środa, 28 czerwca 2017

Ukryty program polskich habilitacji na Słowacji ?


W tym roku na Uniwersytecie Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy habilitowała się z pedagogiki przedszkolnej wykładowczyni Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu - dr Jolanta Gabzdyl. Jedenaście lat temu uzyskała stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki. Prawdopodobnie została wyrotowana z Uniwersytetu Śląskiego, gdyż o polskiej habilitacji tej pani - ani widu, ani słychu. Nic dziwnego, że przyjęła ją do swojego grona jednostka w PWSZ, bo szkoły zawodowe potrzebują wykładowców. Z różnych relacji prasowych dowiemy się, że należy do świetnych metodyków wychowania przedszkolnego.

Pani jednak miała ambicję awansowania w nauce. W wykazie dokonań napisano, że w 1976 r. ukończyła kurs instruktorski w Zväzu poľského Skautingu (Czyżby nie wiedziano tam, że w Polsce nie ma skautingu, a kurs kończyła w ZHP?). Jedyną monografią, jaką wykazała w swoim dorobku do wszczęcia postępowania na docenta, była opublikowana w Polsce, też w PWSZ, jej rozprawa doktorska. Na rynku jej nie ma, ale zapewne jest w bibliotece tej szkoły. Zainteresowani mogą się z nią zapoznać.

Na Słowacji praca habilitacyjna może być maszynopisem, nie musi być wcześniej opublikowana po uzyskaniu pozytywnej recenzji wydawniczej. Jednostka uniwersytecka powołuje komisję do przeprowadzenia obrony pracy habilitacyjnej i wysłuchania wykładu habilitacyjnego oraz trzech recenzentów. Jak na polską wykładowczynię słowacka rada była wysoce odpowiedzialna, bowiem powołała na recenzentów dwóch profesorów: z Kielc prof. Jolantę Szempruch i z Katowic prof. Stanisława Juszczyka.

Natomiast w komisji przyjmującej obronę pracy habilitacyjnej znaleźli się też dwaj samodzielni pracownicy naukowi z naszego kraju: emerytowany prof. Wojciech Kojs (obecnie w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej) oraz dr. hab. Alina Budniak z tego samego Wydziału, co jeden z recenzentów. Na adres Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN wpłynął list następującej treści:

"W środę na Uniwersytecie w Bańskiej Bystrzycy miało miejsce kolokwium habilitacyjne Pani dr Jolanty Gabzdyl. Właśnie jest impreza na uczelni, czyli z dużym prawdopodobieństwem śmiem twierdzić, że kolokwium obronione i z automatu habilitacja bez nostryfikacji będzie w Polsce, bo to tytuł naukowy. Niech Pan Profesor zobaczy jakim dorobkiem może pochwalić się Pani Gabzdyl. (...) Czy nie można z tym skutecznie walczyć?"

Walczyć nie ma z czym i z kim, bo jak już wielokrotnie pisałem, w ub. roku minister Jarosław Gowin odciął słowackie habilitacje i tytuły profesora od ich automatycznej uznawalności w Polsce. Tytuł słowackiego profesora w ogóle nie podlega nostryfikacji, więc jest nieprzydatny w naszym kraju, zaś tytuł naukowo-pedagogiczny docenta musi być nostryfikowany. Tym samym to rady wydziałów uniwersyteckich czy w jedynej z takim uprawnieniem Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie mogą przeprowadzić takie postępowanie.

Do tego jednak konieczne jest udostępnienie przez kandydata dorobku naukowego. Rady naukowe nie są bowiem sekretariatem, który automatycznie uznaje wwieziony do kraju dyplom z całym szacunkiem dla jego/jej posiadacza. Nostryfikujemy dyplomy naukowców z USA, Wielkiej Brytanii, a nawet Niemiec czy Węgier.

Postanowiłem jednak napisać o tym, skoro tego typu praktyka jeszcze porusza część naszego środowiska. Mimo ustawicznego zainteresowania pedagogiką wczesnej edukacji, bo takie jest moje prymarne wykształcenie zawodowe, a także z racji wieloletniej współpracy z nauczycielami przedszkoli, postanowiłem zajrzeć na stronę OPI, by dowiedzieć się czegoś o słowackiej docentce, która w Polsce jest posiadaczką tego dyplomu. Jej nazwisko nie kojarzyło mi się z niczym w polskiej pedagogice przedszkolnej, a czytam dużo.

Pracę doktorską pani J. Gabzdyl napisała pod kierunkiem prof. Wojciecha Kojsa - na temat: "Pytania i polecenia nauczyciela jako wskaźnik efektywności kształcenia wczesnoszkolnego". Musiała być bardzo wartościowa. Jak wynika z jej opisu:

Celem rozprawy było dokonanie analizy literatury przedmiotu (dydaktyka, prakseologia, filozofia i logika języka, językoznawstwo, psycho i socjolingwistyka, semiotyka), a w tym określenie teoretyczno-metodologicznych podstaw badań nad wskaźnikami efektywności kształcenia; opracowanie procedur jakościowych i ilościowych badań empirycznych. W rezultacie przeprowadzonej analizy treści siedmiu programów nauczania klas I-III szkoły podstawowej oraz 240 protokołów lekcji (ponad 20000 pytań, poleceń i odpowiedzi) uzyskano charakterystykę pytań i poleceń nauczyciela jako wskaźników efektywności kształcenia wczesnoszkolnego, a także opisano procedurę tworzenia układów pytań i poleceń odnoszących się do realizacji głównych celów badanego poziomu edukacji. W końcowej części rozprawy układy te zastosowano do jakościowej analizy procesu realizacji tychże celów.

Niestety, w bazie MNiSW - Ludzie Nauki nie ma żadnej informacji na temat jakichkolwiek publikacji czy osiągnięć naukowych tej pani. W sieci znajdziemy informację o tym, że była współredaktorką księgi jubileuszowej dedykowanej profesorowi Wojciechowi Kojsowi, co warto odnotować jako piękny gest i dar wdzięczności wobec Mistrza.

Skoro zatem dorobek jest nieznany, nieobecny, ale odpowiada słowackim wymogom, to zapoznałem się z jego opublikowanymi recenzjami. Każdy może sam poczytać, szczególnie te w języku polskim, by przekonać się, że trudno byłoby tej pani ubiegać się o habilitację w kraju. Z recenzji prof. J. Szempruch dowiadujemy się, że podstawą habilitacji była praca pt. "Jakość zadań dydaktycznych w edukacji wczesnoszkolnej". Opiniująca nie podaje ani miejsca wydania, ani roku wydania, a zatem jest to chyba maszynopis: "Składa się ze wstępu, czterech rozdziałów, zakończenia, bibliografii i aneksu. Obejmuje131 stron tekstu, obszerną liczącą 26 stron bibliografię i 26 stron aneksów. Jest poprawna zarówno w części teoretycznej, metodologicznej jak i empirycznej."

Podobnie prof. Stanisław Juszczyk stwierdza w swojej recenzji:

"Stwierdzam, że recenzowana praca habilitacyjna dr Jolanty Gabzdyl, zatytułowana „Jakość zadań dydaktycznych w edukacji wczesnoszkolnej”, jest oryginalnym dziełem naukowym, wnoszącym znaczący wkład do dydaktyki komunikacji w klasie wczesnoszkolnej, wskazując jednocześnie dalsze drogi eksploracji badawczych w tym obszarze, a prezentowane w niej wyniki mają dużą wartość poznawczą dla pedagogów oraz wartość praktyczną dla nauczycieli wczesnoszkolnych a także dla studentów pedagogiki wczesnoszkolnej. "

Mamy nadzieję, że wkrótce praca zostanie wydana w Polsce i będziemy mogli zapoznać się z wyjątkowymi zaletami jej naukowych badań.


30 komentarzy:

  1. Praca habilitacyjna liczyła nie więcej niż 80 stron, skoro 52 strony to bibliografia i aneks:) To jest nauka. Chętnie bym przeczytała to dzieło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podlega dyskusji, że habilitantka nie powinna zostać wyhabilitowana w Polsce.
    Ale mierzenie wartości pracy iloscią stron to potwierdzenie umiłowania obowiązku pustosłowia w "dziełach" pedagogów. To permanentne dowodzenie, że zna się podstawy teoretyczne, wciąż te same nazwiska, te same tytuły, opowieści metodologicznych aspektach pracy, co zwykle zajmuje 80% tekstu. A gdy dotrze się wreszcie do wniosków znajdujemy max 3-4 strony.
    Stąd 80 stron ale twardych wyników badań i wniosków uważam za solidną pracę.
    Jeszcze jedno... skoro wyśmiana tu praca ma dwie pozytywne recenzje polskich wyhabilitowanych to po co ta cała szydera. Wypadało wpierw ich zapytać prostym mailem o wartości pracy, o opinię.
    Panie Prof... więcej klasy!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba A.czyta to, co chce. Pracy nie wyśmiewam, bo jej nie znam, natomiast informuję na bieżąco o tym, co ma miejsce w pedagogice. Zdaje się, że A.zna ten maszynopis, więc sam potwierdza jakość dorobku tej pani w pierwszych zdaniach komentarza. Co do rzekomych 20 proc.twardych wyników nie wypowiadam się. Obawiam się, że pisząc to A.nie ma klasy .

    OdpowiedzUsuń
  4. 5.04
    Spać nie może po wpisie profesora, bo nagle dowiedziała się polska pedagogika, jak załatwia się habilitacje na Słowacji i z jakim " dorobkiem". Musiał czytać kiepskie prace albo ich sam nie rozumie, stąd takie podejście do obrony. Dziękuję Profesorowi za klasè! Tak trzymać. Musimy wiedzieć Who is Who.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozumiem znaczenia tej słowackiej "habilitacji". W Polsce, czy na PWSZ, czy uczelni drugiego stopnia, wymieniana osoba nie ma prawa być uznaną za dra hab., bez nostryfikacji. Zatem po co w ogóle ta habilitacja?, Czy chodzi o zatrudnienie na Słowacji? Czy o co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że pewnie będzie jednak uznana niestety:(( osoby u władzy na pedagogikach wczesnoszkolnych dbają o to, by wiele rzeczy nieetycznych, ale ułatwiających im życie, było na porządku dziennym. wydaje mi się, że oprócz kwestii oczywistej, czyli marnego poziomu naukowego takich pracowników, słaby jest też ich poziom etyczny i myślą, że świat nauki tak właśnie funkcjonuje - kłamstwem, donosami, inwigilacją, jak to u mnie mówią: "działaniami pozorowanymi". Teraz właśnie jedna z doktorantek powiedział mi, że jej "słowacka" promotorka ostatnio oznajmiła:"napisz cokolwiek i tak nikt nigdy tego nie przeczyta, oprócz Ciebie i mnie i może...recenzentów" a "słowacka" profesorka zabrania pracownikom zwracać studentom uwagę na plagiaty, przecież muszą wyjść z piątkami! a że przepisali pół cudzej książki? nieważne...panuje przekonanie, że taką "słowacką" władzą w uczelni dobrze jest trzymać, bo jak chcą, to każdego zniszczą, a jak nie to będą promować służalców i miernoty. Tak to wygląda.

      Usuń
    2. Tak, znam to podejście na edukacji/pedagogice wczesnoszkolnej. Widocznie jest rozpowszechnione, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. Jednak formalnie ta "habilitacja" nie może być uznana. No bo jak?

      Usuń
    3. Skoro ta Pani pofatygowała się, żeby tam pojechać, zapłacić, wdrożyć to całe kumoterstwo i lipę naukową, to w jakimś celu..."słowacy" są bardzo metodyczni i nic nie robią, jeżeli nie ma profitów, taka sitwa już specjalna, dlatego jak już coś robią to dla osiągnięcia czegoś. swoją drogą marna, ale bardzo skonsolidowana brać, trzymają się razem i okupują stanowiska w uczelniach. trochę to straszne, bo nauki to oni nigdy promować i uprawiać nie będą. A jednak się mnożą i władzę mają.

      Usuń
    4. Właśnie o to chodziło - dlaczego to zrobiła?
      Nie udało się, jak na razie, tego odsłonić.

      Usuń
    5. na pewno miała w tym cel. ona i jej poplecznicy. mówię - oni nauki nie robią - tylko interesy. więc jakiś mroczny interes miała.

      Usuń
  7. Trzeba postawić pytanie, czy autorzy tego kręgu wzajemnego mają autoświadomość, że szkodzą polskiej nauce i strzelają sobie w kolano i co nimi kieruje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Polska Recenzentka dorobku wykazała się pełnym profesjonalizmem oklejając do dokumentu wordowskiego swój podpis (każdy go może skopiować).

    OdpowiedzUsuń
  9. To znaczy, że nawet tam nie była.

    OdpowiedzUsuń
  10. Profesorowie postawili wiele na szali, aby jakaś pani zdobyła habilitację w kumoterski sposób.
    Taka postawa powinna być skrytykowana na szerszym forum w środowisku.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Czyżby nie wiedziano tam, że w Polsce nie ma skautingu, a kurs kończyła w ZHP?"
    Skauting to czeskie tłumaczenie wyrazu harcerstwo. Przytoczona nazwa jest dokładnym i prawidłowym tłumaczeniem na czeski polskiej nazwy ZHP.
    Pan profesor miał gorszy moment... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy jest w błędzie. Nazw własnych się nie tłumaczy. Warto też odróżniać język czeski od słowackiego. Ja sobie z tym świetnie radzę w odróżnieniu od Anonima. Ponadto ta pani musiała to zatwierdzić. To tylko potwierdza, że sama nie zna języka kraju, w którym się habilitowała. Podobnie jak nadający jej docenturę nie znają języka polskiego. Polsce recenzenci napisali swoje opinie po polsku. Dla kogo??? To Anonimowy ma nie tylko moment gorszy.

      Usuń
    2. Zgadzam się, że - jeżeli istnieje - inflacja znaczenia polskich stopni naukowych skutkiem dyfuzji z krajów o niższych kryteriach ich zdobywania jest poważnym problemem.
      Ale wszystko jest względne... co dla jednych jest istotą życia dla innych jest przypiskiem do dopisku pod asteriksem. Ja (i większość moich dzieci) przeżyliśmy Pierwszą, czyli Złą Reformę Gimnazjalną nie będąc przekonanymi o jej celowości. Teraz Dobra Zmiana odwraca kota ogonem robiąc Drugą, czyli Dobrą Reformę Gimnazjalną. Zarówno ja jak i moje dzieci i żona wcale nie uważamy, że najpilniejszym problemem w polskiej edukacji jest decyzja co do sposobu podziału na szkoły/stopnie kształcenia o tej czy innej liczbie lat.
      A jednak zarówno wtedy jak i teraz jacyś politycy byli w stanie obie reformy przepchnąć... szalone koszta dla podatnika, zarobki dla znajomych królika, strata czasu dla całej reszty. Ja przepraszam, ale taka czy inna jakość habilitacji, czyli stopnia niekoniecznie krytycznego w innych krajach, w porównaniu z kolejnymi w/w reformami to jak martwienie się oparzeniem w czasie solarium gdy właśnie ktoś nam robi transplantacje serca. Ja wiem, z tego oparzenia kiedyś może być rak, ale ta operacja na otwartym sercu jakoś bardziej mnie wystrasza. ;-)

      Usuń
  12. No cóż, "stare towarzystwo" wzajemnej adoracji. Znają się jeszcze z uczelni, w której kiedyś razem pracowali, to sobie "pomagają". Co tam etyka, co tam tytuły. I tylko żal, że kiedyś autorytety, teraz tak nisko "latają".
    A pani "wyhabilitowana" może szpanować tytułem. Nim się kto zorientuje, gdzie uzyskanym i w jaki sposób, już poleci w świat. To się nazywa tupet.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy 10:01
    Co Profesorowie Recenzenci kładli na szali - swoje słowackie stopnie i tytuły, swój "miałki" dorobek.

    Tak tworzy się, rozwija i przejmuje władzę i wpływy Słowackie (i) Towarzystwo Wzajemnej Adoracji - SiTWA. Za chwilę, to Oni będą decydować o nas, o naszych awansach, pieniądzach na badania, zatrudnieniu. Jak tak Pani (z postu Profesora) nostryfikuje hab. w Polsce (a przed nią wyhabilitowały się setki UCZONYCH, to czas opuścić ten kraj lub wybrać emigrację wewnętrzną, ewentualnie zmienić zawód!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ już decydują! Tak jest na UJK! Na pedagogice! A gniazdo żmij - SITWY ze słowackimi habilitacjami - usadowione jest w Instytucie Edukacji Wczesnoszkolnej! Toż to właśnie tam nagromadziła się najgorsza "pedagogiczna" SITWA od czasów komuny! Władza niepodzielna wciąż w tych samych rękach, przenoszona z pokolenia na pokolenie! Ci ze słowackimi habilitacjami i trzymająca władzę absolutną M. Kwaśniewska (raz w roli dziekana, raz dyrektora), która pracuje na UJK od ponad 20 lat i do tej pory nie napisała/obroniła habilitacji (dlaczego jeszcze nikt nie zwolnił jej z uczelni?!! punkty nabija sobie nie przez działalność naukową tylko przez tzw. zasługi na rzecz uczelni czyli trzymanie władzy absolutnej od kilkunastu lat - przechodząc z jednego kierowniczego stanowiska na inne; nie dopuszczając do sprawowanych przez nią stanowisk innych osób),to dzieci starych komuchów, którzy nie mogliby być rektorami/prorektorami/dziekanami, gdyby nie należeli do PZPR. Teraz część z nich przeszła do PiS-u i dalej ochrania stare patologiczne układy i dopuszczając się różnych nadużyć; byle tylko im oraz ich dzieciom/krewnym/kolesiom nie spadł włos z głowy. Niby rektor z PiS-u powinien wpłynąć na oczyszczenie środowiska z komuchów! A tu jest wręcz odwrotnie! Zwalnia wyborców PiS-u (często niesłusznie, tylko w wyniku przestępczych działań jego podwładnych z pedagogiki) a pozostawia dzieci komuchów (albo PSL-wców). Ale może to nieprzypadkowe, że obecny rektor UJK oraz popierający go na to stanowisko lider świętokrzyskiego PiS-u - K.Lipiec - są ze Starachowic? Myślę, że coś w tym jest na rzeczy i o tym starachowickim środowisku, powiązanym z UJK, jeszcze coś "interesującego" usłyszymy: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/kielce/a/posel-krzysztof-lipiec-lobbowal-na-rzecz-prywatnej-kliniki-jest-sledztwo,12188323/

      Usuń
  14. Problem habilitacji na Słowacji nie dotyczy tylko pedagogiki. Docentury uzyskiwali również spece z nauk o wychowaniu fizycznym na podstawie poradnika dla dzieci jak jeździć na nartach. To są fakty!!!
    Nie zapominajmy że część "słowaków" jest teraz dziekanami, rektorami, prorektorami. Dbaja o poziom badań naukowych i kształcenia
    Zawsze twierdziłam, że trzeba generalizować! Znaleźć "słowaka" z imponującym, oryginalnym dorobkiem naukowym to szukanie igły w stogu siana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. Jedna mimo wszystko to najbardziej cierpi pedagogika z powodu "słowaków". Nikt tego nie kontroluje. W niektórych szkołkach minima kadrowe są obsadzone przez "słowaków"
      Szczytem bezczelnosci jest fakt, ze chemik z "zagraniczną" docentura wchodzi do minimum kadrowego na pedagogice

      Usuń
  15. W tym jakże nagannym procederze jest jeszcze jedna, niezwykle istotna, kwestia- autorytetu, w tym przypadku profesora w odniesieniu do osób, którymi zarządza, z którymi współpracuje i którym wyznacza ścieżkę dalszej kariery. Przecież owi recenzenci powinni liczyć się i z tym, iż uczestnicząc w niecnym procederze, stawiają pośrednio w negatywnym świetle także osoby im podwładne, bo, nie ma się co oszukiwać, ważne jest nie tylko kim jest młody naukowiec, ale także od kogo jest. A to świadectwo, w ostatnim aspekcie wypada dramatycznie.
    Promowanie osób, które z jakichś względów nie nadają się do zaszczytnego miana bycia naukowcem, kończy się zawsze tak samo- obniża poziom nauki, zwiększa koteryjność.
    Na koniec apel do sumień wszystkich, którzy balansują na granicy sprzeniewierzenia się nauce, cytat z klasyka- nie idźcie tą drogą!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pozwolę sobie załączyć link do katalogu Biblioteki Narodowej oraz bibliografii publikacji pracowników PWSZ w Raciborzu, w których można znaleźć informacje o publikacjach J. Gabzdyl:
    http://katalogi.bn.org.pl
    http://biblioteka-online.pwsz.raciborz.edu.pl/cgi-bin/wspd_cgi.sh/WService=wsbroker1/bibm21.p
    Może się przyda?

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy29 czerwca 2017 18:03
    Faktycznie, dorobek habilitantki poraża !!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Upadek nauki jest niewątpliwy. Słowackie peregrynacje............

    OdpowiedzUsuń
  19. Profesorów przybywa. Powinnismy sie tylko cieszyc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest śmieszne. To jest bolesne dla polskiej nauki, która ma przecież chlubne tradycje!!!!!!!!!!

      Usuń
  20. później ten profesor na wykładach opowiada o etyce w nauce? Bloga czytają studenci, pracownicy naukowi UŚ, pracownicy naukowi innych szkół.
    Mają "przykład".
    Wstyd. Po prostu wstyd.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.