czwartek, 31 stycznia 2019

Senat przyjął uchwałę upamiętniającą twórców polskiego harcerstwa błędnie interpretując fakty



W dn. 24 stycznia 2019 r. Senat przyjął okolicznościową uchwałę upamiętniającą twórców polskiego harcerstwa w 100. rocznicę śmierci Andrzeja Małkowskiego i 40. rocznicę śmierci Olgi Drahonowskiej-Małkowskiej, twórców polskiego harcerstwa.

Treść uchwały jest jak najbardziej potrzebna i znacząca. Nie podoba mi się jedynie "fałszowanie" historii, bowiem stwierdza się, że: "(...) w czasach PRL postaci Andrzeja i Olgi Małkowskich były zakazane i wykreślone z przestrzeni publicznej. (…) W 1968 roku kardynał Karol Wojtyła po raz pierwszy odprawił uroczystą mszę świętą w kościele świętej Anny w Krakowie w rocznicę śmierci Andrzeja Małkowskiego i stało się to tradycją trwającą do dziś. Olga po powrocie do Polski żyła w zapomnieniu w Zakopanem, a kiedy zmarła, władze nie pozwoliły na pogrzeb na Cmentarzu Zasłużonych w Zakopanem. Dopiero w roku 1980 po powstaniu "Solidarności" powstały Kręgi Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego, przywracając do publicznej pamięci postać założyciela harcerstwa."

Wynika bowiem z treści uchwały, że dopiero powyższe wydarzenia przywróciły do publicznej pamięci postaci założyciela polskiego skautingu i jego małżonki - Olgi, która była drużynową III Lwowskiej Drużyny Skautek im. Emilii Plater - jednej z trzech pierwszych drużyn utworzonych w maju 1911 r.

Pamięci obu postaci nie trzeba było przypominać dopiero w 1968 czy 1980 r. W świetle dziejów m.in. ZHP w Łodzi nie było drużyny harcerskiej, której członkowie nie posiadaliby wiedzy na temat twórcy skautingu na objętych rozbiorami ziemiach Polski, czy żeby ubiegający się o kolejne stopnie harcerskie i instruktorskie nie znali postaci i dokonań tak Andrzeja Małkowskiego, jak i Olgi Drohonowskiej-Małkowskiej. Nie była im do tego potrzebna ani "Solidarność" ani powołane do życia Kręgi Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego, co w żadnej mierze nie osłabia mocy ich aktywności także w tym zakresie.

W nawet najbardziej ocenzurowanych publikacjach na temat historii harcerstwa, także autorstwa tajnych współpracowników SB, jak Jerzego Majki czy Kazimierza Koźniewskiego nie udało się "wymazać z publicznej pamięci" nazwisk tych twórców. Po co zatem wprowadzać opinię publiczną w błąd twierdzeniem, że prawdziwa wiedza historyczna narodziła się wraz z powyższymi wydarzeniami?! Czy naprawdę politycy prawicy muszą tak "zakłamywać" polską historię, w tym dzieje polskiego harcerstwa, także w trudnym i podłym okresie dla wielu instruktorów ZHP, bo w czasach stalinizmu i PRL?

środa, 30 stycznia 2019

Nie ma powodu do zadowolenia z rozporządzenia MNiSW wskaźników kosztochłonności kształcenia i badań naukowych



Jeszcze w połowie grudnia napływały do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN zapytania: Czy KNP podjął lub zamierza podjąć jakieś działania w sprawie zmiany niekorzystnych dla nas wskaźników kosztochłonności? Jest czas konsultacji w MNiSW i wiele dyscyplin lub grup dziekanów podjęło walkę wysyłając listy, przygotowując raporty itp. (językoznawstwo, filozofia, socjologia, ekonomia).Jak słusznie podkreślał jeden z dziekanów - Rada Wydziału prawdopodobnie podejmie uchwałę w tej sprawie, ale pojedynczy głos może nie mieć przebicia.

W dn. 9 grudnia 2018 r. informowałem opinię publiczną o tym, że Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podjął stosowną uchwałę w tej sprawie. Liczyliśmy na to, że dziekani wszystkich wydziałów pedagogicznych w kraju dokonają własnych analiz i także podejmą interwencję w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego kierując się merytorycznymi argumentami. Stało się tak tylko częściowo. Niektórzy liczyli na to, że ktoś za nich załatwi tę sprawę.

Tymczasem racja jest po stronie większości, a nie mniejszości, gdy w grę wchodzą konsultacje społeczne. Minister J. Gowin podpisał w ub. tygodniu rozporządzenie, którego treścią zachwycają się niektórzy nie dostrzegając połowiczności konsultacyjnego sukcesu. W istocie bowiem minister przychylił się do naszego (mam tu na uwadze wszystkich konsultantów akademickiej pedagogiki) apelu, by przewidziany dla pedagogiki wskaźnik kosztochłonności, a wynoszący najniższy poziom 1.0 (w skali 1-6) uległ podwyższeniu.

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN apelował, by w Rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie współczynników kosztochłonności (projekt z dnia 23 listopada 2018 r.). na prowadzenie kształcenia na studiach stacjonarnych w dyscyplinie pedagogika dokonać korekty z szacowanej wartości 1 na wartość 2. Proponowana wartość wskaźnika kosztochłonności na kierunku pedagogika nie odzwierciedla rzeczywistych nakładów ponoszonych na prowadzoną działalność dydaktyczną – kształcenie z wielością, w obrębie tej dyscypliny, kierunków kształcenia oraz specjalności.

Minister Jarosław Gowin dokonał tej korekty, ale tylko do wartości 1.5. Nie ma się zatem z czego cieszyć, bo wprawdzie jest to "podwyżka" o 0.5, ale nie uwzględniono zupełnie apelu o wzrost tego współczynnika także do sfery badań naukowych. Proponowany przez Komitet Nauk Pedagogicznych wskaźnik kosztochłonności na poziomie „2” miał istotne znaczenie, gdyż rzutuje na zakres oraz jakość realizowanych badań naukowych. Inwestycja w badania naukowe w dyscyplinie pedagogika powinna być odpowiedzialną działalnością badawczą na rzecz kształtowania jakości naszego społeczeństwa, zmian edukacyjnych, oświatowych, społeczno-kulturowych i gospodarczych. Potrzebne są do tego środki.

W świetle uzasadnienia resortu: "Zgodnie z art. 367 ust. 2 ustawy minister, wydając rozporządzenie uwzględni specyfikę, warunki, a także koszty prowadzenia działalności naukowej i dydaktycznej w poszczególnych dyscyplinach." Nikt z zachwycających się powyższym "ochłapem" na dydaktykę nie zwraca uwagi na to, że zupełnie pominięto kwestię, która jest istotna dla stanu rozwoju dyscypliny naukowej w szerokim tego słowa znaczeniu.

Współczynniki kosztochłonności w zakresie prowadzonych badań naukowych lub prac rozwojowych w poszczególnych dziedzinach nauki dotyczą przecież sposobu ustalania wysokości dotacji i rozliczania środków finansowych na utrzymanie potencjału badawczego oraz na badania naukowe lub prace rozwojowe oraz zadania z nimi związane, służące rozwojowi młodych naukowców oraz uczestników studiów doktoranckich.

Nie ma się zatem z czego cieszyć. Czas na dostrzeżenie, że w taki sposób prowadzi się politykę ekonomicznego wygaszania i niszczenia potencjału naukowego w ramach wielu dyscyplin, nie tylko pedagogiki. A tak wygląda uzasadnienie tego procederu w roku 2019:

"Dane przekazane przez około 90% wymienionych podmiotów ukazały rzeczywisty poziom ponoszonych przez nie kosztów prowadzenia kształcenia i działalności naukowej w latach 2014–2016 (sic!- BŚ) i zostały przyjęte jako podstawa do ustalenia wartości współczynników kosztochłonności prowadzenia kształcenia i działalności naukowej w poszczególnych dyscyplinach.

Do weryfikacji danych zastosowano metodę analizy skupień, na którą składa się kilka algorytmów klasyfikacji służących do grupowania obiektów (tu: wskaźników kosztów) w większe skupienia (zbiory), z zastosowaniem określonej miary podobieństwa lub odległości między przyjętymi wskaźnikami. Wynikiem tej analizy było przypisanie dyscyplin do poszczególnych skupień. Następnie przeprowadzono analizę wartości, wokół których skupiają się wskaźniki (centrów skupień), co pozwoliło na przypisanie skupieniom kolejnych wartości współczynników kosztochłonności.

Ze względu na fakt, że dla określenia współczynników kosztochłonności było istotne empiryczne określenie rozpiętości tych współczynników, za pomocą metody analizy hierarchicznej – tzw. metody Warda, określono liczbę skupień, które odpowiadały zakresowi współczynników kosztochłonności. Powyższe działanie pozwoliło na ustalenie, że czterdzieści siedem dyscyplin należy przypisać do sześciu grup.

Następnie, wykorzystując metodę k-średnich, zostało utworzonych sześć skupień obejmujących możliwie najbardziej różniące się dyscypliny. Oznacza to, że w ramach jednego skupienia otrzymano dyscypliny, które – pod względem zdefiniowanych wskaźników – są do siebie najbardziej podobne. Za pomocą zastosowanej metody wyodrębniono tzw. centra skupień, pozwalające na gradacyjne określenie kosztochłonności skupień."


***

Jakie jeszcze dyscypliny naukowe mają wskaźnik kosztochłonności na naukę w wysokości 1.0? Oto one: Ekonomia i finanse; Filozofia, Językoznawstwo, Literaturoznawstwo, Nauki o bezpieczeństwie, Nauki o komunikacji społecznej i mediach, Nauki prawne, Nauki teologiczne i Prawo kanoniczne. Skalę skrócono z 1-6 do 1-4. Podwyższono do 1.5 ów wskaźnik takim dyscyplinom, jak Historia, Nauki o kulturze i religii, Nauki o polityce i administracji i Nauki socjologiczne.

Interesujące jest to, że wskaźnik 2.0 mają: Nauki o kulturze fizycznej, Nauki o sztuce, Nauki o zarządzaniu i jakości, Nauki o zdrowiu, Psychologia, Sztuki filmowe i teatralne, Sztuki muzyczne oraz Sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki

Absolutnie, nie daję wiary rzetelności powyższym przydziałom.

Inna kwestia, to to, że sami też jesteśmy sobie inni. Dziekani wydziałów lub dyrektorzy uniwersyteckich instytutów nieświadomi złożoności projektu rozporządzenia wnioskowali tylko i wyłącznie o podwyższenie współczynnika kosztochłonności jedynie na kształcenie. Czyżby już teraz postanowili włączyć się do destrukcji własnej dyscypliny naukowej?

Jedynie dziekan Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego dokonali pogłębionych analiz i uzasadnili konieczność podwyższenia tego współczynnika do poziomu 2.0. Tymczasem ministerstwo wprowadziło w błąd opinię publiczną zamieszczając w odniesieniu do pedagogiki niezgodny z prawdą materialną komentarz odmawiający podwyższenia tego współczynnika.

"Na podstawie licznych uwag zgłoszonych w procesie konsultacji publicznych, opiniowania i uzgodnień, dokonano korekt wartości współczynników kosztochłonności, w tym w szczególności podwyższono wartość współczynnika kosztochłonności kształcenia w dyscyplinie naukowej pedagogika do 1,5. Dodatkowo należy wskazać, że zgłaszający uwagę nie przedstawił analizy kosztów prowadzenia działalności naukowej w dyscyplinie naukowej pedagogika w stosunku do kosztów prowadzenia działalności naukowej w innych dyscyplinach. Wskazane argumenty nie pozwalają ocenić czy wymienione koszty są wyższe czy może tożsame z innymi, bardziej kosztochłonnymi dyscyplinami. Zaproponowane w projekcie współczynniki kosztochłonności uwzględniają analizę porównawczą kosztów we wszystkich dyscyplinach naukowych lub artystycznych."

Każdy może przeczytać teksty apelacji, by przekonać się, że ministerialni urzędnicy najzwyczajniej kłamią. Nie chciało im się przeczytać? Czy może z góry - na zasadzie prywatnych uprzedzeń - założyli, które dyscypliny muszą być "jedynkowe"? Za co płaci się urzędnikom MNiSW? Za wprowadzanie ministra i akademików w błąd? Kłamie i manipuluje danymi minister edukacji Zalewska, a teraz widać, jak manipuluje wybranymi danymi ministerstwo J. Gowina.

wtorek, 29 stycznia 2019

Zmarł wspaniały pedagog dr hab. Janusz Gęsicki


Wiadomość o absolutnie niespodziewanej śmierci profesora Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - JANUSZA GĘSICKIEGO wydała mi się czymś tak nieprawdopodobnym, że byłem gotów podejrzewać przesłaną mi na Fb informację jako fejk-news. Jednak po kilku minutach otrzymałem potwierdzenie tej niezwykle przykrej informacji. Na stronie Uczelni, w której pełnił przez dwie kadencje funkcję dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych pojawił się nekrolog. A więc to porażająca prawda.

Odszedł z naszej społeczności znakomity pedagog, a zarazem socjolog edukacji, autor z ogromną kulturą osobistą, niezwykle zaangażowany w politykę oświatową i badania w tym zakresie, którego rozprawy łączyły najlepsze tradycje polskiej pedagogiki z troską o przyszłość polskiej edukacji, o konieczność wprowadzania podporządkowanych wiedzy naukowej reform szkolnych oraz prowadzenie badań procesów zmian oświatowych.

W czasie seminariów podejmował J. Gęsicki ze swoimi studentami takie zagadnienia, jak: Zmiany struktury systemu szkolnego i związane z tym zmiany podstaw programowych powodują liczne problemy dla szkół i samorządów terytorialnych; 2. Identyfikacja problemów i poszukiwanie rozwiązań na różnych szczeblach zarządzania w oświacie; 3. Funkcjonowanie placówek szkolnictwa specjalnego.

Nie bez powodu kierował od lat Katedrą Polityki Edukacyjnej, gdyż był ekspertem z bogatym doświadczeniem, także w zarządzaniu tą polityką. Był bowiem powołany do Ministerstwa Edukacji Narodowej w drugiej połowie lat 90. XX w., a więc w dobie wdrażanej transformacji ustrojowej, do pełnienia funkcji dyrektora Departamentu. W latach 2002-2003 został Szefem Gabinetu Politycznego Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. Uczestniczył także w tym okresie w międzynarodowym zespole ekspertów przygotowującym dla Banku Światowego raport na temat sytuacji edukacji dorosłych w Polsce.

Prof. APS Janusz Gęsicki był związany sercem i umysłem ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, stąd też i Jego aktywność na rzecz różnego rodzaju inicjatyw, które rodziły się w tym środowisku na rzecz nauczycieli. Obdarzali Profesor ogromnym zaufaniem refleksyjni nauczyciele, którzy mieli ambicje, by podjąć się przeprowadzenia badań naukowych będących następnie podstawą do uzyskania przez nich stopnia naukowego doktora. W samym tylko IBE Profesor J. Gęsicki wypromował 10 pedagogów.

Odszedł od nas pedagog zaangażowany naukowo i społecznie, niezwykle serdeczny, dialogiczny i otwarty na problemy innych, niemalże zawsze traktujący niepowodzenia czy bariery na drodze do realizacji własnych projektów z poczuciem dystansu, humoru i bez potrzeby eksponowania własnej osoby. Jak sam pisał o sobie - był hobbystą zbierającym laski i stare zegarki. Nie doczekał wieku, w którym jedna z lasek byłaby Mu pomocną w drodze do APS, chociaż pamiętam, jak po złamaniu kończyny, pokonując trudności i ból przychodził do swojej Uczelni, Katedry, by wspomagać współpracowników i studentów w realizowanych przez nich zadaniach.

Przypomnę najważniejsze etapy w akademickim życiu Zmarłego Profesora APS:

- w 1974 roku ukończył studia magisterskie z socjologii w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

- w 1983 roku obronił rozprawę doktorską z nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki w Instytucie Badań Pedagogicznych w Warszawie.

- w 1993 roku uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogiki na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Rozprawa habilitacyjna nosi tytuł: Tytuł pracy: Spory o reformę polskiej szkoły. /Analiza lat 1945 - 1990/.


Nie starczyło czasu na to, by podjąć starania o uzyskanie tytułu naukowego profesora. Pełnione przez J. Gęsickiego funkcje w administracji państwowej, a potem na Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie były tak dużym obciążeniem, że wolał z pełną odpowiedzialnością pełnić służbę innym, niż zatroszczyć się o własną karierę. A przecież prof. J. Gęsicki miał znaczący dorobek naukowy, wypromował wielu doktorów pedagogiki sprawując przez lata opiekę nad Komisją Doktorską i angażując się w proces wspomagania młodych kadr w ich własnym rozwoju.

O zainteresowaniach polityką oświatową świadczą takie m.in. rozprawy, jak:

1. Gęsicki J. Gra o nową szkołę. Warszawa 1993.

2. Gęsicki J., Po co gminom szkoły? Warszawa.


3. Gęsicki J. Typy ładu społecznego i odpowiadające im pedagogie oraz typy polityki edukacyjnej. W: Acta Universitatis Nicolai Copernici. Zeszyt 285 – 1994.

4. Gęsicki J., Wiatr J.J. Problemy edukacji. Koszalin 2001.

5. Gęsicki J. Przemiany w edukacji. W: Wymiary życia społecznego. Pod red M.Marody. Warszawa 2002.

6. Gęsicki J. Granice decentralizacji zarządzania w oświacie. W: Zarządzanie edukacją a kreowanie społeczeństwa wiedzy. Pod red. E. Walkiewicz, Gdańsk 2002.

7. Gęsicki J. Koncepcje uwarunkowań polityki edukacyjnej. W: Edukacja, moralność, sfera publiczna. Pod red. J.Rutkowiak, D.Kubinowskiego i M.Nowaka, Lublin 2007.

8. Gęsicki J. Kultura organizacyjna szkoły a przywództwo nauczycieli. W: Przywództwo edukacyjne w teorii i praktyce. Pod red. S.M.Kwiatkowskiego i J.M.Michalak. Warszawa 2010.

9. Gęsicki J. Zmiany prawa oświatowego a reforma edukacyjna. W: Edukacja z perspektywy przemian kulturowo-społecznych. Pod red. J.Bieleckiego i A.Jacewicz. Białystok 2010.

10. Gęsicki J. Kultura organizacyjna uczelni a jakość kształcenia. W: Jakość kształcenia akademickiego w świecie mobilności i ryzyka. Pod red. H. Kwiatkowskiej i R.Stępnia. Pułtusk 2011.

11. Gęsicki J. Uwarunkowania przywództwa edukacyjnego we współczesnych społecznościach lokalnych. W: Rocznik Pedagogiczny 2012 T. 35.

12. Gęsicki J., Dlaczego uczniowie są wredni?

13. Gęsicki J., Efektywność wyrównawczej funkcji gimnazjum w świetle egzaminów zewnętrznych,

14. Gęsciki J., Janusz Gęsicki – Status społeczny nauczyciela a ideały pedagogiczne, w: Kompetencje interpersonalne w pracy współczesnego nauczyciela, Warszawa: 2017

Mało kto kojarzy, a może i wie, że Janusz Gęsicki opublikował w 1992 roku książkę dla młodzieży pt. "Jak nie zwariować w szkole".
. Trzeba było znać młodzież, rozumieć jej problemy w szkole, by z ogromnym poczuciem humoru pokazać tę placówkę w "krzywym zwierciadle". Zapewne ta książka miała więcej nabywców od naukowych, ale to dlatego, że młodzież lubi 'swoich" pedagogów, osoby z dużym poczuciem humoru, a zarazem jej życzliwe i pomocne.

Tymczasem naukowe monografie J. Gęsickiego nie interesowały specjalnie polityków oświatowych, gdyż oni są impregnowani na wiedzę naukową i autorytety. Zawsze łatwiej manipuluje się środowiskiem nauczycielskim i szkolnym, kiedy unika się konfrontacji z wiedzą naukową.

W środę jest Rada Wydziału Nauk Pedagogicznych APS. Trudno będzie patrzeć na miejsce, na którym nie zasiądzie już więcej nasz Kolega, Profesor Janusz Gęsicki. Nie każdy tak jak On, wsłuchuje się w przebieg obrad, zabiera głos w sprawach ważnych dla studenckiej czy naukowej społeczności. To jest wielka strata dla Akademii, dla polskiej pedagogiki, którą Janusz Gęsicki reprezentował w minionych kadencjach jako członek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

Poruszające serce są w sieci internetowej słowa pożegnania drogiego Profesora przez Jego studentów, magistrantów, doktorantów, doktorów, współpracowników i przyjaciół. Składam w tym miejscu wyrazy głębokiego współczucia Rodzinie i Najbliższym Prof. APS Janusza Gęsickiego. Będzie nam Go bardzo brakowało!


(fot. ze strony Uczelni: www.aps.edu.pl)


Nabożeństwo żałobne zostanie odprawione w dniu 1 lutego 2019 r. o godz. 12.00 w kościele pw. Św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach, ul. Powązkowska 14 Osoby zainteresowane wzięciem udziału w pożegnaniu Pana Profesora informujemy, że w dniu ceremonii pogrzebowej zostanie podstawiony autokar (od ul. Szczęśliwickiej) .Wyjazd o godz. 11.20


Szanowni Państwo, w imieniu rodziny zmarłego Profesora Janusza Gęsickiego zwracam się z uprzejma prośbą o nieprzynoszenie kwiatów na uroczystość ostatniego pożegnania. Bliscy Pana Profesora proszą o przekazanie przewidzianych kwot na konto Fundacji im. Marii Grzegorzewskiej, w której Pan Profesor Janusz Gęsicki pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej.

Fundacja im. Marii Grzegorzewskiej

ul. Szczęśliwicka 40

02-353 Warszawa
nr. konta:

06 1020 1055 0000 9702 0115 5076

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Paneliści Zespołu Macieja Tanasia o edukacji medialnej


Nawiązuję do wczorajszego wpisu o inauguracyjnym posiedzeniu Zespołu Pedagogiki Medialnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, który obradował w dn. 25 stycznia 2019 r. w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Prowadzący obrady zaproponował panel dyskusyjny z udziałem członków Zespołu, którzy reprezentują zarówno odmienne instytucje, jak i środowiska badające czy wspomagające edukację medialną.

Pierwszym mówcą był dyrektor Projektów Strategicznych Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa)- Marcin Bochenek . Zwrócił uwagę na realizowany w Polsce infrastrukturalny projekt włączenia szkół do szerokopasmowego Internetu, którym objętych jest ok. 26 tys. placówek oświatowych. Jak słusznie stwierdził: samo ich podłączenie nie czyni w edukacji żadnej rewolucji. Co tak naprawdę powinno stać się w wyniku tej modernizacji? Jej celem powinna być rzeczywista zmiana sprzyjająca lepszemu dostępowi wszystkich uczniów do wiedzy. Jesteśmy w epoce permanentnych zmian, toteż i szkoła musi zmienić swoje możliwości.

Projekt idealnie wpisuje się w ideologię wyrównywania szans edukacyjnych młodego pokolenia, tworzenia jemu nowych możliwości technicznych. Świat polskiej nauki ma włączyć się do tego projektu, gdyż potrzeby ludzkie nie ulegają zmianie, ale zmieniają się narzędzia do ich zaspokajania. Szkoła polska musi się zmienić, a nowe technologie sprzyjają zmianie także w relacjach międzyludzkich. Jeśli szkoła tego nie zrozumie - mówił M. Bochenek - to stanie się elementem schodzącym z głównego nurtu. Potrzebne są nowe koncepcje dotyczące procesu edukacyjnego, wychowawczego, bo tego nie zrobią za nas maszyny. Może warto zobaczyć, jak funkcjonują tego typu inicjatywy Teachers.net czy SchoolTube.

Dr hab. Wojciech Walat mówił o alfabetyzacji w świecie nowych technologii. Czy rzeczywiście mamy kształcić homo interneticusa? Narzędzia komunikacji wyprzedziły rozwój kulturowy, toteż musimy uczyć się porozumiewania także za ich pośrednictwem. Nie dochodzi do porozumienia w tych środowiskach, w których osoby są sieciowymi analfabetami. Przestrzeń współczesnych mediów – wirtualną cechuje przesłanie: "Nie myślę, więc jestem". Jak mamy edukować nasze dzieci, by słowo nadal było nośnikiem kultury, sztuki i wiedzy.
Kolejna panelistka, matematyk - dr hab. Małgorzata Makiewicz z Uniwersytetu Szczecińskiego mówiła o wielkiej szansie pozyskiwania młodzieży do nauk ścisłych dziei nowym technologiom. Pedagogika medialna powinna łączyć różne nauki. Dedukcja nie jest naturalną metodą myślenia dziecka, ale przez sensowne kształcenie w tej nauce można ułatwić mu przejście na poziom meta. Zespół Pedagogiki Medialnej mógłby objąć patronatem wydarzenia edukacyjne w tym zakresie.

Dr hab. Jacek Pyżalski z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu przedstawił najważniejsze problemy badania osób w związku z ich aktywnością w przestrzeni medialnej. Zapowiedział ukazanie się za 2-3 tygodnie w Wydawnictwie Naukowym UAM raportu z międzynarodowych badań "EU Kids online". Jego wypowiedź stanowiła rdzeń problemów, którymi powinien zająć się Zespół KNP PAN. Pytał bowiem: Czy my wiemy, co młodzi ludzie robią online? Nie chodzi tu o potoczną wiedzę na ten temat, ale o naukową weryfikację tego zjawiska.

Co ważne, jak o wieloletni badacz wskazywał na słabości takich diagnoz, a mianowicie na to, że:

- wciąż diagnoza jest przechylona na negatywne zdarzenia. Znacznie mniej jest badań tego, co młodzi ludzie robią sensownego? Publikowane wyniki nie są zatem prawdziwe, gdyż nie odzwierciedlają wszystkich aspektów wykorzystywania przez młode pokolenie nowych mediów. Możemy zatem mieć wrażenie, że więcej jest tego, co jest złe, niż dobre.

- traktuje się działania online jako coś osobnego. Tymczasem trzeba badać to, co młody człowiek robi równolegle: offline i online.

- pewne rzeczy uważa się za oczywiste, stąd powstają stereotypy na temat wykorzystywania mediów przez młodzież. Dużo jest tekstów na temat tego, co młodzież robi online, podczas gdy są to aktywności marginalne. Niesłusznie nadajemy im miano powszechności. Rodzi to panikę moralną. Z jego badań wynika, że hejtowanie jest aktywnością niewielkiego odsetka młodzieży. Niepotrzebnie zatem wymyślamy sobie młodego człowieka.

Badania EU Kids online wkroczyły w nowy etap w kilkunastu krajach Europy, dlatego warto uwzględnić ich wyniki w dalszych projektach i koncepcjach teoretycznych czy praktycznych:

- badania reprezentatywne na dużej próbie w całym kraju;

- pytania dotyczyły cyberprzemocy, mowy nienawiści, ale i pozytywnego wykorzystywania mediów;

- badania objęły nie tylko dzieci, ale także rodziców, których diagnozowano tym samym narzędziem w 14 krajach;

- można dzięki tym badaniom mówić o trendach dotyczących nie tylko mowy nienawiści, ale i zachowań czy postaw świadków przemocy
.

Wreszcie prof. UAM J. Pyżalski zwrócił uwagę na zjawisko mobilności, gdyż coraz więcej użytkowników nowych technologii medialnych w ogóle nie używa stacjonarnego komputera. Czas bycia online nie obejmuje zatem tylko korzystania z PC, ale przede wszystkim z mobilnych narzędzi.

O związku edukacji muzycznej z mediami mówił dr hab. Piotr Baron – z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie, dyrygent, ale i autorem badań oraz rozwiązań w zakresie edukacji muzycznej w szkołach. Jego pytanie - Czy edukacja muzyczna jest potrzebna? jest o tyle zasadne, że zmieniają się gusty i afirmacje kultury muzycznej, skoro za występ discopolowy płaci się wykonawcy ze środków publicznych 40 tys. zł. Polska szkoła musi się zmienić.

Kreatywność dzieci jest ogromna. On sam wprowadził od I kl. własnej niepublicznej szkoły podstawowej przedmiot „kompozycja”. Okazało się, że dzieci genialnie komponują. Czy dzisiejszy nauczyciel muzyki ma nawracać dzieci na nauczanie właściwej muzyki? A jaka jest właściwa? Czy trzeba katować dzieci J.S. Bachem? Czy nauczyciel ma być policjantem w narzucaniu takiej czy innej muzyki? Jak stwierdził profesor: Trawa nie rośnie szybciej, gdy się za nią ciągnie, a zatem presja w zakresie treści kształcenia muzycznego wywierana na uczniów hamuje ich rozwój kulturowy, estetyczny.

Ważne jest to, jak stymulować dzieci do aktywnego uczestniczenia w muzyce. Okazuje się bowiem, że uczniowie szkoły muzycznej nie potrafią zapisać usłyszanej melodii. Na ile kształcenie muzyczne sprzyja rozwojowi uczniów? Zmniejsza się poziom agresji, wandalizmu, znajomość języka angielskiego czy niemieckiego wzrosła o 40%. Muzyków powinno kształcić się na potrzeby przemysłu – muzyka formuje zdolność do pracy zespołowej, kreatywność, sumienność, zrównoważenie. Wychowujmy dzieci na wrażliwych odbiorców muzyki. Trzeba zmienić kształcenie nauczycieli muzyki.

Zamykając panelową prezentację różnych perspektyw teoretycznych i badawczych pedagogiki medialnej prof. Franciszek Szlosek z Akademii Pedagogiki Specjalnej stwierdził, że pojawiło się nowe środowisko wychowania, jakim jest cyberprzestrzeń. Mamy zatem o wiele bardziej złożone warunki dla wychowania młodych pokoleń. Trzeba wprowadzić do podstaw teoretycznych zagadnienia kształcenia młodego człowieka w nowych warunkach i środowisku. Pedagogika medialna musi podjąć refleksję na temat kryteriów i uwarunkowań reprezentacji instytucjonalnej wiedzy naukowej w przedmiocie jej badań.

niedziela, 27 stycznia 2019

Zespół Pedagogiki Medialnej o poważnych problemach edukacji w dwóch światach


W piątek odbyło się posiedzenie inauguracyjne Zespołu Pedagogiki Medialnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, którym kieruje prof. APS dr hab. Maciej Tanaś. Inicjatywa powołania takiego środowiska przy KNP została podjęta kilka miesięcy temu przez ks. dr hab. Janusza Miąso z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dobrze się stało, że została podjęta w szybkim czasie, choć - jak słusznie wskazywali uczestnicy inauguracyjnego posiedzenia tego Zespołu - dość późno. Na szczęście instytucjonalizacja zawsze jest czynnikiem wtórnym w stosunku do rozwijających się ośrodków badawczych i realizowanych projektów naukowych.

Debatę otworzył JM rektor APS prof. dr hab. Stefan M. Kwiatkowski, który przypomniał jak rodziła się w Polsce pedagogika mediów i nowych technologii kształcenia. To są niewątpliwie lata 60. XX w., w których prof. Czesław Kupisiewicz afirmował nauczanie programowane, cybernetykę w edukacji i zastosowanie maszyn dydaktycznych w procesie kształcenia. Potem były lata 70., w których powstawały na uniwersytetach zakłady technologii kształcenia np. wiodącym był tu Zakład prof. Leona Leji, a obecnie prof. Wojciecha Skrzydlewskiego i przy Politechnice Poznańskiej.

Rektor APS S.M. Kwiatkowski obronił w 1974 r. doktorat na Politechnice Warszawskiej, stąd jego zrozumienie potrzeby i wsparcie dla rozwijania badań naukowych w pedagogice medialnej. W połowie lat 80. powstał zespół zajmujący się edukacją informatyczną, w którym był współautorem z prof. Waligórskim i Madejem programu kształcenia informatycznego w szkolnictwie, ale nie udało się go wprowadzić w życie szkolne. Nauczyciele nie byli przygotowani do tego. Tak jest resztą do dzisiaj, że nadal traktuje się komputery jako urządzenie techniczne, a nie jako pomoc dydaktyczną. Teraz - jak mówił S.M. Kwiatkowski - możemy zacząć nowy etap rozwoju tej subdyscypliny nauk pedagogicznych, w obrębie której powstają prace doktorskie i habilitacyjne.

Dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych APS, a zarazem przewodniczący w/w Zespołu Maciej Tanaś mówił o istniejących w kraju szkołach badań naukowych w zakresie pedagogiki medialnej, których czołowi badacze przyjechali na posiedzenie inaugurujące nowe zadania w KNP PAN. Są to m.in.: dr hab. Janusz Morbitzer z Akademii Biznesu w Dąbrowie Górniczej (wcześniej zorganizował w Krakowie 25 konferencji poświęconych edukacji medialnej); Kraków – dr hab. Barbara Kędzierska, Rzeszów – prorektor dr hab. Wojciech Walat i dr hab. dr hab. Marta Wrońska; Katowice - dziekan Wydziału Pedagogiki i Psychologii prof. Stanisław Juszczyk; Uniwersytet Warszawski - prof. Włodzimierz Gogołek z UW; APS - dr hab. Jan Łaszczyk; rzeźbiarz i filmowiec dr hab. Stefan Praruch; dr hab. Józef Bednarek; UAM - dr hab. Jacek Pyżalski - wybitny badacz cyberprzemocy i zastosowań technologii komunikacyjnych w edukacji; dr hab. Natalia Walter; Toruń - prof. Bronisław Siemieniecki i in.

Współczesny człowiek - zdaniem M. Tanasia - żyje już dwóch przestrzeniach – realnej i wirtualnej, ale o ile ta pierwsza jest legislacyjnie skodyfikowana, o tyle ta druga wciąż jest przestrzenią działalności bandytów, mafii, służb, hejterów itp. Doświadczana przez nas na co dzień rewolucja cyfrowa rodzi zagrożenia, ale też i szanse, jakimi są np. big data czy badania w zakresie sztucznej inteligencji. Zadaniem Zespołu powinno być zatem przede wszystkim wskazanie pól badań, formułowanie rekomendacji dla Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz realizacja projektu edukacyjnego wprowadzenia szybkiego Internetu we wszystkich szkołach. Nie można przy tym zapominać o wartościach transcendentnych, by nasz podwojony świat nie sprzyjał powstawaniu i rozwijaniu się manipulacji, przemocy, nowych form niewolnictwa, wykluczenia biologicznego, nienawiści rasowej, religijnej, itp. Big data jest w chmurze, ale śledzi nas, wie o nas więcej, niż nam się wydaje.

W drodze powrotnej z Warszawy rozmawiałem w pociągu z licealistami na temat tego, w jakim stopniu mogą korzystać z nowych mediów w edukacji szkolnej. Ich opinia nie jest reprezentatywną, ale wskazuje na zjawisko, które ponoć jest dość powszechne w naszych szkołach. Otóż, są takie lekcje, w czasie których nauczyciel pracuje tylko z częścią uczniów zainteresowanych intensywnymi powtórzeniami i przygotowaniami do egzaminu maturalnego w wersji rozszerzonej. Pozostali siedzą w ławkach, ale i są ze sobą online, by grać ze sobą w różnych konfiguracjach - w parach, w grupach lub indywidualnie. Albo si ę ścigają samochodami, albo grają w chińczyka, albo przesyłają sobie jakieś zdjęcia i je komentują. Totalny luz i blues.

Na pytanie, czy mieli jednak takie lekcje, w czasie których nauczyciel zaproponował im wyciągnięcie własnych smartfonów i połączenie się za ich pośrednictwem z tablicą interaktywną, na której są wyświetlane testy, zadania do rozwiązania w określonym czasie. To rodzaj rywalizacji, atrakcyjnego turnieju, w czasie którego można natychmiast sprawdzić, ilu uczniów udzieliło prawidłowej odpowiedzi, a który z nich był najszybszy. Tym samym, można wykorzystać dydaktycznie media także do powtórzeń określonych treści.


A co robicie w czasie przerwy lekcyjnej? - zapytałem. Jak to co? Siedzimy pod ścianą i kontynuujemy gry, zawody, które prowadziliśmy ze sobą w czasie lekcji. Właściwie, mało kto jest zainteresowany spacerem, bezpośrednią rozmową, aktywnością ruchową np. gr ą w tenisa stołowego, bo i ilu może grać w tym samym czasie?

sobota, 26 stycznia 2019

Zmiany w metodologicznym kształceniu przyszłych nauczycieli są konieczne


Rozmawiam ze studentami na uniwersytecie analizując wspólnie ich projekt badawczy, który przygotowują w ramach seminarium magisterskiego. To jest ten moment w ich edukacji, w którym właściwie odsłania się cała ich dotychczasowa droga osobistego i przed-profesjonalnego rozwoju. Młodzi są pełni entuzjazmu, ale zarazem i obaw o własną przyszłość, o to, jak sobie w niej poradzą. Niektórzy przychodzą z własnym tematem, problemem, który chcieliby rozwiązać, ale motywacje są bardzo różne.

Odnoszę wrażenie, że wśród studentów przeważa orientacja na zadanie, a nie na własny rozwój, na samorealizację. Większości jest obojętne, co sądzi o nich opiekun seminarium, jak ich postrzega, ocenia, czy jakie ma oczekiwania. Najważniejsze staje się dla nich pozbycie problemu. Skoro muszą złożyć do egzaminu magisterskiego pracę dyplomową, to nie jest dla nich ważne, czego ona będzie dotyczyć, jaki będzie jej poziom, byle tylko można było mieć zaliczenie i ... odejść z dyplomem w kieszeni, a raczej w torebce, bo przecież na pedagogice wieku dziecięcego studiują w 99 proc. same kobiety.

Nauka nie jest przedmiotem fascynacji studiującej młodzieży. Skoro są na studiach nauczycielskich, to oczekują przygotowania zawodowego, najlepiej bezrefleksyjnego, pełnego tzw. "dobrych praktyk", gotowców, rozwiązań na niemal każdą sytuację. Oni chcą mieć "kuferek" pełen "czarodziejskich zaklęć", by w odpowiednim momencie sięgnąć do niego i wyjąć czarodziejską różdżkę czy chusteczkę, za pomocą której odczarują złe moce.

Tymczasem konieczność napisania pracy dyplomowej staje się dla nich poważną przeszkodą. Jak bowiem mają opisać coś, czego nie potrafią zbadać naukowymi metodami? Mają w swoich zasobach wiele praktycznych rozwiązań, metodycznych pomysłów na radzenie sobie w sytuacjach wychowawczych czy dydaktycznych w przedszkolu lub szkole albo na ulicy jako streetworkerzy, ale nie wiedzą, jak zbadać proces wzajemnych interakcji, zdiagnozować sytuacje dydaktyczne, wychowawcze czy społeczne, by dzięki właściwie przygotowanym metodom badawczym i narzędziom pomiaru uchwycić interesujące ich fenomeny.

Ktoś musiał mieć z nimi wcześniej zajęcia z metodologii badań, z diagnostyki edukacyjnej, ktoś im zaliczył rzekomo posiadaną wiedzę i umiejętności. Kiedy przychodzą na seminarium okazuje się, że ich wiedza niczym się nie różni od tej, jaką posiadają rozpoczynający studia. Nie wiedzą, czym jest problem badawczy, jak go formułować, nie dostrzegają różnic między badaniem ilościowym a jakościowym, nie potrafią odpowiedzieć na pytanie o zmienne i wskaźniki. Przepisują bezmyślnie z internetu definicje tych kategorii, ale nie potrafią ich odnieść do własnego problemu badawczego itd.

Co gorsza, nie mieli w ręce żadnej książki z metodologii badań. W sieci jest tyle bzdurnych, często powierzchownych tekstów, streszczeń czyichś wykładów, że posiłkują się nimi tak, jakby mogli cytowaniami zastąpić brak własnej wiedzy i umiejętności. Niestety, nie potrafią ich zastosować w praktyce, bo ktoś z nimi tego nie przećwiczył, nie zweryfikował praktycznie. W uczelniach plan kształcenia konstruowany jest pod kadry, a nie ze względu na wiedzę i kompetencje, jakie powinni zdobyć studiujący.

Po dziewięciu semestrach studiów magistrantka nie wie, jak wyłonić zmienną, czym są wskaźniki i w jaki sposób konstruować lub dobrać narzędzie badawcze, by rozwiązać problem poznawczy. Ten zresztą też trzeba wielokrotnie korygować, bo niektórzy chcieliby zawrzeć w pytaniu wszystko, co im przyjdzie na myśl. Tymczasem wykształcony nauczyciel powinien korzystać z bogatego instrumentarium badawczego w swojej pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, diagnozować pojawiające się problemy, by wiedzieć, jaka jest ich możliwa przyczyna oraz jak im zapobiegać na przyszłość, a teraz, jak je rozwiązywać dla dobra dzieci i ich środowiska życia.

Kończący studia powinni mieć świadomość, że to jest dopiero początek koniecznego zastosowania ich kompetencji badawczych, diagnostycznych, by móc jak najlepiej realizować profesjonalne powinności. Przed nami jeszcze jeden semestr. Czy zdążą nadrobić zaległości z minionych lat? Czy będą mogli pochwalić się swoją pracą dyplomową w środowisku, w którym przeprowadzili badania? Wielu dyrektorów przedszkoli czy szkół wyrażając zgodę na przeprowadzenie przez studentów badań chciałoby dowiedzieć się, jaka jest ich wartość poznawcza, jaki jest poziom wiarygodności, rzetelności i trafności pomiaru? Może warto byłoby porównać wyniki diagnoz sprzed lat, zderzyć je z wynikami kształcenia, z ewaluacją procesów wychowawczych itp.?

Studenci mało czytają, a przy tym jeszcze mniej piszą. Dla wielu osób najważniejsze jest to, ile stron musi liczyć praca magisterska, a nie to czego ona dotyczy, jaki jest zakres związanej z tematem wiedzy, jak ją wykorzystać do własnych badań. Na szczęście są też studenci ambitni, zaangażowani, poszukujący, refleksyjni, głodni wiedzy, z którymi kontakt staje się okazją do wzajemnego poszukiwania jak najlepszego sposobu rozwiązania ciekawego problemu. Jak mówił mój profesor - Karol Kotłowski: "Jeden student i jeden profesor - to już jest uniwersytet". Warto zatem pracować chociażby dla tej jednej czy tego jednego, gdyż w przyszłości będzie zapalać innych do refleksyjnej i odpowiedzialnej aktywności zawodowej - w edukacji, oświacie dorosłych, przestrzeni publicznej, społecznej lub w nauce.

piątek, 25 stycznia 2019

Quasi raport p.Elbanowskich o stanie edukacji za 2,38 mln zł


"Obszary edukacji wymagające zmian" to tytuł raportu jaki opublikowali znani krajanom państwo Elbanowscy. Gdyby ktoś nie wiedział, jak zarabiać na rzekomych raportach badawczych, to niech się uczy na tym, który nosi powyższy tytuł. Koszt raportu to 2 mln 380 tys.zł. Ba, ma on jeszcze asekuracyjny podtytuł: "Raport na podstawie analizy badań, raportów z kontroli i sondaży opinii społecznej".

Autorzy raportu nie prowadzili żadnych badań, bo na tym się nie znają, a może i nie mieli na to czasu czy ochoty. Postanowili zatem wyprodukować towar raportopodobny, czyli raport z raportów, albo jak ktoś chce mądrzejszego określenia, to metaraport. Meta to to jest. W końcu do niej dotarli, skoro postanowili upowszechnić swój wytwór w sieci. Ich quasi raport liczy 90 stron. Jak na kilkadziesiąt miesięcy pracy intelektualnej, to niewielkie osiągnięcie. Ja zatem dokonam raportu z metaraportu.

Autorzy nie ujawniają metody badań, bo ich w rzeczywistości nie prowadzili. Piszą o tym, o czym może napisać każdy rodzic, a już tym bardziej nauczyciel, którego dzieci uczęszczają do polskiej szkoły na wpół publicznej. Nie ma tu żadnego wstępu, w którym wyjaśniono by powody wydania na światło dzienne owej publikacji i wskazano, do kogo jest ona adresowana.

Minister Anna Zalewska powinna czuć się zagrożona, bowiem autorzy, a raczej redaktorzy metaraportu zaczynają od krytycznych także wobec jej polityki oświatowej stwierdzeń:

System edukacji w Polsce jest obciążony problemami wynikającymi z wieloletnich zaniedbań.

Cześć z nich dziedziczona jest po czasach PRL, tak jak nauka w trybie zmianowym.

W kolejnych latach nowe problemy pojawiły się wraz z przekazaniem oświaty samorządom.

Zarzucono standardy obowiązujące w jeszcze w latach osiemdziesiątych w zakresie żywienia, dostępu do opieki medycznej a nawet w zakresie bezpieczeństwa uczniów.


Dopiero po tych tezach pojawia się część zatytułowana "Metodyka", w której wyjaśnia się istotę tej publikacji:

Raport stanowi syntezę wniosków na temat najczęściej identyfikowanych problemów w obszarze edukacji w Polsce na przestrzeni przede wszystkim pięciu ostatnich lat. Oparty został na bogatej podstawie faktograficznej ze 150 raportów Najwyższej Izby Kontroli, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, badań własnych samorządów, organizacji
pozarządowych, instytucji naukowych takich jak Instytut Badań Edukacyjnych oraz sondaży opinii publicznej.

Raport powstał w ramach projektu „Zmiany w systemie edukacji w Polsce odpowiedzią na oczekiwania społeczne i zmiany gospodarcze” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, realizowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w partnerstwie z Fundacją Rzecznik Praw Rodziców.


Taki raport powinien być przetłumaczony na język angielski, żeby komisarze Unii Europejskiej zrozumieli, na co wydaje się w Polsce pieniądze. Nie ma tu żadnej metodyki poza potocznym, publicystycznym dobieraniem z powszechnie dostępnych źródeł danych do własnych przeświadczeń i doświadczeń. Autorzy nie rozumieją słowa "metodyka", skoro w ogóle o niej nie piszą. Nie wiedzą, że nie ma metodyki samej w sobie, gdyż ta musi mieć swój przedmiot, a więc być metodyką czegoś np. metodyką badań, metodyką kształcenia, metodyką gotowania itp.

Mam nadzieję, że państwo Elbanowscy szykują kolejną akcję "Ratuj Młodzież", bowiem rozdzialik 1.2. poświęcili kwestii zmianowości w organizacji procesu kształcenia. Jeszcze nie nastąpiła kumulacja roczników absolwentów gimnazjum i szkoły podstawowej, a tu wprost pisze się o tym, że w szkołach za rządów PiS ma miejsce:

"Brak zgodności planów lekcji z normami higieny pracy jest problemem większości placówek. Według raportu NIK z 2017 r. w żadnej ze skontrolowanych szkół [60 szkół w sześciu województwach] nie zorganizowano uczniom zajęć z pełnym uwzględnieniem zasad higieny pracy umysłowej, tym samym nie zostały stworzone optymalne warunki do efektywnego przyswajania wiedzy".

Jak to przełknęła ministra Anna Zalewska? Musiała za tę diagnozę zapłacić. Dowiedziała się za to, jakie są skutki takiej polityki oświatowej: "Skutki
Nauka zmianowa radykalnie obniża jakość uczenia się, prowadząc do przemęczenia, a w konsekwencji do znacznego osłabienia możliwości koncentracji uwagi uczniów i niepełnego wykorzystania ich potencjału intelektualnego w czasie lekcji i wykonywania prac domowych"
.

Fatalnie jest z żywieniem naszych dzieci w szkołach. Mieliśmy ministrę-drożdżówkę, teraz mamy minister-tornister, która nie zwraca uwagi na problemy szkodliwej zmianowości kształcenia i fatalnego odżywiania dzieci przez firmy cateringowe, które dowożą zimne posiłki i na dodatek jeszcze jest to "(...) żywność z oznakami zepsucia i po upływie terminu przydatności do spożycia (s.15). W województwie lubuskim w 2017 r. miały miejsce nieprawidłowości w stanie higienicznosanitarnym aż 19,3% szkół publicznych!

Fatalnie jest z kultura fizyczną naszych dzieci. W ponad 12 proc. szkół nie ma sali gimnastycznej. Nadal istnieją szkoły, w których nie ma przystosowanego miejsca do przebierania się przed WF-em. Ministerstwo przyzwala zatem na genderowe rozbieralnie. Uczniowie ćwiczą na korytarzach szkolnych. Po co autorzy tego metaraportu przytaczają dane z 2010 czy z 2013 r., skoro nie pokusili się o sprawdzenie, czy one jednak nie uległy do dnia dzisiejszego zmianie? Wartość informacyjna przytaczanych danych jest nic nie warta.

Dowiadujemy się, że w niemal połowie szkół (48,3%), w których doszło łącznie do 211 wypadków, nie było kadr w pełni przygotowanych do udzielenia pomocy przedlekarskiej - a apteczki pierwszej pomocy nie były właściwie wyposażone lub rozmieszczone. Aż w 28 szkołach w części apteczek ujawniono środki przeterminowane, w tym w 11 szkołach o pięć lat i więcej - skrajnie prawie o 17 lat (s. 22). I to wszystko w okresie nadzorowanym przez kuratorów z nominacji PiS.

Redaktorów tego metaraportu musiało bardzo zaboleć to, że " w 78.3% skontrolowanych szkół objętych kontrolą część zajęć dydaktycznych odbywała się w pomieszczeniach, w których na jednego ucznia przypadają powierzchnia mniejsza niż 2m2, w tym — w przypadku 40.4% — nie przekraczała ona 1,5 m2 (skrajnie nawet 1,1 m2).(s. 23-24), bowiem tę informację NIK powtórzyli dwukrotnie.

Fatalnie wygląda stan sanitariatów szkolnych ze względu na niesprawne urządzenia, brak papieru toaletowego, ręczników papierowych czy urządzeń do suszenia rąk itp.). Do tego dochodzi problem "(...) niedostosowania wymiarów mebli do wzrostu uczniów pozostaje jednym z bardziej istotnych uchybień wykazywanych przez kontrole sanitarne." (s. 25).

Rozumiem, że skoro redaktorzy piszą w czasie teraźniejszym przywołując różne raporty, także sprzed nawet 8 lat, to oznacza, że nadal ten problem istnieje. Gdyby było inaczej, to pisaliby w czasie przeszłym, żeby pokazać, jak fatalnie zarządzano szkolnictwem publicznym w czasach ministrzyc-zderzaków (określenie D. Tuska). Strach pomyśleć, w jakim stanie są gimbusy czy szkolne autobusy, skoro z danych kontrolnych z 2016 r. wynikają poważne zaniedbania skutkujące nawet pozbawieniem dowodów rejestracyjnych.

Fatalnie jest w procesie kształcenia i wychowania tej kadencji, skoro nadal rodzice i uczniowie podnoszą problem niesprawiedliwości oceniania, a państwo Elbanowscy odkrywają prawidłowość: "Mimo egzaminów zewnętrznych ocena klasyfikacyjna nadal odgrywa istotną rolę jeśli chodzi o rekrutację do gimnazjów oraz liceów" (s. 33).
Ich zdaniem "edukacyjna wartość dodana (EWD) to cecha szkoły" (s. 33). Przywołują też sąd probabilistyczny lewackich autorów, że "Elitarne szkoły mogą mieć tendencję do wywierania nacisku na rodziców dzieci z rejonu (które zobligowane są przyjąć) ze słabszymi wynikami, aby te ich dzieci tam nie aplikowały" (pisownia oryginalna - BŚ - s. 40).

Dużo uwagi poświęcono różnym dysfunkcjom w trakcie rekrutacji do przedszkoli i niedomaganiom infrastrukturalnym szkół z punktu widzenia potrzeb dzieci niepełnosprawnych. Nauczyciele pracujący z nimi mają trudności komunikacyjne i brakuje im koniecznych umiejętności. Powód jest dla nich oczywisty: "U podstaw takiego stanu rzeczy stoją ułomności systemu kształcenia nauczycieli. Studia pedagogiczne w ograniczonym stopniu poruszają zagadnienia pedagogiki specjalnej. Brakuje zajęć praktycznych z uczniami niepełnosprawnymi." (s. 53).

Elbanowskich muszę pochwalić za to, że wyrażają niezadowolenie z powodu braku demokracji w szkołach. Jak piszą:

"Wyniki badań wykazały, że rady szkoły nie wpływają znacząco na demokratyzację szkolnego środowiska. Mimo to pozytywem jest już samo uczestnictwo wspólne uczniów, rodziców i nauczycieli w organie demokratycznych zasad i współpracy. Wybory do rad szkół często pozorują tylko zasady demokracji. Powołanie rady szkoły rzadko jest inicjatywą oddolną, aktorów nie mających władzy (np. rodziców). Udział rodziców, uczniów i nauczycieli w demokratycznych sposobach podejmowania decyzji, skażony jest jeszcze „mentalnością homo sovieticus”- demokracja bez wartości, czyli skupienie się tylko „na samej procedurze jako gwarancie demokracji". (s. 58)

Są też niezadowoleni z pseudosamorządności uczniowskiej. "Polska szkoła opiera się na modelu hierarchicznym, z bardzo silną władzą dyrekcji. W takim ułożeniu nie jest możliwe budowania sprawstwa i wzmacnianie obywatelskości. W takiej rzeczywistości pasywni są nie tylko uczniowie, ale i inni aktorzy szkolnej rzeczywistości: np.
nauczyciele, czy rodzice.
" (s. 62)

Autorzy tego quasi raportu poświęcają też uwagę nauczycielom, ale ani słowem nie wspominają o ich nędzy płacowej. Raport nie ma żadnego zakończenia. Urywa się jak taśma filmowa w zepsutym projektorze. Nie wiemy, czy, a jeśli, to kto recenzował ten pełen chaotycznych, pozbawionych jakiejkolwiek logiki doboru źródeł, raport z cudzych raportów? Ktoś musiał, bo takie są zasady w rozliczaniu środków publicznych, które są wydatkowane na tego typu cele.

Moim zdaniem, są to zmarnowane pieniądze, stracony czas dla czytających i bezmiar ignorancji. Tak to jest, kiedy o realizacji tego typu zadań decydują pozamerytoryczne względy.

czwartek, 24 stycznia 2019

Medal Za Zasługi Dla Rozwoju Polskiej Pedagogiki dla Profesor Marii Jakowickiej


W dniu wczorajszym miała miejsce uroczysta okoliczność wręczenia pani Profesor Marii Jakowickiej (ur. 25.08. 1929 r. w Rąbczynie) - w czasie posiedzenia Rady Wydziału Pedagogiki, Psychologii i Socjologii Uniwersytetu Zielonogórskiego - "Medalu Za Zasługi Dla Rozwoju Polskiej Pedagogiki" Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. W imieniu władz KNP PAN aktu tego dokonała w obecności Prorektora UZ i Dziekana Wydziału - pani dr hab. Ewa Bochno prof. UZ.

Wyróżniona Profesor należy do grona znakomitych nestorów polskiej pedagogiki wczesnoszkolnej.

W roku 1945 rozpoczęła naukę w Liceum Pedagogicznym w Wągrowcu, a po jego ukończeniu w roku 1948 podjęła pracę nauczycielską w Szkole Podstawowej w Pszczewie koło Międzyrzecza, a następnie w Liceum Pedagogicznym w Gorzowie Wielkopolskim. W roku 1952 podjęła studia na kierunku pedagogika z językiem polskim na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując stopień magistra pedagogiki w roku 1958. W tamtym okresie studia pedagogiczne były dwukierunkowe. Można było je łączyć np. z historią, filologią czy psychologią.


Stopień naukowy doktora nauk humanistycznych otrzymała na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w roku 1968 za dysertację pt. Wpływ praktyk pedagogicznych na kształtowanie się osobowości nauczycieli. W dwa lata później podjęła pracę w Wyższym Studium Nauczycielskim w Słupsku na stanowisku starszego wykładowcy, a w roku 1971 przeniosła się do pracy w WSN, a następnie w WSP w Zielonej Górze. Z tą uczelnią była związana do 2016 r.

W roku 1972 powołana została na stanowisko docenta WSP w Zielonej Górze. W roku 1978 habilitowała się na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na podstawie całokształtu dorobku naukowego oraz monografii naukowej pt. "Uwarunkowania funkcjonowania szkół środowiskowych w średnim mieście . Tytuł naukowy profesora otrzymała w roku 1985 a stanowisko profesora zwyczajnego w 1991.

W latach 1990-1999 Profesor Maria Jakowicka kształciła dodatkowo kadry nauczycielskie oraz naukowe w różnych uczelniach, m.in. w:

1) Uniwersytecie Szczecińskim w Szczecinie w latach 1988-1993,

2) Uniwersytecie Technicznym w Cottbus w latach 1991-1992,

3) Uniwersytecie Brandenburskim - w Instytucie Pedagogiki w Cottbus w latach 1991-1992,

4) Wyższej Szkole Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie od roku 1994, gdzie pracuje do chwili obecnej.

W swoim bogatym dorobku naukowym posiada 238 publikacji - z tego: 32 zagraniczne oraz 206 krajowych. Jej dokonania naukowe obejmują takie zakresy badań pedagogicznych jak: pedeutologia, w tym głównie problematyka kształtowania się osobowości nauczyciela w procesie kształcenia zawodowego; pedagogika społeczna, w ramach, której skupiała się na średnim mieście jako środowisku wychowawczym i pedagogika wczesnoszkolna z uwzględnieniem polityki oświatowej i pedagogiki szkolnej.

Wśród najważniejszych rozpraw warto nadmienić:


• Uwarunkowania funkcjonowania szkół środowiskowych w średnim mieście, Zielona Góra 1978;


• Wzbogacanie doświadczeń uczniów klas początkowych w kontaktach ze środowiskiem, WSiP, Warszawa 1983;

• Współdziałanie szkół ze środowiskiem średniego miasta. Raport z badań, Zielona Góra 1985, s. 101. Warunki funkcjonowania szkoły w środowisku wiejskim. Raport z badań, Zielona Góra 1985, s. 68. (współautorstwo) Funkcje szkoły środowiskowej w systemie wychowania równoległego. Edukacja równoległa w polskim systemie oświaty, red. E. Trempała, T. I., Bydgoszcz 1985;

• Warunki wychowawcze środowiska miejskiego, [w:] Pedagogika i Psychologia, red. M. Jakowicka, Zielona Góra 1986;

• Twórcza aktywność uczniów klas początkowych, red. M. Jakowicka, J. Kujawiński, Zielona Góra 1989;

• Pedagogiczne aspekty paktów praw człowieka i konwencji praw dziecka. Red.: M. Jakowiecka, K. Stech. Zielona Góra 2000;

• Reforma edukacji w procesie jej wprowadzania. red.: M. Jakowicka, Wyd. WSP TWP Warszawa 2003.

• Edukacja ogólnotechniczna na przełomie XX i XXI wieku. red.: M. Jakowicka, K.Uździcki. Impuls Kraków 2003.

Pani Prof. Maria Jakowicka recenzowała osiągnięcia naukowe w 7 przewodach habilitacyjnych oraz 41 dysertacji doktorskich z pedagogiki, które powstawały nie tylko na Uniwersytecie Zielonogórskim, ale także na Uniwersytecie Gdańskim, Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytecie Łódzkim, w WSP w Bydgoszczy, w Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie i na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Prof. Maria Jakowicka była powoływana przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów w roli superrecenzentki osiągnięć naukowych kandydatów do tytułu naukowego profesora (8) czy przy zatwierdzaniu uchwał rad wydziałów o nadanie stopnia doktora habilitowanego (9). Wypromowała 6 doktorów nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika.

W toku pracy akademickiej pełniła w macierzystej uczelni szereg funkcji: od kierownika Zakładu Dydaktyki (WSP w Zielonej Górze w latach 1971-1999), przez bycie dziekanem Wydziału Pedagogicznego WSP w Zielonej Górze (1973-1978; 1984-1987), dyrektorem Instytutu Pedagogiki i Psychologii WSP w Zielonej Górze (1978-1999) po funkcję prorektor WSP w Zielonej Górze (1979-1981).

Niezależnie od aktywności organizacyjnej w Alma Mater pełniła szereg funkcji kluczowych dla kształcenia kadr akademickich z pedagogiki w skali kraju, była bowiem członkiem m.in. Rady Naukowej Instytutu Badań Pedagogicznych w Warszawie (1986-1990); Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (1982-1985), Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Kadr Naukowych (1987-1990), Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN (1984-1999); Głównej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Specjalizacji Zawodowej w Warszawie (1985- 1989), Rady Naukowej Centralnego Ośrodka Metodycznego Studiów Nauczycielskich przy WSP w Krakowie (1982-1999), Krajowej Rady Postępu Pedagogicznego (1976-1987), Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego (1989-1994) i Rady Naukowej Instytutu Kształcenia Nauczycieli w Warszawie (1986-1990). Zasiadała w radach naukowych periodyków: „Zbiorcza Szkoła Gminna” (1974-1982), „Życia Szkoły” (1983-1997); „Ruch Pedagogiczny” (1984-1994) i „Nauczyciel i Wychowanie” (1996-1999).
Tak znacząca uczona nie spotkała się w okresie transformacji ustrojowej z wyróżnieniem, nie otrzymała żadnego odznaczenia czy orderu. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN pamiętając o dokonaniach naukowych w polskiej pedagogice postanowił wyróżnić Panią Profesor powyższym Medalem wyrażając zarazem głęboką wdzięczność za tak wspaniałą, kilkudziesięcioletnią służbę w kształceniu nauczycieli, pedagogów i kadr akademickich w Polsce oraz poza granicami naszego kraju. Życzymy Pani Profesor jeszcze wiele lat życia, cieszenia się własnym zdrowiem i doświadczania radości na co dzień, dla których w latach pracy akademickiej nie zawsze starczało czasu.




środa, 23 stycznia 2019

Po co warunkowana ocena jakości kształcenia? Studium jednego raportu PKA


Czytam pierwszy z góry raport Polskiej Komisji Akredytacyjnej po ocenie jakości kształcenia na kierunku pedagogika w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie. Powód doboru? W 2018 r. była to jedyna wyższa szkoła, która otrzymała ocenę warunkową. W szkole kształci się na dwóch poziomach - studiów licencjackich i magisterskich.

W protokole powizytacyjnym odnotowano:

"Zgodnie z zaleceniami Zespołu Oceniającego Polskiej Komisji Akredytacyjnej poszerzono moduł specjalnościowy na studiach I jak i II stopnia, zarówno ze względu na wymiar godzin, jak i liczbę przedmiotów oraz treści kształcenia. Na studiach I stopnia program dla specjalności „Resocjalizacja” oraz „Pedagogika pracy” powiększono z 132 godzin do 435 godzin kontaktowych na studiach stacjonarnych i do 300 godzin kontaktowych na studiach niestacjonarnych, a dla specjalności „Pedagogika Przedszkolna i Wczesnoszkolna” odpowiednio do 870 godzin i 615 godzin kontaktowych. Natomiast na studiach II stopnia wymiar modułu specjalnościowego powiększono do 585 (spec. Terapia pedagogiczna) / 660 (spec. Pedagogika Przedszkolna i Wczesnoszkolna) godzin kontaktowych na studiach stacjonarnych i odpowiednio do 390 / 440 godzin kontaktowych na studiach niestacjonarnych (przesłano odpowiednie załączniki nr 2a, 2b, 2c, 2d – dokumentujące w/w zmiany)."

Uczelni wystawia się ocenę warunkową nie na podstawie tego, co czyniła, tylko deklaracji, że będzie czynić. Innymi słowy to tak, jakby złapać złodzieja za rękę, udowodnić mu kradzież, a następnie na podstawie jego deklaracji, że już kraść nie będzie, wypuszcza się go na wolność. W WSM w ocenie ewidentną informację o tym, że oszczędzano na godzinach kontaktowych, czyli nie kształcono w koniecznym wymiarze godzin zajęć. Po akredytacji władze powiększyły ten wymiar... . Taką mamy w kraju kontrolę.

Łaskawie w protokole stwierdza się, że: "Ponadto przyjęto zasadę, iż program studiów niestacjonarnych jest kopią programu studiów stacjonarnych, przy czym wymiar godzin kontaktowych dla przedmiotów specjalnościowych wynosi 70 % wymiaru godzin przedmiotów specjalnościowych realizowanych na studiach stacjonarnych i 50 % dla pozostałych przedmiotów.". Innymi słowy, oferta na studiach niestacjonarnych była kolejną lipą. Ba, z akredytacji wynika, że:

Władze odpowiedzialne za kształcenie na tym kierunku muszą: "Dokonać przeglądu liczebności grup studenckich dobierając liczebność grup w taki sposób, aby były możliwe do osiągnięcia efekty kształcenia zakładane dla zajęć w danej formie. Przeanalizować zapisy harmonogramu r. ak. pod kątem zbyt krótkiej sesji egzaminacyjnej, mogącej powodować zbytnią kumulację egzaminów, a tym samym wpływać na higienę pracy studenta." To znaczy, że ten warunek nie był w tej szkółce spełniony.

Błędów i wypaczeń jest w tej szkole mnóstwo. Niektóre prace dyplomowe nie miały nic wspólnego z pedagogiką. Wykonujący recenzje prac licencjackich wystawiali oceny, które były niezgodne z ich zawartością merytoryczną!!! Niewłaściwie prowadzono rekrutację na kierunek nauczycielski. Studenci nie znali sylabusów, nie wiedzieli, jakie mają uzyskać efekty kształcenia, nie byli informowani o wyniku ewaluacji nauczycieli akademickich itd., itd.

W obsadzie zajęć nie uwzględniano zasady zgodności dorobku naukowego osoby prowadzącej z zakresem merytorycznym przedmiotu w dyscyplinie, z którą ten przedmiot jest związany. Przy obsadzie zajęć dydaktycznych nie uwzględniano także wyników oceny studenckiej (tzn. ankietyzacji), wyników hospitowania zajęć dydaktycznych oraz oceny okresowej.

Na stronie internetowej tej szkoły nie ma informacji o wynikach akredytacji na kierunku pedagogika. Była za to msza święta i odznaczenia dla nauczycieli akademickich oraz wręczono władzom WSM odznaczenie „Pro Masovia” za wybitne zasługi na rzecz Województwa Mazowieckiego. Aktu wręczenia medalu dokonała Zastępca Dyrektora Departamentu Kultury Pani Izabela Stelmańska. Znakomicie. Zapewne są to zasłużone laury, gdyż kształci się tam nie tylko na pedagogice, ale także na innych, być może nawet lepiej prowadzonych kierunkach studiów.

Ocena końcowa kształcenia na kierunku pedagogika - jest warunkowa. Zastanawiam się, po co akredytować kształcenie w szkołach wyższych, skoro władze czy właściciele tych instytucji mogą obiecać nawet gruszki na wierzbie? Za co jest ta ocena? Za to, że będzie dobrze? Nie mam nic przeciwko temu, by szkoły chciały naprawiać swoje braki, błędy, ale ocena powinna dotyczyć tego, co miało miejsce, a nie tego, co zostanie naprawione.

W województwie mazowieckim są znacznie gorsze szkoły wyższe. Czyżby nadal, bo po 16 latach istnienia PKA, miała obowiązywać zasada domniemanej niewinności założycieli i rektorów szkół pozorujących kształcenie, prowadzonych wbrew prawu i obowiązującym standardom? Dlaczego na stronie PKA nie otwierają się pliki z treścią niektórych raportów i uchwał PKA? Kto ma w tym interes?


wtorek, 22 stycznia 2019

Wyższe szkoły patologii


Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego sprawia wrażenie instytucji opornej na konieczność przecięcia funkcjonowania na rynku akademickim tzw. WSP, czyli wyższych szkół patologii. Już dawno o tym nie pisałem, bo miałem nadzieję, że zadziała wreszcie skutecznie Polska Komisja Akredytacyjna. Młodzież poszukująca dla siebie szkoły wyższej nie ma szans na zaspokojenie własnych aspiracji edukacyjnych, gdyż minister J. Gowin zmusił uczelnie państwowe do nieprzyjmowania studentów na studia bezpłatne oraz odpłatne.

Skoro od trzech lat obowiązuje współczynnik 1:13, czyli na jednego nauczyciela akademickiego uczelni państwowej może przypadać nie więcej jak 13 studentów, to oznacza, że uniwersytetom, politechnikom i akademiom nie opłaca się zwiększanie miejsc dla zainteresowanych studiami. Chcesz studiować, to płać, powiada minister i nie ma żadnych skrupułów, bo przecież każdy jest kowalem swego losu, o ile nie jest w rządzie lub parlamencie. Grudzień 20198 r. był miesiącem kolejnej odsłony patologii w prywatnym szkolnictwie wyższym, a to te placówki mogą przyjmować na studia, ile tylko będzie na nie chętnych. Płacz i płać, a możesz w nich studiować.

Wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że media donoszą o czarnym biznesie w tzw. WSP, czyli wyższych szkołach patologii. Oto w Łodzi kanclerz Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności nie płacił nauczycielom akademickim za wykonaną pracę. Dotyczy to także nauczycieli szkoły przy tej uczelni. Nic dziwnego, że w końcu pracownicy skierowali sprawę na drogę sądową. Na stronie tej szkoły jest jednak komunikat kanclerz (a nie rektora), że wszystko jest w porządku. Nie odnosi się do zarzutów i skarg, tylko stwierdza, że szkoła dalej działa.

Doniesienia prasowe i "internetowy przekaz opinii" wystawiają jej jak najgorsze rekomendacje. Oto o piszą studenci:

"Odradzam WSINF w Łodzi. Uczelnia ma wielkie zadłużenia. Mydlą oczy, że wszystko wyjdzie na prostą i dostaną kredyt. Prawda jest taka, że starają się o kredyt nie pierwszy raz. Nie wypłacają wynagrodzenia wykładowcom co skutkuje zwolnieniami. Obecny Dziekan pogrąża się z rozmowy na rozmowę. Obwiniają innych, ale sami nie mają honoru przyznać się do swoich błędów i przedstawić prawdziwą sytuacje. Nie zapowiada się, aby mieli chęć pomóc obecnym studentom. Jeden wielki syf. NIE POLECAM TYCH OSZUSTÓW! 20.12.2018"

"czarny pomidor. Kiedyś dobra szkoła teraz masakra, chyli się to ku upadkowi. Zdecydowanie odradzam. Zadłużenie wobec innych podmiotów olbrzymie, nieopłacani nauczyciele, dwa bulwersujące artykuły i bardzo krytyczne w pierwszej połowie grudnia w Gazecie Wyborczej. Studia można tu zacząć ale czy się je skończy w tej szkole? Bardzo wątpliwe! 20.12.2018".

Nie widzę reakcji ze strony Ministerstwa i Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Nie jest to pierwszy tego typu przykład braku reakcji organów władzy państwowej. W 2018 r. PKA oceniała jakość kształcenia na kierunku PEDAGOGIKA zaledwie w 14 jednostkach w kraju, w tym w dwóch uniwersytetach i dwóch państwowych wyższych szkołach zawodowych, a tylko w 10 prywatnych szkołach wyższych. Tymczasem wiemy, że na pedagogice kształci się w ponad 100 jednostkach w kraju. Ile z nich jest fikcją, pozoranctwem, pralnią brudnych pieniędzy?

Zaglądam do raportów PKA z odbytych wizytacji i podjętych uchwał, tylko w jednym przypadku jest ocena warunkowa (sic!) i w dwóch szkołach odstąpiono od akredytacji, gdyż władze uczelni z sobie tylko wiadomych powodów ponoć nie prowadziły w tamtym roku naboru na studia. Tyle tylko, że nadal kształcą na studiach podyplomowych!!! Tych już nikt nie kontroluje. Można zatem nie kształcić na kierunku studiów, ale kosić kasę na pseudo podyplomowych studiach.

Do tych uchwał i ocen odniosę się w odrębnym wpisie, bo widać, że PKA podtrzymuje lipę swoimi uchwałami. Jaki jest tego powód? Nie mnie tego dociekać. Dziwię się, że marnotrawione są pieniądze podatników na rzekomo kontrolny organ, który utrwala patologie w szkolnictwie wyższym. Oto w Łodzi mamy jeszcze (nie-)jedną taką wsp, której właściciele nie płacili pensji nauczycielom akademickim, nie płacili ZUS i... co? MNiSW pozwoliło na bezkarną likwidację tej szkoły, po czym jej właściciel otworzył w tym samym miejscu kolejną, tylko już pod inną nazwą.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Także obecna minister edukacji wraz ze związkowcami odpowiada za nędzę nauczycielskiej profesji

Kiedy przeczytałem w komunikacie MEN, że minister edukacji Anna Zalewska nie odpowiada za płace nauczycieli, bo te są w gestii samorządów, zastanawiałem się, czy urzędnik państwowy utrzymywany przez podatników może tak kłamać, tak wprowadzać opinię publiczną w błąd kreując siebie na ofiarę jakiegoś spisku związkowego. Niestety. Tak jest, bo kiedy wprowadza się pseudoreformę ustrojową szkolnictwa, to trzeba mieć za sobą nauczycieli, bo to oni wdrażają każdą zmianę, także tę w strategii "top-down".

Kiedy jednak pogardza się tym środowiskiem, traktuje je instrumentalnie wmawiając mu rzekomo przeprowadzone konsultacje i uzyskanie poparcia dla zmian, to trudno się dziwić, że w którymś momencie wybucha protest przeciwko zakłamaniu władzy i jej troski o własne interesy, wszystko jedno, w jakim stopniu są one tożsame z osobistymi interesami poprawy własnego losu.

Nauczycieli trzeba szanować, trzeba w nich inwestować, trzeba im płacić godnie za godną służbę, a nie za godziny przy tablicy. Jeśli się tego nie rozumie, jeśli się tylko sztucznie uśmiecha i wykorzystuje techniki manipulacji medialnej do przekonywania o własnej racji, która nie ma nic wspólnego z pedagogiką szkolną, z koniecznością poważnych zmian w kształceniu i wychowywaniu młodych pokoleń, to nie pozostaje nic innego, jak dymisja lub trwanie z wykorzystaniem środków władzy, a więc arogancją, pozornymi lub doraźnymi ustępstwami, manipulacją. Do czasu.


Nauczyciele mają już dość tego pomiatania nimi przez kolejną ekipę MEN. Tak, tak, tak są traktowani od 1993 r. przez kolejne frakcje polityczne jako "masa towarowa", kapitał polityczny do rozgrywania oświatą partyjnych interesów partii władzy. Nikt nie odda edukacji społeczeństwu, ekspertom, profesjonalistom, bo wówczas straciłby medialną okazję do afirmowania rzekomej troski o dzieci i młodzież, a tym samym do pozyskiwania i powiększania własnego elektoratu.

Właśnie dlatego związki zawodowe tak łatwo przyklejają się do każdej władzy i coś jej obiecują, na coś się zgadzają, byle tylko ich elity mogły czerpać z tego także własne korzyści. W latach 1993-1997 zasiadało w Sejmie prawie 100 nauczycieli-posłów. Lewica. I co? I było dno. To wówczas powstała w Wałbrzychu Partia Głodujących Nauczycieli, a ówczesny poseł K. Baszczyński (obecnie wiceprezes ZNP) w Sejmie głosował za finansową nędzą, a następnego dnia szedł w pochodzie nauczycielskiego protestu w Łodzi ulicą Piotrkowską.

Nic się od tamtych lat nie zmieniło. Związkowcy, którzy są bardzo potrzebni w tak dużym środowisku zawodowym, traktują swoje kariery jak trampolinę do osobistych awansów politycznych, administracyjnych czy/i ekonomicznych. Troszczą się zawsze z takim samym poczuciem powagi o nauczycieli, bo to ładnie wygląda, dobrze się sprzedaje w mediach, na plakatach, w gazetach. Obłuda do kwadratu. Zawsze mają argument, że przecież nie dało się więcej, inaczej, że bardzo się starali, chcieli, ale...

Nauczyciele są funkcjonariuszami państwa, ale nie społeczeństwa, bo i szkoły nie są w Polsce publiczne, tylko połowicznie państwowe, a połowicznie samorządowe. Rządzący czynią wszystko, co jest w ich mocy, by polska szkołą nie stała się szkołą w pełni publiczną, bo utrzymując aparat oświatowej władzy państwowej spłaca się etatami dług wobec własnego elektoratu.

To dlatego po każdych wyborach do Sejmu wymieniane są kadry w administracji oświatowej - w MEN, w kuratoriach oświaty i ich delegaturach. Samopoczucie podnoszą sobie ci, którzy czerpią korzyści z władzy. Edukacja traci na tej politycznej, partyjnej grze wymiany z każdym rokiem. Przesuwa się tylko tych samych graczy po wygranych lub przegranych wyborach z kuratorium do urzędu marszałkowskiego, z urzędu marszałkowskiego czy starostwa powiatowego do rzekomo publicznych placówek doskonalenia nauczycieli, z tych placówek do delegatury lub na listę kandydatów do Sejmu.

Ustrój szkolny w Polsce jest jak sprzed stu lat. Wciąż taki sam, centralistyczny, do manipulacji władzy partyjnej, która będzie rozstrzygać wbrew nauczycielskiej profesji, wbrew, bo i bez jakiejkolwiek diagnozy naukowej o tym, jak ma funkcjonować szkolnictwo w naszym kraju. Samorządy nie mają tu wiele do powiedzenia, bo i te zostały w ostatnich latach upartyjnione. Gdzie są ci apolityczni, bezpartyjni, ale za to oddani w służbę państwu i społeczeństwu absolwenci studiów szkoły administracji publicznej, którzy mieli być zatrudniani ponad wszelkimi podziałami politycznymi?


Ministrem edukacji może zostać każdy zakompleksiony, bez jakiejkolwiek wiedzy o oświacie, mechanizmach i procesach reform funcjonariusz polityczny, bez wiedzy o istocie procesu kształcenia i wychowania. Nie musi niczego więcej znać z wyjątkiem statutu własnej partii i wytycznych jej lidera. Minister edukacji nie jest pierwszym nauczycielem w kraju, tylko ostatnim, najgorszym, bo na tym stanowisku pozbawionym merytorycznych kompetencji. Minister nie musi się niczego uczyć, a jeśli już coś czyta, to pod warunkiem, że jest to zgodne z linią programową jego partii.

Minister edukacji wraz ze związkowcami odpowiada za proletaryzację nauczycielskiej profesji, za nieudolność reform, zmian w tej grupie zawodowej, za chaos i bałagan w polskiej oświacie. Niestety, ale ministrowie edukacji z SLD, AWS, PO, LPR i PiS nie potrafili zarządzać tak wielkim kapitałem pedagogicznym i społeczno-kulturowym, jakim jest polskie szkolnictwo. Zawsze zdradzali albo uczniów, albo ich rodziców, albo nauczycieli, albo jedynych, drugich i trzecich. Nigdy nie zdradzali swoich protektorów, bo przecież im premie się należą.

Nauczyciele chorują tak, jak zagrypieni byli policjanci. Premier RP i ich minister podeszli z troską do zagrożenia stanu zdrowia policjantów i przedstawicieli innych służb mundurowych. Minister Zalewska nie ma pretensji, bo i jej wcześniej też nie wyrażała, do swojego szefa, premiera. To w takim razie nauczyciele czekają, aż zareaguje podobnie, jak minister spraw wewnętrznych i administracji.

Panie premierze, proszę uważnie czytać wypowiedzi swojej ministrzycy, która wygłasza takie oto tezy:

Anna Zalewska o rozmowach ze związkowcami: tak naprawdę pensje nauczycieli ustala samorząd. (…) "Plan finansowy ustala dyrektor, on jest pracodawcą i z nim należy rozmawiać, bo ja nie jestem pracodawcą, ja nie jestem partnerem do sporu zbiorowego, a tak naprawdę pensje ustala samorząd".

Może wreszcie przestanie MEN wprowadzać w błąd opinię publiczną na temat rzekomo wysokich zarobków nauczycieli. Czy rzeczywiście nauczyciele muszą publikować w sieci kopie dowodów przelewów na ich konto, żeby uświadomić Annie Zalewskiej jej kłamstwo i statystyczne manipulacje o średnich płacach w szkolnictwie? Może - skoro nie ministra - to premier wypowie się, jaka powinna być pierwsza płaca polskiego nauczyciela? Czy taka ja p. Misiewicza w MON, czy może taka jak asystentek prezesa NBP?


Kto odpowiada za straty poniesione przez uczniów w wyniku nieobecności nauczycieli w przedszkolach i szkołach? Samorządy?








niedziela, 20 stycznia 2019

Ken chce operacyjnie odzyskać swoją twarz

(BigPicture.ru)

Kultura popularna, o której tak znakomicie pisze w swoich rozprawach prof. Zbyszko Melosik, wywiera swoistego rodzaju presję na młodych ludzi, by przekształcali swoją cielesność zgodnie z modelem tożsamości globalnego nastolatka. Jak się okazuje po latach zaczynają tęsknić za własną naturą, prawdą własnej cielesności, za byciem autentycznym, a nie wypchanym, wytatuowanym nośnikiem obcości.

Kiedy młodzi ludzie walczą z nadwagą, uczestniczą w maratonach, trenują w siłowniach czy w inny sposób pracują nad własnym charakterem, celebryci poprawiają sobie własny wygląd. Oto przekład prof. Antoniego Sawickiego artykułu z prasy rosyjskiej na temat Kena, którego plastikowa figura jest znana zapewne milionom dzieci na całym świecie.

Chirurgia plastyczna czyni cuda. Jednym z nich jest 35-letni Rodrigo Alves (Rodrigo Alves), który jest jak dwie krople wody podobny do przyjaciela Barbie - Kena. Wiele operacji plastycznych zmieniło wygląd tego mężczyzny tak bardzo, że nie tylko jego własna matka, ale także urządzenia kontroli paszportowej nie mogą go zidentyfikować.

Teraz mężczyzna-lalka chce wszystko odwrócić i ponownie poddaje się pod nóż chirurga, by stać się sobą, odzyskać swoją naturalną twarz. Na taką decyzję celebryty ... miała wpływ kontrola paszportowa. Faktem jest, że urządzenia identyfikujące osobę ze zdjęciem paszportowym przestały rozpoznawać Rodrigo.

Będzie to jego 63. operacja, której się podda. Oprócz tej interwencji chirurgicznej konieczne będzie siedem dodatkowych procedur. W rezultacie twarz tego pacjenta operacji plastycznych zostanie ponownie przekształcona pp raz 69.

"To będzie najważniejsza operacja w moim życiu" - mówi Rodrigo.

Chirurdzy wezmą chrząstkę z jego żeber, by przywrócić mu nos. Na rekonstrukcję twarzy składa się z kilku etapów. Nowicjusz będzie musiał odłożyć na jakiś czas lekcje śpiewu i nagrania piosenek.

Rodrigo urodził się w Brazylii, ale większość życia spędził w Londynie. W tym tygodniu poleciał do Teheranu, gdzie przeszedł najbardziej skomplikowaną operację, aby zmienić kształt swoich oczu. Chirurdzy będą musieli wykonać nacięcie w głowie i przywrócić na swoje miejsce przesunięte mięśnie.

Ponadto, Roddiemu zrobi liposukcję policzków i szyi (podciągnięcie) oraz wydobędą silikonowy implant z podbródka. Następnie zostanie dokonana zmiana kształtu warg i przywrócona środkowa część twarzy. Operacje będą prowadzone w ciągu tygodnia.

"Z nadzieją mówi Roddy": "Celem wszystkich tych operacji jest zmniejszenie parametrów mojej twarzy, aby stała się bardziej rozpoznawalna. Mój nos jest teraz złamany i trudno mi oddychać, więc muszę zrobić coś szybko. Iran jest miejscem, gdzie mogą mi pomóc! "

Rodrigo jest przekonany, że irańscy specjaliści są najlepsi w dziedzinie chirurgii plastycznej. To nie jest jego pierwsza operacja w tym kraju, więc bez poczucia zagrożenia oddaje się pod nóż irańskich lekarzy. Mężczyzna-lalka ma nadzieję, że będzie to ostatnia operacja jego nosa. Trochę się denerwuje przed tymi zabiegami, ale chce poprawić twarz, by wznowić swoją aktywność.

Roddy nie wie, czy ten zabieg będzie ostatnim w jego życiu, ale planuje wznowić swoją aktywność. Ken w ludzkiej postaci nadal poświęca swoje zdrowie dla popularności. Sława wymaga nowych doświadczeń i ekstrawaganckich działań z częstym narażeniem ludzkiego życia.


Akademików martwią wytatuowani studenci, którzy nawet zimą chodzą na zajęcia w koszulkach bez rękawów by zademonstrować swoją oryginalność. jaka szkoda, że nie pracują tak intensywnie nad własnym wykształceniem. Wolą mieć - w ich przekonaniu - piękny tatuaż na ręce aniżeli piękny umysł. Są zmiany, których odwrócić się już nie da. Pozostaną na ciele i w psychice na zawsze.

Profesor Marek Konopczyński zainicjował jakiś czas temu, w ramach tzw. pozytywnej resocjalizacji, projekt wsparcia więźniów w ukryciu symboliki ich tatuaży, które stają się dla nich po opuszczeniu zakładu karnego widocznym dla innych znakiem niepożądanej społecznie przeszłości. Idea "tatuaży wolności" stała się przykładem powrotu do stanu powszechnie akceptowanej normalności. Odzyskanie wolności negatywnej jest zarazem wolnością pozytywną, ku własnej, autentycznej tożsamości.

Kiedy żywy model Kena chce odzyskać swoją twarz, inni ją tracą na różne sposoby.

sobota, 19 stycznia 2019

Wreszcie opublikowano wykaz wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe


Z opóźnieniem, ale w końcu z wielką łaskawością MNiSW opublikowało wykaz wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe. Zostały one podzielone na dwie kategorie: pierwsza, obejmuje zaledwie 36 oficyn, w których wydane książki będą ocenione na 200 pkt. oraz drugą, obejmującą łącznie 500 zagranicznych i krajowych wydawnictw naukowych.

Komunikat MNiSW:

Czemu służy wykaz wydawnictw?

Docenienie roli monografii w naukach humanistycznych i społecznych

Przedstawiciele nauk humanistycznych, społecznych i teologicznych od lat domagali się podniesienia w procesie ewaluacji rangi monografii naukowych. W ramach rozporządzenia o ewaluacji, które zostanie opublikowane w najbliższych tygodniach, liczba punktów za monografie zostanie zdecydowanie podniesiona: z 25 do 80 punktów, a w przypadku monografii humanistycznych, społecznych i teologicznych opublikowanych w wąskiej grupie 36 najważniejszych wydawnictw światowych – do 300 punktów (oraz do 200 punktów w przypadku pozostałych dziedzin).

Przywracając monografii naukowej należną jej rangę głównego kanału komunikacji treści naukowych w obrębie wspomnianych trzech dziedzin nauki, trzeba równocześnie wyeliminować – lub co najmniej znacząco ograniczyć – zjawisko przedstawiania do ewaluacji monografii o niskiej wartości naukowej lub wręcz publikacji pseudonaukowych. Temu celowi służy wykaz wydawnictw.

(...)

Wydawnictwa etyczne i z procedurą recenzowania

Wprowadzenie wykazu wydawnictw monografii naukowych do polskiego systemu ewaluacji nauki ma na celu usunięcie z przestrzeni komunikacji naukowej wydawnictw nierzetelnych, które często deklarują możliwość opublikowania dowolnego dostarczonego im materiału jako monografii naukowej. Wolą środowiska naukowego – wyraźnie zaakcentowaną na konferencji z cyklu Narodowego Kongresu Nauki w Poznaniu w lutym 2017 r. – jest, aby w przestrzeni komunikacji osiągnięć polskich naukowców funkcjonowały jedynie takie wydawnictwa, które stosują podstawowe zasady etyki publikacyjnej oraz posiadają ustaloną procedurę recenzowania proponowanych im tekstów naukowych. To właśnie te dwa minimalne wymogi zostały wskazane jako jedyne wytyczne dla wydawnictw, które chciałyby znaleźć się w wykazie MNiSW.

(...)

Co z monografiami w wydawnictwach spoza wykazu?

Samo wprowadzenie wykazu wydawnictw nie ujmuje cech naukowości tym monografiom, które zostaną wydane w wydawnictwach znajdujących się poza wykazem. Takie monografie również będą mogły zostać zgłoszone jako osiągnięcia naukowe na potrzeby ewaluacji i za każdą z nich będzie przyznawane 20 pkt. Co więcej, poddający się ewaluacji ośrodek naukowy będzie też mógł zgłaszać takie monografie do oceny eksperckiej, dokonywanej przez Komisję Ewaluacji Nauki. Jeżeli dana monografia zyska aprobatę KEN, wówczas na potrzeby ewaluacji będzie jej przyznawane 80 punktów (czyli dokładnie tyle samo, ile zostałoby jej przyznane w sytuacji, gdyby została ona opublikowana w wydawnictwie z wykazu MNiSW).

(...) Dla wyłonionych w ten sposób wydawnictw (w przypadku wydawnictw zagranicznych uwzględniono te, w których w minionych latach ukazały się prace polskich autorów) zespół dokonał dodatkowej oceny i w jej wyniku wskazał 36 wydawnictw o bezsprzecznie światowej renomie, które spełniają warunki określone w § 2 pkt 2 rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 7 listopada 2018 r. w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych oraz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych:

* publikują recenzowane monografie naukowe wnoszące istotny wkład w rozwój światowej nauki,

* prowadzą politykę wydawniczą przyczyniającą się do upowszechniania monografii naukowych w skali światowej,

* są uznawane za wiodące przez środowisko naukowe, z uwzględnieniem pozycji zajmowanej w wykazach klasyfikujących wydawnictwa,

* stosują jednolite standardy kwalifikowania monografii naukowych do publikacji, nieuzależnione od wniesienia opłaty za publikację monografii i wysokości tej opłaty.

Wykaz wydawnictw monografii naukowych, ogłoszony komunikatem z dnia 18 stycznia 2019 r., został sporządzony przez ministra na podstawie projektu przedstawionego przez zespół. Wykaz będzie uzupełniany.


Ogłoszony wykaz jest, jak wspomniano, dopiero pierwszą formą sklasyfikowania wydawnictw na potrzeby ewaluacji jakości działalności naukowej. Wydawnictwa, które nie znalazły się w wykazie obecnie ogłoszonym, będą mogły złożyć wnioski o uwzględnienie ich w wykazie. Oceny wniosków dokona Komisja Ewaluacji Nauki, której pierwsza kadencja rozpocznie się 1 marca 2019 r. Szczegółowe informacje dotyczące zakresu i formy danych przedstawianych we wniosku oraz procedury aplikowania wydawnictw o ocenę KEN w celu umieszczenia ich w wykazie, zostaną ogłoszone odrębnym komunikatem, po ich opracowaniu przez Komisję.

Sporządzenie wykazu wydawnictw stosujących się do przyjętych na całym świecie zasad etyki publikacyjnej jest ważnym krokiem w kierunku podnoszenia jakości polskiej nauki.

Wykaz wydawnictw - pełna lista


Napompowany balon pękł bez specjalnego huku. Teraz nasi pedagodzy mogą spać spokojnie, bo wydawane i składane do druku w oficynach rozprawy znajdą swoje upełnomocnienie a autorzy jakże potrzebną "kroplówkę punktacyjną". Zespół ekspertów nie miał łatwego zadania. W niemalże każdym wydawnictwie uniwersyteckim ukazują się książki kompromitujące ich autorów, także w UW i UJ, ale w większości publikują znakomite rozprawy naukowe. Podobnie jest z szeregiem oficyn pozauczelnianych, specjalizujących się w monografiach różnych dyscyplin naukowych. W nich także są lepsze i słabsze tytuły. Znalezienie się w wykazie MNiSW powinno zdopingować do poważnego weryfikowania
składanych do druku maszynopisów i przedkładanych recenzji wydawniczych.
Nareszcie zniknie pytanie o to, gdzie publikować, by powrócić do odpowiedzi na ważniejszą kwestię - Co publikować?

piątek, 18 stycznia 2019

Protest przeciw niszczeniu humanistyki, nauk społecznych i uniwersytetów



Wyrażamy głębokie zaniepokojenie przyszłością nauk humanistycznych i społecznych w Polsce w związku z treścią już ogłoszonych oraz projektowanych rozporządzeń do ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Rozporządzenia zagrażają podstawom badań w naukach humanistycznych i społecznych, zagrażają autonomii nauki oraz jej interdyscyplinarnemu rozwojowi.

Wbrew uspokajającym zapewnieniom Ministerstwa projektowana zmiana współczynników kosztochłonności dyscyplin naukowych spowoduje stopniowe, lecz znaczne zmniejszenie nakładów finansowych na badania i kształcenie w zakresie nauk humanistycznych i społecznych. Z uwagi na dotychczasowe permanentne niedofinansowanie szkolnictwa wyższego i nauki projektowane zmiany mogą wręcz zagrozić fizycznej egzystencji wielu uczelni, zwłaszcza uniwersytetów ekonomicznych i pedagogicznych, oraz doprowadzić do kryzysu finansowego w tzw. uniwersytetach bezprzymiotnikowych poprzez zdegradowanie najsłabszych do roli dawnych wyższych szkół pedagogicznych.

Konsekwencje długofalowe projektowanych zmian mogą być takie, iż nauki humanistyczne i społeczne na przyszłych uniwersytetach badawczych będą systematycznie wygaszane. Za skrajnie nieodpowiedzialną uważamy politykę, według której uzależniona od prowadzenia badań naukowych część pensji historyka ma być z definicji pięć razy mniejsza niż chemika, a część pensji uzależniona od kształcenia anglistów lub sinologów będzie cztery razy mniejsza niż przy kształceniu specjalistów ogrodnictwa.

Obowiązujące już rozporządzenie o nowym podziale nauk na dziedziny i dyscypliny nie uwzględniło licznych zastrzeżeń i protestów, wymuszając często dysfunkcjonalne przypisywanie zlikwidowanych dyscyplin dyscyplinom nowym, ze szkodą dla badań „mniejszościowych”. Rozporządzenie to wymusza składanie przez badaczy jednoznacznych deklaracji odnośnie do uprawianej dyscypliny ze szkodą dla badań interdyscyplinarnych oraz dla interdyscyplinarnych i międzydziedzinowych kierunków studiów. W następstwie wprowadzanych zmian badacze poruszający się na styku dyscyplin stają się „nieprzydatni”, bo nieopłacalni dla swojej jednostki.

Najwyższy niepokój budzą również projekty rozporządzeń dotyczących punktowanych czasopism i wydawnictw oraz zasad ewaluacji jakości działalności naukowej. Przyjmowane przez projektodawców kryteria oceny rangi czasopism i wydawnictw uważamy za arbitralne i krzywdzące dla wielu istniejących tytułów oraz badań z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, programowo zaadresowanych do polskiego czytelnika.

Jako przedstawiciele środowiska naukowego czujemy się w obowiązku protestować przeciwko tym szkodliwym zmianom. Kategorycznie odrzucamy działania prowadzące do wygaszenia badań nad naszą historią, również najnowszą, nad polskim społeczeństwem, jego kulturą oraz zasadami życia publicznego. Niszczenie dorobku polskich nauk humanistycznych, społecznych i prawnych – zaadresowanego do społeczeństwa polskiego i właśnie to społeczeństwo edukującego – stanowi próbę wyciszenia niewygodnych debat.

Żądamy zmiany projektu rozporządzenia dotyczącego kosztochłonności i utrzymania dotychczasowych relacji współczynników kosztowności wobec skali. Odrzucamy dysfunkcjonalny system przypisujący naukowców do dyscyplin, zniechęcający do badań interdyscyplinarnych. Wzywamy Ministerstwo do odstąpienia od cenzurowania debaty naukowej poprzez degradację polskich czasopism i wydawnictw. Utrzymanie proponowanych rozporządzeń zagrozi prowadzonym przez nas badaniom i zmusi nas do podjęcia działań protestacyjnych.

Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej

Listę sygnatariuszy otwierają:

Protest powinien zostać podpisany nie tylko przez pracowników naukowych, ale także, a może przede wszystkim studentów. Właśnie w czasie wczorajszej Rady Wydziału Nauk o Wychowaniu musieliśmy rozstać się z wspaniałym profesorem kognitywistyki Piotrem Łukowskim(na fot.), który wraca na Wydział Filozoficzno-Historyczny, gdyż (de-)forma Jarosława Gowina niszczy to, co ma miejsce w rozwiniętych naukowo i gospodarczo krajach świata, a mianowicie interdyscyplinarność.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego wraz ze swoimi "pretorianami destrukcji" wciska społeczeństwu nieprawdziwą tezę, że reforma nauki ma służyć wzmocnieniu polskiego potencjału w rywalizacji światowej. Tymczasem działania MNiSW oraz akty wykonawcze temu absolutnie zaprzeczają. W istocie bowiem władzy nie zależy na nauce, tylko na dalszym oszczędzaniu w budżecie państwa na szkolnictwie wyższym i nauce. Właśnie dlatego wprowadza się współczynnik kosztochłonności, który na kształcenie np. na psychologii wynosi "1", ale już na prowadzenie badań "2". Nie wiadomo, z jakiego to powodu nie jest on wyższy w obu kategoriach? Co to za nauki eksperymentalne, na które nie ma pieniędzy?

Psycholodzy tym się nie przejmują, bo i tak przechwytują niemalże cały budżet w panelu HS w NCN na swoje badania. Jak zatem ma rozwijać się pedagogika, skoro tak na kształcenie, jak i na badania współczynnik wynosi "1"? Z jakiego to powodu socjolodzy mają na badania wyższy współczynnik od pedagogiki, ale mniejszy od psychologii? itd., itd. Podobnie jest z innymi naukami społecznymi. To jest pozamerytoryczne i pełne prywatnych uprzedzeń rozdawnictwo i redukcjonizm zarazem.

Nie ma szans na współpracę naukową między humanistyką a naukami społecznymi, bo jest ona strukturalnie (prawnie i finansowo) niepożądana.