piątek, 28 października 2016

Strategia generowania absurdalnego konfliktu o gimnazja

(fot. Anna Zalewska w 1999 r. udziela wywiadu telewizji lokalnej)

Nadchodząca zima zapowiada się mroźnie w polityce oświatowej III RP. Nauczycielskie związki zawodowe , z wyłączeniem NSZZ Solidarność, zapowiadają akcję strajkową. Wolny Związek Zawodowy „Solidarność-Oświata” domaga się od minister edukacji wycofania projektu reformy ustrojowej szkolnictwa. Podobnie nerwowo reaguje nań Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Powód jest jasny – nauczyciele, w tym związkowcy, mają już dość uzależniania zmian w zarządzaniu oświatą od partyjnych interesów i ambicji władzy, które są narzucane społecznościom szkolnym i rodzicom uczniów wbrew ich oczekiwaniom, potrzebom i akceptacji. Już nikt więcej nie uwierzy w publicznie głoszone tezy, że:

- większość społeczeństwa nie chce gimnazjów…

- realizujemy obietnicę przedwyborczą …

- reforma jest bardzo dobrze przygotowana

- rząd zabezpieczył środki finansowe na realizację reformy…

- żaden nauczyciel nie straci pracy...

- reforma została poprzedzona szeroką debatą i ogólnokrajowymi konsultacjami…

- opozycja nie miała czasu analizować własnych badań. Niech wejdzie na stronę IBE i się dokształci...

- b. minister Handke broni gimnazjów, mimo że reforma się nie udała

- samorządy powiatowe nie zgodziły się na odebranie im szkół ponadgimnazjalnych, gdyż one by zbankrutowały… Nie można zatem, łączyć gimnazjów z liceami;

- licea ogólnokształcące w ogóle nie uczyły. To są półtoraroczne szkoły przygotowania do matury…

- nowe podstawy programowe, które po raz pierwszy widzą, że trzeba kształcić ogólnie... O podstawach programowych rozmawiamy po cichu od lutego, w soboty i niedziele… ;

- prezes Broniarz zlikwidował WSP ZNP i zostawił 400 studentów na lodzie, więc niech nie krytykuje reformy edukacji;

- We Wrocławiu była protestująca garstka związkowców, a nie wszyscy nauczyciele. To KOD, który rozdawał gazetki...

- Od 16 lat jest edukacja seksualna w szkołach. Jeżeli jest potrzeba, to rodzice deklarują zajęcia z tego zakresu i dziecko ma do niej dostęp.

itd., itd.

Nie wystarczy codzienne powtarzanie w różnych mediach - także niekontrolowanych przez ministrę samozaprzeczeń - opinii i przeświadczeń w teleekspresowym tempie (tezomiot), by sprawić wrażenie wiarygodności przekazywanych treści.

Do gry – podobnie jak za rządów Donalda Tuska – wprowadza się chyba niezorientowaną w manipulacji Premier Beatę Szydło. Widać coraz wyraźniej, że EDUKACJA stała się po raz kolejny polem wojny partyjnej, w której rządzący za żadną cenę nie oddadzą pola krytykom przypisując wszystkim racjonalnym opiniom miano wrogich, opozycyjnych, politycznych. NIE WOLNO KRYTYKOWAĆ MEN. Jak tak można?!!!


(źródło: Anna Zalewska o słuszności reformy edukacji)

Nic dziwnego, że samorządowcy pamiętają, co mówiła Anna Zalewska w 1999 r. dla telewizji lokalnej, kiedy to wprowadzana była przez Mirosława Handke reforma ustrojowa szkolnictwa:

– Nie ukrywam, że cały czas przy reformie w Polsce zapomina się, że ona musi być obudowana pieniędzmi. Poza tym co rząd, to zmiana koncepcji. To jest drugi błąd. Jeśli my polskiej oświaty nie potraktujemy jako priorytetu, gdzie prace mają być kontynuowane niezależnie od tego, czy ktoś jest z jednej czy drugiej strony sceny politycznej, to nigdy nie osiągniemy sukcesu.

Czasami jest dobrze słuchać siebie, przypomnieć sobie wszystkie wypowiedzi na temat szkolnictwa, zacząć prowadzić rozmowę z pozycji otwartej na potrzebę zmiany, a nie na konieczność realizacji partyjnej narracji, bo - jak trafnie stwierdziła A. Zalewska w jednym z tegorocznych wywiadów - bez nich nie przeprowadzi się żadnej zmiany w edukacji publicznej. Minister edukacji wie, że brnie w "ślepą ulicę", ale nie potrafi się z tego wycofać. Tymczasem można zmieniać kształcenie ogólne na poziomie średnim oraz zawodowe nie niszcząc struktury 6+ 3, ale nadając jej inną formę ustrojową.

Rodzice nie poprą tej zmiany, gdyż większość obróci się przeciwko MEN, a tym samym i kolejnej partii władzy. Afirmują w sondażach rzekomą reformę ci, którzy nie mają dzieci w (potencjalnym) wieku szkolnym oraz nauczyciele z prorządowej „Solidarności” o niskim kapitale możliwego wsparcia. Politycy PIS-u są świadomi pułapki, w którą wpuścił ich niekompetentny profesor z Krakowa. Arogancja władzy przy czytelnej jej ignorancji i nieudolności merytorycznej jest skórką od banana, na której wpadnie w poślizg i się przewróci.

Przypominam, że to PIS odsłaniał w ostatnich latach socjotechnikę poprzedniej władzy, więc odwoływanie się do niej w powyższej sytuacji sprawi, że jedynie przeniesie się na inne sfery życia obywateli i całego społeczeństwa. Tak prowadzona polityka nie pokona oświatowego oporu, ale ten może pokonać polityków. Piszą o tym w swoich książkach państwo Elbanowscy. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki hipokryzji, arogancji i ignorancji. Polska edukacja nie zasługuje na taki los.


34 komentarze:

  1. Minął rok. Nie widać koncepcji poprawy fatalnej podstawy programowej, szczegółów dystrybucji podręczników, kwoty "na przedszkolaka" i "na ucznia".
    Ale przede wszystkim nie zdefiniowano koncepcji systemu edukacji. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszej edukacji jest dość widocznych gołym okiem rzeczy do naprawiania po rządach paniuś Hall, Szumilas i Kluzik, a i poprzedników (choćby nieprawdopodobna wprost szalejąca biurokratyzacja, formalizacja i centralizacja, którą np. Kluzik czy Szumilas NADAL uważają za niezbędną!), że czekanie na "zdefiniowanie koncepcji systemu edukacji" jest bezsensowne !!!

      Usuń
    2. Faktycznie biurokracja jest duża, ale jej przyczyną, tak jak i wielu innych problemów jest właśnie brak koncepcji. Gdy u podstaw systemu nie ma założeń opartych na wiedzy, władza przyjmuje postać żandarma uzasadniającego swoje poczynania zabobonami i przesądami.

      Usuń
    3. @Marek Piotrowski
      >Faktycznie biurokracja jest duża<
      To jest nieoddający ISTOTY sprawy eufemizm - de facto panie Hall, Berdzik i Kluzik zredefiniowały rolę szkoły - z uczenia i wychowania ucznia szkoła/nauczyciel stali się producentami nieprawdopodobnej ilości papierów i za tę produkcję WYŁĄCZNIE rozliczanymi przez liczne instytucje. Żadne EFEKTY pracy szkoły/nauczyciela - ani dydaktyczne ani wychowawcze Z DEFINICJI np.(!) ewaluatorów p.Berdzik nie mają JAKIEGOKOLWIEK znaczenia! Jest to coś niespotykanego w ŚWIATOWEJ praktyce zawodów polegających na POMAGANIU innym ludziom.
      To działania pań Hall, Szumilas, Kluzik i Berdzik (choć i poprzedników - szczególnie Handkego z Dzierzgowską!) po 25 latach od roku 1989 OSTATECZNIE zredefiniowały relacje uczeń-nauczyciel i rodzic - nauczyciel z relacji CZŁOWIEK-CZŁOWIEK w relację petent - urzędnik :-(
      Pozdrawiam serdecznie
      Włodzimierz Zielicz

      Usuń
  2. Panie Profesorze, bardzo dziękuję za ten tekst. Wielu rodziców jest Pana wiernymi czytelnikami.
    Mam tylko jedną drobną uwagę - pani minister ten komentarz o reformie Handkego wygłaszała już w 2009 r., 10 lat po reformie i wcale nie tak dawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Justyno!
      A może tak na drugą nóżkę! Co mówił Paszyński o "reformie" Handkego (za co go odwołano - pewnie taśma z tej audycji gdzieś jest!) i co mówi dziś, broniąc tamtej "reformy" jak niepodległości ... ;-) Będzie "niezła jazda" ...

      Usuń
    2. A może i taśmy "na odwrót" pokazać - z Paszyńskim, który kiedyś o "reformie" Handkego mówił źle (za co go, choć nie tylko, odwołano z funkcji kuratora W-wy!), a dziś mówi dobrze - będzie ciekawiej ;-)

      Usuń
    3. :) ...rząd zabezpieczył środki finansowe na realizację reformy…
      Powołany na eksperta do prac w zespole nad opracowaniem podstawy programowej do....mam bilety AUTOBUSOWO -KOLEJOWE za przejazd do W-wy na kwotę około 800 zł Z DOMOWEGO BUDŻETU w ciągu 1 miesiąca........I NIE MA CHĘTNYCH DO ZWROTU :(

      Usuń
  3. Podstawowym i nieusuwalnym mankamentem (niezależnie od zaangażowania, kompetencji itd. nauczycieli gimnazjów) wprowadzonej przez Handkego struktury jest jej trójszczeblowość. Z niego wynikają podstawowe problemy.
    1) Straty czasu wynikające z konieczności dwukrotnego dostosowania się uczniów i ujednolicania ich wiedzy i umiejętności w nowych szkołach i u nowych nauczycieli.
    2) Gimnazjum (albo klasy IV – VI SP) stanowią dodatkowy programowy cykl nauczania, co powoduje brak czasu na realizację każdego ze zwiększonej liczby cykli. Przy czym min. Hall wydłużyła cykl gimnazjalny do lat czterech, a skróciła licealny de facto do lat dwóch – pierwsza klasa liceum to, programowo, dokończenie gimnazjum.
    3) Nawet dla dorosłego człowieka zmiana pracy (na ogół przejście z jednej ustabilizowanej grupy do innej) jest wielkim stresem. Tymczasem my to fundujemy dzieciom i młodzieży w najtrudniejszym okresie dojrzewania rozbijając ich dotychczasowe grupy i rozrywając nawiązane więzi społeczne oraz zmuszając do budowania od nowa swojej pozycji w powstających od zera grupach. Wymusza to walkę również na różne aspołeczne zachowania pomagające taką pozycję w grupie nastolatków zdobyć. Nie przypadkiem dla zdecydowanej większości nastolatków gimnazjum to okres alkoholowej inicjacji, a wiek ten w przypadku dziewcząt po wprowadzeniu gimnazjów drastycznie się obniżył i prawie dorównały one chłopcom. Okazało się, zgodnie z przewidywaniami, że to w jakiej sytuacji (znana, bezpieczna szkoła podstawowa, a po niej liceum z dominującymi maturzystami versus gimnazjum, w którym w nowej, nieznanej grupie trzeba sobie wywalczyć pozycję) nastolatki spotykają najtrudniejszy wychowawczo okres burzy hormonalnej ma ogromne znaczenie.
    4) Wreszcie jest kwestia efektów szkolnego nauczania. Z jednej strony wiadomo, choćby z porównania programów, podręczników, zbiorów zadań itd., że te efekty drastycznie spadły. W przypadku np. matematyki (języka nauki!) uczeń wybierający się świadomie na studia ścisłe, informatyczne, techniczne, przyrodnicze czy ekonomiczne stracił, jak wynika z porównań programowych około dwóch lat nauki. Na tle kolegów z krajów rozwiniętych jest „do tyłu” jeszcze bardziej – brakuje mu całego praktycznie rachunku różniczkowego i całkowego ze wstępem do równań różniczkowych, liczb zespolonych, macierzy, znacznego zakresu rachunku prawdopodobieństwa i statystyki oraz wielu innych zagadnień.
    Właściwie jedynym argumentem na rzecz pozytywnych efektów reformy Handkego, jaki przytaczają jej zwolennicy, mają być wyniki badań PISA. Tyle, że jest tu spory kłopot ze względu na … nieporównywalność próbek. Dla badanych w roku 2000 „wytworów” starego systemu szkolnego testy PISA były czymś kompletnie nowym, wręcz zaskoczeniem. Kolejne badane roczniki (już z klas III gimnazjów) ze względu na oparcie egzaminów gimnazjalnych na testach PISO-podobnych, miały za sobą 2,5 roku treningu w radzeniu sobie z podobnymi sprawdzianami. Co więcej, ze względu na podobny charakter egzaminu po klasie 6 SP, kolejne roczniki miały za sobą coraz dłuższy trening tego rodzaju. Przy czym egzaminy PISA, z założenia, nie badają zaawansowania programowego badanych oraz stopnia ich przygotowania do dalszej edukacji matematycznej.
    Żeby było zabawniej OECD, która badania PISA firmuje i finansuje, zarzuciła w roku 2015 Polsce, że wdraża kolejne zmiany i reformy w edukacji, nie monitorując skutków poprzednich. Jak widać nawet OECD nasz „sukces” w rankingach PISA jakoś nie zadowolił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strata jest dużo większa. Tylko połowa uczniów na egzaminie gimnazjalnym z matematyki potrafi rozwiązać więcej niż 30% zadań. Zgodnie ze standardami WSO ta druga połowa „nie zdaje” tego egzaminu. Gimnazjum uczące przez 3 lata wszystkich na jednym poziomie to poważny błąd dyskryminujący młodzież o niższym rodzinnym kapitale.
      Z przedmiotami przyrodniczymi (fizyką, chemią, biologią) jest jeszcze gorzej, m.in. z powodu skreślenia z podstawy programowej i praktyki szkolnej pojęcia hipoteza. To nie chodzi o 2 lub 3 lata tylko o to, czego się uczy młodzież. Bez zmiany założeń systemu jedyne co wzrasta i będzie wzrastać, to liczba konfliktów uderzających przede wszystkim w tych uczniów i uczennice, którym edukacja powinna zapewnić możliwość poprawy rodzinnego SES.

      Usuń
    2. Pełna zgoda!

      Usuń
  4. Z wychowawczego punktu widzenia 3+3+3 to dramat dla nawiązywania głębszych relacji międzyludzkich, ale też trening przystosowania się,często za cenę aspołecznych zachowań, szczególnie w gimnazjalnym, adolescenckim getto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak to wygląda w teorii. W praktyce o wiele częściej słyszę : jak ja się cieszę, że uciekłam z podstawówki; nie wytrzymałbym ze swoją starą klasą, nawet pani nie wie, jak moje dziecko odżyło w gimnazjum.Dla tych, którzy dobrze funkcjonowali w szkole podstawowej aklimatyzacja w gimnazjum nie jest problemem. Dla dzieci z problemami w kontaktach z rowieśnikami jest to wybawienie. Nie da się zmienić "gęby" w zespole, który zna się przez połowę swojego życia. Dla 12latka nie jest możliwe wyjście z roli np. kozła ofiarnego w tej samej grupie. Przejście do gimnazjum daje nowe otwarcie. I jest wybawieniem dla wielu dzieci i rodziców. Przechodząc do gimnazjum dzieciaki MOGĄ pozostać w tej samej grupie, ale NIE MUSZĄ.
      nauczycielka gimnazjum

      Usuń
    2. @nauczycielka gimnazjum
      >Przechodząc do gimnazjum dzieciaki MOGĄ pozostać w tej samej grupie, ale NIE MUSZĄ<
      1.Przy tym przejściu w praktyce MUSZĄ zmienić grupę - tak to wynika z zasad rekrutacji. Nie ma płynnego przejścia do gimnazjum dla CAŁYCH klas.
      2.To może mieszać klasy co roku (ironia!), bo nie każdemu się koledzy spodobali???
      3.Rozumiem, że broni Pani swojego stołka, co naturalne, ale po co do tego absurdalną ideologię dorabiać ... ;-)

      Usuń
    3. c.d.
      Oczywiście jak ktoś trafi do "niedobrego" selekcyjnego gimnazjum (np. dwujęzycznego) i poprawi sobie otoczenie to się cieszy, ale to rzadkie przypadki i WBREW systemowi oraz urawniłowkowej INTENCJI gimnazjów....

      Usuń
    4. Jestem nauczycielem samodzielnego publicznego gimnazjum w tzw.Polsce B, w tzw.Polsce powiatowej.Nasza szkoła osiąga wyniki powyżęj średniej województwa i kraju jeśli chodzi o testy gimnazjalne.Liczba laureatów plasuje nas w pierwszej piątce naszego województwa.Przyjmujemy każdego chętnego ucznia bez względu na wyniki nauczania po SP, a mimo to jesteśmy porównywani do elitarnych gimnazjów naszego województwa, które dokonują rekrutacji na podstawie wyników nauczania po SP.Dlatego jesteśmy szkołą, która jest przykładem tego,że reforma Pana ministra Handkego była potrzebna, gdyż widzimy jak nasza szkoła jest trampoliną do najlepszych liceów.Nasi uczniowie rozwijają w naszej szkole szkrzydła i są w stanie dostać się do najlepszych liceów w Polsce.Chociaż najlepiej byloby aby Ci najzdolniejsi widzieli perspektywy w nauce w liceach, ktore są najbliżej ich miejsca zamieszkania, ależe tak nie jest to nie wina gimnazjów lecz tego ,że szkoły średnie rezygnując z solidnej rekrutacji obniżają swój poziom nauczania.Szkoły zawodowe zaś nie są dostosowane do rynku pracy. Jesteśmy szkołą, która jest dowodem, ze gimnazja są bardzo potrzebnym ogniwem w edukacji.Kuleje natomiast fatalna rekrutacja , a raczej jej brak w szkołach średnich, wadliwe szkolnictwo zawodowe i wadliwe podstawy programowe.Tego powinna dotyczyć reforma edukacji.

      Usuń
    5. Zjawisko,że uczniowie po SP zmienia grupę rówieśniczą obserwuję jako zjawisko pozytywne.Nasi absolwenci uważają ,że tutaj nawiązali najlepsze przyjaźnie.Wielu naszych uczniów dzięki przejściu z SP uznawało to za najlepsze rozwiązanie w sytuacji konfliktów jakich ewentualnie doświadczali w grupie rówieśniczej w SP.To są częste sytuacje,ze sami rodzice zaznaczają,że nie chcą aby dziecko przebywało w jednej klasie z konkretnym kolegą czy koleżanką po SP.Twierdzenie,że zmiana środowiska to wada obecnego systemu nie znajduje potwierdzenia w wielu rodzicielskich i uczniowskich doświadczeniach.Problemy takie mogą się zdarzać także w gimnazjum ale możliwość zmiany środowiska po 3 latach jest szansą .Pozdrawiam.

      Usuń
    6. W Polsce jest KILKA TYSIĘCY gimnazjów, więc nawet jeśli ta laurka na WŁASNĄ cześć jest prawdziwa, to i tak nie jest argumentem - po prostu BRONICIE SWOICH STOŁKÓW. A jak gimnazjum jest takie super, to i SP czy liceum z niego tez będzie super ;-)

      Usuń
    7. To nie jest laurka lecz fakty poparte konkretnymi wynikami, konkretnymi liczbami za którymi stoją nasi uczniowie.Uważam ,że Nasza szkoła jest przykładem tego,ze nawet przy wadliwych podstawach programowych można młodym ludziom zapewnić dobrą edukację.Po pierwsze w naszej szkole są mundurki, tradycje uroczystych apeli, w których bierze udział cała szkoła z okazji świat patriotycznych, Bożego Narodzenia itp.W naszym gimnazjum każdy nauczyciel miał obowiązek prowadzić zarówno zajęcia pozalekcyjne wyrównawcze jak i też zajęcia rozwijające zdolności.Słabsi uczniowie byli stale monitorowani czy chodzą na zajęcia wyrównawcze, czy poprawiają oceny ndst.Efektem tego było np. to,że niemalże wszyscy otrzymywali promocję do następnej klasy .Uczniowie chcący rozwijać uzdolnienia mieli możliwość uczęszczania na zajęcia szkolnej audycji telewizyjnej w lokalnej telewizji, na zajęcia sportowe, literackie, teatralne, biologiczne, chemiczne itp.Efektem tego były liczne tytuły np. ponad 30 takich tytułów laureata w jednym roku, które stanowiły przepustkę do renomowanych liceów w całej Polsce.Drugim ważnym powodem naszego sukcesu jako szkoły publicznej było inwestowanie samorządów w naszą szkołę. Ja np. uczę religii i obecność w mojej klasie rzutnika, laptopa, stały dostęp do internetu i do innych pomocy to norma od wielu lat.Moje koleżanki i koledzy dysponują dobrze wyposażonymi pracowniami do chemii, biologii itp.Nasze gimnazjum mieści się w pięknie wyremontowanym zabytkowym budynku.Wiem,że wiele takich szkół gimnazjalnych jest w tzw.Polsce B.Wiem,ze to samo można powiedzieć ,że są dobre SP czy szkoły średnie, a obok nich są też szkoły, które mają niski poziom nauczania.Z całą pewnością znajdziemy przykłady kiepsko funkcjonujących gimnazjów.Myślę jednak,że dzięki temu ,że było możliwe stworzenie takiej szkoły jak nasza to tego typu szkoły powinny być punktem odniesienia do tego co należy zrobić aby inne gimnazja pracujące w podobnych środowiskach osiągały takie wyniki zbliżone do naszych.Dobre szkoły podstawowe, dobre licea powinny być zaś punktem odniesienia do reformowania szkół takiego samego typu.Uważam,że gimnazjum w żaden sposób nie jest szkołą , w której następuje załamanie się edukacji w Polsce.Myślę,że nie odbiega ono od tego co dziej się w innych typach szkół.Są gimnazja świetne jak nasze,są o średnim poziomie nauczania i kiepskie.Tak samo jest w szkołach podstawowych i średnich.Uważam,że nie zamyka się firmy ,która przynosi zyski tylko dlatego,że jakaś inna przynosi straty.Zamykanie gimnazjów aby ratować licea to błędna diagnoza tego co dzieje się w edukacji.Tak bronimy swoich miejsc pracy , bo przynosimy zyski, a nie straty dla młodego pokolenia.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. System 6(3+3)+3+3 wyśmienicie oddaje podgrupy pokoleniowe. Najlepszym tego dowodem jest to, że min.Zalewska zrezygnowała z systemu 4-letniego w nauczaniu początkowym na rzecz 3-letniego. Podobnie medialny epitet "gimbaza", czy opisowe gimnazjaliści precyzyjnie określa o jakiej grupie mówimy. Coraz bardziej podobnie odczuwam w 3-letnim liceum, że to konkretna grupa starszej młodzieży "licealiści, a nie gimnazjalni nastolatkowie. Dzieci i młodzież szkolna najsilniejsze więzi ma z równolatkami,czy o rok starszymi młodszymi. Wydłużanie tego czasu utrudnia integrację wewnątrzszkolną. Pamiętam praktyczny brak relacji między pierwszą, a czwartą klasą liceum. Dobremu nauczycielowi i 3 lata wystarczy do obdarzenia bogactwem swej wiedzy i osobowości (ważna liczba i sposób rozmieszczenia godzin). Współczuć trzeba konieczności przebywania 4 lata z nieciekawą dla ucznia osobowością. Problemem rozrywania więzi są jakże częste przypadki: przeprowadzki uczniów, zwłaszcza za granicę, zmiany nauczyciela itp., a nie 3-letni cykl edukacyjny. Bardziej twórczo dla ucznia poznać przez 9 lat nauczania przedmiotowego 3 nauczycieli, niż przez 8 tylko dwóch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny obrońca WŁASNEGO gimnazjalnego stołka ... ;-)

      Usuń
    2. Dlaczego Pan/Pani nie lubi nauczycieli gimnazjów ? Nawiasem mówiąc nauczyciel większość swojego czasu pracuje na stojąco , a zatem o obronie własnego gimnazjalnego stołka nie może być mowy.

      Usuń
    3. Już te dziecinne odpowiedź (lubię/nie lubię) nauczyciela już powinna wystarczyć jako wyrok śmierci na gimnazja.To nie jest kwestia lubienia/nielubienia ani wyboru obiektu [i etatów ;-)] do ratowania. Po prostu system dwuszczeblowy LEPIEJ służy uczniom, a o to powinno chodzić. No ale od nauczycieli, którzy sądzą, że to o nielubienie ich albo lubienie nauczycieli liceów i podstawówek chodzi trudno wymagać zrozumienia tak skomplikowanych spraw:-(

      Usuń
    4. No cóż.Najwyraźniej nie zrozumiał Pan podtekstu mojej wypowiedzi.Nie będę jednak drążyć tego tematu, bo poglądy mam do Pana zgoła odmienne i szkoda,że nie przytacza Pan argumentów potwierdzających Pana tezę,że dwuszczeblowość jest lepsza dla młodego człowieka. Ja przytoczyłam ich kilka.Dołożę jeszcze jeden. Dwuszczeblowość w edukacji w Polsce ma o wiele krótszą tradycję niż trójszczeblowość. W historii naszej edukacji istnienie gimnazjów ma o wiele dłuższą tradycję.Po II wojnie światowej zlikwidowano system edukacyjny jaki działał w II Rzeczpospolitej po reformie Jędrzejewicza.Tamten system Jędrzejewicza po okresie zaborów zaczął przynosić coraz lepsze rezultaty ale wojna spowodowała,że reforma Jędrzejewicza nie została dokończona. Jednak z tamtego przedwojennego okresu wyrosło wiele wybitnych postaci, które kończyły gimnazjum Jędrzejewicza.Na edukację w PRL narzekano powszechnie w czasach samego PRL. Sama kończyłam w tamtym okresie szkołę więc są mi dobrze znane problemy tamtego sytemu. Dzisiaj narzeka się na szkołę jako taką i z całą pewnością posiada ona wiele mankamentów.Jednak problem nie tkwi w istnieniu jej poszczególnych struktur.Prawdę powiedziawszy analizę sytuacji trzeba byłoby zacząć od prześledzenia tego co dzieje się z absolwentami ostatnich etapów edukacji.Czy znajdują się na rynku pracy.Uważam,że uczniowie najzdolniejsi ale pochodzący z rodzin o mniejszych tradycjach edukacyjnych ,między innymi dzięki istnieniu gimnazjów mają o wiele więcej możliwości własnego rozwoju niż w czasach 8 letniej szkoły podstawowej jaka znałam osobiście.Dobre gimnazja dzieciom z małych miejscowości, z prowincji kraju dają szansę dostać się do wielkomiejskich liceów i dzięki temu dostają się na dobre studia o jakich nie mogli marzyć słabiej wykształceni ich rodzice .Podam przykład .Do naszego gimnazjum rodzice z malutkiej wioseczki przez trzy lata przed 7.00 przywozili córkę do naszej szkoły, chociaż mogli wybrać szkołę będącą bliżej ich domu.Widzieli jednak ogromny talent tej dziewczyny i w naszym gimnazjum widzieli szansę jej rozwoju.Dziewczynka w naszej szkole zostaje wielokrotną laureatką z kilku przedmiotów.Dzięki temu dostaje się do dobrego wielkomiejskiego liceum.Tam przygotowuje się do matury międzynarodowej.Już w I klasie liceum otrzymuje indeks na Uniwersytet Jagielloński, ponieważ zostaje laureatką konkursu przedmiotowego na szczeblu ogólnopolskim. Takich przykładów mogę podać wiele.Uważam,że w przypadku 8 letniej szkoły podstawowej raczej trudno byłoby dowozić zbyt małą dziewczynkę do szkoły w mieście.Po skończeniu 6 letniej szkoły podstawowej jest to możliwe.

      Usuń
    5. Cd. mojej wypowiedzi : Uważam,że najtrudniej w obecnym systemie mają uczniowie mniej uzdolnieni, gdyż kończąc naukę nawet w dobrym gimnazjum nie znajdują szkół zawodowych, które umożliwią im zdobycie fachu, który pomoże im znaleźć pracę.Wtedy wybierają liceum,które z powodu niżu demograficznego przyjmuje ich z otwartymi ramionami.Wtedy drastycznie zostaje obniżony poziom nauczania w takim liceum.Uzdolniona młodzież szuka wtedy liceum w wielkomiejskich aglomeracjach, gdzie prowadzona jest rekrutacja na podstawie osiąganych wyników w nauce.Potem z bardzo słabą maturą są przyjmowani na studia , które nie odpowiadaja zapotrzebowaniu na rynku pracy.Wtedy zaczyna się dramat bezrobocia absolwentów szkół wyższych.To jest wada obecnego systemu.Liceum powinno prowadzić solidną rekrutację i wtedy przy dobrej reformie programowej bez problemu sobie poradzi z przygotowaniem swoich uczniów do studiów.Kluczem jest wbrew pozorom reforma szkolnictwa zawodowego,która będzie odpowiadała potrzebom rynku pracy.Licea wtedy z dobrymi podstawami programowymi są w stanie dobrze przygotować uczniów do matury. Szkoły wyższe prowadząc solidną rekrutację także podniosłyby swój poziom i prestiż.Przypomnę ,że w II RP funkcjonowały czteroletnie gimnazja i dwuletnie licea.Wiem,że gimnazja miały wówczas inny charakter, bo już na ich poziomie dokonywano przyjęć uczniów jedynie z dobrymi wynikami nauczania ale dzięki solidnej rekrutacji i daniu możliwości kształcenia się pozostałym uczniom także w szkolnictwie zawodowym licea miały swoją rangę i znaczenie w kształceniu elit kraju.Kończąc szkołę zawodową było się zaś fachowcem potrzebnym na rynku pracy.W II RP to właśnie rozwijanie szkolnictwa zawodowego pozwalała na właściwe rozwijanie się liceów.Proszę Państwa to także dzisiaj jest klucz do reformy oświaty.Ta droga ! Proszę się nad tym zastanowić bez uprzedzeń.Pozdrawiam

      Usuń
    6. @Anonimowy1 listopada 2016 01:31
      Podstawowe argumenty za dwuszczeblowością są przecież już po tym postem Profesora! Choćby tu

      Anonimowy28 października 2016 16:17

      - jak widać gimnazjum nawet swoich nauczycieli czytać z e zrozumieniem nie uczy ;-)

      Usuń
    7. Nauczyciele gimnazjów w większości kończyli szkołę podstawową i liceum w PRL i może dlatego tacy niedouczeni jesteśmy. Pozdrawiam , osobiste Pana przytyki są poniżej pasa.Zaś Pan argumentacja wcale nie wskazuje ,że problemy uczniów wynikają z edukacji w gimnazjach.Trzeba spojrzeć na problem całościowo, bo często po SP słabsi uczniowie nie umieją nawet tabliczki mnożenia.To jest szerszy problem.Osobiste zaś przytyki Pana raczej świadczą o ich autorze .Pozdrawiam.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  6. A fakty są następujące:
    Od 1991 r., czyli od chwili, podpisania Układu Stowarzyszeniowego, polska edukacja była reformowana w kierunku standardów i priorytetów wiodących w UE, czyli głównie w Niemczech.
    W ogóle najlepiej, gdyby jako drugi język obowiązkowy wprowadzono niemiecki, wysyłano młodzież na przyuczenie do wykonywania prostych czynności porządkowych i technicznych do Berufsschule, zamknięto szkoły na wyższym poziomie i studia wyższe, bo i tak w większości Polska nie ma nic z wydanych pieniędzy na kształcenie młodych ludzi, którzy albo stąd wyjeżdżają, albo pracują kilka poziomów poniżej posiadanego wykształcenia. Przesadzam i sączę jad? - ależ skąd! - skłaniam tylko do refleksji, co mają młodzi ludzie po tak przetrzebionym programie nauczania, głównie z treści humanistycznych oraz nauk matematyczno - przyrodniczych. Mam wrażenie, że szkoła teraz nie kształci, tylko przyucza do bliżej nieokreślonego "rynku pracy" oraz przysposabia do wymogów w specyficzny sposób rozumianej "demokracji". Niestety rzeczywistość nie jest demokratyczna, tylko elitarna - o czym przekonują się ludzie dorośli - młodzieży można wmawiać bądź co, bo nie ma jeszcze doświadczeń i punktów odniesienia. I gdzie tu wolność? - wolni mogą być tylko ludzie świadomi, konfrontujący się z prawdą o sobie i świecie. Tacy, którym pomaga się "stać sobą" i "być w świecie" na swoim miejscu. Tylko tacy ludzie mogą panować nad sobą i światem. Ale, komu dzisiaj na tym zależy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę w komentarzach silne niezrozumienie problemu. Czy któryś z ministrów oświaty był oceniony pozytywnie ? - Żaden. Ile lat musi jeszcze upłynąć, ilu ministrów zmienić się, żebyście/żebyśmy zauważyli, że "coś tu nie gra". Żaden minister oświaty nie był i nie będzie "dobry". - Dlaczego ? - Ciągle pisze o tym Profesor Śliwerski. Przyczyna nie leży w kolejnych ministrach lub partiach. Przyczyna leży w systemie.
    Ktoś tu pisze, że przejście do gimnazjum sprzyja zachowaniom destrukcyjnym wśród młodzieży, np. inicjacji alkoholowej. Jeśli to ma być argument za likwidacją gimnazjów, to jest on równie mądry jak postulat likwidacji produkcji sprzedaży alkoholu (prohibicji). To może tak: na reumatyzm - lewatywa. Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat związek drastycznego OBNIŻENIA wieku inicjacji alkoholowej u młodzieży, szczególnie dziewcząt, to jest WYNIK BADAŃ firmowanych przez prof.Czapińskiego. Prowadząc te badania parę lat temu prof.Czapiński oczywiście nie wiedział WTEDY, co DZIŚ z politycznego punktu widzenia POWINNO w nich wyjść, więc wyszła mu PRAWDA ;-)
      Panie Marianie! A ile Pan zarobił, dorabiając w "Zespole Doradców Strategicznych" min.Kluzik-Drożdżówki (dobrze płacono od strony kwitu!) i co z tego strategicznego doradzania wynikło??? Pytam, bo odpowiedź na to pytanie w istotny sposób wpływa na ocenę WIARYGODNOŚCI Pańskich dzisiejszych wypowiedzi przeciw reformie min.Zalewskiej!

      Usuń
    2. Anonimowy2 listopada 2016 16:24 c.d.

      Oczywiście chodzi tu o związek pomiędzy wprowadzeniem gimnazjów a wiekiem inicjacji alkoholowej młodzieży ;-)

      Usuń
  8. A tu głos wiceprezydenta stolicy Włodzimierza Paszyńskiego: http://www.instytutobywatelski.pl/25771/komentarze/nauka-i-praca/skutki-dobrej-zmiany-w-edukacji
    Co Pan na to, Panie Profesorze?

    OdpowiedzUsuń