piątek, 2 września 2016

W oczekiwaniu na koniec szkoły hipokryzji i politycznej gry w "Chińczyka"


Szanuję i cenię ludzi, którzy są słowni, a więc wiarygodni oraz solidnie pracują. Tym razem mamy kolejnego ministra edukacji, który więcej OBIECUJE, niż jest w stanie uczynić. Po co zatem podejmuje się kierowania szkolnictwem w kraju, skoro nie ma odpowiedniej wiedzy, umiejętności zarządzania, ani nie jest w stanie pokazać Polakom, jaką ma wizję polskiej edukacji? Minister Anna Zalewska obiecywała pod koniec czerwca, że po wakacjach przedstawi założenia reformy? Gdzie one są?

Wiem, wiem. Będą, ...nastego września. Tymczasem daje się dziennikarzom zarobić na wierszówkach (opozycyjni mają mniejszy dostęp, posłusznym podrzuca się nieco więcej), bo w końcu to oni mają zastąpić ministra i jego doradców w sondowaniu nastrojów społeczeństwa, a szczególnie środowiska oświatowego. Nie radzą sobie młode doradczynie w Gabinecie Politycznym pani minister. Może powinny skorzystać z oferty jednej z prywatnych szkół wyższych, która kształci specjalistów w zakresie "doradztwa politycznego".

Jak wyjaśnia się tę nową rolę zawodową? "Od polityków różnią się przede wszystkim praktyczną wiedzą na temat działania rynku medialnego i technik kreowania wizerunku. Dobry specjalista powinien również pozostawać w cieniu: to nie jemu przeznaczone są blask reporterskich fleszy i studyjnych reflektorów." U Joanny Kluzik-Rostkowskiej szefową Gabinetu Politycznego była trenerka dramy. Skutecznie do niej doprowadziła ten resort.

Być może teraz jest taki postmodernistyczny trend, że im młodszy doradca, im mniej doświadczony, ale za to mądrzejszy od ministra (skoro jest jego doradcą), tym chyba lepiej dla centralistycznego nadzoru? Przyznaję rację twórcom tego kierunku studiów , którzy piszą: "Doradca nie jest jednak cudotwórcą. Nie z każdej osoby da się zrobić polityka – bez charyzmy po prostu się nie obędzie."

Właśnie dlatego włącza się do polityki firmy badające opinię publiczną, by dobrać takie dane, które wzmocnią polityczne rozwiązania. Pamiętamy to z okresu rządów PO i PSL. Wykazywała to TV Niezależna. Jak czytam, jaki odsetek Polaków popiera reformę, której założeń prawnych i pedagogicznych nikt nie znał, to zastanawiam się nad rzetelnością tej firmy i sensem płacenia jej za usługę z pieniędzy publicznych. Zostawmy to jednak na boku.

Co dzieje się za murami "Szarego Domu", czyli MEN? Która frakcja partii rządzącej wygra ostatecznie swój model indoktrynacji, przepraszam - "wychowania"? Zlikwidujemy gimnazja? Czemu nie. Co to za różnica, skoro nie stoją za tym rozwiązaniem żadne argumenty naukowe, psychologiczne, pedagogiczne, dydaktyczne? Likwidujmy. To potrafimy robić najlepiej. DO tego nie potrzeba żadnej charyzmy.

Trzeba było uroczyście otworzyć nowy rok szkolny 2016/2017, który - jak mówiła pani minister - będzie "dobrym rokiem", tak jak każda zmiana musi być dobra. Kto chciałby złej zmiany? Niech się przyzna. Szkoda, że minister edukacji zabrakło odwagi, by właśnie tego dnia spotkać się z nauczycielami publicznego gimnazjum. Mogłaby stanąć twarzą w twarz z nauczycielami, uczniami i rodzicami tych szkół, by wyjaśnić im powody zmiany i powiedzieć na zakończenie apelu - "Pamelo żegnaj".

Tymczasem medialne wiadomości upubliczniły wypowiedź minister A. Zalewskiej, że to GIMNAZJA SAME SIĘ PODDAŁY. Ona wcale nie miała ochoty ich likwidować. Chyba któryś z urzędników podrzucił jej informację, że gimnazja łączono w minionych latach w zespoły szkolne ze szkołami podstawowymi (Wszystkie? Wszędzie?). Niech więc nauczyciele i samorządowcy nie narzekają teraz na to, że skróci się ich "mękę" o jeden rok! Zamiast dziewięcioletniej szkoły (6+3), MEN proponuje jej skrócenie do ośmioletniej. O co zatem chodzi? Po co ten krzyk?!

Ciekaw jestem, jak długo jeszcze będziemy manipulować polskim szkolnictwem? Ile jeszcze kadencji musi upłynąć, żebyśmy odzyskali szkoły dla naszych dzieci, nie godzili się na realizowanie za ich pośrednictwem partyjnych interesów władzy i prowadzenie rozgrywek politycznych? Może minister określi wizję edukacji polskiej?

Tylko niech nikt już nie mówi o rzekomej zmianie w nauczaniu historii, bo nasi nauczyciele naprawdę są wykształceni i rozgarnięci. Nie potrzebują do tego programów IPN-u. Wystarczy im uzgodniona w kraju podstawa programowa kształcenia ogólnego i odpowiedni wymiar godzin do realizacji zajęć. To nie nauczyciele zdecydowali o tym, ile ma być godzin kształcenia historycznego i w jakiej strukturze organizacyjnej!

Czy ktoś w tym kraju ponosi odpowiedzialność za to przestawianie "klocków"? Czy nasze dzieci muszą płacić cenę ministerialno-partyjnych "gier planszowych" pod tytułem "Chińczyk", czy też inaczej jeszcze nazywanej - "Człowieku, nie irytuj się!"?

Kto wymyślił szczątkowe, fragmentaryczne czytanie książek? KTO? Nauczyciele? Dyrektorzy szkół? Czy może minister edukacji podpisał rozporządzenie w zakresie dewastacji kulturowej? Czy był to minister konstytucyjny a zarazem niespełniony dziennikarz, którego wyjęto z partyjnego kapelusza?

Po co wydawano miliony na zmiany struktur, podręczników (tu królowało kolesiostwo niekompetentnych nauczycieli), na konferencje, szkolenia, certyfikaty, skoro i tak idzie to do śmieci? W Polsce nie ma żadnej ciągłości politycznej, a zarazem ponadpartyjnej w sprawach, które dotyczą przecież prawie wszystkich obywateli. Trzeba własną nomenklaturę jakoś wyżywić, dowartościować, odpłacić jej stanowiskami za poparcie? A w szkołach co? Znowu ZAPARCIE.

Co jedni dali, to drudzy odebrali, co jedno skrócili, to następni wydłużyli, jak jedni coś przyspieszyli, to kolejni to spowolnili itd. Jak w piaskownicy. Jak jeden walnie łopatką, to drugi sypnie mu piaskiem w oczy. Czy naprawdę dorośli politycy nie zamierzają skończyć z tymi zabawami?

EDUKACJA powinna być DOBREM OGÓLNONARODOWYM, zarządzanym ponad podziałami politycznymi i religijnymi, uspołeczniona tzn. kontrolowana przez ekspertów Rady Edukacji Narodowej czy Komisji Edukacji Narodowej. Niech Polacy wreszcie zrozumieją, że w edukację trzeba inwestować, bo szkoła i nasze dzieci nie są własnością jakiejkolwiek partii politycznej, związku zawodowego nauczycieli czy też Episkopatu.

SZKOŁA PUBLICZNA - to nie szkoła ukrytych interesów rządzącej formacji, to instytucja, której organ prowadzący i nadzór pedagogiczny (mój Boże - co za penitencjarna, jeszcze z czasów PRL nomenklatura więzienna) wspomaga rodziców w procesie kształcenia i wychowania, ale ich w tym nie zastępuje oraz ich z tego procesu nie wyklucza.

Nie obchodzą mnie wojny polsko-polskie, których ofiarami stają się po raz kolejny nie tylko dorośli, podzielone już rodziny (bo nawet na pogrzebach prowadzi się polityczne spory i kampanie), ale przede wszystkim dzieci i młodzież. Merytorycznie niepokoi mnie kolejny, a stracony rok lub lata w wyniku ignorancji i arogancji władzy pod szyldem "reformy".

Nie będziemy kształcić zniewolone umysły przyszłych nauczycieli, bo oni nie mają być przedłużonym ramieniem niekompetentnej władzy, tylko mają edukować, wspomagać integralny rozwój młodych osób, mają być innowacyjni i ustawicznie samokształcący się. Trzeba im dobrze płacić i jeszcze więcej wymagać. Jako podatnicy mamy prawo nie życzyć sobie permanentnego marnotrawienia pieniędzy na finansowanie kolejnych strat szkolnych.

Niech nie cieszą się w opozycji ani Katarzyna Hall, ani Krystyna Szumilas, ani Joanna Kluzik-Rostkowska, ani Roman Giertych, ani Krystyna Łybacka czy Mirosław Handke wraz z ich wiceministrami czy dyrektorami departamentów w MEN minionych kadencji, bo niszczyli polską edukację w sposób wyrafinowany, cyniczny, niektórzy nawet pozałatwiali sobie różne sprawy, a teraz, z ustami pełnymi frazesów wypowiadają się we wszystkich możliwych mediach na temat rzekomej ich troski o teraźniejszość polskiej szkoły. Szczyt hipokryzji.


9 komentarzy:

  1. Żeby się nie powtarzać: https://repozytorium.umk.pl/handle/item/2171
    Opublikowałem to w roku 2014, głoszę z uporem maniaka od.... Nie tylko to i nie tylko tam...
    Piotr Petrykowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to przypominać. Ja z tym walczę od 1993 r.Jestem cierpliwy.

      Usuń
  2. święta prawda: edukacja stała się środkiem do do załatwiania bieżących interesów politycznych kosztem systematycznego niszczenia kolejnych pokoleń uczniów oraz nauczycieli. Czy ci prymitywni politycy zapatrzeni w słupki poparcia zdają sobie sprawę z antyedukacyjnych skutków swoich decyzji, których za kilka lat, najpierw sami,a potem ich dzieci i wnuki staną się ofiarami ? Wszyscy powinniśmy się wstydzić za negatywną selekcję ministrów / w tym szczególnie ministrów edukstwa do acji...i szkolnictwa wyższego /. Potrzebny jest tu jakiś społeczny ruch z jednej strony oporu, ale z drugiej odnowy...bo niebawem Kaczyński i spółka będą w stanie dostosować resztę społeczeństwa do swojego poziomu - a są już tego symptomy - co wprowadziłoby nas skraj społeczno - kulturowej przepaści

    OdpowiedzUsuń
  3. No dyrektorka gabinetu Kluzik-Rostkowskiej(vel Drożdżówki) była osobista córka medialnego "naukowego" celebryty i besserwissera prof.Czapińskiego - Drożdżówka kupowała sobie w ten sposób medialno-środowiskowe wsparcie tatusia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To była chodząca niekompetencja. Słyszałam jej wypowiedż na inauguracji roku akad. w APS . Chyba profesor też o tym pisał:"Wysoki Senacie. Pani minister powiedziała mi godzinę temu, że mam ją zastąpić. To może przeczytam listę ekspertów ds.informatyzacji szkół. " i czytała.... kupa śmiechu. Kompromitacja.

    Danuta

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla kolejnych ekip edukacja, jak i inne dziedziny społeczne, jest łupem... Społeczeństwo skażone myśleniem egoistycznym i egocentrycznym - "brawo Ja" oraz zakorzenionym przekonaniem podziału na "my i oni", mocno skorumpowane, nie jest w stanie dźwignąć się z podłego stanu moralnego upadku. Trzeba na to wskazywać otwarcie, cały czas mieć to na oku i nie pochwalać, ale wytykać te wady nie tylko narodowe z nadzieją, że nie jest to działanie bezsensowne, jak to mówią, "głos wołający w puszczy".

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszemy o tym od dawna. I nic. Zbliża się kolejny zjazd pedagogiczny. Znów będą krytyki i odwołania do państw zachodnich. To też nic nie zmieni. Warto wrócić, przed zjazdem, do pierwszego zjazdu w lutym 1993 roku i referatu wstępnego Zbigniewa Kwiecińskiego. Czy coś się zmieniło?

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej już coś, gdyż część społeczeństwa nie żyje w przeświadczeniu, że jest w porządku. Co do państw zachodnich, czy wschodnich, trudno tam o dobre wzorce. Jednak trzeba ich szukać, zwłaszcza w tych społeczeństwach, w których nie ma dużej rozpiętości czy wręcz przepaści w rozdziale dochodu w społeczeństwie, gdyż im jest on mniejszy, tym dane społeczeństwo jest mniej patologiczne, bardziej opiera się na wzorcach humanistycznych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Profesorze!
    A co Pan na desperacką próbę obrony gimnazjów tego "uczonego" doktrynera, który o szkole wie to co przeczyta (bo w niej nigdy od matury nie był) i to co wynika z MODNYCH kiedyś(!) teoryjek:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20635808,mikolaj-herbst-rzadowe-zmiany-w-oswiacie-to-proba-rozpaczliwie.html

    OdpowiedzUsuń