niedziela, 17 grudnia 2017

Sejmowa Podkomisja nauki i szkolnictwa wyższego - odsłona mitów i prawdy o beneficjentach reformy 2.0


W dn. 21 listopada br. odbyło się posiedzenie podkomisji sejmowej nauki i szkolnictwa wyższego.

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. dr hab. Marcin Pałys, reprezentujący Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich wyraźnie potwierdził, że zarówno ta Uczelnia, jak i Uniwersytet Jagielloński najsilniej lobbują na rzecz zmiany ustawy. Jak stwierdził:

Proszę pamiętać, że środowisko od lat zgłaszało postulaty dotyczące tego aby ustawę zmienić. Aby ją odbiurokratyzować, zmniejszyć jej przeregulowanie, zostawić więcej autonomii uczelni, dać uczelniom narzędzia do rozwoju, a nie narzucać jednego modelu, który ma pasować dla wszystkich. Domagaliśmy się tego, żeby ustawa była ramowa, i żeby to statut, który jest wynikiem namysłu wspólnoty akademickiej, decydował o wszystkich, mniejszych niż te, wszystkich sprawach które nie są fundamentalne dla systemu szkolnictwa wyższego.

Toczona była dyskusja. Ta dyskusja była dyskusją naprawdę partycypacyjną i taką, w której środowisko miało okazję się wypowiedzieć. I środowisko ma bardzo wiele propozycji zmian, które znalazły się w tej ustawie. Jest mi przykro słyszeć, że te propozycje, które powstały w środowisku nie są warte wysłuchania. Dlatego, że różne zdania które tutaj padały w trakcie tej dyskusji świadczą o tym, że tak naprawdę chęć autonomii uczelni, roli statutu, nie jest istotna.

(...)

Wielką zaletą tej ustawy jest to, że nie wchodzi w strukturę i organizację wewnątrz uczelni. Uczelnia jest autonomiczna ponieważ może sama zadecydować o swojej strukturze. To jest wielki krok w stosunku do dotychczasowego prawodawstwa. Po drugie, odesłanie jest we wszystkich ważnych sprawach do statutu. Po trzecie, i to jest może najistotniejsze, dotychczasowa ustawa niszczy i zniszczyła w większości wypadków wspólnotowe pojmowanie uniwersytetu. Dziś uniwersytet, i każda inna uczelnia, to jest federacja grupek, federacja instytutów, federacja wydziałów, mówimy nawet, padają słowa o autonomii wydziałów, chociaż nie istnieje autonomia wydziałów, może istnieć samodzielność wydziałów, ale nie autonomia. Autonomia jest uczelni.

I bez możliwości takiej, aby to środowisko akademickie wewnątrz każdej uczelni mogło decydować o swojej organizacji, sposobie funkcjonowania i strukturze, nie ma wspólnoty uczelni. Tej wspólnoty dzisiaj nie ma, dlatego, że ustawa dotychczasowa jest bardzo rygorystyczna i sztywna, wpływa na strukturę, uprawnienia, de facto rozbijając uczelnię, atomizując na drobne struktury.

Proszę Państwa, dlaczego środowisko chciało, żeby ta ustawa została zmieniona: dlatego, że wszyscy mieli przekonanie, że doszliśmy do pewnego rodzaju ściany. W tak sztywnych regulacjach, przy tylu detalach które są ujęte w ustawie, nie ma możliwości dalszego rozwoju. Jest możliwość trwania, jest możliwość nawet bardzo wygodnego trwania, ale nie ma możliwości zrobienia kroku do przodu. I dlatego apeluję do Państwa, wszystkich tych, którzy będziecie głosować za ustawą, będziecie wprowadzać do niej zmiany, będziecie decydować o przyszłości szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce, abyście przychylili się do takich wizji i takich rozwiązań, które wspierają uniwersytety otwarte, ambitne, współczesne, wspólnotowe, rozwijające się.

Uniwersytet Warszawski taki jest, i nie chcielibyśmy żeby nasze marzenia o tym rozwoju, właśnie marzenia o takim uniwersytecie, zostały, znaczy padły ofiarą pewnego rodzaju kalkulacji związanych z procesami politycznymi czy partyjnymi. Bardzo Państwa o to w imieniu środowiska akademickiego proszę. Dziękuję."


Po JM Rektorze, głos zabrał Piotr Drygas, student Uniwersytetu Warszawskiego, który przedstawił wizję studenta na planowaną reformę, w świetle której jest ona w dużym znaczeniu bardzo zła i bardzo negatywna:


"Co więcej, jest to znaczące, ministerstwo określa reformę jako sprzyjającą studentom i studentów wymienia jako podstawowych beneficjentów. Tymczasem trzeba zauważyć że przede wszystkim ograniczone zostaną narzędzia w których studencka wiedza... i studenckie potrzeby będą ograniczane. Tutaj pan minister wspomniał, że wydziały może zostaną utrzymane, jednak będą one zależne od decyzji jedynie władzy poszczególnych uczelni. Natomiast to właśnie na wydziałach wielokrotnie studenci mają największe przełożenie na swoje życie, na właśnie te warunki, które ich najbardziej dotyczą.

Projekt ustawy mówi, że nie będą podwyższane odpłatności za studia i zabezpieczona będzie ogólna płatność w życiu studentów, natomiast nie samymi finansami student żyje. Partycypacja władzy, natomiast partycypacja w decyzjach, ich wiedza ekspercka, ich również możliwość odpowiedzi na to, jak jest kształtowany program studiów, to są miejsca gdzie studenci mają bardzo ważne i kapitalne znaczenie i to miejsce będzie wyrywane przez nowy projekt ustawy. Co więcej, tutaj patrzymy z bardzo abstrakcyjnego punktu widzenia jednej tylko wyłącznie uczelni.

A co z uczelniami regionalnymi, co ze spojrzeniem ogólnym i krajowym? Tutaj wielokrotnie padało stwierdzenie, że ustawa dzieli na Polskę A i B, albo dzieli na słabszych, lepszych, silniejszych, gorszych. Proszę Państwa, studenci z mniejszych ośrodków przy obecnej dynamice będą skazani absolutnie na odpłatne studia, co jeszcze bardziej pogłębi obecne problemy finansowe i obecne nierówności społeczne które są już dzisiaj widoczne i które przecież miały być obiektem absolutnej interwencji Prawa i Sprawiedliwości.

Obecny kształt projektu ustawy neguje zupełnie cały dorobek projektu społecznego który zaproponował rząd, jest to absolutnie dla mnie paradoks projektu. Co więcej, chciałbym również zaznaczyć, że mówienie przez przedstawicieli rektorów o tym, że są strażnikami wspólnoty akademickiej jest dla mnie bardzo ponurym żartem. Proszę Państwa, proszę nie zapominać, że rektorzy w swoich wszystkich komunikatach skutecznie zaznaczają, że “Wszystko okej, ale głos studentów w radzie jest niedopuszczalny.

Studenci, którzy będą negocjować prawo, które ich będzie dotyczyło? Jest to niedopuszczalne.” Dla rektorów wspólnota akademicka zaczyna się tam, gdzie studenci są zostawieni za drzwiami i mogą co najwyżej tam zapukać i poprosić o dopuszczenie do głosu. Dlatego chciałbym podsumować, że nie wiem jaka tutaj tradycja przyświeca autorom ustawy, mnie przyświeca tradycja polskich intelektualistów, polskich profesorów, między innymi polecam tutaj uwadze fantastyczny esej profesora Twardowskiego o majestacie uniwersytetu, dostojeństwie uniwersytetu.

Proszę Państwa, ta tradycja powinna być nam bliska, a nie jakieś zupełnie obce i co więcej nieskuteczne na gruncie polskim pomysły, które doprowadzą nie tylko do zaprzepaszczenia tradycji, nie tylko do negacji tego, jakie są teraźniejsze i obecne problemy uniwersytetu, ale zaprzeczą każdej możliwej przyszłości społeczeństwa polskiego, gdzie studenci, a przede wszystkim edukacja wyższa, są niezbędni dla jego rozwoju."



Kolejnym dyskutantem był przewodniczący Stowarzyszenia Komitet Kryzys Humanistyki Polskiej - doktorant UW - mgr Aleksander Temkin, który reprezentuje ogólnokrajowe środowisko młodych akademików:

Szanowni Państwo, Państwo Posłowie, uwaga formalna na początku, do Pana Profesora Pałysa. Rektorzy i byli rektorzy, i to rektorzy największych uczelni, to nie jest środowisko naukowe. Do ustawy krytycznie odniosło się Polskie Towarzystwo Socjologiczne, bardzo ostrą krytykę przeprowadził Komitet Nauk Pedagogicznych, środowisko polskich kulturoznawców, czy wreszcie niedawno wystosowana uchwała Senatu Uniwersytetu Łódzkiego, różnych środowisk związanych z Uniwersytetem Łódzkim, również jest niesłychanie krytyczna dla wielu podstawowych aspektów tej ustawy. To jest pierwsza uwaga formalna.

Po drugie, autorzy ustawy dokonali sztuki niesłychanej: połączyli, stworzyli dzieło które jest jednocześnie antynarodowe i jednocześnie antyliberalne. Jest antynarodowe dlatego, że doprowadza do zniszczenia polskiej prowincji, doprowadza do odcięcia całych regionów Polski od możliwości kariery naukowej, ale również kształcenia na poziomie ponad licencjackim. Chodzi o studia o profilu ogólnoakademickim. Nie do przyjęcia jest powiązanie szeregu podstawowych uprawnień dla uczelni z kategorią naukową jednostki.

Proszę Państwa, jak to wygląda w praktyce: na Opolszczyźnie, na Uniwersytecie Opolskim, i na Politechnice Opolskiej, nie ma ani jednej jednostki o kategorii A. Oczywiście nie wiadomo jak będzie wyglądała kategoria B+, to znaczy na tę chwilę ten uniwersytet jako uniwersytet znika. Może pozostanie nazwa “uniwersytet”, ale na tym uniwersytecie nie będą prowadzone studia doktoranckie, nie będzie miał uprawnień habilitacyjnych, również będą ograniczone studia na poziomie ponad licencjackim. Oczywiście będzie kategoria B+, oczywiście będą dyscypliny, nie wiadomo jak to będzie wyglądać.

Mam wrażenie, że ministerstwo przeprowadza tę zmianę na ślepo. W ostatnich dniach Pan Minister, Pan Premier Jarosław Gowin przyznał się, że nowy algorytm został wprowadzony bez odpowiednich symulacji na następne parę lat, w rozmowie z rektorami z Porozumienia Zielonogórskiego. No, proszę Państwa, jak dla mnie to takie wyznanie zasługuje na dymisję, ale to prywatna opinia. Podobnie Zachodniopomorskie.

Tam Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny to dziesięć wydziałów, Uniwersytet Szczeciński - dziesięć wydziałów, w całym Zachodniopomorskim są trzy jednostki kategorii A, czyli piętnaście procent. Piętnaście procent stanu naukowego zostanie na tę chwilę po reformie. Jak będzie po wprowadzeniu kategorii B+? Może to będzie 30%, może zostaną trochę większe strzępy uniwersytetu.

Proszę Państwa, to jest system neokolonialny. To jest system wewnętrznej neokolonizacji, w której większość Polski jest przedstawiana jako obciążenie dla największych miast, dla metropolii, i spada na rolę podwykonawczą. I tak, owszem, widzimy to już w tym nowym algorytmie. Autor artykułu “Polska Akademicka”, do którego odwoływał się Pan Poseł, informował mnie właśnie przed chwilą SMS-em, ogląda nas, pozdrawiam, że artykuł był pisany na podstawie danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Więc przeprowadził te symulacje, przeprowadził to podsumowanie zamiast Ministerstwa.

I teraz drugi aspekt: ta reforma jest nie tylko antynarodowa, ta reforma jest antyliberalna, jest antyliberalna w bardzo drastycznym wymiarze. Rektorzy już teraz mają bardzo dużą władzę na uczelniach, i niestety nie potrafią z tej władzy skorzystać, albo korzystają z niej źle. Dlatego, że to rektorzy i administracja rektorska jest odpowiedzialna za wyrzucanie sprzątaczek i ochroniarzy do firm zewnętrznych, to rektorzy i administracja rektorska jest odpowiedzialna za prywatyzowanie majątku uczelni, to rektorzy są odpowiedzialni za omijanie prawa pracy i niestety za to, że do tej pory nie potrafili korzystać z narzędzia jakim jest ocena okresowa, korzystać z takich narzędzi jak na przykład wewnętrzne algorytmy finansowania, które rzeczywiście umożliwiłyby pro jakościowe rozwiązania wewnątrz uczelni.

Niestety rektorzy też odpowiedzialni są za taką atmosferę na uczelniach. Proszę Państwa, rozmawiałem z szeregiem osób z Uniwersytetu Warszawskiego, z prośbą żeby przyszli i zabrali głos na tym posiedzeniu. Parę osób odmówiło mi, odmówiło mi udziału w tej podkomisji, ze względu na to, że boją się powiedzieć swoim władzom, boją się powiedzieć panom rektorom, że ci mają za dużą władzę. I że boją się powiedzieć tego w sytuacji w której nowa ustawa da rektorom władzę nieporównanie większą. Bo okazuje się, że największym problemem, proszę Państwa, takie rozpoznanie towarzyszy całej reformie, że rzekomo największym problemem polskich uczelni jest demokratyzacja, jest nadmierna demokratyzacja.

Proszę Państwa, ja to traktuję jako jeden z najlepszych żartów dekady. Niestety bardzo gorzkich żartów. Nasze środowisko w procesie konsultacyjnym, obok krytycznych poprawek, zgłosiło szereg poprawek, które powinny znaleźć się w ustawie i które są, które powinny być obowiązkową pozycją, tzw. kwestia przejrzystości uczelni, kwestia przejrzystości finansowej uczelni. To jest kwestia większej partycypacji pracowników i studentów, to jest kwestia rozrzedzenia stosunku władzy, bardzo gęstych, to jest kwestia zmiany kultury władzy, zmiana kultury zarządzania, to są pewne podstawowe rozwiązania, które zmniejszą feudalizm, zmniejszą złą kulturę zarządzania, która jest największym problemem polskich uczelni a która zostanie radykalnie wzmocniona, ta zła kultura władzy, z związku z nową ustawą.

Nie może być tak, że rektor będzie bez pozytywnej opinii związków zawodowych, będzie określał reguły oceny okresowej. Nie może być tak, że rektor odpowiada z polityki finansowej wyłącznie przed Radą Uczelni, która jest, która będzie się składała w ponad połowie z osób spoza uczelni, tak owszem, wybieranych przez Senat, ale kto będzie przedstawiał Senatowi tych członków Rad uczelni do wyboru? Tego ustawa nie określa, to jest bardzo zabawna dziura w tej ustawie.

(...) Jeżeli rektor, jeżeli rektor nie odpowiada przed wspólnotą to nie jest zapis pro modernizacyjny, wbrew wszystkim zaklęciom. To nie jest zapis pro modernizacyjny, to jest zapis korupcjogenny. Rektorom, administracji rektorskiej, ale również dziekanom obywatele uczelni, użytkownicy uczelni muszą móc patrzeć na ręce. Wszystkie decyzje finansowe muszą być jawne, muszą być publikowane. Musi zostać model władzy rektorskiej.

Sytuacja w której projekt ustawy nie idzie w stronę wprowadzenia merytorycznego wyboru rektorów, to znaczy wprowadzenia obowiązkowych debat, to znaczy obowiązkowego upublicznienia programów, no to są rzeczy podstawowe, to jest podstawowa kultura organizacyjna tego wymaga, a niestety wybory rektorskie wyglądają jak wyglądają, to znaczy pojawia się jeden kandydat, to znaczy kandydaci wycofują się i wygrany kandydat wygrywa walkowerem - w tę stronę w stronę walki z tymi patologiami powinna pójść ustawa a nie w stronę autokracji rektorskiej, bo samodzierżawie, samodzierżawie rektorskie nie jest oświecony absolutyzm, to nie jest wzmocnienie autonomii uczelni, dlatego że uczelnia to nie są rektorzy, uczelnia to jest wspólnota i trzeba wzmacniać to co jest wspólnotowe na uczelniach.

Trzeba upodmiotowić użytkowników uczelni. To są… nasze środowisko zgłosiło w konsultacjach naprawdę bardzo umiarkowane rozwiązania, które umożliwią upodmiotowienie członków uczelni, które umożliwiają przełamanie tego strachu wewnątrz uczelni, umożliwią zmniejszenie konformizmu również naukowego polskiego środowiska akademickiego.

I to jest kierunek, w którym dyskusja nad reformą powinna pójść, a nie w stronę zaklęć, że wzmacnianie roli rektora jest wzmacnianiem autonomii. Nie w stronę zaklęć, że z powodu inicjatyw doskonałości reforma ma charakter, reforma zgadza się z planem Morawieckiego i sprzyja zrównoważonemu rozwojowi kraju, kiedy ministerstwo kładzie plasterek na rozdartą przez samego Ministra Nauki aortę Polski regionalnej. Bardzo dziękuję."


Kolejną z wypowiadających się na temat projektowanej reformy była mgr Monika Helak - także członkini Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, a zarazem również absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Zwróciła uwagę na kontekst społeczno-ekonomiczny, który rzutuje na sytuację polskich studentów i ich rodziny.

Jak stwierdziła: "(...) mediana wynagrodzenia w Polsce miesięcznego wynosi niewiele ponad 2000 zł i naprawdę w tych realiach wymuszanie mobilności poprzez prowadzenie polityki niezrównoważonego rozwoju, no, będzie tak naprawdę oznaczało tragedię społeczną. To znaczy tragedię ludzi, którzy nie mogą się wykształcić, nie mogą osiągnąć takiego stopnia, takiego tytułu, jaki to im umożliwia obecność ośrodka w regionie. Nie wiem, czy kojarzą Państwo badania Instytutu Badań Edukacyjnych, które wykazało, że mobilność polskich studentów czy polskich maturzystów właściwie jest bardzo niska i jest bardzo niska właśnie z tego względu.

Polskie rodziny są po prostu za biedne, żeby wysyłać je do innych miast, nawet jakby oni chcieli. Często są ciekawi, często w ich regionalnych ośrodkach nie ma jeszcze kierunków, które by ich interesowały, no ale, że tak powiem, przymus życiowy zatrzymuje ich na miejscu, ale wciąż jest to dla nich ogromna szansa na rozwój. I bardzo bym o to do Państwa apelowała, jako naszych reprezentantów, no i przez nas posłanych, żeby traktować właśnie te ośrodki istniejące, to dobro publiczne no właśnie jako potencjał, to znaczy, to, że łożymy jako podatnicy na uczelnie publiczne nie jest naszym obciążeniem, to jest nasza inwestycja, to jest szansa dla takich ludzi jak ja na lepsze życie.

I to naprawdę chciałabym bardzo mocno podkreślić, bo to właśnie bardzo mocno wychodzi z badań: wciąż edukacja, wbrew różnym mitom i frazesom, które krążą w mediach, określa szanse życiowe Polaków, bardzo mocno. To znaczy człowiek, który ma wyższe wykształcenie ogólnie ma szansę na lepszą pracę, na lepsze zdrowie, na wyższe zarobki, jest bardziej aktywny w życiu publicznym, to jest kluczowa sprawa dla Polaków.

Dlatego nie mogę zgodzić się z taką dezynwolturą, z taką nonszalancją, którą, mam wrażenie, wykazują jednak twórcy tej ustawy, nie upewniając się czy nie zaszkodzi regionalnym ośrodkom i mam wrażenie, że ten głos, który również daje się usłyszeć na tej sali od przedstawicieli regionalnych ośrodków bardzo mocno wskazuje na to, że koszty tej ustawy, koszty społeczne są w ogóle niedoszacowane i po prostu dyskutujemy w realiach nadchodzącej katastrofy, której rozmiarów nawet nie staramy się przewidzieć. To jest po prostu nierozsądne. Więc apeluję o rozsądek i rozwagę.

Druga rzecz - tutaj bardzo dużo było mowy o konkurowaniu i o zasadach uczciwej konkurencji. Jasne, warto by ośrodki akademickie i naukowcy starali się osiągać jak najlepsze wyniki, natomiast Państwo też doskonale to wiedzą - ja chciałabym o tym powiedzieć, bo mnie to zawsze niesamowicie uderza, że najciekawsze wyniki badań i najciekawsza dydaktyka powstaje ze współpracy, z wymiany myśli, z dialogu, ze współpracy, z tego, że można gdzieś faktycznie pojechać, wypowiedzieć swoją myśl, zderzyć się z inną myślą, czasami skonfrontować. Ale to jest właśnie to, co jest w nauce najbardziej twórcze i to są właśnie takie momenty, które dla mnie jako studentki i mam nadzieję, przyszłej doktorantki, były właśnie takie najbardziej frapujące.

Mam wrażenie, że duże ośrodki, te, które w ramach obecnej parametryzacji są najlepsze, też mogłyby na tej współpracy skorzystać. Ostatnio jako przedstawicielka Komitetu Kryzysowego byłam panelistką debaty w Opolu, poza tym pojechałam tam jako, powiedzmy jako już doświadczona działaczka samorządu studenckiego i miałam pewne tezy na podorędziu, mając bagaż pewnych negatywnych doświadczeń z udziału w procesach legislacyjnych na mojej macierzystej uczelni. I okazało się, że na Uniwersytecie w Opolu funkcjonują rozwiązania, które, od których UW mogłoby się uczyć - i nie wątpię, że UJ i inne duże ośrodki.

I tu nie chodzi o robienie przytyków, tylko raczej o to, że nie jest tak, że w największych ośrodkach powstaje zawsze komplet najlepszej wiedzy i trzeba po prostu umieć sięgać na tak zwaną prowincję, do regionów, żeby ją dostrzec. I przyznam, że ja, studiując na teoretycznie najlepszym uniwersytecie w kraju... jest on najlepszy pod wieloma względami, np. socjologia, którą tam skończyłam, jest najlepsza na pewno, to jednak wpada często w takie poczucie samozadowolenia, które sprawia, że się alienuje i wyobcowuje. A tymczasem najważniejsze jest pozostanie w tym obiegu myśli i ten obieg jest różnorodny i bogaty tylko wtedy, jeżeli istnieje dużo uniwersytetów, dużo politechnik, finansowanych z publicznych środków, bo tylko takie mogą w pełni rozwijać potencjał naukowy.

I ostatnią rzecz, którą chciałabym powiedzieć, bardzo krótko tutaj. Siłą rzeczy, z racji momentu politycznego, funkcjonujemy w realiach dyskusji: albo Ustawa 2.0, albo nic się nie zmienia. Ustawa 2.0 albo śmierć. To jest kompletnie fałszywa alternatywa.

Ja się zgadzam z tym, że jest sporo rzeczy, które należy zmienić w środowisku akademickim, w funkcjonowaniu szkół wyższych, w systemie nauki i szkolnictwa wyższego, oczywiście, zgadzam się, że są pewne rzeczy, które Ustawa 2.0 ma szansę zmienić na lepsze i sytuacja doktorantów jest prawdopodobnie jedną z nich. Ale przyjęcie tej ustawy to jest poprawienie nielicznych wysp tego systemu zbyt dużym kosztem. To jest wylanie dziecka z kąpielą. Dlatego apeluję do Państwa, jeśli chcą Państwo zmieniać polską naukę i polskie szkolnictwo wyższe a niewątpliwie te zmiany są potrzebne, to najlepiej po prostu napisać ustawę jeszcze raz, bo ta jest po prostu nie do przyjęcia. Dziękuję bardzo."


Warto wczytać się w argumentację akademickiej młodzieży, która korzystając z własnych doświadczeń i od lat prowadzonych diagnoz i konsultacji z naukowcami wielu polskich szkół wyższych wykazała odpowiedzialność i głęboką troskę o szkolnictwo wyższe, mimo że mogliby egoistycznie koncentrować swoje wypowiedzi na interesie tylko i wyłącznie własnej uczelni.

Załączam zatem do wypowiedzi młodych naukowców i absolwentki studiów w UW, z których rektor Pałys powinien być dumny, Uchwałę Senatu Uniwersytetu Łódzkiego. Nasze środowisko wyraźnie odsłania nieuzasadnione poczucie zachwytu ministra, a pośrednio także Rektora UW. Wszystkie Rady Wydziałów UŁ zdecydowanie poparły tę Uchwałę, toteż warto się z nią zapoznać. Niestety, ale JM Rektor UW nie zachowuje w tej debacie klasy, o czym będzie w następnym wpisie.





3 komentarze:

  1. Wygląda na to, że proponowana ustawa, w świetle przytoczonych głosów i analiz przypuszczalnych skutków jej wprowadzenia, zdemoluje polską naukę, a ośrodki akademickie w mniejszych miastach zostaną ostatecznie ograniczone do roli (wyższych) szkół zawodowych. "Prowincja" będzie służyć dostarczaniu na rynek pracy pracowników niższego szczebla (poza nielicznymi wyjątkami kształcenia się bardziej zamożnych studentów w wielkich miastach). Taka polaryzacja młodszej części polskiego społeczeństwa uniemożliwi dalszy zrównoważony rozwój społeczny kraju i spowoduje wiele patologii i problemów, nie tylko ekonomicznych, ale i innych, w tym zdrowotnych społeczeństwa, gdyż spowoduje w nim znaczne dysproporcje w wykształceniu i dochodach, co wywołuje wymienione problemy. Polska jednoznacznie i trwale ulokuje się wśród krajów z wyraźnie zaznaczającą się niesprawiedliwością społeczną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Demokracja i partycypacja to nie to samo. W demokracji rządzi większość a w partycypacji wszyscy - czyli bierze się pod uwagę potrzeby, interes, prawa i opinie każdego członka organizacji. To są zupełnie inne modele zarządzania zbudowane na zupełnie innych założeniach antropologicznych. Zatem nie można mówić na jednym oddechu o demokracji i partycypacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. skoro jest tak źle, to dlaczego wicepremier J.Gowin mówi, że jest bardzo dobrze. Może pora na dymisję ministra oderwanego od realiów szkolnictwa i nauki polskiej.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.