sobota, 22 kwietnia 2017

Niepełnosprawność jako konstrukt społeczno-kulturowy


W czwartek zakończyła się dwudniowa konferencja na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu poświęcona interdyscyplinarnym kontekstom pedagogiki specjalnej.

Specjalistyczną część obrad otworzył referat prof. dr. hab. Andrzeja Twardowskiego pt. "Disability studies jako przykład interdyscyplinarnego podejścia do niepełnosprawności". Spojrzenie Profesora na kategorię niepełnosprawności zostało jednoznacznie osadzone w kontekście społecznym i kulturowym, bowiem to społeczeństwo upośledza osoby będące niepełnosprawnymi fizycznie czy intelektualnie. Nowe podejście w badaniach wymagają właśnie tej orientacji poznawczej, by dostrzec wreszcie, jak bardzo niepełnosprawni są izolowani czy wykluczani z życia społecznego, mimo że w większości przypadków (poza upośledzeniem umysłowym i głębokich zaburzeniach psychicznych) są osobami w pełni rozwiniętymi, dojrzałymi społecznie, moralnie i duchowo.

Niepełnosprawność zatem staje się niedogodnością, która jest spowodowana organizacją społeczeństwa wykluczającego takie osoby z życia instytucjonalnego, politycznego, kulturowego itp. Zapewne niepotrzebnie przeciwstawił A. Twardowski modelowi medycznego postrzegania niepełnosprawności jako wady model społeczny niepełnosprawności jako wytworu społeczeństw, gdyż jednak obie perspektywy wzajemnie się dopełniają odsłaniając zarazem uwarunkowania trudów codziennego życia takich osób. Nie da się ukryć, że niepełnosprawność jest pochodną uszkodzenia organizmu i zdrowia człowieka, ale zarazem złożonym zbiorem warunków tworzonych jednostce przez środowisko społeczne.


Konieczne jest zatem - zdaniem prof. A. Twardowskiego:

1. zaakceptowanie społecznego modelu niepełnosprawności i wykorzystywanie go w badaniach naukowych oraz praktyce rewalidacyjnej czy terapeutycznej. warto badać istotne w życiu osobistym tych osób doznania i doświadczenia;

2. diagnozowanie tego, jak jest postrzegana niepełnosprawność przez społeczeństwo, w tym przez osoby zdrowe. Wyniki takich badań stają się podstawą do konstruowania takich kategorii pojęciowych jak rasa, płeć kulturowa, uprzedzenia, stereotypy itp. służąc do dyskryminacji osób niepełnosprawnych;

3. podejmowanie badań o charakterze interdyscyplinarnym. Nadal bowiem uczeni różnych nauk społecznych i humanistycznych, zajmujący się w różnych aspektach niepełnosprawnością, nie czytają rozpraw i wyników badań z nauk pogranicza;

4. by badania nad niepełnosprawnością miały wreszcie charakter partycypacyjny. Osoby te powinny mieć większy wpływ na to, jak są wspierane oraz współtworzyć środowisko własnego życia.

5. oparcie badan nad niepełnosprawnością na wartościach społecznych. Także naukowcy są zobowiązani wobec osób niepełnosprawnych do tego, by działać na rzecz tych, którzy są marginalizowani czy poddani opresji
.


Prof. zw. dr hab. Zenon Gajdzica z Uniwersytetu Śląskiego, dziekan Wydziału Etnologii i Nauk o edukacji w Cieszynie poświęcił swój referat problematyce metodologicznej. Tytuł wystąpienia brzmiał: " Uchwycić unikatowość i przeciętność - kilka uwag o interpretacji danych jakościowego studium przypadku Innego". Była to o tyle ważna wypowiedź, że coraz częściej pedagodzy specjalni sięgają po paradygmat badań jakościowych, by uchwycić ową unikatowość osób niepełnosprawnych, a zarazem typowość pewnych zjawisk, osiągnięć czy porażek. Racjonalnie skonstruowana koncepcja badawcza pozwala - zdaniem Profesora - na uchwycenie tego, co jest unikatowe i tego co przeciętne.

Konieczne jest tu odwołanie się do teorii badanych zjawisk jako punktu wyjścia w badaniach ilościowych czy dojścia w sytuacji, kiedy podejmujemy się badań jakościowych. Łączenie obu paradygmatów podnosi niewątpliwie jakość wyników badań. Dalej zostały przybliżone trzy koncepcje strukturalizacji wyjaśniania i interpretacji danych ze studium indywidualnych przypadków ze szczególnym zwróceniem uwagi na "wędrówkę" pojęć i rozumienia ich istoty w różnych dyscyplinach naukowych. Słusznie pytał Z. Gajdzica, czy wędrówka pojęć doprowadziła do zmiany praktyk społecznych? - i odpowiedział: - Nie.

Znany w kraju duet badaczy cyberbullyingu - prof. UAM dr hab. Jacek Pyżalski i dr Piotr Plichta z Uniwersytetu Wrocławskiego przygotowali prezentację sumującą ich wieloletnie wyniki badań zjawiska przemocy w przestrzeni wirtualnej. Najpierw Jacek Pyżalski wskazał na to, że badania przestrzeni równoległej do naszej rzeczywistości koncentrują się w dużej mierze na używaniu mediów przez dzieci młodzież z potrzebami edukacyjnymi.

Na początku dominowało pytanie: co złego robią media młodym ludziom? Sądzono, że z jednej strony nowe media poszerzają osobom dotychczas wykluczanym czy nieobecnym ze względu na izolację dostęp do szerszej ich obecności w życiu społecznym, z drugiej zaś strony uruchamiają mechanizmy ich Wykluczania.

Zanurzenie młodych ludzi w mediach dotyczy także populacji osób niepełnosprawnych. To dorośli tworzą z Internetu jakieś szczególne medium. wprawdzie interesuje nas czas korzystania przez dzieci i młodzież z Internetu, ale nadal niewiele wiemy o tym, jaka jest wartość tej obecności w innej przestrzeni komunikacyjnej? Z badań J. Pyżalskiego wynika, że osoby niepełnosprawne nie robią ani nic złego, ani nic dobrego. Nie powinniśmy zatem postrzegać ich jako funkcjonujących w paradygmacie ryzyka.

Dr Piotr Plichta natomiast odniósł się do zjawiska cyfrowych nierówności rodziców dzieci niepełnosprawnych. Jak się okazuje, niemal wszystko na temat niepełnosprawności swoich podopiecznych wiedzą oni właśnie z Internetu. Zapewne niedługo ukaże się pełna monografia tego adiunkta, ale już teraz uchylił rąbka z własnych badań wśród rodziców dzieci niepełnosprawnych na temat korzystania przez nich z nowych mediów. Wynika z nich m.in., że:
1. Rodzice jako użytkownicy nowych mediów w sposób ograniczony korzystają z Internetu; 32 % nigdy nie wysłało mejla. Pytani o powody tego stanu rzeczy, wskazali na brak dostępu do Internetu ze względu na wysokie koszty oraz na brak kompetencji w posługiwaniu się tym medium.

2. w relacjach z niepełnosprawnymi dziećmi ok. 20 proc. ich rodziców wspólnie korzysta z sieci, zaś 30 % nie podejmuje żadnych działań np. kontroli. Co ciekawe, 77% dzieci niepełnosprawnych nauczyło rodziców posługiwania się nowym medium.

3. Rodzice pozytywnie postrzegają możliwości poszukiwania wsparcia on line dla siebie w związku ze sprawowaniem opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym.

4. Rodzice są też adresatami działań w sieci kierowanych do nich. tylko 49% rodziców wie, że szkoła umieściła na swojej stronie internetowej informacje dla nich o ich dziecku. Tym samym połowa w ogóle z tego nie korzysta.


Nowym problemem badawczym okazała się przedstawiona przez prof. Uniwersytetu Szczecińskiego dr hab. Teresę Żółkowską kategoria władzy pedagogia specjalnego. Kto by pomyślał, że wśród tych, którzy pracują z osobami dotkniętymi przez los, może pojawić się kwestia pozytywnego i negatywnego władztwa. Zdaniem pani Profesor, praca z osobami niepełnosprawnymi daje poczucie władzy.
1) Władza daje poczucie radości , satysfakcji – częściej pedagodzy specjalni są w pozytywnym nastroju niż inni; mają więcej optymizmu; osoby o wyższym statusie są w lepszym nastroju niż te o niższym statusie. Sprawowanie władzy podnosi ich samoocenę;

2) Pedagodzy specjalni są bardziej skłonni do stereotypowego myślenia, szczególnie pracujący w środowisku wiejskim. Prawdopodobnie wynika to z niewielkiej liczby uczniów w klasie szkolnej. Nie wymaga to specjalnego wysiłku. Tacy pedagodzy myślą stereotypowo o uczniach niepełnosprawnych;

3) Pedagog specjalny stosuje twórcze i abstrakcyjne myślenie, lepiej obserwuje swoich podopiecznych, dostosowuje zajęcia do indywidualnych możliwości każdego dziecka.

4) Łamanie norm społecznych przez pedagogów specjalnych wynika z posiadania większej władzy nad podopiecznymi. Nie muszą zatem stosować się do norm, a zdarza im się krzyczenie na uczniów czy skłonność do pouczania innych. Są też mniej zdolni do empatii, reagując słabszym współczuciem.


Pierwszą sesję plenarną zamknął referat prof. UW dr hab. Grażyny Dryżałowskiej na temat: "Wyobcowane obszary integracji".
Pani Profesor mówiła o edukacji włączającej i różnych strategiach jej urzeczywistnienia. Poszukiwała odpowiedzi na pytanie - Czy edukacja włączająca jest wyłączona ze środowiska życia szkolnego osób niepełnosprawnych, zaniedbana, zaniechana? Ma bowiem miejsce izolowanie tych uczniów przez ich rówieśników i rodziców. Poziom współbycia z tymi dziećmi jest mniejszy w szkołach ogólnodostępnych.


W ostatnich latach daje się dostrzec migracja znaczącej liczby uczniów niepełnosprawnych z integracyjnych form edukacji do szkół specjalnych. Jak wynika z badań, 32 proc. uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi przynajmniej raz zmieniło formę edukacji. Pogłębia się proces wykluczania dzieci. Są one izolowane.

Powinno się zatem łączyć różne systemy wsparcia włączającego takich osób, by uzupełniać, dopełniać formy zwiększające szanse na ich integrację w społeczeństwie. Niektóre dzieci nie radzą sobie w modelu edukacji integracyjnej. Część dzieci ma świadomość że są nieintegracyjne, jeśli nie są w systemie inkluzji. Następuje też w Polsce zanik zainteresowania przemianami, jakie dokonały się w systemie integracji. Szkoły specjalne stały się miejscem dla uczniów z głębszymi deficytami. Potencjał szkół specjalnych nie został wykorzystany do wdrażania niesegregacyjnego kształcenia. Wzmocnił kategorię niepełnosprawności.


Wprawdzie - jak mówiła Profesor UW G. Dryżałowska - uczeń i rodzic mają prawo wybrać szkołę, ale to dyrekcja tej placówki może zdecydować o jego przyjęciu lub nie. Nie ma jednak transparentnych kryteriów dla tych decyzji. Zabrakło zainteresowania edukacja inkluzyjną jako wspierającej społeczną integrację osób z niepełnosprawnością. Edukacja inkluzyjna jest zastępowana edukacją włączającą skoncentrowaną na uczniach z niepełnosprawnością. Nadal stosuje się kryteria medyczne do oceny niepełnosprawności. Należałoby zatem przyjąć koncepcje niepełnosprawności w modelu społecznym, o którym na początku debaty mówił prof. A. Twardowski.


Prof. dr hab. Amadeusz Krause - jak zwykle - po raz kolejny wykazał, z jak głęboką patologią mamy do czynienia w ustanawianiu przez MEN standardów kwalifikacji nauczycieli -pedagogów specjalnych, a zarazem jak jeszcze większa patologia jest generowana przez MNiSW oraz Polską Komisję Akredytacyjną przy rzekomym weryfikowaniu jakości kształcenia kandydatów do tego zawodu. Ktoś jednak powinien ponieść konsekwencje prawne za systemowe i urzędowe promowanie nieuctwa, a tym samym dewastowanie edukacji osób niepełnosprawnych.

Prof. APS dr hab. Grzegorz Szumski przedstawił niezwykle interesujące wyniki badań nad efektem Pigmaliona w edukacji włączającej uczniów bez niepełnosprawności. Uspokoił nas, że na szczęście pedagodzy specjalni nie kierują się w pracy z uczniami niepełnosprawnymi tym syndromem. Wprawdzie ów efekt występuje, ale nie jest silny.


Badania pod kierunkiem prof. AP Szumskiego potwierdziły wcześniejszą diagnozę krytyczną prof. A. Krause, a mianowicie, że z jednej strony nauczyciele nie podzielają wartości integracji osób niepełnosprawnych z ich rówieśnikami w szkołach ogólnodostępnych, ale z drugiej nie są przygotowani do pracy z takimi osobami. Szkoły nie budują kultury włączania, zaś inkluzja nie stanowi dla nich impulsu do rozwoju kultury szkoły.

Podobne wnioski z badań w szkolnictwie publicznym z oddziałami integracyjnymi formułowała prof. UG dr hab. Sławomira Sadowska. Wynika z nich, że nauczyciele nie są przygotowani do diagnozowania osób niepełnosprawnych, zaś przebiegiem praktyki rehabilitacyjnej reguluje wiedza potoczna, a nie naukowa.



Pod koniec tej sesji głos zabrał prof. Uniwersytetu Medycznego w Łodzi dr hab. Tadeusz Pietras - dr nauk medycznych i psychiatra, który współpracuje z pedagogami specjalnymi w Łodzi. Poruszył niezwykle ważny problem, także dla pedagogiki specjalnej, a mianowicie schizofrenii jako choroby o znacznie szerszym zasięgu występowania niż niepełnosprawność umysłowa. Tymczasem pedagogika specjalna nie podejmuje tej kwestii. Na schizofrenię choruje 1,5 proc. społeczeństwa, a zatem czas najwyższy włączyć pedagogikę specjalną do działań, badań i terapii takich pacjentów.


Nie powinno się stygmatyzować takich osób, tylko mówić o nich jako o tych, którzy żyją z problemem schizofrenicznym na skutek odmiennego rozwoju mózgu. Ich życie jest poddawane psychiatryzacji i medykalizacji, a przez to są one także wykluczane społecznie. Tym samym, zamiast mówić schizofrenik, powinniśmy komunikować, że jest to osoba chora na schizofrenię. Inaczej pojawia się błędne koło dysadaptacji takich osób z psychozami dezintegracyjnymi. Ich inkluzja jest wówczas niemożliwa. Należy dążyć do integracji tych osób z środowiskiem ich codziennego życia.
Ostatnimi referatami były: dra hab. Jarosława Bąbki z Uniwersytetu Zielonogórskiego na temat mechanizmów wykluczania społecznego osób z niepełnosprawnością oraz dr hab. Doroty Podgórskiej -Jachnik z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy poświęcony nowemu wymiarowi wsparcia społecznego dla Innego w kontekście refleksji nad "dobrą" i "złą" charytatywnością. Chyba każdy uczestnik tej debaty mógłby wymienić kilka fundacji, które sprzeniewierzyły środki darczyńców, ale też zdecydowana ich większość służy tym, dla których zostały powołane.


Muszę przyznać, że cały dzień obrad był niezwykle interesującym wglądem w stan współczesnych badań w pedagogice specjalnej i naukach z nią współpracujących. Potem był już tylko czas na indywidualne konsultacje Mistrz-Uczeń, o czym pisałem dwa dni temu.

8 komentarzy:

  1. Przede wszystkim powinno się zmienić nastawienie nauczycieli akademickich - badaczy zjawiska niepełnosprawności do nauczycieli z niższych szczebli edukacji. Marzy mi się, aby na studiach nauczycielskich pracowali bardzo dobrzy magistrzy - praktycy, od których studenci będą się mogli uczyć pracy, np. z uczniami niepełnosprawnymi. Jeżeli mają Państwo Profesorzy pretensje do niekompetentnych nauczycieli, to ja mam pretensje do Profesorów - dlaczego Państwo przyjmujecie na studia pedagogiczne ludzi, którzy się do tego zawodu nie nadają, a potem nie dajecie im odpowiedniej wiedzy? Ponadto należy odideologizować problem niepełnosprawności w szkole. Dlaczego nie zainwestować w bardzo dobrze wyposażone szkoły specjalne z bardzo dobrze przygotowaną kadrą? Dlaczego szkoła specjalna ma etykietować? A może etykietują te dzieci już sami rodzice, a potem wszyscy, którzy zajmują się inkluzją? Może trzeba zmienić paradygmat, że choroba, cierpienie i niepełnosprawność to także wartość, a nie tylko zdrowie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszy bardzo, że subdyscyplina - pedagogika specjalna jest reprezenowana na blogu. Niepokoi brak zainteresowania czytelników i większego feedbacku. Co prawda, być może zainteresowani nie spędzają czasu oline lub nie czytają bloga. Prawdopodobne jest, że subdyscyplina, którą również reprezentuję jest na Kamczatce i peryferiach zainteresowania pedagogiki i pedagogów - oczywiście poza Panem Profesorem, Autorem bloga - a pedagodzy specjalni są, w odnośnych pedagogicznych kulturach akademickich lub kulturach szkołach ogólnodostępnych, personami non grata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niepełnosprawność nie jest tylko "tworem społeczno-kulturowym" ale po prostu faktem biologicznym. Czy nie czyni się krzywdy tym ludziom i tak naznaczonym przez los, wmawianiem im, że jak tylko bariery zostaną pokonane, to na wszystko ich będzie stać?
    To tak samo, jak z mówieniem o równości, kiedy jedna kobieta jest piękna i ma w życiu szczęście i powodzenie, a druga wprost przeciwnie. I czyja to wina? Jesteśmy po prostu różni, a nie równi w sensie szans życiowych. Co nie oznacza potrzeby izolowania kogokolwiek, ale raczej docenianie realnego patrzenia na świat i jego uwikłania, pochylenie się nad tym, co możliwe, bez okularów ideologii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, wiemy, że nie tylko konstruktem kulturowym. I zależy od tego m.in. kto ? w jaki sposób ? i na co patrzy ?

      Usuń
    2. Wiele bbarier tkwi w społeczeństwie i kulturze, powodujących wtórną niepełnosprawność. Model społeczny niepełnosprawności był krytykowany istotnie zwłaszcza przez Brytyjczyków, jako ten, który nie dostrzegał uwarunkowań biosomatycznych w konceptualizowaniu niepełnosprawności. Sprawa się jednak komplikuje gdy społecznie i kulturowo generowana jest somatyczna niepełnosprawność choćby wskazać: opresyjne traktowanie albinosów w Afryce (obcinanie im kończyn, palców, jako mających przynosić szczęście ich posiadaczowi). Albinosi się zatem muszą niekiedy ukrywać. Prosze dodatkowo zobaczyć, że uroda kobieca to również pojęcie relatywne. Żeby nie sięgać zbyt daleko do kultur egzotycznych a podkreślić wywołaną płeć: niepełnosprawność na poziomie biosomatycznym będą konstruowali również niektorzy mężczyźni w kulturze Zachodu tzw. feedersi, karmiący swe kobiety do rozmiarów ich ideału piękna a dla innch monstrualnych, ponieważ tylko taka 250 kg kobieta jest ich zdaniem piękna i warta pożądania. Inni zobaczą w takiej tuszy góry tłuszczu, nadciśnienie, niedołężność, brzydotę czy nawet głuupotę czyli nie zobaczą piękna. Jesteśmy różni, nie tylko od urodzenia. Stajemy się różni w kulturze i kulturach. Pedagodzy specjalny, akademicy i badacze zwykle dostrzegają złożoność przyczyn niepełnosprawności ludzkiej.

      Usuń
  4. Nauczyciele nie są przygotowani do diagnozowania czegokolwiek. Na konferencjach wybitne autorytety (np. prof. Rzepka)wypowiadały się, iż dostarczenie konkretnej wiedzy z obszaru medycyny nauczycielom będzie skutkowało tym, że... zaczną diagnozować i bawić się w lekarzy. Sama słyszałam. A więc nauczyciele są przygotowani raczej z metodyki edukacji zdrowotnej i profilaktyki, a nie do dostrzegania konkretnych przypadków i alarmowania rodziców i specjalistów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kultura szkolna to kultura dwóch światów. W jednym są nauczyciele dbający o swój komfort, a co za tym idzie, nie kreujący kultury środowiska szkolnego ale pilnujący aby w ich świat nie wtargnęła zbyt duża ilość zajęć i problemów. Drugi świat to uczniowie, zorganizowani na kształt struktur więziennych o obniżonym rygorze, lub czegoś na kształt koszarów dla poborowych. W ramach tego świata następuje automatyczne wykluczanie osób niewygodnych. Ze zdumieniem obserwowałem, jak uczniowie uzdolnieni sportowo, artystycznie, mający ciekawe pasje zostawali wykluczeni przez dwa typy grup, które dominują w znanych mi środowiskach szkolnych-1. liczebnie dominująca w klasie- interesująca się czymś z pogranicza dostępności i legalności- najczęściej są to: gry komputerowe dla dorosłych (o wysokim stopniu brutalności i wymagania częstego bycia online), agresywna aktywność w mediach społecznościowych itp., oraz 2.- uczniowie mający określone zainteresowania (najczęściej mało wyrafinowane) które ich, siłą rzeczy, łączą w grupę. W takich klasach wyklucza się “innych” nie tyle z powodu ich zainteresowań, lecz braku aktywnego zaangażowania w zainteresowania pozostałych. Często ten brak wynika z przekonań i świadomości, że pewne rzeczy są złe i szkodliwe. Takie jednostki, będąc na marginesie klasy/szkoły, zdane są na siebie i w zależności od siły charakteru funkcjonują na marginesie lub zostają wprost wykluczone, stając się łakomym kąskiem dla klasowych gnębicieli . Nauczyciel, chociaż jest z boku, nie widzi, nie chce widzieć lub nie jest postrzegany jako autorytet do którego można zwrócić się o pomoc. Problem na równi dotyczy uczniów zdolnych, nietuzinkowych, jak i tych z głębokimi dysfunkcjami i bardzo często ukrytymi ciekawymi predyspozycjami. Bardzo interesujące jest zestawienie wyników takich klas na wejściu i wyjściu, szczególnie na poziomie gimnazjum. Wewnątrzklasowe podziały, przy bierności nauczycieli, potrafią spuścić w dół najlepiej zapowiadające się roczniki. Piszę o tym, z własnych spostrzeżeń, niestety nie dysponując żadnymi badaniami. Zastanawiam się jak w tej sytuacji, w szkole, może sobie poradzić osoba niepełnosprawna? Pozostaje mi postawić tezę, że we współczesnej, polskiej szkole, wykluczenie jest nieodłącznym jej elementem, głównie z powodu braku właściwej opieki pedagogicznej i fatalnej współpracy na linii rodzice-nauczyciele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za ostatnie zdanie! Medal się należy!

      Usuń