poniedziałek, 28 listopada 2016

Koncertowa degradacja szkolnictwa muzycznego

Każda reforma ustroju szkolnego niesie z sobą niepowetowane straty. Co gorsza, ich ofiarami są najczęściej nie nauczyciele, a już na pewno nie ministrowie edukacji, bo byli tacy, co w nagrodę za dymisję zostawali ambasadorami III RP czy europosłami, tylko DZIECI, uczniowie. Mamy do czynienia z tą patologią od 1993 r. , od kiedy to ambicje zwycięskich w wyborach partii politycznych i nie zawsze kompetentnych ministrów edukacji rozmijają się z Konstytucją III RP i Ustawą o systemie oświaty.

Nie mam wątpliwości, że Ministerstwo Edukacji Narodowej - chociaż ma zacne zamiary - jest w ślepej uliczce, bowiem nabrało przekonania, mocą swoich zwierzchników partyjnych, że w Polsce każdy może czynić ze szkolnictwem i w szkolnictwie co chce, bo przecież obowiązuje dyscyplina partyjna, a nie mądrość pedagogiczna, społeczna odpowiedzialność za losy młodych pokoleń. Te zresztą za jakiś czas odpłacą pięknym za nadobne, bo nie ma takiej możliwości, by ofiary zmian nie upomniały się o swoją godność.

Kolejna ekipa władzy uważa, że może zlekceważyć nie tylko dzieci (te przecież "głosu nie mają", a co "wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie"), ale i ich rodziców. Można przerzucać się pseudosondażami, kto ma większe poparcie, czy elektorat PIS-u mający największą akceptację wśród Polaków, których dzieci - jeśli je posiadali - dawno ukończyły szkoły średnie, czy może wśród przypisywanej do opozycji części elektoratu wspomagającej właśnie edukację swoich dzieci.

Czy WSZYSTKIE DZIECI SĄ NASZE? Nie ma lepszych czy gorszych, pisowskich czy platformerskich, nowoczesnych czy peeselowskich... Im większy zatem jest poziom lekceważenia i arogancji władzy wobec zróżnicowanej części społeczeństwa posiadającej dzieci w wieku obowiązku szkolnego, tym można spodziewać się nasilania się radykalnych form protestu, gdyż nikt z myślących, kochających i odpowiedzialnych rodziców nie zgodzi się na manipulacje polityczne kosztem ich pociech.

To, co czyni w tej chwili MEN, doprowadzi do kolejnego kryzysu politycznego i przewrotu, który musi prędzej czy później nastąpić, gdyż od 27 lat Polacy cieszą się wolnością, w różnym zakresie korzystając z jej częściowo dramatycznych, a częściowo pozytywnych jej fundamentów. Trzeba nie znać naszego narodu, by - słusznie eksponując degradowane w ostatnich latach wartości patriotyzmu, godności, prawdy historycznej - wprowadzać reformę ustrojową, która z innej zupełnie strony zniszczy nawet najbardziej cenne swoje przesłanki.

W żadnym państwie demokratycznym nie skutkują pozytywnie reformy szkolne określane przez prof. Zbigniewa Kwiecińskiego mianem "epidemii sterowanej". W społeczeństwie doświadczonym totalitarną przeszłością, autorytaryzmem i bolszewicką indoktrynacją nie powiedzie się zmiana systemowa z udziałem edukacji podporządkowanej hierarchicznej, centralistycznej władzy.

Przypomnę zatem znakomity cytat z jednej z publikacji wybitnego uczonego prof. Aleksandra Nalaskowskiego:

Uczęszczałem do liceum, którym zawiadywał członek ważnego partyjnego gremium, zdeklarowany ateista i piewca przyjaźni polsko-radzieckiej. Ściany tej szkoły były wypełnione hasłami pro partyjnymi („Partia z nadzieją patrzy na polską młodzież”), oblepione portretami brodatych wieszczów historycznej konieczności, zbiorowej świadomości i uszczęśliwiającej ułudy. Czwórkę z historii otrzymałem po bezbłędnym wyrecytowaniu życiorysu tow. Edwarda Gierka. Rusycyści w tej szkole traktowani byli jak kontrolerzy z ramienia suwerena. Skutek owego molestowania erotycznego (chodziło wreszcie o to, abym coś pokochał) był – jak prosto można się domyślać – obiektywnie odwrotny. Nie stałem się fanem lewicy, nie uwierzyłem partii, Marksa odróżniałem od Lenina, a Gomółkę od Gocłowskiego, a obu od Grotowskiego.

Czy mam w tym miejscu przypominać wspomnienia szkolne Jarosława Kaczyńskiego, Kazimierza Marcinkowskiego, Romana Giertycha czy Donalda Tuska? A może Dody lub prezydentów III RP? Czy rzeczywiście nie możemy wyjść z syndromu homo sovieticus i musimy postępować w myśl zasady: "zapomniał wół jak cielęciem był"?

Przejdę zatem do kolejnego PROTESTU RODZICÓW UCZNIÓW SZKÓŁ MUZYCZNYCH. W moim przekonaniu nie jest trafnie adresowany do ministra kultury prof. Piotra Glińskiego, gdyż ten nie jest twórcą tej quasireformy ustroju szkolnego, tylko musi podporządkować szkolnictwo artystyczne temu, co wprowadza MEN. Chyba, że tupnie nogą, walnie pięścią w stół i powie, że w szkolnictwie artystycznym będzie zupełnie inny, czyli obecny system kształcenia.

Oto treść ich Listu:

Przez cały czas zarówno rodzice jak i (przynajmniej według uzyskanych przez nas informacji) nauczyciele byli utrzymywani w przekonaniu, że planowana reforma szkolnictwa obejmie bez wyjątku wszystkie szkoły podstawowe, również naszą – Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną I stopnia w Krakowie.. Niestety dzisiaj dowiedzieliśmy się, że edukacja naszych dzieci zostanie przerwana na poziomie szóstej klasy. Z dalszych informacji wynikało, że dyrekcja tę informację uzyskała 9 listopada.

Nadal nie wiemy, jaki los czeka nasze dzieci na pierwszym etapie kształcenia. Ponieważ reforma przewiduje dla szkół artystycznych model 6+6, dzieci, które nie zdecydują się kontynuować edukacji muzycznej będą musiały na ostatnie dwa lata szkoły podstawowej (tj 7 i 8 klasę) przenieść się do szkoły rejonowej nie mając szans dokończyć edukacji w dotychczasowej placówce, co jest sprzeczne z założeniami planowanej reformy edukacji.

Takie rozwiązanie w ogóle nie bierze pod uwagę dobra dzieci, ani też nie zapewnia im prawidłowej edukacji na odpowiednim poziomie, gwarantującej im konkurencyjność na późniejszym etapie życia. Brak kontynuacji, wyrwanie z dotychczasowych środowisk, konieczność wejścia w nowe otoczenie, środowisko obcych – zżytych ze sobą osób, stawia te dzieci w bardzo złym położeniu. Jest to jeszcze gorsze niż obecny system gimnazjalny. Pokreślić trzeba ponadto, że asymilacja będzie z konieczności skrócona, bo po następnych 2 latach w nowej szkole będą musiały ponownie stawić czoła tym samym zagrożeniom i wyzwaniom.

Rozmowy prowadzone przez rodziców m.in. z p. Lidią Skrzyniarz (MKiDN, uprzednio wizytator CEA, która przygotowała założenia reformy) nie odniosły żadnego skutku. Żadne racjonalne argumenty wskazujące na dobro dzieci nie wywierały wpływu na prezentowane stanowisko. Nie przedstawiała przy tym żadnych konkretów, a jedyną odpowiedzią było “nie, bo nie”. Dowiedzieliśmy się także, że to szczególna szkoła – dla geniuszy, zaś uczniowie, którzy nie chcą kontynuować nauki muzyki, to naturalne straty i dobrze, że odpadną. A szkoły rejonowe będą musiały ich przyjąć.

Proponowane rozwiązanie stanowi problem wszystkich typów szkół artystycznych, więc problem nie dotyczy tylko trzech oddziałów naszej szkoły. To ich przyszłość jest zagrożona, ze względu na znaczne opóźnienie informacji o kształcie reformy, uniemożliwiające im rzetelne przygotowanie się do egzaminu końcowego, do egzaminu wstępnego do szkoły wyższego stopnia, jak również ze względu na konieczność podejmowania decyzji pod presją, w stanie ogromnej niepewności co do przyszłego kształtu edukacji.

Dodamy, że nadal nie są znane założenia reformy poza wskazaniem, że zarówno szkoła I jak i II stopnia mają trwać po 6 lat. Czy szkoła II stopnia wystawi po 2 latach świadectwo ukończenia szkoły podstawowej, czy zorganizuje dla uczniów, którzy nie chcą dalej kontynuować nauki w szkole muzycznej egzaminy do liceum ogólnokształcącego?

Proponuje się nam, rodzicom, umieszczenie dzieci w ogólnokształcących szkołach muzycznych II stopnia lub przeniesienie ich do szkół podstawowych rejonowych. O skutkach umieszczenia dziecka w innej szkole, w zintegrowanej grupie już wspominaliśmy powyżej. Z drugiej strony dalsza wymuszona edukacja w placówce muzycznej tych dzieci, które nie wykazują predyspozycji i chęci kształcenia się w zawodzie muzyka jest stratą czasu i funduszy przeznaczonych na edukację muzyczną.

Podstawowym kryterium, decydującym o podjętej decyzji powinno być dobro dzieci. A celem: zapewnienie im dobrej edukacji, według równych szans, w warunkach gwarantujących im także równomierny rozwój emocjonalny, bez narażania na niepotrzebne stresy, na które nie są narażani ich rówieśnicy z pozostałych szkół podstawowych. Zmiana środowiska po ukończeniu 6.klasy szkoły podstawowej była jedną z głównych przyczyn negatywnej oceny dotychczasowego systemu edukacji.

Rodzice (wyborcy) zapewniani byli przez cały czas wyborów, że planowana reforma edukacyjna doprowadzi do likwidacji gimnazjów, których działanie oceniane było powszechnie negatywnie. Reforma została przygotowana, niestety nikt nie uprzedził, że inne jej zasady zostaną wprowadzone w odniesieniu do szkół artystycznych. I jak już wspomniano – do tej pory nikt nie poinformował uczniów i rodziców tych szkół jak reforma wpłynie na ich sytuację.

O dziwo, o kształcie reformy szkolnictwa podstawowego, co było sztandarowym projektem Rządu, mówi się publicznie powszechnie. Przeprowadzone zostały konsultacje społeczne i dyskutowano powszechnie założenia i kształt planowanych zmian. Tymczasem reforma szkolnictwa artystycznego zaplanowana została bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, bez mała w utajnieniu, nie informując nawet nauczycieli, jaka ma być przyszła forma szkolnictwa.

Zmiana nauczania w szkołach muzycznych na tryb 6 + 6 była już w latach 90 przeprowadzana, jednak wówczas zapewniono uczniom możliwość podjęcia decyzji, czy wolą dokończyć edukację w szkole 8-klasowej i zdawać egzamin do 3 klasy szkoły II stopnia, czy też (dla zdecydowanych na kontynuację szkolenia muzycznego) od razu po 6 klasie zdawać do szkoły II stopnia. Rezygnujący z kształcenia muzycznego w dotychczasowej formie mogli natomiast po 8 klasie zdawać do szkół średnich o innych profilach niż muzyczne. Zapewnienie takiego alternatywnego rozwiązania znajduje ze wszech miar uzasadnienie w zakresie pogłębiania zaufania obywateli do organów państwa.

W proponowanym obecnie kształcie reforma karze uzdolnione dzieci za to, że podjęły trud poznania tej niezwykle ważnej dziedziny sztuki, rozszerzając ich horyzonty, kreując młode umysły w sposób, który niewątpliwie przyniesie korzyści całemu społeczeństwu w przyszłości. Nie wszyscy uczniowie podejmujący naukę w szkole muzycznej I stopnia muszą zostać muzykami.

W interesie Państwa leży jak najlepsze wykształcenie młodych ludzi, także w zakresie uwrażliwienia na wartości przekazywane przez muzykę. Trudno zresztą wymagać od 6- czy tez 7-latka by już na tym etapie decydował o swojej przyszłości. Ponadto realia rynku pracy uniemożliwiają wszystkim absolwentom zdobycie dobrej – godziwie wynagradzanej pracy muzyka. Czy to znaczy, że należy zrezygnować z muzycznego kształcenia dzieci?

W trakcie rozmów w MKiDN usłyszeliśmy argument, że uzasadnieniem dla wprowadzenia, a właściwie pozostawienia, modelu 6+6 jest konieczność zapewnienia uczniom stopnia II możliwie długiej kontynuacji szkolenia u prowadzącego nauczyciela instrumentu. Wydłużenie edukacji muzycznej II stopnia bierze pod uwagę dobro tylko najzdolniejszych uczniów, ciągle marginalizując bezpieczeństwo emocjonalne pozostałych dzieci i kontynuację kształcenia w szkole podstawowej.

W ocenie większości rodziców i nauczycieli argument ten jest całkowicie chybiony. Wprawdzie i rodzice i nauczyciele widzą pożytek z kontynuacji kształcenia muzycznego , jednak jest to szczególnie istotne właśnie na początkowym etapie tej edukacji. W późniejszym okresie – na etapie nauki w szkole II stopnia uczniowie posiadają już umiejętności na takim poziomie, że wymagają wprost dywersyfikacji kształcenia.

Dlatego ci, którzy myślą o karierze muzyka i chcą osiągać sukcesy korzystają powszechnie z różnorakich kursów mistrzowskich, prowadzonych przez różnych profesorów, szukając wsparcia np. na Akademii Muzycznej. Tylko takie działanie umożliwia im poznanie szerokiego spektrum technik warsztatowych, tak niezbędnego zawodowym muzykom.

Podkreślenia wymaga fakt, że tylko prawidłowo prowadzona edukacja na etapie szkoły podstawowej umożliwi wychowanie dla szkół wyższego stopnia kandydatów zapewniających tym drugim osiąganie sukcesów – indywidualnych i zbiorowych. Natomiast uczniowie, którzy nie chcą kontynuować edukacji muzycznej powinni mieć takie same szanse jak absolwenci rejonowych szkół podstawowych.

Wszakże wszystkie dzieci są równe. Nauczyciele i pedagodzy, będący autorami tej kontrowersyjnej reformy, powinni mieć świadomość, że nie mają prawa przeprowadzać eksperymentów na żywym organizmie, jakim są uczniowie szkół podstawowych, których negatywne skutki mogą okazać się nieodwracalne dla następnych roczników.



Dla przypomnienia odsyłam do Listu Wicepremiera, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
prof. Piotra Glińskiego do społeczności szkół artystycznych.

4 komentarze:

  1. Brawo Panie Profesorze, dotknął Pan żywej rany mocno sproblematyzowanej edukacji muzycznej w Polsce, i to zarówno tej w wymiarze szkolnictwa powszechnego, jak i artystycznego. Każda reforma uderza w pewien porządek, formalny klucz postrzegania rozwoju, mierzonego (mniej lub bardziej celnie) zdefiniowanymi efektami kształcenia ucznia, jednak w obszarze edukacji muzycznej dzieje się to co najmniej podwójnie. Dwa, a właściwie trzy równolegle tory możliwości doświadczania sztuki muzycznej (obligatoryjny przedmiot "Muzyka" w szkole podstawowej i 1 rok tegoż przedmiotu w dotychczasowym gimnazjum, pion tzw. popołudniowej szkoły muzycznej I i II st., w podstawowym wariancie czasowym 6+6 oraz ogólnokształcące zespoły szkół muzycznych, łączące rozbudowane przedmioty muzyczne z pakietem pozostałych przedmiotów kształcenia) same w sobie generują złożoność sytuacji, a cóż dopiero ich ewentualne udrożnienie w kierunku elastycznej zmiany/ kontynuacji dopasowanej do konkretnego przypadku. Taka sytuacja wymaga szczególnej subtelności, rozwagi, konsultacji wszystkich zaangażowanych i zainteresowanych jej następstwem środowisk. Inaczej stracą na tym przede wszystkim dzieci - najbardziej niewinne, choć niosące największy trud i wysiłek własnego rozwoju i decyzji innych „lepiej wiedzących”. Nikt, kto nie zaznał piękna obcowania ze sztuką, mozolnej, pełnej wyrzeczeń choć satysfakcjonującej drogi wzrastania "do" i "w" wartościach kultury estetycznej, muzycznej ekspresji artystycznej czy też doświadczania wspólnoty wykonawczej - nie ma o tym pojęcia, a tym bardziej nie może arbitralnie wydawać opinii i decydować o losach wielu osób. Nie rozumiem pychy i zuchwałości tych, którzy mienią się sprawnymi znawcami wskazanego obszaru aktywności... Nie zgadzam się również na traktowanie Ludzi w rażący sposób: instrumentalny i dyskryminujący, dzieląc ich na prawdziwie zdolnych i w związku z tym rokujących na tzw. przyszłość oraz tych mniej zdolnych, siłą rzeczy potraktowanych jako odpady naturalnej selekcji edukacyjnej. Owszem, nie wszyscy mogą uprawiać sztukę muzyczną na odpowiednio wysokim poziomie, ale każdy ma prawo uczestniczyć w życiu artystycznym, kształtować kulturę, doskonalić własną wrażliwość humanistyczną (nie tylko w wąskim muzycznym jej rozumieniu). Jako długoletni nauczyciel, a wcześniej przecież uczennica i studentka wszystkich poziomów formalnej edukacji muzycznej obserwowałam sytuacje, które absolutnie przeczą stereotypowym podziałom i rozwiązaniom. Natura ludzkich zdolności, ich powiązań z motywacją, oparciem w klimacie społecznego wsparcia, zaufania do człowieka i porozumienia - jest o wiele bardziej delikatna i złożona, niż się wydaje wielu decydentom. Fakt, że osobom którym obce jest podzielanie perspektywy doświadczania ekspresji muzycznej przez uczniów (wspaniałych młodych ludzi), ich nauczycieli (świetnych artystów, metodyków, pedagogów, animatorów kultury muzycznej), a także rodziców - trudno wytłumaczyć, na czym polega specyfika kształcenia muzycznego w wymiarze jakościowym, głęboko osadzonym w rozmaitych czynnikach psychicznych i zewnętrznych. Jednak tym bardziej brak tej wiedzy i takiego doświadczenia powinien nakłaniać do dyskusji, rozważenia wszystkich "za" i "przeciw". Mówiąc językiem kultury ekonomii - każda chwila i złotówka poświęcona na wnikliwe rozeznanie sytuacji, pewnego typu wolność z zaufaniem powierzoną "w ręce" najbardziej zorientowanych w tej dziedzinie osób - przyniesie nieporównywalne, niezastąpione wartości/ korzyści kulturze Narodu, w wymiarze osobowym i zbiorowym. Przyłączam się do jakże trafnej oceny sytuacji i apelu Pana Profesora: rządzący - nie wylewajcie dziecka z kąpielą, wszystko co mądre wymaga czasu, zdolności słuchania, a nie jedynie słyszenia, a zatem przyzwoitości i rozumienia tych, którzy swoją wiedzą, doświadczeniem i stycznością z omawianymi zjawiskami zawsze stoją po stronie uczących się! A. T. Buszmak

    OdpowiedzUsuń
  2. List Wicepremiera, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego,prof. Piotra Glińskiego do społeczności szkół artystycznych już nie istnieje pod podanym linkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoły Muzyczne (I stopnia czyli podstawowe)) były i przed "reformą" Handkego i z wielkimi sukcesami działały - o co więc ten wrzask??? Podobnie szkoły sportowe i inne szkoły dla uzdolnionych WYBITNIE ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam to wszystko i nieco się dziwię - czy dzieci WYBITNIE UZDOLNIONE intelektualnie (np. matematycznie) są GORSZE od tych uzdolnionych muzycznie. Bo one na taką troskę (specjalne szkoły o SPECJALNYM cyklu nauczania!) aż do poziomu liceum liczyć nie mogą, a wtedy już jest za późno (podobnie jak w sporcie czy muzyce!) na rozwój tych WYBITNYCH uzdolnień. A tu uzdolnieni muzycznie to mają i jeszcze wybrzydzają :-(

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.