czwartek, 22 lutego 2018

O kompromitowaniu badań pedagogicznych, które z pedagogiką niewiele mają wspólnego


W związku z narastaniem problemów socjalnych, zdrowotnych, ale i w sferze kulturalnej osób starszych pojawia się w Polsce coraz bogatsza literatura z zakresu gerontologii pedagogicznej (geragogiki) czy gerontologii społecznej. Niestety, niektóre rozprawy nie powinny ujrzeć światła dziennego ze względu na to, że zawierają fundamentalne błędy zarówno w analizie problematyki badawczej, jak i założeniach projektów badań i ich realizacji. Jedną z takich monografii, która jest przykładem tego, jak nie należy prowadzić badań naukowych, jest książka Eweliny Koniecznej pt. "Seniorzy i film. Aktywizacja i integracja społeczna osób starszych przez uczestnictwo w kulturze filmowej" (Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek 2016).

Nie spełnia ona wymogów naukowych pomimo tego, że część teoretyczna jest względnie dobrze napisana. Ma jednak głównie charakter przeglądowy wiedzy z kulturoznawstwa nie wnosząc niczego nowego do pedagogiki. Trudno tu mówić o pogłębionej świadomości autorki znaczenia głównych kategorii wpisanych w tytuły rozdziałów i podrozdziałów ("Starość jako zadanie rozwojowe i edukacyjne" i "Rola kultury filmowej w procesie adaptacji do starości"), gdzie widoczne są uchybienia związane z brakiem odniesień do kanonu literatury przedmiotu.

Zasadnicze zarzuty dotyczą jednak metodologii badań. W rozdziale metodologicznym brak jest założeń rzekomo przeprowadzonych badań metodą case study, opisu przebiegu wywiadów, kryteriów analizy danych oraz założeń dotyczących sposobu ich kodowania. Autorka wskazuje na „brak ścisłej struktury metodologicznej w badaniach jakościowych” (s. 119), co źle interpretuje, wypaczając sens badań jakościowych oraz pozbawiając je kryteriów świadczących o poprawności procesu badawczego.

Bliższa jest Ewelinie Koniecznej problematyka analiz kulturoznawczych z zakresu filmoznawstwa, z którymi to zagadnieniami poradziła sobie zdecydowanie lepiej, niż z wiedzą z obszaru gerontologii społecznej, geragogiki czy edukacji dorosłych. Nic dziwnego, że trudno dopatrzeć się dojrzałych propozycji założeń metodologicznych.
Rozprawa niczego nie wnosi do pedagogiki a Autorka - jako przedstawiciel nauk humanistycznych - zupełnie nie zna metodologii badań społecznych.

Autorka nie potrafiła sformułować głównego problemu badawczego, tylko określiła w swojej pracy dwa: Jakie są uwarunkowania uczestnictwa seniorów w kulturze filmowej? i Jaka jest rola kultury filmowej w aktywizacji, integracji społecznej i rozwoju osób starszych? przypisując każdemu z nich po kilka pytań szczegółowych, które nie spełniają takiego kryterium. Już pomijam, że każde z tych pytań stanowi odrębny problem badawczy wymagający rzetelnych badań empirycznych.

Co czyni autorka tego projektu? Ucieka w pseudojakościowe badania kompromitując się stwierdzeniem, że: "W badaniach jakościowych nie obowiązuje ścisła struktura metodologiczna, nie korzysta się ze standaryzowanych narzędzi badawczych". Nie wie, że w badaniach jakościowych obowiązuje ścisła struktura metodologiczna, o czym mogłaby poczytać w podręcznikach i rozprawach z metodologii badań jakościowych, w tym także prof. Dariusza Kubinowskiego. Nie rozumie, że w tym paradygmacie badawczym można, a nawet warto korzystać z wystandaryzowanych narzędzi badawczych, jeśli zależy nam na jak najlepszym studium indywidualnych przypadków.

W książce E. Koniecznej zostały słabo zarysowane sylwetki zaledwie 5 osób badanych, zaś ich analiza nie została podporządkowana 10 pytaniom badawczym. Nota bene autorka odmiennie formułuje cele badawcze w rozdziale metodologicznym i w tej części pracy, w której omawia dane pozwalające jej na szerszą - a w rzeczywistości powierzchowną, banalną - analizę badanych zjawisk.

O ile bowiem w założeniach metodologicznych zapowiada: Pierwszym celem podjętych badań było poznanie, na podstawie doświadczeń badanych osób, roli kultury filmowej w aktywizacji i integracji społecznej osób starszych."(s. 117), o tyle już w rozdziale 4 tak je formułuje: "Celem prowadzonych badań było także sprawdzenie, jaką rolę odgrywają filmy w reinterpretacji doświadczeń życiowych osób starszych oraz jakie filmy wspomagają proces adaptacji do starości". (s. 189). Jak widać nie pamiętała już, co w istocie było celem jej badań, bo cała praca jest przykładem potocznej narracji studentów, którzy dopiero uczą się prowadzić badania w naukach społecznych.

Właśnie dlatego mamy w tej książce wszystko to, co autorce wydawało się mieć jakiś związek z kulturą filmową i dobranymi celowo do analizy wywiadów pięcioma seniorami. Sposób analizy najlepiej prezentują sformułowania w stylu:

- "Niektórzy twierdzili, że ..."; - "Seniorzy uważają, że ..." ; "Z uzyskanych wypowiedzi wynika, że ..."; "Niektórzy z badanych twierdzili: ..." ; "Badani zwracali też uwagę na..."; "Badane osoby nie znają...". Konia z rzędem temu, kto udowodni, że w takiej narracji mamy do czynienia z case study. Warto pokazywać tę książkę doktorantom nauk pedagogicznych, by zobaczyli, jak nie wolno prowadzić badań jakościowych i na czym polega pseudoanaliza case study.

Najbardziej kuriozalne w publikacji rzekomo z pedagogiki jest kilkudziesięciostronicowa charakterystyka wybranych filmów fabularnych poświęconych jesieni życia. Co to ma wspólnego z poszukiwaniem odpowiedzi na powyższe problemy badawcze? Jak się nie wie, że się nie wie, to się wkleja, co się wie.

Nic dziwnego, że w swoich przesłankach autorka tej książki zapisała w 3 osobie: (...) do omówienia wybranych filmów, które opowiadają o ludziach starszych i starych, wykorzystała antropocentryczny model interpretacji filmu". (s. 118) Niestety, nie znajdziemy w tej książce modelu, tylko opowiadanie o nim w różnych rozprawach, gdyż E. Konieczna nie badała mechanizmu integracji pojęciowej, stapiania się przestrzeni mentalnych i identyfikacji z jego treścią, by wykazać faktyczne rozumienie i interpretację filmów przez badanych.

Niestety, niektórzy naukowcy prawdopodobnie sami wskazują na recenzenta wydawniczego osobę niekompetentną w prezentowanej problematyce, byle tylko uzyskać rekomendację maszynopisu do druku. Z taką patologią mamy do czynienia w niemalże wszystkich dyscyplinach naukowych, w których autor zainteresowany wydaniem książki oczekuje jedynie pozytywnej rekomendacji. Ja tej książki nie polecam nikomu, kto interesuje się problematyką osób starszych i pedagogiką kultury.


6 komentarzy:

  1. Może wreszcie środowisko naukowe zdemaskuje takie podejście do badań jakościowych, w których "badaczom" wydaje się, że nie trzeba zadbać o ich jakość. Cieszę się, że ktoś w końcu otwarcie o tym mówi. I powiedzmy prawdę do końca: to także kompromitacja dla recenzenta, który pisze: "Opracowanie to może stanowić interesującą lekturę dla badaczy zainteresowanych starzeniem się i starością człowieka-pedagogów, psychologów oraz animatorów kultury i organizatorów życia kulturalnego [...]. Znajdujemy w pracy szeroką panoramę poglądów na starość prezentowaną przez przedstawicieli takich dyscyplin wiedzy jak: psychologia, a w obrębie pedagogiki-pedagogika społeczna i andragogika oraz gerontologia społeczna i wychowawcza.[...] podjęty przez autorkę temat jest ważny przede wszystkim z racji świeżości i oryginalności ujęcia problemu relacji zachodzących pomiędzy osobami starszymi a kultura filmową". Tak pisze prof. nadzw. dr hab. Jerzy Semków - dlaczego chce mnie naciągnąć na kupno knota?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauki społeczne rządzą się swoimi prawami. Recenzje też mogą być rożne, a jeszcze w badaniach jakościowych! Nie byłabym taka szybka do w ocenie książki i recenzenta. No, tak z pozycji anonimowego jest łatwiej. Prof Śliwerski się przynajmniej podpisał i podjął polemikę, a Anonimowy sobie tak wrzuca i wymądrza się, bo nie musi ponosić konsekwencji. Odwagi! Podpisz się i broń swojego zdania!

      Usuń
  2. Przerażające jest to , że tego typu prace zalegają w wydawnictwach uczelnianych i chyba tylko przymuszony groźbą braku zaliczenia student je kupi bo czytać to nikt tego "miału" nie czyta. Jawne marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Jedni pozorują pisanie inni pozorują recenzowanie czytelników brak

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że ktoś pokazuje patologię badań w naukach społecznych. W najnowszym numerze "Edukacji" (IBE 2017 nr 4) jest artykuł Marii Flakus pt. "Znaczenie postaw wobec badan naukowych i statystyki w procesie kształcenia akademickiego psychologów." Warto to przeczytać, gdyż autorka przywołuje także prof. Jerzego Brzezińskiego wskazującego na niski poziom świadomości metodologicznej psychologów. Autorka przywołuje badaczy z różnych krajów , co świadczy o znacznie szerszym zakresie braku "sumienia naukowego" czy "pierwiastka formacyjnego" u badaczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, piszą o Panu:
    "Nie mam pojęcia, czy prof. Śliwerski ma rację pisząc swą recenzję, byc może ma. Nie interesuje mnie to. Profesor pedagog miał okazję do tego, żeby przekonać komisję, której przewodniczył oraz radę wydziału, która głosowała. I skoro się mu nie udało, to sprawa powinna być dla niego zamknięta. Wypisywanie o kompromitujących badaniach jest żałosne. Jest to szczególnie żałosne, że pisze to wszystko człowiek, który ma wielką władzę w polskiej pedagogice. Z władzą przychodzą obowiązki, również obowiązki siedzenia cicho" (http://habilitant2012.blox.pl/2018/02/Wladza-i-obowiazki.html) - usunie Pan komentarz czy się ustosunkuje to internetowej polemiki?

    OdpowiedzUsuń
  5. Na ignorancję habilitanta jest jedyne lekarstwo : proszę najpierw przeczytać książkę. Jeśli posiada pan jakiekolwiek kompetencje i zrobił już pan habilitację, to proszę adekwatnie do metodologii nauk społecznych zabrać głos. Polecam też w kwestii oceny mojej pozycji książkę -niestety dla Pana - też mojego autorstwa pt. HABILITACJA.DIAGNOZA.PROCEDURY.ETYKA.POSTULATY, to zrozumie pan brak znajomości tych kwesti w 3 obszarach. Tymczasem może pan nadal psychopatycznie hejtować kogo chce, jak szczur w kanałach. Nauka jest na to odporna.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.

60.lecie gdańskiej pedagogiki