poniedziałek, 19 listopada 2018

PEDAGOG MAŁGORZATA CYWIŃSKA - PROFESOREM NAUK SPOŁECZNYCH


Po powrocie do kraju dowiedziałem się o wręczeniu przez prezydenta Andrzeja Dudę nominacji profesorskiej pani dr hab. Małgorzacie Cywińskiej (ur.10.12.1958 w Poznaniu). Mianowana Profesor jest kierownikiem Zakładu Edukacji Dziecka na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu oraz od 2011 r. Pełnomocnikiem Dziekana Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM ds. Studenckich Collegium Europaeum Gnesnense w Gnieźnie.

Stopień magistra pedagogiki uzyskała z wyróżnieniem w macierzystej uczelni, z którą jest związana od początku swojej akademickiej drogi, przygotowując pracę dyplomową poświęconą problematyce osób znaczących w życiu dzieci pięcio-i sześcioletnich. Promotorem jej pracy był prof. dr hab. Heliodor Muszyński. W UAM uzyskała też promocję doktorską na podstawie dysertacji pt. Konflikty interpersonalne dzieci pięcio-i sześcioletnich w toku aktywności zabawowej w przedszkolu, którą przygotowała pod kierunkiem także pod kierunkiem swojego promotora broniąc jej w 1994 r.

W 2005 r. pani M. Cywińska habilitowała się na swoim Wydziale w dziedzinie nauk humanistycznych, w dyscyplinie pedagogika na podstawie m.in. monografii habilitacyjnej pt. Konflikty interpersonalne dzieci w młodszym wieku szkolnym w projekcjach i sądach dziecięcych. Recenzentami w jej przewodzie byli profesorowie: Sabina Guz, Andrzej Olubiński i Ewa Muszyńska. Niezależnie od podstawowego miejsca pracy poznańska pedagog pracowała w szkolnictwie niepublicznym: najpierw w l. 2006-2007 w Wyższej Szkole Zawodowej „Kadry dla Europy” w Poznaniu, a w l. 2007-2012 w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu.

Postępowanie na tytuł naukowy profesora zostało wszczęte przez jej macierzystą Radę w UAM w Poznaniu. Jej osiągnięcia naukowe recenzowali specjaliści w zakresie przedmiotu badań. Pani Profesor opublikowała pod swoją redakcją 5 monografii zbiorowych, przy czym jedna z nich pt. „Sytuacje trudne w życiu dziecka” ma już dwa wydania, co świadczy o jej spójności i wartości merytorycznej.

Tak zwana książka profesorska jest obszerną monografią naukową pt. „Stres dzieci w młodszym wieku szkolnym. Objawy, przyczyny. Możliwości przeciwdziałania” (Poznań 2017). Opublikowała artykuły w pracach zbiorowych, także w języku angielskim i rosyjskim oraz w liczących się czasopismach naukowych z pedagogiki wczesnoszkolnej.

Pani prof. dr hab. M. Cywińska aktywnie uczestniczy w życiu naukowym środowiska pedagogicznego, wygłaszając na konferencjach referaty, współorganizując interdyscyplinarne konferencje naukowe czy uczestnicząc aktywnie sobą w debatach akademickich poza granicami kraju (w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii). Kształci kadry naukowe, gdyż wypromowała już dwóch doktorów nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika, otworzyła jednemu z kolejnych doktorantów otwarty przewód doktorski oraz prowadząc zajęcia na studiach III stopnia.

Pani prof. dr hab. M. Cywińska należy do tych naukowców, którzy niezależnie od badań stricte naukowych ściśle współpracują z środowiskiem oświatowym, nauczycielskim, dyrektorami przedszkoli, dzięki czemu jej warsztat badawczy jest wzbogacany o impulsy z praktyki pedagogicznej, i na odwrót, może dzięki temu upowszechniać w środowisku nauczycielskim najnowsze osiągnięcia nauki. Sprawuje opiekę naukową nad jednym z eksperymentów pedagogicznych w szkole podstawowej w Poznaniu, co świadczy o znakomitym łączeniu wiedzy naukowej z praktyczną.

Małgorzata Cywińska uczestniczyła w projektach badawczych w ramach grantów NCN oraz kierowała dwoma projektami europejskimi. Jeden z nich - „LANGARD II” jest w trakcie realizacji do 2020 r., a zakończyła projekt „Deutsch-Wegen-Tour” we współpracy z Instytutem Goethe w Warszawie (2011-2016), który dotyczy glottodydaktyki w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Jak każdy badacz odbyła staże naukowe poza granicami kraju współpracując także z uczonymi z Niemiec (Catholic University of Eichstaett-Ingolstadt).

Wykaz ważniejszych monografii zbiorowych i autorskich profesor:

M. Cywińska, Konflikty interpersonalne wśród dzieci, Poznań 1995


M. Cywińska, Konflikty interpersonalne dzieci w młodszym wieku szkolnym w projekcjach i sądach dziecięcych, Poznań 2004

M. Cywińska (red.), Sytuacje trudne w życiu dziecka, Poznań 2008 (wyd. I), 2009 (wyd. II)

M. Cywińska (red.), Być nauczycielem. Kompetencje współczesnego nauczyciela, Poznań 2013

M. Cywińska (red.), Oblicza trudnego dzieciństwa. Konteksty rodzinno – edukacyjne, Poznań 2014


M. Cywińska (red.), Problemy współczesnego dziecka. Wybrane aspekty, Poznań 2014

D. Borecka- Biernat, M. Cywińska (red.), Konflikt społeczny w perspektywie socjologicznej i pedagogiczno – pedagogicznej. Wybrane kwestie, Warszawa 2015


M. Cywińska (red.), Rozwijanie umiejętności językowych i komunikacyjnych dziecka. Wybrane aspekty, Poznań 2016

Wykaz artykułów znajduje się na stronie jej macierzystej jednostki. Była wielokrotnie nagradzana przez Rektora UAM za działalność naukową, dydaktyczną i organizacyjną.

Jej najnowsza monografia pt. "Stres dzieci w młodszym wieku szkolnym. Objawy, przyczyny, możliwości przeciwdziałania” (2017) jest wynikiem wieloletnich badań naukowych dotyczących sytuacji trudnych w życiu dzieci, doświadczaniu przez nie konfliktów i przeżywaniu negatywnego stresu (w świetle koncepcji Jerome’a Kagana). Badaniami objęła 280 dzieci 8-9 letnich, tyle samo ich rodziców i 100 nauczycieli.


Uzyskane dane opracowała z wykorzystaniem metod badań statystycznych poddając je analizie jakościowej z odwołaniami do teorii naukowych oraz przywołując najbardziej charakterystyczne wypowiedzi badanych dzieci. Odzwierciedlają się w nich dramaty współczesnych rodzin, wydarzenia krytyczne jak np. rozwód rodziców, ich kłótnie, choroby osób bliskich czy zmiana miejsca zamieszkania. Z pedagogicznego punktu widzenia niezwykle ważne są jej konstatacje dotyczące strategii radzenia sobie dzieci w sytuacjach wywołujących stres.

(źródło fot.)

niedziela, 18 listopada 2018

Wykaz wydawnictw naukowych jako instrument polityki naukowej państwa


Projekt rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych oraz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych został już zaopiniowany przez różne gremia akademickie, zaś resort odniósł się do uwag i propozycji zmian. Projektowane rozporządzenie dotyczy sporządzania wykazów wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe oraz wykazów czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych.

Widać, jak trudne to zadanie. Jego rozwiązanie będzie rzutować przez lata na ocenę dyscyplin naukowych, a być może także i postępowania na stopnie naukowe czy tytuł naukowy profesora.

Uzasadnienie resortu nauki jest trafne. Stwierdza się w nim bowiem:

Wykaz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych oraz wykaz wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe są jednymi z ważniejszych instrumentów polityki naukowej, gdyż wpływają na kształtowanie wzorów publikacyjnych w sposób zgodny z celami tej polityki, obejmującymi w szczególności poprawę jakości prowadzonych badań i ich widoczności dla środowiska naukowego. Proponowane w projekcie regulacje stanowią odpowiedź na istotne problemy związane z wzorcami publikacyjnymi polskich naukowców, zwłaszcza:

- niski poziom międzynarodowej widoczności wyników badań,

- presja na wydawanie dużej liczby publikacji o niskim poziomie naukowym, wynikająca z możliwości zastąpienia publikacji w najlepszym czasopiśmie kilkoma publikacjami w dużo gorszych czasopismach,

- deprecjacja monografii jako istotnego kanału publikacyjnego, zwłaszcza w naukach społecznych, humanistycznych i teologicznych.


Pojawi się zatem instrument z jednej strony presji na naukowców, by kierowali swoje rozprawy redakcji naukowej w najbardziej prestiżowych czasopismach i wydawnictwach o zasięgu międzynarodowym, ale zarazem obniży się funkcje aplikacyjne ich treści w instytucjach i przez podmioty spoza środowisk naukowych. Dostosowujemy się do zasady „dziedziczenia prestiżu” wydawnictwa lub czasopisma, która sprowadza się do tego, że artykuł naukowy będzie tyle wart, ile czasopismo, w którym zostanie opublikowany. Podobnie będą ocenia publikacje zwarte. Ich wartość nie będzie zależna od treści, ale od wydawnictwa, które ją wyda”.

Czasopismom, materiałom i wydawnictwom cieszącym się większym prestiżem zostanie przyznana większa liczba punktów, niż tym, które cieszą się mniejszym uznaniem. Oczekuje się, że w powiązaniu z zasadami dotyczącymi ewaluacji jakości działalności naukowej takie podejście będzie motywowało pracowników naukowych do publikowania i redakcji naukowej w najbardziej prestiżowych czasopismach i wydawnictwach o zasięgu międzynarodowym i największym wpływie na rozwój nauki.

Zastanawiam się, czy tego typu rozstrzygnięcie rzeczywiście spowoduje uzyskanie wyższego poziomu międzynarodowej widoczności wyników badań z wszystkich dyscyplin nauk społecznych i humanistycznych? Już widzę prawników publikujących swoje komentarze do ustaw III RP w języku angielskim w prestiżowych wydawnictwach zagranicznych, skoro niektórzy kandydaci do tytułu naukowego profesora nie posiadają nawet krajowych monografii naukowych załączając do oceny swojego dorobku komentarze zamieszczane na łamach codziennych gazet.

Musimy poczekać na ów wykaz, który przygotuje Komisja Ewaluacji Nauki. Stosowanie jednolitych standardów kwalifikowania monografii do publikacji, uniezależnione od opłat za publikacje, daje natomiast gwarancję, że wydawnictwo kieruje się wartością naukową publikowanych monografii i publikuje monografie na najwyższym poziomie (celowo nie wyda publikacji o niższym poziomie naukowym). Jest to istotne dla systemu ewaluacji działalności naukowej, który nie powinien dopuszczać do sytuacji, kiedy publikacja nieprezentująca najwyższego poziomu naukowego otrzymuje najwyższą liczbę punktów.

W rzeczy samej możemy przestać publikować recenzje monografii naukowych, które zostaną wydane w tak namaszczonych oficynach. KEN nie ma przecież instrumentów do kontroli zagranicznych i krajowych wydawnictw pod kątem dbałości o wydawanie książek o najwyższym poziomie naukowym. Wystarczy spojrzeć na polski rynek, by przekonać się, że marki dziedziczące nawet prestiż, wydają rozprawy poniżej naukowych standardów. Na czym zatem będzie oparta ocena wydawców międzynarodowych i krajowych? Czy będzie transparentna?

Zdaje się, że czeka nasze środowisko poważny konflikt nie tylko interesów, ale także na tle wiarygodności owych ustaleń.

sobota, 17 listopada 2018

Uczony a polityka


Profesor nauk społecznych Henryk Domański wypowiadał się w 2009 r. na temat zaangażowania się naukowców w politykę, wskazując na obniżenie z tego tytułu poziomu ich wiarygodności wobec ich dotychczasowych osiągnięć naukowych.

Bo wchodząc w politykę, badacz – z konieczności – deklaruje się po czyjejś stronie, angażuje się w rozmaite interesy, może coś chce załatwić, co naraża go na zarzut braku obiektywności, a więc „nienaukowego podejścia”. Konsekwencją tego może być osłabienie jego pozycji naukowej, a poza tym, może obniżać status nauki, jeżeli takich przejść do świata polityki jest dużo. (Z nauki do polityki? Z Henrykiem Domańskim, socjologiem rozmawia Adam Leszczyński, GW 7.05.2009, s. 19)

O ile nie traci autorytetu naukowego profesor medycyny, gdyż zostając ministrem nadal jest szanowany za swoje kompetencje i osiągnięcia naukowe, to już przedstawiciel nauk społecznych ma kłopot. Zajmuje się problemami codziennego życia ludzi, ale wchodząc do polityki musi zaangażować się po stronie partii władzy lub partii opozycyjnej wobec niej, co niemalże natychmiast redukuje poziom zaufania do niego.

Na pytanie o to, jak politycy traktują naukowców, Henryk Domański odpowiedział: W naukach społecznych raczej instrumentalnie, tzn. dla celów doraźnych. Z moich obserwacji wynika, że albo potrzebują dobrego nazwiska i tytułu naukowego w kampanii wyborczej, albo eksperta, który uzasadni ich posunięcia, udzielając np. szybkiego komentarza w TV. (Tamże)

Naukowcy są narażeni na pokusy ze strony władzy, toteż powinni być na nie odporni i trzymać się z daleka, jeśli nie chcą stracić swojej wiarygodności i prestiżu, na który pracowali często wiele lat..

Tymczasem w "Wiadomościach" TVP'1 czy Polsacie profesor H. Domański jest niemalże codziennym komentatorem polityki "dobrej zmiany". Każde medium potrzebuje utytułowanych komentatorów, docinając ich wypowiedzi do programowej tezy politycznej.

Jeśli miałbym oceniać tego typu sytuacje, to tylko w odniesieniu do udziału profesora w audycjach nadawanych "live". Media utrwalają stan postaw naukowców bez możliwości zweryfikowania, czy ich wypowiedź jest rzeczywiście poparciem czy oporem wobec komentowanych zdarzeń.

A jeszcze 9 lat temu ...

piątek, 16 listopada 2018

Tajni współpracownicy okresu PRL - nie kryć się!


– Nowe przepisy o lustracji na uczelniach odczuć może nawet kilka tysięcy osób, które w czasach PRL współpracowały ze służbami bezpieczeństwa – powiedział w rozmowie z PAP wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Müller. Jego zdaniem na uczelniach potrzebna jest dekomunizacja.

Zgodnie z ustawą członkiem rady uczelni, członkiem senatu uczelni, członkiem Komisji Ewaluacji Nauki, Rady Doskonałości Naukowej, Polskiej Komisji Akredytacyjnej czy profesorem tytularnym może zostać osoba, która "w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowała i nie pełniła służby w organach bezpieczeństwa państwa (...) oraz nie współpracowała z tymi organami".


Młody prawnik mianowany wiceministrem zamierza dekomunizować szkolnictwo wyższe lokując problem tak zdefiniowanej dekomunizacji w osobach będących nauczycielami akademickimi na stanowiskach kierowniczych, ale w uczelniach państwowych i centralnych organach kontroli (PKA, RDN, KEN). Co ciekawe ustawodawca zupełnie pominął w tym procesie Polską Akademię Nauk!

Co to za dekomunizacja, czy deesbekizacja, skoro to właśnie w wyższych szkołach prywatnych III RP zagnieździły się postaci współpracujące w okresie PRL ze Służbą Bezpieczeństwa lub będące funkcjonariuszami tych służb? Skąd wiadomo, czy w PAN nie ma byłych tajnych współpracowników i donosicieli SB? A może właśnie dlatego pominięto tę szlachetną z nazwy i założonych funkcji instytucję?

Konstytucja dla Nauki jest w swoich skutkach de facto nie tylko podtrzymaniem szkół prywatnych w każdej WSI, ale i ich założycieli, beneficjentów wskaźnika Gowina. Skoro uniwersytety, politechniki, akademie mają przyjmować na tyle mało studentów, by przypadało ich 13 na jednego nauczyciela akademickiego, to wiadomo, że dziesiątki tysięcy uda się do sfery niepublicznej szkolnictwa wyższego. Tam zapłacą za kształcenie i w niektórych miejscach za jego (byle-)jakość. Towarzysze z SB już dawno temu przyuczyli się do swoich ról, a niektórzy nawet uzyskali w krajowych uczelniach, ale i na Słowacji, na Ukrainie czy w Rosji tytuły naukowe.

Wiceminister zapytany, czy ma sens wprowadzanie takich przepisów dopiero teraz, powiedział, że tak. Wyliczył: – Załóżmy, że w 1989 r. ktoś miał 30 lat, robił już karierę na uczelni i był donosicielem. Dziś taka osoba ma 59 lat. Ma przed sobą jeszcze wiele lat pracy na uczelni. A osoby w takim wieku często pełnią znaczącą rolę w szkolnictwie wyższym – powiedział. (...) Pytany, jak dużej grupie osób nowe przepisy utrudnią karierę akademicką Piotr Mueller skomentował: "Nie mamy takich danych, bo nie mamy jak ich zebrać. Ale myślę, że to może dotyczyć nawet kilku tysięcy osób w kraju".

Zaczyna się gonienie Króliczka, a tymczasem młodzież obejmie kierownicze stanowiska, bo urodziła się po 1989 r. No i dobrze.

czwartek, 15 listopada 2018

Jak to dobrze, że polski rząd wspiera realizację strategii badawczej prywatnego uniwersytetu


Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego publikowało listę uczelni, które uzyskały finansowanie w ramach programu Regionalna Inicjatywa Doskonałości (RID). Nie ma wśród nich ani jednego projektu, który byłyby przedmiotem wniosku jednostek akademickich kształcących studentów i doktorantów na kierunku pedagogika czy odpowiedzialnych za rozwój naukowy kadr naukowych dla tej dyscypliny.

Nie wiemy, ile było wniosków, które zostały zgłoszone do finansowania, natomiast z zamieszczonej listy wynika, że jedynie 30 podmiotów uzyskało środki finansowe na realizację własnych programów.

Z nauk społecznych jedynie SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny z siedzibą w Warszawie otrzymał prawie 12 mln złotych na realizację zadania: "Wsparcie realizacji strategii badawczej SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w latach 2019-2022 w obszarze nauk społecznych (psychologia, socjologia, nauki o polityce).

To ciekawe, że uczelnie niepubliczne narzekają na brak wsparcia ich działalności akademickiej ze strony państwa, a tu - proszę bardzo - prywatny Uniwersytet otrzymuje od podatników 12 mln. złotych. Z funduszy strukturalnych na badania naukowe SWPS uzyskał ponad 30 mln. zł., a w konkursach resortowych, a potem w NCN na realizację aż 335 grantów naukowych łącznie otrzymał ponad 32 mln zł.

Czas się uczyć od "najlepszych", tyle tylko że oni odeszli z uniwersytetów państwowych właśnie do SWPS. Taki jest znak czasu.

Czyżby uniwersytety państwowe spasowały i nie aplikowały o środki na wsparcie realizacji strategii badawczej w naukach społecznych? Czy może kluczowe są tu zupełnie inne czynniki, które rozstrzygają o składaniu wniosków i przydziale środków?

Jak słyszę o tym, że za rządów Platformy Obywatelskiej tego typu rozstrzygnięcia nie były transparentne, to zdaje się, że mamy kontynuację tej samej polityki finansowania prywatnego biznesu. Uniwersytety państwowe coś marnie wypadają w naukach społecznych.

Powody tego stanu rzeczy po części odsłonił minister Jarosław Gowin pytany przez "GW" o nakłady na naukę. Powiedział, że jeśli chcemy być krajem dynamicznie się rozwijającym, musimy określić "ścieżkę szybkiego dojścia do poziomu wydatków na naukę w wysokości przynajmniej 1 proc. PKB".

Chyba ministrowi wydaje się, że przy 1 proc. PKB będzie w uczelniach państwowych lepiej. Naiwny czy wciska nam kit? Na tym poziomie finansowania nauki nie dogonimy Zanzibaru. Z całym szacunkiem dla tego kraju.

środa, 14 listopada 2018

Znika poprzedni serwer Ministerstwa Edukacji Narodowej, podobnie jak zniknął Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego


Gdyby nauczyciele nie wiedzieli, na co wydawane są w oświacie środki publiczne, to przede wszystkim warto odnotować miliony na zakup nowych mebli i dywanów w resorcie edukacji, a obecnie na konstrukcję i upublicznienie nowej strony resortu. Tak czyni każda zmiana władzy w resorcie.

Strona MEN jest już w kolejnej odsłonie, mimo że po objęciu sterowania ministerstwem przez Annę Zalewską taka zmiana miała już miejsce. Tym razem MEN zszedł już z własnego serwera: www.men.gov.pl na rządowy https://www.gov.pl/web/edukacja.

Podobnie stało się z portalami pozostałych ministerstw - z wyłączeniem, zapewne tymczasowo, Ministerstwa Finansów. Wszystkie resorty mają tę samą, infantylną ikonografikę oraz eleganckie portrety ministra, wiceministrów i dyrektora biura.

Tego typu zmiany centralizujące i ujednolicające komunikację ze społeczeństwem nabierają jednoznacznie propagandowego charakteru. Proszę zauważyć, że już nie znajdziemy na tej stronie MEN archiwum danych, programów, projektów, które były realizowane za poprzednich rządów. Wszystko zostało zmienione a obywatelom pozostaje tylko i wyłącznie dobra zmiana. Kończy się w ten sposób możliwość porównywania czegokolwiek z czymkolwiek, co nie wiąże się z obecną władzą.

Odcięcie jest pełne. Słusznie. Po co mają rodzice czy inni zainteresowani czytać o sukcesach z lat minionych nauczycieli, uczniów czy samorządowców. Jeszcze chcieliby prawdziwej reformy ustrojowej. Ta bowiem, z którą mamy do czynienia, jest powrotem do czasów PRL i lat 90. XX w.

Zastanawiam się, co by było, gdyby każdy uniwersytet zmieniał swoją stronę po wyborze nowego rektora a szkoła po zmianie dyrektora.

Na szczęście naukowcy mają metody badania źródeł na ten temat, więc nie będzie im to przeszkadzało we własnej pracy. Nauczycielom zaś jest i tak już wszystko jedno, bo w gruncie rzeczy największe nauczycielskie związki zawodowe pozostawiły ich i całe szkolnictwo na pastwę prawicowej formacji rządzącej, która traktuje oświatę jako przedłużone ramię władzy państwowej i ideologicznej (politycznej) nad częścią społeczeństwa.

wtorek, 13 listopada 2018

Minister Jarosław Gowin ma wyrzuty sumienia


Sądziłem, że ministrem jest się po to, by realizować ustawowe funkcje, a nie epatować własnymi wyrzutami sumienia, które niczego nie zmieniają w polskiej rzeczywistości akademickiej. Na wyrzuty sumienia nie ma żadnego lekarstwa. Dobrze, że ktoś je posiada, ale jak na wicepremiera rządu to jednak są one marne, niewidoczne.
Nie obchodzą mnie rzekome wyrzuty, bo trzeba mieć sumienie, by o nich mówić. W taki sposób to każdy minister może tłumaczyć albo własną nieudolność, albo pozoranctwo, albo słabość własnej pracy. Ta ostatnia jest o tyle zdumiewająca, że w końcu Jarosław Gowin jest wicepremierem rządu. Jak widać kiepskim, skoro po trzech latach urzędowania usiłuje przekonać środowisko akademickie do zmian w nauce i szkolnictwie wyższym, byle tylko one nie kosztowały, byle tylko akademicy nadal godzili się być prekariatem wśród wszystkich innych uczonych państw OECD i należących do Unii Europejskiej.

Rozumiem, że ministrowi 17 tys. nie starcza do końca miesiąca. Nie dziwię się, ale wciskaniem kitu dziennikarzom, że "Rząd przewiduje w przyszłorocznym budżecie łączny wzrost wydatków na naukę o blisko 2 mld zł., z czego ponad 1,3 mld. zł są to środki z funduszy unijnych. Oprócz tego wydamy obligacje skarbu państwa o łącznej wartości 3 mld zł., co oznacza, że zrost nakładów wyniesie w sumie prawie 5 mld. zł.To znacząca skala" (GW 29.10.2018, s. 7) nie zmieni się sytuacji na lepszą.

Przepraszam, ale dla kogo jest to znacząca skala? Dla "swoich" zatrudnianych w paranaukowych fundacjach, dla działaczy partii władzy? Dla kogo pytam? Co mnie obchodzi wzrost nakładów nawet w wysokości 5 mld zł, skoro i tak nie ma to żadnego przełożenia na honorowanie pracy naukowo-badawczej przez władze mojego państwa?!!! Kiedy skończy się ta PRL-owska propaganda? Na miesiąc przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego czy do Sejmu?

Ile wyniesie kiełbasa wyborcza MNiSW? Komu rzuci się pod stół kości, które już zostały obgryzione przez władzę? Jak długo kolejny rząd będzie oszukiwał własne środowisko i społeczeństwo o rzekomym wzroście nakładów? Przewidywaniami ministra J. Gowina rachunków nikt nie opłaci, obligacjami skarbu państwa rektorzy nie pokryją kosztów prowadzenia uczelni państwowych.

Może czas zająć się nauką i szkolnictwem wyższym naprawdę, a nie dla kreowania własnego wizerunku i wzmacniania formacji partyjnej? Ile jeszcze utalentowanej młodzieży musi wyjechać z Polski, żeby minister zszedł wreszcie na ziemię z propagandowej platformy? Doprawdy, nostryfikowani w kraju akademicy z Ukrainy nie podwyższą statusu naukowego naszych uczelni.

Widzimy to po słowackich docentach w wielu dziedzinach nauk. Tylko nieliczni włączyli się w pracę naukowo-badawczą. Minister J. Gowin ma zasługi w zablokowaniu turystyki habilitacyjnej na Słowację tyle tylko, że dzięki Konstytucji dla Nauki promowani doktorzy na Słowacji, w Bułgarii czy Rumunii mogą być zatrudniani na w naszych uczelniach, bo nie ma konieczności habilitowania się w naszym kraju i nostryfikowaniu ich dyplomów.

U nas już tak jest, że jak się zamknie otwór z jednej strony, to wycieknie z drugiej. Już w PRL naśmiewano się z tego, że nie ma takiej rury, której się nie da odetkać. Do tego jest właśnie potrzebne MNiSW. Tu nikt nie miał i nie ma wyrzutów sumienia. Wiadomo z badań prof. Marka Kwieka, że tylko 10 proc. kadry naukowej przyczynia się do osiągnięć swoich jednostek i własnej dyscypliny. A w MNiSW? Może i sumienie ministra jest na poziomie 10%?

poniedziałek, 12 listopada 2018

Wyznacz swoją drogę rozwoju

(Na zdjęciu M. Lipiec i A. Orzechowska z IBE w ŁCDNiKP. Fot. wykon. Anna Gnatkowska)

Tak zatytułowany jest projekt Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie w zakresie wspierania realizacji I etapu wdrażania w Polsce Zintegrowanego Systemu kwalifikacji na poziomie administracji centralnej oraz instytucji nadających kwalifikacje i zapewniających jakość nadawania kwalifikacji.

Zintegrowany System Kwalifikacji (ZSK) jest rozwiązaniem systemowym, które ma (...) na celu podniesienie poziomu kapitału ludzkiego w Polsce poprzez opisanie, uporządkowanie i zebranie różnych kwalifikacji w jednym rejestrze. Daje możliwość zdobywania kwalifikacji i potwierdzania kompetencji na polskim i międzynarodowym rynku pracy. Kończy się era zawodów, a zaczyna czas certyfikowania konkretnych kwalifikacji, które ujęte w ZSK mają przypisanych osiem poziomów (zgodnych z Polską Ramą Kwalifikacji).

Dzięki temu potwierdzony przez odpowiednią instytucję poziom nabytych kwalifikacji danej osoby stanowi w krajach Unii Europejskiej przepustkę do zatrudnienia jej bez względu na kraj pochodzenia. Jest on bowiem porównywalny do poziomu kwalifikacji wymaganych w innych krajach europejskich. Wiedzę i umiejętności branżowe można osiągać na różne sposoby – 1) w szkole zawodowej czy ogólnokształcącej i na uczelni wyższej 2) w ramach edukacji pozaformalnej, a więc na różnego rodzaju kursach kwalifikacyjnych lub 3) w ramach nieformalnego uczenia się.


Każdy, kto posiada konieczne do wykonywania określonych zadań zawodowych kwalifikacje, może przystąpić do egzaminu kwalifikacyjnego i uzyskać ich potwierdzenie. Liczy się bowiem jakość kwalifikacji, ich odpowiedni poziom, a nie ścieżka ich uzyskiwania. Dzięki temu systemowi można przekwalifikowywać się, by mieć kompetencje, jakich oczekują od nas pracodawcy. właśnie temu poświęcone było posiedzenie Rady Programowej Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi.

W arkana problematyki zintegrowanego systemu kwalifikacji wprowadzali nas pracownicy IBE - Agnieszka Orzechowska i Marcin Lipiec, którzy są doradcami regionalnymi w tym zakresie. Jak się okazuje, rynek pracy poszukuje specjalistów na różnych poziomach kwalifikacji, a osób je posiadających wciąż brakuje.

W dochodzeniu do tego systemu wyróżnia się trzy etapy:

I – dostrzeżenie problemu braku wykształconych pracowników, luk kompetencyjnych wśród już zatrudnionych w firmie; to także diagnoza, czego trzeba nauczyć swoich pracowników, żeby mieli jak najwyższe kwalifikacje;

II etap – analiza sposobów uzupełniania powyższych braków – Czy szukać pracowników? Czy może wdrożyć w firmie ich kształcenie? Czy zatrudnić nowe osoby? Istotne jest tu działanie walidacyjne powyższych procesów.

III etap – obserwowanie rezultatów wdrożonych działań; porównywanie własnych osiągnięć w pracy z kadrą z innymi firmami; opracowanie przejrzystego planu rozwojowego przez każdego pracownika i opracowanie czytelnych wymagań, które będą im stawiane.

ZSK określa zatem, jakich wymagać kwalifikacji i jak je weryfikować.

Projekt ma swój oświatowy wymiar, bowiem trzeba dotrzeć do pracodawców, żeby zauważyli i zrozumieli, że to jest także w ich interesie, by partycypować w opisie kwalifikacji. Dobrze bowiem opisane kwalifikacje pracowników, z udziałem pracodawców, uświadamiają starającym się o pracę, czego mogą oczekiwać od pracodawców, i na odwrót.

W czasie posiedzenia Rady Programowej ŁCDNiKP w Łodzi Paweł Krawczak i Artur Grochowski mówili o tym, jak konstruowali wspólnie z pracodawcami kwalifikacje konieczne do obsługi sterowanych numerycznie obrabiarek skrawających, od prawie roku leżą wypracowane standardy w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii, które do recenzji przedłożonego materiału powołało osobę nie posiadającą odpowiednich kwalifikacji. W swojej recenzji potwierdziła własną niewiedzę na temat obrabiarek tak sterowanych twierdząc, że w ŁCDNiKP nie można będzie sprawdzić opisanych umiejętności. Nie wiedziała, że są tu obrabiarki trzy-cztero i pięcioosiowe, a więc się da.

(Autor fot.: Anna Gnatkowska)

Jeśli chcemy pozyskiwać pracodawców do współtworzenia kwalifikacji zawodowych, to musimy szanować ich czas, wysiłek i kompetencje. Inaczej cała para idzie w przysłowiowy gwizdek. Warto zdać sobie sprawę z tego, jak wiele zmieniło się w Polsce w wyniku współpracy międzynarodowej w zakresie certyfikowania wiedzy i umiejętności osób w zakresie kwalifikacji włączonych do ZSK.

Przykładowo ŁCDNiKP w Łodzi certyfikuje umiejętności osób wspólnie z Izbą Przemysłowo-Handlową w Dreźnie. Certyfikat dla naszego ucznia jest taki sam, jaki otrzymuje uczeń w Niemczech. Już przeprowadzono z tą firmą 100 egzaminów certyfikujących. Wkrótce będzie włączone do takiej certyfikacji Haas Technical Education Center potwierdzając umiejętności dotyczące użytkowania i obsługiwania obrabiarek sterowanych numerycznie.

niedziela, 11 listopada 2018

Olimpijczyk naukowcem


Z ogromną przyjemnością uczestniczyłem w obronie pracy doktorskiej pana mgr. Piotra Kędzi, który przygotował ją pod kierunkiem łódzkiego historyka oświaty i wychowania prof. UŁ dr.hab. Grzegorza Michalskiego na temat działalności wychowawczej i oświatowo-kulturalnej polskich stowarzyszeń sportowych w Łodzi okresie Drugiej Rzeczypospolitej. Obrona tej dysertacji - wprawdzie okolicznościowo, a nie intencjonalnie - zbiegła się z państwowymi uroczystościami w Polsce w związku z 100 rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dobrze, że jednak zbiegły się te dwa wydarzenia, bo dzięki temu mogliśmy cofnąć się do okresu Drugiej Rzeczypospolitej i przez pryzmat powstających stowarzyszeń sportowych dotknąć niejako części życia sportowego i oświatowego w mieście czterech kultur. Badania historyczno-pedagogiczne nie należą do łatwych, gdyż wymagają rozpoznania terenu pod interesującym badacza kątem oraz eksploracji pozyskanych źródeł. Trzeba mieć zatem pasję poznawczą, a zarazem umiejętność czytania źródeł i interpretowania wyłanianych z nich faktów, zdarzeń, procesów czy kluczowych dla ich zaistnienia postaci.

W przypadku tego badacza po raz pierwszy zidentyfikowano 94 polskich, 24 żydowskich, 19 niemieckich oraz 19 okręgowych związków, stowarzyszeń i instytucji, które w swoich funkcjach założonych miały działalność sportową. W roku 1918 reaktywowana była - dotychczas tajna - działalność łódzkiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", które ponownie odzyskało swoją moc organizacyjną i jurydyczną dopiero po transformacji ustrojowej 1990 r. Powracamy zatem do źródeł, tradycji i wypracowanych przed kilkudziesięciu laty form organizacyjnych i programowych organizacji, które krzewiły nie tylko kulturę fizyczną, ale i miały ogromne znaczenie w wychowaniu patriotycznym, narodowym, a w przypadku "Sokoła" - także harcerskim.

(źródło fot.)

Okoliczności powstawania pierwszych polskich zrzeszeń sportowych na terenie m. Łodzi, uwarunkowania tych procesów oraz zakres działalności oświatowo-kulturalnej i sportowo-wychowawczej były przedmiotem dociekań badawczych polskiego olimpijczyka z Aten i Pekinu. Pan Piotr Kędzia jest bowiem wysokiej klasy lekkoatletą, biegaczem na dystansach 200 i 400 metrów.

W 2014 r. P. Kędzia uruchomił Olimpijską Akademię Biegania animując zajęcia ruchowe dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Jest także trenerem osobistym dla zainteresowanych własnym rozwojem w tym zakresie. W ramach swojej aktywności w łódzkim AZS - od trzech lat organizuje Rodzinne Pikniki Lekkoatletyczne. Mimo tak intensywnej pracy oświatowo-sportowej w Uniwersytecie Łódzkim miał jeszcze czas na to, by "biegać" do archiwów różnych instytucji, by w skupieniu i zgodzie z metodologicznym warsztatem historyka badać akta, czasopisma, dokumenty, sprawozdania, zestawienia przyznawanych subwencji, statuty i korespondencję.
Jak pisze w swojej dysertacji: "Zapoczątkowany w XIX w. proces kształtowania się sportowego ruchu stowarzyszeniowego był odbiciem przemian społecznych, politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w całej Europie, obejmując swoim zasięgiem także ziemie polskie pod zaborami. To właśnie zrzeszenia sportowe będące zwornikiem różnorodnych aktywności, wprowadziły do życia społecznego takie zjawiska jak sport masowy i wyczynowy, widowisko sportowe, zasadę fair play, ruch kibicowski itp. Mam nadzieję, że praca ujrzy za jakiś czas światło dzienne ukazując się drukiem.

Studenci mają zatem znakomitą okazję do spotkań z młodym naukowcem, który posiada nie tylko wiedzę pedagogiczną i historyczną,ale także jest przykładem wartości, o których mówi i wciela w życie własnymi dokonaniami. W środowisku akademickiej pedagogiki są już profesorami tytularnymi także byli sportowcy czy wyczynowo uprawiający sport jak Aleksander Nalaskowski, Piotr Błajet z Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu czy Zbyszko Melosik z UAM Poznaniu. Wypada zatem życzyć naszemu olimpijczykowi także akademickich sukcesów. W dn. 8 listopada 2018 wystartował do swojej nowej w życiu sztafety pokoleń badaczy dziejów sportu i związanego z nim wychowania.

sobota, 10 listopada 2018

Dyrektor szkoły - refleksyjny pedagog - nie pomoże minister Annie Zalewskiej


PRZYKRO MI, ALE NIE POMOGĘ... tak zatytułowany jest List Otwarty Jarosława Pytlaka do Minister Anny Zalewskiej! Przedrukowuję go w tym miejscu, bo jest jednym z nielicznych głosów transformatywnego oporu przeciwko ignorantom w partii władzy, a przede wszystkim w Ministerstwie Edukacji Narodowej i wspierających rzekomą "dobrą zmianę" różnych pseudoekspertów, także z Uniwersytetu Jagiellońskiego!


"2018-11-08 23:22

Szanowna Pani Minister!

Dziękuję za pismo, jakie w dniu 8 listopada wspólnie z Głównym Inspektorem Sanitarnym skierowała Pani do mnie i tysięcy innych dyrektorów przedszkoli i szkół, apelując w nim o "docenienie wagi problemu, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom przed skutkami chorób zakaźnych".

Zanim wyjaśnię, co skłoniło mnie do napisania tej odpowiedzi pragnę zapewnić, że w pełni zgadzam się z zaprezentowaną w nim oceną sytuacji. Sam należę do pokolenia, które jako pierwsze w historii Polski uzyskało ochronę przed większością groźnych chorób zakaźnych, w tym budzącym zgrozę rodziców w czasach mojego dzieciństwa paraliżem dziecięcym (polio). Posiadane wykształcenie biologiczne pozwala mi zarówno rozumieć mechanizm szczepień ochronnych, jak dostrzegać różnorakie możliwe przyczyny narastających problemów rozwojowych i zdrowotnych młodego pokolenia, choćby w zanieczyszczeniu środowiska i skażeniu produktów żywnościowych. Między innymi z tych właśnie powodów uważam tezy głoszone przez tzw. antyszczepionkowców za błędne i demagogiczne, a ich dążenie do zniesienia obowiązku szczepień za wyraz egoizmu, nieliczenia się nie tylko z dobrem własnego dziecka, ale także interesem innych ludzi.

Niestety, pomimo wskazanej powyżej zbieżności naszych poglądów, jako dyrektor szkoły nie mogę odpowiedzieć pozytywnie na Pani apel, abym "w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie moich podopiecznych podjął dialog z nauczycielami, rodzicami lub opiekunami uczniów na temat szczepień ochronnych". W dalszej części listu wyjaśnię dlaczego.

Powinna Pani wiedzieć, że we współczesnym świecie autorytety takie, jak oboje pamiętamy z lat wczesnej młodości, przestały istnieć. Oparte na wiedzy, doświadczeniu, prestiżu zajmowanego stanowiska. Posłuch znajdują nawet największe kłamstwa, szczególnie te często powtarzane, a każdy człowiek może znaleźć w internecie potwierdzenie wszystkiego, co przyjmuje za własny pogląd. Dyrektor szkoły zazwyczaj nie jest dzisiaj autorytetem nawet w sprawach nauczania, prac domowych, czy wychowania uczniów; tym bardziej nie należy oczekiwać, że odegra tę rolę w kwestii szczepionek.

Powyższe zjawisko po części ma charakter obiektywny – po prostu takie mamy czasy. Jednak źródłem erozji dyrektorskiego autorytetu są też działania władz oświatowych, w których także Pani ma swój udział, i za które ponosi odpowiedzialność. Profesja dyrektora placówki oświatowej została w ciągu minionych lat odarta z charakteru pedagogicznego. Tak jak ongiś dyrektor był pierwszym nauczycielem, przywódcą grona pedagogicznego, tak teraz w myśl prawa jest pierwszym urzędnikiem i nadzorcą, żeby nie powiedzieć karbowym.

Taką jego rolę utrwala w realiach i w świadomości społecznej także Pani, nakładając na dyrektorów kolejne, często bezsensowne lub niewykonalne zadania, a następnie wskazując ich jako jedynych odpowiedzialnych, jeżeli problem nabrzmiewa i uzyskuje rozgłos. Nie wierzyłem własnym uszom słuchając Pani publicznej sugestii, że rodzice, którym nie podoba się plan zajęć, ze względu na zmianowość albo zbyt wiele lekcji jednego dnia, powinni udać się do dyrektora szkoły, by wspólnie znaleźć dobre rozwiązanie (czyli, jak należy rozumieć, ułożyć lepszy plan).

Ten pomysł, w obliczu nadmiaru zajęć w najstarszych klasach szkoły podstawowej, braku pomieszczeń w wielu szkołach i rosnącego deficytu nauczycieli – zjawisk wywołanych wprost przez firmowaną przez Panią „reformę” – jest po prostu wyrazem braku szacunku i zrozumienia sytuacji, w której znajdują się obecnie dyrektorzy. To Pani osobiście jest odpowiedzialna za obecną sytuację, w której kierowanie szkołą sprowadza się do rozpaczliwych prób utrzymania się na powierzchni morza przepisów, oczekiwań, postulatów i gróźb. Na odpowiadanie na apele, choćby najszlachetniejsze, po prostu brakuje czasu, chęci i sił.

Dopóki nie zostaną wprowadzone systemowe zmiany, radykalnie ułatwiające dyrektorowi organizację i nadzorowanie procesu nauczania, może Pani oczekiwać ode mnie jedynie realizacji zadań wynikających wprost z obowiązującego prawa. Proszę nie liczyć na wsparcie w innych kwestiach. Zasiała Pani wiatr i proszę teraz zbierać burzę.
"


Wkrótce wezmę udział w konferencji naukowej na jednym z najwyżej lokowanych na świecie uniwersytetów, gdzie poproszono mnie o wypowiedź na temat edukacyjnych osiągnięć w PISA, ale chyba chodziło organizatorom o analizę oświatowej destrukcji PIS-a.

Pan Jarosław jest bardzo delikatny w swoim liście. Dotyka tylko ostatnich grzechów ministry edukacji i jej formacji. Tymczasem trzeba do tego jeszcze coś dodać, korygując także niektóre argumenty:

po pierwsze, nie jest prawdą, że przestały istnieć autorytety. Jeżeli przestały, to powiedzmy wprost - dla kogo! , bo moim zdaniem to nie tylko dla tej władzy one się nie liczą. Nie tylko formacji rządzącej są one niepotrzebne. Wystarczyło wpuścić na sejmowe salony homeopatów i szarlatanów, by rozpatrzeć wniosek antyszczepionkowców, natomiast kiedy wnioskowano 2 lata temu o referendum w związku z projektowanym powrotem do socjalistycznego ustroju szkolnego, to PiS wyrzucił do kosza wniosek podpisany przez prawie milion osób, czyniąc to z uśmiechem na ustach ministry A.Zalewskiej. Takie są priorytety tej władzy.

po drugie, w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie uczniów ministra Zalewska oczekuje od dyrektorów podjęcia dialogu z nauczycielami, rodzicami lub opiekunami uczniów na temat szczepień ochronnych. Powinna sama zaszczepić się przeciwko ignorancji. Czy za kilka miesięcy także poprosi o dialog z rodzicami uczniów kończących gimnazjum i ósmą klasę szkoły podstawowej? Czy ta pani w ogóle rozumie sens pojęcia ODPOWIEDZIALNOŚĆ?

po trzecie, nie ma co się buntować przeciwko temu, że pani minister nakłada na dyrektorów nowe obowiązki. Jak za komuny, "steruje ręcznie" szkolnictwem traktując je jak partyjną własność i trampolinę do własnego skoku do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście z obrzydzeniem, albo z nadzieją na "dobrą zmianę" w Brukseli. Musi być dużo okazji do podróżowania po kraju, spotykania się z mieszkańcami miast i wsi pod pozorem troski o edukację. Towarzysze z Platformy Obywatelskiej i PSL niech się jednak nie cieszą z mojej konstatacji, bo sami byli zakorzenieni w strukturach nadzoru pedagogicznego (od MEN po kuratoria oświaty i ich delegatury) podróżując i wciskając kit społeczeństwu oraz zobowiązując dyrektorów przedszkoli i szkół do różnych bzdur. Festiwal etatystycznej polityki trwa nadal, nieprzerwanie od 1993 r.!

po czwarte, ma pan Jarosław Pytlak rację, że ministra Anna Zalewska jedynie firmuje "reformę" uśmiechając się do wszystkich kamer i obiektywów. Zaśpiewajmy przy ognisku: "Co ci przypomina, co ci przypomina, widok znajomy ten..." .

Przed nami festiwal kolejnych listów otwartych umysłów. Ciekawe, kto ostatni zgasi światło kaganka.

piątek, 9 listopada 2018

Kto przypisze pedagogikę do czasopism w międzynarodowych bazach typu m.in. Web of Science i Scopus?


Oczekuję pospolitego ruszenia wśród młodych naukowców, którym zależy na tym, by ujęte w bazach międzynarodowych jak np. Scopus i Web of Science przypisać do odpowiednich periodyków naszą dyscyplinę naukową - PEDAGOGIKĘ. Jeśli tego nie uczynicie, to w ocenie parametrycznej dyscypliny oraz w waszym indywidualnym awansie naukowym według nowych zasad, które będą obowiązywać od 1 października 2019 r. opublikowane w międzynarodowych pismach wasze artykuły nie będą wam zaliczone.

Jak informuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego:

Właśnie w związku z tymi międzynarodowymi bazami Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uruchamia specjalne konsultacje środowiskowe. Do 16 listopada będzie można przysyłać uwagi dotyczące przypisania poszczególnym czasopismom z baz Scopus i Web of Science dyscyplin z nowej klasyfikacji dziedzin i dyscyplin.
Ministerialny wykaz czasopism naukowych, którego ostateczny kształt poznamy w I połowie 2019 roku, będzie uwzględniał m.in.:

• czasopisma naukowe będące przedmiotem projektów finansowanych w ramach programu „Wsparcie dla czasopism naukowych” (nawet 500 polskich czasopism uwzględnionych dodatkowo w wykazie),

• czasopisma ujęte w międzynarodowych bazach Scopus i Web of Science,

• zagraniczne czasopisma naukowe z dziedziny nauk humanistycznych, dziedziny nauk społecznych i dziedziny nauk teologicznych uwzględnione w bazie ERIH+, które w wyniku oceny eksperckiej zostaną uznane za posiadające międzynarodową renomę i szczególny wpływ na rozwój danej dyscypliny naukowej,

• recenzowane materiały z międzynarodowych konferencji informatycznych, posiadających co najmniej rangę C w bazie The Computing Research and Education Association of Australasia (CORE).

Aby usprawnić proces ewaluacji jakości działalności naukowej, konieczne jest przypisanie czasopismom poszczególnych dyscyplin. Dzięki temu artykuły w czasopismach, którym przypisano ewaluowaną dyscyplinę, będą automatycznie uznawane jako mające związek z tą dyscypliną. Ten automatyzm znacznie uprości i przyspieszy ocenę dorobku naukowego. Samo powiązywanie nie odbędzie się jednak bez uwzględnienia głosu naukowców. Specjalnie uruchomione konsultacje środowiskowe pozwolą na uzupełnienie dyscyplin przypisanych do czasopism ujętych w międzynarodowych bazach Scopus i Web of Science, a złożone do 16 listopada przez naukowców wnioski będą podlegały ocenie eksperckiej.


Przypisanie dyscyplin naukowych do czasopism nie będzie miało rozstrzygającego znaczenia w kontekście możliwości uwzględnienia danego artykułu w ewaluacji.
Przypisanie ma jedynie usprawnić ocenę. Jeśli artykuł będzie opublikowany w czasopiśmie przypisanym do dyscyplin „A” i „B”, ale zachowa związek naukowy z dyscypliną „C”, wówczas będzie można zaliczyć go jako osiągnięcie w ramach dyscypliny „C”. Przypisanie czasopism do dyscypliny niczego nie przesądza, a jedynie ułatwia ocenę.

W wyniku uwag zgłoszonych w ramach konsultacji publicznych projektu rozporządzenia w sprawie ewaluacji jakości działalności naukowej, z ostatecznej wersji rozporządzenia zostanie usunięty limit dopuszczający zgłoszenie do ewaluacji maksymalnie 20% artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach, którym w wykazie czasopism przypisano inną dyscyplinę niż ewaluowana. Osiągnięcia powinny jednak mieć związek tematyczny z badaniami naukowymi prowadzonymi w ramach danej dyscypliny.

Komisja Ewaluacji Nauki będzie mogła nie uwzględnić w ewaluacji osiągnięcia, jeśli w oczywisty sposób nie będzie ono związane z badaniami naukowymi prowadzonymi w podmiocie w ramach danej dyscypliny. Z drugiej strony Komisja nie będzie mogła odmówić uwzględnienia w ewaluacji multidyscyplinarnego czy interdyscyplinarnego artykułu naukowego, którego tematyka nakłada się na obszar danej dyscypliny.

Przypisanie dyscyplin do czasopism będzie służyło usprawnieniu procesu ewaluacji jakości działalności naukowej. W związku z tym, że artykuły naukowe będą zdecydowanie najczęściej zgłaszanymi do ewaluacji osiągnięciami, przyjęta zostanie zasada, zgodnie z którą artykuły w czasopismach, którym przypisano ewaluowaną dyscyplinę, będą automatycznie uznawane jako mające związek z tą dyscypliną. Jednocześnie, nie zostanie ograniczona możliwość uwzględnienia w ewaluacji artykułu opublikowanego w czasopiśmie, do którego ewaluowana dyscyplina nie jest przypisana (o ile osiągnięcie będzie związane tematycznie z badaniami prowadzonymi w tej dyscyplinie!).


To jest ciekawa taktyka resortu. Jak sami się nie włączymy do tego procesu, to stracimy. No to, do pracy rodacy!

Ministerstwo udostępniło na stronie PBN ankietę umożliwiającą docelowo przypisanie dyscyplin do czasopism z tytułowych baz. Jeżeli chodzi o nas to jak na razie jest kilka braków, np International Journal of Child, Youth & Family Studies ma przypisany tylko nauki społeczne (mimo, że w opisie czasopisma jest ona wspomniana). Podobnie jest z moim Risk&Society. Tu link do strony.

Wnioski należy składać do 16 listopada 2018 r. na formularzu dostępnym pod adresem: https://pbn.nauka.gov.pl/dyscypliny-czasopism/.

Jeden z Profesorów pisze m.in. do mnie zwracając uwagę na zupełnie nowy kontekst:

Na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego jest zamieszczona lista czasopism z baz SCOPUS i Web of Science. Zalecają przypisywanie kodów czasopism do swoich dyscyplin. Nie mogłem znaleźć dwóch interesujących mnie czasopism: Elektrochestvo - ukazuje się od 1880r. i jest w bazie Scopus; Elektrotiehnika - ukazuje się od 1930r. i jest w bazie Scopus. Przez kompetentną osobę zostałem uświadomiony, że nasza baza ma charakter polityczny, a nie naukowy. Czasopisma wybrano z baz wybiórczo.
Tak wiec, czy kryteria ocen pracowników na podstawie cytowań też mają mieć charakter polityczny?


Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Cała ta gra ma charakter przede wszystkim globalno-biznesowy. Z nauką tylko częściowo ma to coś wspólnego.



czwartek, 8 listopada 2018

Rozstanie z Profesor Marią Dudzikową z przesłaniem, by szybować ku górze, a nie pikować w dół



Przyszło mi żegnać jako przewodniczącemu Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN wielu wspaniałych Profesorów, moich Koleżanek, Kolegów, Znajomych, ale wczoraj byłem w wyjątkowym momencie także własnego życia, bowiem odprowadzałem Osobę mi Najbliższą, nie tylko osobiście, bo przyjaźń z Marią Dudzikową była dla mnie matczyną opieką wspaniałej Uczonej nad uniwersyteckim „synem”.

Tak nazywaliśmy Profesor Marię Dudzikową – Matką, która kierowała przez 25 lat Letnimi Szkołami Młodych Pedagogów przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN. Odprowadzałem Profesor w imieniu własnym, mojej rodziny, ale także tej akademickiej-pedagogicznej tak, jak żegna się syn z Matką, która zaatakowana przez chorobę nie mogła już dalej czuwać nad tym, co było Jej najdroższe.

Profesor była mistrzynią naukowej metafory, więc i ja posłużę się nią, by choć symbolicznie wyrazić to, co stanowiło treść Jej pedagogii. Jak matka szkoły pedagogicznych orląt brała pod swoje skrzydła - młode, naukowe pisklęta, karmiła je strawą duchową, czasem domowym żurkiem i chlebem, ale przede wszystkim pożywką naukowych dzieł, którymi otaczała się z wyjątkową i przenikliwą znajomością ich zawartości. Zawsze pragnęła, byśmy wyrośli na wolne ptaki polskiej nauki.

Do Poznania przybyli z całego kraju, by Ją pożegnać - członkowie Rodziny, ale jakże licznie reprezentowani profesorowie, doktorzy habilitowani, doktorzy i najmłodsi adepci nauki, którzy wyrastali pod skrzydłami Marii Dudzikowej. Mszę żałobną odprawiali ks. prof. Marian Nowak, ks. dr.hab. Janusz Miąso oraz ks. dr Marek Jeziorański.

Jak stać się orłem, kiedy rola, do której nas przygotowywała Profesor wymagała ogromnych wyrzeczeń, poświęceń, często nieprzewidywalnych strat skutkujących wzlotami ku górze dla jednych, a upadkiem czy nawet połamaniem skrzydeł u innych? To jest trudna sztuka tworzenia samego siebie. Profesor przekonywała nas swoją nadzwyczajną pracowitością, erudycją, bogactwem wiedzy i siłą charakteru, często twardymi wymaganiami, że siedząc w gnieździe nie można nauczyć się latać.

Doskonale rozumiała - szczególnie młodych doktorantów i doktorów, którzy poszukiwali miejsca w nauce dla swoich marzeń i pasji badawczych. Przekonywała nas, że z zawiązanymi skrzydłami także nie można latać, bo od samego mówienia o tym, że ma to miejsce, od utyskiwania na złe warunki, na dziekana, niskie płace, złe prawo, problemy rodzinne itp. te skrzydła same się nie rozpostrą. Czasami rozkładaliśmy je trzepiąc nimi nieporadnie, a Maria Dudzikowa mówiła nam - nie rozklejaj się nad sobą, bo nawet w najtrudniejszym momencie życia jest jeszcze moc naszej wiary, nadziei i własnej pracy.

Profesor nie zostawiała nas samym sobie, nie wyrzucała ze swojego gniazda mądrości, chociaż wiedziała, że nie da się każdego zmusić do samodzielnego latania. Była jednak dla każdego zawsze w pobliżu, zawsze na zawołanie, na telefon, jak orzeł siedząc na gałęzi z boku bacznie obserwowała, czy z przekazanej nam sztuki naukowego bycia, potrafimy sami wyzwolić w sobie pasję dociekania prawdy. Na pobliską nam gałąź dostarczała spis lektur, byśmy spróbowali podnieść się do pierwszego lotu.

Tak jak matka orląt cały czas pokazuje, jak to robić, by zacząć samodzielnie wznosić się w przestworza, tak i nasza Profesor potrafiła wypchnąć orlęta z gniazda, by polecieć za nimi w dół, schwytać je w locie i na własnych skrzydłach wynieść dalej. To prawda, że Pani Profesor czyniła nasze życie naukowe mniej wygodnym, a bardziej zobowiązującym do szybowania ku górze, gdyż nie chciała, żebyśmy pikowali w dół czy zagnieżdżali się we własnym gnieździe bylejakości, pseudorecenzji, minimalizacji, pozoranctwie czy zaniedbywaniu własnych powinności.

Orły spędzają bardzo dużo czasu, ucząc swoje młode latania. Podobnie Pani Profesor oddawała ze swojej codzienności tysiące godzin rocznie na wspólne seminaria w różnych zespołach, konsultacje, konferencje, debaty, projektowanie badań. Miałem wrażenie, jakby nie chciała stracić ani jednej godziny swojego życia pomiędzy lekturami, które były przez Nią zaczytywane, na to, co czyniło czas obojętnym dla nauki, dla oświaty, dla edukacji czy naszego rozwoju. A dzieliła się z nami bezinteresownie wszystkim, co miała.

Niedawno odebrana zespołowa nagroda naukowa Wydziału I Nauk Humanistycznych i Społecznych Polskiej Akademii Nauk za trzytomowe dzieło była efektem procesu „wypychania młodych orląt z gniazda”, by wznosiły się już na własnych skrzydłach. Także akademicka i oświatowa Łódź doceniła wielkość i wyjątkowość tych dokonań, bowiem prof. Maria Dudzikowa została wyróżniona przez Senat Uniwersytetu Łódzkiego Medalem Przyjaciela tej Uczelni („Universitatis Lodziensis Amico”), a Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego wyróżniło najwyższą nagrodą Ruchu Innowacyjnego, jaką jest statuetka „Skrzydła wyobraźni”. Pod skrzydłami Pani Profesor wiele orląt nauczyło się latać w przestworzach nauki i polityki oświatowej.

Zdążyliśmy jeszcze obdarzyć Panią Profesor 17 wrześnie br. „Medalem za Wkład w Rozwój Polskiej Pedagogiki”, kiedy była z nami w Łagowie na swojej dwudziestej piątej w roli kierownika, a XXXII Letniej Szkole Pedagogów KNP PAN. Mimo trudnej i bolesnej choroby była szczęśliwa, i taką ją zapamiętam - jako spełnioną w nauce i kształceniu młodych pedagogów. Byliśmy niezmiernie wdzięczni Synom Pani Profesor, że pozwolili Jej być razem z nami chociaż przez kilka dni w Łagowie, wśród młodzieży, której poświęcała całe swoje życie i w gronie uczonych, z którymi mogła jeszcze raz dzielić się swoim pedagogicznym credem.

Wiedzieliśmy, że musimy Ją „oddać”, że są to nasze ostatnie spojrzenia, rozmowy, dotknięcia, przytulenia i ostatnie przesłania, osobisty testament pedagogiczny przekazany na nasze ręce. Niesiemy to ze sobą, do naszych gniazd, w naszych sercach, umysłach, rozprawach, szybując ku górze ze świadomością, że musimy liczyć na samych siebie i troszczyć się o kolejne pisklęta polskiej nauki, by nie zwalniały się z pracy nad sobą, nie unikały odpowiedzialności, nie bały się stawiania oporu, by zmieniały świat, a zarazem były transformatywną elitą, a po części i parezjastami.

Wczoraj powróciliśmy do matczynego gniazda – do Poznania, by oddać hołd najwspanialszej matce polskiej pedagogiki. Niech spoczywa w pokoju! Żegnam Panią Profesor trawestacją fraszki Jana Sztaudyngera:

"Nie żal jest schodzić z tego świata
gdy tam są KSIĄŻKI, róże i herbata".

Ps.
Przesłane na adres Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN kondolencje przekazałem Rodzinie Pani Profesor.

środa, 7 listopada 2018

Henryk Mizerek - profesorem nauk społecznych








Za tydzień profesor Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie Henryk MIZEREK (ur. 25 listopada 1953 r. w Biesowie) odbierze z rąk Prezydenta RP Andrzeja Dudy nominację profesorską.

Minowany profesor jest absolwentem studiów pedagogicznych w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olszynie w 1978. r. W 1987 r. obronił dysertację doktorską na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego na podstawie dysertacji pt."Postawy społeczne a właściwości aktywności społecznej studentów". Promotorem rozprawy był dr hab. Ferdynand Iniewski z Instytutu Badań nad Młodzieżą.

W 2000 r. dr Henrym Mizerek habilitował się na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu po przedłożeniu swoich osiągnięć naukowych, w tym monografii habilitacyjnej pt. "Dyskursy współczesnej edukacji nauczycielskiej. Między tradycjonalizmem a ponowoczesnością" oraz zdając kolokwium habilitacyjne. Recenzentami w tym przewodzie były panie profesor: Henryka Kwiatkowska z Uniwersytetu Warszawskiego, Maria Zofia Czerepaniak-Walczak z Uniwersytetu Szczecińskiego oraz prof. DSW Bogusława Dorota Gołębniak.

Profesor realizował w interdyscyplinarnych zespołach takie m.in. tematy badawcze, jak: Kreowanie wysoko kwalifikowanych kadr gospodarki regionu"; "Transfer wiedzy pomostem do innowacyjności i konkurencyjności gospodarczej regionu"; "Diagnoza potrzeb edukacyjnych w obszarze szkolnictwa zawodowego a kierunki rozwoju regionalnego rynku pracy". Odbył staże naukowe i dydaktyczne w Danii (Kopenhaga, Frederiksberg College of Education), Hiszpanii (Universitad de Barcelona) i Wielkiej Brytanii (Strathclyde University in Glasgow, Faculty of Education oraz Southampton University, School of Education). Współpracował też z Olsztyńską Szkołą Wyższą im. J. Rusieckiego w Olsztynie, gdzie w latach 20000-2006 pełnił nawet funkcję - najpierw dziekana Wydziału Pedagogicznego, a potem prorektora). Ma więc za sobą także pełnienie funkcji kierowniczych w jednostkach akademickich.

Profesor specjalizuje się w badaniach oświatowych, ze szczególnym zwróceniem uwagi na pomiar jakości kształcenia różnych podmiotów edukacji, ewaluacji zajęć dydaktycznych, także w procesie kształcenia i doskonalenia kadr oświatowych. Do najważniejszych Jego rozpraw należą:

Dyskursy współczesnej edukacji nauczycielskiej. Między tradycjonalizmem a ponowoczesnością, Olsztyn 1999, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Ewaluacja w szkole. Wybór tekstów, red. H. Mizerka (współpraca A. Hildebrandt), Olsztyn 1997, Wyd. MG;

Oferta edukacyjna studiów doktoranckich a zapotrzebowanie na wysoko kwalifikowaną kadrę w różnych sektorach gospodarki, (red.) J. Górniewicz, M.Maciejewska, H. Mizerek, Olsztyn 2006

Między adaptacją a innowacyjnością. Możliwości wykorzystania potencjału naukowego specjalistów ze stopniem doktora w instytucjach i przedsiębiorstwach Warmii i Mazur (red.) J. Górniewicz, M.Maciejewska, H. Mizerek, Olsztyn 2007

Efektywny nauczyciel sztuki kulinarnej, (red.) E. Borys, H. Mizerek, Olsztyn 2010;

Oferta dydaktyczna szkół zawodowych a regionalny rynek pracy, J. Górniewicz, H. Mizerek (red), 9–18. Olsztyn: Pracownia Wydawnicza Elset, 2010

Moje miasto – moje miejsce na ziemi. Program edukacji ekologicznej, H. Mizerek (red.) Olsztyn 2003, Wyd. ODN;

Między adaptacją a innowacyjnością, J. Górniewicz, M.Maciejewska, H. Mizerek (red.) Olsztyn 2008;

Ewaluacja edukacyjna. Interdyskursywne dialogi i konfrontacje, Kraków 2017, Oficyna Wydawnicza "Impuls".

Profesor Henryk Mizerek należy do cenionych ekspertów Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (1999-2000); Państwowej Komisji Akredytacyjnej; w obszarze Edukacja Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego w latach 2004-2006 (ocena projektów z Działania 1.3, 3.5). Był też członkiem Grupy Sterującej Ewaluacją SPO RZL w Departamencie Zarządzania Europejskim Funduszem Społecznym Ministerstwa Rozwoju Regionalnego (od 2006 -2010) oraz ekspertem Programu wzmocnienia efektywności nadzoru pedagogicznego i oceny jakości pracy szkoły etap II i III realizowanego przez Uniwersytet Jagielloński w partnerstwie z Ministerstwem Edukacji Narodowej (od 2009 r.).

Z jego ekspertyz i opinii korzysta w wielu projektach także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz szereg instytucji regionalnych. Co ważne, był też autorem ekspertyz dla University of Southampton: H. Mizerek, (współpraca R. Sobolewska i J. Kłoczewska), National Task Force for Assesment and Examination, w: Final Report. External Evaluation. Training for Educational Reform Management (TERM) (Raport końcowy z zewnętrznej ewaluacji Programu TERM) - przygotowany w zespole pod kier. Prof. Helen Simons, University of Southampton, FRSE, Warszawa 1997; H. Mizerek, (współpraca R. Sobolewska i J. Kłoczewska), Standards of Initial Teacher Training w: Final Report. External Evaluation. Training for Educational Reform Management (TERM) (Raport końcowy z zewnętrznej ewaluacji Programu TERM) - przygotowany w zespole pod kier. Prof. Helen Simons, University of Southampton, FRSE, Warszawa 1997.


Nominowany Profesor jest także członkiem założycielem w 2000 r. Polskiego Towarzystwa Ewaluacyjnego, którego celem jest (...) budowanie kultury ewaluacyjnej w Polsce jako demokratycznego i społecznego procesu oraz integrowanie środowiska osób zainteresowanych i zaangażowanych w procesy ewaluacji w Polsce. Nie znajdziemy jednak Jego nazwiska ani w gronie członków honorowych, ani zarządu, ani nawet członków zwyczajnych PTE. Jest bowiem osobą niezwykle skromną, pracującą intensywnie, niejako w zaciszu, jakby chciał być niezauważalny.

Mamy świadomość znaczenia rozpraw naukowych Henryka Mizerka a także ich wartości pedagogicznej i w naukach społecznych. Jest On z tego tytułu zapraszany z wykładami gościnnymi przez najważniejsze uniwersytety w kraju i poza granicami, ale także, a może nawet częściej, przez ośrodki doskonalenia nauczycieli. Ceniony jest za klarowność ujęć problematyki ewaluacyjnej w edukacji, a przy tym głębokie jej osadzenie w światowej literaturze przedmiotu. Doskonale, precyzyjnie potrafi konstruować procesy ewaluacyjne, by były one użytecznym oraz wiarygodnym źródłem wiedzy i danych tak o potrzebach i zainteresowaniach uczestników procesu uczenia się, jak i weryfikowania trafności, efektywności i skuteczności prowadzących do tego procesów.

Akademicka pedagogika w kraju doceniła wysokie osiągnięcia naukowe, ale także w zakresie kształcenia młodych kadr pedagogicznych dla nauki i oświaty. Serdecznie gratuluję, gdyż prof. dr hab. Henryk Mizerek był uczestnikiem I Letniej Szkoły Młodych Pedagogów przy Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, która została zorganizowana przez prof Wincentego Okonia w Iławie w 1978 r. Świadczy to o tym, że SZKOŁY KNP PAN są od początku ich zaistnienia "wylęgarnią" młodych talentów spełniających z pasją własne marzenia i projekty naukowo-badawcze.

wtorek, 6 listopada 2018

Niektóre nauki społeczne są wybiórczo humanistycznymi?


Profesor pedagogiki złożył jakiś czas temu wniosek do Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki o sfinansowanie badań z zakresu "klasyki myśli pedagogicznej okresu II Rzeczypospolitej". Trudno, by jako historyk myśli i idei poszukiwał środków finansowych w panelu HS Narodowego Centrum Nauki, który jest zdominowany przez neopozytywistów.

Otrzymał odpowiedź, że niestety, ale z przyczyn formalnych jego wniosek nie będzie rozpatrzony, bowiem pedagogika wraz ze źródłami jej myśli i idei nie mieści się w naukach humanistycznych. Minister zaklasyfikował ją do nauk społecznych. Tu widać nonsensowność owego podziału, który został utrzymany w Konstytucji Dla Nauki. Z jednej strony władzom zależy na tym, by prowadzić badania inter- i transdyscyplinarne, ale z drugiej strony same zaprzeczają tym intencjom.

Cóż miał czynić profesor pedagogiki? Odwołał się do władz, ale i ten akt został odrzucony z powodów formalnych.

Tymczasem w najnowszym rozdaniu środków budżetowych przedstawiciel nauk społecznych - politolog - prof. dr hab. Bogdan Szlachta otrzymał środki w wysokości 986. 478,- zł na badania tematu: "Biblioteka Klasyki Polskiej Myśli Politycznej – program badań i edycji źródeł do historii polskiej myśli politycznej (kontynuacja)."

Badanie myśli politologicznej może zatem być finansowane w ramach konkursu w module "Dziedzictwo narodowe Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki" i docenionych wśród 37 na 289 wszystkich zgłoszonych tam wniosków, mimo że nauki o polityce są tak, jak pedagogika , w dziedzinie nauk społecznych, a z historii myśli pedagogicznej taki wniosek odrzuca się bez skrupułów.

Bardzo się cieszę, że poznamy dzieła myśli politycznej, toteż nie chcę być źle zrozumiany. Jeśli jednak wniosek prof. B. Szlachty nie został odrzucony z powodów formalnych jako niemieszczący się w dziedzinie nauk humanistycznych, to dlaczego jednych z tego powodu się preferuje, a innych odrzuca? Kiedy więc piszę co jakiś czas o tym, że kadry instytucji centralnego dzielenia pieniędzy na badania naukowe są nierzetelne, nieuczciwe i stronnicze, to przytaczam tu na to kolejny dowód.

Polska nauka nadal jest oceniana według pozanaukowych kryteriów.





poniedziałek, 5 listopada 2018

W życiu, w sieci, w dniu wyborczej ciszy




Z każdym dniem dowiadujemy się, jak ktoś kogoś oszukał, obszedł prawo, ukradł, zabrał, przywłaszczył, uniknął odpowiedzialności, płatności, sankcji karnej itp. wykorzystując jedno prawo (lub przedstawiciela prawa) do tego, by nie przestrzegać innego prawa. Chaos jest tak duży, że mało kto potrafi się w tym połapać. Codziennie mamy zabawę w policjantów i złodziei, na wszystkich szczeblach i chyba we wszystkich instytucjach. Ci pierwsi zarazili się nie tylko nad Odrą, więc są na zwolnieniach - a jakże, prawdziwych :) - a ci drudzy mają raj, bo wreszcie nikt im nie depcze po piętach.

Uczą nas tego rządzący, którzy jak chcą zlekceważyć prawo, to wiedzą, w jaki sposób je "obejść", żeby obywatele za dużo nie zobaczyli, nie usłyszeli czy nie mówili. Ryba bowiem psuje się od głowy. Co głowa, to kapusta. "Co, kapusta? Głowa pusta".

Jak partia władzy chce, żeby odbyło się referendum w jakiejś sprawie, to do niego doprowadzi, ale jak tego nie pragnie, to zastosuje odpowiedni trik polityczny, by obywatele nie mieli tu nic do powiedzenia. Jak się chce kogoś publicznie upokorzyć, potraktować go jak przedmiot, to rekomenduje się go dwukrotnie na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka. Kiedy jednak pojawia się pokusa zrobienia na tym interesu politycznego (?), to nie ma mocnych. Zawsze kij się znajdzie, nawet wśród senatorów. Dzieci i ryby głosu nie mają. Prawie każdy to zrozumie i zaakceptuje.

Ponoć zaostrzono przepisy dotyczące sprzedaży psów z prywatnych hodowli, ale nie uwzględniono w prawie fundacji, stowarzyszeń, a więc podmiotów zbiorowych. Szajka cwaniaków zarejestrowała sobie fikcyjne de facto stowarzyszenia czy fundacje i dalej uprawia na dziko hodowlę psów, bez jakiegokolwiek nadzoru weterynaryjnego. Jak ktoś chce sprzedać psa, to ogłasza się, że sprzeda smycz, a psa odda za darmo. Prawo sobie, życie sobie.

Była cisza wyborcza. Nie po raz pierwszy w naszym kraju. Wszyscy wiemy, że jest to w dobie internetu ograniczenie trudne do wyegzekwowania. Wiele osób zamieszcza na zagranicznych serwerach informacje o popieranych przez siebie politykach czy samorządowcach albo w trakcie ciszy wyborczej posługuje się odpowiednim szyfrem. W kodowaniu, mówiąc enigmatycznie, jesteśmy chyba najlepsi na świecie.

Mieliśmy zatem na bieżąco przekazywane z komisji wyborczych w okresie I i II tury informacje typu:

"Na bazarku w Krakowie prawdziwki po 54 zeta. Kanie po 46. W gdańsku prawdziwki po 58 zeta, a Kanie po 42".

albo:

"Jeśli (!) przecieki z cen hurtowych z 18-tej się potwierdzą po zamknięciu giełdy, to można powiedzieć, że łączenie pomidorów i nowalijek w jedną sałatkę nie zainteresowało nabywców. Sporo (i to bardzo) więcej zwolenników mają solone pistacje. No i ceny koniczynek bliskie tym z '14."

albo:

"Podobno 46% mieszkańców Krakowa planuje zmianę opon na nowy sezon. W przypadku Gdańska ten odsetek wynosi 42%".

albo:

"W skali kraju pistacje powyżej 34 złotych, pomarańcze po 24 złote, a koniczyna oscyluje wokół 10 złotych za worek".

Kiedy o tym piszę, jest już po wyborach. Po I turze mamy już oficjalne wyniki, które mocno zaskoczyły obie strony podzielonej Polski na lepszy i gorszy sort. Natomiast po drugiej turze wyborów samorządowych właśnie ogłoszono dane sondażowe. Zapewne zostaną potwierdzone przez PKW. Wówczas dowiemy się, po ile były na targu pistacje, a po ile koniczynki czy prawdziwki. Ktoś może powiedzieć, że tego typu komunikaty w sieci nic nie znaczą, bo ważne jest to, by mieszkańcy w ogóle udali się do komisji wyborczych i oddali swój głos.

Nie ulega jednak wątpliwości, że zabawa jest przednia. Jak w PRL. Wówczas tak trzeba było napisać, żeby cenzura tego nie wychwyciła. Stara, ale jara szkoła wciąż się sprawdza, po obu stronach Wisły zawracanej kijem.

niedziela, 4 listopada 2018

Nekroreklama i nie tylko


Komentatorzy zmian w polskiej gospodarce i usługach podkreślają, że w ciągu kilku dni Święta Wszystkich Świętych Polacy wydadzą na wiązanki, kwiaty, znicze, renowacje grobów itp. około 1 miliarda złotych. Z czymś takim nie spotkają się nigdzie na świecie.

Mogłoby się wydawać, że to jest znak gospodarczej koniunktury. Tak jednak nie jest. W Polsce rzeczywiście Wszystkich Świętych pielęgnuje się we wszystkich rodzinach. Powyżej zamieściłem zdjęcie, które stanowi osobliwą nekroreklamę usług medycznych syna zmarłego ginekologa Abrama Libermana. To byłoby sprzeczne z naszą kulturą czczenia pamięci o zmarłych.

Z nagrobka nie dowiemy się, kiedy przyszedł na świat i kiedy zmarł Abram Liberman. Natomiast odnotowano na tablicy nagrobkowej, że: "Tu spoczywa słynny ginekolog Abram Liberman a jego syn Mojsza, przyjmuje w tym samym gabinecie na ulicy I. E. Babjelja od 11.00 do 16.30".


Bywają też nagrobki z przesłaniem:


Czy wyrzutami: Lojzik, gdybyś tyle nie pił i nie palił, to mógłbyś teraz z nami siedzieć, pić i palić.

sobota, 3 listopada 2018

W okresie od 1 listopada 2017 do 1 listopada 2018 zmarli znaczący pedagodzy doby transformacji


Dzień Wszystkich Świętych obchodzony był w tak szczególny sposób chyba tylko w Polsce. Miliony Polaków przemieszczało się od cmentarza do cmentarza w tej samej miejscowości, a często i w kraju czy nawet poza jego granicami, by zapalić światełko pamięci o Bliskich, którzy odeszli z tego świata pozostawiając w sercach i naszej biografii najpiękniejszy ślad osobistych wartości.

Pamiętamy, a nawet rozpamiętujemy obecność w naszym życiu tych, którzy dzisiaj są już fizycznie nieobecni, ale wpisali się w nasze życie na różne sposoby. W ciągu minionych dwunastu miesięcy środowisko akademickiej pedagogiki pożegnało już pedagogów, którzy zmarli pozostawiając w bólu i smutku Rodzinę i Bliskich, przyjaciół i znajomych:

1) zm. 23.12.2017 - Władysław Piotr Zaczyński - dydaktyk, profesor Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego;



2) zm. 18 . 11. 2017 r. - ks. Andrzej Szpak - pedagog, katecheta, resocjalizator;


3) zm. 30. 09. 2018 r. dr Halina Rotkiewicz - Sekretarz Generalny Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego ;




4) zm. 5 . 10. 2018 r. - prof. Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie - dr hab. Bogdan Snoch - pedagog, historyk oświaty i wychowania;




5) zm. 29.10.2018 r. dr hab. Robert Kwaśnica - profesor, współzałożyciel, rektor, a ostatnio prezydent Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, pedagog.

6) zm. 30.10.2018 r. prof. dr hab. Maria Dudzikowa - profesor pedagogiki Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, wybitna humanistka, nauczycielka-nauczycieli, członkini Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk (wieloletnia wiceprzewodnicząca), autorka, redaktorka i współredaktorka kilkudziesięciu książek i ponad 300 rozpraw naukowych z pedagogiki szkolnej, polityki oświatowej i teorii samo-wychowania.


Mnie w takich dniach przypomina się piękna myśl ks. prof. Michała Hellera, który pisał: "Wyobraźmy sobie chwilę, która na pewno nadejdzie, a w której będziemy mieć przed sobą już tylko kilka chwil życia. Co wtedy będzie dla nas ważne?Odpowiedź jest jedna: Bóg i nasza wieczność. I nic więcej? O nie! Całe nasze życie będzie wtedy niezmiernie ważne. I to, jak je planowaliśmy, jak zrealizowaliśmy nasze plany, z jakimi ludźmi się związaliśmy, jak spełniliśmy nasze obowiązki. Bo to wszystko jest życiową mądrością". (Tygodnik Powszechny 2010 nr 8, s. 15)

Wspominajmy zatem tych, którzy obdarzyli nas życiową mądrością i dajmy sobie szansę, by zdążyć innych obdzielić własną.

piątek, 2 listopada 2018

Profesor Maria Dudzikowa - o dotknięciu i uobecnieniu w edukacji najważniejszych dla niej procesów




Nie znałem wypowiedzi prof. dr hab. Marii Dudzikowej, którą skierowała do uczestników "Konferencji dla nauczycieli" organizowanej przez Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy w 2013 roku. Jak to dobrze, że Organizatorzy nagrali tę analizę. Zmarła 30.10.2018 r. Profesor jest dzięki temu nadal z nami, w nas i obok tego, co było dla Niej tak ważne w pedagogii szkolnej.

czwartek, 1 listopada 2018

Ostatnie pożegnanie Profesor Marii Dudzikowej, ale ponadczasowa recepcja jej dzieł naukowych


(Fot. NHE)

Szanowni Akademicy, Pedagodzy, Nauczyciele, Doktoranci, Studenci, Przyjaciele,

W dn. 7 listopada br. zostanie odprawiona msza św. w Katedrze Poznańskiej na Śródce w Poznaniu o godz. 11.30 za zmarłą Profesor Marię Dudzikową. Uroczystości pogrzebowe odbędą się po mszy, o godz. 13.30 w Poznaniu, na Cmentarzu Komunalnym nr 1 w Poznaniu na Miłostowie (wejście od ul. Warszawskiej).


Pragnę numer 1-2019 kwartalnika "Studia z Teorii Wychowania", który wydaje Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie, poświęcić rozprawom naukowym, esejom, recenzjom, studiom biografistycznym i - wyjątkowo - poezji, które będą zawierać w swoich fundamentalnych przesłankach treści z rozpraw naukowych, idee, myśli, analizy wywiadów, wyniki własnych badań zmarłej Profesor Marii Dudzikowej.

Pokażmy światu nauki, jak wielkim bogactwem inspirowała nasze własne dokonania, projekty, debaty naukowe, oświatowe zmagania z prawem i realiami szkolnych paradoksów. Otwórzmy nową kartę pedagogiki polskiej, głęboko zakorzenionej w światowych teoriach i dyskursach naukowych oraz edukacyjnych, których nośnikiem była OSOBA - Jej życie,
twórczość naukowa oraz popularnonaukowa, oświatowa.

Redakcja oddaje w Wasze ręce cały numer kwartalnika, z gorącą prośbą, by nie nadsyłać tekstów do mnie, tylko od razu, po ich napisaniu, zamieścić osobiście na platformie Index Copernicus, a redakcja dołoży starań, by zostały poddane recenzji i złożone do druku zgodnie z obowiązującymi standardami. Prof. Maria Dudzikowa nie chciałaby, aby pisać o Niej apologetyczne rozprawki, ale o pedagogice, o edukacji, o szkole i (samo-)wychowaniu, a więc fenomenach badanych także z Jej twórczym udziałem.


Sięgnijmy do wybranych książek, rozpraw, wywiadów w prasie oświatowej czy naukowych periodykach i oddajmy cześć PEDAGOGICE, którą Ona tak bardzo pokochała, jej służyła mając na uwadze zawsze dobro wspólne, a nie osobiste. Przejrzyjmy własne teksty, książki, artykuły, by dokonać kolejnej analizy problemów, prawidłowości, idei, które wciąż są "parzącym kartoflem" z żaru naukowego ogniska.

Teksty do tego numeru należy składać do końca stycznia 2019 r. (http://sztw.chat.edu.pl/złóż-manuskrypt), a ich wydanie przewidziane jest z końcem marca 2019 r.

Tych, którzy uważają, że pisać można tylko do periodyków znajdujących się w wykazie MNiSW mogę poinformować, że - jak na chwilę obecną - przypisano Studiom z Teorii Wychowania 8 pkt. Nie jesteśmy na liście filadelfijskiej, ale pracujemy i tworzymy w Polsce, dla naszego społeczeństwa, dla rozwoju polskiej pedagogiki akademickiej i naszej edukacji.

Przypominam główne prace prof. Marii Dudzikowej:

• Wychowanie w toku procesu lekcyjnego, 1979

• O trudnej sztuce tworzenia samego siebie, 1985










• Wychowanie przez aktywne uczestnictwo, 1987



• Praca młodzieży nad sobą, 1993



• Osobliwości śmiechu uczniowskiego, 1996


• Nauczyciel-uczeń. Między przemocą a dialogiem. Obszary napięć i typy interakcji, (red.), 1996.




• Mit o szkole jako miejscu "wszechstronnego rozwoju" ucznia. Eseje etnopedagogiczne, 2002.









• Pomyśl siebie... Minieseje dla wychowawcy klasy, 2007.











• Wychowanie: pojęcia, procesy, konteksty: interdyscyplinarne ujęcie, t. 1–5, 2007–2010 (współred. z Marią Czerepaniak-Walczak)









• Doświadczenia szkolne pierwszego rocznika reformy edukacji, (współred. z Renatą Wawrzyniak-Beszterdą, z udziałem Ewy Bochno), 2010.

• Kapitał społeczny w szkołach różnego szczebla: diagnoza i uwarunkowania (współred. z Renatą Wawrzyniak-Beszterdą, Sylwią Jaskulską, Mateuszem Marciniakiem, Ewą
Bochno, Ireneuszem Bochno, Kariną Knasiecką-Falbierską), 2011.








• Interdyscyplinarnie o interdyscyplinarności: między ideą a praktyką (współred. z Adamem Chmielewskim, Adamem Groblerem), 2012.





• Oblicza kapitału społecznego uniwersytetu (współred. z Ewą Bochno, Mateuszem Marciniakiem), 2013.









• Sprawcy i/lub ofiary działań pozornych w edukacji szkolnej, (współred. z Kariną Knasiecką-Falbierską), 2013.






• O pasjach cudzych i własnych - profesorowie, (współred. z ks. Marianem Nowakiem), 2015.







• Twierdza. Szkoła w metaforze militarnej. Co w zamian? (współred. z Sylwią Jaskulską), 2016.