czwartek, 17 listopada 2016

Niech rodzice nie dają się wykorzystywać finansowo przez dyrekcje szkół



Nie muszę rozwijać kwestii, która powinna być oczywista, ale nadal nie jest, że szkoły publiczne (dawna nazwa - szkoły państwowe) są dla naszych dzieci bezpłatne, podobnie jak przedszkola publiczne.

Są dyrektorzy szkół, którzy uwielbiają masować własne EGO "pełnieniem" tej funkcji i otrzymywaniem z tego tytułu dodatku funkcyjnego tak są już zdemoralizowani, że nawet nie raczą informować rodziców uczniów o powyższym fakcie. Ten fakt ma podstawę prawną! Jeżeli któryś z dyrektorów zobowiązuje, zmusza, wymusza, szantażuje, wywiera presję na rodziców, by wpłacali na Radę Rodziców, to narusza prawo.

DRODZY RODZICE! SZKOŁA JEST PUBLICZNA, czyli opłacana z WASZYCH PODATKÓW, z których rozliczacie się każdego roku do końca kwietnia. Pobieranie jakichkolwiek opłat od rodziców musi mieć podstawę prawną! Najwyższy czas skończyć z socjalistycznymi przyzwyczajeniami władz szkolnych, że jest biednie, mało, na wszystko brakuje pieniędzy, więc niech rodzice po raz drugi opodatkują się docelowo w szkole, do której uczęszcza ich dziecko.

Niedopuszczalne jest zbieranie przez rodziców w klasach pieniędzy na tzw. "komitet rodzicielski" czyli radę rodziców, a w istocie na cele, których realizacja powinna być finansowana z budżetu samorządu terytorialnego odpowiedzialnego za prowadzenie szkoły. Rolą dyrektora jest zabieganie o te środki w JST (Jednostce Samorządu Terytorialnego), a jeśli trzęsie z tego powodu własnymi portkami, bo uważa, że w ten sposób może narazić się swojemu organowi prowadzącemu, to niech poda się do dymisji. Za co pobiera dodatek do pensji?

Jak któryś z rodziców ma nadmiar środków finansowych i chciałby "zbudować sobie pomnik chwały" z tytułu sponsorowania szkoły publicznej odpowiednimi wpłatami na jej konto, to rzecz jasna może i powinien nawet to uczynić. Każda szkoła publiczna wchłonie dowolne kwoty, mogą być nawet milionowe, a jeśli nie, to chociażby na poziomie pensji (euro-)poselskiej, radnych, członków zarządów banków czy firm będących własnością Skarbu Państwa. Im więcej, tym lepiej.

W ten sposób posażni rodzice mogą pośrednio i częściowo "sprywatyzować" szkołę publiczną do takiego stopnia, by w klasie, do której uczęszcza ich dziecko, było absolutnie wszystko, a nawet więcej, niż w szkołach niemieckich, holenderskich czy amerykańskich. Wiadomo przecież, że jak rodzic płaci, to wymaga, a jak wymaga, to czegoś konkretnego. Niejeden oczekuje, że jego dziecko będzie miało jak najlepsze warunki, a nauczyciele nie będą wobec niego sfrustrowani czy "niesprawiedliwi".

Niektórzy rodzice twierdzą, że jak przez nieuwagę nauczyciel wpisze dziecku takiego sponsora piątkę zamiast należnej jedynki, to przecież i tak nikt tego nie dostrzeże, bo dzienniki są e-lektroniczne ze spersonalizowanym dostępem do danych. Już komentują w wielu szkołach, szczególnie liceach, że niektórzy aktywiści rad rodziców w ten sposób pozyskują przychylność edukatorów dla własnego dziecka. Mam nadzieję, że tak nie jest, ale badań nikt w tym zakresie nie prowadził.

Są dyrektorzy, którzy twierdzą, że jak rodzice nie wpłacą na "komitet", to niech nie oczekują na jakiekolwiek zmiany w szkole. Tacy pseudodyrektorzy kładą nogi na biurko, popijają wniesioną im przez sekretarkę kawusię i czytają gazetę, rzecz jasna on line lub zaprenumerowaną przez "komitet", bo grosza na nią z własnej kiesy nie wydadzą.

Przypominam zatem za obowiązującym w Polsce art. 7 Ustawy o systemie oświaty:

7. Organ prowadzący szkołę lub placówkę odpowiada za jej działalność. Do zadań organu prowadzącego szkołę lub placówkę należy w szczególności:

1) zapewnienie warunków działania szkoły lub placówki, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki;

1a) zapewnienie warunków umożliwiających stosowanie specjalnej organizacji nauki i metod pracy dla dzieci i młodzieży objętych kształceniem specjalnym;

2) wykonywanie remontów obiektów szkolnych oraz zadań inwestycyjnych w tym zakresie;

3) zapewnienie obsługi administracyjnej, w tym prawnej, obsługi finansowej, w tym w zakresie wykonywania czynności, o których mowa w art. 4 ust. 3 pkt 2-6 ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości, i obsługi organizacyjnej szkoły lub placówki;

4) wyposażenie szkoły lub placówki w pomoce dydaktyczne i sprzęt niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, programów wychowawczych, przeprowadzania egzaminów oraz wykonywania innych zadań statutowych;


(...)

Rodzice, żądajcie tego od dyrekcji szkół publicznych, a zanim będą wybory samorządowe, to od swoich radnych i posłów!!! Zacznijcie egzekwować od podmiotów prowadzących szkoły publiczne to, co do nich należy.

24 komentarze:

  1. Tekst prawdziwy i mądry, ale w sposób oczywisty... OCZYWISTY. Każdy o tym wie, Panie Profesorze, i Pan, i ja i rodzice... ale płacą bo mimo obowiązującego prawa nikt tego nie kontroluje.
    Super, że pisze Pan o tym, ale to wciąż w stylu polskich pedagogów - napisać i poczuć satysfakcję, że się "coś" zrobiło. A tak naprawdę... nie zrobiło się nic.
    Czas by wszelkie wnioski dotyczące szkoły przekuwać w czyn, w działanie... bo od gadania zmiany nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze,
      jako dyrektor szkoły, z dużym zażenowaniem przeczytałem Pana wpis. Wydaje mi się, że nie zna Pan do końca realiów szkół (przynajmniej niższego szczebla, niż szkoły wyższe). Po pierwsze, obraża Pan wielu Dyrektorów, zwłaszcza tych, którzy ciężko pracują, a nie uwielbiają masować własne EGO "pełnieniem" tej funkcji. Po drugie, dodatki funkcyjne są tak niebywale niskie, że jak tu można pisać o jego demoralizującej funkcji (chyba, że z powodu niskiej wartości tegoż dodatku). I wreszcie po trzecie, bardzo często Rada Rodziców sama proponuje gromadzenie środków na swoją działalność. Np. w mojej szkole, zostaje to przeznaczone na pomoc materialną dla biednych uczniów, nagrody dla uczniów, sprawy klasowe,pomoce dydaktyczne i remonty (na które nie ma pieniędzy w skromnym budżecie). Gdybym wystąpił z wnioskiem do organu prowadzącego szkołę o pieniążki na takie cele, to umarliby ze śmiechu, a mnie skierowali na badania;-)
      NIE MA zupełnie darmowej edukacji publicznej! A jeśli taka jest, to znaczy, że albo jest to wyjątek, albo dziadostwo! Rodzice płacą za tornistry, przybory, książki, mundurek, basen, dodatkowe zajęcia, wycieczki i zielone szkoły, itp. I chcą płacić, bo mają świadomość, że dobra i atrakcyjna oferta musi kosztować... Bądźmy realistami... Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Panie Dyrektorze nie pisałem o szkole, którą Pan kieruje, bo z anonimu to nie wynika. W odróżnieniu od Pana znam więcej niż jedną szkołę. Warto spojrzeć szerzej na to zjawisko. Tymczasem wielu rodziców jest ordynarnie zmuszanych do wnoszenia danin na tzw.radę rodziców. Jakim prawem??? Nie dociekam , na co są przekazywane kwoty w szkole ? Proszé nie pisać, że jest to w porządku, bo tego typu postwa jest przykładem patologii. Czy jak idzie Pan do lekarza w ramach NFZ też wnosi ekstra opłaty poza obowiązującym prawem? Tak. Dodatki funkcyjne są niskie. Podobnie płace nauczycieli. To jednak nie usprawiedliwia opisywanych tu wymuszeń.

      Usuń
    3. Odpowiedź anonimowego dyrektora potwierdza tylko wszystkie zarzuty zamieszczone w tekście. Póki co w Polsce szkoła jest obowiązkiem ucznia, ale bycie nauczycielem, czy dyrektorem już nie. Skoro w szkole tak mało płacą - to trzeba zmienić zawód na bardziej dochodowy a nie męczyć siebie i innych jako dyrektor za nędzne pieniądze. Panie dyrektorze, niech pan będzie realistą i porzuci tę nędzną według pana pracę zamiast pogłębiać patologię.

      Usuń
    4. Porażające jest, że Dyrektor szkoły twierdzi, że "NIE MA zupełnie darmowej edukacji publicznej!". Warto, żeby jeszcze zrozumiał własne słowa. Zgadza się, nie ma darmowej szkoły, gdyż wszyscy płacimy podatki. Jednym słowem zrzucamy się również na pensje dla nauczycieli, którzy często oczekują od rodziców, by zrobili za nich tego, czego sami z jakiś powodów nie dają rady. Wystarczy sprawdzić ile dzieci korzysta z korepetycji. Nauczyciele nieustannie wygłaszają banialuki w stylu: rodzic nie wychował dziecka, nie przygotował do lekcji, nic nie robi i nic nie rozumie itd. Szanowne grono nauczycielskie - tylko tak dalej. Jak rodzice Was posłuchają to szkoła w takiej formie przestanie być potrzebna i akceptowana.

      Usuń
    5. Kontynuuję myśl, jako anonimowy dyrektor szkoły, który tak okrutnie został zaatakowany w komentarzach.
      Po pierwsze Ustawa o systemie oświaty mówi: "W celu wspierania działalności statutowej szkoły lub placówki, rada rodziców może gromadzić fundusze z dobrowolnych składek rodziców oraz innych źródeł. Zasady wydatkowania funduszy rady rodziców określa regulamin". Zatem, to nie jest tak, że nie ma podstawy prawnej.
      Po drugie, oczywiście obowiązuje dobrowolność.
      Po trzecie, chyba już dawno Pan Profesor nie był u lekarza, by się przekonać, że NIE MA także darmowej służby zdrowia (tzn. teoretycznie jest) - życzę zdrowia!
      I po czwarte, nie będę licytował się na to, który z nas ma większe rozeznanie w funkcjonowaniu szkół. Ja Pana Profesora znam, Pan mnie nie zna. Proponuję przyjąć, że Pan Profesor doskonale zna się na szkołach wyższych, a ja na "niższych";-)

      Usuń
    6. @Anonimowy18 listopada 2016 00:09
      Szkoły niepubliczne, pobierające czesne w wysokości minimum(!) kilkuset zł miesięcznie TEŻ są finansowane z NASZYCH PODATKÓW - otrzymują NA UCZNIA dokładnie TYLE SAMO co szkoły publiczne ... ;-)

      Usuń
  2. Nie jest prawdą, że rodzice wiedzą, że nie muszą płacić. Wręcz odwrotnie - żąda się od nich tych wpłat wykorzystując Rady Rodziców. Rodzice, którzy nie chcą płacić są pod presją rodziców i nauczycieli. Dzieje się tak za wiedzą i przyzwoleniem władz samorządowych. W Krakowie w odpowiedzi na interpelację Radnej Prezydent Miasta odpowiedział, że rodzice mogą zbierać "dobrowolnie" składki na dowolny cel. Mogą też zostać przymuszani do zapisu dzieci jako członków różnych stowarzyszeń. Interpelacja była złożona po interwencji rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  3. W tej, jak i w wielu podobnych sprawach podstawą zmiany nie może być decyzja urzędnika (chociażby najwyższego) tylko świadomość Rodziców i Nauczycieli. A do zmiany świadomości potrzebna jest rozmowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dla wszystkich rodziców jest to takie oczywiste. Najpierw trzeba wiedzieć, potem można zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie Profesorze, może tak z innej "beczki"..., ponieważ Pan Profesor interesuje się prawem szkolnictwa wyższego i ma duże doświadczenie praktyczne, bardzo proszę o wyjaśnienie mi prawidłowości pewnej kwestii związanej z niepłaceniem za godziny zlecone na wyższej uczelni (Uniwersytecie Państwowym) z tego powodu, że liczba studentów w grupie jest niska, np. za 20 godzin fizycznie przepracowanych zapłata na podstawie r-ku przygotowanego przez dziekanat następuje za 14 godzin. Czy to jest zgodne z prawem? Drobna opłata na komitet rodzicielski w szkole naszego dziecka to "pikuś" w porównaniu z takim wyzyskiem, wykorzystywaniem wykładowców na "Uniwersytecie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę komentować takich kwestii, bo tu jest potrzebny prawnik. Może jednak anonimowy zaskarżyć ten wyzysk w Sądzie Pracy, jeżeli wypłata nie była obwarowana odpowiednim zapisem w umowie

      Usuń
  6. Dzisiaj byłam na spotkaniu wychowawczyni z rodzicami u mojego dziecka. Jedna aktywna pani zarządziła zbiórkę po 30 zł na Mikołajki - że to jest minimalna kwota za którą można coś tam kupić - przy czym jeszcze nie wie co to dokładnie ma być. Może puzzle, może kolorowanki, może jajko niespodzianka, no coś tam... Zaproponowałam, że może warto w czasie zajęć w przedszkolu zapytać dzieci, co one chciały by dostać. I jaka była reakcja? - rodzice zaczęli się śmiać - o to co chcą nasze dzieci... Jedna z pań zauważyła, że najważniejsze jest, że będzie Mikołaj, a co przyniesie, to jest drugorzędne. No to jeśli jest to nie ważne, to za 10 zł, tez można bądź co kupić. Niestety moja uwaga została zlekceważona. A jedna z mam zadała mi pytanie - i co będzie pani za tym jeździła? A dlaczego nie - odparłam, nie jest to dla mnie problem. Dalsza część spotkania przebiegała w ten sposób, że pani, która się sama ogłosiła szefowa trójki w przedszkolu porozdzielała, co kto ma robić, a wychowawczyni przyznała rolę zbierania pieniędzy. Po zebraniu podeszłam do wychowawczyni i zapytałam się, kto prowadził to spotkanie - ona, czy ta pani. I co się dowiedziałam? - ależ to rodzice decydują, ja nic do tego nie mam. No to jeśli nic nie ma do tego, to dlaczego zgadza się zbierać pieniądze?
    Wnioski - większość rodziców - 90 procent nie chce nic robić, ani o niczym decydować. Najłatwiej jest dać kasę i "mieć problem z głowy". A nauczyciele, którzy na nich narzekają nie są ani trochę lepsi. I tak sobie obie strony grają - jedni udają, że coś robią, drudzy, dają pieniądze i dają wolną rękę - byle by coś było. Inna sprawa, że jak dają pieniądze, to nie jest tak najgorzej. Zatem wszyscy za pomocą pieniędzy kupują sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo jak można pytać dzieci co chciałyby otrzymać od Mikołaja? Przecież to ma być niespodzianka:)

      Usuń
    2. A listy do Mikołaja, to nikt nie pisał?
      Ta sytuacja przypomniała mi wieczne nagrody książkowe dla najlepszych uczniów. Ani marzenie, ani niespodzianka, ani nagroda. A poza tym, jak rodzice kupują jakieś prezenty, to też starają się dowiedzieć, co to ma być. Co to za niespodzianka, na którą nikt nie czeka? A przekładając na dorosłych, co to byłaby za motywacja dla dorosłych, np. podwyżka o 50 złotych, albo wyjście do Klubu na grę w kulki, jeśli się w kulki grać nie lubi?

      Usuń
  7. Ja w domu zawsze "trenowałam" wypowiadanie swoich potrzeb, przez mówienie rodzicom, co chciałabym dostać na prezent od Św. Mikołaja. Tymczasem, jak wynika z relacji poprzedniczki, rodziców i wychowawców nie interesują potrzeby maluchów, tylko własny czubek nosa...Ale cóż, widocznie to już problem wielopokoleniowy...

    OdpowiedzUsuń
  8. cd. albo wszystko jest dyktowane... np. praca z tekstem na tecie jezykowym...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest ogromna przepaść pomiędzy tym, co powinno być, a co jest. Organ prowadzący da jak będzie miał i jak będzie chciał. Np. nie ma pieniędzy na papier do ksero. Nie było w ubiegłych latach i w tym też nie będzie. W takiej sytuacji wyjścia są trzy- albo nauczyciel kupuje papier, albo klasa robi zrzutkę, albo wszystko jest dyktowane, praca z tekstem na teście językowym też...

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłem wiele lat dyrektorem szkoły. Dodatek 300zł brutto- proszę ocenić, czy to wiele, czy mało.
    Ale do rzeczy.
    Przez 2 lata od organu prowadzącego nie zakupiono ani mililitra środków czystości, o takich wyzwaniach jak papier do ksero (które to ksero drukuje kartki do ćwiczeń czy z podręczników dla uczniów nie posiadających podręczników) czy innych sprawach- można zapomnieć. Jeśli byłbym natarczywy i od niezbyt zamożnej gminy domagał się czegokolwiek- to długo bym nie popracował, nawet nie jako dyrektor, ale jako nauczyciel.
    Z tych niedużych przecież pieniędzy kupuje się i nagrody dla uczniów, dopłaca do wycieczek itd. 130 uczniów razy 20zł- ile to wyniesie??? I tak 50 procent nie wpłaca tej kwoty.
    Osoba nie mająca do czynienia z tą materią- nie ma zielonego pojęcia o sprawie. Pisać okrągłe frazesy można zawsze.
    Pisał ktoś wyżej o darmowej służbie zdrowia:) To dlaczego tylu rodziców niemowlaków szczepi za pieniądze szczepionką przeciwko wielu chorobom, zamiast bolesnymi za darmo? Dlaczego pacjent idący na zabiegi ma mieć np. bandaże? Mógłbym tak wiele opisywać.
    Widzę, że komentujący mają do czynienia ze szkoła, bo sami do niej chodzili, może uczęszczają dzieci.
    Też chciałbym, aby było "normalnie", ale nie mam na to wpływu. Można to zostawić i się nie przejmować, niech "sprząta się" wodą, albo jakoś łagodzić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szanowny Panie Dyrektorze, niech Pan odpuści sobie żale i jeśli dał Pan się wybrać na dyrektora zajmie się pracą, a jeśli zadania Pana przerosły po prostu proszę zrobić jak mój serdeczny kolega - został uproszony by został dyrektorem. Ale przez lata pierwszej kadencji, gdy zobaczył jak trzeba kłaniać się o wszystko w organie prowadzącym, po zakończeniu kadencji mimo próśb wójta, odszedł. Dziś siedzi sobie kilka godzin dziennie w świetlicy i ma 300 zł mniej ale morze świętego spokoju.
    I Panu też radzę pomyśleć nad tym. A jeśli chce Pan być Panem Dyrektorem proszę nie narzekać tylko zabrać się do roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno takich bzdur nie czytałem. Poprawne jak diabli, ale oderwane od życia.

      Usuń
  12. Pan Profesor ma rację. Rady rodziców "łatają wszelkie dziury budżetowe". Organ prowadzący powinien zapewnić podstawowe fundusze na działalność placówek oświatowych. Ale po co ma to robić skoro szkoła sobie poradzi? W ostatnim czasie odpłatność w szkołach przez rodziców przekracza wszelkie normy, szczególnie jeśli chodzi o odpłatność za zajęcia, które wpisane są do ramowych planów nauczania. Samorządy są niedofinansowane, to też prawda. Ale również w samorządach wiele pieniędzy przeznaczanych jest na dość dziwne projekty (ujmę to delikatnie)Kiedyś zapytałam Prezydenta pewnego miasta ilu dyrektorów skorzystało z przywileju starania się o dodatkową godzinę np. z matematyki czy języka obcego. Odpowiedź brzmiała: Na ok. 300 dyrektorów wnioski złożyło 9 dyrektorów!. Dlatego bardzo dobrze, że Pan Profesor podjął ten temat i nie tylko dla pozorów - jak sadzę, by jak pisze mój przedmówca poczuć satysfakcję, że coś się zrobiło. W obliczu zmian w edukacji warto podjąć ten wątek.

    OdpowiedzUsuń
  13. >Rolą dyrektora jest zabieganie o te środki w JST (Jednostce Samorządu Terytorialnego), a jeśli trzęsie z tego powodu własnymi portkami, bo uważa, że w ten sposób może narazić się swojemu organowi prowadzącemu, to niech poda się do dymisji. Za co pobiera dodatek do pensji? <
    Panie Profesorze! Co to znaczy zabieganie - sądzi Pan, że jak dyrektor walnie pięścią w stół czy wygłosi płomienne przemówienie, to środki się znajdą??? I czy sądzi Pan, że JST bardzo się zmartwi odejściem takiego dyrektora? Oczywiście można głosić takie głupstwa, że dyrektor może odejść - owszem może. I co dalej - wybiorą lepszego w ustawionym (w Polsce standard!) konkursie? Rodzice nie płacą na dyrektora czy nauczycieli - oni płacą na lepszą edukację SWOICH dzieci!!! A Pańska teoria to tylko ideologia stworzona przez szkolnictwo płatne w celu zaszkodzenia publicznej konkurencji - oni pobierają KILKASET zł miesięcznie czesnego i jeszcze z naszych podatków dokładnie TYLE SAMO na ucznia(!) co szkoły publiczne, a jednocześnie udają(!) i próbują kreować powszechniejsze oburzenie składką miesięczna na Komitet Rodzicielski na poziomie 20 zł miesięcznie. Rozumiałbym szkoły płatne, gdyby z budżetu ANI ZŁOTÓWKI nie brały, ale tak nie jest!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowny Panie Profesorze, jako członek rady szkoły w jednej ze szkół powiem tak: legalnie i teoretycznie ma Pan rację. W praktyce - przepisy, które Pan zacytował są tak napisane, że do realizacji zgodnie z prawem "bezpłatności" edukacji wystarczy zapewnienie w klasie kredy i tablicy do pisania, aby placówka została wyposażona w pomoce dydaktyczne i sprzęt "niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, programów wychowawczych, przeprowadzania egzaminów oraz wykonywania innych zadań statutowych;". No i jeszcze ławki i krzesła muszą być. Najlepiej rzędami i przykręcone do podłogi, żeby nie można było ich ustawić w innej konfiguracji. "Za wszystko inne zapłacić kartą..."

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.