niedziela, 23 października 2016

WSTYD - w odpowiedzi profesorowi Tadeuszowi Pilchowi


(źródło fot. Archiwum domowe Aleksandra Nalaskowskiego)

Otrzymałem replikę na List Stowarzyszenia Pedagogów Społecznie Zaangażowanych, który wywołał dyskusję, co jest widoczne w komentarzach pod jego treścią. Nie sposób jednak dzielić jednolitą wypowiedź prof. dr. hab. Aleksandra NALASKOWSKIEGO na fragmenty. Administrator wprowadził ograniczenia dla zamieszczania komentarzy pod wpisami, stąd zaproponowałem opublikowanie w całości jego opinii.

Sprawa nie jest banalna, gdyż prof. T. Pilch poruszył tak różne kwestie, niejako mozaikowo prezentując je w swoim stanowisku, że budzą one z różnych stron i osób krytyczną reakcję. To pokazuje, że powinniśmy rozmawiać o EDUKACJI, POLITYCE OŚWIATOWEJ, O ROLI NAUK PEDAGOGICZNYCH I TWÓRCZOŚCI ICH PRZEDSTAWICIELI ze względu na kolejne projekty zmian w szkolnictwie ogólnodostępnym.

WSTYD - w odpowiedzi profesorowi Tadeuszowi Pilchowi

List prof. Tadeusza Pilcha i innych pedagogów społecznych zasmucił mnie, ale i wprawił w zdumienie. Kilka razy bowiem sprawdzałem czy to ten sam Tadeusz (od lat mówimy sobie po imieniu) czy może jakiś inny, czy to możliwe, aby ta osoba, którą wszak znam, napisała taki tekst?

List jest niezwykle „subiektywny” (cudzysłów ma wzmacniać to odczucie), a niekiedy swym subiektywizmem wpycha czytelnika w nieprawdę i hipokryzję.

Tak jak kiedyś pisma i przemowy zaczynało się od „Laudetur Iesus Christus” tak teraz zaczyna się je od rytualnego naplucia na Kaczyńskiego. To nowa, świecka tradycja. Nie inaczej jest w przypadku listu prof. T. Pilcha i dowodzonych przezeń pedagogów społecznych. Jakże inaczej mógł zrobić prominentny swego czasu działacz ZSL (taka listek figowy dla PZPR), a potem PSL?

Autor zarzuca pedagogom akademickim tchórzliwe milczenie, a dokładniej świadome przybranie takiej właśnie pozy: „Ukoronowaniem tej niepojętej filozofii milczenia środowiska pedagogicznego była całkowita obojętność wobec dramatycznie nieodpowiedzialnej decyzji rządu Jarosława Kaczyńskiego cofnięcia wieku obowiązku szkolnego dla 6 – latków.”

To oczywista nieprawda! Nieprawda krzywdząca i kłamliwa. W środowisku akademickim trwała dyskusja, niekiedy żarliwa, powstawały rozprawy naukowe, ścierały się poglądy. To prawda, że nie wszyscy byli za debiutem szkolnym w wieku 7 lat, lecz to nie oznacza, że była jakaś kompletnie przez T. Pilcha wydumana „filozofia milczenia”. Ludzie dyskutowali, niekiedy z ogromną żarliwością, po wielokroć uczestniczyłem w takich dysputach z uczonymi, nauczycielami, rodzicami i dlatego mam wrażenie, że swoich obserwacji prof. T. Pilch dokonywał na Marsie.

A jeśli do tych dyskusji dołożymy autorskie przedsięwzięcia eksperymentalne i praktyczne, to wymyślonej „filozofii milczenia” nijak nie da się obronić. Szkoły, a właściwie placówki działające wedle koncepcji Śliwerskich, zmagania Marka Budajczaka, ćwierć wieku (!) działania toruńskiej Szkoły-Laboratorium (której dyrektor niemal z rozpędu powołał Wydział Nauk Pedagogicznych na UMK zostając jego dziekanem) – i to jest ta niepojęta filozofia milczenia czy może niepojęty brak wiedzy Autora listu?

Może trzeba więcej czytać, trochę pojeździć, porozmawiać z ludźmi odchodząc od ministerialnych nawyków? Aby pisać trzeba wiedzieć.

Inny smaczek z listu T. Pilcha: „Przypomnieć należy równie unikalny w skali europejskiej, a w swej wymowie cyniczny "program przystosowawczy", wprowadzony pod naciskiem ministerstwa finansów, rozporządzeniami ministrów edukacji: Roberta Głębockiego w r. 1991” Otóż otrzymaliśmy miliard dolarów na restrukturyzację szkolnictwa. W jednej z komisji mającej podzielić te fundusze zasiadał prof. Tadeusz Pilch. Pytam więc gdzie te pieniądze? Gdzie te zmiany?

Dwukrotny wiceminister edukacji, już w środku swojego wywodu raczy nas takim oto spostrzeżeniem: „Milczenie elit intelektualnych „w czasach słusznie minionych” było i pożądane i konieczne i obwarowane skomplikowanymi manipulacjami. Jak nie wystarczała łagodna perswazja, uruchomiano twardsze argumenty typu: pisarze do pióra, studenci do nauki, uczeni do książek …. , lub jeszcze twardsze, opresyjne metody”.– Zwracam uwagę napisał to człowiek władzy, obwożony służbowymi autami, otoczony sekretarkami, wysoki działacz partyjny, wiceminister.

Tak więc dowiadujemy się, że milczenie w słusznie minionych latach było u T. Pilcha „pożądane i konieczne”. Zgrabniejszego uzasadnienia kunktatorstwa trudno by szukać. Autor na koniec raczy nas zgrabną łacińską sentencją: Omne malum ex potestas - wszelkie zło pochodzi od władzy. Pisze zatem o sobie! Wydaje mi się, że słuszniejsze byłoby posypanie głowy popiołem niż odwoływanie się w taki sposób do łacińskich mądrości (nota bene opacznie).

Już na sam koniec fragment listu, którego sygnatariusze winni się po prostu wstydzić. Oto on: „Dlatego nie możemy zrozumieć milczenia naszego Kościoła wobec tak jawnego gwałtu na zasadach sprawiedliwości społecznej, na idei służby społecznej polityki i państwa wobec narodu, na zasadach solidarności i zgody wspólnoty narodowej – jaki dzisiaj dokonuje się w naszym kraju! Z niechęcią patrzymy na różne formy sojuszu i porozumień między władzą polityczną a kościołem, które nie są zawierane w trosce o powszechne dobro, lecz raczej w trosce o wzajemne korzyści polityczne, prawne, materialne.

Przeczytałem i oczy wyszły mi z orbit. Wszak to koalicja PO-PSL, a wcześniej w tercecie z SLD domagała się odsunięcia Kościoła od wpływu na życie społeczne („nie będziemy klękać przed księdzem” –Tusk), zamknięcia biskupów w kruchcie, sprowadzenia religii do roli prywatnego rytuału. Cały ten akapit jest po prostu insynuacją, obrzydliwą insynuacją wystawiającą świadectwo autorom tego zapisu. Cytat jakby żywcem wyjęty z „Wyborczej”.

Zastanawiam się jaki był cel tego manifestu? Jego wartość naukowa jest znikoma, stanowi bowiem agitkę propagandową, wartość sprawcza jest również żadna – kto uwierzy niedawnemu aparatczykowi? Do głowy przychodzi mi jedno: dorwać się do mikrofonu. Z byle czym, jakkolwiek, aby zaistnieć. Za wszelką cenę nie dać o sobie zapomnieć, bo starość bywa różna. Czasami owocuje przemyślaną, przefiltrowaną przez życie mądrością, a czasami nie. Tu chyba jednak nie. - prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski


36 komentarzy:

  1. Dziękuję Profesorowi Nalaskowskiemu. Czysta prawda...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda". Józef Tischner (z książki Historia filozofii po góralsku). Bez wątpienia pedagogika od zawsze miała związek z polityką, ale czy jest to miejsce na walki partyjne?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie w wszystkimi tezami list profesora Nalaskowskiego zgadzam się, ale podpisuję się pod nim. Taka jest prawda, ale czy czysta ? Co to jest czysta prawda w nauce i życiu zwyczajnym ? "I co dalej ? Na jakie pytania chcesz odpowiedzieć, jaki problem rozwiązać ?".
    Z przykrością muszę powiedzieć: szanowni uczeni, róbcie taka dalej, kłóćcie się o prawdę jak było, a w tym czasie, lobby partyjne będzie dalej zawłaszczać coraz większe obszary życia społecznego. Zajmując się sporami "kto jest winien, kto mówi prawdę ?" ułatwiacie życie funkcjonariuszom politycznym i urzędniczym.
    Widać jak bardzo rozmijamy się: dla jednych najważniejsza jest prawda jak było i jak jest - o to będą kruszyć kopie, inni uważają za najistotniejsze spierać się o to dokąd zmierzamy, jakie społeczeństwo i państwo chcemy tworzyć. To tak jak w szkole: jedni skupiają się na analizie wyników i ocenianiu (niestety jest to większość), a inni postulują aby skoncentrować uwagę na analizowaniu procesu edukacji i rozwijaniu kultury wspierania człowieka.
    Idąc z głową odwróconą do tyłu, jesteśmy skazani na ciągłe potknięcia i upadki.
    "ZASADA RÓŻNORODNOŚCI
    Różnorodność może być źródłem zniszczeń i porażek lub rozwoju i sukcesów. Wybór należy do nas.
    Różnorodność jest zjawiskiem naturalnym w każdym obszarze życia. Akceptujemy różnorodność poglądów, postaw, zachowań i działań. Akceptacja nie musi oznaczać aprobaty.
    Odwołując się do tej zasady, staramy się poszukiwać i prezentować różnorodne opinie na każdy temat. Jesteśmy gotowi do przedstawiania wątpliwości w każdej sprawie. Każde zagadnienie staramy się naświetlić co najmniej z dwóch stron. Ciągle szukamy drugiego dna.
    Traktujemy pełną zgodność i jednolitość poglądów z najwyższą ostrożnością i nieufnością."
    Czy my potrafimy wykorzystywać naszą różnorodność do tworzenia, czy do rujnowania ? - to zależy od każdego z nas. Wybierajmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesorowie kłócą się o kasę i stołki, nie o prawdę niestety. Jedni, jak prof.Nalaskowski, stawiają w tym na PiS, inni, jak prof.Pilch czy p. Dziemianowicz - na PO&PSL. Oczywiście, jako ludzie uczeni i doświadczeni, ubierają ten przyziemny spór w strój, ale tylko strój, sporu o wartości. I tyle ... ;-)

      Usuń
  4. Szanowni Profesorowie,
    o ile to możliwe, "jeśli to od Was zależy", nie jątrzcie, "zachowujcie pokój między ludźmi" to nawoływanie Św. Pawła ma głęboki sens dziś

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh niestety po raz kolejny smutno się robi, jak czytam to wszystko...
    W zamyślę, jak sądzę (może naiwnie?) list prof. Pilcha o wielkim potencjale miał solidaryzować i jednoczyć (niestety trudno osiągnąć ten cel wówczas gdy treści są mocno nacechowane ideologicznie), w efekcie podzielił i rozjuszył wiele środowisk (tj. tych INNYCH rodaków a możę właśnie tych SWOJAKÓW?). Niestety podzieleni, zamiast zachować stosowny dystans (jak to uczynił z relacji wynika np. Gospodarz), - dzielić także zaczeli. W efekcie doszło do personalnych przepychanek i oskarżeń - czy można to jeszcze nazwać konstruktywnym dialogiem? Kategoryczne stwierdzenia np. kto bedzie słuchał starego aparatczyka? itp. chyba temu nie służą ... Kij w mrowisko został jednak włożony, każdy broni własnych interesów i IDEOLOGII - ale pomijając wszystkie te wtrącenia ad personam, czy naprawdę nie warto skupić się na tym co istotne? Na tych młodych ludziach bez perspektyw na umowie śmieciowej za 1300 zł, na tych głodujących dzieciach?, czy ten terror egoizmu kiedyś się zakończy w ludzkiej historii bycia tu na Ziemii?, spokojnie jeśli, już dałem się poznać jako socjalista, to może zatroszczmy się choć o młodych przedsiębiorców, oto aby państwo nie okradało ich zanim Ci zaczną zarabiać, czyli z kasy której jeszcze nie zdąrzyli zarobić? Trzeba zapewne do tego dobrej woli - czy stać na nią pedagogów - jeśli ich nie, to kogo????

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak jak kiedyś pisma i przemowy zaczynało się od „Laudetur Iesus Christus” tak teraz zaczyna się je od rytualnego naplucia na Kaczyńskiego.

    Myślałem, że ludzi w tym wieku a przynajmniej o takim wykształceniu nie powinno cokolwiek dziwić. Sam wybór między PO a PiS to jak wybór pomiędzy cykutą a strychniną... niech każdy wybierze swoją truciznę. A sam "styl" prowadzenia polityki przez pisowców jest na tyle odrażający i patologiczny, żeby tylko wymienić kilka: Kaczyński de facto "rządzący" a nie pełniący oficjalnie funkcji premiera (z którą wiąże się odpowiedzialność, a której brać nie będzie), Ziobro z jego stylem "szeryfwania" ministerstwem sprawiedliwości i Macierewicz, który jest skrajnie oderwany od rzeczywistości. Ci ludzie (mówię tu o większości polityków) obrażają Polaków, ich inteligencje i poczucie godności. A PiS rządzi wyłącznie dlatego, że ich "twardy" konserwatywny elektorat zawsze pójdzie do wyborów w przeciwieństwie do ludzi, których interesuje bardziej własny (często ciężki) los niż te szambo na wiejskiej. Koniec rantu.

    OdpowiedzUsuń
  7. I oto cała perfidia i obłuda postkomuny zostały odsłonięte przez prof. Nalaskowskiego, który jak widać, stanowi latarnię dla pedagogów. Brawo Panie Profesorze za odwagę i pokazywanie prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  8. List Profesora Pilcha jest bardzo osobisty, emocjonalny, wskazuje na milczenie środowiska, które często skarży się na bycie niesłyszalnym. Milczenie w czasach tak dramatycznych, podsycanych i podgrzewanych podziałów jest zaniechaniem, niebezpiecznym i szkodliwy. Jednak nie wszyscy milczymy. Wielu z nas zabiera/ zabierało głos w sprawie sześciolatków, tzw" dobrej zmiany" w edukacji czy też innych społecznych działań, które tak nas dzisiaj dzielą, oburzają, rozpalają do czerwoności. Jako profesjonaliści zabieramy głos merytorycznie, jako jednostki możemy to robić emocjonalnie. Dla mnie list prof.Pilcha jest apelem o działanie. Odpowiedź prof.Nalaskowskiego jest już tylko osobista, emocjonalna, ideologiczna ( światopoglądowa nawet). Nie dyskutuję z poglądami Nalaskowskiego. Po prostu się z nimi nie zgadzam. Ale wiem, ze ma do nich prawo. Jednak pomylił porządki- na merytoryczny ( nie tylko subiektywny) list odpowiedział jak partyjniak, jak zwykle...I kto chce się po prostu " dorwać do mikrofonu"? Szkoda, naprawdę szkoda. Profesor Nalaskowski to wielki talent, co się z Nim stało?Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz
    PS. Nie byłam, nie jestem i nie będę w żadnej partii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jest ! W imię prawdy niszczmy i rujnujmy ! Zacznijmy od zrujnowania gimnazjów ! Dzieci i młodzież nie były, nie są i nie będą najważniejsze. Najważniejsza jest święta i czysta prawda. Cytując poprzednika: "brawo", niech zwycięża prawda - koniecznie nasza.

    OdpowiedzUsuń
  10. Riposta prof. Nalaskowskiego wcale nie jest bardziej stonowana od pierwszego listu. Również padają zarzuty ad personam (i to parę razy), autor wyraźnie kieruje się emocjami. Żadnego pozytywnego stwierdzenia w tym votum separatum nie znajduję.
    Poprzedni list skracał całą historię ludzkości od św. Ambrożego przez ludy Afryki, H. Spencera i Jana Pawła II do J. Kaczyńskiego. Groch z kapustą. Podobnie jak wielu z nas czytałem list prof. Pilcha z zażenowaniem. Były to - przepraszam za słowo - "wypociny" na poziomie licealisty z historii idei przeplatane obserwacjami i żalem za całe zło tego świata.

    Tematyka szkolnictwa wyraźnie wykracza poza kompetencje grona profesorów nauk humanistycznych (trudności jest wiele: niektóre wymagają sięgnięcia do badań, inne precyzyjnego języka). Potrzeba obeznania również z ekonomią (historią myśli ekonomicznej) i przede wszystkim filozofią. Może na uniwersytetach znajdą się kompetentni i chętni do zaangażowania się profesorowie (czy inni pracownicy naukowi) z tych dziedzin? A może grono naukowców otrząśnie się z pychy i dojrzeje w nim myśl, że choć ŻADEN system szkolnictwa nie usunie wszystkich elementów złych, szkodliwych, to centralne planowanie z majestatu nieomylnego urzędu przysparza ich najwięcej?

    Osobiście nie widzę niczego nagannego od zaczynania listów od formuły "Laudetur Iesus Christus" - ważne są argumenty (związane z tematem), z którymi można dyskutować i problemy, które pragnie się usunąć. Opluwanie jako pewna inwokacja to, rzecz jasna, zupełnie co innego.

    Pozdrawiam,
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałem jednym tchem list Ruchu Pedagogów Społecznie Zaangażowanych oraz ripostę Pana Profesora Nalaskowskiego i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Z jednej strony szerokiej panoramy polskich grzechów narodowych i na tym tle krytyki postawy Kościoła Katolickiego wobec rzeczywistości, dawnej i obecnej. Z drugiej – potoczystego tekstu z wieloma zarzutami ad personam pod adresem profesora Pilcha, który, być może, jest w Ruchu postacią ważną, ale sam w sobie chyba nie stanowi całości jego składu.
    Pierwszy test znamionuje znaczną erudycję oraz wyraża ogromny krytycyzm pod adresem naszego narodu, który po latach doświadczeń ze smutkiem podzielam (choć nigdy mi przez myśl nie przeszło, by szukać sobie innego miejsca na Ziemi). Cieszę się, że jakaś część środowiska naukowego postanowiła głośno wyartykułować swój sprzeciw wobec obecnego (a przy okazji również dawnego) stylu uprawiania polityki. Zabrakło mi może trochę konkretów, bo jedyny konkret – krytyka przewrócenia obowiązku szkolnego w wieku lat siedmiu, jako „decyzji wymierzonej w szansę stopniowego usuwania barier równego startu dla dzieci ubogich, ze środowisk o niskim kapitale kulturowym” uważam za kompletnie chybiony. Sposób, w jaki poprzednia władza przeprowadziła tę operację (i ukoronowała wydaniem „Naszego Elementarza”) nie miał nic wspólnego z wyrównywaniem szans edukacyjnych, chyba, że będziemy mówić o równaniu w dół.
    Przy okazji błędnie napisano o „nieodpowiedzialnej decyzji rządu Jarosława Kaczyńskiego”, bowiem ta decyzja, nieważne w tym momencie, czy odpowiedzialna czy nie, podjęta została przez rząd Beaty Szydło. Rozumiem chyba intencję autorów, ale jeśli chce się zabrać głos publicznie w imieniu środowiska naukowego, to nie warto chwytać się sztuczek niczym… politycy.
    Z tekstem riposty mam duży problem, ze względu na osobę jej Autora. Jakkolwiek nigdy nie miałem okazji zetknąć się z Panem Profesorem Nalaskowskim osobiście, to szczególnie w latach 90-tych z wielką ciekawością i uznaniem czytałem jego publikacje dotyczące szkoły. Niektóre przechowuję do dzisiaj. Niestety, polemika Pana Profesora jest jeszcze mniej naukowa niż list, na który odpowiada. W warstwie językowej, a co za tym idzie emocjonalnej, wzbudziła we mnie po prostu niesmak. A co do meritum, to fakt pełnienia w przeszłości funkcji wiceministra nie wyklucza, moim zdaniem, możliwości wypowiadania się w debacie publicznej.
    Poza tym uważam, że głos środowiska akademickiego pedagogów był jednak słabo artykułowany, a może słabo słyszalny, przynajmniej w dla takich jak ja, nie powiązanych z polityką praktyków. Może uda się to zmienić, ale na pewno nie w sposób, w którym jedni profesorowie potykać się będą z innymi niczym na ubitej ziemi, szermując jako bronią argumentami żywcem wziętymi z polityki.
    Jarosław Pytlak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan wybaczy, ale ze słowami "Pierwszy test znamionuje znaczną erudycję" ciężko się zgodzić. Pomijam wycieczki autora w obecną politykę i absurdalne oskarżanie o milczenie środowiska pedagogicznego (osoby zainteresowane wiedzą, że sprzeciw był, a obecne projekty ustaw mających uzdrowić oświatę są bacznie analizowane - przyznaję, że być może sprzeciw nie jest słyszalny dla osób trzecich, ale koncentracja uwagi ma miejsce).

      Tekst został napisany niesamowicie chaotycznie, poruszył wiele kwestii nie ukazując związku z zasadniczym celem pracy (no właśnie, co nim właściwie było? Apel o powołanie Trybunału Odpowiedzialności?), bez głębszej diagnozy (poza obwinianiem każdego od lewa do prawa), z wieloma merytorycznymi przeinaczeniami (nieznajomość nauki św. Augustyna skutkująca błędnym twierdzeniem o boskim pochodzeniu WSZELKIEJ władzy i twierdzeniu jakoby Kościół tej nauki się dziś trzymał; nieznajomość historii - T. Kościuszko wydał uniwersał, w którym przynajmniej w intencjach traktował o kwestii chłopskiej, czego nie udało się wcześniej w Konstytucji 3 Maja pisanej na kolanie - zawierała ona wiele niejasności w tej kwestii; przecenianie roli H. Spencera dla polskiej, niech będzie, gospodarki kapitalistycznej ery transformacji ustrojowej), licznymi faktami historycznymi pozostającymi bez związku z obecnym kryzysem (konia z rządem temu, kto wyjaśni związek między Polską Szlachecką, a np. strzelaniem do robotników z Krakowa)

      Prof. Śliwerski na wstępnie osławionego listu zaznaczył, że sam nie zgadza się wieloma tezami, opiniami i danymi faktograficznymi wyrażonymi w liście. Powiedział to bardzo bardzo delikatnie.

      Listy o podobnym zasięgu społecznym należy pisać z zimną głową, analizując i konsultując treść z doradcami (współautorami). Ciekaw jestem reakcji prof. Pilcha - uderzy w ton retorycznej odpowiedzi na zarzuty od rzeczy prof. Nalaskowskiego (bardzo wygodne ominięcie własnych pomyłek), czy będzie brnął dalej i wyakcentuje emocjonalnie nacechowane elementy własnej wypowiedzi pytając retorycznie "czy temu Pan/Pani zaprzeczy?". Nie wierzę w uderzenie się w piersi i przeprosiny.

      Pozdrawiam,
      Jacek

      Usuń
  12. Cieszę się, że oba listy wzbudzają zainteresowanie i emocje. Głosy rozmówców są ciekawe i inspirujące. Zatem w tym momencie pozwolę sobie ponownie zacytować radzieckiego matematyka: "I co dalej ? Na jakie pytania chcemy odpowiedzieć, jaki problem rozwiązać ?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. STAWIAĆ PYTANIA?! Dla samych pytań? Politycy mają je głęboko w poważaniu, widzą tyle ile mają w korycie. Swoją krótko wzrocznością szkodzą społeczeństwu prowadząc politykę rozdawnictwa, de facto kupując głosy w przyszłych wyborach. Dzisiejsza władza rzuca na lewo i prawo hasłami, takimi jak "suweren", "naród", "społeczeństwo" te słowa są przez nich całkowicie na opak rozumiane. Są próżni, dumni, ambitni i rządni władzy do szpiku kości a powinni być, pokorni, umiejący się wsłuchać w rzeczywiste potrzeby społeczeństwa, niekoniecznie te artykułowane, ale konieczne dla nas samych, dla naszych dzieci, dla nas wszystkich.

      Usuń
  13. Profesor A. Nalaskowski przekazał mailem komentarz:

    Szanowni Państwo!
    Niektóre komentarze tu zamieszczony wymagałyby wyjaśnienia czy nawet sprostowania. Przyjąłem jednak, że nie wezmę udziału w tej dyskusji. Wszystko bowiem co miałem do napisania-napisałem. Niczego już nie chcę dodawać.
    Dziękuję za wszelkie uwagi. Każdą starannie przestudiowałem.
    Pozdrawiam
    Aleksander Nalaskowski

    OdpowiedzUsuń
  14. no przynajmniej - honorowe opuszczenie "gardy" - podoba mi się, idea biernego oporu Mahatmy wskazana, choc zastosowana moim skromnym zdaniem za późno. Zacząłem się nawet zastanawiać ile Panom profesorom płaci się za dzielenie środowiska? O jaką stawkę gra się toczy czy tylko o stołek? Niestety takie ma to symptomy - a może jak to z hiperzeczywistością bywa, że wcale nie musi realnie mieć miejsca? Może to taka "wojna na niby"? Spokojnie fanatycy się zawsze znajdą i nabiorą (zatem cel osiągnięty), na szczeście są jeszcze jak sądzę rozsądni ludzie :) Pozdrawiam Panów Profesorów skutecznie zniechęcających niestety do studiów na kierunku pedagogika, choć w pełni oddających rolę Pedagoga jako niewolnika (politycznego?!)... niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele anonimowy zrozumiał. Bywa i tak. Honorowo ukrył się za "anonimem". Całe szczęście, że nie jest lub pozoruje, że nie jest pedagogiem lub studentem tego kierunku. Takich nie chcemy.

      Tadeusz

      Usuń
  15. Oba listy powinny prowokować na do rozmawiania i działania z myślą o najbliższej przyszłości. Polecam uwadze te słowa, a w szczególności ostatnie zdanie: "Jakimi studentami i jakimi pracownikami będą absolwenci dzisiejszych szkół, zależy od tego, co będą robić na lekcjach i jakie kompetencje będą każdego dnia przez kilka godzin rozwijać w szkole.
    Trudno oczekiwać, że z uległych i biernych uczniów słuchaczy, wyrosną aktywni, samodzielni i kreatywnie myślący ludzie, którzy stworzą innowacyjną gospodarkę. Jeśli zależy nam na rozwoju Polski, musimy dziś wspólne działać i zrobić wszystko, by polskie szkoły mogły się zmieniać i żeby stały się środowiskiem umożliwiającym rozwój potencjału wszystkich uczniów. Osób rozumiejących, jak ważne jest zastąpienie starego modelu nauczania kulturą uczenia się, jest więcej niż myślimy. Aby skutecznie działać, musimy połączyć siły."

    OdpowiedzUsuń
  16. Do prof. Nalaskowskiego... bardzo Panu dziękuję za te słowa. Są mądre i prawdziwe. Za niewielką dozą emocji widać Pańskie merytoryczne odbieranie rzeczywistości.
    A szczególnie tym, którzy krytykują Pana słowa jedno zdanie z tekstu..."Może trzeba więcej czytać, trochę pojeździć, porozmawiać z ludźmi (...).Aby pisać trzeba wiedzieć."
    Dariusz Witowski
    PS
    A prof. Śliwerskiemu dziękuję za odwagę. Bo opublikowanie tego listu naprawdę jest w dzisiejszych czasach odważne.

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdzie można przeczytać list prof. Pilcha?

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeśli minister Zalewska przeczytałby oba listy oraz tutejszą wymianę zdań, mogłaby tylko zacierać ręce.

    OdpowiedzUsuń
  19. Długo nie trzeba czekać - mamy kolejne pomysły związane ze studiami pedagogicznymi oraz zatrudnianiem nauczycieli:
    „Minister Gowin proponuje: Nauczyciel tylko z tytułem magistra i państwowym egzaminem po stażu. Pierwszym pomysłem Gowina jest ograniczenie liczby uczelni, które kształcą pedagogów. Obecnie takie prawo ma prawie każda uczelnia, w tym wyższe szkoły zawodowe i studia języków obcych. Ta „masowość” jest – według ministra – bardzo poważną wadą. Uważa on, że prawo do kształcenia nauczycieli powinny mieć tylko dwa typy szkół: klasyczne uniwersytety i uniwersytety pedagogiczne. Chce też, by po stażu w szkole nauczyciele zdawali egzamin państwowy. – Byłby on warunkiem do dalszego wykonywania zawodu, a tym samym strategią państwa do podnoszenia jakości oświaty (…)” http://wyborcza.pl/7,75398,20884015,minister-gowin-proponuje-nauczyciel-tylko-z-tytulem-magistra.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyczne utopie z kręgów Legutki&Co.
      Nowoupieczni nauczyciele w Polsce cierpią w pierwszej kolejności na brak PRAKTYCZNYCH umiejętności dydaktycznych i wychowawczych. Tu zaś im bardziej akademicka uczelnia, tym bardziej takie przygotowanie i praktyki leżą i kwiczą, a uczelniana dydaktyka to najsłabsze ogniwo dydaktyczne polskiego systemu edukacyjnego. W ostatnich czasach najlepiej (oczywiście w swojej branży!) przygotowywały do pracy nauczycielskiej Nauczycielskie Kolegia Językowe, właśnie zlikwidowane ... :-(

      Usuń
  20. Przykro mi PANOWIE, WSZYSTKIE WASZE WYPOWIEDZI SĄ AD PERSONAM A NIE AD MERITUM.I O TYM pisaŁ mOj mąż.Jolanta Pilch. Potwierdzacie Jego diagnozę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Szanowna Pani, nie wszystkie wypowiedzi pod tym wątkiem, a zwłaszcza poprzednim, są wymierzone w Pani męża osobiście, proszę być sprawiedliwą. Szczerze Państwa pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy TAKICH wypowiedziach ważne jest również KTO mówi, nie tylko CO mówi...

      Usuń
  22. A jednak - lepiej skupiać się na problemie, niż osobie. A problem istnieje, i to jaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijanie osób, które stoją za tą , czy inną, modną, politycznie poprawną głupotą jest naiwne i szkodliwe. Służy ochronie karierowiczów, którzy sprzeniewierzyli się etosowi pracownika naukowego.

      Usuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  24. A w dzisiejszej Rzepie kolejny wywiad prof.Pilcha o bezeceństwach władzy w latach 1989-2016. I ani słowa o tym ani w tekście ani w notce informacyjnej, że w latach 1991-1994 był wiceministrem edukacji, a w latach 1994-1997 - doradcą wicepremiera Pawlaka. No po prostu lelija niewinności ...;-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Pisze jednak o tym prowadzący wywiad, więc profesor nie musiał do tego się odnosić. Nie ukrywa swojego związku z resortem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak ukrywa - na wikipedii w haśle sprytnie o tym nie ma i w wielu innych miejscach. Co prawda w Internecie nic nie ginie. A to, że tylko prowadząca coś tam bąknęła o Pilchu, nie pytając go, jak to się ma do jego tez, ani w informacji o nim pp tekście też tego nie ma sugeruje jednak, że starał się ten fakt "zamaskować" ;-)

      Usuń
  26. A ja tak obok dyskusji. W "Rzeczpospolitej" z 27 października autorka wywiadu z prof. Pilchem zacytowała myśl " Omne malum ex potestas" przypisując ją św. Ambrożemu z VI wieku. Nie mogę znaleźć ani św. Ambrożego z VI wieku (ten od pszczelarzy żył w IV wieku), ani przypisywanych mu słów. Może ktoś coś by mi tu wyjaśnił ? Tak sobie bowiem pomyślałem, że wielu profesorów tworzy wokół siebie swoisty nimb wiedzy i mądrości, choć może to być tylko chwyt marketingowy. Zatem był taki Ambroży i naprawdę tak powiedział ? Czemuż więc ta myśl nie wisi nad drzwiami gabinetów ministrów, wiceministrów, dyrektorów, premierów, prezydentów, innych ludzi władzy i polityki ?

    OdpowiedzUsuń
  27. Merytorycznie z listem prof. T. Pilcha zgadzam się całkowicie. Merytorycznie z listem prof. T. Nalaskowskiego nie można nawet dyskutować. To tylko obelgi w białym kołnierzyku. Kiedyś nie polityka nie miała takiego znaczenia. Dzisiaj, patrząc na profesora warto się zastanowić jaką opcję reprezentują (by nie podpaść), ale niektórzy są tak politycznie zaangażowani, że nawet jest to oczywiste. Profesorze Nalaskowski, proszę nadal głosować na PIS i cieszyć się "dobrą zmianą". Mam Pan takie prawo. A ja mam prawo wybrać zdanie "aparatczyka", bo bliższe mojemu sercu (choć do partii nie mogłem należeć - za mały byłem). Boję się o Polskę, o naukę, o szkolnictwo w wydaniu Kaczyńskiego, bo to on przecież rządzi prawda? No "nie nazywajmy szamba perfumerią", że zacytuję o. Rydzyka.

    OdpowiedzUsuń