piątek, 3 lutego 2017

Polowanie na „czarownicę”, czyli jak mobbingiem zniszczyć nauczyciela


Problematykę mobbingu wobec nauczycieli w szkołach publicznych i niepublicznych podejmowałem już w blogu, ale jest to zjawisko, z którym spotykać się będą niektórzy nauczyciele niezależnie od tego, kto i jak opisuje dane zjawisko. W Kodeksie Pracy ten rodzaj przemocy w instytucjach czy środowiskach (np. w rodzinie) jest już na szczęście dobrze opisany oraz stanowi podstawę do wystąpienia na drodze sądowej przeciwko sprawcom tej bewzględnej metody, bo związanej z psychicznym znęcaniem się nad człowiekiem.

Wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale w środowisku nauczycielskim czy akademickim, od którego kadr oczekuje się wysokiej kultury osobistej, nie wspominając już o pedagogicznej, stosowanie mobbingu wobec współpracownika nie tylko nie powinno mieć miejsca, ale też sami nauczyciele powinni natychmiast z nim walczyć. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy będąc po stronie milczącego świadka zła, wkrótce sami nie staną się jego ofiarami.

Przytaczam opis mobbingowanej nauczycielki, która nawet nie zdaje sobie sprawy z faktu, że tak właśnie nazywa się uporczywe znęcanie się nad nią przez dyrekcję szkoły publicznej. Autorka listu nie napisała, gdzie to wydarzenie ma miejsce, ale "uderzając w stół" sprawi, że "odezwą się nożyce" w różnych stronach naszego kraju. Polskie szkolnictwo jest, niestety, zarządzane hierarchicznie, a od 1993 r. dodatkowo poddawane jest zmieniającej się opresji światopoglądowo-ideologiczne nadzoru pedagogicznego (cóż za piękne określenie ze sfery penitencjarnej!), toteż nic dziwnego, że do ułomności ludzkich charakterów dochodzą jeszcze w stosunkach międzyludzkich podłe relacje władztwa.

LIST PANI BEATY - ku przestrodze oprawcom:

Jestem nauczycielką biologii z 30 – letnim stażem pracy. Od roku jestem w konflikcie z dyrekcją szkoły. Zaczęło się od sytuacji problemowej pomiędzy rodzicami moich wychowanków a dyrekcją szkoły z powodu matematyka (męża drugiej dyrektorki). Nie stanęłam wówczas po stronie męża dyrektorki i ... zaprzeczyłam kłamstwom drugiej dyrektorki. Od tego czasu przeżywam w szkole horror w dosłownym znaczeniu tego słowa.

Dyrektorki fabrykowały dokumenty mające mnie oczerniać, rozpowszechniały kłamstwa i plotki na mój temat. Opowiadały na "tajnych" zebraniach dla wybranych nauczycieli, że "rozwalam" szkołę. Przy pomocy rady nadzorczej (przewodniczącą jest najlepsza przyjaciółka dyrektorki) sporządziły oświadczenie, do podpisania którego namówiły większość nauczycieli i które przesłały do 9 instytucji w kraju. W mojej obronie stanęli rodzice i uczniowie (maturzyści).

Sprawę zgłosiłam do PIP oraz kuratorium. Rodzice napisali pisma do kuratorium i wojewody. Kuratorium przyjechało na jednodniową "doraźną" kontrolę... i tyle. Rodzice nie doczekali się spotkania z kuratorem ani wojewodą. Pan inspektor z PIP napisał, że nie może orzec czy działanie dyrekcji to mobbing w obliczu sprzecznych zeznań obu stron. Dyrekcja poczuła się więc bezkarna. Za to ja mam gehennę w pracy.

Nauczyciele boją się do mnie odzywać, gdyż wiedzą, że to nie po myśli dyrekcji. Inni ślepo wierzą w kłamstwa dyrekcji na mój temat. Kłamstw jest tak wiele, że napisałabym o tym kilka stron. Okłamały nawet rodziców, uczniów oraz nauczycieli, że inspektor PIP zlecił filmowanie spotkania (rzekomo wyjaśniającego) i dwóch kamerzystów spoza szkoły filmowało nas. Gdy rodzice się oburzali to kazali im wyjść.

Niektórzy nauczyciele po cichu przyznają mi, że się wstydzą tego, że podpisali to pismo ale boją się utraty pracy. Obecnie dyrektorkom przeszkadza nawet to, że na dyżurach podczas przerw podchodzą do mnie uczniowie i rozmawiają ze mną. Na uczniów bowiem nie mają wpływu. Dlatego teraz dyrektorki wykorzystują fakt, że uczniowie lgną do mnie i rozpowiadają w szkole, że "urabiam" sobie uczniów.

Natomiast badania ankietowe wśród uczniów w szkole już w 2015 roku wykazały, że uczniowie uznali mnie za nauczyciela, który najciekawiej prowadzi lekcje. Uczniowie uznali także, że jestem (wraz z inną nauczycielką) najbardziej sprawiedliwa. Aby się na mnie zemścić dały mi karę nagany i karę upomnienia za coś czego nie zrobiłam.

Karę upomnienia sąd uchylił, natomiast przy karze nagany sugerował przyjęcie jej jako tylko "rocznego wpisu do akt". Karę nagany dostałam, gdyż rzekomo odmówiłam wyjścia ze szkoły podczas ewakuacji. Natomiast ja miałam wtedy "okienko" i sama słyszałam, że dyrektorka mówiła uczniom, że "to tylko ćwiczenia, to tylko próba". Dlatego pozostałam w sali, a dyrektorka spędziła ponad 500 uczniów do sali gimnastycznej bo chciała zataić fakt, że uczeń rozpylił gaz pieprzowy.

Dopiero gdy uczniowie zaczęli mdleć zadzwoniła po pomoc. Ewakuację szkoły ogłoszono, gdy sekretarz miasta wyraźnie skrytykował dyrektorkę w obecności nauczycieli za jej decyzje. Jednak nikt nie użył sygnału dźwiękowego ogłaszającego ewakuację a dwóch nauczycieli, którzy przyszli do mnie do sali (nie miałam lekcji) prosili tylko bym poszła z nimi do Sali gimnastycznej. To jednak nie uchroniło mnie przed naganą, gdyż sędzina powiedziała, że powinnam się domyślić, że jest zagrożenie.

Piszę trochę chaotycznie ale uzbierało się tego bardzo dużo. Dyrektorki skierowały mnie nawet do psychiatry (poprzez lekarza medycyny pracy) pisząc, że jestem rozchwiana emocjonalnie i mam napady płaczu oraz stanowię zagrożenie dla osób trzecich. Poza tym informowały lekarza, że miałam zwolnienie lekarskie (niecały miesiąc) od psychiatry. Psychiatra rozpoznał wcześniej u mnie zespół stresu pourazowego.

Rzeczywiście jeden raz płakałam w szkole i to z bezsilności, gdy dowiedziałam się o kolejnych plotkach. Na szczęście psychiatra, do którego skierowała mnie lekarz medycyny pracy orzekł, że nie stanowię zagrożenia i nie jestem chora psychicznie.

Niedawno dostałam polecenie od dyrekcji wykonania prac na temat pomocy/ochrony zwierząt podczas zimy. Trzy pierwsze uczennice, które oddały mi na lekcji to zadanie poprosiły o możliwość zawieszenia swoich plakatów w szkole. Zgodziłam się. Dyrektorka natychmiast to wykorzystała i dała mi kolejną karę za "pozostawienie uczniów bez opieki". Na tej samej lekcji do sali wrócił sam (bez opieki) uczeń, który był wezwany na rozmowę do pedagog szkoły.

Inni nauczyciele pozwalają uczniom iść do toalety, do szatni, wysyłają uczniów do sekretariatu, wysyłają do ogłoszeń w szkole, sprzedawania ciasteczek, roznoszenia jabłek lub nawet zwalniają do rozkładania sprzętu nagłaśniającego w auli. Niestety tylko ja zostałam za podobne działania ukarana. Na wymuszonym przeze mnie spotkaniu wyjaśniającym (wcześniej dyrektorka nie dała mi możliwości wypowiedzenia się słownie. Kontaktowała się ze mną tylko pisemnie.

Dlatego tym razem poprosiłam o taką możliwość) broniłam się powołując się na §2 §3 Kp. oraz Art. 94. 9) Kp. Wtedy dyrektorka odpowiedziała mi, że nie wiem czy karze innych. To jest świetne tłumaczenie, gdyż rzeczywiście nie mam możliwości sprawdzenia tych informacji. Jednak postępowanie innych nauczycieli sugeruje, że tak nie zrobiła, gdyż nie wysyłaliby uczniów z różnymi poleceniami, gdyby taką karę dostali.

Gdy podczas rozmowy powiedziałam, że nie pozostawiłam uczniów bez opieki tylko wyraziłam zgodę na samodzielne powieszenie plakatu na korytarzu, dyrektorka oznajmiła "dobrze zaraz to dopiszę". Gdy głośno zdziwiłam się, że ma już gotową pisemną karę to nic nie odpowiedziała. Karę dostałam 27 stycznia i mam 7 dni na odwołanie się.

Mam w związku z tym pytanie: czy dyrektorka ma podstawy prawne by dać mi karę za wyrażenie zgody na powieszenie przez 3 uczennice 3 plakatów ich autorstwa na korytarzu szkolnym? Prześledziłam prawo oświatowe, lecz nic nie znalazłam na ten temat. Czy w odwołaniu mam powoływać się na podane wyżej artykuły z kodeksu pracy?

Proszę o pilną odpowiedź bo jestem już zdesperowana a dyrektorki marzą by wyrzucić mnie ze szkoły. Z poważaniem, Barbara (...)

PS.
Dotychczas nie wnosiłam skargi do sądu, gdyż sądziłam, że zwycięży u dyrektorek zdrowy rozsądek i etyka. W tej chwili już się nie łudzę i wiem, że muszę wnieść sprawę do sądu, bo dyrektorki zrobiły sobie "polowanie na czarownicę".


Polecam lekturę:

1) Bechowska – Gebhardt A., Stalewski T., Mobbing – patologia zarządzania personelem, Warszawa 2004.

2) Bernstein A., Craft-Rozen S., Trudni współpracownicy, Gdańsk 2002.

3) Dambach Karl. E., Mobbing w szkole : jak zapobiegać przemocy grupowej, Gdańsk 2003.

4) Dąbrowska-Kaczorek M., Banasik P., Jak wygrać z mobbingiem?, Gdańsk 2004.

4) Filipowicz – Artecka M., Czy to już mobbing, „Przegląd Oświatowy”, 2003 nr 11.

5) Forward S., Frazier D., Szantaż emocjonalny, Gdańsk 2001.

5) Grabowska B., Psychoterror w pracy, Gdańsk 2003.

6) Grzywa A., Manipulacja. Mechanizmy psychologiczne, Warszawa 1997.

7) Hirigoyen M.-F., Molestowanie w pracy, Poznań 2003.

8) Hirigoyen M.-F., Molestowanie moralne : perwersyjna przemoc w życiu codziennym, Poznań 2002.

9) Hołyst B., Patologia w miejscu pracy: mobbing i molestowanie seksualne, „Prokuratura i Prawo”, 2004 nr 5.

10) Kałach M., Mobbing w szkole radnej PO? Prokuratura sprawdzi, czy dyrektorka nadużyła władzy, http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/674065,mobbing-w-szkole-radnej-po-prokuratura-sprawdzi-czy,id,t.html ; tenże, Nauczyciele chcą pozwać radną PO za mobbing, http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/601759,nauczyciele-chca-pozwac-radna-po-za-mobbing,id,t.html

11 ) Kłos B., Mobbing, opracowanie dla potrzeb Kancelarii Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej,
Warszawa 2002.

12) Kmiecik – Baran K., Rybicki J., Mobbing. Zagrożenia współczesnego miejsca pracy, Gdańsk 2004.

13) Lankamer A., Ciborski P., Minga U., Mobbing w szkolnictwie, Gdańsk 2005.

14) Laszczak M., Patologie w organizacji, Kraków 1999.

15) Litzke S.M., Schuh H., Stres, mobbing i wypalenie zawodowe, Gdańsk 2007.

16) Mościcka-Teske1 A., Drabek M., Pyżalski J., DOŚWIADCZANIE MOBBINGU I WROGICH ZACHOWAŃ W MIEJSCU PRACY A WYSTĘPOWANIE OBJAWÓW WYPALENIA ZAWODOWEGO U NAUCZYCIELI, Medycyna Pracy 2014;65(4):535–542

17) Nodzyńska P., Komisja oświaty: mobbing to nie nasza sprawa, http://wyborcza.pl/1,75248,14781785,Komisja_oswiaty__mobbing_to_nie_nasza_sprawa.html#ixzz2hnMIaHP8

18) Olweus D., Mobbing fala przemocy w szkole. Jak ją powstrzymać? Warszawa 1998.

19) Orłowski S. Mobbing i bullying w szkole: Charakterystyka zjawiska i program zapobiegania, ORE, Warszawa 2011.

20) Palomares S., Schelling D., Jak sobie radzić z dręczycielem, Warszawa 2007.

21) Paner Jan Lech, Dramaty ludzkiego życia : o zjawiskach patologii społecznej, Warszawa 1987.

22) Prusko L., Mobbing niszczy osobowość, „Edukacja i Dialog”, 2005 nr 5.

23) Sancewicz W., Mobbing można udowodnić, http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060204/prawo/prawo_a_16.html

24) Siek S., Pranie mózgu, Warszawa 1993.

25) Szałkowski A., Problem mobbingu w stosunkach pracy, „Praca i Zabezpieczenie Społeczne”, 2002 nr 9, s. 4

26) Śliwerski B., Dlaczego nauczyciele tolerują mobbing w szkole? www.sliwerski-pedagog.blogspot.com z dn. 27 sierpnia 2011

27) Talik R., Mobbing – terror psychiczny w miejscu pracy, „Portowiec”, 2002 nr 14.

28) Trejderowski T., Socjotechnika. Podstawy manipulacji w praktyce, Warszawa 2009;

29) Witkowski T., Psychomanipulacje. Jak je rozpoznawać i jak sobie z nimi radzić. Biblioteka moderatora, Wrocław 2000.

30) Zielińska A., Nauczyciele i mobbing, „Niebieska Linia” 2006 nr 5.

24 komentarze:

  1. Ładnie to Pan Profesor ujął „do ułomności ludzkich charakterów dochodzą jeszcze w stosunkach międzyludzkich podłe relacje władztwa”. Taki podły władca dzisiaj może zrobić wszystko z pracownikiem włącznie ze zwolnieniem dyscyplinarnym pod byle pretekstem. Taki podlec ma do dyspozycji uczelnianego mecenasa (pokrzywdzony musi sobie opłacić adwokata), możliwości sterowania ludźmi, którzy mu podlegają (zastraszanie/szantażowanie zwolnieniami, najłatwiej tych, którzy mają problemy finan-sowe – kredyt we frankach, problemy alkoholowe etc., taki podły władca może tych fałszywych popleczników nagradzać, dawać im podwyżki itd.), jeśli nawet przegra w sądzie pracy i np. uczelnia/szkołą będzie musiała wypłacić odszkodowanie, to przecież nie on, tylko my podatnicy za to zapłacimy. To jest chore. Za podłe decyzje powinien zapłacić z własnej kieszeni ten, który je podjął inaczej ta podłość będzie się szerzyć, a taki podlec będzie umacniał swoją podłą pozycję. Trzeba mieć naprawdę dużo zdrowia, pieniędzy, cierpliwości i czasu aby z takim „podlecem” się sądzić. Te sądy działają w takim tempie, że szkoda gadać. Na „pocieszenie” pozwolę sobie przytoczyć trochę wisielczy humor: w czasach kultu stalinowskiego, wyświetlano różne filmiki pokazujące Stalina jako dobrego człowieka, w serii tej był filmik pt. „Stalin kocha dzieci”, w filmiku pokazano scenkę, jak jakieś dziecko podeszło do Stalina i poprosiło o cukierka, reakcją Stalina było rzucenie dzieciakiem o ścianę, tak że ten ledwie uszedł z życiem, po tej scenie nastąpił komentarz „A jednak Stalin kocha dzieci, bo przecież mógł zabić”. Czy my mobbingowani mamy się cieszyć, że taki podły władca nie pozbawił nas życi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczy Pan Profesor, ale chyba poszedł Pan za bardzo na łatwiznę.Zaszczuta nauczycielka zapewne oczekiwała i oczekuje bardziej konkretnej pomocy. Tymczasem owa sążnista lista lektur,którą Pan ją uraczył nie robi dobrego wrażenia.Nie strzępiąc języka da się krótko powiedzieć- dość bezdusznie zbył Pan profesor tę nieszczęsną kobietę...Przydałoby się więcej serca.

      Usuń
    2. Wybaczy anonim, ale jak nie ma pojęcia o tym, o czym piszę i co zrobiłem, to niech zachowa więcej serca dla tej osoby i wskaże właściwą pomoc. Literatura jest dla wszystkich tych, którzy interesują się tym zjawiskiem. Wpis nie jest rozwiązaniem sytuacji konkretnej nauczycielki, bo nie mam takiej mocy sprawczej. To alarmowy sygnał dla wszystkich środowisk. Anonimowy nie okazał w ogóle serca, skoro nic w tej sprawie nie zrobił.

      Usuń
  2. Mimo, iż w Polsce kluczowe zą zejścia śmiertelne na choroby układu krążenia, niewiele się mówi o śmierci z powodu długotrwałych, patologicznych warunków pracy lub samobójstwach z powodu przepracowania. Może warto przyjrzeć się problemowi, ponieważ Polacy wg OECD z 2015 roku przepracowują rocznie sporo, ponad 1.900h nie licząc nadgodzin. Szykany w pracy opisane w liście nauczycielki to specjalne i wyrafinowane świństwa danej kultury organizacji szkoły. Szkoda zdrowia, Proszę Pani na samotne szmotanie się z patologicznymi warunkami pracy i psuedo-koleżeńswem innych zastraszonych. Są odnośne urzędy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatnim obozie pracy w którym na 9 godzin niekiedy cieżkiej pracy przy taśmie ciągle stojąc nie miałem przerwy ani minuty, z kolei jeśli chciałem załatwić potrzebę to musiałem priosić kogoś o zastępstwo. Właściciel tej firmy kiedyś zasłużony członek partii, później szef związków zawodowych i aktywny działacz Solidarności, dziś oddany katolik dostaje od prezydenta miasta, burmistrza gminy nagrody m.in. za najlepsze inwestycje roku. Poza tym wmawiano nam japońską tradycje polegającą na umieraniu z przepracowania, które dla Japończyka jest chlubą i powodem do dumy. Każde prawo pracy w tym zakładzie jest łamane, znęcanie się jest na porządku dziennym i co ? I nic, ludzie sobie chwalą mimo niesamowitej rotacji cieszą się, że nie zarabiają najniższej krajowej a za 100 zł wiecej są w stanie zrobić wszystko włącznie ze zniszczeniem drugiego człowieka... Dziś w urzędzie pracy dowiedziałem się od doradcy, że ten zakład się rozwija i ludzie są zadowoleni z pracy w nim.... Ot taka patologia. I nic się nie da z tym zrobić, właściciel firmy ma szeroko zakrojone układy polityczne i spory kapitał a do tego finasował kampanię wyborczą obecnej Pani Burmistrz. I niestety winna leży po stronie całej lokalnej społęczności i władz regionalnych a że co na górze to na dole to niestety, pojedynczy zatomizowany człowiek jak na tym obrazku nic nie może a w duchu po cichu liczy, że może ktoś kark nadstawi i za niego zrobi. Cialdini opisywał już podobny przypadek gwałtu kobiety w ksiązce pt. Wywieranie wpływu na ludzi... podczas którego obserwatorzy z przerażeniem przyglądali się zajściu a było to na osiedlu mieszkaniowym i każdy z nich myślał, że już ktoś inny powiadomił władze, bo to naturalne, że należy tak postąpić. Okazało się, że wszyscy w swoim myśleniu byli na tyle zgodni, że nikt nie zadzwonił. Andrzej P.

      Usuń
    2. Przypomnę jeszcze, że w łagrach swowieckich wieźniowie polityczni mieli zapewnione przez Kreml prawnie o ile mnie pamięć nie myli;
      przerwę chyba godzinną w czasie 10 godzin pracy od 7 do 17, 8 godzin snu, brak systemu zmianowego. Oczywiście praktyka życia w obozach była złupełnie inna. Podobnie w XXI wieku w czasie niewolniczego kapitalizmu wszystko to co wymienione nie ma żadnej wartości, tyle że nie idzie o politycznych więźniów i czasy wojny a zwykłych ludzi we własnym kraju i przedsiębiorców rzekomych patryiotów.
      Andrzej P.

      Usuń
  3. Ja też miałam ochotę napisać do Pana,żeby opisać czego doświadczyłam na jednej z kieleckich uczelni pedagogicznych (prof. Bałandynowicz doskonale ją zna); ale nie miałam, i do tej pory nie mam siły, by to zrobić ...Jestem wciąż na to za słaba i boję się, choć już tam nie pracuję...

    OdpowiedzUsuń
  4. A może rzucić tę pracę i spróbować tam:
    http://www.newsweek.pl/swiat/polscy-nauczyciele-ratunkiem-dla-niemieckich-szkol,artykuly,404612,1.html?src=HP_Left_Section_2

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Panią i bardzo współczuję. Byłam w takiej samej sytuacji.Troszkę pomógł mi PIP.Jeśli ma Pani poparcie uczniów i rodziców proszę wystartować w wyborach samorządowych na radną gminy lub powiatu. Będzie Pani przynajmniej bezpiecznie pracować.Zapewniam,że to dobre zabezpieczenie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek, że dobry nauczyciel jest dyskryminowany, bo dyrekcja czuje się zagrożona. Nauczyciele się boją jak za komuny. Wypowiedzi są anonimowe, ciekawe czyżby komuna wróciła !! !

    OdpowiedzUsuń
  7. Skad ja to znam... W styczniu poinformowalam dyrekcje, ze jestem w ciazy. Od tamtej pory przezywam pieklo, bo przeciez "obiecalam, ze doprowadze 3 klase do konca". Zostal mi zabrany dodatek motywacyjny, ciagle notatki sluzbowe, i to ciagle psychiczne znecanie sie... Sama sie sobie dziwie, ze jeszcze nie poszlam na L4 :/ ale boje sie, bo mam zakaz ze strony dyrekcji. Totalna porazka...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mobbingowi w szkołach sprzyja znakomicie to, że można poniżyć nauczyciela podwyżką 30-40 zł. Żeby była jasność: nie chodzi przy tym wcale tak naprawdę o pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak duża ilość komentarzy świadczy o tym jak ważny problem poruszył Gospodarz. Zjawisko niewłaściwych, patologicznych relacji w zakładach pracy jest tam masowe, że stało się problemem zdrowotnym, ekonomicznym i politycznym. Właśnie z tego powodu "nie możemy dogonić Niemców". Mamy słabszą gospodarkę, mniejsze zarobki i niższy poziom życia. Eksperci od dawna zwracają na to uwagę: nie mamy co marzyć o doganianiu Europy bez zmiany mentalności, w tym relacji pracownik-pracodawca.
    W ostatnich latach gwałtownie wzrasta liczba zwolnień L4 z powodów "dolegliwości psychicznych". O tym też mówią ekonomiści.
    A wszystko zaczyna się w szkole. Polska szkoła nie ma wewnętrznych mechanizmów obronnych i samonaprawczych. Casus Allana Szwajkowskiego niczego nas w tej kwestii nie nauczył. Toksyczny nauczyciel lub dyrektor może funkcjonować latami. Społeczność szkolna nie ma żadnych standardowych narzędzi diagnostycznych do obiektywnego wychwytywania patologii we wczesnym stadium. Jak to świadczy o nas wszystkich: nauczycielach, rodzicach, ekspertach i władzach oświatowych ?

    OdpowiedzUsuń
  10. gnojenie uczciwych, solidnych i prawych jest na porządku dziennym w środowisku nie tylko nauczycielskim, ale przede wszystkim akademickim...lista lektur o mobingu nic tu nie zmieni...życie pokazuje, że posiadanie habilitacji zwalnia jego posiadacza z przestrzegania wszelkich granic molalnych...hulaj dusza, piekła nie ma!

    OdpowiedzUsuń
  11. Może historia tej nauczycieki jednak wygląda inaczej. Nikt nie spełnił jej oczekiwań PIP, Rada, wszyscy się boją a może jest po prostu inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie musi być inaczej. Po prostu wpływ dyrektora na innych jest tak duży. A PIP-co może PIP? Ankietę przeprowadzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze należy wierzyć w to co wypisują bloggerzy. Przykład Pani Beaty wyssany jest z palca. To właśnie ona stosuje mobbing wśród nauczycieli. Nigdy Dyrekcja bezpodstawnie nie daje upomnień. Widocznie ta Pani przekroczyła granice przyzwoitości i godności nauczyciela.

      Usuń
    2. Nie wierzę w to, że ten przykład jest wyssany z palca. Sama poddana jestem podobnemu mobbingowi, tylko, że nie mam odwagi iść do sądu. Dyrektorzy mają wpływy i nie chce miec kłopotów w innej szkole. To jest patologia...

      Usuń
  13. Seksmisja😀 w szkołach? A Jan Pawel II tak pięknie mawial do kobiet...Ech wstydźcie się panie! Potem na mlodziez narzekacie a same jaki przykład dajecie?

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety pani Beata mija się z prawdą. To właśnie ta Pani stosuje mobbing wobec nauczycieli, zachowuje się nieetycznie i paraliżuje pracę nauczycieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę pani Beacie, bo sama przeżywam mobbing w szkole. Jestem jednak słabsza i chyba wolę zmienieć szkołę, niż w tym tkwić. To jest patologia. a szkoła spada w rankingu...

      Usuń
  15. Nie wim dlaczego ale wierzę pani nauczycielce.Znam szkołę od podszewki.Godność nauczyciela nic dziś nie znaczy.A najtrudniejsze jest to ,że kobieta kobiecie robi takie świństwa. Jedno także wiem dyrektorem się bywa. Na jubileuszu szkoły w czasie trwania akademii usłyszałam wątek emerytowanej nauczycielki na temat swojego dawnego dyrektora. Właśnie przemawiał chwaląc się jak to było dawniej.Miała uraz który pozostał jej na długie lata w pamięci.Obby nie doczekać takich chwil.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z przykrością muszę dołączyć do grona nauczycieli poniżanych, lekceważonych i tych, pozbawionych nadgodzin, dodatków. W szkole, w której pracuję mobbing jest sposobem zarządzania. I wiecie co? Dopóki nie dotyczył właśnie mnie, wydawało mi się, że.... ci narzekający to przesadzają. Wzięliby się do roboty, a nie te ciągłe pretensje do dyrektorki, która ma tyle na głowie i jeszcze musi dyscyplinować lamentujących nieudaczników. Kilku nauczycieli odeszło z uszczerbkiem na zdrowiu. W tym roku trafiło na mnie. Lekceważący stosunek, dyrektorka "nie widzi" mnie jak przechodzę, nie odpowiada na "dzień dobry", nie mam nadgodzin (poleciało po kieszeni, zablokowała mi pracę w innej szkole, poprawia moje wypowiedzi w większym gronie, dając do zrozumienia, że gadam bzdury, stosuje ton protekcjonalny, poniżające żarciki, złośliwości i dogadywania, karci jak dziecko (mam 52 lata). Rozsiewa plotki i kłamstwa na mój temat. Inni na to patrzą. Cieszą się, że nie na nich trafiło i mają chwilę oddechu lub myślą, że to przecież tylko żarty. Tak jak ja kiedyś. Bo dla nich dyrektorka jest słodka i czarująca. Idzie na rękę, daje wolne, gdy potrzebują coś załatwić itp. Nasuwa się samo, że to ze mną jest coś nie tak. Bo ona taka życzliwa dla ludzi - odgrywa scenki, manipuluje, mataczy. Nie ma jak się bronić bo nikt nie uwierzy jak jest naprawdę. Tak jak ja kiedyś. Jeszcze 8 lat do emerytury. Mam nadzieję,że wytrwam lub dyrektorka przerzuci swoją chorą uwagę na kogoś innego. Teraz widzę wokół siebie przeoranych, spacyfikowanych i poranionych ludzi, do których niestety dołączyłam. Grono jest zdemoralizowane, lizusowskie. Króluje donos i poniżenie.Obok nas grupka zapaleńców, którzy jeszcze nie wiedzą, co ich czeka, gdy spadną z piedestału.

    OdpowiedzUsuń
  17. mobbing w szkole to tak jak mycie zębów- codziennie!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.