czwartek, 28 czerwca 2018

Po co habilitacja dr. Markowi Migalskiemu?


Niektórym nauczycielom akademickim wydaje się, że habilitacja jest za wszystko, tylko nie za osiągnięcia naukowe. Nie rozumieją i nie chcą przyjąć do swojej świadomości, że jeśli chcą być samodzielnymi pracownikami naukowymi, to muszą wykazać się koniecznymi kompetencjami metodologicznymi i merytorycznymi w przedłożonych do oceny osiągnięciach naukowych. Jak bowiem wymagać od przyszłych doktorów czy kandydatów do stopnia doktora habilitowanego oryginalnego wkładu w naukę, skoro samemu niewiele się do niej wniosło? Jak może kształcić doktorantów ktoś, kto sam nie przeprowadził znaczących badań naukowych, nie uzyskał w konkursie środków na projekt badawczy?!

Dlaczego ktoś, kto jest politykiem, medialnym komentatorem wydarzeń, był posłem Parlamentu Europejskiego, ma być zwolniony z wymagań naukowych? Czy pełnienie takich ról społecznych jest kwalifikacją naukową? Co z tego, że przedłożył do oceny publikacje, skoro prawdopodobnie członkowie komisji habilitacyjnej lub członkowie rady wydziału kierują się dobrem nauki, a nie dobrem jego medialnego czy politycznego statusu?

W poprzedniej kadencji Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów słyszałem superrecenzje profesorów, wybitnych specjalistów w zakresie nauk o polityce o niskiej jakości naukowej rozpraw odwołującego się od odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego właśnie powyższego naukowca, adiunkta Uniwersytetu Śląskiego. Gdybym otrzymał taką informację zwrotną, to wstydziłbym się odwoływać i na koszt podatników dociekać racji, skoro się jej nie posiadało.

Być może, gdyby ów politolog wziął sobie nie tylko do serca, ale przede wszystkim do umysłu, że od autora rozprawy naukowej na habilitację wymaga się nieco więcej niż od studenta piszącego pracę magisterską, to może popracowałby nad sobą, douczył się i poprawił. Tymczasem on wybrał mechanizm samoobrony przy nieadekwatnej samoocenie.

Teraz mamy do czynienia z komunikowaniem społeczeństwu - bo wywiadów pan M. Migalski udziela na prawo i lewo - poczucia niesprawiedliwości i dezawuowania ocen jego trzeciego podejścia do habilitacji. Habilitant nie raczy wskazać na powody tego stanu rzeczy. Dlaczego nie zacytuje fragmentów z recenzji jego osiągnięć naukowych? Rozumiem jego rozgoryczenie, skoro - jak powiada mediom - członkowie Rady Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w ogóle nie dyskutowali nad - jak się okazuje - także krytycznymi sądami w trzech recenzjach?

Nie wiemy, jaka była treść uchwały komisji, bo to, że były trzy pozytywne recenzje nie oznacza, że pozostali czterej członkowie komisji głosowali ZA nadaniem mu stopnia doktora habilitowanego? Czy rzeczywiście nie jest sprawcą swojej porażki?

Nie rozumiem postawy doktora M. Migalskiego. W nauce na szczęście jest możliwa procedura odwoławcza. Dlaczego nie składa wniosku do Centralnej Komisji, by jego kolejne osiągnięcia zostały zbadane i ocenione przez superrecenzenta, tylko biegnie do mediów i prezentuje się jako ofiara akademickiej zmowy przeciwko wybitnemu uczonemu? Nie zabierałbym głosu w tej sprawie, gdyby nie jego celebrycka postawa medialna.

Z publicznej wypowiedzi tego pana wynika, że ponoć przyjął do siebie trafność krytycznych opinii, skoro ogłosił wszem i wobec: "w takiej sytuacji, jako "nieuk", będę musiał opuścić mury uczelni"

Medialne komentarze nie prowadzą do prawdy o stanie rzeczy, tylko generują insynuacje pozbawiając opinię publiczną możliwości wyrobienia sobie własnej opinii. Rektor Uniwersytetu Śląskiego dał temu adiunktowi szansę. Dziekan po raz trzeci sfinansował postępowanie habilitacyjne, a koszty tego są wysokie, bo sięgają ponad 20 tys. zł.

Reforma J. Gowina uratuje go, bo przecież z innych zapewne powodów będzie mógł być mianowany na stanowisku profesora Uniwersytetu Śląskiego. Nie będzie musiał już poddawać się ocenie komisji habilitacyjnej, bo i habilitacja nie będzie obowiązkowa. Czyż nie o to i nie o takich "uczonych" zatroszczył się minister nauki i szkolnictwa wyższego? A może o to właśnie chodzi temu panu, by już nie musieć niczego udowadniać, bo można będzie bez tego zmienić wizytówkę na drzwiach?

13 komentarzy:

  1. Nie jestem ani nauczycielem akademickim, ani naukowcem także, ale wydaje mi się, że stopnie naukowe i tytuł naukowy profesora to dobra, które winny być trudno dostępne. A tutaj we współczesnej Polsce każdy Miecio, Kazio, Zyga, chciałby zostać doktorem lub profesorem. Ciągle luzuje się przysłowiowe akademickie rygle, i mamy tego taki efekt, iż pokolenie 30+, 40+ w obszarze nauk humanistycznych i społecznych poza pewnymi wyjątkami jest prawie nieobecne w międzynarodowym dyskursie naukowym.

    OdpowiedzUsuń
  2. A może casus Migalski ma wykazać, jaką to zmowę (o)cenową stosuje środowisko akademickie i dlatego trzeba w nim KONIECZNIE wprowadzić jakąś dobrą zmianę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dr Migalski zajmuje się polityką i habilitował się w naukach politycznych. Jest znanym komentatorem politycznym. Jako dziennikarz dostałem od Dziekana uchwałę Komisji Habilitacyjnej jak i protokoł. Głosowano jawnie: 5 za, 1 przeciw i 1 wstrzymujący.Komisja rekomendowala nadanie stopnia. Przed głosowaniem Rady Wydzialu nie było zadnej dyskusji!
    Moim zdaniem głosami nie-politologów "uwalono" Migalskiego za prawicowe poglądy i za barwność. Powinien odwołać sie do Centralnej Komisji.

    Marek Wroński,"Z Archiwum Nieuczciwosci Naukowej"
    Marekwro@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic z tego nie wynika. Nie znamy treści recenzji. A Pan je zna? Oczywiście, że powinien odwołać się do CK a nie do mediów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zna pan recenzji, ale we wpisie ocenił pan dorobek dr Migalskiego, ot logika.

      Usuń
    2. Wpis dotyczył zdumiewających utyskiwań tego pana w mediach. Wówczas recenzje nie były jeszcze opublikowane, bo mógł się odwołać do Centralnej Komisji, co zresztą sugerowałem. Teraz recenzje są opublikowane na stronie Wydziału Nauk Społecznych. Proszę je przeczytać, bo ja się z nimi zapoznałem. Uważam, że Rada Wydziału postąpiła absolutnie zgodnie ze sztuką nauki i w trosce o naukę. To, że konkluzje są po pierwsze niezgodne z ustawą, bo 2 recenzentów pisze o"... dopuszczeniu do dalszych etapów...", a po drugie negatywne merytorycznie - zostało trafnie odczytane przez członków RWNS UŚ. Szacunek dla Rady. Pan Marek Migalski jest publicystą, komentatorem, ale nie naukowcem, skoro nie potrafi prowadzić badań naukowych, nie posługuje się metodologią badań, nie zna i nie tworzy teorii, nie potrafi stosować przypisów i cytuje z drugiej ręki. To są błędy, które kompromitują go jako doktora. Radzę zatem anonimowemu postudiować logikę.

      Usuń
    3. szanowny panie, jeśli się czegoś nie zna to się nie wypowiada, a logikę proponuje postudiować by nie stosować apodyktycznych stwierdzeń i argumentów ad pereonam: jest publicystą...., ale nie naukowcem skoro nie potrafi prowadzić badań naukowych; RW postąpiła zgodnie ze sztuką nauki???????

      Usuń
    4. szanowny panie, dopowiem, że wyrwał pan z kontekstu ostanie zdanie, konkluzja recenzji jest jasna;

      Usuń
    5. To recenzenci piszą o publicystycznym warsztacie p. Migalskiego. Nauka jest sztuką, podobnie jak logika, toteż anonkmowemu pozostaje jedynie potoczny sposób ich rozumienia. Nie dziwię się.

      Usuń
  5. Panie Profesorze na stronie Wydziału Nauk Społecznych UŚ są recenzje dr Migalskiego

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie trzy recenzje sa pozytywne. Jezeli prawda jest, ze Rada Wydzialu nie dyskutowala nad habilitacja to jest to az niewiarygodne. Jak nisko upadli samodzielni pracownicy nauki (stanowiacy trzon Rady Wydzialu). Obrzydliwe. I tacy ludzie maja prawo ksztaltowac rozwoj doktorow? Niby na jakiej podstawie (poza prawna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest prawdą, że wszystkie trzy recenzje są pozytywne. Dwie kończą się niezgodną z prawem konkluzją-autorzy nie piszą, że są za nadaniem stopnia doktora habilitowanego, ale że są za dopuszczeniem do dalszych etapów postępowania. Otóż to jest ucieczka recenzentów od odpowiedzialności. W treści recenzji rozkładają na czynniki pierwsze monografię habilitacyjną jako nienaukową, po czym nie piszą , że są za nadaniem stopnia dr. hab. To prymitywny zabieg manipulacyjny, by nie narazić się koledze, ale zarazem ni potwierdzić, że jest się przeciw. Wstyd dla recenzentów. Dziekan nie powinien przyjąć takiej recenzji, tylko zażądać właściwej konkluzji.

      Usuń
  7. A mnie przerażają przeczytane recenzje. Recenzenci zauważają polityczno-publicystyczną tezę, iż rząd Beaty Szydło w latach 2015-2017 metodycznie zbudował nam naród, zauważają braki metodologiczne, wykluczające naukowe podstawy do jej uzasadnienia, zauważają wiele innych badawczych uchybień - i co? Konkluzja pozytywna.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.