sobota, 2 czerwca 2018

Czeski Erasmus z kartoflami rolnika w tle



Dobrze jest wyjechać z kraju na tydzień, by w ramach programu Erasmus+ poprowadzić wykłady dla pracowników naukowych innego, w moim przypadku - czeskiego środowiska akademickiego. Można przekonać się o tym, jak jest dobrze lub lepiej czy źle lub gorzej badaczom podobnych problemów w obu krajach. Generalnie, stosunek do nauki u naszych południowych sąsiadów jest zdecydowanie mniej podszyty konfliktami światopoglądowymi. Tu nikogo nie obchodzą czyjeś poglądy ideowe, zaangażowanie społeczne czy polityczne.

Czesi są bardzo pragmatyczni, toteż nic dziwnego, że uzyskane stopnie zawodowe i naukowe na Uniwersytecie Karola w Pradze nie wymagają nostryfikacji w innych krajach świata, także w USA. Tam albo prowadzi się rzetelne badania naukowe, albo pozorując własną aktywność rezygnuje się z pracy akademickiej. Prace doktorskie są dostępne w uniwersyteckim repozytorium, toteż nie ma możliwości uniknięcia konfrontacji treści analiz i jakości badań z obowiązującym kanonem współczesnej metodologii w naukach humanistycznych i społecznych.

O pobycie i wykładach naszych partnerów z Pragi już pisałem, a o swoich wynikach badań w tym miejscu pisać nie muszę, gdyż są znane. Dosłownie w ostatnim momencie, tuż przed wyjazdem do Czeskiej Republiki ukazał się jubileuszowy "Rocznik Pedagogiczny" Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN (nr LXX/2017), w którym zostały opublikowane rozprawy naukowe m.in. naszych partnerów - prof. Aleny Valisove i dr. Petra Svobody oraz ukazała się recenzja najnowszej monografii naukowej dr hab. Jitki Lorenzovej poświęcona pedagogice w ponowoczesnym świecie.

Czesi nie potrzebują reformy szkolnictwa wyższego w polskim stylu, gdyż doskonale wykorzystują wprowadzone prawo. Jeśli dziekan jakiegokolwiek wydziału narusza zasady demokracji a jego decyzje są szkodliwe dla jednostki i nauki, to uniwersytecki senat go po prostu odwołuje. U nas byłoby to nie do pomyślenia. Rektorzy wolą ukrywać błędy, patologie, byleby tylko mieć poparcie na kolejną kadencję. Nie rozliczają dziekanów z efektywności pracy naukowo-badawczej, toteż nic dziwnego, że Jarosław Gowin postanowił znaleźć odpowiedni bodziec do zmian na rzecz prowadzenia odpowiedzialnej polityki kadrowej. Zostawmy jednak Polskę.

W dniach pobytu w Pradze prowadziłem dyskusję z uczonymi na temat czeskiej polityki oświatowej. Okazało się bowiem, że po siedmiu latach od wprowadzenia w tym kraju państwowej matury, wyniki nie poprawiły się, ale pogorszyły. O ile w ubiegłym roku absolwenci szkoły podstawowej zdali w 90 proc. egzamin z języka ojczystego, to już w tym roku tylko 80. proc.

Dziennikarze nie mają zatem racji sugerując, że znaleziono pretekst, by już po raz trzeci od 2012 r. odwołać Jiří'ho Zíka - przewodniczącego CERMAT-u (odpowiednika polskiej Centralnej Komisji Egzaminacyjnej) i zastąpić go osobą z wykształceniem statystycznym, a nie pedagogicznym. Nie wiadomo bowiem, co kryje się za słabymi wynikami z egzaminów - niska jakość edukacji w szkołach, czy może młodzież ma niższy potencjał intelektualny, czy wreszcie ... musiała rozwiązywać zbyt trudne zadania testowe?

Absolwenci dziewięcioletniej szkoły podstawowej mieli poważny problem z rozwiązaniem następującego zadania:

"W ciągu godziny rolnik sprzedał na targu dwie piąte kartofli. Zapiszcie ułamkiem, ile kartofli pozostało mu po tej godzinie?"

Jak się okazało prawidłowo odpowiedziało na to banalne pytanie zaledwie 27 proc. uczniów. Ponoć zmyliło ich wprowadzenie do treści zadania godziny handlowania ziemniakami przez tego rolnika. Powodem odwołania szefa CERMAT-u była jeszcze jedna wpadka w treści odpowiedzi do wyboru z języka czeskiego. W jednym z zadań aż dwie z czterech wskazanych odpowiedzi były prawidłowe ze względu na ich dwuznaczność, a trzeba było wskazać tylko jedną.

Nowa szefowa Państwowej Komisji Egzaminacyjnej - Michaela Kleňhová zobowiązała się do tego, że dopilnuje poprawności zadań testowych, będzie przeciwdziałać błędom w ich ocenianiu oraz najpóźniej w 2022 r. matematyka będzie przedmiotem obowiązkowym na maturze. Zapowiada się wiele innych jeszcze rozwiązań egzaminacyjnych, jak np. zrezygnowanie z części ustnej, a pozostawienie jedynie testów pisemnych z języka czeskiego, matematyki i języka angielskiego.

W gazecie "Pravo" (30.05.2018, s.6) ukazał się rysunek Miroslava Kemela przedstawiający dwa zające, które pocieszają niedźwiedzia: "Nie martw się niedźwiedziu. To, że nie zdałeś matury z matematyki jest dobrą wizytówką naszego szkolnictwa, a przecież na funkcję lokalnego głupka w istocie nie potrzebujesz mieć zaliczonej matematyki ...".

2 komentarze:

  1. Sądzę, że problem z kartoflami wyniknął ze skrajnej nierealistyczności narracji zadania. Szkoła (polska również - wierzę, że absolwenci gimnazjów w Polsce mieliby ten sam problem) wpadła we własne sidła: z jednej strony promuje, że zadania są teraz "życiowe" i "praktyczne", z drugiej strony nie jest w stanie ułożyć takich treści. Żaden farmer nigdy nie sprzedał 2/5 swoich kartofli. Byli tacy, co sprzedali prawie pół worka, a nawet dwa worki, a trzy im zostały. Inni sprzedali 15kg kartofli. Ale nigdy żaden nie sprzedał 2/5. Ani nie zapisał nigdzie ile kartofli mu zostało, używając do tego ułamka zwykłego. Gdyby nawet spróbował tak zapisać, to urząd skarbowy odrzuciłby jego zestawienie sprzedaży.
    Od bardzo dawna w handlu i operacjach płatniczych nie używało się ułamków zwykłych, dziś ich użycie w takim kontekście jest zupełnie niezrozumiałe. Zadanie jest banalne tylko przy założeniu, że ma się głęboko uwewnętrznione, że treści zadań są oderwane od realności. Podobnie niezrozumiałe byłoby polecenie określenia prędkości samochodu w wiorstach na tydzień.

    Podkusił mnie Pan... W wiejskim sklepiku poprosiłem dziś sprzedawczynię o dwie piąte paczki ciasteczek. Zrobiła wielkie oczy i popukała się w czoło (choć jest z pokolenia, które ułamki zwykłe miała w szkole i z rachunkami nie ma problemu, ale zapewne od 40 lat nie użyła ich ani razu) - musiałem wyjaśnić, że prosiłem o czterdzieści deko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo sprzedawczyni nie wiedziała, że chodzi Panu o 2/5 kg i dlatego była zdziwiona.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.