środa, 22 lutego 2017

Niech się wstydzi ten, kto widzi?


Sieć obiegła informacja, że minister edukacji Anna Zalewska odmawia ujawnienia nazwisk autorów podstawy programowej kształcenia ogólnego i wychowania przedszkolnego. Dla mnie nie jest to nowość, bo manipulacje są tu na porządku dziennym. Pamiętam, jak minister Katarzyna Hall ujawniała nazwiska swoich ekspertów. Nie było to dla nich komfortowe, ale musieli zderzyć się z oporem i pochwałami.

Nie tylko naukowcy, ale przede wszystkim nauczyciele powinni wiedzieć, kim są twórcy zmienionych urzędowo dokumentów, które normują wiele kwestii - nie tylko dotyczących treści kształcenia, organizacji i planów zajęć, ale i wymaganych kwalifikacji od nauczycieli mających realizować owe treści. Czyżby kryło się za tym wszystkim lobby wydawnicze?

Jeszcze w poniedziałek z datą 20 lutego 2017 r. Dyrektor Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji - Alina Teresa Sarnecka pisała do jednego z obywateli:

Szanowny Panie, w związku z Pana wnioskiem z dnia ... informuję, że w zakresie żądanych we wniosku informacji dotyczących pełnej listy ekspertów wg. poszczególnych zespołów prowadzących prace nad podstawami programowymi zostanie wydana decyzja.

Tymczasem decyzja została podjęta - jak widać na powyższym skanie - w dn. 8 lutego 2017 r. Czyżby była antydatowana, czy pani Dyrektor jej nie znała?

PIS powinien być ostrożny, skoro okazało się, że ponoć na skutek lobbingu czarnego biznesu można w Polsce od 1 stycznia 2017 r. wycinać drzewa na terenach prywatnych. Minister J. Szyszko został już upomniany przez prezesa swojej partii Jarosława Kaczyńskiego, ale przecież to nie on - jak się okazuje - miał w tym biznesie interes.

Zapewne za kilka lat dowiemy się, po powołaniu do życia kolejnej Śledczej Komisji Sejmowej, kto tak naprawdę zarobił na tej wycince i dlaczego nikt tego nie zablokował w imię prawa i sprawiedliwości?

A może ta wycinka drzew wiąże się z lobby wydawniczym, które potrzebuje taniego surowca do drukowania uzgodnionych już w MEN z autorami podręczników szkolnych do nowych podstaw programowych? Czyżbyśmy mieli kolejną aferę? Czy może jednak nie ma tu żadnych powiązań między lobbującymi w MEN wydawcami a curriculum?

Czy istnieje jeszcze w tym kraju prawo o dostępie do informacji publicznej, czy zostało już zawieszone w tajemniczych okolicznościach? Jaki ma interes minister edukacji w tym, by uczynić tajną listę autorów podstaw programowych w sytuacji, gdy w innej centralnej instytucji, której jestem członkiem, każdy obywatel, "z ulicy" może wejść i zażądać danych o tym, kto recenzował, kto wydał opinię itd.?! Wstyd mi za ministerstwo, bo to świadczy o tym, że ktoś w tym resorcie "kręci lody".

Prawdziwa cnota, krytyk się nie boi? Kto stracił cnotę na współpracy z MEN, niech się nie wstydzi? W końcu pani minister stwierdziła, że zapłaciła honoraria, a i tak ktoś inny napisał owe podstawy. Tylko kto?

10 komentarzy:

  1. W pełni się zgadzam: żenująca postawa MEN! Wstyd za ministerstwo, wstyd ministerstwa za ich ekspertyów, wstyd ekspertów schodzących do podziemia. Utajnianie ekspertów - jest to najgłupsza postawa jaką można sobie wyobrazić. Co takiego czy kogo takiego musi Pani Minister ukrywać? Czyżby sama wiedziała, ile warto jest to dzieło i boi się kompromitacji autorów? Po co to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd to będzie gdy imienna lista ekspertów ujrzy światło dzienne i okaże się, że najbrutalniejsi hejterzy dostrzegą na niej nazwiska swoich kompanów czy to światopoglądowych czy też .... Wiem o czym piszę... Jestem od zawsze za ujawnianiem ekspertów wszelakiej maści czego potwierdzeniem jest moja jawność na własne życzenie. Nie wiem co inni mają do ukrycia skoro podstawy już napisane, a nawet opublikowane. Uważam, że pomiędzy decyzją z 8 lutego z opublikowanego powyżej pliku a stanowiskiem dyr. Sarneckiej z 20 lutego nie ma rozbieżności. Decyzje administracyjne zgodnie z KPA rozpatrywane są indywidualnie w oznaczonym czasie, a Fundacja Przestrzeń dla Edukacji nie jest tajemniczym Obywatelem, o którym mowa w poście. Zatem tajemniczy Obywatel dostanie swoją decyzję w swoim czasie. Aaaa, że odmowną zapewne to inna sprawa. Ponadto' ustawa o dostępie do informacji publicznej dokładnie określa kogo obejmuje swoim zasięgiem w zakresie jawności informacji i tu MEN ma rację. Eksperci nie byli osobami, których katalog obejmuje Ustawa. Ale każdy kto ma w sobie odrobinę przyzwoitości z cienia podziemia powinien honorowo wypełzać.

      Usuń
    2. Nie umie Pani czytać??? Dyrektor pisze 20 lutego, że xecyzja dopiero zapadnie, ale 2 tyg.wcześniej taka decyzja zapadła. Chhba ma Pani problemy z matematyką - logiką

      Usuń
    3. Oczywiście, że potrafię. Ponieważ moją odpowiedź Gospodarz bloga usunął, ponawiam wyjaśnienie -nie chcąc być powierzchownie posądzoną o problemy z matematyką -logiką. Zatem: Na piśmie -decyzji administracyjnej ze scanu widnieje data 8 lutego. Pismo te jest odpowiedzią na wniosek skierowany do MEN przez Fundację Przestrzeń dla Edukacji co wynika z treści uzasadnienia. Natomiast Pan Profesor pisze w artykule o odpowiedzi dyr. Sarneckiej z dnia 20 lutego skierowanej do jakiegoś tam Obywatela, o którym nie wiadomo kiedy swój wniosek złożył. I choć w przedmiotowej sprawie decyzja administracja w aspekcie merytorycznym już zapadła 8 lutego to wcale nie oznacza to, że odnosi się do tego samego Obywatela, o którym mowa w tekście artykułu. W JEGO SPRAWIE jak odpowiada dyr. Sarnecka 20 lutego -decyzja administracyjna zostanie dopiero podjęta. Nie wiemy o Obywatelu z treści artykułu czy jest podmiotem "Przestrzeń dla Edukacji" i kiedy złożył swój wniosek o dostęp do informacji publicznej. Jeżeli uczynił to PO dniu 6 luty to MEN ma prawo udzielić dokładnie takiego wyjaśnienia jakie udzielił nawet jeśli wydał już niejedną odmowną decyzję w takiej samej/ podobnej merytorycznie sprawie. Organ administracji publicznej ma na rozpatrzenie każdego wniosku o dostęp do informacji publicznej 14 dni. I rozpatruje je indywidualnie. Scan pisma może zatem Obywatelowi dostarczyć sugestii w jakim kierunku merytorycznym otrzyma odpowiedź, natomiast nie jest decyzją wiążącą w sprawie tegoż Obywatela. Wyjaśniłam to mam nadzieję wyczerpująco. Zatem nie ma powodu by posądzać mnie o problemy z liczeniem i logiką. A ponieważ nie toleruję manipulacji, postanowiłam odpowiedzieć na komentarz jeszcze raz. Na przepraszam ze strony Anonimowego nie licząc oczywiście.

      Usuń
    4. Usunąłem bo nawet Pani nie potrafi zachować kultury i prowadzi "pyskówkę". Hejterów też usunąłem.

      Usuń
    5. Rozumiem. Jeżeli mnie ktoś "po nicku" do zidentyfikowania w każdej chwili atakuje to trudno milczeć skoro takie ataki nie były usuwane. A nie lubię wypowiadać się jako kolejny anonim. Dziękuję.

      Usuń
  2. Najpierw o drzewach - moja dobra znajoma zginęła przygnieciona topolą w Szczecinie na działce brata swojego męża, bo specjaliści orzekli, iż drzewo nie kwalifikuje się do wycinki. Drzewo samo się zwaliło niezależnie od ocen ekspertów. Ale cena tej nietrafnej decyzji okazała się zbyt wysoka - ludzkie życie.

    Co się tyczy ujawniania nazwisk ekspertów - oczywiście, że powinny być ujawniane, a wszelki hejt powinien być konsekwentnie karany, za naruszenie dóbr osobistych. Bo zaczynamy dochodzić do absurdu - nie ujawnię się, bo mnie obrzucą błotem. No może właśnie na "cyberprzemoc" i "stalking" należy popatrzeć, w ten sposób, iż ten, kto obrzuca błotem wydaje świadectwo o sobie, a nie o tym, w kogo celuje w myśl starej zasady powtarzanej przez dzieci na podwórku "kto się przezywa, ten tak samo się nazywa".

    I słowo do Pani Metodyczki - ależ tego typu epitety, są używane przez ludzi, którym brakuje argumentów. W zasadzie to powinna Pani sobie poczytać za zaszczyt, że tak Panią oceniają. Niech się Pani zastanowi, jakie powinna mieć Pani poglądy by pasowały do ich oczekiwań??? Ja tam bym nie chciała zbierać od nich pochwał. Cóż na poziomie duchowym, jeśli jest Pani katoliczką, sądzę, że Polska jest terenem potężnej walki duchowej - diabeł jest bardzo niezadowolony z uczniów Chrystusa i nęka ich przez swoich współpracowników. Moja babcia, np. to, by im kazała się przeżegnać święconą wodą. I oby kiedyś to nastąpiło. Bo inaczej.. hm... piekło już zaciera ręce i póki co śle im same listy pochwalne, ale to taki marketing... do czasu... oby się opamiętali

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani metodyczka jest przewrażliwiona . Nie wolno jej krytykować, podobnie jak tego ministerstwa. Tymczasem autorom zapłacono z pieniędzy podatnika ponad 800 tys.zł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę Państwa, ujawniane są emocje, a powinny .... i konstruktywne refleksje. Pani Metodyczka ma dużo racji (wg mnie).

    OdpowiedzUsuń
  5. Darujcie sobie państwo osobiste wycieczki. Nie ma to nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.