środa, 7 lutego 2018

Co słychać w sesji egzaminacyjnej?


Sesja egzaminacyjna ma swoje plusy i minusy tak dla studiujących, jak i ich nauczycieli akademickich. Każdego roku zastanawiam się nad tym, w jakiej formie powinienem przeprowadzić egzamin po 28 godzinach wykładów, żeby sprawdzić, czy studenci pedagogiki zostali przynajmniej pobudzeni do głębszej refleksji na temat polityki oświatowej w naszym kraju. Z wykładu na wykład przywoływałem im różne publikacje z socjologii edukacji, filozofii polityki, psychologii polityki a nawet ekonomii polityki, by zrozumieli, że to, co ma miejsce w polityce oświatowej sektora publicznego w naszym kraju nie jest wyalienowane od czynników społecznych, gospodarczych, administracyjno-prawnych i psychologicznych.

Trzeba patrzeć na to w miarę możliwości z różnych stron, by dostrzec, zrozumieć i zaakceptować lub zakwestionować procesy, które bezpośrednio dotyczą naszych dzieci. Niestety, ale to dzieci młodzież pozbawione do osiemnastego roku życia praw do samostanowienia stają się beneficjentami lub ofiarami praktyk w zarządzaniu edukacją w skali makro-, mezo- i mikroedukacyjnej. W ciągu prawie 30 lat następuje powolna, ale narastająca świadomość konieczności interesowania się przez rodziców, a tym bardziej nauczycieli tą sferą oświatową, która podcina im skrzydła lub też zwalnia z poczucia odpowiedzialności za strukturalne, a więc i psychospołeczne niszczenie osobowości przedszkolaków i uczniów.

Nie rozwijam w tym miejscu tematu, gdyż wielu pedagogów poświęca mu swoje badania naukowe i publikuje ich wyniki. Warto do tego sięgać, by zacząć wreszcie myśleć o sobie w kategoriach profesjonalizmu, a nie wiedzy potocznej czy tego, jak nam się coś wydaje. Zaproponowałem studentom przeczytanie artykułu z jednej z codziennych gazet a dotyczącego tytułowej w nim kwestii: "Czy szkoła publiczna może być wolna od polityki?"

Uwalniając kandydatów do zawodu pedagoga od reprodukowania w ramach egzaminu pisemnego (testu - ponad 240 osób!) wyuczonych/ściągniętych definicji, typologii czy modeli teoretycznych, zachęcić do studiowania literatury, znalezienia przy jej pomocy (a nie w niej) danych do odpowiedzi na powyższe pytanie i podzielenie się w formie pisemnej własną analiza, interpretacją czy rozwiązaniem problemu. Taki sprawdzian pozwala na sformułowanie przypuszczeń, czy studiującym zależy na własnym rozwoju, pogłębieniu osobistej refleksji, czy może chodzi im tylko i wyłącznie o uzyskanie pozytywnej oceny, by mieć z głowy problem upozorowania rzekomej aktywności umysłowej.

Skoro studiujący dokonują ewaluacji moich zajęć, to i ja mam znakomitą okazję, by przekonać się na podstawie ich prac, kim mogą być w przyszłości? Czy chciałbym, aby którykolwiek z absolwentów miał możliwość kształcenia moich dzieci czy wnuków? W czasie wykładów byli dla mnie anonimowymi osobami, ale w rozprawie, w której muszą wykazać się nie tylko oczytaniem w literaturze przedmiotu, ale osobistą narracją, wyrażeniem swojej opinii, w pewnym stopniu zbliżyli się do mnie, a ja do nich.

Całe szczęście, że skrzynka uniwersytecka jest w stanie pomieścić korespondencję wraz z załącznikami. Te ostatnie bowiem liczyły od 2 stron do 12, a ich objętość, treść i liczbowy rozkład odpowiadały krzywej Gaussa. Piszę w tym momencie o studentach studiów stacjonarnych, którzy powinni mieć czas, motywację i kompetencje ku temu, by na drugim roku studiów zawodowych zacząć już poważnie myśleć o własnym profesjonalizmie. Za rok, jak zaliczą m.in. mój przedmiot, mogą podjąć pracę zawodową. Już nawet nie wymagam, by byli w przyszłości transformatywnymi intelektualistami, bo część nie zrozumie nawet tego określenia, ale żeby włożyli chociaż minimum wysiłku fizycznego (udanie się do biblioteki, zamówienie publikacji lub przejrzenie czasopism), intelektualnego i emocjonalnego w rozstrzygnięcie oświatowego problemu.


Po wystawieniu ocen niedostatecznych otrzymałem następującej treści korespondencję (pisownia oryginalna):

* Dzień dobry. Czy mógłbym prosić o informacje co do poprawy eseju?;

Nie był to wyjątek, bo wśród studiujących panuje już taka cooltura:

* "Dzień dobry, czy mógłby mi Pan podpowiedzieć, co jest do poprawy?"

Odpowiedziałem zatem:

Dzień dobry. Proszę udać się do biblioteki, wypożyczyć literaturę, poczytać, a następnie skonfrontować jej treść z problemem, który został sformułowany w artykule i odpowiedzieć nań tak, jak powinien to uczynić student pedagogiki, a nie statystyczny Polak ulicy.

Inna studentka pisze już bez grzecznościowej formuły, bo zapewne tak się zdenerwowała, że podeszła do tej kwestii emocjonalnie:

*W jakim terminie mam zatem przesłać poprawiona prace?;

Odpowiadam: "Zatem niczego Pani nie musi."

* "W jaki sposób miała by wyglądać praca skoro nie spełniła warunków zaliczenia. W jaki sposób można poprawić? Z poważaniem"

Niektórzy podchodzą do porażki pragmatycznie:

"czy jest możliwość poprawy?"

Odpowiadam zgodnie z tą stylistyką: "jest".

Zdarzają się listy tego typu:

* Szanowny Pani profesorze, Czy moge wysać esej ponownie, po poprawieniu błedów? Z wyrazami szacunki "

Przymykam na nie oko, bo i mnie zdarzają się błędy literowe :)

Są studenci, którzy nie potrafią przeczytać ze zrozumieniem polecenia, stąd pytają:

* Szanowny Panie Profesorze, Piszę w związku z moją oceną niedostateczną z eseju. Chciałam zapytać jaki jest powód braku zaliczenia i czy jest możliwość poprawy. Jeżeli tak, to do kiedy mogę przesłać poprawioną prace.
Z góry dziękuje za odpowiedź. Z poważaniem"


Wreszcie ktoś napisał prawdę:

* "Witam, Co w tej sytuacji jeśli tego nie zaliczyłam? Pisałam to co uważam w pracy. Z poważaniem "

No i nocą wyrażony niepokój (godz.2:49):

* Dobry wieczór, przepraszam, że piszę o tej godzinie, ale widzę, że jest Pan dostępny. Z racji tego, że dostałam negatywną ocenę z zaliczenia przedmiotu chciałabym się dowiedzieć co było nie tak w mojej pracy i w jaki sposób mogę uzyskać zaliczenia z przedmiotu?

Są jeszcze wśród studentów bezczelni kłamcy, którzy nie przygotowali we wskazanym terminie rozprawki, ale po terminie piszą tak, jakby było to oczywiste, że przecież wysłali, a ta gdzieś się zagubiła:

* Szanowny Panie Profesorze, przesyłam w załączniku jeszcze raz swoją prac ę, gdyż nie wiem, czy poprzednia wiadomość dotarła".

Freudowsko się wysypał, bo niejako podświadomie potwierdza, że wcześniej wysłał wiadomość, a nie pracę.

Test sprawdziłbym w jedną godzinę. Ponad 240 prac pisemnych pochłania kilka dób. Warto jednak poświęcić temu czas, bo za rok ci sami studenci będą oddawać prace dyplomowe, a tych czytać się nie da. Czas zatem na kontynuowanie jakościowej zmiany, i to nie tylko po stronie nauczycieli akademickich (jesteśmy ewaluowani), ale studiujących, by jednak potraktowali swoją pracę na serio. Studiowanie jest przecież ich "przed-zawodową" aktywnością zawodową w warunkach preparacyjnych, symulacyjnych, a zatem bez strat - "tu i teraz" - dla ich ewentualnych podopiecznych.






2 komentarze:

  1. Panie Profesorze Pozwolę sobie przytoczyć Pana odpowiedź studentce: "Dzień dobry. Proszę udać się do biblioteki, wypożyczyć literaturę, poczytać, a następnie skonfrontować jej treść z problemem, który został sformułowany w artykule i odpowiedzieć nań tak, jak powinien to uczynić student pedagogiki, a nie statystyczny Polak ulicy". W 2015 r. w pewnej uczelni pozwoliłem sobie na podobną uwagę wobec materiału przedłożonego mi przez jedną z seminarzystek, skończyło się to notatką służbową pani dyrektor instytutu (nawet mam tą notatkę, notatka napisana językiem ucznia I-II klasy szkoły podstawowej), odsunięciem od seminarium, moje miejsce zajął uczony z Ukrainy (nie mam nic przeciwko uczonym ukraińskim pod warunkiem, że władają językiem polskim i reprezentują odpowiedni poziom naukowy), który posługuje się językiem polskim na poziomie Kalego. I od tej pory wszystko było charaszo.
    Okazuje się, nie chcąc się narażać, że głupotę należy chwalić

    OdpowiedzUsuń
  2. Od lat próbuję się dowiedzieć, czy moim obowiązkiem jest uczyć studentów tego, co powinni opanować w szkole: pisania, czytania ze zrozumieniem, analizy i interpretacji tekstu. Jeśli nie, to jak mogę oceniać to, czego nie uczyłam? Esej wymaga wielu kompetencji a poprawienie napisanego tekstu jest możliwe tylko przy świadomości jego istoty i specyfiki. Nie da się odpowiedzieć na pytanie: co mam poprawić. Radą są dodatkowe zajęcia, uczące pisania eseju; bądź nauka pisania przez samokształcenie; następnie wielokrotne pisanie tekstu, ciągle od nowa, co nie leży w obszarze zainteresowań studentów i nie ma na to czasu... Więc żeby cokolwiek pisać i móc to ocenić, należy ustalić, najlepiej wspólnie, kryteria oceny i ich się trzymać. Na przykład: 1) zgodność z tematem, 2) budowa trójdzielna, 3) korzystanie z literatury przedmiotu, związanej z tematem; 4) elementy krytyki tekstów specjalistycznych, 5) elementy refleksji własnej, 6) elementy polemiczne. Kryteria mogą być zależne od tematu lub celu pisania...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.

60.lecie gdańskiej pedagogiki