niedziela, 19 lutego 2017

Spotkanie z polskim emigrantem - zawodowcem


Wracałem pociągiem ICC z Warszawy do Łodzi. W moim przedziale był tylko jeden pasażer, który wyszedł na chwilę na korytarz, by napić się piwa z puszki. Kiedy powrócił do przedziału, sięgnął po książkę. Widać było, że nie może się w ogóle skupić na treści. Odłożył ją na bok i zapytał:

"Czy nie pogniewa się pan, jak o coś zapytam? Przepraszam, że przeszkadzam - dodał widząc, że czytam książkę - ale wracam do kraju po kolejnym miesiącu nieobecności i chciałem podzielić się z panem moim spostrzeżeniem. Pracuję w Norwegii i raz w miesiącu przylatuję do Polski, by pobyć cztery dni z rodziną. Co jadę pociągiem z Warszawy do Łodzi lub z powrotem, to nikt ze sobą nie rozmawia. Każdy albo coś czyta, albo słucha muzyki z zamkniętymi oczami, albo przegląda w smartfonie Internet, albo pracuje na laptopie... . Pan - widzę - też czyta, a ja lubię w podróży rozmawiać. Przepraszam, że przeszkadzam."

WOW, rewelacja. Nareszcie jest z kim pogadać. Odłożyłem książkę do teczki i zaczęliśmy gadać jak Polak z Polakiem, z obopólnym zadowoleniem. O mało co, a przegapiłbym własną stację docelową, bo mój rozmówca okazał się bardzo ciekawą osobą. Moglibyśmy tak rozmawiać godzinami, jakbyśmy znali się od dawna. Obcy, a jednak łodzianie, wracający po pracy do swoich domów, dla siebie anonimowi, chociaż ciekawi świata.

On okazał się niespełna 40-letnim emigrantem zarobkowym. Ma żonę, dwoje dzieci, ale musi pracować na emigracji. Nie był w stanie utrzymać rodziny prowadząc własną firmę. Zabijały go podatki, nieustanne korekty z Urzędu Skarbowego i ZUS, bo nie stać go było na zatrudnienie księgowej, a sam nie znał się na rachunkowości. Ma wykształcenie zawodowe, w budownictwie, ale przy bardzo wysokich podatkach - jak na małą firmę - właściwie żył na granicy przetrwania.

Ktoś mu doradził, by wyjechał do Norwegii. Tak też uczynił. Na miejscu nauczył się języka, a że ma konkretny fach w ręku, to zaczął po raz pierwszy w życiu świetnie zarabiać. W tym kraju jest podatek liniowy. Jego dochody zaczęły więc wzrastać, a w porównaniu z warunkami w Polsce, uzyskiwał min. 100 zł za godzinę pracy.

Już po roku kupił mieszkanie w Łodzi, a żona nie martwi się o wikt i warunki dla rozwoju dzieci. Męża i ojca im brakuje, ale wiedzą, że za kilka lat powróci do Polski na stałe, kiedy uzyska już prawo do norweskiej emerytury. Ta zaś będzie wysoka. Zgromadzony na koncie emerytalnym kapitał będzie mógł wypłacić w całości. Zainwestuje go w kraju i nie będzie już martwił się o egzystencję.

W ciągu godziny wspólnej podróży poruszyliśmy kilka tematów. Mnie interesowała reakcja Norwegów na ostatnio przedłożone sądowi roszczenie Breivika, by poprawiono mu warunki pobytu w więzieniu. Jak stwierdził mój rozmówca, Norwegowie są tym oburzeni, ale nikt tego nie powie głośno, bo w ich kraju obowiązuje niezrozumiała dla niego hipertolerancja.

Rodowitych Norwegów jest w tym kraju coraz mniej. W tym wielokulturowym państwie właściwie każdy przychodzący na świat obywatel jest tylko po jednym z rodziców Norwegiem, a po drugim kimś obcym, Chilijczykiem, Meksykaninem, Syryjczykiem, Grekiem czy Polakiem. Oooo, Polaków - jak stwierdził - jest tam tak dużo, jak w Irlandii. On zresztą tez próbował pracować i zarobić w Wielkiej Brytanii.

Edukacja w norweskich szkołach jest na dużo niższym poziomie niż w Polsce, o czym przekonał się, kiedy ściągnął rodzinę do Oslo. Po roku uczęszczania do tamtejszej szkoły jednej z córek doszedł z żoną do wniosku, że lepiej będzie jak wrócą do kraju. Dzieciom w ogóle nie zadaje się prac domowych, a w klasie nikt nie może ujawniać swojej przewagi, różnicy. Wszyscy muszą uczyć się w tym samym tempie i na tym samym poziomie. Socjalizm.

Żona zatem wróciła z dziećmi do Łodzi i jest szczęśliwa, że córka trafiła do świetnej szkoły publicznej, w której nauczycielka potrafi indywidualizować zadania, a zarazem czynić uczenie się atrakcyjną aktywnością rozwojową.

On zaś był bardzo ciekaw, co sądzę o obecnej reformie szkolnej. Sam - jak stwierdził - kształcił się w ośmioletniej szkole podstawowej, więc nie ma nic przeciwko temu, by i jego dzieci uczyły się w takiej szkole. Nie znał, a więc i nie rozumiał powodów wprowadzenia zmiany ustroju szkolnego przez Mirosława Handke w 1999 r. Sam ukończył zasadniczą szkołę zawodową i zaczął pracować, by pomóc starszym już rodzicom, których emerytura była na granicy przeżycia.

Jak się szybko przekonał, po kilku miesiącach pracy po "zawodówce" zarabiał dwukrotnie więcej, niż jego nauczyciele w budowlance. Zarobił tyle, że mógł się ożenić, założyć własną firmę, ale - jak wspomniałem na początku - po dwóch latach musiał ją zamknąć i wyjechać za chlebem do Norwegii.

Norwegia to jest bardzo dziwny kraj. Gospodarkę mają wolnorynkową, ale państwo jest hipersocjalne. Przez 54 miesiące można bardzo dobrze żyć otrzymując bardzo wysoką pomoc socjalną. Dla kogo nie ma pracy, to państwo o niego zadba. Jego przyjaciel Norweg pobiera co miesiąc pomoc socjalną i ... byczy się w Hiszpanii.

On też mógłby już ubiegać się o tzw. "socjał", ale w kraju nauczył się, i tak też był wychowywany przez rodziców, że nie można żyć na czyjś koszt, na kocią łapę. Lubi swój zawód, a że po pracy ma czas wolny, to spożytkowuje go na własne pasje muzyczne, multimedialne. Jak zdradził - kręci dla muzyków klipy filmowe dorabiając sobie przy tej okazji do i tak już wysokiej pensji.

Na koniec rozmowy, bo już musiałem wysiadać, dodał, że wróci do Łodzi, bo nie mógłby żyć poza Polską. Kocha to miasto, swój kraj i tylko ubolewa, że nie może tu pracować. Kosztem rozłąki z najbliższymi zarabia na godne życie na emigracji. Swoim dzieciom też będzie polecał, by nie kształciły się ogólnie, tylko zdobyły konkretny zawód, a potem, jak już zdobędą doświadczenie zawodowe i zarobią, to mogą się dalej kształcić. On nie ma matury, a jest względnie szczęśliwym człowiekiem.





7 komentarzy:

  1. I to cenie w Panu Panie Profesorze, ze widzi Pan uczciwego czlowieka tam gdzie inni nie potrafia. Dziekuje, setny raz udowadnia Pan kim Pan jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdarzają się czasem takie spotkania. To miłe. A Norwegia to faktycznie dziwny kraj. Piękny i dziwny. Niestety, mimo najlepszych w Europie zarobków, dłuższy pobyt tam (zarobkowy) można okupić depresją. I nie tylko z powodu braku słońca. Zdarzyło się to i bliskiej mi osobie. Nie dziwię się, że kobieta wróciła z dziećmi do kraju. A ja z kolei depresyjnie reaguję na myśl o migracji za chlebem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie Pan opisał bezpieczeństwo egzystencjalne współczesnego (choć nie tylko)człowieka, a precyzyjniej Polaka. Ktoś, gdzieś też napisał (coś w tym znaczeniu), bezpieczeństwo narodu, to przede wszystkim możliwość życia i rozwoju we własnym kraju. Czy powyższy tekst nie jest tego potwierdzeniem? Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że to .... (delikatniej - nieprawda). Kto ma rację?

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze,
    rzeczywistość jednoosobowych firm w Polsce jest dokładnie taka, jak ją Pan Profesor opisuje.Jednak skutki wyjazdu do Norwegii - czy gdziekolwiek indziej, za granicę - to nie tylko tęsknota za rodziną - to zjawisko rozbitych rodzin. A to dopiero czkawką zaczyna się odbijać po pewnym czasie - w wieku dorastania dzieci takich emigrantów. Wystarczające środki na utrzymanie rodziny to ważna rzecz - nie przeczę. Ale o niebo ważniejszy jest codzienny kontakt dzieci z obojgiem rodziców! Koszt takiej rozłąki z reguły przewyższa wszystkie korzyści materialne...Tyle, że jest to bomba z opóźnionym zapłonem...

    OdpowiedzUsuń
  5. fantastisch, dein blog! Llebe grüße hubi

    OdpowiedzUsuń
  6. 1.Norwegia to kraj starego bogactwa - m.in. na europejskich wojnach!!!
    2.Norwegia to również kraj bogatych złóż ROPY na swoich wodach ... ;-)Mieszkańcy Libii, dopóki Francuzi z Włochami jej nie "zdemokratyzowali", też mieli supersocjal!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy wpis.
    Smutno mi, że mamy w Polsce taki system. Mam 3 ukończone kierunki studiów, pracuje w zawodzie po ok240 godzin miesięcznie i na rękę mam przy takiej ilości godzin ok.3200zł.. czyli przy 160 wychodzi ledwo 2000zł. Prowadzę własną firmę, podatki mnie strasznie zjadają, płacę duży zus za który będę miał najniższą emeryturę. Żyję skromnie, nie mam własnego M, mam 34 lata, singiel. Bez perspektyw. Polska to dziwny quasi-kraj czynny od pon-pt od 8-16. Rządzący mają nas głęboko gdzieś... Co to ma być? Nie pojmuję tego. Niech już będzie koniec świata, bo mam dość.

    OdpowiedzUsuń