piątek, 30 marca 2018

Radosnych Świąt!








Święta Wielkiej Nocy są dla wielu z nas najważniejszym wydarzeniem w historii zbawienia, czasem szczególnego rodzaju spotkań z Źródłem Istnienia, z Stwórczą Siłą, ale i z Bliskimi, dzięki którym budujemy DOBRO naszego życia. Szczególnie w tych dniach uświadamiamy sobie, jak bardzo jesteśmy naznaczeni Tym, który choć jest Wielkim Nieobecnym, to jednak wraca do nas mocą radości i wartości życia.

Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i pełnych wiary doznań Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Niech wiosenna aura sprzyja bliskim naszym sercom spotkaniom, a dzieląc się świątecznym jajkiem życzmy sobie tego, co ono symbolizuje od dawien dawna, a mianowicie nadzieję na lepsze, na respektowanie w codzienności chrześcijańskich wartości, które wpisują w nasze życie żywotność i nową energię.

Do osób świeckich kieruję życzenia zdrowia, wiosennej radości w sercu, życzliwych ludzi w zmaganiach się z codziennymi sprawami oraz spełnienia najskrytszych marzeń!

Wesołego Alleluja!

czwartek, 29 marca 2018

Kontrowersyjny OSOBNIK na zajęciach z pedagogiki


Jakiś czas temu otrzymałem list od studenta pedagogiki, w którym podzielił się swoim dylematem:

Z uwagi na fakt, iż czerpałem z Pańskiego blogu informacje na temat profesora Romana Schulza pozwolę sobie zadać pytanie: czy określenie "osobnik" jest adekwatny i poprawny do określenia osoby? Spotkałem się ze strony jednego z akademickich nauczycieli z opinią, że to pojęcie nie jest poprawne. Wręcz przeciwnie, nie powinno ono być stosowane przez pedagogów, gdyż jest wręcz obraźliwe.

Tymczasem jedna ze studentek użyła tego terminu w swojej prezentacji na temat poglądów pedagogicznych profesora R. Schulza. Jak się potem okazało, została jej z tego powodu obniżona ocena o pół stopnia. Dlatego zwracam się do Pana Profesora o konsultację i proszę rozwiać moje wątpliwości - Czy stosowanie określenia osobnik jest poprawne?

Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź. Niestety nie znalazłam kontaktu do profesora Schulza, aby to on wyraził swoje stanowisko.


Brawo! Świetny student. Wprawdzie dotknął go ten problem ze względu na odczucie niesprawiedliwego obniżenia oceny koleżance z roku przez OSOBNIKA prowadzącego zajęcia, ale mógł przejść obok tego obojętnie. A jednak, postanowił dociekać, czy była zasadna własnie taka reakcja nauczyciela akademickiego.

Wkrótce ukaże się w Oficynie Wydawniczej "Impuls" kolejna monografia naukowa już emerytowanego Profesora Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu pt. "EDUSFERA
JAKO HOLISTYCZNA KATEGORIA PEDAGOGIKI OGÓLNEJ. Zarys idei
". Gdyby nauczyciel akademicki dobrze przeczytał wcześniejsze rozprawy naukowe tego znakomitego pedagoga ogólnego i antropologa pedagogicznego zarazem, to wiedziałby, że stosowany termin OSOBNIK w odniesieniu do gatunku ludzkiego jest jak najbardziej właściwy.

Ba, studentka powinna otrzymać za to pół stopnia wyżej, a nie niżej, gdyż musiała dokonać precyzyjnej rekonstrukcji odpowiedniego fragmentu teorii Romana Schulza.

Niezależnie od wszystkiego, także termin OSOBNIK stosujemy w rozprawach naukowych np. kiedy mamy na myśli osobnika jako indywiduum. Tego pojęcia używają nie tylko pedagodzy, ale i socjolodzy, a przede wszystkim filozofowie. Toruński pedagog ogólny należy do klasyków filozoficznego myślenia w pedagogice, na co nie stać niektórych wykładowców, toteż opiniują prace studentów w wymiarze potocznym, a nie naukowym.

Jeśli zatem studentka zastosowała fenomen OSOBNIK referując teorię toruńskiego pedagoga, to absolutnie nie ma w tym niczego niestosownego. W mowie potocznej może ów termin kontekstowo przyjąć pejoratywne znaczenie, ale nie w powyższej teorii naukowej. Słowo OSOBNIK posiada 137 synonimów, jak np. osoba, jednostka, indywiduum, typ, człowiek, gość, postać, typek, organizm, istota ludzka, istota, persona, śmiertelnik, itd. itd.

Synonimy słowa „osobnik” z podziałem na grupy znaczeniowe obejmują:
» osobnik - np. w odniesieniu do osoby wysoko postawionej
» osobnik - np. jako genialna jednostka
» osobnik - np. o osbobie wzbudzającej zainteresowanie
» osobnik - np. jako istota żywa
» osobnik - np. w odniesieniu do nieznajomego mężczyzny
» osobnik - np. jako osoba
» osobnik - np. w odniesieniu do nieznajomej osoby
» osobnik - np. w sensie potocznym o mężczyźnie
» osobnik - np. w odniesieniu do osoby
» osobnik - np. w odniesieniu do podejrzanej osoby
» osobnik - np. w odniesieniu do czegoś niespotykanego

Koniecznie ów niedouczony wykładowca akademicki powinien przeprosić studentkę i podwyższyć jej ocenę. Niech szybko doczyta w rozprawie Romana Schulza pt. "Wykłady z pedagogiki ogólnej. O integralną wizję człowieka i jego rozwoju" tom II jak tłumaczy on proces kształtowania się człowieka na poziomie osobniczym. Obawiam się, że studenci referujący, czym jest gatunek Homo dla naturalizmu, mogą otrzymać ocenę niedostateczną, jeśli ów akademicki osobnik ma konserwatywne poglądy.

środa, 28 marca 2018

Wyróżnienia dla prof. dr. hab. Andrzeja Bałandynowicza


Profesor nauk prawnych w zakresie kryminologii, penologii, penitencjarystyki, ale i niezwykle ceniony specjalista w zakresie socjologii prawa, filozofii prawa, pedagogiki resocjalizacyjnej, penitencjarystyki, twórca teorii adaptacji b. osób skazanych do wolności (probacji)- prof. dr hab. Andrzej Bałandynowicz otrzymał w tym miesiącu Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski oraz Medal Pamiątkowy Miasta Żywca za wspieranie osób w sytuacjach trudnych, kryzysowych nadany przez Fundację Prometeusz w Krakowie.

Odznaczony Profesor jest absolwentem studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie osiągnął wszystkie stopnie kariery naukowej. Dwadzieścia lat temu, w 1998 r. otrzymał od Prezydenta RP tytuł profesora nauk prawnych. Prof. Andrzej Bałandynowicz należy do interdyscyplinarnych badaczy w naukach społecznych genialnie łącząc wiedzę z prawa, psychologii społecznej, pedagogiki resocjalizacyjnej, teorii patogenetycznych, stosunków międzynarodowych, nauk o polityce, nauk o bezpieczeństwie i filozofii (w tym szczególnie antropologii i etyki). Wypromował kilkunastu doktorów w dyscyplinach - prawo, pedagogika i psychologia.

Pan Profesor jest zaangażowany społecznie pełniąc m.in. funkcje prezesa Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej im. prof. Kazimierza Dąbrowskiego, eksperta w Komitecie Doradczym Komendanta Głównego Policji, eksperta międzynarodowego ds. więziennictwa oraz przewodniczącego Kolegium Redakcyjnego „Zdrowie Psychiczne” i "Resocjalizacja Polska". Jest członkiem redakcji „Suicydologii”, „Problemów Alkoholizmu” oraz Rady Naukowej miesięcznika "Policja 997".




Ten wybitny Uczony stworzył teorię wielopasmowej resocjalizacji z udziałem społeczeństwa z wykorzystaniem kar wolnościowych i sprawiedliwości naprawczej.

Opublikował ponad 400 rozpraw naukowych, w tym tak istotne monografie jak:

- "Ludzie bez szans. Studium adaptacji społecznej recydywistów" (1991),

- „Strach przed przestępczością w społeczeństwie polskim i niemieckim” (2003),

- "Rodzinne domy terapeutyczne resocjalizacją w środowisku otwartym" (2006),

- „Przestępczość nieletnich w Polsce – propozycja nowego modelu profilaktyki zachowań dewiacyjnych u dzieci i młodzieży” (2007),

- "Probacja. Resocjalizacja z udziałem społeczeństwa", (2 wyd. 2011),

- "Probacyjna sprawiedliwość karząca" (2015).



Serdeczne gratulacje dla Profesora i życzenia dalszych sukcesów naukowych!


wtorek, 27 marca 2018

O mitach szkolnej edukacji














Jana Nováčková opublikowała w Czechach niewielkiej objętości publikację pt. Mýty ve vzdělávání poświęconą mitom edukacji szkolnej. Autorka jest doktorem psychologii, członkinią Stowarzyszenia Kompatybilnego Kształcenia Umysłu. Specjalizuje się w poradnictwie szkolnym, uczestniczyła w międzynarodowym projekcie, który także w Polsce zyskał afirmację pod nazwą „Zdrowa Szkoła”. Działa też w Niezależnym Stowarzyszeniu Transformacji Szkoły (NEMES), w którym opracowała projekt „Swoboda w kształceniu a czeska szkoła”.

Zdaniem Nováčkove każdy dorosły ma jakieś negatywne doświadczenia z okresu szkolnej edukacji. Najgorsze są te, które skutkują toksycznymi następstwami w sferze postaw i nawyków. „Można powiedzieć, że szkoła tradycyjna uszkadza każde dziecko bez wyjątku, chociaż każde inaczej. Rozumiem przez to nierozwinięcie szeregu indywidualnych dyspozycji i zdolności, obniżenie samoświadomości, wytworzenie zależności od autorytetu, a także zbyt mały rozwój umiejętności komunikacyjnych i krytycznego myślenia, nabycie przeświadczenia, że rywalizowanie i wykazanie innym , że są gorsi niż ja, jest słuszne, a nawet ważniejsze niż współpraca itd. Niebezpieczne jest także obniżenie u niektórych dzieci aż po całkowite zniszczenie motywacji do uczenia się, degradacja kształcenia do zbierania ocen a później gromadzenie „papierów” świadczących o ukończeniu szkół.(s. 3)

W społeczeństwach pielęgnuje się tak wiele mitów na temat konieczności uczęszczania dzieci do szkoły, że nie ma się co dziwić powstawaniu oporu przeciwko nim, gdyż są one błędne. Jana Nováčková przywołuje najczęściej pojawiające się mity na temat szkoły, a mianowicie:

- Dzieci nie mogą w szkole robić to, co je bawi;

- Stopień jest dla ucznia nagrodą, tak jak dorosłego płaca wypłatą za jego pracę;

- Wszystkie dzieci muszą się uczyć;

- Ważne jest, żeby nauczyciel potrafił dobrze zrealizować program i utrzymał w klasie dyscyplinę;

- Celem kształcenia jest opanowanie wiedzy i umiejętności;

- Podręczniki są podstawą edukacji;

- Dziecko musi nauczyć się słuchania;

- Odpowiedzialności nauczymy dzieci wówczas, kiedy będziemy je dokładnie i ustawicznie kontrolować ;

- Nagrody i kary są ważnym środkiem wychowania i kształcenia;

- Szkoła musi być stresująca dla dziecka, bo w ten sposób najlepiej przygotowuje je do życia, w którym będzie musiało stawiać czoła stresom;

- Życie samo w sobie jest rywalizacją, dlatego w szkole dzieci także muszą nauczyć się współzawodniczyć;

- W szkole dałoby się wiele zmienić, gdyby nie to, że w klasach jest zbyt dużo dzieci.
(s. 4)

Czeska psycholog formułuje jeszcze następujące prawidłowości, które wynikają z jej doświadczeń w poradnictwie szkolnym:

1. Twierdzenie, że dzieci nie uczyłyby się bez przymusu, jest zdecydowanie mylne;

2. Można opanować każdą, nawet najtrudniejszą wiedzę, jeśli uczniowie mają wpływ na uczenie się;

3. Stopnie szkolne są destruktywne dla jakości kształcenia i rozwijania zainteresowań edukacją;

4. To jest nieracjonalne, by dzieci uczyły się w szkole w jednorodnych grupach wiekowych;

5. Dobry nauczyciel powinien być w klasie raczej reżyserem, aniżeli aktorem;

6. Wiedza czy rozwój osobowości nie są żadnym dylematem;

7. Podręczniki szkolne nie są niezbędne dla jakości kształcenia;

8. Rada dla nauczycieli: jak czegoś nie wiecie, to zapytajcie się o to uczniów;

9. Do uzyskania odpowiedzialności nie wystarczy sprawowanie nad dziećmi kontroli;

10. Edukacja oparta na karach i nagrodach niesie z sobą ryzyko;

11. W stresie można wyrazić to, czego się nauczyliśmy, ale nie nauczymy się czegoś nowego;

12. Klimat bezpieczeństwa w klasie jest koniecznym warunkiem jakości uczenia się.

13. Stopnie i selekcje szkolne są największym bólem naszej szkoły;

14. Dzieci uczą się także dzięki temu, czego doświadczają w domu, a nie tylko w szkole;

15. Współpraca jest czymś znacznie ważniejszym niż współzawodnictwo;

16. Troska o rozwój osobowości ucznia nie jest czymś szczególnym, ale koniecznym warunkiem lepszego uczenia się;

17. Liczba uczniów w klasie wcale nie jest tak wielką barierą jak powszechnie się sądzi;

18. Współpraca rodziny i szkoły nie powinna ograniczać się tylko do kwestii odrabiania prac domowych;

19. Opór na zmianę jest zrozumiały, ale i możliwy do pokonania.


Każdą z powyższych tez autorka opatruje także wynikami badań naukowych czy rozstrzygnięciami w rodzimej polityce oświatowej. Jest przekonana, że mogą one stanowić istotny punkt wyjścia do reform szkolnych w XXI wieku.


poniedziałek, 26 marca 2018

Co jest ważniejsze w kształceniu kadr akademickich - wszczęty przewód doktorski czy wypromowanie wielu doktorów?



Kandydaci do tytułu naukowego profesora mają poważny dylemat. Większość z nich zastanawia się nad tym, jak to jest możliwe, że Sejm za rządów PO i PSL przyjął nowelizację Ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule naukowym w zakresie sztuki (Dz. U. Nr 65, poz. 595, z późn. zm), w której niektóre z zapisów są zdumiewające z naukowego punktu widzenia!

Kandydat do tytułu musi spełnić następujące wymagania:

1. przedłożyć osiągnięcia naukowe po uzyskaniu stopnia naukowego doktora habilitowanego;

2. osiągnięcia w zakresie opieki naukowej i kształcenia młodej kadry, w tym:

a) zakończony przewód doktorski nadaniem stopniem doktora, w którym kandydat do tytułu uczestniczył w roli promotora oraz

b) uczestniczył jako adiunkt w roli promotora pomocniczego lub pod jego kierunkiem został otwarty przewód doktorski oraz

c) sporządzał recenzje w przewodach doktorskich, postępowaniach lub przewodach habilitacyjnych.

Tym samym do spełnienia są cztery wymogi. Jeden z nich budzi szczególne zdumienie, a mianowicie ten, w świetle którego wymaga się od kandydata do tytułu naukowego profesora, by miał w momencie składania wniosku do uprawnionej jednostki wszczęty jeden przewód doktorski.
To sprawia, że niektórzy doktorzy habilitowani wydłużają pracę z doktorantami, by nie zamknąć ich przewodu, gdyż nie spełniliby we własnej sprawie powyższego wymogu. Doktorant staje się ofiarą aspiracji swojego promotora do jego własnego awansu.

Są natomiast doktorzy habilitowani, którzy wypromowali już nie jednego, ale pięciu, siedmiu czy nawet jedenastu doktorów, ale nie można żadnego z tych osiągnięć zaliczyć im w poczet wymogu 2b. Co gorsza, dotyczy to tych uczelnianych profesorów, którzy nie mieli żadnej szansy, by pełnić rolę promotora pomocniczego, gdyż przed październikiem 2011 r. uzyskali już habilitację. A jak wiadomo, promotorem pomocniczym może być tylko i wyłącznie osoba ze stopniem naukowym doktora.

Kandydaci zatem pytają, co jest ważniejsze - z punktu widzenia oceny jakości ich wkładu do tytułu naukowego profesora w zakresie kształcenia kadr - to, że wypromowali tylko jednego doktora i mają otwarty jeden przewód doktorski, czy to, że wypromowali wielu doktorów, także w ostatnich miesiącach przed możliwością złożenia wniosku o awans?

Z przykrością odnotowuję, że wielu, znakomitych uczonych, którzy wypromowali nawet kilkunastu doktorów, musi teraz czekać na otwarcie kolejnego przewodu doktorskiego, by móc ubiegać się o tytuł naukowy profesora. Czemu to służy - nauce, szkolnictwu wyższemu czy kolejnym okazjom do obniżania standardów naukowych?


(źródło: gifa "naukowiec")


niedziela, 25 marca 2018

Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej kompromituje się ankietką


Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej serdecznie zaprasza młodzież akademicką do wzięcia udziału - jak to określa - w badaniu. Dziwię się, że organizacja na tym szczeblu, która chce reprezentować studentów, wykreowała pseudodiagnostyczne narzędzie. Jak piszą niedouczeni studenci:

Niniejsza ankieta jest jednym z elementów ogólnopolskiej kampanii społecznej na rzecz edukowania i uświadamiania studentów o przysługujących im prawach. Efektem badania będzie raport, mówiący o realnym poziomie przestrzegania naszych studenckich praw w skali całego kraju."

Z przykrością informuję, że kompromitująca to środowisko ankietka nie ma nic wspólnego z badaniami (implicite - naukowymi), a tym bardziej uzyskane dane z odpowiedzi na poniższe pytania nie będą świadczyć o realnym poziomie przestrzegania praw studentów w skali kraju!

Drodzy Parlamentarzyści Studenccy! Strach pomyśleć, jak kolejny z Was znajdzie się w rządzie lub Sejmie.

Najpierw nauczcie się konstruować badania. Skoro sformułowaliście cel badań, jakim jest poznanie realnego poziomu przestrzegania praw studentów, to:

- sformułujcie prawidłowo zmienną - co rozumiecie przez realny poziom przestrzegania praw studentów, określcie wskaźniki tej zmiennej, a dopiero potem skonstruujcie narzędzie badawcze.

Niestety, ale ten kicz ankietkowy jest dobry dla jakiegoś prymitywnego tabloidu , ale nie dla uzyskania odpowiedzi na interesujące was pytanie. Takim narzędziem, jakie opublikowaliście, ośmieszacie kategorię "badań", bo sugerujecie, że będzie to badanie naukowe. Tymczasem taki sondażyk nadaje się może na Kubie albo w Korei Północnej czy na Białorusi, ale nie w rozwiniętym już cywilizacyjnie kraju jakim jest III Rzeczpospolita.

Zacytuję tu tę ankietkę:

Ankieta dot. praw studenta

Pola oznaczone znakiem * są wymagane:

1. Czy zapoznałeś/łaś się z regulaminem studiów obowiązującym na Twojej Uczelni? *

Tak

Nie

2. Czy doświadczyłeś/łaś podczas swoich studiów sytuacji, w której Twoim zdaniem zostały złamane prawa studenta? *

Tak

Nie

3. Jeśli tak, to czego dotyczyła sytuacja?

Pomocy materialnej

Wymian krajowych i międzynarodowych

Indywidualizacji procesu kształcenia

Urlopów podczas studiów

Niesprawiedliwego oceniania

Organizacji egzaminów lub kolokwiów

Dostępu do prac pisemnych

Naliczania opłat

Dyskryminacji

Mobbingu

Procesu dyplomowania

Praktyk

Inne, jakie? Wskaż

4. Czy w przypadku złamania praw zgłaszałeś/łaś komuś swoją sprawę?

Tak

Nie

Jeśli nie, to dlaczego? Opisz

Jeśli tak, to komu?

Władzom Uczelni

Władzom Wydziału

Samorządowi Studenckiemu

Rzecznikowi Praw Studenta na Uczelni

Rzecznikowi Praw Studenta przy PSRP

Innym, komu? napisz

5. Czy problem został rozwiązany?

Tak

Nie

6. Czy Twoim zdaniem na Twojej Uczelni prawa studenta są respektowane? *

Tak

Raczej tak

Nie mam zdania

Raczej nie

Nie

7. Czy słyszałeś/łaś o ścieżkach zgłaszania wniosków i skarg na Twojej Uczelni? *

Tak

Nie

8. Jak oceniasz podejście nauczycieli akademickich do studentów na Twojej Uczelni? *

Pozytywnie

Raczej pozytywnie

Nie mam zdania

Raczej negatywnie

Negatywnie

9. Jak oceniasz podejście pracowników administracyjnych do studentów na Twojej Uczelni? *

Pozytywnie

Raczej pozytywnie

Nie mam zdania

Raczej negatywnie

Negatywnie


Ogłaszam konkurs wśród czytelników: Proszę wymienić podstawowe błędy metodologiczne w konstrukcji tego "badania" i ankiety. W nagrodę za najpełniejszą odpowiedź zamieszczoną w komentarzu pod tym postem (może być anonimowa) prześlę rozprawę naukową, jaką zamówi u mnie zwycięzca wpisu. O tym, który komentarz jest najlepszy, poinformuję w poniedziałek 26.03. br. w komentarzu prosząc zwycięzcę o przesłanie na mój adres elektroniczny danych do wysyłki i oczywiście tytuł pożądanej książki.

Tymczasem niech Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej wstydzi się swojej - jak określiłby to poeta Jerzy Jurandot "- tfórczości".

sobota, 24 marca 2018

Choć jednostronne, to znaczące "Metodologiczne Vademecum Badacza Pedagoga"



Nareszcie nestor polskiej pedagogiki, em. profesor UAM w Poznaniu Heliodor Muszyński wydał po wielu latach monograficznej nieobecności w naukach pedagogicznych książkę, na którą sam bardzo czekałem, chociaż nie miałem okazji skierowania swoich oczekiwań do jej autora. Na szczęście prof. Stanisław Dylak namówił Profesora do napisania przewodnika nie tylko dla studentów, ale dla każdego, kto chce zaprojektować i przeprowadzić rzetelne naukowo badania pedagogiczne.

Ostatni raz znaczącą monografię z metodologii badań pedagogicznych wydał H. Muszyński w okresie PRL. O ile straciła ona na aktualności w warstwie filozoficznej (aksjonormatywnej i antropologicznej kulturowo), o tyle jednak wszystkie opisane w niej procedury postępowania badawczego są uniwersalne, ponadczasowe. Na całym świecie tak właśnie prowadzi się badania pozytywistyczne, w paradygmacie ilościowym.

Słusznie zatem H. Muszyński postanowił jednak napisać i wydać książkę, która nie będzie już powrotem do upadłej filozoficznie metodologii pedagogiki okresu quasi totalitarnego, ale stanie się przewodnikiem prowadzącym czytelników - jak pisze we wstępie bezpośrednio do nich: (...) po trudnej drodze, jaką obrałaś/obrałeś, drodze samodzielnego badacza pedagoga, niezależnie od tego, czy efektem Twego wysiłku ma być praca licencjacka, magisterska, doktorska, habilitacyjna lub też autorskie studium badawcze, publikacja, doniesienie czy raport. Nie twierdzę, że jest to droga łatwiejsza. Być może mogłabyś/mógłbyś osiągnąć swój cel mniejszym wysiłkiem, nie stawiając sobie zbyt wysokich wymagań. Wybór należy do Ciebie."(s. 9-10)

Pedagogika na Uniwersytecie Adama Mickiewicza od kilkudziesięciu lat była, jest i mam nadzieję, że nadal będzie wiodącym w naszym kraju środowiskiem naukowym w zakresie m.in. metodologii badań pedagogicznych. Książka prof. Heliodora Muszyńskiego nie jest przypadkowym powrotem tego badacza do problematyki, która - jak wynika także z moich analiz patologii w naukach społecznych - jest koniecznym "kołem ratunkowym" dla wszystkich tych, którym wydaje się, że coś zbadali, coś udowodnili, bo przecież tyle się napracowali, nachodzili, najeździli, rozdali setki a może i tysiące kwestionariuszy ankiet i uzyskali na zawarte w nich pytania jakieś odpowiedzi.

Tymczasem, kiedy rozmawiamy ze sobą w gronie członków komisji habilitacyjnych czy ekspertów Narodowego Centrum Nauki, to stwierdzamy, że poziom planowania, wykonania i przygotowania raportu z badań do upowszechnienia ich wyników jest poniżej wszelkich norm naukowych. Tymczasem czytamy i analizujemy rozprawy doktorów nauk społecznych - socjologów, psychologów, pedagogów! To, co wydali w tak szacownych nawet oficynach akademickich, jak Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Uniwersytetu Warszawskiego - że przywołam tylko te dwa - nie zasługuje nawet na miano pracy licencjackiej, a co dopiero mówić o habilitacyjnej!!!

Tak więc,jak mawiał św. Jan Paweł II, kiedy spotykał się z polską młodzieżą - "Jak od Was nie wymagają, to tym bardziej wymagajcie od samych siebie!". Nie zrzucajcie odpowiedzialności za pseudonaukowe rozprawy na recenzenta wydawniczego, na niestaranną korektę wydawnictwa, na to, że rzekomo dysponujecie danymi, ale ich nie opublikowaliście, bo naukę trzeba uprawiać uczciwie, rzetelnie. Czas skończyć z krętactwem, z plagiaryzmem, z nieuctwem!

Wiedza naukowa musi wychodzić poza czyjąś potoczność. Jak pisze H. Muszyński: "(...) wiedzę naukową tworzy się na podstawie najważniejszych założeń, a zarazem danego nam przez doświadczenie pewnika, że otaczający nas świat jest uporządkowany, a więc że jego zjawiska występują z jakąś dającą się ustalić regularnością. Właśnie ta wszechogarniająca nas regularność nadaje sens uprawianiu nauki. Gdyby w świecie panował chaos, nauka nie byłaby możliwa". (s. 18)

W poglądach poznańskiego pedagoga nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o sposób rozumienia badań pedagogicznych. To, jak pisze o metodyce badań pedagogicznych w paradygmacie obiektywistycznym zasługuje na uznanie i staje się znaczącym wkładem w kształcenie kolejnych pokoleń badaczy.

Niestety, ale nie wykorzystał prof. H. Muszyński czasu transformacji, bo zapewne nie chciał, gdyż od kilkudziesięciu lat nie wyobraża sobie innego podejścia badawczego, jak pozytywistyczne, do tego, by chociaż spróbować zapoznać się z paradygmatem badań jakościowych. Ich dezawuacja jest - z przykrością to stwierdzam - arogancka, bo podyktowana ignorancją i apodyktyzmem metodologicznym, które wykluczają badania stricte filozoficzne w naukach o wychowaniu.

To, jak o tym pisze, de facto źle świadczy o naukowcu, który nie musi przecież przekonywać do badań ilościowych ideologicznymi argumentami z lat 60. XX w. Przywoływanie poglądów Antoniego B. Dobrowolskiego jako wciąż aktualnych, wystawia złe świadectwo Profesorowi, który z uporem ignoranta twierdzi, że od pół wieku w naukach pedagogicznych nie dokonała się zmiana, gdyż są one nadal uprawiane "na modłę filozoficzną" (s. 27) Dziwię się, że można z końcem drugiej dekady XXI wieku publikować tego typu ideologiczne, a zarazem potoczne już argumenty. Jak się nie wie, że się nie wie, to nie należy odtwarzać nieaktualnych już argumentów.

Najbardziej irytujące jest to, że jedyną rozprawę - rzekomo filozoficzną - jaką przywołuje w swoim tekście H. Muszyński- jest rzeczywiście niskiej jakości (bo równie ideologicznie ukonstytuowana) monografia Mirosława Sawickiego pt. "Hermeneutyka pedagogiczna". Musiałbym odesłać H. Muszyńskiego do jednak naukowego studium z hermeneutyki pedagogicznej Andrei Folkierskiej i jej wyhabilitowanych już uczonych, do rozpraw Lecha Witkowskiego czy Bogusława Milerskiego. Rozpraw tych autorów poznański pedagog nie mógłby jednak dopuścić do własnej świadomości jako istotnie znaczących właśnie dla odnowy polskich badań w paradygmacie humanistycznym, gdyż z racji dysonansu poznawczego zaburzyłoby to jego metodologiczną samoświadomość.

To jest zatem największa wada, słabość a nawet kompromitująca tego pedagoga część monografii, która w rekonstrukcji ogniw badawczych w paradygmacie ilościowym zasługuje na pozytywną ocenę. Oczywiście, można dyskutować na temat tego, czy wskazywane przez autora publikacje - jako rzekomo wartościowe dla analizowanych kroków badawczych - jest zasadna, bo każdy może mieć tu swoje preferencje, ale każdy z czytelników swój rozum ma, a dostęp do literatury naukowej nie jest już jak w PRL objęty zakazem i cenzurą.

Szkoda, że podsumowując swoją twórczość naukową profesor Heliodor Muszyński nie zechciał doczytać tego, co we współczesnym świecie (skoro już nie czytuje polskich uczonych) jest wysoce cenione w naukoznawstwie i metodologii badań edukacyjnych. Z jego podejściem do naukowości pedagogiki musielibyśmy powrócić do czasów jedynie słusznych, a wystarczy nam już w tym zakresie pseudoreforma ustroju szkolnego. Polecam autorowi recenzowanej tu rozprawy, jak i jej czytelnikom chociażby kolejne, bo z 2018 r. wydanie podręcznika brytyjskich uczonych, którym nie można zarzucić, że uprawiają pseudonaukę.

Można nauczyć się od Brytyjczyków, skoro nie chce się czytać polskich autorów, na czym polega naukowość badań jakościowych i jak ją zapewnić, by dociekać prawdy o istocie, przejawach czy następstwach wychowania i/lub kształcenia.

piątek, 23 marca 2018

Marsz nauki czy nauka w marszu?


Otrzymałem pismo zachęcające do udziału w MARSZU NAUKI. Treść jego jest następująca:

Szanowni Państwo Rektorzy
- członkowie KRASP

W kwietniu w wielu miastach na całym świecie organizowany jest Marsz dla Nauki (March for Science - https://www.marchforscience.com).

Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) w pełni popiera ideę organizowania Marszów dla Nauki, będących wyrazem protestu przeciwko negatywnemu postrzeganiu nauki, dyskredytowaniu, a niekiedy wręcz negowaniu jej osiągnięć, a także przypominających rządzącym i opinii publicznej o kluczowej roli nauki dla rozwoju społeczeństw.

Marsze w polskich miastach odbędą się, tak jak w roku ubiegłym, w międzynarodowym Dniu Ziemi – 22 kwietnia. Wierzymy, że zgromadzą one znacznie większą liczbę uczestników niż w rok temu, kiedy to informacja o tej inicjatywie została rozpowszechniona zbyt późno (w 2017 roku w marszach zorganizowanych 22 kwietnia w różnych miastach na świecie wzięło udział ponad milion osób).

W związku z tym apeluję do Państwa o przekazanie społeczności akademickiej informacji o tej ogólnoświatowej inicjatywie oraz o zachęcenie do włączenia się pracowników i studentów uczelni, którymi Państwo kierują, w organizowanie marszów odbywających się w różnych ośrodkach akademickich w naszym kraju, a także do licznego udziału w marszach.

Z wyrazami szacunku
Prof. dr hab. inż. Jan Szmidt
Przewodniczący KRASP


Organizatorzy udzielają odpowiedzi na pytanie: PO CO TEN MARSZ?

(...) chcemy publicznie poprzeć naukę, która jest filarem ludzkiej wolności i dobrobytu. Jako zjednoczona, różnorodna i bezstronna grupa, wskazująca naukę będącą podstawą dobra wspólnego, wzywamy osoby publiczne, w szczególności liderów społecznych i politycznych oraz ustawodawców do tworzenia prawa opartego na dowodach naukowych, dla dobra interesu publicznego. (...)

Marsz dla Nauki jest afirmacją nauki. Nie dotyczy on jedynie naukowców, ale dotyka bardzo istotnej roli, jaką nauka odgrywa w życiu każdego z nas. Ukazuje potrzebę uszanowania i wsparcia pracy badawczej, która daje nam ogląd na otaczający świat. Jednakże idea marszu wywołała dyskusję, czy naukowcy faktycznie powinni włączać się w działalność społeczną. W dobie niepokojącego trendu podważania konsensusu naukowego i ograniczania znaczenia naukowych odkryć musimy zapytać: czy stać nas na to, żeby nie wypowiedzieć się w obronie nauki?

W obecności prawa ignorującego dowody naukowe i zagrażającego zarówno życiu ludzkiemu jak i przyszłości świata, ludzie nauki pozostawali w milczeniu zbyt długo. Zaistniała tendencja grozi dalszym ograniczeniem możliwości naukowców do prowadzenia badań i informowania o swoich odkryciach. Stajemy przed wizją przyszłości, w której społeczeństwo nie tylko ignoruje dowody naukowe, ale wręcz stara się je całkowicie wyeliminować. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby dłużej pozostawać w milczeniu. Musimy w zjednoczeniu wesprzeć naukę

Ustawodawstwo oparte na prawdzie naukowej nie jest kwestią ograniczoną do jednej części sceny politycznej. Ruchy antynaukowe są coraz częściej obecne w przestrzeni publicznej i szkodzą wszystkim, bez wyjątku. Nauka nie powinna służyć niczyim interesom ani też być odrzucana na podstawie osobistych przekonań. W gruncie rzeczy nauka jest narzędziem do poszukiwania odpowiedzi, dlatego jej wpływ na politykę, społeczeństwo i przewodnictwo w podejmowaniu dalekosiężnych decyzji powinny być znaczące.

Marsz dla Nauki broni integralność naukową. Jest jednak małym krokiem w procesie zachęcającym do wykorzystywania nauki w w ramach postępowania legislacyjnego. Rozumiemy, że najbardziej efektywnym działaniem dla obrony nauki jest uświadamianie i mobilizowanie społeczeństwa do docenienia i inwestowania w naukę. Takie cele mogą zostać osiągnięte poprzez edukację, komunikację i wzajemny szacunek pomiędzy naukowacami oraz ich słuchaczami.

Zbyt długo istniał rozdźwięk pomiędzy społecznością naukowców i "resztą społeczeństwa". Zachęcamy naukowców do wyjścia do ludzi, aby dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, a przez to mieć realny wpływ na ich codzienność. Namawiamy ich także do wysłuchania społeczeństwa i rozważenia swojej pracy badawczej i planów naukowych w perspektywie ludzi, którym służą.


Każdy może przeczytać na podlinkowanej przeze mnie stronie o misji tego marszu, celach, zasadach i afirmowanych wartościach. Czytając ten manifest odnoszę wrażenie, że mamy w naukowym środowisku jakąś schizofrenię. Nasuwają się bowiem następujące kwestie:

- Po co KRASP afiliuje MARSZ NAUKI, skoro poparł w całości projekt Ustawy 2.0? Czyż nie jest to w sprzeczności z częścią jej założeń? Co to za schizoidalność postaw? Szef KRASP jest za utrzymaniem nędzy finansowej w szkolnictwie wyższym, ale w tym MARSZU zamierza protestować w związku z ograniczeniem finansowania nauki, które działa przeciwko interesom naszego kraju, a nie każdego! Amerykanie jakoś sobie radzą. Niemcy też nie narzekają. Wystarczy zmienić zasady finansowania uczelni i ich kadr na odpowiadające standardom nauki a nie wygłaszanej i demonstrowanej raz w roku propagandy, by nie trzeba było wychodzić na ulice.

- Ważny postulat, by uczłowieczyć naukę nieco ośmiesza twórców tego MARSZU. Przecież KRASP uczestniczył w tym, przeciwko czemu teraz się oburza, że ponoć tego nie ma. Czy parametryzacja nauki jest jej uczłowieczeniem? Jaki ma sens zapis: "Wprowadzając naukowców do debaty publicznej, możemy pokazać, że naukowcy wywodzą się ze wszystkich środowisk kulturowych, systemów wierzeń, orientacji, płci i umiejętności". Mnie nikt nie musi wprowadzać do debaty publicznej. Dziękuję. Sam to czynię od lat. Bez łaski i bez marszu.

- Organizatorzy piszą: "Kariera w nauce powinna być opcją dla każdego, kogo fascynuje proces poznawczy". To proszę płacić tym, którzy są pasjonatami nauki, a dać instrumenty prawne do rzeczywistej rekonstrukcji uczelni państwowych w tym zakresie, by nie były one przytułkiem dla zagrożonych bezrobociem. Prof. Marek Kwiek wykazał w swoich badaniach, że w Polsce 10 proc. naukowców utrzymuje 90 proc. pozostałych kadr akademickich. Może rektorzy z KRASP zaczną wreszcie interesować się własną, a patologiczną polityką kadrową? Maszerując niczego nie zmienią.

- Organizatorzy Marszu zobowiązują się opowiadać za naukowcami, którzy ponoć są uciszani, będą chronić ich, gdy im się grozi i zapewnić im wsparcie, gdy czują, że nie mogą już służyć swoim instytucjom. Jak? Gdzie? Kiedy? Na Marszu? Jeśli KRASP przygotuje Czarną Księgę uciszanych, usuwanych z uczelni za głoszenie prawdy naukowej, to przyjmę tę deklarację z zadowoleniem. Może przyjrzą się Organizatorzy temu, co ma miejsce w PAN, MNiSW, PKA, NCN, itd.? Ale po co?

- Ważny cel Marszu: "Wyjście zza biurek to nasze wspólne działanie, aby stać się bardziej aktywnymi w naszych wspólnotach i w życiu demokratycznym." Piękne. Już widzę profesorów nauk technicznych, medycznych, przyrodniczych, ekonomicznych jak wychodzą zza biurek w powyższym celu... .

Wracam do swojej pracy naukowej, społecznej, dydaktycznej i organizacyjnej. Mam dość takiego kiczu politycznego. Marsz kojarzy mi się zbyt militarnie. Czyżby nazwa tego aktu wynika z faktu, że na wojsko wydajemy w Polsce wielokrotnie więcej niż na naukę? Dziękuję. Wolę pracę u podstaw od obłudy polityków (także ze stopniami i tytułami naukowymi) w nauce i w organach różnych władz.

A tak w ogóle, to o jakiej demokracji marzą organizatorzy Marszu i w jakim zakresie nauka jest "istotną cechą działającej demokracji"? Przecież przegłosować można dzisiaj każdy bubel i demokratycznie poprzeć awans każdego pseudonaukowca.

czwartek, 22 marca 2018

Komitety Wydziału I PAN Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN przerywają (z-) mowę milczenia i arogancji władz odpowiedzialnych za naukę


Z takim przesłaniem Komitet Nauk Pedagogicznych PAN otrzymał w ostatnich dniach wsparcie w sprawie, która zapewne jest już w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego przesądzona, ale nie można milczeć i zaniechać działań, bo środowisko akademickie jest przekonane, że wszystko jest w porządku a władza działa na rzecz dobra (czyjego?).

Przypominam zatem, że KNP PAN jeszcze w październiku 2017 r. przyjęło stanowisko krytyczne wobec planów naszego resortu zlikwidowania listy czasopism krajowych jako niegodnych dalszego ich preferowania punktami, które przyznał prawie 3 lata temu po raz ostatni Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych. Przyznał, i zamilkł. Wygodna to rzecz. W ten sposób można udawać, że nie ma problemu, że to jacyś nieudacznicy usiłują utrzymać punktację czasopismom naukowym wykazu B i C! Ba, nawet ośmielają się upominać redakcje powstałych kilka lat temu czasopism o przyznanie im punktów parametrycznych.

Naszym Stanowiskiem z dnia 4 listopada 2017 r. zainteresował się Komitet Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk (zajmujący w ostatniej parametryzacji w Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN pierwszą pozycję! Drugie miejsce miał nasz Komitet) oraz Komitetu Nauk o Kulturze PAN. W piśmie do Wicepremiera Jarosława Gowina członkowie Komitetu Językoznawstwa wyrażają zaniepokojenie decyzją władz odpowiedzialnych w Polsce za rozwój nauki dotyczące polskiego czasopiśmiennictwa naukowego z dziedziny nauk humanistycznych i społecznych.

Przywołują w piśmie zaskakującą w tym zakresie decyzję władz Polskiej Akademii Nauk, które zaprzestały z rokiem 2018 dofinansowywania ze środków Akademii najważniejszych polskich periodyków językoznawczych, indeksowanych w szeregu baz o międzynarodowym zasięgu i obecnych na ministerialne liście B z liczbą 12-13 punktów (po protestach środowiska wykonanie decyzji odroczono o rok, ale samą decyzję utrzymano w mocy), teraz z kolei planuje się likwidację czasopiśmienniczej listy B.

Tzw. ministerialna lista B jest podstawową trybuną wypowiedzi polskich badaczy pracujących w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych. Czasopisma naukowe z tej listy skierowane są do trzech adresatów:

1. do rodzimego środowiska pracowników nauki w odnośnych dyscyplinach wiedzy

2. do rodzimych odbiorców spoza środowiska stricte naukowego (do wykładowców, nauczycieli, studentów, popularyzatorów wiedzy itp.) orz

3. do naukowych środowisk zagranicznych (nie tylko zresztą polonistycznych czy, szerzej, slawistycznych), w których znajomość języka polskiego jest niemała i dorównuje zainteresowaniu historią Polski, jej kulturą i językiem.

Przeprowadzona niedawno ewaluacja polskich czasopism naukowych pokazała, że wielki wysiłek ich redakcji doprowadził w ciągu ostatnich paru lat do znacznego podniesienia poziomu polskiej periodyki naukowej i wydatnego zbliżenia jej do europejskich standardów, są też polskie czasopisma językoznawcze, które same taki standard wyznaczają.

Likwidacja listy B byłaby zniweczeniem tego wysiłku, przyniosłaby trudne do zmierzenia szkody w swobodnym wewnętrznym i zewnętrznym obiegu polskiej myśli naukowej, miałaby też wymierne a fatalne skutki wizerunkowe w odbiorze Polski za granicą.

Niedawna decyzja władz PAN o zaprzestaniu finansowania ze środków DUN "Roczniak Slawistycznego" wywołała za granicą konsternację, a przedstawiciele Akademii Nauk Rosji, Ukrainy, Macedonii zdecydowali się skierować do władz PAN listy protestacyjne. (...)

Sprzeciw budzi też fakt, że o tak istotnej dla naszego środowiska naukowego sprawie, jak likwidacja podstawowej dla niego platformy wypowiedzi, środowisko to dowiaduje się drogami pośrednimi, między innymi z enuncjacji prasowych. Komitety naukowe PAN, których członkowie wybierani są w tajnych ogólnopolskich wyborach nierzadko spośród kilku tysięcy samodzielnych pracowników nauki (w wypadku Komitetu Językoznawstwa - spośród niemal tysiąca), stanowią najbardziej reprezentatywne przedstawicielstwa dyscyplin naukowych, wydawałoby się więc logiczne, że to one właśnie będą pierwszymi adresatami projektów tak radykalnych zmian i podmiotami o decydującym głosie w ich konsultowaniu; Komitety mają wszak wpisany w swoje regulaminy obowiązek działań opiniodawczych i opiniotwórczych. (...)

Komitet Językoznawstwa PAN w pełni solidaryzuje się ze stanowiskiem innych Komitetów Wydziału I PAN - Komitetu Nauk Pedagogicznych, Nauk o Kulturze, Nauk o Kulturze Antycznej, Nauk o Literaturze, Nauk o Sztuce, Komitetu Słowianoznawstwa - a także ze stanowiskiem Zarządu Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego w sprawie zmian w wykazie czasopism, w których zwarto apele o zachowanie ministerialnej listy B i odejście od pomysłu wiązania parametryzacji z funkcjonowaniem bazy SCOPUS.

Komitet Językoznawstwa PAN podziela zdanie, że zignorowanie argumentacji zawartej w tych apelach będzie miało - i w krótszej, i w dłuższej perspektywie - trudne do odwrócenia a groźne dla naszej nauki i społeczeństwa skutki".


Przypominam niektóre teksty na ten temat:

Stanowisko Komitetu Nauk Pedagogicznych w sprawie projektowanej likwidacji wykazu B czasopism punktowanych

Redaktorzy ogólnokrajowych czasopism naukowych z wykazu B - MNiSW apelują do ministra i posłów!

Po co "Raport o czasopismach naukowych" ?

Komitet (częściowej) Dewaluacji Jednostek Naukowych?

PAN wycofał się z decyzji o zaprzestaniu finansowania tylko niektórych czasopism naukowych

Czyżby minister miał zamiar wykupić niektórym czasopismom z wykazu B MNiSW miejsca na liście A (JCR) ?


środa, 21 marca 2018

Rząd przyjął projekt ustawy 2.0


Wczorajsze komunikaty o przyjęciu przez rząd projektu Ustawy 2.0, którą przygotował zespół ministra nauki i szkolnictwa wyższego dr. Jarosława Gowina czeka jeszcze sejmowa ścieżka legislacyjna. Ta zaś może mieć różne uwarunkowania, bowiem to, co rzekomo poparła większość ciał rektorskich i organów doradczych władzy może zostać poddane solidnej weryfikacji. Niewątpliwie będzie to też sprawdzian perswazyjnej mocy premiera rządu, który obejmując urząd zobowiązał się do poparcia reform w szkolnictwie wyższym i nauce.

Nikt nie twierdzi, że takie nie są potrzebne. Wielokrotnie o tym pisałem, a media zasypywane są najróżniejszymi komentarzami, opiniami, sprawozdaniami z konsultacji, debat, konferencji i stanowisk różnych organów władz i jednostek akademickich, stowarzyszeń, związków zawodowych itp. Sprzeczności w tym jest wiele, a jeszcze więcej tętniących podskórnie konfliktów na skutek niezadowolenia także zwolenników zmian.

Wczoraj minister J. Gowin przyznał, że pracownicy naukowo-dydaktyczni publicznych szkół wyższych, uniwersytetów, akademii i politechnik nie mają co marzyć o jakichkolwiek środkach finansowych, które są konieczne dla urealnienia projektu reform. W wywiadzie udzielonym w programie "Money" minister pytany ws. podwyżek dla nauczycieli akademickich, ujawnił, że jest po rozmowach w tej kwestii z premierem Morawieckim oraz minister Czerwińską. - Rozmawialiśmy o tym wzroście nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe. Kwestie podwyżek na razie odłożyliśmy.



Tymczasem doktorant otrzymuje płace na niższym poziomie niż pracownik dyskontu. Zresztą, co ministra obchodzą płace naukowców. -Zobaczymy, jak będzie się rozwijać nasza gospodarka, jaka będzie realizacja budżetu". Takie komunikaty słyszymy od lat, więc możemy przypuszczać, że jak akademicy zagłosują w wyborach na PIS, to mogą liczyć na ewentualną łaskę i sypnięcie groszem pod stół.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta w przedłożonej wersji przez Sejm, to część regulacji wejdzie w życie już od 1 października 2018 r. Zacznie się szybka ścieżka nowych tzw. "docentów marcowych", bowiem likwidując uprawnienia dotychczasowych jednostek do nadawania stopni naukowych wraz z przekazaniem ich bez jakichkolwiek minimów kadrowych uczelniom podwyższy status także tym, którzy pogrążą polską naukę w ignorancji i bylejakości. Czyż nie o to tu chodzi?

Większe wymagania doktorantom mają zatem stawiać także ci doktorzy, którzy nie powinni mieć dyplomu magistra czy inżyniera, bo taki jest niestety poziom części akademickiego środowiska w wielu dziedzinach nauk. MNiSW nie wycofuje się z habilitacji, by uspokoić konserwatywne skrzydło akademickie, ale zarazem "diabłu daje ogarek" w formie zatrudniania na stanowisku profesora uczelni osób ze stopniem doktora. Miało to miejsce w latach 1997-2005 r. w państwowych i niepublicznych wyższych szkołach, gdzie niemalże każdy doktor miał stanowisko profesora. Do dziś mamy takich wśród kanclerzy czy prezydentów uczelni. I co? Dno.

Ma też zniknąć limit 9 lat na uzyskanie po doktoracie stopnia doktora habilitowanego. Osoby kierujące prestiżowymi grantami badawczymi o renomie międzynarodowej będą mogły ten stopień uzyskać bez odrębnej procedury. Bardzo dobrze. Tylko po co? Nie lepiej mianować ich profesorami tytularnymi?

Wraca do szkolnictwa wyższego lustracja, która ponoć jest ważniejsza od wszystkich innych regulacji, skoro i tak nie ma na nie pieniędzy. Projekt Ustawy 2.0 przewiduje, że nauczyciel akademicki, który pracował w organach bezpieczeństwa, współpracował z nimi lub odbywał w nim służbę między 1944 a 1990 r., nie będzie mógł otrzymać tytułu profesora, nie będzie też mógł być rektorem, członkiem takich gremiów jak rada uczelni, kolegium elektorów, czy senat ani pełnić funkcji w ogólnopolskich instytucjach szkolnictwa wyższego i nauki. Bardzo dobrze. Ciekawe, czy to też będzie dotyczyło szkół prywatnych i państwowych wyższych szkół zawodowych, bo w nich aż roi się od b. tajnych współpracowników SB z okresu PRL?

Podobno ma być jeszcze wysłuchanie publiczne przedłożonego projektu, co w świetle wprowadzanych w kraju nowych regulacji wydaje się mało realne i skuteczne. Cieszy fakt, że minister J. Gowin podziękował za udział w dotychczasowych debatach i konsultacjach wszystkim uczestnikom, także krytykom projektu.

wtorek, 20 marca 2018

Kto chce obudzić nauczycieli?






Przywołuję dzisiaj treść apelu nauczycieli, którzy mają już dość proletaryzacji ich profesji. Społeczeństwo jest wprowadzane w błąd na temat rzekomo znakomitej sytuacji nauczycieli w szkolnictwie i wcale nie zamierza się temu przeciwstawiać. Niestety, ale pokutuje tu zła pamięć szkoły dużej części Polaków, a tym samym ich wrogi stosunek do nauczycieli. Nie ma chyba takiego absolwenta dowolnego typu szkoły, który nie wskazałby na co najmniej jednego nauczyciela, który był dla niego postacią toksyczną. Z jednej strony nauczyciele cieszą się powszechnym szacunkiem, ale z drugiej strony wielu Polaków z przyjemnością czyta o tym, jak to dobrze, że nauczyciele tak mało zarabiają.

Nauczyciele zaczynają zatem sami tworzyć ruch profesjonalnego oporu przeciwko kolejnej władzy w resorcie edukacji, która potrafi zatroszczyć się o siebie, bo rola Pinokia nie należy do najtrudniejszych w polityce publicznej. Oto kolejny przykład akcji nauczycielskich środowisk, która tymczasem skierowana jest do posłów wszystkich partii politycznych:


DO KLUBÓW PARLAMENTARNYCH:

Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości
Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej
Klub Parlamentarny PSL-UED
Klub Poselski Kukiz’ 15
Klub Poselski Nowoczesna
Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży

Jako nauczyciele Szkoły Podstawowej 2 w Chełmnie, zwracamy się do posłów ze wszystkich Klubów Parlamentarnych oraz Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży z wnioskiem o podjęcie inicjatywy ustawodawczej, anulującej najnowsze zmiany w Karcie Nauczyciela wprowadzone ustawą z dnia 27 października 2017 r. o finansowaniu zadań oświatowych.

Uzasadnienie
W ślad za wprowadzeniem zmian w Karcie Nauczyciela, podjęliśmy oddolną akcję protestacyjną, wyrażającą nasze niezadowolenie z nowo wprowadzonych zapisów tj. wydłużenia drogi awansu zawodowego, zmiany kryteriów oceny pracy, zmiany trybu przyznawania urlopu zdrowotnego. Wysłaliśmy list protestacyjny do Pana Premiera, Pana Prezydenta oraz do Kancelarii Sejmu. Poprosiliśmy nauczycieli z innych szkół, aby przyłączyli się do nas i uczynili to samo.

Z naszych informacji wynika, że listów takich napływa coraz więcej. Otrzymaliśmy bardzo szybko odpowiedź z Kancelarii Sejmu, z której wynika, że inicjatywę ustawodawczą mają minimum 15-osobowe grupy poselskie, dlatego zwracamy się do wszystkich klubów parlamentarnych oraz Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży o podjęcie takiej inicjatywy. Prosimy też wszystkich posłów o przyjęcie ustawy anulującej nowe zapisy w Karcie Nauczyciela, gdyż:

1. Zmiany w Karcie Nauczyciela nie są akceptowane przez środowisko nauczycielskie, są dla nas krzywdzące i niekorzystne. Dwa tygodnie po wystosowaniu naszego listu, Pani Minister Anna Zalewska wystosowała list do nauczycieli, z którego można wyciągnąć wniosek, że zmiany są wprowadzone dla dobra nauczycieli. Niestety, nasze odczucia są zupełnie inne. Są to zmiany narzucone i absolutnie nieakceptowane.

2. W tym samym liście, Pani Minister pisze, że zmiany w Karcie Nauczyciela wprowadzono na zasadzie kompromisu, razem ze związkami zawodowymi i samorządami. Dziwi nas to, gdyż widzimy niezadowolenie zarówno ze strony ZNP, jak i sekcji oświatowych NSZZ Solidarność /np. Gdańsk i Rybnik/. Jeżeli wszystko było uzgodnione, to co mają znaczyć intensywne rozmowy ze związkami zawodowymi, które toczą się w ostatnich dniach ? Zastanawiające jest również określenie „kompromis”, które niepokojąco sugeruje, że ministerstwo planowało jeszcze gorsze zmiany dla nauczycieli.

3. Gdyby nauczyciele otrzymali proponowane podwyżki płac, bez zmian w Karcie Nauczyciela, być może niezadowolenie naszego środowiska byłoby mniejsze . Zmiany te powodują jednak, że wielu nauczycieli nie będzie więcej zarabiało, gdyż odebrano im dodatek, a wydłużenie drogi awansu zawodowego, jest jednoznaczne z mniejszymi poborami. Nowe zasady oceniania nie mają nic wspólnego z praktyczną pracą z dziećmi. Będą tworzone kolejne sterty papierów, które nikomu i niczemu nie posłużą. Wielu specjalistów mówi, że spełnienie kryteriów na ocenę wyróżniającą, przez nauczyciela dyplomowanego, jest nierealne. Więc czemu to ma służyć ?

4. W naszym liście protestacyjnym piszemy o systematycznej degradacji zawodu nauczyciela, która ma miejsce od przynajmniej dwóch dekad. Ostatnie zmiany to kolejny krok w tym kierunku. Nie ma drugiej takiej grupy zawodowej, która miałaby tak skomplikowaną drogę awansu zawodowego - staże, egzaminy, rozmowy kwalifikacyjne, kursy, szkolenia, tworzone sterty papierów, przedkładanie sterty zaświadczeń, godziny spędzone przed komputerami itp. i to dzieje się praktycznie nieprzerwanie. Jako nauczyciele chcemy pracować z dziećmi, im poświęcać czas i swoją energię, z korzyścią dla wszystkich.

5. List Pani Minister dotarł do wszystkich szkół w jeden dzień, drogą elektroniczną. Jaki jest więc problem z tym, żeby dokonać konsultacji społecznych zarówno ze środowiskiem nauczycielskim, jak i samorządami. Gdyby do szkół wysłać krótką ankietę z dwoma pytaniami do nauczycieli: akceptujesz lub nie akceptujesz zmiany w Karcie Nauczyciela, po tygodniu MEN miałoby pełna wiedzę w tym zakresie. Tymczasem narzucono przepisy, bez konsultacji z samymi zainteresowanymi i bez ich akceptacji.

6. W naszym liście protestacyjnym podkreślamy, że nasz zawód jest systematycznie degradowany. Jeżeli tego stanu się nie odwróci i nie odbuduje prestiżu zawodu nauczyciela, to kto będzie w przyszłości uczył i wychowywał przyszłe pokolenia ? Ktoś komu nie uda dostać się na medycynę, prawo, politechnikę i inne uczelnie, a wybór zawodu nauczyciela będzie ostatecznością. Nie tak chyba ma wyglądać przyszłość polskiej oświaty.

Nasz protest wynika z tego, że jako środowisko nauczycielskie chcemy wyrazić swoje niezadowolenie. Nie robimy nic złego, nie przerywamy procesu dydaktycznego, nie dezorganizujemy pracy szkół, chcemy natomiast, żeby ktoś zechciał nas wysłuchać, nauczycieli, którzy codziennie pracują przy tzw. tablicy.

Prosimy traktować nasz wniosek, jako podpisany przez wszystkich nauczycieli, którzy list protestacyjny wysłali m.in. do Kancelarii Sejmu, gdyż w jego pierwszym punkcie zapisany jest postulat o „Zmianę ustawy z dnia 27 października 2017 r. o finansowaniu zadań oświatowych, w zakresie rozdziału 11, dotyczącego zmian w Karcie Nauczyciela i przywrócenie poprzednich zapisów, które były korzystniejsze dla nauczycieli”. Nie jest jeszcze za późno, gdyż nowe zapisy obowiązywały będą od 1 września. Jest więc jeszcze czas na ich wycofanie. W załączeniu przekazujemy treść listu protestacyjnego, który wysyłany jest przez nauczycieli. Liczymy, że posłowie pomogą nam w realizacji wystosowanych w nim postulatów.


Oto odpowiedź z Sejmu:

Informacja z dodatkowego posiedzenia Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, które odbyło się 06 marca 2018 r. w Warszawie została opublikowana na stronie dr. Bogdana Stępnia. Ekspert samorządowców po raz kolejny przywołuje w swoim wpisie urzędnika MEN, by przestał dzielić przez ZERO! Zdaje się, że jednak ów pan tego nie rozumie. ZERO od lat jest jedną z ważniejszych liczb w tym resorcie.

poniedziałek, 19 marca 2018

Jak długo jeszcze kolejny rząd zamierza degradować profesję nauczycieli?


Można pisać o tym w nieskończoność, a dzieje się tak od czasów PRL, kiedy krążyło w nauczycielskim środowisku retoryczne pytanie: CO TO ZA KRAJ, W KTÓRYM POLICJANT ZARABIA WIĘCEJ OD NAUCZYCIELA? Zmienił się ustrój, ale nie zmieniła się mentalność kierujących polskim państwem, w tym resortem edukacji. O ile 29 lat temu można było powiedzieć - rozumiemy, teraz jest czas transformacji gospodarczej, więc musimy zacisnąć pasa i dalej służyć społeczeństwu, o tyle z końcem drugiej dekady XXI wieku jest to już nie tylko patologią, ale kulturową destrukcją najwyższych władz państwowych!

Mamy kolejną ekipę rządzącą, która "ekonomicznie wygłodniała" po 8 latach życia w opozycji postanowiła szybko zatroszczyć się o siebie i o swoich popleczników, byle zdążyć w ciągu tej, a może i jeszcze kolejnej kadencji. Tymczasem NAUCZYCIELE nie są lokajami władzy. To nie są narzędzia do realizacji zmieniających się politycznie celów formacji rządzących. Oni mają służyć DOBRU WSPÓLNEMU, CAŁEMU SPOŁECZEŃSTWU, PAŃSTWU, mają nieść kaganek oświaty młodym Polakom, dzieciom i młodzieży, by stawali się dorosłymi obywatelami (w tym także patriotami) kraju, wykształconymi, autonomicznymi społecznie i moralnie podmiotami.

Dzięki przedszkolnej i szkolnej edukacji zdobywający wiedzę, umiejętności, rozwijający swoje postawy młode pokolenia stają się współsprawcami nie tylko własnego rozwoju, ale i państwa, w którym powinny móc realizować własne pasje, godnie w nim żyć i zapewnić trwałość konstytucyjnych wartości. Obchodzimy stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, to niech wreszcie nauczycielskie (oświatowe) związki zawodowe zafundują Ministerstwu Edukacji Narodowej tablicę z wykutym na niej fragmentem uchwały Ogólnopolskiego Zjazdu Oświatowego z dn. 14.IV. 1919, której treść nie może być nadal zrealizowana:

Pragniemy, żeby szkoła nie urabiała dziecka polskiego dla celów i interesów ani chwilowo panujących partii politycznych, ani dla widoku biurokracji, imperializmu, socjalizmu czy jakiegokolwiek innego kierunku społeczno-politycznego, lecz dla interesów samego dziecka. Dziecko samo w sobie, jego rozwój duchowy i fizyczny, jego dusza i serce, jego wyszkolenie obywatelskie, zdolności twórcze i zainteresowanie do pracy – oto cel, któremu służyć chcemy, któremu w naszym imieniu – służyć winna szkoła polska.

Nośnikiem kultury może być ten nauczyciel, który godnie zarabia, a zatem stać go na uczestniczenie w kulturze narodowej i światowej, na kino, teatr, filharmonię, wejście do muzeum, podróż do innego kraju, stać go na literaturę piękną i specjalistyczną, na prenumeratę prasy i czasopism, na zabezpieczenie życia własnej rodzinie. Tymczasem co proponuje kolejna minister edukacji - Anna Zalewska?

Zaplanowana na 1 kwietnia 2018 r. rzekoma podwyżka wynagrodzeń nauczycieli nie tylko jest na żenująco niskim poziomie, gdyby miała wynieść zapowiedziane 5 proc., ale nawet nie spełnia tego warunku, skoro uwzględniając różne czynniki, m.in. inflację, będzie wynosić zaledwie 1,45 proc.! Kolejna minister edukacji operuje postprawdą, czyli przekazuje społeczeństwu w celach jedynie propagandowych fałszywe informacje mając zresztą tego pełną świadomość.



Związkowcy "Solidarności" milczą, bo mają inne profity z tego tytułu, toteż jedynie ZNP demistyfikuje tę postprawdę A. Zalewskiej pisząc:

"W projekcie rozporządzenia określono nowe stawki wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, uwzględniając 5 proc. podwyżkę wynagrodzeń od dnia 1 kwietnia 2018 r. W związku z tym, że w roku bieżącym nie przewidziano wyrównania podwyżki wynagrodzeń od 1 stycznia 2018 r., faktyczna podwyżka wynagrodzeń w skali roku wynosić będzie 3,75 proc.. Odliczając inflację szacowaną w roku 2018 na 2,3 proc, uzyskujemy podwyżkę wynagrodzeń nauczycielskich na poziomie 1,45 proc. (...)

Pseudopodwyżka wynagrodzeń została wykreowana nie tylko z rezerwy celowej nr 81, w wyniku której wzrost części oświatowej wynosi jedynie 0,1 p.%, ale także jest pochodną oszczędności związanych z likwidacją dodatków do wynagrodzenia, innych świadczeń pracowniczych oraz wydłużenia ścieżki awansu zawodowego nauczycieli o dwa lata dla każdego ze stopni. To oczywiste, że wydłużenie drogi awansu nie jest żadną zmianą systemową, ani też troską o wyższy poziom rozwoju zawodowego nauczycieli, by w ten sposób poprawić jakość edukacji, a jedynie stanowi rozwiązanie, które ma służyć rozciągnięciu w czasie wciąż haniebnie niskich podwyżek wynagrodzenia.

WSTYD PANI MINISTER. Tak pisze się czarny scenariusz polskiej oświaty, tak prowadzi się do niszczenia polskiej kultury i szkolnictwa. Warto zejść z piedestału, z zakłamanej instytucji, by zobaczyć, że najmłodsi stażem nauczyciele zarabiają poniżej pensji minimalnej. Stawki wynagrodzenia minimalnego dla nauczyciela stażysty (1877 zł) i dla nauczyciela kontraktowego (1923 zł) są odpowiednio o „223 zł i 177 zł niższe od kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę w roku 2017! Czyżby za to była ministra edukacji premiowana przez premiera rządu?

Jaka jest różnica między podwyżką dla nauczyciela a premią dla ministra edukacji? Co sądzą na ten temat nauczyciele? Widać to w sieci!


Mało kto wie o tym, że 23 lutego 2018 r. została wystosowana ODEZWA DO ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH:

W naszym apelu napisaliśmy „Nasz protest nie ma nic wspólnego z polityką i nie jest związany ani z żadną partią polityczną, ani z żadnymi związkami zawodowymi” i tak faktycznie jest. Na bok odłożyliśmy nasze poglądy, pod pismem podpisywali się członkowie zarówno jednych, jak i drugich związków zawodowych, a także ci którzy do żadnych nie należą. To co z nami robią, dotyczy przecież nas wszystkich. Apelujemy do sekcji oświaty NSZZ Solidarność oraz ZNP, żeby w sprawach dotyczących nauczycieli, zaczęli mówić jednym głosem i wspólnie walczyli o godność naszego zawodu. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, rządzący, niestety, skrupulatnie wykorzystują brak naszej jedności. Nasza inicjatywa jest oddolna i zdajemy sobie sprawę, że nie mamy żadnych umocowań prawnych. Wy jednak je posiadacie i Wy możecie mieć ogromny wpływ na sytuację w polskiej oświacie. Jest jednak jeden warunek, wspólna i konsekwentna walka o człowieka, jakim jest nauczyciel, jego prawo do godnego życia i pracy w godnych warunkach. Takie są oczekiwania, setek tysięcy nauczycieli, którzy codziennie stają przy tzw. tablicy.

W imieniu grupy Degradowany nauczyciel – Janusz Błażejewicz

degradowany.nauczyciel@gmail.com lub facebook Degradowany nauczyciel

niedziela, 18 marca 2018

"Cy tata cyta cytaty Tacyta?"

Biblioteka Narodowa opublikowała coroczny raport pt. "STAN CZYTELNICTWA W POLSCE W 2017 ROKU". Są to badania poprzeczne, a nie longitudinalne, toteż ich wyniki nie pozwalają na wyciąganie wniosków, które miałyby świadczyć o zachodzącej zmianie postaw wobec czytelnictwa wśród badanych Polaków. Po raz kolejny, jak każdego roku, dowiadujemy się, jaki odsetek respondentów w wieku co najmniej 15 lat dobranych metodą random route czyta lub nie w ciągu roku, a jeśli czyta, to jakie książki.

Tym razem skrótowy raport nie informuje o próbie badawczej i zastosowanej metodzie, jak miało to miejsce rok temu.W roku 2016 (...) badanie zostało zrealizowano na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 3149 respondentów. Wywiady przeprowadzono metodą CAPI (Computer Assisted Personal Interview – wspomaganego komputerowo wywiadu kwestionariuszowego) w domach respondentów. Kwestionariusz wywiadu składał się przede wszystkim z pytań, które wystąpiły w poprzednich edycjach badania, przy czym zachowana została ich kolejność, tak aby wyniki były porównywalne z rezultatami uzyskanymi w ubiegłych lata.

Z innego źródła dowiemy się, że w 2017 roku badanie zostało przeprowadzone (...) na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 3185 respondentów w wieku co najmniej 15 lat oraz na próbie celowej 323 nauczycieli polonistów uczących w szkołach ponadgimnazjalnych. Wywiady przeprowadzono metodą CAPI (Computer Assisted Personal Interview – wspomaganego komputerowo wywiadu kwestionariuszowego) w domach respondentów, a na próbie celowej nauczycieli – metodą CAPI w miejscu pracy badanych lub metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview), za pomocą tego samego kwestionariusza, porównywalnego ze stosowanym w latach ubiegłych (nauczycielom zadano kilka dodatkowych pytań związanych z ich pracą). Cele poznawcze badania, założenia dotyczące doboru próby, a także narzędzie badawcze przygotowano w Instytucie Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej, zaś realizację badania w terenie wykonała firma Kantar Public.

Tym razem odnotowujemy pewną zmianę w badaniu, bowiem objęto nim czynnych zawodowo nauczycieli-polonistów w wieku 25-60 lat. Szkoda, że nie wzięto pod uwagę nauczycieli wszystkich przedmiotów, także akademickich, bo wydaje się czymś oczywistym, że jeśli ktoś naucza języka polskiego, to zapewne sam dużo czyta. Potwierdziła się ta oczywista oczywistość. Wszyscy nauczyciele potwierdzili, że przeczytali w ciągu roku co najmniej jedną książkę.

Musimy uwierzyć im na słowo, bo sondaż diagnostyczny sprzyja głoszeniu sądów, wśród których mogą być nieprawdziwe. Zapewne głupio byłoby się przyznać ankieterowi, że nie przeczytało się ani jednej książki. Niepokojące jest to, że nauczyciele - podobnie jak większość badanych Polaków - nie czytają tradycyjnej (drukowanej) prasy, bo czyni to zaledwie 14 proc. wszystkich respondentów, wśród których są też filolodzy.

Dwukrotnie większy odsetek dotyczy tych, którzy czytają prasę on line (37 proc.), zaś z obu źródeł korzysta 14 proc.(nie wiemy, czy jest to zbiór rozłączny). To znaczy, że duży odsetek polonistów wyłącza się z codziennej recepcji analiz wydarzeń społeczno-politycznych w kraju. Szkoda, że nie zapytano ich, czy czytają specjalistyczne czasopisma.


Nauczyciele języka polskiego generalnie lubią czytać książki. Tylko 6 proc. nie ma żadnej z tego powodu satysfakcji. Nie wiemy, jaki jest tego powód. Kategoria "lubi czytać" jest bowiem tak ogólnikowa, że być może 6 proc. nie lubi czytać, bo dokonało złego wyboru lektury.Oznaczałoby to, że uczniowie mają kontakt z nauczycielami, którzy zobowiązują ich do czytania książek, ale sami za tym nie przepadają. Poloniści są bardzo dobrą grupą zawodową do wręczania im książek w formie prezentów, bowiem aż 89 proc./ otrzymało książkę w prezencie, a 92 proc. spośród nich też obdarza książką innych z odpowiednich ku temu okazji.

Poloniści są też altruistami kulturowymi, bowiem 90 proc. pożyczyło komuś swoją książkę, zaś 87 proc. pożyczyło książkę od innych. Można wysnuć wniosek, że albo mają małe mieszkania, więc nie kupują książek z braku miejsca na powiększanie własnej biblioteki, albo ich na to nie stać. Z diagnozy BN wynika, że 81 proc. polonistów wypożycza książki z bibliotek. Kto wie, może to są - obok emerytów i rencistów - główni klienci tych placówek oświatowo-kulturalnych.

Wyniki sondażu potwierdzają stabilizującą się sytuację analfabetyzmu wtórnego wśród Polaków, skoro od 9 lat co najmniej jedną książkę w roku przeczytało ok. 40 proc. osób.

Taki stan rzeczy świadczy o kulturowym zacofaniu Polaków.

sobota, 17 marca 2018

Zwolniono, czyli przyjęto dymisję wiceministra prof. Aleksandra Bobko


Komunikat ministra Jarosława Gowina o zwolnieniu z resortu najbardziej kompetentnego wiceministra-prof. dr. hab. Aleksandra Bobko, sekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego brzmi tak, jakby nic istotnego się nie wydarzyło.

Tymczasem tożsame stanowisko zachował mgr prawa, który pojawił się w tym gmachu niedawno, a nie zna i nie rozumie specyfiki zarządzania uczelniami publicznymi, ich jednostkami i wymogów związanych z ubieganiem się w nauce o stopnie i tytuły naukowe. Kto tego nie doświadczył, ten, niestety, może tylko realizować zadania na polityczne zamówienie, które z troską o naukę i akademickie wspólnoty nie mają koniecznego związku.

Komunikat brzmi tak, jak mówi stare przysłowie X zrobił swoje, i może odejść: " Prof. Aleksander Bobko, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego zakończył dzisiaj pracę w resorcie nauki. W ciągu dwóch lat urzędowania odpowiadał m.in. za umiędzynarodowienie polskiego szkolnictwa wyższego. Współtworzył Narodową Agencję Wymiany Akademickiej, instytucję mającą za cel odwrócenie drenażu mózgów i przyciągnięcie do Polski najlepszych badaczy. (...) Jako wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego profesor Aleksander Bobko czynnie włączył się w tworzenie Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej – pełnił wobec niej również funkcje nadzorcze.

W czasie pracy dla resortu nauki partycypował w pracach Stałego Komitetu Rady Ministrów. Współpracował też z Polską Komisją Akredytacyjną, konferencjami rektorów, Radą Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Centralną Komisją do Spraw Stopni i Tytułów. Jako sekretarz stanu zajmujący się nadzorem nad uczelniami brał udział w konsultacjach i współtworzył Konstytucję dla Nauki – nowatorski projekt reformy nauki i szkolnictwa wyższego.


Oczywiście, "teren" dla reformy został już przygotowany przez jednego z fachowców, a teraz przychodzi czas na spijanie soków z "wyciśniętej cytryny". No to zobaczmy, co się stanie z projektem ustawy 2.0, o której treści min. Jarosław Gowin mówił, że z racji doskonałości i rzekomo powszechnego poparcia nie zgodzi się na zmianę w niej nawet jednego przecinka.

A ja już widzę, że tych przecinków i zdań sporo usunięto. Może zatem warto mieć więcej pokory i szacunku wobec środowiska akademickiego, które chce zmian, ale nie iluzorycznych i nie tylko dla wybranych? Obawiam się, że przyjdzie czas, w którym zostaną odsłonięte interesy nowych oligarchów, bo szkolnictwo wyższe może doskonale takim sprzyjać.

Poczekamy na to, co zrobią z tym projektem posłowie PIS i jak go "przeorzą" (ostatnio jest to modne słowo w tej formacji politycznej). Niech opozycja chwali ten projekt pod Niebiosa wykazując wszystkie jego zalety. Wad w nim nie ma przecież żadnych. To tylko konserwatywna garstka komuchów broni status quo.

Dziękuję wiceministrowi A. Bobko za jego autentyczną w tych trudnych warunkach politycznej zmiany służbę na rzecz nauki i szkolnictwa wyższego.

piątek, 16 marca 2018

Prezydent mianował nowych profesorów, w tym pedagogów


Polska pedagogika została wzbogacona o dwóch profesorów tytularnych w dziedzinie nauk społecznych:

prof. dr hab. Józefę Bałachowicz - pedagog wczesnej edukacji z Wydziału Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie oraz

prof. dr hab. Grażynę Dryżałowską - pedagog specjalną z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie.

Przybliżę sylwetki naukowe pań profesor, gdyż w obu dyscyplinach, które one reprezentują, ma miejsce niezwykle dynamiczny rozwój badań naukowych oraz ogromny wzrost zainteresowania studiami doktoranckimi oraz postępowaniami habilitacyjnymi. Potrzebni są Mistrzowie, których dorobek naukowy, osiągnięcia organizacyjne i dydaktyczne będą dobrze służyć nie tylko nauce, ale także dalszemu kształceniu kadr akademickich.

Pani prof. dr hab. Józefa Bałachowicz (ur. w 19.03.1949 r. w Krzyżanach) ukończyła w 1974 r. studia magisterskie na kierunku pedagogika na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki uzyskała w 1982 r. na podstawie obronionej w Instytucie Badań Edukacyjnych dysertacji doktorskiej pt. "Sposoby pracy z tekstem a efekty dydaktyczne w nauczaniu początkowym”. Wysoki poziom rozprawy sprawił, że została ona wydana nakładem renomowanego Wydawnictwa Szkolnego i Pedagogicznego pt. "Kształtowanie umiejętności czytania ze zrozumieniem" (Warszawa 1989).


Kolejny awans naukowy przypadł na rok 1994, kiedy to na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej uzyskała stopień naukowy doktora habilitowanego w dyscyplinie pedagogika, w dziedzinie nauk humanistycznych. Niezwykle znaczącą była w tym postępowaniu rozprawa monograficzna pt. „Umiejętność czytania uczniów szkół podstawowych dla lekko upośledzonych umysłowo” oraz wcześniejsza monografia pt. "Style działań edukacyjnych nauczycieli klas początkowych. Między uprzedmiotowieniem a podmiotowością (Warszawa 2009). Pani Profesor wydała też szereg monografii zbiorowych będących pokłosiem wspólnych debat czy projektów badawczych, jak m.in.:
1. Sprawności językowe dzieci upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim, współred. J. Paluszewski (Warszawa 1995);

2. Edukacja w toku przemian (Warszawa 1995).

3. Język, literatura, wychowaniewspółred. S. Frycie (Warszawa 2006);

4. Wczesna edukacja dziecka. Stan obecny – perspektywy – potrzeby, współred. A. Kowalska, (Warszawa 2006);

5. Kultura regionalna w kształceniu nauczycieli klas początkowych, współred. AB. Falińska (Warszawa 2010);

6. Edukacja (dla) dziecka – od trzylatka do sześciolatka, współred. Z. Zbróg, (Kraków 2011);

7. Dziecko w koncepcjach pedagogicznych Marii Grzegorzewskiej i Janusza Korczaka, (Warszawa 2012);

8. Z zagadnień profesjonalizacji nauczycieli wczesnej edukacji w dobie zmian, współred. A. Szkolak, (Kraków 2012);

9. Nowoczesny wychowawca – tutor, mentor, coach, współred. A. Rowicka, (Warszawa 2013);

10. Kompetencje kreatywne nauczycieli wczesnej edukacji dziecka, współred. I. Adamek, (Kraków 2013);

11. Edukacja środowiskowa w kształceniu nauczycieli. Perspektywa teoretyczna, współred. Halvorsen K. V., Witkowska-Tomaszewska A., (Warszawa 2015).

Prof. J. Bałachowicz już drugą kadencję przewodniczy Zespołowi Edukacji Elementarnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN oraz jest członkiem Akademickiego Seminarium Edukacji Dziecka, które skupia nauczycieli akademickich specjalności pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna z UAM, Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, Uniwersytetu Opolskiego, Szczecińskiego, Warmińsko-Mazurskiego, UMCS, APS i innych.

Od 1974 r. jest zatrudniona w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (dawniej: WSPS im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie), gdzie kieruje Zakładem Wczesnej Edukacji, a także współpracuje od 1995 r. z Wyższą Szkołą Pedagogiczną TWP w Warszawie. Należy do wysoko cenionych naukowców w środowisku oświatowym. W latach 1996-2000 przewodniczyła Zespołowi Kwalifikacyjnemu Głównej Komisji do spraw Stopni Specjalizacji Zawodowej w zakresie nauczania początkowego. Była też w latach 1998-2000 członkiem Rady ds. Kształcenia Nauczycieli przy MEN. Za działalność ekspercką i w kształceniu nauczycieli została wyróżniona Medalem Komisji Edukacji Narodowej.

Kolejna z nominowanych Profesorów - Grażyna Dryżałowska (ur. 26.05.1951 r.) jest absolwentką studiów magisterskich w dyscyplinie pedagogika, które ukończyła w 1975 r. na Wydziale Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Z tej jednostki wydzielił się później Wydział Pedagogiki, na którym uzyskała promocję doktorską w 1984 r. na podstawie obrony dysertacji pt. Postawy społeczne młodzieży głuchej. Promotorem był prof. Aleksander Hulek.


W 1998 r. pani G. Dryżałowska uzyskała stopień naukowy doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki na tym samym Wydziale na podstawie pozytywnie przyjętego kolokwium habilitacyjnego i dysertacji habilitacyjnej pt. Rozwój językowy dziecka z uszkodzonym słuchem a integracja edukacyjna. Model kształcenia integracyjnego.


Postępowanie o nadanie tytułu zostało wszczęte na Wydziale pedagogicznym UW, gdzie dr hab. G. Dryżałowska przedstawiła monografię profesorską pt. Integracja edukacyjna a integracja społeczna. Satysfakcja z życia osób niedosłyszących (Warszawa 2015). Pani Profesor wydała w ostatnich latach cztery monografie naukowe oraz kilkadziesiąt rozpraw pomniejszych. Opublikowała też 2 monografie zbiorowe.

Odbyła staż naukowy w Turcji w ramach programu European Lifelong Learning Programme/Grundtvig Partnership (2013) oraz wykładała poza granicami kraju, w Zagrzebiu (Chorwacja), Merkezi (Hiszpania), Izmirze (Turcja), Goeteborgu (Szwecja). Kierowała dwoma projektami badawczymi w latach 2004-2006 nr projektu EQUL dla Polski EQ/03/A/d2/2005/10) . Realizowała tez dwa projekty w ramach współpracy międzynarodowej, bilateralnej z Uniwersytetem w Salamance (Hiszpania) i Averio (Portugalia). Po każdym z projektów wydawała publikację. Jej artykuły naukowe ukazywały się w czasopismach punktowanych z listy B i C (ERIH), a także w monografiach zbiorowych znaczących uniwersyteckich oficyn.


Wypromowała 3 doktorów w dyscyplinie pedagogika, a 4 kolejne przewody są otwarte. Opiekowała się w ramach stażu naukowego doktorantami. Z Uniwersytetu Rzeszowskiego, z Uniwersytetu Humaniu (Ukraina) i WSP w Krakowie. Ponadto pięciokrotnie recenzowała w przewodach doktorskich, 15 razy była recenzentką w postępowaniach o nadanie stopnia doktora habilitowanego. Trzynastokrotnie recenzowała wydawniczo monografie. Od samego początku swojej kariery naukowej jest związana z Wydziałem Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje Zakładem Pedagogiki Społecznej i Pedagogiki Specjalnej. Pani Profesor reprezentuje bardzo rzadką specjalność w naukach pedagogicznych, jaka jest surdopedagogika.



Obu Paniom Profesor serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów w pracy naukowo-badawczej i dydaktycznej.

(fot. źródło: www.prezydent.pl)

czwartek, 15 marca 2018

Tak wykuwa się w MNiSW nową klasyfikację dziedzin i dyscyplin naukowych


Jeśli ktoś sądzi, że w ministerstwie zamierza się przyjąć jedną z klasyfikacji dziedzin nauk: światową, preferowaną w krajach OECD, do której to grupy państw należy także Polska, czy może europejską, a więc przyjętą przez European Social Fund/UE, to jest w błędzie. Nic z tych rzeczy. Owszem, sugeruje się od dłuższego czasu, że w Polsce zostanie przyjęta klasyfikacja dziedzin nauk za OECD, ale z drobną korektą.

W klasyfikacji OECD wystarczy 6 dziedzin nauk:

1. humanistyczne
2 społeczne
3. przyrodnicze (w tym nauki ścisłe, biologiczne i o Ziemi)
4. medyczne
5. rolnicze
6. inżynieryjne i technologiczne

W tej klasyfikacji pedagogika jest tam, gdzie chcą tego Amerykanie, a nie Niemcy, Polacy czy Włosi, a mianowicie w dziedzinie nauk społecznych. Ta bowiem obejmuje osiem dyscyplin naukowych oraz pozostałe:

1. Psychologia
2. Nauki ekonomiczne
3. Pedagogika
4. Socjologia
5. Nauki prawne
6. Nauki o polityce
7. Geografia społeczna i ekonomiczna
8. Komunikacja społeczna
9. Inne nauki społeczne

Warto porównać tę klasyfikację z europejską, która przewiduje następujące dziedziny nauk:

1. Ekonomia, społeczne i humanistyczne
2. Nauki o Ziemi
3. Fizyka, chemia, matematyka i informatyka
4. Biologiczne (w tym medycyna, rolnictwo i leśnictwo)
5. Nauki inżynieryjne

Pedagogów zapewne zainteresuje, gdzie jest ulokowana pedagogika. Oczywiście, że jest ujęta razem z naukami ekonomicznymi, społecznymi i humanistycznymi.

Co proponuje MNiSW A.D. 2018?

Proszę bardzo. Ma być osiem dziedzin nauk:

I. Dziedzina nauk ścisłych i przyrodniczych, a w jej ramach:

1 Matematyka (matematyka)
2 Informatyka (informatyka)
3 Nauki fizyczne (fizyka, astronomia, biofizyka)
4 Nauki chemiczne (chemia, technologia chemiczna, biotechnologia(Ś), biochemia)
5 Nauki o ziemi i środowisku (geografia, geologia, oceanologia, geofizyka)
6 Nauki biologiczne (biologia, mikrobiologia, ekologia, biofizyka, biochemia, biotechnologia).

II. Dziedzina nauk inżynieryjnych i technicznych, a w jej ramach:

1 Architektura i urbanistyka (architektura i urbanistyka)
2 Biotechnologia biotechnologia (biotechnologia przemysłowa i biotechnologia środowiskowa)
3 Elektrotechnika, elektronika, inżynieria informacyjna (elektronika, elektrotechnika, informatyka(T), telekomunikacja, automatyka i robotyka)
4 Energetyka (energetyka)
5 Inżynieria medyczna (biocybernetyka i inżynieria biomedyczna)
6 Inżynieria i technologia chemiczna (inżynieria chemiczna, technologia chemiczna)
7 Inżynieria lądowa (budownictwo, transport (infrastruktura), geodezja i kartografia)
8 Inżynieria materiałowa (metalurgia, inżynieria produkcji (materiały), towaroznawstwo (materiały), włókiennictwo (materiały), drzewnictwo (materiały) + nanotechnologia)
9 Inżynieria mechaniczna (budowa i eksploatacja maszyn, mechanika, włókiennictwo (urządzenia), inżynieria produkcji (urządzenia)];
10 Inżynieria i ochrona środowiska, górnictwo (inżynieria środowiska, górnictwo i geologia inżynierska, ochrona i kształtowanie środowiska).

III. Dziedzina nauk medycznych i o zdrowiu, a w jej ramach:

1 Podstawowe nauki medyczne i farmaceutyczne (biologia medyczna, farmaceutyka, biotechnologia (medyczna)]
2 Medycyna kliniczna i stomatologia (medycyna, stomatologia)
3 Nauki o zdrowiu (nauki o zdrowiu),
4 Nauki o kulturze fizycznej i sporcie (nauki o kulturze fizyczne, nauki o sporcie).

IV. Dziedzina nauk rolniczych, a w jej ramach:

1 Rolnictwo i leśnictwo (agronomia, biotechnologia(Ro), ogrodnictwo, leśnictwo, drzewnictwo (z wyj. materiałów)];
2 Nauki zootechniczne (zootechnika, rybactwo);
3 Technologia żywności i żywienie człowieka (technologia żywności i żywienia, towaroznawstwo (spożywcze)];
4 Weterynaria (weterynaria).

V. Dziedzina nauk społecznych, a w jej ramach:

1 Nauki prawne (nauki o administracji, prawo);
2 Pedagogika i nauki o edukacji (pedagogika);
3 Nauki socjologiczne (socjologia, nauki o rodzinie);
4 Nauki o bezpieczeństwie (nauki o bezpieczeństwie, nauki o obronności);
5 Nauki ekonomiczne (ekonomia, finanse);
6 Psychologia (psychologia);
7 Nauki o komunikacji społecznej i mediach (nauki o mediach, bibliologia i informatologia, nauki o poznaniu i komunikacji społecznej);
8 Nauki o zarządzaniu i polityce publicznej (nauki o zarządzaniu, nauki o polityce publicznej, towaroznawstwo (w zakresie zarządzania jakością i produktem)];
9 Geografia społeczno-ekonomiczna i gospodarka przestrzenna (geografia (część), ekonomia (część)];
10 Nauki o polityce (nauki o polityce).


VI. Dziedzina nauk humanistycznych, a w jej ramach:

1 Nauki historyczne (historia, archeologia);
2 Nauki filologiczne (językoznawstwo, literaturoznawstwo);
3 Filozofia (filozofia);
4 Nauki teologiczne i prawo kanoniczne (nauki teologiczne, prawo kanoniczne);
5 Nauki o kulturze i sztuce (kulturoznawstwo, religioznawstwo, etnologia, historia sztuki, nauki o sztuce).


VII. Dziedzina sztuki, a w jej ramach:
1 Sztuki filmowe i teatralne (dziedzina sztuk filmowych, dziedzina sztuk teatralnych);
2 Sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki (sztuki piękne, sztuki projektowe, konserwacja i restauracja dzieł sztuki);
3 Sztuki muzyczne (dyrygentura, instrumentalistyka, kompozycja i teoria muzyki, reżyseria dźwięku, rytmika i taniec, wokalistyka);

VIII. Nauki międzydziedzinowe (Nie dotyczy ewaluacji nauki. Dotyczy wyłącznie stopni i tytułów naukowych w oparciu o decyzję Rady Doskonałości Naukowej).

Zastanawiam się, czy kolejność dziedzin nauki ma świadczyć o polskim rankingu nauk? No i co to oznacza, że w dziedzinie nauk społecznych jest pedagogika i nauki o edukacji. Cóż to są za nauki o edukacji, które nie są pedagogiką?



Jak czytać fake newsy