poniedziałek, 2 października 2017

Egzamin z kompetencji, czyli jak sprawdzałem studenckie 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01


Ciekaw jestem, jak moje koleżanki i koledzy sprawdzają kompetencje swoich studentów po kilku wykładach na studiach niestacjonarnych z przedmiotu, który ma w tytule i historii nauki - "Teoria..."? Nie pytałbym o to w blogu, gdybym chciał poznać czyjeś doświadczenia w zakresie sprawdzania studenckiej wiedzy, bo to jest najbardziej banalny strukturalnie komponent systemu oceniania w ramach biurokratycznego "krakania", czyli KRK. Wystarczy studiującą młodzież zapytać, przepytać, zaproponować masom ( ponad 300 studentów na roku) test pisemny sprawdzający znajomość problematyki. Tak egzaminowani, jak i egzaminator muszą być wówczas świadomi tego, co jest w świecie współczesnej czy historycznej wiedzy kanonem, minimum, które należy zakuć, zapisać i... (nie-)zapomnieć.

Bolończycy, czyli ekonomiczni beneficjenci biurokratycznej i rzekomo mającej na celu poprawę jakości (wy-)kształcenia zmiany wprowadzili konieczność weryfikowania poza wiedzą umiejętności i kompetencji naszych studentów w ramach każdego przedmiotu, bez względu na to, w jakiej są prowadzone formie, jakimi metodami, technikami itd. Nie wdaję się teraz w dyskusję na temat tej pseudonaukowej kategoryzacji, bo w naszym kraju wszystko można wcisnąć dzięki parlamentarnej większości. Skoro mam obowiązek weryfikowania umiejętności studentów, to z tym nie dyskutuję, tylko sprawdzam opanowanie przez nich 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01.

W sylabusie ten tajemniczy symbol oznacza, że student: "(...) potrafi wykorzystywać podstawową wiedzę teoretyczną z zakresu pedagogiki oraz powiązanych z nią dyscyplin w celu analizowania i interpretowania sytuacji edukacyjnych, wychowawczych, opiekuńczych, kulturalnych i pomocowych a także motywów i wzorów ludzkich zachowań".

Zapowiedziałem studentom egzamin pisemny, audytoryjny, a więc dla wszystkich w tym samym miejscu i o tej samej godzinie, w auli. Zdumiała ich moja zapowiedź, że mogą na ten egzamin przyjść ze 'ściągami". Niech mają ich tyle, ile dusza zapragnie. Mogą mieć przy sobie książki, artykuły itd. Chyba jednak mi nie uwierzyli, bo przecież wszyscy ich wykładowcy nie tylko zabraniają ściągania czy korzystania z zewnętrznych źródeł wiedzy, ale nawet tego pilnują. A ja źle się czuję w roli więziennego klawisza.

Wiedzę miał sprawdzić adiunkt prowadzący ćwiczenia. Większości studentom je zaliczył wystawiając dość dobre oceny. Powinni zatem poradzić sobie z egzaminem, który miał jedynie sprawdzić ich 07P1A_U02. Wystawiona piszącym prace ocena niedostateczna czy też co najmniej dostateczna, ale niezadowalająca ich aspiracje, powinna być zarazem weryfikacją wskaźnika: 07P1A_K01.

Ten ostatni wskaźnik oznacza, że student: (...) ma świadomość poziomu swojej wiedzy i umiejętności dotyczących działalności wychowawczej, rozumie potrzebę ciągłego dokształcania się zawodowego i rozwoju osobistego, dokonuje samooceny własnych kompetencji i doskonali umiejętności, wyznacza kierunki własnego rozwoju i kształcenia.

Po wejściu do auli spostrzegłem, że wszyscy studenci mają tę samą chorobę - syndrom "pierwszych rzędów". Usiedli na samym końcu dość długiej sali wykładowej, ściśnięci jak śledzie w beczce, jeden obok drugiego, byle tylko można było liczyć na dodatkowe wsparcie. Tego jednak nie mogłem zrozumieć, bo i po co im ta ciasnota, skoro mieli prawo do korzystania z dowolnych źródeł wiedzy. Byle tylko mieli je ze sobą. Jak się okazało, nie mieli ich wcale lub nieliczni przynieśli ze sobą niewiele. Jak tu się zatem dzielić z innymi, skoro do "wykarmienia dusz" jest zbyt wiele, a "duchowej karmy jest za mało"?

Zaproponowałem studentom trzy tematy, spośród których mogli wybrać jeden i napisać na podstawie dostępnej sobie wiedzy naukowy esej. Czas na napisanie eseju - 60 min. Struktura:

- Teza (Jest/nie jest prawdą, że…;)
- Osadzenie tezy w wybranej teorii ...;
- Przedstawienie własnego stanowiska (krytycznego lub afirmatywnego).

Uzasadnij na podstawie wybranej teorii wychowania tezę, że ...
.

Prace były sprawdzane dwustopniowo. Najpierw analiza dotyczyła poprawności treści (adekwatnej do teorii, a nie wiedzy z innych dyscyplin), źródeł wiedzy i jej zgodności z tematem. W drugim czytaniu weryfikowałem samodzielność pracy (czy nie powtarzają się tezy z prac innych osób, zapewne sąsiadujących) oraz czy student odwoływał się w swojej analizie do wykładów z przedmiotu.

Dopiero te dwa poziomy analizy skutkowały wystawieniem ostatecznej oceny. Posypały się dwóje i tróje. Niewiele było piątek i czwórek. Powody obniżenia oceny czy niezaliczenia pracy były następujące:

- plagiaryzm: przy ewidentnym powtarzaniu tych samych treści przez dwie osoby, ocena była dzielona przez 2, czyli kończyła się niedostateczną, niezależnie od częściowo pozytywnej narracji. Niesamodzielność jest naganna.

- brak odniesień do treści i analizy krytycznej wykładów oraz literatury naukowej;

- błędne podawanie nazwisk pedagogów;

- nieadekwatne wiązanie teorii z myślą, ideami;

- potoczna narracja;

- powierzchowność i „wodolejstwo”, praca nie na temat;

- przywoływanie treści z innych dyscyplin zamiast z teorii wychowania (np. z dydaktyki, pedagogiki szkolnej czy psychologii społecznej).

- brak odwołań do źródeł, definicji np. sprawstwa , szacunku czy granic;

- błędy ortograficzne i nieumiejętność logicznego konstruowania myśli, jej uzasadniania czy formułowania sądów krytycznych.

Mam nadzieję, że jak przyjedzie kiedyś Polska Komisja Akredytacyjna, to doceni ten zamysł egzaminowania 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01.

5 komentarzy:

  1. Studiowałam dwie dekady temu i pisanie ze źródłami/notatkami było dosyć powszechne-chyba różniliśmy się od dzisiejszych studentów, nam to pasowało i wszyscy zdawali.
    U moich uczniów pisanie kuleje, chcą testy, krzyżówki, rebusy byle nie pisanie z głowy- może i u studentów z tym jest problem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Straceńczo spędziłam naprawdę wiele godzin nad W_01, U_01, K_01 itd., wpasowując je w efekty kierunkowe - osobno dla wykładów, osobno dla ćwiczeń, osobno dla profilu praktycznego, osobno dla akademickiego. Pięknie to wygląda, cudne tabelki mi wyszły. A potem doszłam do wniosku, że nie zdam u siebie egzaminu, bo czasem efekty - kompatybilne z kierunkowymi - są po prostu niemierzalne. Szczególnie dla "K". Zresztą z "W" też nie jest łatwo. Za to z "U" można poszaleć, tylko jak i kiedy to rzetelnie sprawdzić, potem ocenić, gdy ma się do dyspozycji tryb niestacjonarny, a 1 ECTS = 25 lub 30 godzin? Za to kurs/przedmiot ma ECTS 6!? Pozdrawiam wszystkich rzetelnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym "krakaniem" to jest tak, że jak jakiś "geniusz" odpowiedzialny za KRK źle przypisze efekty kształcenia do danego przedmiotu, to potem wychodzą takie kwiatki, że wykładowca prowadzący 10 godzin wykładu dla 150 studentów ma obowiązek sprawdzić ich kompetencje społeczne... Głupota i tyle... Prawie nikt na etapie przypisywania efektów kształcenia nie zastanawia się co jest realnie MOŻLIWE do ocenienia w ramach danego przedmiotu, a potem jest jak jest... Kompetencje społeczne jesteśmy w stanie prawidłowo ocenić w zasadzie jedynie podczas rzeczywistej aktywności studenta - np. podczas realizacji jakiegoś projektu edukacyjnego, czy też praktyk zawodowych. Wtedy też widzimy jak dany student pracuje, jak odnosi się do podopiecznych, czy i w jakim zakresie korzysta z wiedzy teoretycznej, czy rzeczywiście rozumie potrzebę ciągłego doskonalenia zawodowego, czy poszukuje nowych rozwiązań, potrafi rozwiązywać problemy... itd., itd. Ale co ja tam wiem... Czasem dochodzę do wniosku, że logika, to mało przydatny przedmiot realizowany na większości uczelni wyższych na studiach pierwszego i drugiego stopnia, z którego po zdanym egzaminie nikt już praktycznie nie korzysta... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Problem, moim zdaniem, tkwi w bardzo fragmentarycznym i powierzchownym kształceniu. Poza tym studia z definicji są elitarne i trzeba mieć przynajmniej wysoką inteligencję, aby być w stanie pomieścić program studiów. Poza tym podane przez Pana Profesora pytania wymagały dokonania analizy i syntezy tematu oraz myślenia problemowego i myślenia przez analogię prócz oczywiście znajomości tematu. Te funkcje myślenia są dostępne dla osób dorosłych u których wykształciło się myślenie formalne. Tymczasem większość ludzi pozostaje na poziomie myślenia konkretnego i dlatego jest w stanie pojąć wyłącznie konkretną wiedzę i umiejętności. To nie jest dyskryminacja tylko zwykła krzywa Gaussa. Zgodnie z nią na studia nadaje się 15% absolwentów szkół średnich. Praktyka to potwierdza. Dodam, że nie chodzi o mnożenie studentów, którzy się nie uczą, tylko o porządne kształcenie zawodowe i pracę dającą szanse na utrzymanie. A zatem na studia powinni przychodzić tylko najzdolniejsi, bo tylko oni są w stanie później być dobrymi lekarzami, inżynierami, a także nauczycielami. Uczelnia nie może być przechowalnią bezrobotnych!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Panie Profesorze za podjęcie tego tematu. Buntowałam się od początku, ale nie miałam zrozumienia dla moich obaw, a wieszczyłam, że studenci nas kiedyś mogą pozwać do sądu za brak kompetencji, wskazanych w karcie. Egzaminy z notatkami własnymi studentów i nawet książkami pomocniczymi prowadzę od lat i jest to super sprawa, gdyż jak na dłoni ukazuje się faktyczna wiedza i umiejętności studentów, a nikt nie może mieć pretensji o stresowanie, śledzenie lub złą wolę. Czy nie ma prawnych możliwości oprotestowania kompetencji społecznych, jeśli przedmiot ma 10 godzin czegokolwiek?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.