piątek, 20 kwietnia 2018

Techniczny i/lub metafizyczny sens edukacji


Zdaniem amerykańskiego filozofa edukacji i kultury, medioznawcy z Katedry Kultury i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Nowojorskim - Neila Postmana (1931-2003) każdy, kto zajmuje się problemami kształcenia dzieci i młodzieży musi rozstrzygnąć dwa zasadnicze problemy: techniczny i metafizyczny.

Pierwszy z nich dotyczy metod i środków, dzięki którym młodzież zdobywa wiedzę, toteż nie bez powodu pedagodzy zajmują się poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: gdzie, kiedy i w jaki sposób powinien przebiegać proces nauczania-uczenia się. Warto jednak sobie przy tym uświadomić, że technika uczenia się jest bardzo często przeceniana, przez co przypisuje się jej więcej, niż ona na to w rzeczywistości zasługuje. Jak powiada stare przysłowie: - Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu i wszystkie są właściwe. Podobnie jest z uczeniem się. Nikt nie może powiedzieć, że ten czy inny rodzaj uczenia się jest najlepszy. (The End of Education. Redefining the Value of School, 1996)

Innym człowiekiem można wprawdzie stać się dzięki temu, czego się uczymy, ale potrzebna jest do tego nie tylko jakaś wizja, koncepcja czy światopogląd, ile przede wszystkim jego uzasadnienie, a to jest już kwestią metafizyczną.

Przywołałem tę opinię w związku z tym, że mamy do czynienia z neoliberalną presją technokratów, których nie obchodzą treści i sensy tego, czego mają się uczyć młode pokolenia w szkole, ale jedynie poznawać i doskonalić to, co pozwoli wdrożyć je do bezrefleksyjnego uczestniczenia na rynku pracy w roli sprawnych, mniej lub bardziej tak właśnie wykształconych „robotów“. Edukacja nie może być postrzegana jako strata dla budżetu państwa, skoro uczenie się młodych pokoleń, zdobywanie przez nie wykształcenia jest także ich pracą, która sprzyja pomnażaniu kapitału ludzkiego do wytwarzania odpowiednich dóbr.

Zupełnie pomijamy sferę rozwoju duchowego dzieci i młodzieży, a to przecież od niej, od ich kultury będzie zależało, co uczynią z kapitałem gospodarczym, politycznym i społecznym w czasie, kiedy osiągną swoją dojrzałość i podejmą swoje role zawodowe. Czy rzeczywiście wymogi rynku i rywalizacji ekonomicznej muszą wykluczać nasze tradycje i wartości narodowe, osłabiać dziedziczenie przez kolejne generacje dotychczasowych zdobyczy przodków tylko po to, by zaspokoić ambicje globalistycznie zorientowanych polityków na walkę o uzyskanie gospodarczego prymatu na naszym kontynencie?

Szkoły jako instytucje publiczne nie są w stanie zmieniać społeczeństwa będąc jedynie lustrzanym odbiciem dominującej w nim ideologii czy przekonań. Istnieją przy tym przeciwstawne orientacje co do celów edukacji szkolnej, bowiem część obywateli opowiada się za przystosowywaniem przez szkoły dzieci i młodzieży do akceptacji świata, z jego wszystkimi regułami, przymusami, ograniczeniami i przesądami na temat istniejącej kultury, gospodarki i ustroju politycznego, druga część natomiast oczekuje od szkół, by kształciły krytyczne umysły, wychowywały uczniów do niezależności i samodzielności z dala od konwencjonalnych klisz ich epoki i z wystarczającą mocą do społecznych przemian.

Jak pogodzić zwolenników obu tendencji, skoro one się wykluczają? Dzisiaj rozpoczynamy w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi debatę na temat integralności edukacji ogólnej i zawodowej.

7 komentarzy:

  1. Najpierw trzeba ludziom uświadomić, co jest możliwe z tego, co chcą, a potem jakie są skutki różnych wersji zdarzeń edukacyjnych.
    Poza tym prócz stosowanych technik nauczania są też sensy i intencje, czyli co i po co czegoś mamy się uczyć i nauczać innych.
    A tak poza tym techniczny lub metafizyczny sens edukacji wynika najpierw z koncepcji człowieka - kim on jest? - istotą zdeterminowaną przez bodźce i odpowiednie reakcje na nie czy też wolną i rozumną osobą, ot behawioryzm kontra personalizm.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przywołane na początku wpisu kwestie Postmana już są dawno nie aktualne. To znaczy spór o edukację ogólną i zawodową jest oczywiście rozstrzygnięty.
    Krytyka Postmana ad. rozwoju technokratycznego ma swoje poważne luki, m. in. waga Internetu i misja tv/radio/kanałów YT publicznych i społecznościowych niezależnych od trendów geopolitycznych. Internet robi niesamowitą "robotę edukacyjną" o której pedagodzy oświecenia mogli tylko pomarzyć.
    "Humaniści", nie rozumieją zasady tego pseudo sporu. Studiowanie kierunków społeczno-humanistycznych, artystycznych nie jest złe.
    Zła jest proporcja procentowa z jaką młodzi ludzie rozbijają rynek pracy i swoje życie zawodowe. Przypomnę z systemu PolOn ok. 80% to tzw. humaniści, a zaledwie 20% kończy kierunki techniczne.
    Proponuję art. Nie płaczmy nad humanistyką prof. W. Ducha.
    W średnim mieście gdzie jest 200 tyś. obywateli jest 105 oddziałów klas LO, a zaledwie 40 klas kształcenia technicznego/zawodowego.
    Ekonomiści tak rozumieją załamanie się rynku i gospodarki: rozminięcie demograficzne (zazwyczaj wyż demograficzny)powoduje niewydolność służby społecznych medycznych, edukacyjnych, porządkowych; błędnie/nieproporcjonalne wybory edukacyjne, zalanie regionalnego rynku pracy osobami niezdolnymi podjąć pracę, załamanie gospodarki regionalnej -> w sensie popytu i podaży -> mgr w biedronce i Lidlu.
    Bezrobocie to nic innego jak nieumiejętność dostosowania się do rynku pracy. Potem następuje załamanie gospodarki krajowej w skutek spowolnienia konsumpcji, wypłacalności a także samodzielności podstawowej jednostki społecznej tj. rodziny, która jest uzależniona od socjalu państwa jak pacjent od morfiny.
    Proponowałbym Panie Profesorze zająć się prawdziwym problemem i spowodować by w klasach SP było 15 max 20 dzieci a nie 27-34.
    W Polsce mamy problem jakości edukacji.
    Każdy nawet najlepszy nauczyciel z najlepszą metodą blednie w klasie 30to osobowej, każda wysoka indywidualność dziecka marnieje, a każdy słaby się topi.
    Poza tym to także kwestia braku elitarności studiów pedagogicznych, gdzie królowa nauk jest traktowana po macoszemu. Nie chciałbym nadużyć generalizacji, ale poziom kształcenia matematycznego na uczelniach pedagogicznych pozostawia wiele do życzenia a od tego należało by zacząć. To nie przypadek, że te Panie uciekają na pedagogikę, marketing i teologię. Po prostu, ktoś w klasach 1-3 i szkole średniej zraził do piękna przedmiotów ścisłych, a ktoś tych słabych nauczycieli musiał wypromować prawda?
    I tu koło się zamyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! Bardzo trafna analiza!

      Usuń
    2. Dłuższy komentarz zawiera bez wątpienia cenne uwagi, jednak problem może być inny, a mianowicie wolnej woli, ostatecznie kto decyduje o wyborze takiej czy innej drogi kształcenia? Technokratyczne myślenie wyraźnie prowadzi na manowce, jednak brak poszerzonej perspektywy oceny stanu jak i rozwoju cywilizacji sprawia, że wyciągamy podobne jak przytoczone wnioski. Na pewno nie zostały uwzględnione wszystkie ważne zmienne w procesie kształcenia współczesnego człowieka, czy to w Polsce, czy gdziekolwiek. Przede wszystkim nie jest publicznie znany rzeczywisty stan wiedzy o człowieku i rzeczywistości planetarnej. A właśnie na tym polu dzieje się bardzo dużo, wystarczy przyglądać się zamieszczanym w Internecie zapisom niezwykłych zdarzeń, które nie wydaja się być pospolitymi żartami, a co do których brak jakichkolwiek poważnych wyjaśnień ze strony nauki (np. coraz częściej spotykane na całym świecie prostokątne chmury, słupy świateł, dziwne dźwięki itp.). To może być grupa czynników, które wywrócą do góry naszą krótkowzroczna politykę zarządzania, kształcenia czy inną. A zmiany mogą nastąpić szybciej, niż nam się wydaje, wobec nasilenia wspomnianych i podobnych zjawisk. Myślenie tylko o własnym poletku gdy zmiany mają charakter globalny może być bardzo krótkowzroczne i formalna edukacja nie powinna pomijać zmiany planetarne, czy - ogólnie pisząc - tłamsić i zabijać ludzką ciekawość i dążenie do prawdy.

      Usuń
    3. Anonimowy 20 kwietnia 15:23, Nie umiejętność dostosowania się do rynku pracy- bezrobocie, czyli ja też jestem dostosowana do rynku pracy. Wszystko to ładnie, ale życie nie jest takie proste, dlatego, że w życiu spotykamy jedna przeszkodę- innego człowieka, jego czyny zasady, normy ...Ustawiane konkursy itp patologie wybijają pewne jednostki z rynku pracy. Nie wystarczy w Polsce być wykształconym mieć doświadczenia, należy mieć "plecy" i takie są realia. Nie ważne czy jesteś humanistą, masz skończoną podstawówkę, z "plecami" zawsze znajdziesz pracę.A. Koźlarek

      Usuń
    4. Anonimowy z 21 kwietnia 9.26
      Wolną wolę zostawił bym w spokoju, a pokazał młodym osobom wykresy z GUSu za 2017 odnośnie wypłat i prognoz w zatrudnieniu na 2025 roku, może wtedy czynnik "wolnej woli", się poprawi ;-)
      "Technokratyczne myślenie wyraźnie prowadzi na manowce", a to ciekawa teza? Skąd Anonimowy ją zaczerpnął? Z almanachu literackiego?
      Rzeczywistości planetarnej, smug na niebie i ontogenezy bym w to jednak nie mieszał.
      Rynek pracy to rynek pracy, to podaż/popyt.
      Nie można proszę szanownego Anonimowego zajść trochę w ciąże, albo się ma racje albo nie.

      Anonimowa 21 kwietnia 12.14
      Źle mnie szanowna Pani zrozumiała. Bynajmniej bycie "Humanistą", nie zwalnia z analitycznego myślenia i odwrotnie. Życie nie jest proste i nie ma być proste. Proszę nie szafować banałami i poczytać trochę ewolucjonistów lub o eksperymencie Calhouna wtedy może stanie się jasne że wysiłek, problemy, walka i determinacja są potrzebne człowiekowi jak kretowi kopanie.
      To prawda w PL nie wystarczy być wykształconym, trzeba wiedzieć jeszcze co się studiuje? Po co? Gdzie? Za ile? To są fundamentalne pytania. Nie odpowiedzenie sobie na nie szczerze, może wiele człowieka kosztować zdrowia i czasu.

      Usuń
  3. własnie o tym piszę, że własna strategia życia zawodowego jest nierealna ze względu na istnienie zmiennych stochastycznych. A Panu radzę przeczytać coś fenomenologicznego. Myszą nie jestem dlaczego mam czytać o eksperymentach na nich? Można wiedzieć po co się studiuje, ale inni mogą mieć inne plany. Życie to nie eksperyment, to wielość zmiennych na którymi nie mamy kontroli. Wszystko przed Panem odkryje Pan jeszcze tę rzeczywistość. A. Koźlarek

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.

60.lecie gdańskiej pedagogiki