sobota, 3 grudnia 2016

Międzynarodowość konferencji międzynarodowych


W znakomitym filmie komediowym Stanisława Barei i Jacka Federowicza pt. "Poszukiwany, poszukiwana" jest jedna z kultowych już scen, w której "profesor" (w tej roli jest Mieczysław Czechowicz) tak tłumaczy się przed gosposią (gra ją Wojciech Pokora) z pędzenia bimbru:

"Ja pracuję nad doniosłym wynalazkiem! Chodzi o potwierdzenie procentu cukru w cukrze w zależności od podziemnego promieniowania na tym terenie. Bo na przykład w jednym sklepie na półkach po rocznym leżeniu cukier ma 80% cukru w cukrze, a w drugim sklepie ma 90% cukru w cukrze, a sacharyna to ma w ogóle 500% cukru w cukrze. A dzięki mojemu wynalazkowi dojdzie do tego, że w ogóle nie trzeba będzie sadzić buraków na cukier, tyle będzie cukru w cukrze."

Ten cytat doskonale oddaje dylemat, z jakim muszą zmierzyć się nauczyciele akademiccy, których osiągnięcia naukowe mierzone są parametryczną oceną. Władze jednostek akademickich słusznie oczekują od nich, że podając w wykazie udziału w konferencjach międzynarodowych przeprowadzą dowód dotyczący tego, ile międzynarodowości było w międzynarodowej konferencji.

Może bowiem być tak, że w tytule konferencji jest stwierdzenie o jej międzynarodowym charakterze: "Międzynarodowa konferencja...", albo "Międzynarodowe seminarium naukowe...", albo "Międzynarodowy kongres ...", ale w rzeczywistości obcokrajowców - bo o nasycenie nimi programu debat tu chodzi - było tyle, "co kot napłakał".

Jak to jednak sprawdzić? Byłem kilka dni temu na Konferencji Międzynarodowej, a w programie znalazło się kilkanaście osób z zagraniczną afiliacją. W sali obrad ich nie widziałem, w kuluarach z nimi nie rozmawiałem, bo podobno pojechali na zakupy, czy może organizator zorganizował im wycieczkę do stolicy itp. Czy zatem mam prawo napisać w swoim sprawozdaniu, że uczestniczyłem w konferencji międzynarodowej? Ile musi być cukru w cukrze? Ilu obcokrajowców musi być wśród obecnych w czasie obrad obcokrajowców, żebym mógł ze spokojem własnego sumienia odnotować ich międzynarodowy charakter?

Ktoś powołał się na jakiś ministerialny standard, jakoby o międzynarodowości konferencji miał świadczyć udział w niej co najmniej 30 proc. zagranicznych gości. Czy chodzi tu o udział czynny , czy może także lub wyłącznie bierny? A jak tymi zagranicznymi uczestnikami debaty są Polacy, którzy czasowo przebywają poza granicami kraju, to też mam ich liczyć jako zagranicznych gości?

Czy przysłowiowa "ilość cukru w cukrze" musi być zaznaczona w programie międzynarodowej konferencji czy też mam załączyć kopię "Listy obecności" pozyskaną z Biura Konferencji a poświadczoną podpisami osób, że istotnie przyjechały z innych krajów i zarejestrowały się na konferencji? Czy będzie to równoznaczne z tymi, którzy przyjechali, ale odsypiali w hotelu długą podróż, nie chciało im się referować, albo nikt ich nie słuchał, gdyż mówili w niszowym języku obcym?

Jak rozwiązać ten dylemat? Być może bardziej międzynarodowa jest ta konferencja, w której uczestniczy 3 zagranicznych, ale za to wybitnych naukowców, aniżeli ta z udziałem 30, ale będących początkującymi naukowcami czy studentami. Jak to rozstrzygać?

Czy mamy kierować się stosunkiem liczby osób z kraju, które są w programie, przyjechały i zreferowały swój temat do przybyłych obcokrajowców, także odnotowanych w programie konferencji, ale nie zabierających w trakcie jej trwania głosu? Czy dopiero od jednej trzeciej tych proporcji liczy się międzynarodowość, czy może wystarczy jedna czwarta zagranicznych gości?

Rozumiem i w pełni akceptuję troskę władz jednostek akademickich o to, by nauczyciele akademiccy nie "wciskali kitu" do swoich sprawozdań. Tylko jak to udowodnić, że tego "cukru w cukrze" było mniej lub tyle, ile trzeba?

7 komentarzy:

  1. No właśnie. A czy przypadkiem nie jest najważniejsze, co na tej konferencji - międzynarodowej czy powiatowej - po prostu się głosi? To samo dotyczy czasopism czy książek. Czy punkty - tak czy inaczej przydzielane - oddają w jakikolwiek sposób wartośc artykułu? Godzimy się na ten kolonializm i tyle. Nie zasługujemy zatem na więcej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam ostatnio na "konferencja międzynarodowa", która nie miała tłumaczenia do prelegentów z zagranicy... Więc, po parę godzin wytrzymania słuchania polskiego bez zrozumienia ani tematu, a po wygłoszeniu ich wykładzie, sama zaprosiłam na wizytę w mieście. Jeśli jest międzynarodowa, niech daje się możliwość gościom z zagranicy do aktywnego udziału w debacie. Niestety to nie pierwszy raz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety. Większość naszych konferencji to nieustanny ciąg referatów odzwierciedlających to co już dawno napisano. Brak czasu na spory i dyskusje. Żadnych uzasadnień. Każdy pragnie wystąpić i nic więcej. Nie wiem jednak jak to zmienić. Przywyklismy do takiego standardu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tutaj także międzynarodowość wybrzmiewa i ani jednego prelegenta zza granicy http://sp1.ostroleka.pl/konferencja-innowacyjna-szkola-naprzeciw-wyzwaniom-wspolczesnosci/

    OdpowiedzUsuń
  5. Konferencja międzynarodowa to jest taka, w której obrady prowadzi się w języku kongresowym, czyli dziś w 99% w angielskim. Jeśli w obradach biorą udział cudzoziemcy ale obrady są po polsku to jest to konferencja krajowa z udziałem gości zagranicznych. A jeśli jest 100% polskich prelegentów ale mówią po angielsku konferencja jest miedzynarodowa, gdyż wchodzi np. dzięki rejestracji video w światowe a nie lokalne życie naukowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to - wśród "wykładowców" naliczyłam 5?

    OdpowiedzUsuń