niedziela, 23 kwietnia 2017

W stolicy księgozbiory uczonych ... ponoć na stos. Uwolnijmy domowe zasoby z literaturą piękną dla rejonowych bibliotek

Biblioteka Narodowa opublikowała raport z corocznych badań na temat czytelnictwa Polaków. Wynika z nich, że 63 proc. mieszkańców naszego kraju powyżej 15 roku życia nie przeczytało w ciągu 2016 r. ani jednej książki, natomiast 16 proc. nie przeczytało niczego. Chyba jednak w tej ostatniej grupie byli tacy, co przynajmniej przeczytali etykietę na płynie "Arizona Dream" lub do której godziny otwarty jest sklep monopolowy? Monitorujący ów stan rzeczy pocieszają nas, że nie jest źle, gdyż od kilku lat ten "trynd" utrzymuje się na stałym poziomie.

Dowiadujemy się z powyższych badań, że niewielki odsetek Polaków czyta e-booki lub teksty zamieszczone w Internecie (ok. 3 proc.), a zatem nie można powiedzieć, że Polacy są analfabetami czy półanalfabetami w powyższym zakresie. Niektórzy, a jest ich 7 proc. korzystają z audiobooków. Warto też pamiętać, że kontakt z kulturą, z literaturą jest także możliwy dzięki słuchowiskom radiowym. Zapewne każdy z nas mógłby opublikować własną listę czytelniczych przebojów, na której znalazłaby się literatura polska i światowa, współczesna, ale i historyczna.

Zapytani przeze mnie doktoranci, czy prenumerują chociaż jedno z naukowych czasopism, odpowiadali przecząco. Zdarza się, że sięgają po periodyki w bibliotece uczelnianej, ale i to coraz rzadziej, skoro mają w Internecie dostęp do złodziejskich portali, gdzie udostępnia się odpłatnie (z pominięciem praw autorskich i wydawniczych) pełną treść zeskanowanych rozpraw. Wiele osób czyta dostępne w systemie open access publikacje ściągając ich treść do własnych katalogów czy przeglądając w sieci.

Nie martwiłbym się o stan czytelnictwa w kraju, skoro spotykam coraz więcej miejsc, instytucji w przestrzeni publicznej, w której "uwalnia się" książki zbytecznie już zajmujące miejsce na domowych półkach. To jest bardzo dobra zmiana, jeśli Polacy zaczynają się dzielić książkami, które już przeczytali, a ich treść nie rodzi potrzeby usilnego zatrzymania w domowej biblioteczce. Zapewne są i takie książki, ale z całą pewnością każdy z nas znajdzie u siebie chociaż jeden tytuł, po który nie sięgał po pierwszym jego przeczytaniu i już nigdy więcej do niego nie zamierza wrócić.

Gdyby ktoś z państwa miał chociaż jedną książkę do czytania z literatury obyczajowej, sensacyjnej, fantastycznej czy popularnonaukowej, to uwolnijcie ją i prześlijcie pani Edycie Czaplińskiej, która pracuje w Bibliotece Publicznej-filia nr 1, ul. 22 lipca 12c, 67-120 Kożuchów. Działalność tej Pani fascynuje mnie, bowiem nieustannie dopytuje się o to, czy nie znalazłyby się wśród domowych książek takie, które są mi niepotrzebne: powieści, beletrystyka, ot, tzw. "czytadła" dla pań tęskniących za pięknem literackiego słowa i wzruszających doznań. Jestem przekonany, że dzięki akcji uwolnienia jednej książki dla biblioteki rejonowej w naszych miastach wzrośnie poziom czytelnictwa nie tylko w Kożuchowie.

Nie akceptuję tylko takiego sposobu uwalniania książek, który jest najzwyklejszą ich dewastacją, jak ma to miejsce w przypadku 40 proc. (ok. 80 tys. książek) z największego w Polsce księgozbioru filozoficzno-socjologiczny (ok. 200 tys.), które mają być usunięte z Bibliotek Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Filozofii i Socjologii PAN i Polskiego Towarzystwa Filozoficznego do końca czerwca 2017 r.! Rzecz dotyczy unikatowego zbioru książek Stanisława Ignacego Witkiewicza oraz archiwów Kazimierza Twardowskiego, Janiny i Tadeusza Kotarbińskich, Marii Ossowskiej, Kazimierza Ajdukiweicza czy Mieczysława Wallisa.

Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Powyższy skandal ujawniła m.in. pani dr Gabriela Kurylewicz (Pracownia Filozofii Muzyki UW, Fundacja Forma, Instytut Witkacego w Warszawie) stając w obronie tego księgozbioru. Napisała o tym Barbara Maria Morawiec:

Niech zatem decydenci wytłumaczą ten barbarzyński akt przeciw kulturze polskiej! Dla nas żadne z kryteriów selekcji i likwidacji nie jest do przyjęcia. Nie ma w świecie książek niepotrzebnych, bywają tylko niechciane. Takimi książkami niechcianymi są na Wydziale Filozofii i Socjologii i również w PAN: dublety klasyki filozofii, książki francuskie, książki w alfabetach innych niż łacińskie, książki o sztuce, literaturze pięknej lub sama literatura piękna, książki psychologiczne, encyklopedie i słowniki, książki przedwojenne – bez względu na to, czy należały np. do prof. Ajdukiewicza, Ossowskiej, Kotarbińskiego, czy Witkacego!

Szczegóły akcji w obronie powyższego zbioru znajdziecie także na Facebooku - Dewastacja Bibliotek Filozoficznych. Pani dr Barbara Kurylewicz napisała:

Szanowni Państwo,

Bardzo dziękuję za wielkoduszność.
Rośnie lista chętnych do przyjęcia książek. Jest też pomysł, sądzę ważny, zachowania integralności zbioru Książek Niechcianych i utworzenia nowego miejsca, bezpiecznego, w Warszawie - Biblioteki Książek Niechcianych.
Najgorsze jednak, że władze WFiS UW oraz IFiS PAN mają plan usunięcia 80 000 książek, spośród 200 000 całości Księgozbioru Połączonych Bibliotek WFiS UW, IFiS PAN i PTF, ale nie chcą podać szczegółów. Nic dziwn...ego. Będzie to - jak do tej pory - wyprzedaż na kiermaszach, wyprzedaż lub przekazanie antykwariuszom i przekazanie wybranych książek nieznanym nam, "zaprzyjaźnionym" instytucjom.
Do instytucji "zaprzyjaźnionych" nie należy ani moja Fundacja Forma, ani Instytut Witkacego Przemysława Pawlaka. Nie dostaliśmy bowiem odpowiedzi na nasze listy z zamówieniami na likwidowane książki.

Reasumując: Księgozbiór jest niszczony i dodatkowo ludziom zaangażowanym autentycznie odmawia się prawa walki. Jednocześnie dzisiaj zostałam poproszona przez Dziekana WFiS UW, abym nie wypowiadała się w sprawie Księgozbioru - ani słowem - jako badacz afiliowany i członek Pracowni Filozofii Muzyki IF UW, a tylko jedynie prywatnie. Jestem współtwórczynią Pracowni Filozofii Muzyki UW i poproszono mnie, bym zachowaniem moim - obrona Księgozbioru - nie narażała mojej Pracowni i siebie. To jest dopiero skandal! A zatem dobrze, będę walczyła dalej i będę się podpisywała następująco:


Dr Gabriela Kurylewicz
Forma - Instytut Sztuki i Badań Filozoficznych
Piwnica Artystyczna Kurylewiczów
Pracownia Filozofii Muzyki i Poezji
20 kwietnia 2017

Przed chwilą - a jest 24 kwietnia 2017 r. otrzymałem informację na temat powyższego księgozbioru, której już inicjatorzy akcji protestu nie upublicznili. Tym samym możemy być nieco usatysfakcjonowani, że ma miejsce właściwa reakcja. Oto Oświadczenie:

Wyjaśnienia w związku planami rozwojowymi i zmianami sposobu funkcjonowania Biblioteki

(z dn. 7 kwietnia 2017/kategoria Aktualności /opublikował Bibliotekarz)

W ostatnim czasie w mediach i serwisach społecznościowych wezbrała fala oburzenia w związku z reformą Połączonych Bibliotek Wydziału Filozofii i Socjologii UW oraz Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Wyczytano wśród planowanych czynności straszne słowo „melioracja”, które osobom zatroskanym o stan naszej kultury kojarzy się z „masakrą” albo „mieleniem” – i podniesiono larum. Zarzuca się nam „barbarzyńską meliorację”, przypisuje zamiary „niszczenia księgozbioru”, „palenia książek”, „wyrzucania na śmietnik”, a nawet – o zgrozo – kwestionowanie „sensu heroicznych czynów wielkich Patriotów, którzy ponad własne życie przedłożyli ratowanie polskiego piśmiennictwa z płomieni 1944 r.” (sic!).

Zarzuty te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – ani semantycznie, ani faktycznie. Faktem jest, że biblioteka od wielu lat była bardzo zaniedbana. Część cennego księgozbioru leżała w pudłach, nieskatalogowana. Użytkownicy nie mieli do niej dostępu (za to grzyby i roztocza – jak najbardziej). Wypożyczało się nie więcej niż 10% zasobu (mediana dla bibliotek uniwersyteckich = 40%). Stopniowo okrajano przestrzeń dla czytelników (piękna niegdyś, ponad stumetrowa czytelnia została kilka lat temu brutalnie przegrodzona szpetną meblościanką – dla czytelników pozostawiono tylko ochłap przestrzeni).

Przede wszystkim zaś zaniechano prowadzenia konsekwentnej polityki zakupów, przez co nadszarpnięto to, co było chlubą naszej biblioteki – jej status wzorcowej biblioteki naukowej dla nauk filozoficznych i społecznych. Przyjmowano w zamian dary, które często dublowały się z książkami, które już mieliśmy w kilku egzemplarzach, lub nie pasowały do profilu biblioteki.

Dlatego konieczne są działania naprawcze i reforma sposobu działania biblioteki. Patroni biblioteki – WFIS UW oraz IFiS PAN w styczniu br. podpisali porozumienie zmierzające do zapewnienia bibliotece godnych warunków funkcjonowania: finansowych i przestrzennych. Dzięki temu pozyskaliśmy nowe miejsca magazynowe w budynku IFiS PAN (jako współgospodarza biblioteki) i przenosimy tam część zbiorów, które nadal będą dostępne dla czytelników. Pozyskaliśmy nowe pomieszczenia biurowe w budynku WFiS UW i przenosimy tam część pracowników.

Zwiększamy powierzchnie dostępne dla użytkowników, aby polepszyć warunki korzystania z biblioteki dla całej społeczności – ogromnym kosztem będziemy adaptować i udostępniać czytelnikom nową 200-metrową czytelnię (z wolnym dostępem do półek). Przeprowadzamy przegląd zbiorów – zaniedbany od wielu lat – w celu udrożnienia możliwości uzupełniania księgozbioru o nowe pozycje, tak aby przywrócić bibliotece status wzorcowej biblioteki dla nauk filozoficznych i społecznych. Jednym z elementów takiego przeglądu jest selekcja – biblioteka ma skończoną pojemność, więc żeby kupować, trzeba też selekcjonować.

Nie znaczy to jednak, że pozbywamy się jakichkolwiek merytorycznie istotnych tytułów (niekiedy redukujemy jedynie liczbę egzemplarzy danego tytułu) i nie znaczy to, że książki przeznaczone do selekcji są niszczone. Są one przekazywane innym bibliotekom i zakładom naukowym. Co więcej, selekcja nie jest bynajmniej jedynym elementem przeprowadzanego przeglądu zbiorów. Innym ważnym elementem jest zabezpieczenie cennych archiwaliów, jeszcze innym skatalogowanie i poprawne rozmieszczenie w magazynach książek, które przez ostatnie kilkanaście lat nie opuszczały wilgotnych pudeł.

Niezwykle ważne jest też uzupełnienie – w ścisłej współpracy z użytkownikami – braków w reprezentatywnej literaturze, a więc przemyślane zakupy. Ogół tych czynności – to właśnie melioracja księgozbioru. W efekcie przeprowadzonej melioracji stan posiadania naszej biblioteki znacznie się zwiększy. Bo melioracja to nie jest mielenie książek ani wyrzucanie ich na śmietnik. To ustawianie na półkach tych, które leżały w pudłach, katalogowanie i udostępnianie czytelnikom tych, które dotąd były niedostępne, oddawanie nadmiarowych tam, gdzie będą potrzebne i użyteczne – i wreszcie kupowanie nowych, dla uzupełnienia własnych braków. Melioracja znaczy ulepszenie.

bonus, melior, optimus = dobry, lepszy, najlepszy

Słowniki łacińskie pozostają u nas na półkach. Zapraszamy do korzystania!

p.o. kierownika Połączonych Bibliotek WFiS UW, IFiS PAN, PTF

Michał Chlebicki

7 komentarzy:

  1. Jednak te książki są coś warte, skoro je ktoś chce gdzieś sprzedać. Tylko, czy ma do tego prawo? Kto powinien się o tym dowiedzieć, aby ten proceder powstrzymać?
    I tu proszę Państwa jak na dłoni widać, iż Piotr Skarga miał rację, gdy pisał o Polsce, jak o kawałku sukna, które pomiędzy siebie różni możni rozdzierają. Potem nie ukarano Targowiczan, potem w 1989 r. postawiono gruba kreskę i mamy to co mamy. Patrioci są traktowani jak naziści, patriotyzm jest przedstawiany jako wartość przestarzała. A kim są Ci, którzy podejmują takie decyzje, jak ta przedstawiona przez Pana Profesora? Przecież nazwiska autorów niechcianych książek, to jest klasyka Szkoły Lwowsko-Warszawskiej Filozofii, a nawet bardziej logiki. To jest dorobek na miarę światową, a nie tylko Polską.

    OdpowiedzUsuń
  2. Włos się na głowie jeży.Kto by pomyślał, iż 28 lat po upadku realnego socjalizmu w Polsce wyrosną takie kwiatki w naszej demokracji parlamentarnej, zwanej żartobliwie dyzmokracją.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żeby nie doszło do takiego aktu zniszczenia potrzebny jest silny głośny opór. Trzeba głośno protestować, apelować, organizować szeroką kampanię. Ktoś powiedział: "nie bądźmy tacy cisi i potulni".
    Niski poziom czytelnictwa martwi, ale moje olbrzymie zdziwienie i oburzenie budzi omijanie szerokim łukiem problemu "czytanie książek a edukacja szkolna". Szkoła szkodzi na czytelnictwo, zniechęca ludzi do prozy, poezji i literatury popularnonaukowej. Jak można oczekiwać od ludzi zainteresowania książkami (i szerzej: sztuką) po dwunastu latach prania mózgu za pomocą uczenia transmisyjnego, nakazowego, wyczynowego, spłaszczającego, opartego na monologu ? Mam wrażenie, że to jest temat tabu.

    OdpowiedzUsuń
  4. W pełni się solidaryzuje z tekstem. Sam mam w domu ponad 30m bieżących książek i nowe kupuje ostrożnie, bo nie mam gdzie kłaść. A trudno mi się rozstawać z raz kupionymi. Sam lubię książki papierowe ale tak jak kiedyś opowiadania bardów zastąpiły książki tak dzisiaj papierowe są wypierane przez elektroniczne. Że żal, oczywiście. Ale jednak czytają. Wydaje mnie się, że warto wznawiać co pewien czas w TV przepiękny film Fahrenheit 451. Ale może nie jest aż tak źle, skoro w autobusach i metrze spotyka się wielu ludzi, którzy czytają. Osobna sprawa kradzieży czyli dostęp do zbiorów bez uiszczania opłat. Studenci i nie tylko nie mają za wiele grosza. Może zamiast finasować różnych misiewiczów czy podobnych indywiduów opłacać dostęp do zbiorów ze środków publicznych. Coś na kształt Karty Praw Intelektualnych Obywateli. Funduje sie darmową komunikację, edukacje można i intelektualny rozwój. Opłaciło by się to uodparniając społeczeństwo na różnych oszołomów. itd pozdrawiam, kz

    OdpowiedzUsuń
  5. Może warto w kontekście tego bezcennego wpisu przypomnieć, iż w niepowtarzalnych kreacjach świata przedstawionego w poetyckiej frazie, w różnorodnych postawach bohaterów literackich, zawiera się jedyna, oryginalna w swoim artystycznym kształcie, literacka prowokacja poszukiwania dialogu z ludzkim losem. Literatura jest przecież sztuką słowa. W artystycznych jej formach słownych utrwalone zostały ludzkie doświadczenia, które w kontakcie z dziełem literackim poznaje jego odbiorca. Czytając tekst literacki absorbujący jego intelekt i wyobraźnię - INNE czytanie otwiera szansę na nowy kontakt z literaturą, bliższą człowieczym światom i w naturalny sposób rokującą większe nią zainteresowanie. Owo INNE czytanie jako konsekwencja współczesnego tzw. kulturalizmu i kulturowego przełomu, jest współczesną propozycją poznawania literatury, niedocenianą i zapewne w większości nie znaną przez nauczycieli i wychowawców, których poziom kultury literackiej pozostawia wiele do życzenia. Wprowadzanie dziecka ,młodego człowieka, studenta w literackie światy i dyskurs o nich, to dzisiaj wielkie wyzwanie dla edukacji.
    „Lekcje czytania”, znakomita akcja Tygodnika Powszechnego odbyły się podczas pierwszego Festiwalu im. Josepha Conrada, którego twórcą i dyrektorem jest prof. Michał.P. Markowski z U.J. i Uniwersytetu w Illinois i od tego momentu odbywają się systematycznie w całej Polsce. Niegdyś finansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego( obecnie Ministerstwo odmówiło wsparcia)stały się niekonwencjonalną i nieposkromioną formą dialogu o bogactwie literackich światów, w których każdy z czytelników i kreatorów przestrzeni dialogowej może w niej uczestniczyć inaczej, wzbogacając swoją refleksję i nierzadko doznając nieznanych dotąd przeżyć estetycznych.
    To dzięki temu szczególnemu nurtowi współczesnej humanistyki, który zainicjował w Polsce, nadając mu światową rangę, prof. Michał P. Markowski z i jego najbliższe środowisko intelektualne, masowy odbiorca festiwalu ma wielką i niepowtarzalną szansę wzbogacać swoją duchowość. W chaosie tego świata to szansa bezcenna...W swojej znakomitej publikacji zatytułowanej „Życie na miarę literatury’’ Markowski stwierdza: Czytanie literatury nie wymaga żadnych dodatkowych kompetencji poza wrażliwością. Nie trzeba znać żadnych wyspecjalizowanych języków, żadnych naukowych idiomów. Wystarczy jedynie dobra wola oglądania świata cudzymi oczami i-by tak rzec –cudzymi słowami. W tym widzę nadzieję dla nas wszystkich, albowiem świat zmarnieje doszczętnie dopiero wtedy, gdy jakiekolwiek rozmowy o literaturze nie będą już możliwe. Fenomen literackiego dyskursu i możliwości jego przeżywania... to coś niezwykle ważnego dla edukacji, czego dzisiaj się zdecydowanie nie docenia. Dlatego słowa prof. Bogusława Śliwerskiego są tak ważne dla teorii i praktyki pedagogicznej, tego wybitnego pedagoga, który rozumie i czuje poetyckośc tego świata i przypomina o tym innym…. Jestem tym, co czytam – mawiał Joseph Brodsky, a zatem jeśli nie czytam, to kim jestem?...Ewa




    OdpowiedzUsuń
  6. w zyciu nie slyszalem i nie znam nikogo kto prenumerowalby jakies czasopismo naukowe (jestem naukowcem >10 lat), prenumeruja biblioteki dla studentow i pracownikow w ramach zbiorowej prenumeraty

    pojedynczy artykul kosztuje 30$ w dobrym czasopismie (takze, nie slyszalem o nikim, kto z prywatnej kieszeni wylozyl na cos takiego pieniadze)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.