utraty miejsca pracy. Wykonają zatem każdą głupotę, przygotują każdy projekt takiej czy innej ustawy lub rozporządzenia, bo są świadomi tej sytuacji.


Chce pani minister konsultacji w sprawie reformy? Nie ma sprawy. Zmusi się do udziału w nich tych, którzy też są w strukturze nadzoru pedagogicznego i tych, którzy podlegają władzy samorządowej tej samej partii władzy. Ciekawych projektowanych zmian, a już tym bardziej jej oponentów czy wątpiących w ich sens nie wpuszcza się na salę obrad. Po co? "Kto nie z MEN, ten wrogiem władzy i państwa", bo państwo staje się własnością władzy na czas jej panowania w wyniku demokratycznego wyboru.

Od tego są zatrudnieni w resorcie specjaliści od public relations, żeby dostarczać społeczeństwu informację, która nie musi i nie może odpowiadać prawdzie, skoro ma być środkiem do realizacji "ukrytego programu" władzy. Nic się nie zmieniło w tym resorcie od czasu, kiedy za rządów PO i PSL rzecznik prasowy został nagrany przez studentów, kiedy odsłaniał im tajniki manipulacji.

POSTPRAWDA jest karmą dla większości jej odbiorców (społeczeństwa) głównie dlatego, że w świecie dominacji mediów o rzekomej wiarygodności komunikatu świadczy pierwszeństwo jego opublikowania w sieci internetowej i środkach masowego przekazu (tv, radio, prasa).Kto zrozumie informację minister Anny Zalewskiej o tym, że:

"PENSJE NAUCZYCIELSKIE ZOSTANĄ PODNIESIONE O 16,1 PROC. ZAGWARANTOWALIŚMY TE PIENIĄDZE W SUBWENCJI OŚWIATOWEJ"

Nauczyciele wiedzą, że jest to sprytnie opakowane w słowa kłamstwo. Oni nie otrzymają w tym roku podwyżki płac o 16,1 proc. Proszę zauważyć, że w tej informacji w ogóle nie pojawia się powiązanie roku podwyżki z ich wysokością. Słusznie, nawet związkowcy oświatowej "Solidarności" mają dość takiej manipulacji. Żaden nauczyciel nie otrzyma w 2019 r. podwyżki płacy o 16.1 proc.!!!

Roszczenie o podwyżkę o 1000 zł. nie jest już kwestią realnego i koniecznego wzrostu płacy. To walka O GODNOŚĆ ZAWODU, którym poniewiera minister edukacji wciskając kit.

Zwróćmy wreszcie uwagę na drugie zdanie z tego komunikatu o zagwarantowaniu pieniędzy w subwencji oświatowej. To także jest prawdą, ale tylko częściową, bowiem ponad 5 proc. już zagwarantowano nauczycielom w ub. roku, a resztę w rozporządzeniu podpisanym kilka dni temu. Tyle tylko, że nadal nie jest to wzrost płac w 2019 r. o 16,1 proc.

Kolejną postprawdą jest operowanie przez ministrę edukacji rzekomym wzrostem płac: "PRZEŁOŻY SIĘ TO NA ZWIĘKSZENIE WYNAGRODZENIA ŚREDNIEGO OD 444 DO 818 ZŁ."

Obywatele, których emerytury, renty, a nawet pensje nie wzrosną w tym roku między 444 a 818 zł. będą wściekli, że nauczyciele ośmielają się jeszcze upominać o wyższe płace. Minister posługuje się w komunikacji ze społeczeństwem tak zwaną średnią płacą w oświacie. Tyle tylko, że nie raczy poinformować o tym, jaki proc. nauczycieli osiąga tę średnią, jaki odsetek jest poniżej tej średniej i ilu zarabia powyżej średniej, a więc najwięcej?

Większość nauczycieli ma dość tej manipulacji. Nikt nie płaci rachunków średnią płac w zawodzie. Milczą ci, których dochody są wysokie nie z tytułu wykonywanej przez nich pracy, ale ze względu na wysokie zarobki ich partnerów życiowych/rodzinnych (męża-żony, matki-ojca, babci-dziadka itp.). Oni nie będą walczyć, bo ich byt zapewnia im rodzina.

Nie będą też strajkować ci, którzy pogodzili się ze swoim losem ponowoczesnej "siłaczki" czy "pasjonaty". Im nie zależy na tym, co zapewni im władza, gdyż bez względu na wysokość płacy przyjdą do szkoły ("łamistrajki").

Swój najnowszy List do rodziców i opiekunów uczniów minister A. Zalewska otwiera kompletnie demagogicznym zdaniem:

"Szanowni Rodzice i opiekunowie zdajemy sobie sprawę z kluczowej roli i znaczenia nauczycieli w procesie edukacji Państwa dzieci, dlatego staramy się podnosić rangę i prestiż tego zawodu".

Pluralis majestatis - "zdajemy sobie... " to komunikat MY zamiast JA. Pod listem jest podpis ministry, a nie jakiegoś MY. Kim jest Anna Zalewska - MY minister edukacji? Już tak się zwielokrotniła?

Niech mi ktoś odpowie na pytanie, na czym polega staranie się podnoszenie rangi i prestiżu zawodu??? Mając takich ministrów edukacji nie życzyłbym sobie, by podnosili rangę i prestiż mojego zawodu, skoro sami nimi się nie cieszą. Czy minister traktuje rangę i prestiż jako odrębne przymioty nauczycielskiej profesji?

Manipulacje Anny Zalewskiej zostały zdemistyfikowane także w analizie , jakiej dokonało ZNP.

Takie listy ministrzyc edukacji są doskonałym tekstem do ćwiczenia studentów pedagogiki w rozpoznawaniu demagogii, postprawdy, błędów logicznych i manipulacji. Prawdziwy jest tu jedynie podpis.


Ten protest jest skumulowaną reakcją nauczycieli na lata poniżania ich profesjonalizmu i zaangażowania w edukację młodych pokoleń.












wtorek, 12 lutego 2019

Poruszył mnie los współsprawcy tragedii sprzed lat



W sieci organizowana jest zbiórka pieniędzy. W tym szczególnym przypadku - nie na Europejskie Centrum Solidarności, nie na ciężko chore dziecko czy osobę dorosłą, nie na kampanię wyborczą polityka, ale na NAUCZYCIELA-WSPÓŁSPRAWCĘ tragicznej śmierci jego uczniów tyskiego LO, których zabrała ze sobą lawina. Przeczytajcie wpis pedagoga z innego liceum, który tu przedrukowuję:



LUTY 10, 2019 PRZEZ JASSSIU_ADMIN

Ludzie, potrzebna pomoc!

Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku
________________________________________

16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz.

Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna.

Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.

Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika.

Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.

Dziś, kiedy po kilkunastu latach od tej tragedii słyszę, że zapadł kolejny wyrok skazujący tego nauczyciela. Kiedy żąda się zapłacenia jakiejś bajońskiej sumy pieniędzy na rzecz rodzica pytam: co to jest? Mściwa wendeta? Życie za życie i dopiero wtedy ukojenie? Żal i pamięć pozostanie i pieniądze tego nie zmienią. No chyba, że ktoś chce coś na tej tragedii jednak zyskać… Dziś pierwszy rodzic pociesza się 140 tysiącami złotych (chciał 700 tyś. więc już mówi, że to jeszcze nie koniec). Który rodzic następny? Z jakiej emerytury ma zapłacić nauczyciel za to, że w swojej naiwności chciał być wyjątkowym pedagogiem? Co mu pozostaje…?

Ludzie potrzebna pomoc! Jest wyrok i jest potrzeba, aby wychowankowie pana S. i ludzie, których stać na taki gest, przyłączyli się do składki na rzecz zaspokojenia żądania rodzica. Dajmy w ten sposób wyraz tego, że mimo iż rzeczywiście popełnił błąd, nie jest potępiony przez wszystkich. Może uratujemy w ten sposób odrobinę godności, a może znacznie więcej…

Ostatni wyrok ma jeszcze jeden aspekt – wpływ na przyszłość. Ilu nauczycieli powie: „Nie warto! Jeżeli z powodu ewentualnego wypadku mam stracić wszystko i zostać bezdomnym, to może lepiej zamknąć się w klasie z podręcznikiem i jakoś przetrwać. Tu raczej jestem bezpieczny”. Tylko czy takich pedagogów chcemy aby wspominały nasze dzieci?

Na koniec. Módlmy się za wszystkie ofiary tej tragedii – tego oni potrzebują najbardziej. Nie zemsty. "


https://zrzutka.pl/myftrk

poniedziałek, 11 lutego 2019

Nauczyciel na L-4, byle nie do psychiatry


Nauczyciel stawił się w Wojewódzkiej Komisji Medycyny Pracy w związku z podważeniem przez dyrektora jego szkoły dokumentacji od lekarza medycyny pracy, do którego - tak na marginesie - dyrekcja szkoły go wcześniej skierowała.

Na korytarzu czekało pięć osób. Jak się okazało, były to też nauczycielki, których dyrektorzy także podważyli powyższe dokumenty. Pomyślał, że coś zaczyna się dziać, bo nigdy wcześniej nie słyszał o takiej epidemii odmów... . Kiedy wchodził do pierwszego lekarza, postawiono mu dziwne pytania, że aż mu dech zaparło. Medyk nie pytał o problem, z jakim ów nauczyciel przyszedł... ; potem był kolejny lekarz i kolejny, a ostatni medyk - wiadomo - naczelny, po dłuższej rozmowie z nauczycielem zapytał, czy ma konto na Facebooku.

...Dziwne ....- pomyślał. Naczelny zaczął czegoś szukać we własnym telefonie komórkowym. Kiedy przestał czytać, odetchnął. Stwierdził, że od razu ów pacjent miał mu powiedzieć, że jest tą osobą i tym pedagogiem, który czynnie pomaga innym. Ten jednak nie widział takiej potrzeby.

Wtedy usłyszał: Panie Krzysztofie, za to, że nauczyciele strajkują, mamy odgórny nakaz, by bardzo restrykcyjnie podchodzić do wniosków o urlop na poratowanie zdrowia. Pan dyrektor prawdopodobnie wspiera obecny rząd, skoro jako pracodawca zaprzecza, jakoby wykonywał pan pracę w trudnych warunkach oraz gdzie i jak pan pracuje.

Teraz nie problemy z krtanią, głosem są ważne ale - dodał lekarz - ale... to, czy pan skorzystał przed staraniem się o urlop ze 182 dni na L-4 oraz czy pan leczy się u psychiatry?

Wszystkie nauczycielki, które były przed nim, nie otrzymały zgody na urlop na poratowanie zdrowia. Jedna z nich ma dostarczyć dokumenty od lekarza ... psychiatry. Opisujący zaś tę historię dostał konkretną poradę a lekarz zaordynował mu rozpoczęcie leczenia u wskazanych specjalistów, czyli dał L-4 dłuższe. Po tym czasie może dopiero zgłosić się do niego z wnioskiem o urlop.


niedziela, 10 lutego 2019

(Nie-)spełnione przez rządzących w latach 1993-2019 oświatowe uzgodnienia Okrągłego Stołu (3)


Najwięcej miejsca poświęcono w ustaleniach podstolika oświatowego kwestii Uspołecznienia szkoły. Do przyjęcia przez Sejm w 1991 r. pierwszej, postsocjalistycznej ustawy o systemie oświaty, nie istniały w niej organy uspołecznienia rozumiane jako samorządność nauczycieli, uczniów i rodziców.

Proces ten (...) powinien być rozwijany zarówno w szkołach państwowych jak i niepaństwowych. W zakresie rozwijania samorządności dzieci i młodzieży oraz wpływu rodziców na szkołę obecnie obowiązujące przepisy umożliwiają rzeczywiste uspołecznienie szkoły; należy troszczyć się o ich pełne wprowadzenie do praktyki oświatowej. Ministerstwo Edukacji Narodowej wspierać będzie dalsze poszukiwania i innowacje w tym zakresie.

2.Zwiększać powinna się autonomia nauczycieli i rad pedagogicznych. W terminie do 1 września 1989 r. Minister Edukacji Narodowej dokona zmiany zasad funkcjonowania rad pedagogicznych oraz statusu dyrektora szkoły. Zmiany te powinny dotyczyć wzmocnienia samorządności dyrektora wobec administracji oświatowej, rozszerzenia kompetencji rady pedagogicznej oraz przyjęcia zasady, że jeśli szkole potrzebny jest zespół kierowniczy to rada pedagogiczna dokonuje wyboru tych jego członków,którym nie powierzono funkcji kierowniczych.

3. Przyjmuje się od 1 września 1989 r. dwojaki tryb powoływania dyrektorów szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych:

a) kandydaci na dyrektorów wyłaniani są w drodze konkursów merytorycznych organizowanych przez organy nadzorujące, zasady przeprowadzania konkursów są uzgadniane z radą pedagogiczną, w skład komisji konkursowej wchodzą przedstawiciele organu nadzorującego placówkę, rady pedagogicznej i komitetu rodzicielskiego, dyrektora mianuje organ nadzorujący szkołę spośród kandydatów wyłonionych w drodze konkursu (wg kolejności lokat), po uzyskaniu pozytywnej opinii rady pedagogicznej. Powyższy tryb powoływania dyrektora będzie stosowany na wniosek rady pedagogicznej lub z inicjatywy organu nadzorującego placówkę.

b) w przypadku rezygnacji rady pedagogicznej z wariantu a) dyrektora placówki powołuje organ nadzorujący szkołę, po uzyskaniu pozytywnej opinii rady pedagogicznej.

4. Zakładanie szkół i innych niepaństwowych placówek oświatowo-wychowawczych wszystkich szczebli powinno odbywać się na podstawie rejestracji, a nie zezwolenia Ministra. Zasady rejestracji powinny być uregulowane w nowej ustawie. Do czasu dokonania zmian ustawowych Minister Edukacji Narodowej nie będzie odmawiał wydawania zgody na powołanie szkoły (placówki) niepaństwowej, jeżeli zostaną spełnione warunki określone w Zarządzeniu Ministra Oświaty z dnia 16 lutego 1965 r. w sprawie zasad i warunków prowadzenia niepaństwowych szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych. Nie dotyczy to szkół podstawowych(patrz—protokół rozbieżności).

5. W terminie do dnia 1 września 1989 roku należy stworzyć formalno-prawne podstawy powoływania klas autorskich.

6. Istnieje potrzeba wypracowania przez środowisko nauczycielskie zbioru powinności etycznych wynikających z tradycji zawodu, z ducha kultury narodowej i podstawowych wskazań moralnych. Należy wspierać różnorodne poszukiwania zmierzające do wypracowania koncepcji nowych samorządowych instytucji dbających o wysoki poziom zawodowy i etyczny nauczycieli — np. izby nauczycielskie,sądy koleżeńskie itp.

7. Należy dokonać zmiany obowiązujących przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, w kierunku wzmocnienia niezawisłości komisji dyscyplinarnych i rozszerzenia prawa nauczycieli do obrony.
(s.55-56)


Powyższe ustalenia - z wyjątkiem kwestii powoływania szkół niepaństwowych - zostały zdewastowane przez tzw. elity postsolidarnościowe, bo to, że zaprzeczały im decyzje partii postkomunistycznych i lewicowych nie powinno nikogo dziwić. Akurat tym procesom przemian poświęciłem trzydzieści lat pracy naukowej i oświatowej, co znalazło swoje odzwierciedlenie nie tylko w osobistym zaangażowaniu w konkretne działania w szkolnictwie państwowym i oświacie publicznej w skali całego kraju, ale także w prowadzonych przez mnie badaniach oświatowych i opublikowaniu ich wyników.



sobota, 9 lutego 2019

(Nie-)spełnione przez rządzących w latach 1993-2019 oświatowe uzgodnienia Okrągłego Stołu (2)


Uczestnicy obrad Okrągłego Stołu, a raczej podstolika oświatowego obradującego w innym miejscu i warunkach skupili swoją uwagę na kwestii wychowania w szkole. W odrębnych ustaleniach przyjęto zapis pt.

"II. PROFIL WYCHOWAWCZY SZKOŁY

1.Profil wychowawczy szkoły powinien być oparty na zasadach Konstytucji i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, co dopuszcza ekspresję wszystkich niesprzecznych z nimi wartości.

2. Instytucjonalny wpływ partii politycznych na proces nauczania i wychowania realizowany będzie wyłącznie poprzez organa przedstawicielskie Państwa (Sejm, rady narodowe).

3. Przyjęte powyżej zasady powinny znaleźć swój wyraz w pracach nad treściami kształcenia i wychowania oraz w praktyce szkolnej, ze szczególnym uwzględnieniem przedmiotów humanistycznych.

4.Nauczyciel w realizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego może korzystać, poza podręcznikami zatwierdzonymi przez Ministra, z wszelkich pomocy naukowych, nie naruszających ustaleń dotyczących profilu wychowawczego szkoły.


5. Tak jak dotychczas, placówki oświatowo-wychowawcze mają prawo do tworzenia własnych obrzędów, zwyczajów kalendarza obchodów rocznicowych itp.

6. Ministerstwo Edukacji Narodowej zrezygnowało z obowiązkowego dla uczniów egzaminu dojrzałości z propedeutyki nauki o społeczeństwie. Sprawa całokształtu egzaminu dojrzałości powinna zostać przeanalizowana przy projektowanej reformie programowej.
(s. 56)

W trzeciej dekadzie transformacji ustrojowej widzimy, jak kierujący resortem edukacji odchodzili nawet od tych ustaleń, by łącząc ich zapisy ze sobą, wykluczać istotę procesów i wartości zawartych w każdym z nich odrębnie. Proszę porównać punkt 1 z punktem 2 i 3, które miały gwarantować autonomię szkolnych programów wychowawczych, a w wyniku instytucjonalnego wpływu partii władzy stało się to niemożliwe. Powróciliśmy do PRL-owskiego modelu szkoły indoktrynacyjnej, w tym zakresie - państwowej, podporządkowującej profil wychowawczy szkoły doktrynie ideologicznej partii rządzącej.

Nauczyciel miał mieć możność korzystania w swojej pracy pedagogicznej w wszelkich pomocy dydaktycznych, ale skoro profil szkoły jest mu narzucony przez partię władzy, to wiadomo, że jest to niemożliwe, a nawet szkodzące jego awansowi zawodowemu.

Zaledwie jedno z ustaleń, które po dzień dzisiejszy jest realizowane w tym zakresie, to egzaminy dojrzałości.

piątek, 8 lutego 2019

Niespełnione przez rządzących w latach 1993-2019 oświatowe uzgodnienia Okrągłego Stołu (1)



Nie mam zamiaru wychwalać ustaleń Okrągłego Stołu, którego uczestnicy zakreślili ramy, w jakich Polacy mogli się porozumieć wówczas i w jakich mogli się porozumiewać w przyszłości także w kwestiach edukacji młodych pokoleń. Jedynie w latach 1989-1992 kierujący resortem edukacji ministrowie Henryk Samsonowicz, a następnie Robert Głębocki postępowali zgodnie z założeniami koniecznych reform szkolnych pierwszej fali "Solidarności" lat 1980-1989.

Prawdopodobnie już w Magdalence ustalono, że w przypadku oświaty państwowej - tak tej powszechnej, obowiązkowej, jak i wyższej odpuści się, by mogła w tej pierwszej rozkwitnąć wolność i twórczość pedagogiczna, a w tej drugiej - zakorzenić się i ukryć część nomenklatury PZPR oraz tajnych służb. Dzisiaj podejmę problematykę oświatową, bowiem uczyniono wszystko po powrocie do władzy w 1993 r. postkomunistycznej lewicy, żeby zrealizować ukryty plan zabetonowania możliwości centralistycznego władania szkolnictwem i jego podmiotami przez dochodzące do władzy partie polityczne.

Po stronie ówczesnego rządu był Związek Nauczycielstwa Polskiego, którego działacze dopilnowali przez kolejne lata transformacji, by ich nomenklatura mogła czerpać korzyści z instrumentalnego manipulowania władztwem oświatowym. Dołączyła się do tego po latach także oświatowa "Solidarność".

Można wyraźnie odczytać zaniechanie demokratyzacji systemu szkolnego właśnie w I części Porozumień Okrągłego Stołu, które określają makropolityczne warunki przemian:

" Strona solidarnościowo-opozycyjna uważa, że najważniejsze znaczenie ma wprowadzenie mechanizmów demokratyzacji o najbardziej powszechnym zasięgu i że dokonać tego można decyzjami natychmiastowymi dotyczącymi sądownictwa, środków masowego przekazu,czy też samorządu terytorialnego,natomiast zmiany dotyczące centralnych władz państwa mogłyby zostać wprowadzone w terminie późniejszym." (s.3)

Potem jest już tylko redukcjonizm. W rozdziale pt. STANOWISKO W SPRAWIE POLITYKI SPOŁECZNEJ I GOSPODARCZEJ ORAZ REFORM SYSTEMOWYCH kwestie oświaty znalazły się w załączniku, któremu nadano tytuł: "Ustalenia podzespołu ds. oświaty,szkolnictwa wyższego, nauki i postępu technicznego" (s.55-.

" Uczestnicy obrad wyrazili przekonanie o fundamentalnym znaczeniu problemów edukacji narodowej, nauki, postępu technicznego dla rozwoju społeczno-gospodarczego i kulturalnego kraju. Zgodnie uznano,iż aktualny stan oświaty i nauki w kraju jest wysoce niezadowalający i wymaga podjęcia poważnych i daleko idących kroków reformatorskich (...).

istnieje potrzeba gruntownej przebudowy systemu oświaty w Polsce, zmiany w systemie oświaty powinny mieć charakter całościowy i globalny, niezbędne jest dokonanie do końca 1991 r. zmiany ustawy o rozwoju oświaty i wychowania z dnia 15 lipca 1961 r.;nowa ustawa powinna regulować całokształt spraw związanych z systemem oświatowym, zgodnie z kierunkiem przemian w życiu społeczno-politycznym i gospodarczym, zwłaszcza z demokratyzacji i pluralizmem" (s.55).



Po trzydziestu latach możemy dokonać rozliczenia pytając, które z ustaleń rzeczywiście zostały zrealizowane oraz czy niektóre z nich nadal zachowują swoją aktualność?

I. Sprawy finansowe:

1.Niezbędne jest zwiększenie nakładów z budżetu Państwa na oświatę do co najmniej 7% dochodu narodowego do podziału. Środki te przede wszystkim powinny być przeznaczone na właściwe materialne usytuowanie nauczycieli.

2. Decyzje w sprawie czy w placówce zastosować zróżnicowane wynagrodzenia nauczycieli (system widełkowy) czy też wynagrodzenia nie zróżnicowane (średnie) podejmowane być powinny przez dyrektora zgodnie z wnioskami rady pedagogicznej.

3. Należy przyjąć zasadę,że finansowanie przedsięwzięć oświatowych przez osoby fizyczne i prawne pociąga za sobą ulgi podatkowe. Darowizny na rzecz edukacji narodowej i nauki, w tym także na rzecz fundacji w całości powinny być odliczane od podstawy opodatkowania. W związku z tym powinny być przeprowadzone zmiany w obowiązującym aktualnie prawie podatkowym.

4.Należy stwarzać korzystne warunki dla tworzenia wszelkiego typu fundacji wspomagających oświatę.

5. Należy jak najszybciej zawrzeć układ zbiorowy pracy pracowników oświaty niebędących nauczycielami, który zapewni im wynagrodzenie równorzędne z porównywalnymi grupami pracowników w sferze produkcji materialnej.

6. Konieczne jest znaczne zwiększenie udziału zakładów pracy w finansowaniu szkolnictwa zawodowego (co nie powinno osłabiać koordynacyjnej roli resortu edukacji narodowej w stosunku do wszystkich szkół zawodowych i troski o poziom wykształcenia ogólnego w tym typie szkolnictwa).


To nie są ustalenia-postulaty sprzed roku czy pięciu lat. Każda z ekip rządzących lekceważyła szkolnictwo, bo ono i tak było pod butem władzy. Jak widzę plakaciki i wypowiedzi poseł U. Augustyn, która pcha się do ministerialnej władzy w gabinecie cieni Platformy Obywatelskiej, to mogę zapewnić, że po dojściu do władzy tej formacji z tak już skompromitowanymi postaciami, będzie kontynuacją katastrofy edukacyjnej.
Niestety, ale szef największej jeszcze opozycyjnej partii nie wyciągnął żadnych wniosków z patologii kadr kierowniczych MEN z lat 2007-2015! Dopóki ignoranci nie przestaną traktować edukacji publicznej jako trampoliny do prywatnych celów, tak długo niewiele zmieni się w edukacji młodych pokoleń. Czas i świat uciekają, tylko twardogłowi politycy PO i PSL wciąż tkwią na starych pozycjach.

Kompletną kompromitacją PO jest afiszowanie się w mediach społecznościowych hasłem: SZKOŁA DEMOKRATYCZNA, skoro ta władza ów model niszczyła.


Pamiętam stosunek rządu PO i PSL do referendum. To był pokaz arogancji i ignorancji w sferze polityki oświatowej. Posłowie PO chyba kpią deklarując "wprowadzenie polskiej szkoły w XXI wiek"!!! Jest 2019 rok. Nie dostrzegli tego?

czwartek, 7 lutego 2019

"Usiadła tam władza ze swoimi agentami..."


Od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r. obradowały komisje Okrągłego Stołu. Jak trafnie wskazali dziennikarze zainteresowani trzydziestą rocznicą tego wydarzenia politycznego w kraju, ale także w całej Europie Środkowo-Wschodniej, wśród uczestników obrad byli prominentni dzisiaj działacze-politycy i posłowie Prawa i Sprawiedliwości w osobach: Jarosława Kaczyńskiego, Krystyny Pawłowicz, Jarosława Sellina i Mariusza Kamińskiego.

Wyeksponowanie akurat tych nazwisk wynika z wypowiedzi dra hab. Andrzeja Zybertowicza w Pałacu Prezydenckim w czasie spotkania Andrzeja Dudy z młodzieżą, które poświęcone było właśnie tej rocznicy. Profesor UMK w Toruniu stwierdził bowiem, że: "usiadła tam władza ze swoimi agentami”.


Rzecz jasna, sformułowanie było tak ogólne, że natychmiast odniesiono je do wszystkich uczestników strony solidarnościowej, a więc opozycyjnej w PRL wobec nomenklatury ówczesnego reżimu. Trzeba do tego dodać, że w tych porozumieniach brało udział także trzech biskupów Kościoła katolickiego.

Czy rzeczywiście jednak A. Zybertowicz miał na myśli wszystkie, czy może tylko niektóre spośród debatujących w tamtym czasie postaci tzw. drugiej strony, paktującej z przedstawicielami władz PRL i ich ekspertami?

Nie znalazłem na liście uczestników solidarnościowej strony nazwiska Andrzeja Zybertowicza, może dlatego, że "(...) na początku lat 80. związany z grupą „Sigma”, działającą w ramach oficjalnego komunistycznego ruchu studenckiego. W 1980 opracował wraz z Romanem Bäckerem tekst programowy pt. Ostatnia szansa PZPR w ramach Komisji Konsultacyjno-Porozumiewawczej Podstawowych Organizacji Partyjnych w Toruniu należącej do tzw. struktur poziomych PZPR".

Czyżby jakaś tęsknota odezwała się u dzisiejszego doradcy Prezydenta za straconym czasem w komunistycznym ruchu studenckim, czy może poczucie szczęścia, że nie uczestniczył, jak wyżej wymienieni w obradach Okrągłego Stołu?


środa, 6 lutego 2019

Pracownicy hipermarketów powrócą do szkół


Ewidentnie jest postęp w sprawie zmian w polskim szkolnictwie. Ministerstwo nie musi już informować społeczeństwa o epidemii grypy wśród nauczycieli, ani też o zapowiadanych przez nich strajkach w okresie egzaminów zewnętrznych.

Na kluczowe dla tego resortu pytanie, które kadra kierownicza sama sobie postawiła: "Co robimy?" - także sama sobie odpowiedziała:

- "wychodzimy naprzeciw ";

- "chcemy";

- "objęliśmy";

- "finansujemy";

- "dobrze wprowadziliśmy";

- "odbudowaliśmy";

- "wzmocniliśmy"

- "wspieramy"; a nawet

- "wdrażamy",

- "realizujemy" i

- "doposażamy".

Oświata w Polsce nareszcie jest "zieloną wyspą", rajem na tej Ziemi.

Nauczyciele nigdy w dziejach polskiej oświaty tak dobrze nie zarabiali, jak właśnie teraz. I to wszystko dzięki tej władzy! Nareszcie mają godne płace i wysoki prestiż, o który osobiście zatroszczyła się pani minister. Podnosiła go z wielkim wysiłkiem, coraz wyżej, coraz wyżej, ba, najwyżej, jak tylko to było możliwe, żeby tylko ich prestiż nie spadł z hukiem na ziemię.

Gdyby nie reforma edukacji, gdyby nie tak wspaniała, zawsze pogodna, uśmiechnięta - Anna Zalewska (a nie to, co te byłe ministrzyce-skwaszone, wiecznie niezadowolone, a nawet zgorzkniałe z PO), to nauczyciele już dawno zrezygnowaliby z zawodu. W ostatnim tygodniu nastąpił przełom w rozmowach z nauczycielskimi związkami.

Anna Zalewska wie, a nawet więcej, jest przekonana, że nauczyciele pełnią swoją misję dla młodych pokoleń, dla kraju, dla ojczyzny. Oni nie pozostawią swoich uczniów w domach, tylko dlatego, że jakieś warchoły, niegodziwcy, ludzie bez honoru, namawiają ich do strajku. Nauczyciele już teraz cieszą się i są dumni z zapowiadanej podwyżki płac już od 1 września 2019 r.

Nareszcie będą mogli zrealizować swoje marzenia. Teraz będą im zazdrościć wspaniałych warunków pracy lekarze, adwokaci, policjanci, wojskowi, górnicy i hutnicy, malarze i kierowcy, a nawet profesjonaliści z branży nowych technologii. Jak stwierdziła minister: "Mamy za sobą kolejne dobre spotkanie, szczegółowo omówiliśmy nasze propozycje, zaakceptowane przez Ministerstwo Finansów".

Po tym komunikacie obsługujący kasy w hipermarketach gremialnie złożyli już wymówienia, bo nie będzie im się opłacała praca na zmiany. Ile można jeździć na służbowych wrotkach czy wysłuchiwać skarg klientów wielkopowierzchniowych sklepów, skoro można wreszcie doświadczyć satysfakcji z niezwykle wysokiej pensji i wdzięczności serc kochających ich uczniów.
Minister wraz z premierem rządu mają świadomość, że ta podwyżka płac jest zbyt wysoka, że im się nie należy biorąc pod uwagę tak niskie obciążenie w pracy, a przy tym tak dużą liczbę dni wolnych. Ba! przecież nauczyciele mają po kilkanaście dodatków do podstawowej płacy, a wychowawcy klas w Łodzi to dostają dodatkowo nawet 800 zł. Jak tu rywalizować z samorządami rozpieszczającymi pedagogów.

MEN wie, jak należy zatroszczyć się o nauczycieli. "1.000 zł na start dla stażystów, od 200 do 500 zł dodatku za wyróżniającą pracę, kolejna podwyżka od 1 września 2019 r. oraz więcej płatnych godzin do dyspozycji dyrektora".

Pracownicy wyższych uczelni kierują apel do ministra Jarosława Gowina, by pozwolił na zwiększenie limitu przyjęć na studia nauczycielskie, bo dzięki nowej sytuacji w tej profesji dziekanaty muszą tłumaczyć się z wskaźnika 1:13. Nie twórzmy wskaźników podtrzymujących zabobony. Zwiększmy limit przyjęć do poziomu": na 1 nauczyciela akademickiego - 50 studentów! A co! Niech zwiększą konkurencyjność na rynku pracy!

Im większa podaż absolwentów, a mniejszy popyt, tym lepiej dla kontynuacji reformy szkolnej. Kształcić będą najlepsi za najlepsze płace! Nareszcie przegonimy w honorowaniu nauczycielskiej pracy takie kraje, jak Szwajcaria, Luksemburg, Dania, Holandia, Finlandia czy Niemcy. Już nie można drwić sobie z polityki tego rządu-dobrodzieja. Minister Zalewska chce powiązać pensje nauczycieli z sytuacją gospodarczą.

Jeszcze trwają ferie zimowe w niektórych województwach. Po wystąpieniach minister A. Zalewskiej w mediach nauczyciele wreszcie odzyskują zdrowie, siły i radość do pracy! Jeszcze nie wszyscy wierzą, że to możliwe, że oni naprawdę tak dużo zarabiają, a zarobią jeszcze więcej. Może ktoś tego nie dostrzegł na swoim koncie, ale niech sobie sam przemnoży własną płacę razy trzy, niech zagra w symulakrę, a poczuje się lepiej.

wtorek, 5 lutego 2019

Pedagogika świadectwa



Pedagogów z Zespołu Pedagogiki Chrześcijańskiej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, katechetów, teologów i refleksyjnych wychowawców może zainteresować najnowsza rozprawa ks. Zbigniewa Marka SJ i s. Anny Walulik CSFN pt. Pedagogika świadectwa. Perspektywa antropologiczno-kerygmatyczna (Wydawnictwo IGNATIANUM 2018).

Jakże trudno jest młodemu pokoleniu w dobie płynnej nowoczesności odnaleźć wartości (punkty oparcia) i osoby znaczące będące ich nośnikami, a więc wzorami osobowymi, żeby móc ukształtować własny charakter i zmierzać do celów zgodnie z aksjonormatywną busolą. Rozprawa ks. Zbigniewa Marka i s. Anny Walulik pojawia się w najważniejszym momencie dla częściowo zmęczonego neoliberalną wolnością polskiego społeczeństwa, które z niej nie potrafiło skorzystać, nie udźwignęło wolności, jak tego oczekiwał ks. Józef Tischner. Nie powstało społeczeństwo ani otwarte, ani obywatelskie, ani demokratycznego dialogu, gdyż odrzucano zmiany osób, które w istocie były świadkami PRAWDY, DOBRA I PIĘKNA .

Jak piszą już w pierwszych zdaniach wstępu autorzy: "Inspiracji do napisania książki „Pedagogika świadectwa. Perspektywa antropologiczno-kerygmatyczna” dostarczyły nam rozmowy o tym, czym w rzeczywistości jest składane przez człowieka świadectwo, czego ono dotyczy, jak należy je przekazywać". Tworzą zatem wersję tradycyjnej od wieków narracji o międzypokoleniowym przekazie wartości, które są wolne od wszelkich zawirowań politycznych, gospodarczych czy społecznych wpisując się w nie w różnym zakresie i stopniu.

Podwójna zasada wierności - Bogu i człowiekowi jest znakomitym nawiązaniem do dzieł Jana Pawła II, który podkreślał kluczowe znaczenie relacji osobowych, umiejętności bycia z wychowankiem, uczestniczenia w jego życiu, promieniowania na niego wartościami duchowymi, a zarazem odkrywania człowieczeństwa w czynach osoby będącej podmiotem naszych badań naukowych czy oddziaływań pedagogicznych.

Niniejsza rozprawa adresowana jest nie tylko do katechetów, co mogłoby wynikać z zapisanej w podtytule perspektywy kerygmatycznej, ale do pedagogów w szerokim tego słowa znaczeniu, którzy kierują się w swoim życiu chrześcijańskimi wartościami. Autorzy budują własną narrację poczynając od biograficznego studium historii życia biskupa Antoniego Długosza a kończąc na skonstruowaniu „pedagogiki świadectwa”.

Takie podejście jest charakterystyczne we współczesnych badaniach andragogicznych w niemieckich naukach o wychowaniu, których przedstawicielami są Horst Siebert, Hartmut M. Griese czy Horst Stukenberg, a nadała im polską konstrukcję szkoła badań andragogicznych prof. Olgi Czernawskiej. Biografia czy autobiograficzne studium jest tu zaczynem wyjścia do konstrukcji własnej teorii, wyznaczenia nowych podejść badawczych oraz projektów praktycznych oddziaływań (doskonalenie, kształcenie, animacja, doradztwo, terapia itp.) w oświacie dorosłych. To właśnie w biografistyce pedagogicznej tkwi niezwykły potencjał odczytywania znaczeń fenomenów wychowawczych, symboli i kulturowych rytów sprzyjających formacji duchowej człowieka.

Autorzy tej niezwykle bogatej źródłowo i spójnej filozoficznie pedagogiki świadectwa pogłębiają istotę partycypacyjnego wychowania we wszystkich jego zakresach uwrażliwiając czytelnika na jego funkcje etyczne, także w procesie badawczym. Ogromnym walorem książki jest klarowne przedstawienie metodologii badań biograficznych z zastosowaniem analizy kategorialnej tekstów, dokumentów, pamiętników, literatury wspomnieniowej w zupełnie nowej w Polsce sytuacji kulturowej wyrażającej się ogromnym zainteresowaniem literaturą biografistyczną.

Otrzymujemy zatem nie tylko odczytanie pięknym językiem nauki dzieła życia Biskupa Antoniego, ale także podstawy metodologiczne własnych badań biograficznych prowadzących do rekonstrukcji (kategorialnego odczytania) Jego życia oraz ich fenomenalne znaczenie dla konstruowania nie tyle teorii pedagogicznej, co transcendentnej pedagogii o ponadczasowym charakterze i zakresie oddziaływań.

Na kartach rozprawy przewijają się myśli autorów najważniejszych w rodzimej pedagogice chrześcijańskiej dzieł, które osadzone są w centrum nauk o wychowaniu w Polsce i poza granicami (szczególnie w niemieckiej pedagogice religii) bez względu na ich zróżnicowane przecież źródłowe uzasadnienia. Pedagogika chrześcijańskiego nurtu pozyskuje książkę autorów odkrywających niejako na marginesie także kluczowe pojęcia, kategorie pedagogiczne z ich etymologią i odniesieniem do współczesnej myśli o wychowaniu i kształceniu człowieka.

Fascynujące jest odkrywanie myśli, marzeń, tropów pamięci Biskupa o całokształcie jego służby Bogu i człowiekowi, które dokumentowane są cytowanymi wypowiedziami, poruszającymi metaforami, biblijnymi postaciami i fragmentami z publikacji. Gorąco polecam tę książkę czytelnikom, bowiem zawiera ona w sobie głęboko humanistyczne interpretacje i inspiracje do badań biograficznych znaczących postaci polskiej kultury, a w tym przypadku także polskiego Kościoła Katolickiego jako nośnika najpiękniejszych tradycji i wartości chrześcijańskiego wychowania.