niedziela, 15 stycznia 2017

Zmarł socjolog płynnej tożsamości - Zygmunt Bauman

Polskie Towarzystw Socjologiczne pożegnało profesora socjologii, wieloletniego kierownika Katedry Socjologii na University of Leeds w Anglii - Zygmunta Baumana, podobnie jak uczynił to wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu - poseł Krzysztof Mieszkowski. W opublikowanym nekrologu Zarząd Główny PTS odnotowuje: najbardziej znany w świecie współczesny socjolog. Był członkiem Zarządu Głównego PTS w latach 1961-1968. Jego twórczość jest i pozostanie źródłem inspiracji"

Umarł król, niech żyje król? Jakoś nie widzę na horyzoncie polskiej socjologii tego, który zastąpiłby w ogólnoświatowej debacie zmarłego Zygmunta Baumana. Kiedy żył, nasi socjolodzy w kraju przywoływali myśli Polaka na emigracji częściej, niż Floriana Znanieckiego, Józefa Chałasińskiego czy Jana Szczepańskiego. To zrozumiałe, bo ci ostatni odeszli znacznie wcześniej z tego świata, a ich dzieła zachowały tylko częściowo swoją ponadczasową wartość. Sięgamy do nich parcjalnie rozumiejąc ich wielkość w czasie, w którym żyli i tworzyli.

Podobnie będzie z pracami Zygmunta Baumana, chyba że pojawi się w Polsce ukryta cenzura, autocenzura, wymuszona polityczną poprawnością, by nie narazić się nowej władzy i zobowiązującym z jej ideowej perspektywy badaniom oraz narracjom społecznym. Tylko patrzeć, jak niektórzy socjolodzy i filozofowie zaczną wymazywać ze swoich rozpraw oraz ich kolejnych wydań niepożądane przez władze cytaty z dotychczas przywoływanych przez nich myśli Zygmunta Baumana, by ubiegać się o łaskę dostępu do środków na badania własne.

Jak pisał zmarły niedawno Jerzy Szacki, można nagle odwrócić się od dotychczas uznawanego autorytetu, którego myśli ulegają nieustannej rekonstrukcji i dekonstrukcji, ale czy tego chcemy, czy nie, one są w nas i wokół nas, w ogólnoświatowym obiegu licznych przekładów, których nie doczeka się żaden z najbardziej zaciekłych wrogów czy nienawistników polskiej humanistyki i nauk społecznych.

Nawet najbardziej radykalne bunty „dzieci” przeciwko „ojcom” są nieuchronnie protestami przeciwko takim a nie innym ”ojcom” i tym samym pozostają od nich wielorako zależne bez względu na to, czy w danej chwili i sytuacji ktokolwiek sobie tę zależność uzmysławia. Co więcej, nawet zdobywając się w jakimś stopniu na realną niezależność, z jakichś powodów zwykliśmy wmawiać sobie i deklarować aż nazbyt zapewne często, prawdziwie albo i nie, że coś kontynuujemy lub kontynuowania czegoś odmawiamy. (Tradycja, Warszawa 2011, s. 11)

Niektórym uczonym w III RP zapewne zabraknie intelektualnego wysiłku i moralnego charakteru, by nie wyrzucić na śmietnik historii dzieł Baumana, bo – jak pisał Józef Chałasiński – w momentach zwrotnych w historii społeczeństwa, a takim jest niewątpliwie zmiana w polityce naszego kraju wraz z dojściem do władzy Prawa i Sprawiedliwości - wspierana przez rząd zmiana pokolenia inteligencji rozpoczyna swoją pracę od początku i zawsze w ten sam sposób. Zawsze ta sama frazeologia ratowania zachodnio-europejskiej kultury polskiej; zawsze ta sama Polska – przedmurze chrześcijaństwa. Zawsze to samo nieróbstwo myślowe uświęcane jakimś wyświechtanym, górnolotnym, frazesem. (Społeczna genealogia inteligencji polskiej, Warszawa: Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” 1946, s.9)

W społeczeństwach otwartych, pluralistycznych to już nie pedagogika jest upartyjnioną nauką, jak miało to miejsce w okresie PRL (wystarczy przejrzeć życiorysy wciąż aktywnych jej liderów), ale socjologia, nauki o polityce, ekonomia, a nawet psychologia. Wszystkie włączają się w przebudowę psychiki inteligencji polskiej i naszego społeczeństwa widząc w tym okazję nie tylko do dociekania prawdy, jej odkrywania, ale - niestety – także do włączania się w propagandową grę polityczną na rzecz izolowania się od uznanych w świecie autorytetów, by nie zostać zaczadzonym nie tyle wartością ich dzieł, co życiorysem.

Na polską scenę polityczną wracają producenci jedynie słusznej wykładni życia indywidualnego i społecznego. Nareszcie nadchodzi ich czas, bowiem mogą dzięki temu przykryć własne kompleksy, niski poziom własnych rozpraw. Jeszcze muszą zapewnić sobie formalną drogę awansu do naukowego statusu. Szybko znajdą swoje autorytety, które będą wielbić i admirować, bo przecież dobre towarzystwo, nowe getto społeczno-polityczne zapewni im dobrostan bez koniecznego wysiłku, pracy twórczej. Dzisiaj już nie wykształcenie i własne dokonania naukowo-badawcze, ale przynależność lub przynajmniej identyfikacja z rządzącą formacją polityczną dają części akademickiego środowiska ekonomiczne podstawy do zajmowania pozycji społecznej w kraju.

Właśnie dlatego trzeba zdegradować tych, którzy byli i jeszcze są obecni w nauce, by móc zając ich miejsce. Najczęściej włączają się do tego procesu osoby jałowe i bezprodukcyjne – jak określał to Chałasiński – (…) a równocześnie posiadające poczucie wielkości. Stąd ustawiczna potrzeba dowodów uznania. Stosunki towarzyskie są im potrzebne „nie tyle dla wymiany myśli i podniety intelektualnej, ile dla wymiany wzajemnego uznania podniety społecznej”. (…) Bo inteligenckie getto, jak każde getto, to jest kłębowisko jadowitych żmij, w kto rym amatorskim kunsztem jest robienie intryg, a do najprzyjemniejszych i najpospolitszych społecznych uczuć należy cicha solidarna radość z kompromitowania się bliźnich. (Tamże, s. 38-39)
Bauman nie bez powodu zajmował się w swoich studiach socjologicznych kategorią tożsamości i przywoływał myśl Martina Heideggera, bowiem z jednej strony miał problem z własną tożsamością, z drugiej zaś strony dociekał, co to znaczy być sobą, jak to wspaniale mieć tożsamość. Ci, którzy z racji własnych niedostatków intelektualnych, słabości duchowej, nieudolności twórczej, braku czasu na naukę z zawiści usiłują niszczyć Zygmunta Baumana, po jego śmierci wreszcie odczuwają ulgę.

Teraz mogą mknąć na grzbiecie fal nowej ideologii, naprowadzani przez jedynie słuszną i prawdziwą moc władczą ich kapitana, by stać się wędrownymi konformistami "świadomego psucia" nauki. Jednak, niech tak szybko się nie cieszą, gdyż żaden fundamentalizm nie wyeliminuje z nauki dzieł tego socjologa. Jego rozprawy, nawet te wydane kilkadziesiąt lat temu, nieźle znoszą próbę "prawdy", gdyż były źródłem intelektualnego ożywienia dla wielkich uczonych na kilku kontynentach.

Tak jak w filozofii byliśmy dumni z Leszka Kołakowskiego, podobnie i w socjologii możemy być dumni z dzieł naukowych Zygmunta Baumana, który wprowadził także polską myśl humanistyczną i społeczną do światowego dyskursu naukowego zmniejszając tym samym dystans między polską a światową socjologią. J w każdym razie jestem za to wdzięczny Zygmuntowi Baumanowi, że mogłem lepiej rozumieć otaczający i doświadczany przez mnie świat z tworzoną przez socjologa matrycą nieskończonego zbioru znaczeń kultury i ich możliwych permutacji. Jak pisał książce "Kultura jako praxis":

"Od ponad wieku kultury uznawano głównie za technologie dyskryminacji i rozdzielania, fabryki różnic i przeciwieństw, ale zjawiskami kulturowymi są również dialog i negocjacje, które w naszych czasach pluralizmu zyskując coraz większe, być może nawet kluczowe, znaczenie. (Warszawa 2012, s. 86)

Żegnam polskiego socjologa mając świadomość historyczno-biograficzną, którą wypełniły w ostatnich latach doniesienia prasy na temat jego współpracy w latach 1945-1953 z komunistycznym kontrwywiadem. wiemy, że pracował w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który zajmował się m.in. likwidacją zbrojnego podziemia niepodległościowego, a w latach 1945-1948 miał być agentem Informacji Wojskowej.
W płynnej nowoczesności wszystko jest możliwe, ale nie to, że może być wśród jego dzisiejszych przeciwników tej klasy socjolog. Uczony powinien umieć zarówno w teorii jak i w praktyce pogodzić się z tym, że dzieła innych przewyższają jego/jej dokonania. Chrześcijanin nie poniży cudzych dzieł tylko za to, że są wielkie, pomniejszając ich wartość faktami z życia naukowca.

Jak pisał w "Elementarzu etycznym" Karol Wojtyła: (...) człowiek ideowy musi być zawsze rzetelnie pokorny. Pokory jako postawy niepodobna wyłączyć z prawdziwej ludzkiej moralności (...). Dlatego właśnie chrześcijanin nie może mieć mentalności utylitarysty, która wszystko mierzy bezpośrednią, łatwo odczuwaną korzyścią. (Lublin 1983, s. 81)



Gdyby ktoś nie uznawał myśli Karola Wojtyły, to może zapoznać się z poglądami senatora PIS - b. rektora UŁ - prof. Michała Seweryńskiego: "Kościół poucza nas, że szerzenie kultury chrześcijańskiej jest możliwe w warunkach pluralizmu, w których żyją dzisiaj europejscy katolicy. Takie pouczenie skierował do nas słowami kardynała Józefa Ratzingera: "Przejawem pluralizmu jest otaczanie szacunkiem tego, co święte dla innych; taką postawę możemy jednak zająć jedynie wtedy, gdy świętość, Bóg, nie pozostaje czymś obcym dla nas samych. (Wychowanie w służbie praw człowieka, Warszawa 2008, s. 23).

19 komentarzy:

  1. Milczą panie profesorze, niczego nie napiszą, nie skomentują, bo boją się o własną przyszłość. Bauman mówił w jednym z wywiadów: Zaczyna rządzić ludźmi STRACH!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprawdy zabawne konkluzje, zeby nie rzec dosadniej.

      Usuń
  2. Mieszkowski to były dyrektor teatru i poseł Kropki Nowoczesnej vel Nowobogackiej - na pewno nie wiceminister kultury.Chyba, że Kropka Nowobogacka ma "gabinet cieni" ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bauman niewątpliwie był inteligentnym człowiekiem. Jako, że w publikacja dotyczy faktu jego niedawnej śmierci wypada uchylić od podnoszenia kwestii, które pozostają w kolizji z ideą publikacji. Zaznaczę więc wyłącznie, iż próba apoteozowania Baumana przy pomocy myśli kard.J. Ratzingera, K. Wojtyły, czy innych im podobnych osób może być odebrana jako zbyt śmiała; może zaskakiwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, kiedy interpretuje się mój wpis w sprzeczności z jego treścią. Apoteoza nie ma tu miejsca.

      Usuń
  4. Takim jak Bauman - z Informacji Wojskowej i UB - Polska zawdzięcza utratę zakatowanych na śmierć i torturowanych niewyobrażalnymi metodami najinteligentniejszych i najczęściej najlepiej wykształconych młodych Polaków [jeszcze milczymy o nacjach, które to sadystycznie czyniły]. W latach 50-tych otrzymaliśmy super inteligentne prace o marksizmie leninowsko-stalinowskim, po roku '89 pilnie pouczał nas znowu o neomarksizmie Gramsciego, Marcusa'ego i frankfurtczyków oraz nowomowie z nich wypływającej i nowych proletariuszach (gejach, lesbijkach, mniejszościach, etc.) Ciekawe czy ktoś czyta jego starsze prace w oryginale ze studentami? Czy pokazuje ich racje? Nowsze są tej samej wartości. Czas to pokaże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby jedynie słuszny głos przedstawiciela Rasy Panów?

      Usuń
    2. Pełna zgoda Anonimowy z 22.06.

      Usuń
    3. http://www.telemagazyn.pl/film/w-samym-srodku-miasta-praskie-katownie-1741283/

      Usuń
  5. Szanowny Panie Profesorze;
    bardzo się cieszę i jestem wdzięczny Panu za tak wyważoną opinie na temat dość kontrowersyjnej pod względem etycznym postaci, jednocześnie niezastąpionej jaką był Zygmunt Bauman. Bardzo mnie boli, że w środowiskach prawicowych pomniejsza się do rangi "nicości" dokonania naukowe zarówno Baumana jak i Kołakowskiego, miesza się tym samym ideologię z nauką. A przecież trzeba mieć "otwartą głowę" i odróżniać geniusz naukowy od powikłań biograficznych...

    Z wyrazami szacunku Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  6. Tych osób nie powinno się w ogóle porównywać. To tak, jakby porównać twardość z kolorem. Leszek Kołakowski był rzeczywiście Wielkim Człowiekiem Nauki.

    OdpowiedzUsuń
  7. aha, Wielki Człowiek Nauki...Jasne. Dla PIS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć porządnego fioła, aby wszystko co dobre, bądź złe w Polsce zwalać na PiS.Sytuacja - gdy idzie o w miarę obiektywną ocenę ludzi nauki- nie jest aż tak bardzo beznadziejna, aby tolerować/dopuszczać radykalnie sprzeczne kwalifikacje/oceny. Kołakowski - przykładowo - był niewątpliwie inteligentnym i błyskotliwym człowiekiem. Niestety nie miał charakteru w staroświeckim sensie. Zmieniał w swoim życiu oceny i opinie w sposób nagły i zasadniczy. Równolegle do zmiany linii politycznej.A to już nie przystoi poważnemu badaczowi/uczonemu.Była studentka Niewyemancypowanego teoretyka wychowania.

      Usuń
    2. Trzeba mieć porządnego fioła, że nie umieć oddzielać życia osoby od jej wkładu w naukę. To się nie wyemacypowała pani udająca panią. Ma płynną tożsamość jak Bauman.

      Usuń
  8. Może należałoby panie profesorze przypomnieć dzisiejszym krytykom Baumana jak sami go namiętnie cytowali?

    OdpowiedzUsuń
  9. http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/wydarzenia/zdjecia/442975,2,jezu-wyratuj-wyryte-na-scianie-tajne-wiezienie-nkwd-w-warszawie-zdjecia.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Przypomnę słuszny pogląd Leszka Kołakowskiego:
    "Zasada większości nie jest najoczywiściej pogwałcona, jeśli 51% ludności postanawia zmasakrować pozostałe 49%, z racji religijnych, politycznych, rasowych albo dla zabawy."

    OdpowiedzUsuń