poniedziałek, 19 marca 2018

Jak długo jeszcze kolejny rząd zamierza degradować profesję nauczycieli?


Można pisać o tym w nieskończoność, a dzieje się tak od czasów PRL, kiedy krążyło w nauczycielskim środowisku retoryczne pytanie: CO TO ZA KRAJ, W KTÓRYM POLICJANT ZARABIA WIĘCEJ OD NAUCZYCIELA? Zmienił się ustrój, ale nie zmieniła się mentalność kierujących polskim państwem, w tym resortem edukacji. O ile 29 lat temu można było powiedzieć - rozumiemy, teraz jest czas transformacji gospodarczej, więc musimy zacisnąć pasa i dalej służyć społeczeństwu, o tyle z końcem drugiej dekady XXI wieku jest to już nie tylko patologią, ale kulturową destrukcją najwyższych władz państwowych!

Mamy kolejną ekipę rządzącą, która "ekonomicznie wygłodniała" po 8 latach życia w opozycji postanowiła szybko zatroszczyć się o siebie i o swoich popleczników, byle zdążyć w ciągu tej, a może i jeszcze kolejnej kadencji. Tymczasem NAUCZYCIELE nie są lokajami władzy. To nie są narzędzia do realizacji zmieniających się politycznie celów formacji rządzących. Oni mają służyć DOBRU WSPÓLNEMU, CAŁEMU SPOŁECZEŃSTWU, PAŃSTWU, mają nieść kaganek oświaty młodym Polakom, dzieciom i młodzieży, by stawali się dorosłymi obywatelami (w tym także patriotami) kraju, wykształconymi, autonomicznymi społecznie i moralnie podmiotami.

Dzięki przedszkolnej i szkolnej edukacji zdobywający wiedzę, umiejętności, rozwijający swoje postawy młode pokolenia stają się współsprawcami nie tylko własnego rozwoju, ale i państwa, w którym powinny móc realizować własne pasje, godnie w nim żyć i zapewnić trwałość konstytucyjnych wartości. Obchodzimy stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, to niech wreszcie nauczycielskie (oświatowe) związki zawodowe zafundują Ministerstwu Edukacji Narodowej tablicę z wykutym na niej fragmentem uchwały Ogólnopolskiego Zjazdu Oświatowego z dn. 14.IV. 1919, której treść nie może być nadal zrealizowana:

Pragniemy, żeby szkoła nie urabiała dziecka polskiego dla celów i interesów ani chwilowo panujących partii politycznych, ani dla widoku biurokracji, imperializmu, socjalizmu czy jakiegokolwiek innego kierunku społeczno-politycznego, lecz dla interesów samego dziecka. Dziecko samo w sobie, jego rozwój duchowy i fizyczny, jego dusza i serce, jego wyszkolenie obywatelskie, zdolności twórcze i zainteresowanie do pracy – oto cel, któremu służyć chcemy, któremu w naszym imieniu – służyć winna szkoła polska.

Nośnikiem kultury może być ten nauczyciel, który godnie zarabia, a zatem stać go na uczestniczenie w kulturze narodowej i światowej, na kino, teatr, filharmonię, wejście do muzeum, podróż do innego kraju, stać go na literaturę piękną i specjalistyczną, na prenumeratę prasy i czasopism, na zabezpieczenie życia własnej rodzinie. Tymczasem co proponuje kolejna minister edukacji - Anna Zalewska?

Zaplanowana na 1 kwietnia 2018 r. rzekoma podwyżka wynagrodzeń nauczycieli nie tylko jest na żenująco niskim poziomie, gdyby miała wynieść zapowiedziane 5 proc., ale nawet nie spełnia tego warunku, skoro uwzględniając różne czynniki, m.in. inflację, będzie wynosić zaledwie 1,45 proc.! Kolejna minister edukacji operuje postprawdą, czyli przekazuje społeczeństwu w celach jedynie propagandowych fałszywe informacje mając zresztą tego pełną świadomość.



Związkowcy "Solidarności" milczą, bo mają inne profity z tego tytułu, toteż jedynie ZNP demistyfikuje tę postprawdę A. Zalewskiej pisząc:

"W projekcie rozporządzenia określono nowe stawki wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, uwzględniając 5 proc. podwyżkę wynagrodzeń od dnia 1 kwietnia 2018 r. W związku z tym, że w roku bieżącym nie przewidziano wyrównania podwyżki wynagrodzeń od 1 stycznia 2018 r., faktyczna podwyżka wynagrodzeń w skali roku wynosić będzie 3,75 proc.. Odliczając inflację szacowaną w roku 2018 na 2,3 proc, uzyskujemy podwyżkę wynagrodzeń nauczycielskich na poziomie 1,45 proc. (...)

Pseudopodwyżka wynagrodzeń została wykreowana nie tylko z rezerwy celowej nr 81, w wyniku której wzrost części oświatowej wynosi jedynie 0,1 p.%, ale także jest pochodną oszczędności związanych z likwidacją dodatków do wynagrodzenia, innych świadczeń pracowniczych oraz wydłużenia ścieżki awansu zawodowego nauczycieli o dwa lata dla każdego ze stopni. To oczywiste, że wydłużenie drogi awansu nie jest żadną zmianą systemową, ani też troską o wyższy poziom rozwoju zawodowego nauczycieli, by w ten sposób poprawić jakość edukacji, a jedynie stanowi rozwiązanie, które ma służyć rozciągnięciu w czasie wciąż haniebnie niskich podwyżek wynagrodzenia.

WSTYD PANI MINISTER. Tak pisze się czarny scenariusz polskiej oświaty, tak prowadzi się do niszczenia polskiej kultury i szkolnictwa. Warto zejść z piedestału, z zakłamanej instytucji, by zobaczyć, że najmłodsi stażem nauczyciele zarabiają poniżej pensji minimalnej. Stawki wynagrodzenia minimalnego dla nauczyciela stażysty (1877 zł) i dla nauczyciela kontraktowego (1923 zł) są odpowiednio o „223 zł i 177 zł niższe od kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę w roku 2017! Czyżby za to była ministra edukacji premiowana przez premiera rządu?

Jaka jest różnica między podwyżką dla nauczyciela a premią dla ministra edukacji? Co sądzą na ten temat nauczyciele? Widać to w sieci!


Mało kto wie o tym, że 23 lutego 2018 r. została wystosowana ODEZWA DO ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH:

W naszym apelu napisaliśmy „Nasz protest nie ma nic wspólnego z polityką i nie jest związany ani z żadną partią polityczną, ani z żadnymi związkami zawodowymi” i tak faktycznie jest. Na bok odłożyliśmy nasze poglądy, pod pismem podpisywali się członkowie zarówno jednych, jak i drugich związków zawodowych, a także ci którzy do żadnych nie należą. To co z nami robią, dotyczy przecież nas wszystkich. Apelujemy do sekcji oświaty NSZZ Solidarność oraz ZNP, żeby w sprawach dotyczących nauczycieli, zaczęli mówić jednym głosem i wspólnie walczyli o godność naszego zawodu. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, rządzący, niestety, skrupulatnie wykorzystują brak naszej jedności. Nasza inicjatywa jest oddolna i zdajemy sobie sprawę, że nie mamy żadnych umocowań prawnych. Wy jednak je posiadacie i Wy możecie mieć ogromny wpływ na sytuację w polskiej oświacie. Jest jednak jeden warunek, wspólna i konsekwentna walka o człowieka, jakim jest nauczyciel, jego prawo do godnego życia i pracy w godnych warunkach. Takie są oczekiwania, setek tysięcy nauczycieli, którzy codziennie stają przy tzw. tablicy.

W imieniu grupy Degradowany nauczyciel – Janusz Błażejewicz

degradowany.nauczyciel@gmail.com lub facebook Degradowany nauczyciel

17 komentarzy:

  1. Z perspektywy 29 lat od przemian polityczno - społeczno - gospodarczych w kraju, czyli upadku realnego socjalizmu nad Wisłą dochodzę do wniosku, iż współczesna Polska systematycznie się sypie, pęka w szwach. Ten kraj coraz bardziej stacza się w odmęty absurdów i jakiegoś ciemnogrodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem jest poważniejszy - takie traktowanie nauczycieli powoduje spustoszenie w umysłach uczniów i później studentów, co do celowości czytania książek i uczenia się czegokolwiek. Świadczy o tym moja dzisiejsza rozmowa ze studentami:
    Studentka - proszę pani, a dlaczego to, co jest napisane w jakiejś tam książce jest mądrzejsze od tego, co ja wiem.
    Ja: Proszę Pani, jak przeczyta Pani zadaną książkę, to będziemy mieć podstawę do dyskusji. Nie jestem Państwa terapeutą i dlatego nie interesują mnie Państwa myśli i przekonania. Natomiast jestem Państwa wykładowcą i dlatego interesuje mnie Państwa zaangażowanie w naukę i wiedza.
    A tak poza tym męczy mnie i frustruje nieuctwo studentów i nie mam ochoty, ani motywacji starać się o sympatię i wysokie oceny w ankietach ludzi, którzy mnie lekceważą. Te relacje na uczelniach coraz bardziej przypominają mi sytuacje znane mi, np. z MOW-ów, jak to wychowawcy układają się z wychowankami, a teraz coraz częściej wykładowcy układają się ze studentami. To jest bardzo niepedagogiczne i niemoralne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po 6 latach pracy w szkole jestem nauczyielem kontraktowym. Wspaniałe to brzmi - kontraktowy. Na rękę zarabiam ok 1900 zł ratują mnie zastępstwa i jestem w stanie wyjść przeciętnie 2100zl. Po odliczeniu kosztów wszystkich mediów rachunków pozostaje mi około 900 - 1000 zł. A studia podyplomowe, samokształcenie. Sama podyplomówka kosztuje w granicach 3000 zł. Partycypacja szkoły w kosztach? tak... na poziomie 20%.. Jako nauczyciele mamy się rozwijać jak trudno przeżyć pod koniec miesiąca...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Anonimową z 3.06. Studenci nie tylko uważają, że nie muszą czytać, uważają także, że to czy oni zechcą coś przyjąć do wiadomości to sprawa wykładowcy.
    Za zadanie rozdziału np. z książki Potulickiej i Rutkowiak "Liberalne uwikłania edukacji" wpiszą w ankietach, że "prowadzący włącza wątki polityczne".

    OdpowiedzUsuń
  5. Z własnego doświadczenia wiem, że nauczyciel kontraktowy nie zarabia nawet 1923 zł tylko 1715 zł. Pierwsza kwota byłaby całkiem niezła :) pozdrawiam, pedagog szkolny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z uwzględnieniem wyrównania o którym mowa w art. 30a Karty Nauczyciela ile wynosi?

      Usuń
    2. Jeszcze anonimowy nie wyliczył?
      Eliza

      Usuń
    3. Tyle co napisałem tyle wpływa mi na konto.
      Pozdrawiam, pedagog szkolny

      Usuń
    4. A ile wpływa na konto wyrównania w styczniu lub lutym?

      Usuń
    5. Zero.Samorządy dwoją się i troją,żeby nie wypłacać dodatków uzupełniających.A jakie triki stosują to proszę ich zapytać.

      Usuń
  6. Czy ma Pan Profesor twarde dane potwierdzające słowa, że mediana ogółu policjantów zarabia więcej niż mediana ogółu nauczycieli? Czy chodzi może o jednego konkretnego policjanta (np. komendanta powiatowego) i jednego konkretnego nauczyciela (np. stażysty)?

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie, polecam dane urzędowe za czerwiec 2017: http://www.info.policja.pl/inf/organizacja/zarobki-policjantow/147638,Zarobki-policjantow-2017-r.html

    Kursant: 1939, - zł
    policjant: 2830,-zł
    dzielnicowy/kontroler ruchu drogowego : 3491,- zł
    detektyw/asystent: 3748,-zł

    OdpowiedzUsuń
  8. Od tamtego czasu były podwyżki w tym resorcie. Nie chodzi tu o przeciwstawianie jednej grupy zawodowej drugiej. Obie są ważne w państwie, obie skupiają osoby wykształcone, chociaż tu mediana byłaby niekorzystna dla policji. Na temat niskich uposażeń w służbach publicznych wielokrotnie wypowiadali się z arogancją posłowie tak PO, jak i PIS. No cóż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze, ma Pan rację - wynagrodzenia w budżetówce są ogólnie rzecz biorąc niskie. W pierwszym zdaniu wpisu napisał Pan "CO TO ZA KRAJ, W KTÓRYM POLICJANT ZARABIA WIĘCEJ OD NAUCZYCIELA?". Ogólnie rzecz biorąc raczej tak nie jest. Sytuacja nauczycieli, w porównaniu do innych grup służb cywilnych, jest o tyle lepsza, że stanowią pokaźną grupę i im się przynajmniej obiecuje, a ponadto z nauczycielskimi związkami zawodowymi wszyscy politycy się liczą. Niech Pan Profesor sprawdzi jakie są zarobki w administracji zespolonej. Np. w stacjach sanitarno-epidemiologicznych. Większość pracowników zarabia "do ręki" poniżej 2000 zł, nawet z kilkudziesięcioletnim stażem. Nauczyciel dyplomowany w tej perspektywie nie ma wcale tak bardzo źle.

      Usuń
    2. Szanowny Panie!

      Obietnicami nie zapłaci Pan czynszu, nie zapłaci za zakupy, nie spłaci raty kredytu. Nikły to zysk, że nam nauczycielom coś się obiecuje. A jak bardzo się ze zdaniem nauczycielskich związków zawodowych liczą politycy najdobitniej pokazała kwestia referendum w sprawie reformy oświaty.

      Usuń
  9. Należy tu dodać skandalicznie niskie płace w kulturze oraz w szkolnictwie wyższym i nauce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Brak pokory środowisk zawodowych tylko napędza partie populistyczne jak PiS. Punktem wyjścia jest stwierdzenie, że szkoła jest całkiem przyzwoitym miejscem pracy, w przeliczeniu godzin na pensję, z możliwością dodatkowego zarobku etc. Inni obywatele zazwyczaj takich możliwości nie mają, stąd oczywiste pytanie: czy jakość pracy nauczyciela jest tak wysoka by pogodzić się z tą nierównością (inni pracownicy też mają studia, też odpowiadają, też się dokształcają etc). No i tu chyba dochodzimy do clue. Przez kilkadziesiąt lat środowisko nie wypracowało estymy zawodu. Kolejne rządy odpuszczały zmiany bo bały się protestów, a nie dlatego, że nauczyciele cieszyli się takim poparciem rodziców, a to doprowadziło do erozji zawodu i skostniałej struktury, gdzie półbóg dyrektor otacza się kółkiem wzajemnej adoracji. Niestety najpierw trzeba spojrzeć krytycznie na siebie samego - tylko że troszkę już za późno bo o ile był wcześniej czas na zmiany na cywilizowanych warunkach, za rządów SLD czy PO to PiS po prostu zmienia to co w powszechnym odbiorze jest patologią (choć wcale nie musi takie być). Znajduje to poklask i trudno będzie to wszystko odkręcić. Brak refleksji środowiska do tego doprowadził.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.

Zacznijmy walczyć ze strachem