sobota, 18 lutego 2017

Habilitacja - manipulacja



Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów wymaga jako urząd zmian. Akademicy nie zdają sobie sprawy z tego, że profesorowie wybierani w tajnych wyborach do składu Centralnej Komisji nie są urzędnikami, ani też nie mogą ponosić odpowiedzialności za braki, zaniechania czy błędy popełniane przez etatowych pracowników tego organu, gdyż nie mają na nie wpływu.

O patologiach - z jakimi spotykamy się dzięki aktywności w tym organie - dyskutowaliśmy w grudniu, pod koniec kadencji i rację mieli niektórzy z zabierających wówczas głos, że urząd - a nie członkowie CK - jest źródłem właściwych, koniecznych i prawidłowo przeprowadzanych analiz, kontroli czy interwencji, ale także sam staje się w niektórych okolicznościach powodem działań bezprawnych czy też legitymizujących bezprawie. To powinno się zmienić, by państwo nie było teoretyczne, a tak ważny organ stał jednak na straży uczciwości w postępowaniach awansowych, a nie sprzyjał matactwom - niestety - niektórych nauczycieli akademickich.

Konieczne jest przywoływanie pewnych kazusów, by studiujący prawo mieli opisy przypadków, które są wysoce kształcące. Oto jeden z nich (jedynie dane personalne i instytucjonalne są zmienione, by nie zostały zidentyfikowane):

Habilitant przedłożył do oceny publikacje, wśród których wyróżnił monografię naukową odpowiadającą rozprawie habilitacyjnej oraz pozostałe rozprawy, wśród których znalazła się wydrukowania praca doktorska, kilka artykułów będących także częścią tej dysertacji i jeszcze kilka artykułów, w tym trzy recenzje wydawnicze. Jeden z negatywnych recenzentów pisze, że zgromadzony przez doktora dorobek naukowy ilościowo mieści się granicznie w wymaganiach stawianych przez tego recenzenta.

Zamiast napisać uczciwie, rzetelnie, że ten dorobek jest miałki, lichy, wątły sili się ów recenzent na "dobrego wujka" , toteż każdy sąd oceny jest w swej treści dwoisty: z jednej bowiem strony wykazuje implicite, że habilitant nie spełnia wymogów, z drugiej zaś tak to formułuje explicite, by była podstawa do negatywnej konkluzji, a nie raniła habilitanta wprost. Przykład:

- zaprezentowana i przedłożona do recenzji twórczość habilitanta wzmaga jedynie apetyt na kolejne jeszcze bardziej pogłębione i warsztatowo bardziej dopracowane studia". Zgodnie z prawdą recenzent stwierdza implicite: rozprawy habilitanta są pozbawione warsztatu i teoretycznie powierzchowne.

- problematyka poruszona przez habilitanta powinna zostać mocniej zakorzeniona w naukowym dyskursie na forum krajowym i międzynarodowym, bowiem publikuje on na łamach czasopism około-dyscyplinarnych, a nie w ramach swojej dyscypliny naukowej. Prawda jest taka, że publikacje habilitanta są potoczne, nie mają związku z naukowym dyskursem ani w kraju, ani poza granicami. Co ciekawe, habilitant reprezentuje dyscyplinę naukową, która już w swej istocie wymaga umiędzynarodowienia badań, ale jak ktoś jest lokalnym kacykiem partyjnym, to nie ma czasu na naukę;

- mamy do czynienia z bardzo dobrze zapowiadającym się badaczem problematyki X, a to zobowiązuje do wypracowania rzetelnego i metodologicznego poprawnego systemu diagnostycznego i operacyjnego". widzimy wyraźnie, że ów recenzent jednoznacznie, choć skrycie stwierdza, że habilitant nie przeprowadził rzetelnych badań, bo nie potrafi posługiwać się metodologią swojej dyscypliny.

Recenzent dalej pisząc: "Oczywiście powyższe uwagi nie dyskwalifikują całokształtu dorobku, ale zdecydowanie wywołują wspomniany niedosyt. W podsumowaniu recenzji, której wcześniejsze uwagi - jako jego niedosyt - pisze ów profesor, że dorobek habilitanta jest skromny, przyczynkarski, brakuje w nim pogłębionych studiów w przedmiocie badań, ponadto habilitant ogranicza się do krótkich artykułów w czasopismach lokalnych a prywatnych szkół wyższych, a rozprawa habilitacyjna podejmuje "świeży na rynku" temat.

Do monografii habilitacyjnej recenzent też ma zastrzeżenia. Habilitant napisał ateoretyczną rozprawę, o fatalnej strukturze treści, słabo jest wyeksponowany do badan model eksplanacyjny pozwalający na usystematyzowanie i prawidłowe metodologicznie weryfikowanie hipotez.

Na koniec recenzent stwierdza, że habilitant nie zasługuje na uzyskanie stopnia naukowego doktora habilitowanego. W komisji habilitacyjnej jest także przekonanie, że nie należy wnioskować o habilitację dla tej osoby. Rada Wydziału przychyla się do stanowiska komisji habilitacyjnej i odmawia nadania stopnia doktora habilitowanego. Członkowie Rady w 2/3 głosów negatywnych potwierdzają, że komisja miała rację w rozpoznaniu żenującego poziomu "osiągnięć naukowych" habilitanta.

Co robi habilitant? Odwołuje się nie do Centralnej Komisji - chociaż taki jest wymóg prawny - tylko do Rady Wydziału, a ta w bardzo krótkim czasie zmienia swoje stanowisko i sama, bez odesłania dokumentacji do CK przyjmuje uchwałę o nadaniu stopnia dra hab.

To oczywiste, że zostało naruszone prawo. Od czego jednak mamy prawników? Od tego, żeby zmanipulować dalszy tok procedur CK, którego uchwała zobowiązywała do wycofania z obiegu prawnego dyplomu tego habilitowanego już "specjalisty".

Habilitant, który ma w NSA wsparcie rodzinne, kieruje pozew przeciwko CK do WSA (to podlega NSA) i jeszcze tego samego dnia (sic!) sędziowie, którzy dla innych spraw nie mają takiego przyspieszenia ani nie wykazują tak pilnej potrzeby załatwienia ich spraw, przyjmuje uchwałę utrzymującą w mocy nadanie przez Radę Wydziału tego stopnia naukowego.

Wszystko zostało dobrze zaplanowane. Sprawa trafiła do sądu w okresie, kiedy CK już nie obraduje (okres wakacyjny) a profesorowie są już na urlopach. Tym samym CK nie składa apelacji, bo kiedy odpowiedzialni za to wracają z urlopów, jest już po terminie, a więc wyrok WSA upełnomocnia się. Habilitowana osoba "załatwiła" sobie habilitację.

Ktoś musiał wiedzieć, jaki wybrać termin na sądowy pozew, żeby zagwarantować sobie sukces. Takich dziur w sicie polskiego prawa i urzędów państwowych jest wiele, ale najgorsze są "dziury" w kulturze osób uczestniczących w tym procederze. To, że taki habilitowany nikogo i niczego dobrego nie nauczy, nie ma znaczenia. W nauce jest pełno takich osób z importu, ale i z wewnątrzkrajowej "produkcji".

Co z tego, że profesorowie - członkowie CK przeprowadzili rzetelne studium tego przypadku i głosowali za koniecznością naprawy błędu, jaki został popełniony przez członków Rady Wydziału. Nikt nie docieka, dlaczego jakimś dziwnym trafem, po kilku tygodniach, nagle członkowie Rady zmienili front i postanowili tej osobie nadać stopień doktora habilitowanego?

Co z tego, że Sekcja CK dostrzegła ów wyłom w praktyce akademickiej jednej z jednostek? Polak potrafi obejść każde prawo. Od tego ma też sędziów i adwokatów.

29 komentarzy:

  1. Czy CK skontrolowała tę jednostkę? Czy zawiesiła jej prawa habilitowania?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednostka jest zgłoszona do kontroli. Czy nowe władze podejmą to wyzwanie... ?

    OdpowiedzUsuń
  3. To ciekawe co Pan pisze. Obraża Pan habilitowanego, że jest lokalnym kacykiem partyjnym, a sąd pomawia o nepotyzm. Ponadto błędnie zakłada Pan - zupełnie nie rozumiejąc istoty organów kolegialnych, do których należy niestety także CK, że jej członkowie za nic nie odpowiadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe co anonimowy pisze. Trzeba umieć rozróżniać odpowiedzialność ciała kolegialnego od urzędu. Otóż w prezydium tylko jeszcze jeden profesor oprócz mnie nie poparł takiego działania urzędu, który ponosi winę za przepuszczenie sprawy i brak apelacji. To jest skandaliczne.

      Usuń
    2. Kategoria nepotyzmu znana jest od wieków, w sądownictwie polskim znana jest i zdarza się, że udaje się ją także udowodnić służbom. Gdyby CBA podjęło odpowiednie działania, to zabezpieczyłoby stosowne w tym zakresie dowody. Proszę zatem nie pisać o pomówieniach, bo w ostatnich miesiącach mamy w kraju twarde dowody na złodziejstwo z udziałem sędziów. To, o czym pisze profesor, jest problemem także polskiego wymiaru sprawiedliwości.
      Lokalny kacyk - to kreślenie naukowe, dotyczące akademickich środowisk partyjnie się popierających. Do takiego upadku doszło po tylu latach transformacji. Są uczeni pisowscy, platformerscy, eseldowscy, peeselowscy itd. Tylko coraz mniej jest tych bezpartyjnych, oddanych nauce, a nie prywatnym interesom.

      Usuń
    3. Ciekawe jest także to, że dostrzec można tu również oczekiwanie, iż habilitant wyczerpie tajniki swojej dyscypliny naukowej. To chyba dobrze, że habilitant przyczynił się do ... pogłębienia nauki w jakimś obszarze? A co w sytuacji, jeśli jest to "młoda" dyscyplina. Na dodatek, "skromny dorobek" - co to za zarzut, skoro ilość publikacji nie jest warunek do spełnienia w tym procesie. Warunkiem jest jakość dzieła habilitacyjnego. Myślę, że my wszyscy musimy być bardziej normalni, również w nauce. Nie można jednak tolerować cwaniactwa kogokolwiek (doktoranta, habilitanta, recenzenta itp.). Nie powinniśmy też być mali i szukać dziury tam, gdzie jej nie ma.

      Usuń
  4. Dobrze, że Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych będzie jeszcze wypełniała swoje ustawowe i statutowe obowiązki w kadencji 2017 - 2020, bo aż strach pomyśleć, co stanie się po 2020 r., a jeżeli rady wydziałów szkół wyższych przejęłyby całkowicie uprawnienia habilitacyjne, czy wnioski o tytuł naukowy profesora.Smutne to wszystko.Trzeba poddać kontroli ową jednostkę organizacyjną szkoły wyższej.Natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest w pewnym zakresie niezrozumiałe, że tak liczny zespół uczonych ze wszystkich dziedzin i dyscyplin nauki, obarczony odpowiedzialnością za jakość polskiej nauki nie potrafi wypracować i wdrożyć efektywnych relacji z zespołem etatowym CK. W końcu oba wskazane ciała - kolegialne i etatowe, to jeden podmiot, czyli CK i o niej się mówi, że jest taka, a taka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze raz co do organu i urzędu. Sprawy załatwia organ i to on bierze za to całkowitą odpowiedzialność, a urząd jest jedynie strukturą pomocniczą organu. Ewentualnie wewnętrzną sprawą organu jest ustalić spersonifikowanych winnych zaniedbania, których tu zdaje się nie było, bo organ był na wakacjach. Dość ciekawe jest Pana podejście zasiadania w organie, który nie bierze za nic odpowiedzialności, gdy tak naprawdę współdecyduje Pan o losach ludzi. To, że Pan i jeszcze jeden Profesor czegoś tam nie poparł, nie ma żadnego znaczenia. Nie było już co popierać albo nie popierać - sprawa była zamknięta. I nie chodzi tu o pozew ani o apelację tylko o zupełnie inne konstrukcje, które mają swoje właściwe nazwy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myśmy nie poparli zamknięcia tej sprawy. Proszę zatem nie kombinować i nie kreować rzeczywistości, jeśli się jej nie zna. Wiem, za co ponosiłem odpowiedzialność i skutecznie to egzekwowałem oraz egzekwowano ode mnie. Jak się nie wie, o czym się pisze, to lepiej nie komentować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż skóra cierpnie, gdy "wynikają" nieprzewidziane skutki takiej czy innej ustawy lub rozporządzenia, często przygotowanych w pośpiechu i bez wyobraźni, że nie wspomnę o złej woli.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że ciekawym jest to, że recenzje wydawnicze są tu tak dalekie od opinii recenzentów komisji habilitacyjnej. Przecież obok oczywistej różnicy takich recenzji - inny adresat, fakt pewnych elementów jakości naukowej dzieła pozostaje niezmienny. Chyba, że recenzentami wyd. były niezwiązane z nauką osoby i kwestie naukowości nie były podnoszone w ich recenzjach. Nie powinno być rozbieżności co do oceny faktów. Recenzent, wg. mnie, to taki biegły sądowy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zadałem sobie trud odnalezienia szczegółów i okazuje się, że CK nie była niczym w tej sprawie zaskoczona.

    Dwa sprzeczne głosowania RW podjęła jeszcze w 2014. Już samo to powinno skutkować kontrolą, która jak się dowiadujemy została powierzona następnej kadencji CK.

    Habilitantka będąca radną i jak się wydaje żoną sędziego napisała odwołanie zarówno do CK (CK nie była pominięta) jak i RW -- w myśl kodeksu postępowania administracyjnego, który mówi, że można odwołać się nie tylko do "wyższej instancji" ale i do wydającego decyzję i on może ją sobie wtedy zmienić. CK zamówiła ekspertyzy, pierwsza zgadzała się z argumentacją, że ta norma kpa może mieć zastosowanie, druga, że ustawa o CK wyłącza tą część kpa. W każdym razie już na tym etapie, w 2015, CK miała świadomość że sprawa nie jest jasna.

    Następnie sąd stwierdził, że kpa stosuje się wprost. To może być rzeczywiście ciekawe dla studentów prawa, przykre dla CK ustrojowo, ale nie bulwersujące. Wyobraźmy sobie, że RW już za pierwszym razem nadałaby stopień, wtedy nie byłoby sprawy administracyjnej, a naukowo byłaby nie mniej bulwersująca.

    Bulwersujące są kurtuazyjne recenzje, oraz wielokrotnie zdarzające się głosowania nadające stopień pomimo recenzji jawnie negatywnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z uznaniem z powodu tempa oraz z podziwem ze względu na tzw. inne okoliczności.
      A propos' właściwości rady wydziału, czy rzeczywiście uważa Pan, że miała ona prawo (podstawa?)do takiego działania? 2. które przepisy kpa sad zastosował wprost?

      Usuń
    2. CK argumentowała, iż z woli ustawodawcy jest jedynym organem odwoławczym. Sąd zauważył, że prawo rozróżnia dwa efekty odwołań: kasacyjny, czyli obalenie decyzji i zwrot do ponownego rozpatrzenia, oraz reformatoryjny czyli zmianę decyzji przez sam organ decyzyjny w myśl art. 132 § 1 k.p.a. Ponieważ ustawa określa tylko tryb kasacyjny, przepisy kpa stosują się wprost do trybu reformatoryjnego, którego obowiązywanie jest normą systemową prawa, której ustawa explicite nie wyłącza.

      Usuń
    3. Jest to interesujące. Czyżby CK, od lat miała problem interpretacyjny prawa w tym zakresie? Czy w odwołaniu, w procesie naukowego awansu, można zatem mówić o dwuinstancyjności - RW - pierwszy organ, CK - drugi? Czy poprawnie rozumuję?

      Usuń
    4. CK nie ma problemu z interpretacją prawa, ylko je przestrzega, dlatego zareagowała na jego naruszenie przez RW. Habilitant odwołuje się do CK za pośrednictwem RW.

      Usuń
    5. Też uważam, że CK nie powinna mieć takich problemów. Jednak, o ile poprawnie odczytuję powyższe kwestie, sąd uznał (drugie) działanie RW za prawidłowe. Ta zaś, zdaje się, nie zmieniła swojej decyzji (drugiej) na skutek interwencji CK. Zmieniając swoją decyzję RW, na skutek wystąpienia powoda, działała jako organ pierwszej instancji. (?)

      Usuń
  11. Anonimowemu się wydaje i tak sobie lekko pisze? Anonimowy ma jakieś dowody w sprawie? Ciekawe, ile takich postępowań ma miejsce w kraju? CK miała od początku jasność i z własnej inicjatywy wystąpiła z wnioskiem kontrolnym. Dla prawników będzie to niewątpliwie ciekawy kazus.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo bulwersujące są recenzje nienaukowe i nieobiektywne a przy tym napisane "brzydkim językiem" z elementami braku kultury (prostackie wycieczki ad personam). Trzeba także zauważyć, że recenzje "jawnie negatywne" nie muszą być "jawnie obiektywne". W sytuacji, gdy recenzje wyd. różnią się od recenzji z procesu habilitacyjnego - w części naukowości recenzowanego dzieła - należałoby (wg mnie) udzielić odpowiedzi m.in. na pytanie: które z nich są rzeczywiście obiektywne? Poza tym, tak, czy siak wśród tych recenzentów (naukowców) prawdopodobnie są osoby, które niestety wykazały się nierzetelnością.

    OdpowiedzUsuń
  13. A tak poza tym;
    https://www.youtube.com/watch?v=o1qJrxowXnU

    OdpowiedzUsuń
  14. A co tam ma być? Link nie chce się otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwiera się drogi anonimowy :) To na rozluźnienie szczypta humoru, ale też i prawdy :)

      Usuń
  15. Udało się! Dziękuję, Drogi Anonimowy. Teraz szukam szerszego związku z tematem;-).

    OdpowiedzUsuń
  16. Poza tym; drogi anonimowy a związki są różne np. taki że piosenka mówi o tym aby mieć wolne serce i nie zawsze więcej znaczy lepiej. W wyścigu szczurów niestety kazdy chwyt dozwolony, ludzie porzucają, dom, ojczyznę i często zasady moralne aby przetrwać, ale też często żeby mieć wiecej pieniędzy, zaszczytów itd. A dodatkowo pełni rolę ludyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Witek ..., jest OK. Moje serce jest wolne, taką mam naturę, więc i jego utwory mi "leżą". Nie toleruję m.in. kunktatorów i chorych na zawiść oraz nieuczciwych, a w szczególności pseudo przyjaciół, a z ogródka - pseudo naukowców. Ci bowiem często decydują o losie tych, którzy wg nich im zagrażają.

      Usuń
    2. W pełni podzielam opinie drogiego anonimowego. Problem w tym zdaje się,że poczucie zagrożenia doskwiera maluczkim,jakże często zakompleksionym z problematyczną samooceną pseudonaukowcom. Stąd tłoczą oni pianę która nie pozwala dopłynąć młodszym często bardziej kreatywnym współpracownikom do upragnionego lądu jakim tu jest naukowa samodzielność. Unicestwianie konkurencji zaczyna się często juz w podstawówce, bo przeciez nauczyciel wie lepiej...i trwa także na szczeblu edukacji wyższej...aa po tych wszystkich trudach np. Prof Nalaskowski oświadcza no trzeba bylo sobie wybrać inny zawód skoro nie możesz za 2 tysiące wyżyć - ah cóż za buntownicza i twórcza postawa - gratuluje 😇. Taki mamy klimat drogi anonimowy 😋

      Usuń
  17. Tak czytam o sprycie tegoż "naukowca", tymczasem jak spoglądam na moją uczelnię to przynajmniej 1/4 pracowników, chociaż swoje stopnie i tytuły uzyskała bez takich machinacji (przynajmniej w większości przypadków),to patrząc na dorobek i umiejętności, tych stopni nie powinna uzyskać. I nie jest to kwestia pewnych subtelności ale zwykły i widoczny brak umiejętności, dorobku, lub łatanie dorobku pseudoosiągnięciami. Co więcej, ci ludzie mają decysujący głos w wielu kluczowych sprawach na uczelni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wypada, ale sytuacja, o której Pan pisze niestety jest na porządku dziennym. Źle dla nauki, kiedy o jej rozwój "zabiegają" ludzie o zbyt "elastycznym" sposobie bycia.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.