sobota, 10 września 2016

Gość w dom, byle nasz ... czyli o multi-kulti i sekurytyzacji


Mamy kolejną eseistyczną książkę Zygmunta Baumana pt. "Obcy u naszych drzwi" (przekł. Weronika Mincer, Warszawa: PWN 2016), która już swoim tytułem zapowiada problem, z jakim nie może poradzić sobie Europa, a mianowicie z napływem migrantów. Zwiastuje on upadek i zagładę sposobu życia, jaki znamy, praktykujemy, cenimy (s. 7)

Socjolog nie zamierza nas utrzymywać w lęku, wzmacniać poczucie strachu przed obcymi, gdyż od lat znany jest ze swojej otwartości na obce kultury, inne narodowości czy osoby odmiennych wyznań.

Co więcej, uświadamia, że to głównie media żerują na ludzkiej tragedii wywołując „panikę moralną”. Szybko jednak zapominają o wcześniejszych katastrofach i falach uchodźców, bo po pewnym czasie i te newsy wywołują obojętność lub zmęczenie wśród odbiorców. Migracje nie są ani niczym nowym, ani też zjawiskiem, które można powstrzymać, co najwyżej zmieniają się powody i kierunki przemieszczeń.

Polecam to skromne objętościowo studium interdyscyplinarnej myśli naszego socjologa, który w rzadko spotykany sposób (dla przedstawicieli tej dyscypliny naukowej) potrafi odwoływać się do najwybitniejszych humanistów współczesnego świata, by uwrażliwić na ponadczasowe i globalne problemy oraz idee naszego losu.

Książeczka Baumana sprawia wrażenie połączenia w jeden tomik sześciu wykładów czy referatów dotyczących problematyki międzykulturowej. Zabrakło autorskiej korekty, w wyniku których można byłoby uniknąć powracania do wcześniej już omawianych kwestii. Czyta się jednak tę publikację płynnie, jak doświadczamy na co dzień otaczającej nas w realu i wirtualu ponowoczesności, toteż niewiele ona zmieni w świadomości ludzi.

Większość - nawet zainteresowanych zagadnieniami obcości w świecie ich własnych doznań i relacji - nie sięgnie po tę rozprawkę, gdyż mamy w kraju agresywną kampanię anty-międzykulturową. Wkrótce okaże się, że pisanie rozpraw z pedagogiki, socjologii czy psychologii międzykulturowej jest de mode, a nawet wysoce niepożądane, bo przecież rządzący już wiedzą, że one upadły i powinny odejść ze sceny nauki, edukacji i polityki. Nic bardziej mylnego i toksycznego w naukach społecznych utrzymać się nie da i nie powinno być reprodukowane.

Tymczasem Z. Bauman przywołuje m.in. przesłanie Papieża Franciszka, jak chociażby to z jego pobytu w Lampedusie w lipcu 2013 r.:

Wielu z nas, w tym ja sam, straciło orientację. Nie zwracamy już uwagi na świat, w którym żyjemy. Jesteśmy obojętni. Nie chronimy tego, co Bóg stworzył dla nas wszystkich, nie jesteśmy w stanie zadbać o siebie nawzajem! A gdy cała ludzkość traci orientację, konsekwencją są tragedie (…). (s. 28)

Podzielone polskie społeczeństwo i polski Kościół katolicki pisze własny scenariusz dramatów OBCYCH kulturowo wśród nas. Z przykrością odczytałem wiadomość o wyjeździe po roku pobytu w naszym kraju syryjskich rodzin z dziećmi. Te zabiorą ze sobą pluszaki, ale i przykre wspomnienia stygmatyzacji i wykluczania ich przez rówieśników oraz dorosłych. Nie potrafiono odrzucić cząstki Heroda we własnych sercach i nikt nie zapłakał nad losem obcokrajowców w naszym kraju.

Utożsamianie „problemu migracji” z problemem narodowego i jednostkowego bezpieczeństwa, podporządkowanie pierwszego problemu drugiemu oraz w końcu zredukowanie pierwszego do drugiego, oznacza – w praktyce, nawet jeśli nie tak precyzyjnie – de facto wspieranie i umacnianie trzech splecionych ze sobą celów Al-Kaidy, Daeszu oraz ich przyszłych naśladowców. (s. 46)

Bauman wyjaśnia znaczenie nowego pojęcia, które wykluło się w wyniku procesów wojny SWOICH z INNYMI, jakim jest SEKURYTYZACJA, czyli fenomen manipulowanego przez rządzących „braku bezpieczeństwa” przekładającego się na potrzebę domagania się czy akceptowania przez obywateli zwiększania zakresu nadzorowania ich życia, przyzwalania służbom na nadkontrolę. (…) nieważne, jak niesmaczne lub zwyczajnie odrażające te działania mogą się okazać (…) (s. 32).

Ukrytą funkcją sekurytyzacji jest de facto umacnianie władzy przez rządzących, którzy rzekomo mają zapewnić naiwnym obywatelom poczucie bezpieczeństwa. A nie zapewniali i nie zapewnią, także własnym elitom, o czym najlepiej świadczą tragedie pod Smoleńskiem czy wcześniejsza utrata pod Poznaniem najwyższych rangą oficerów polskiego lotnictwa. Skoro nie można zabezpieczyć życia Prezydentowi RP, to co dopiero mówić o zwykłych (w sensie statystycznym) obywatelach.

Rządów nie interesuje łagodzenie panującego wśród obywateli strachu, lecz podsycanie niepokoju wyrosłego z niejasnej przyszłości i ciągłego, wszechogarniającego poczucia braku bezpieczeństwa – pod warunkiem, że korzenie braku bezpieczeństwa znajdują się w miejscach, gdzie ministrowie mogą robić sobie zdjęcia prężąc muskuły a jednocześnie ukrywać fakt, że są bezradni wobec wyzwań, z jakimi przyszło im się zmierzyć. (s. 38).

Zaczęliśmy wprowadzać monitoring do szkół, przedszkoli i żłobków, budować płoty na osiedlach mieszkaniowych, których początkiem były jednak psychiczne granice we własnej świadomości i sumieniach. Co tu mówić o obcych kulturowo, skoro dla niektórych OBCYMI stają się także rodacy!

Właśnie dlatego m.in. (…) „sekurytyzacja” jest moralnie bezduszna, odrażająca, ślepa na problemy społeczne, w dużej mierze bezpodstawna, a często celowo zwodnicza, można ją również oskarżyć o ułatwianie zadania ugrupowaniom rekrutującym prawdziwych (w odróżnieniu od domniemanych lub fałszywie o to oskarżanych) terrorystów. (s. 45)

Coraz silniej i otwarcie przyzwalamy na stygmatyzowanie INNYCH, naruszanie poczucia ich godności, czemu wielu hejterów daje wyraz na Twitterze czy w Facebooku nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Krzywdzą i pozwalają na krzywdzenie innych, by zaspokoić własne ego, podreperować osobiste kompleksy. Cudzym kosztem jest łatwiej tym bardziej, kiedy jest się dla atakowanych niewidocznym.

Niszczenie autorytetów, podważanie osób znaczących, deprecjonowanie ludzi służy osobistym interesom nie tylko ludzi sprawujących władzę. To zjawisko zostało już dawno temu rozpoznane przez psychologów społecznych jako ingracjacja (m.in. podwyższanie poczucia własnej wartości kosztem poniżania innych) i adiaforyzacja (podstępne wyłączanie niektórych osób – SWOICH - spod osądu moralnego).

Wzbudza się „otoczkowe” potrzeby, wywołuje strach, lęk, poczucie niepewności czy zagrożenia, by dzięki temu realizować własne cele. Ludzie stają się sami nie tylko ofiarami takich praktyk, ale i ich sprawcami, kiedy czynnie włączają się w „kopanie dołków” pod INNYMI.

Bauman stawia nas przed odpowiedzią na pytanie, czy rzeczywiście doszliśmy już jako mieszkańcy Ziemi do takiego momentu, że albo zaczniemy ze sobą współpracować, albo wyginiemy. Słusznie przywołuje w swojej argumentacji myśl E. Kanta, E. Levinasa, U. Becka, M. Bachtina, H. Arendt, E. Goffman, ale i osiemnastowiecznego humanisty Hobsbawma, by przestać straszyć globalizacją i OBCYMI w sytuacji, gdy tych procesów już nie da się zatrzymać na naszej planecie, nie da się (…) zamknąć drzwi, które dawno wypadły z zawiasów (lub zostały wyłamane), i stały się bezużyteczne.(s. 74)

Niech zatem tego wpisu nie komentują ci, którzy chcą koniecznie przywoływać „obrzydliwą” biografię z wczesnej dorosłości Z. Baumana. Może warto wznieść się do świata wartości, moralności, także tej chrześcijańskiej. Mamy rok miłosierdzia.

Zastanówmy się jednak nad tym, czy rzeczywiście warto ulegać fałszywej propagandzie, jakoby upadła idea multi-kulti i że między- oraz wielokulturowość jest zagrożeniem? Czy już nie obowiązuje polska tradycja „Gość w dom – Bóg w dom?”

Książka Z. Baumana nie wywoła żadnej zmiany społecznej, ani też w naukach społecznych czy humanistycznych, bo i nie wnosi do nich niczego nowego. Jest znakomitym eseistycznie przeglądem prasy zachodniej, który raczej ulegnie szybkiemu zapomnieniu. Czyta się ją - jak dawniej - książki Bogdana Suchodolskiego, tyle tylko że nasz pedagog nie zawsze przywoływał źródła, z których korzystał. Zdaje się, że już niczym nas socjolog Z. Bauman nie zaskoczy.

Dobrze, że autor tej książki nie był w Warszawie, bo rozmawiając w środkach stołecznej komunikacji z OBCYM po angielsku czy francusku mógłby zostać pobity przez anonimowego "patriotę".




11 komentarzy:

  1. Dziękuję. Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  2. kilka wątpliwości:
    1. "czy rzeczywiście warto ulegać fałszywej propagandzie, jakoby upadła idea multi-kulti " - fakty są bezwzględne, upadek idei multikulturalizmu jest zbyt widoczny w sferze faktów, by nazywać to fałszywą propagandą; nie da się pogodzić w ramach jednej społeczności laickości i radykalnego islamu; moi znajomi z Francji od kilkunastu miesięcy nie wyobrażają sobie bezpiecznej koegzystencji z radykalnymi islamistami (co prawda nie stanową oni większości społeczności arabskiej we Francji, ale za to są najbardziej widoczni i odczuwalni); co więcej, coraz częściej nie wstydzą się takiej myśli - jeżeli ktokolwiek będzie miał do mnie pretensje, że chodzę w mini, że na ulicy przy kawiarni pije wino, że w mojej restauracji podaję wieprzowinę, to spotka się z moją twardą pięścią;
    2. "Czy już nie obowiązuje polska tradycja „Gość w dom – Bóg w dom?”" - obowiązuje, ale częścią tej tradycji jest inna reguła - w moim domu wymagam szacunku dla mnie i moich reguł, zasad i obyczajów; gość musi je uszanować; a jeżeli mnie nie szanuje, to po co do mnie przychodzi?;
    3. "Dobrze, że autor tej książki nie był w Warszawie, bo rozmawiając w środkach stołecznej komunikacji z OBCYM po angielsku czy francusku mógłby zostać pobity przez anonimowego "patriotę"." - Panie Profesorze, czy to aby na pewno był "patriota", a może produkt rodziny omamionej ideą wychowania bezstresowego, albo zatracającej funkcje wychowawcze z powodu pogoni za kasą, produkt szkoły pozbawionej po stanie wojennym autorytetu i rezygnującej z oddziaływań wychowawczych (zwłaszcza za demokracji), mediów wyszydzających zarówno "patriotyzm", jak i patriotyzm?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ad.1. Nie zgadzam się. Od ponad 30 lat uczestniczę w różnych badaniach i projektach ped.międzykulturowej.To, o czym oan pisze, to IDEOLOGIA, potoczność na użytek polityki.
    Ad.2 -100 proc.zgody
    Ad.3 - napisałem "patriota". Czego ów typ żądał od prof. UW? By mówił po polsku. Mija się to z pańską tezą ad.2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze 2-3 lata temu można było odnieść wrażenie, także udowodnić w badaniach, że multikulturalizm dział; ale ja piszę o sytuacji z ostatnich miesięcy - nie działa; a odczuć bardzo typowych Francuzów nie nazwałbym ani potocznością, ani ideologią - ich tradycyjne życie legło w gruzach - to ich słowa
      jeżeli zaś chodzi o tego "patriotę" to takich typków jest masa na ulicach (dużo więcej niż 30 lat temu), jest im obojętne czy dają w twarz za mówienie po niemiecku, czy za krzywe spojrzenie; miał taki kaprys to uderzył, powód nie ten to inny, bo co mu zrobią, bo rodzina i szkoła przyzwyczaiły do tego, że nie ma odpowiedzialności i obowiązków - to jest efekt czegoś, co nazywamy wychowaniem, ale z wychowaniem nie ma niczego wspólnego

      Usuń
    2. A jednak -odczucia Francuzów, to potoczność. Nie ma to nic wspólnego z nauką. Przez 10 lat współpracowałem ze Szwajcarami. Tam multi-kulti nadal jest i działa. Trzeba do tego kultury! I szacunku do nauki oraz nauczycieli!

      Usuń
    3. Szanowny Panie Profesorze,
      Proszę wybaczyć pytanie, ale jak rozumieć sentencję, wedle której codzienne doświadczenia ludzi (owa "potoczność"), nie mają "nic wspólnego z nauką"? Byłem kiedyś świadkiem rozmowy dwóch uczonych, i jeden pytał drugiego: "i co, wyszły ci badania?" Czy chodzi o to, że jeśli kształt rzeczywistości nie pasuje do teorii, wówczas nie warto zwracać na nią (tę niezgodną z teorią rzeczywistość) uwagi? Czyli jeśli ludzie doświadczają czegoś innego, niż uczeni zakładają, że powinni doświadczać, wówczas owi uczeni sprowadzają te doświadczenia do kategorii "odczuć"? Nietzsche mówił: "fakty są głupie!" Wygląda na to, że ukuł motto dla współczesnej nauki...

      Usuń
    4. Nauka wie znacznie więcej na ten temat niż 2 czy 100 znajomych. Tylko to chciałem powiedzieć. Pan nie mysi czytać, analizować i badać pewnych procesów. Wystarczy Panu, że ktoś coś powie, a Pan coś zobaczy. Nie ma w tym nic złego. Proszę tego nie wartościować. Doprawdy wyrwanym cytatem niczego Pan nie uzasadni. Ma pan prawo do swojego oglądu rzeczywistości.To jest potoczna wiedza. OK. Proszę tylko nie wdrukowywać innym, że jest pan tu ekspertem.

      Usuń
    5. Nauka wie znacznie więcej na ten temat niż 2 czy 100 znajomych. Tylko to chciałem powiedzieć. Pan nie mysi czytać, analizować i badać pewnych procesów. Wystarczy Panu, że ktoś coś powie, a Pan coś zobaczy. Nie ma w tym nic złego. Proszę tego nie wartościować. Doprawdy wyrwanym cytatem niczego Pan nie uzasadni. Ma pan prawo do swojego oglądu rzeczywistości.To jest potoczna wiedza. OK. Proszę tylko nie wdrukowywać innym, że jest pan tu ekspertem.

      Usuń
    6. Panie Profesorze nie byłbym aż taki pewny tego, co wie nauka. Napisał Pan: "Przez 10 lat współpracowałem ze Szwajcarami. Tam multi-kulti nadal jest i działa." - fakt, iż dowolny mechanizm społeczny dobrze działa w Szwajcarii, nie oznacza, że równie dobrze działa w np. Francji; powód? - w kwestii imigrantów - Szwajcarzy zawsze starannie selekcjonowali osoby, którym pozwalano pozostać na stałe i mocno limitowali ich liczebność (i robią to także obecnie), a Francuzi (i kilka innych państw europejskich) w ubiegłym roku stracili kontrolę nad napływem imigrantów. To są zupełnie inne realia społeczne, w których doświadczenia szwajcarskie nie muszą zafunkcjonować (a znaczna liczba jednostkowych przykładów ewidentnie wskazuje na to, że multi-kulti nie funkcjonuje). Tak więc nauka też ma swoje ograniczenia, a w kwestiach społecznych już niejednokrotnie myliła się bardziej niż "potoczność".

      Usuń
  4. Wydaje się, że tam gdzie spotykają się ludzie z kultur o przeciwstawnych wektorach, musi dojść do konfliktów. Z jednej strony mamy kulturę opartą na wolności, różnorodności i prawie, a z drugiej, opartą na nie-wolności (przymusie), nie-różnorodności (sztywnych schematach), nie-prawie. Jak wybrnąć z tej sytuacji ? Sądzę , że najlepszym narzędziem "godzenia" kultur jest szeroko rozumiana edukacja. Jak edukacja ? Czy ta, nastawiona na uzyskiwanie=wyciskanie jak najlepszych wyników z matemy, fizy, bioli, a nawet wuefu, jest odpowiednia ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie Profesorze;

    ciekawe jakich procesów globalizacji nie da się zatrzymać według Baumana? Przecież globalizacji jest wiele i różne jej formy mogą stać się zarówno zbawieniem jak i zagładą dla ludzkości. Czy faktycznie globalizacja neoliberalna stawiająca na niepohamowany wzrost kapitału kosztem czesto ludzkiego życia nie ma alternatywy? Czy można ufac, że możnowładcy, Komisnja Trójstronna, klany rodzinne, korporacje, przemysł zbrojeniowy, lobby farmaceutyczne itd. chcą tej samej globalizacji o którą domagał się np Komensky? Może jednak im idzie o to - w odróżnieniu od tego pedagoga - aby wszyscy myśleli, że wiedzą wszystko o wszystkim a faktycznie nic nie rozumieli?

    OdpowiedzUsuń